Rozdział
7
Śmietanka
o smaku orzechów laskowych
Chace
„…lo,
Słonko”.
Jak
każdego ranka od pierwszej rozmowy, kutas Chace’a, już twardy, szarpnął się, po
usłyszeniu słodkiego, sennego, ochrypłego głosu Faye odbierającej telefon.
„Dzień
dobry mała” - odpowiedział.
„Złapałeś
wczoraj jakichś złych facetów?”
Był
sobotni poranek, tydzień i dwa dni po ich randce w Kogucie. Ich kolacja we
włoskim lokalu w mieście poprzedniego wieczoru została przerwana, gdy dostał
wezwanie po tym, jak ktoś wrócił do domu i odkrył, że do jego mieszkania się włamano.
On
i Faye mieli półtora tygodnia porannych rozmów telefonicznych, podczas których
była słodka, zaspana, niewinnie seksowna i często zabawna. Półtora tygodnia
kawy i obserwacji, jak dzieciak chwyta torby z jedzeniem, wodą, książkami i
innymi przedmiotami, które Faye lub Chace uznali za potrzebne mu. Mieli półtora
tygodnia, kiedy co wieczór jedli razem kolację, wychodząc lub jedząc w mieszkaniu
Faye, gdzie ona gotowała.
Chace
nie był zaskoczony, ale to nie znaczyło, że nie był zadowolony, z odkrycia, że
podobnie do sposobu, w jaki ubierała się, pielęgnowała, dekorowała i dbała o
swój dom, miała subtelny talent do gotowania.
To
było trzymanie się domowej kuchni: żeberka bez fanaberii.
To
też było nadzwyczajne.
Oznaczało
to, że jedli wspólną kolację co wieczór, z wyjątkiem czterech razy. Jeden,
kiedy poszła na wcześniej zaplanowaną kolację z mamą i tatą. Trzy razy, kiedy
poszła na siłownię i ćwiczyła.
W
jednym z tych przypadków było to, że też musiał pracować do późna, więc spotkał
się z nią na drinka w Bubba’s, miejscu, w którym nigdy nie była, ale jak zwykle
powitała go Krystal i pieprzona Twyla, kelnerka lesbijka, wzbudzająca strach
przed Bogiem u większości mężczyzn, ale zachowująca się tak, jakby Faye była
jej najlepszą przyjaciółką. Chace był tym zaskoczony, ale zaczął chichotać, gdy
zobaczył, że Faye była jeszcze bardziej zaskoczona zachowaniem Twyli. Potem, jak
to Faye rozgrzała się do tego i pod koniec czasu, gdy tam byli, ona i Twyla
gadały jak dawno zagubione siostry.
Odprowadził
ją później do domu, całował się z nią z języczkiem tuż za drzwiami i zostawił
ją około osiem godzin wcześniej, niż chciał.
Dwie
z tych nocy zostawił ją z tym. Zrobił to, żeby to uspokoić, nie dla niej, dla
niego.
Zbyt
wiele z niej popchnęłoby go, by popchnął ją, by szła zbyt szybko.
Była
jak narkotyk, a gdy dni, a zwłaszcza noce, mijały i czuła się z nim bardziej
komfortowo, będąc w jego ramionach, mając jego język w ustach, jego ręce na
niej, a jej na nim, czyniła to bardzo wyraźnym, że była chętna do eksploracji.
Zdobywała doświadczenie, próbowała różnych rzeczy, nabierała pewności siebie i
stawała się niespokojna. To ostatnie też czyniła oczywistym. Chciała więcej i
sposób, w jaki to komunikowała, był fenomenalny. Tak fenomenalny, że musiał to
ochłodzić, aby nie stracić całej kontroli.
Przed
i w trakcie Misty prowadził aktywne życie seksualne z różnymi partnerkami. Nie
był podrywaczem. Był szczery z kobietami w swoim życiu i wiele kobiet w jego
życiu było właśnie takimi kobietami w jego życiu. Przed Misty umawiał się na
randki, miał związki, pracował nad nimi, jeśli myślał, że są obiecujące, ale z
żadną z nich nie czuł się właściwie.
Przede
wszystkim miało to związek z faktem, że gdy Faye po raz pierwszy zwróciła jego
uwagę, zrobiła to w wielkim stylu, którego nie mógł zignorować. Nie znał,
dopóki nie zobaczył Faye, rodzaju kobiety, której szukał, ale jedno spojrzenie
na te kasztanowe włosy, w te kryształowo niebieskie oczy, na krzywe, których
nie ukrywała, ale też nie eksponowała, jej płochliwe zachowanie, nieśmiały
uśmiech i rozmarzony wyraz jej twarzy wywarły trwałe wrażenie, którego nie mógł
się pozbyć.
Ale
nie skończył jeszcze cieszyć się różnorodnością, a w tym czasie była bardzo
młoda, wyraźnie niedoświadczona i wymagała czasu i troski, aby jego zamiary
doprowadziły do zaangażowania, więc powstrzymał się od zbliżania się do Faye.
Za
długo jak się okazało.
Ale
miejmy nadzieję, że nie było za późno.
Po
Misty możliwe urzeczywistnienie tego związku z oczywistych powodów zostało
ograniczone i, chociaż je miał, kobiety, które zabierały go do łóżka,
wiedziały, że nadejdzie koniec. On lubił to, one lubiły, ale oboje trzymali się
z daleka, ponieważ wiedzieli, że nie mają przyszłości.
Przed
i w trakcie Misty wszystko to było regularne.
Jak
na ironię, od czasu Misty miał tylko dwie kobiety. Jedną, z którą umawiał się i
pieprzył przez miesiąc, a potem to zakończył. Zrobił to, ponieważ dała jasno do
zrozumienia, że liczy na więcej, a Chace nie był w stanie jej tego dać. Ukryta
desperacja, którą od niej czuł, przypomniała mu o jego zmarłej żonie. Nie
kalkulowała jak Misty, był po prostu zdesperowana i nie to ustawało, więc ostatecznie
go zraziło. Druga była pozostałością z czasu spędzonego z Misty, która
otwierała mu drzwi i łóżko za każdym razem, gdy dzwonił. To było sporadyczne.
To było przypadkowe. Nie było to częste. Ale było naturalne.
Ostatni
raz zadzwonił trzy tygodnie przed tym, jak zobaczył Faye w Harker Wood.
To
oznaczało, że od sześciu tygodni nie miał kobiety.
To
był rekord.
To
czyniło również dokładnie kontrolowane pieszczoty z Faye inicjowaniem tortur.
Znakomite tortury, ale mimo to tortury.
Ich
poranne telefony, coś, co cholernie kochał, też były formą wykwintnej tortury.
Na
szczęście, kiedy kończyli, był w łóżku twardy i mógł coś z tym zrobić.
Co
zawsze robił.
Dzisiaj
będzie tak samo.
Jednak
dzisiejszej nocy była ta noc.
Dziś
wieczorem, kiedy Faye skończy pracę, przyjdzie po raz pierwszy do niego, a
Chace przygotuje jej kolację.
Wyjedzie
dopiero w poniedziałek.
Nie
wiedziała o tym, a on nie zamierzał jej przestraszyć i powiedzieć, żeby
przyniosła szczoteczkę do zębów i dodatkową parę majtek.
Jutro
rano zostawi ją w swoim łóżku i pójdzie po nie dla niej.
„Tak”
- odpowiedział na jej pytanie.
Dostał
ciszę, a potem - „Przepraszam?”
„Mam
go”.
Następnie
więcej ciszy - „Już?”
„Lenny
Lemcock próbuje zostać na wozie” - zaczął w odpowiedzi - „Często zawodzi. Kiedy
mu się nie udaje, musi się tak upić, że przez miesiąc nic nie pamięta. To
wymaga pieniędzy. Pieniądze, ponieważ nie ma pracy i żyje z niepełnosprawności,
musi kraść. Rzuciłem jedno spojrzenie na dom, wiedziałem, że to Lenny tam był, skoro
zostawia bałagan jako swój podpis. Zostawia także odciski. Nie musiałem nawet ich
zbierać, żeby wiedzieć, że to on. Bywa w siedmiu różnych placówkach. Znalazłem
go w czwartej, prawie upitego. Jest w areszcie i, niestety dla Lenny’ego, bo
chodzi o siódme oskarżenie, choć facet jest śmieszny, potrafi czarować i
udowodnił to, wielokrotnie czarując różnych sędziów, ostatnim razem, gdy się
pojawił, dostał ostrzeżenie. Nigdy więcej drugiej szansy. Jest wypieprzony. Wytrzeźwieje
przez ten czas, a moje wezwania do włamań drastycznie spadną”.
„Czy
wiesz wszystko o wszystkich w mieście?” - zapytała cicho z resztkowym snem i
nutką słodkiego podziwu w głosie.
„Tylko
o tych, którzy robią popieprzone gówno”.
„I
Banita Al” - dodała.
„Al
żyje na diecie składającej się z konserw mięsnych łamanej przez fasolę z puszki.
Jego rezydencją jest przybudówka w zaułku. Jego najlepsi przyjaciele to
dwadzieścia pięć zdziczałych kotów i może spakować wszystkie swoje rzeczy do
koszyka na zakupy, a nic z tego nie jest czymś, czego ktoś przy zdrowych
zmysłach by chciał. Wszystko to jest popieprzone. Po prostu nie ten irytujący
rodzaj”.
Usłyszał
jej cichy, melodyjny śmiech i, jak zawsze, kiedy go słyszał, delektował się
nim.
Kiedy
go stracił, rozkazał delikatnie - „W porządku, mała, czas, abyś wróciła do
snu”.
„Dobrze,
Słonko”
Zamknął
oczy, gdy to przez niego przeszło.
Kochał,
kiedy nazywała go Chace.
Ale
nazywanie go Słonko było czymś innym. Czymś czystym. Czymś magicznym. Jak
pierwszy śnieg w sezonie padający w nocy. Budzisz się rano, robisz kawę,
owijasz się w kurtkę i szalik na piżamę, wkładasz grube skarpetki i siadasz na
werandzie, pijąc kawę, która rozgrzewa wnętrze, ale widząc go przed sobą, kiedy
oddychasz, powietrze wychodzi czyste i wchodzi czystsze.
To
był mały powszechny cud, ale nawet to, że był powszechny, co czyniło go nie
mniej cudownym.
Kiedy
zrobiła to po raz pierwszy, czuł się, jakby został dotknięty ręką anioła i nie
wyzbył się tego uczucia za każdym razem, gdy to robiła.
Otworzył
oczy i zapytał - „Masz wskazówki dojazdu do mojego domu?”
„Tak”
- odpowiedziała cicho i to też go przeszło - „Myślę, że będę tam za kwadrans
siódma”.
„W
porządku, Słonko”.
„Jesteś
pewien, że nic nie mam przynieść?”
„Tylko
siebie”.
„Okej,
Chace”.
To
też zawsze przechodziło przez niego.
„Śpij
dalej”
„Okej”
„Później,
mała”
„Pa,
Chace”
Rozłączył
się, rzucił komórkę na stolik nocny i przewrócił się na plecy, patrząc w sufit.
Misty
sypiała w głównej sypialni.
Chace
spał w pokoju gościnnym.
Miesiąc
po jej śmierci wywalił swoje stare łóżko, w którym spała i kupił nowe. Wydał
krocie na materac, który sprawiał wrażenie spania na stałej chmurze. To było
spektakularne.
Tej
nocy Faye będzie z nim w tym łóżku. Jej włosy, jej zapach, jej ciało, jej
krystalicznie niebieskie oczy: wszystko to na jego poduszce.
W
czystym łóżku, nieskażonym śmieciami, które kiedyś były jego życiem.
Jego
łóżku.
Wsunął
rękę za głowę w tym samym czasie, gdy podniósł kolana i owinął drugą rękę wokół
penisa.
Potem
zamknął oczy i przeszedł przez jeden z wielu scenariuszy, przez które będzie
przeprowadzał Faye w nadchodzących miesiącach. W tym przypadku Faye często
używała ust. Nie spieszył się. Robił to najpierw głaszcząc leniwie, później
mocniej i szybciej.
A
kiedy skończył, doszedł mocno.
*****
Trzy
godziny później, Chace, po tym, jak trzepał się do Faye, zrobił kawę, zjadł
śniadanie i pobiegał, po prysznicu w dżinsach, ciemnoniebieskiej koszuli,
ciężkim wełnianym swetrze w kolorze denim i grubych wełnianych skarpetach,
siedział na bujanym fotelu na swojej werandzie. W ręku trzymał kubek gorącej
kawy, nogi trzymał na poręczy przed sobą i wpatrywał się w dal.
Chace
mieszkał w domu z czterema sypialniami w stylu rancza na południowo-zachodnim
krańcu Carnal. Posiadał piętnaście akrów, a żaden z jego sąsiadów nie miał
mniej niż trzy razy tyle. Dlatego ze swojego ganku nie widział żadnego z domów
sąsiadów. Tylko równina doliny, w której żyli, drzewa rozsiane po niej i skrywające
domy, otaczające okolicę wzgórza, góry za nimi i, w oddali, miasto Carnal.
Carnal
wyglądało na bardziej oddalone, niż było w rzeczywistości. Pozornie małe na
równinie, było tylko dziesięć minut jazdy od domu.
Rodzice
matki Chace’a utworzyli dla niego fundusz powierniczy, do którego miał dostęp, odkąd
skończył dwadzieścia pięć lat. Aby kupić ten dom i ziemię, uzyskał wziął z niego
część, by dać sporą zaliczkę, która zostawiła go z hipoteką rozsądną jak na
pensję gliniarza. Salon, jadalnia, pokój rodzinny, zajebista kuchnia,
spiżarnia, garderoba, dwie łazienki i toaleta, gabinet i cztery sypialnie, z
których główna posiadała jedną z łazienek i dużą garderobę. Znajdował się tam
staromodny ganek, duży kwadratowy taras z tyłu i ogromny garaż, w którym z
łatwością zmieściłby dwa SUV-y, dwa skutery śnieżne i quada.
Nigdy
nie tknął reszty pieniędzy.
To
dlatego, że odkąd mógł zgłębić tę koncepcję, zdecydował, że będzie miał troje
dzieci. Głównie dlatego, że nigdy nie miał brata ani siostry, a chciał jedno,
drugie, albo lepiej to, co miała Faye, oboje. Nie mając tego, zdecydował, że
bez względu na to, jakie miałby dzieci, będą miały rodzeństwo i zamieszkają w
domu pełnym ludzi, hałasu i miłości. Dlatego resztę pieniędzy odłożył na ich
edukację w college’u. Nie obchodziło go, czy chcieliby iść do szkoły handlowej,
być kosmetyczką lub hydraulikiem albo dostać się na Harvard lub Stanford i
zostać lekarzami lub prawnikami. Cokolwiek by to było, nie przejmowaliby się płaceniem
za to.
Zrobił
to, ponieważ jego ojciec odmówił płacenia za jego edukację, bo Chace nie
uczęszczał na kursy biznesowe, lecz prawo i nauki polityczne z zamiarem
zostania gliną, a nie prawnikiem. W swój zwykły sposób Trane Keaton próbował
manipulować pieniędzmi. Chace po prostu dostawał stypendia, pożyczki, pracował
podczas zajęć i latem, płacił na swój cholerny sposób i uczęszczał na dowolne
kursy, jakie chciał.
Nie
narzekał, bo to nie miałoby sensu, a musiał to zrobić, aby uzyskać to, czego
chciał. Ale to nie było łatwe. Przypominał sobie późne wieczory na nauce,
wyczerpanie na zajęciach i włóczenie się po nich do pracy, a ostatni kredyt
studencki spłacił pięć lat temu. Nie zamierzał narażać na to swojego dziecka.
On
też, w czasach, gdy pozwalał sobie na myślenie o tym gównie, nie zamierzał
poślubić debiutantki lub dziewczyny z towarzystwa z tatusiem, który mógłby
wydać fortunę na jej ślub. Poślubiłby taką, w której by się zakochał i
kimkolwiek by była, miałaby ślub swoich marzeń, nawet gdyby Chace musiał użyć
swojego funduszu powierniczego, by jej w tym pomóc. Na to też zostawił
pieniądze samym sobie.
Wreszcie
- jego dom był zajebisty. Duże pokoje. Wiele okien. Wiele miejsc, w których
można być wewnątrz i na zewnątrz. Wspaniałe widoki. Kiedy go kupił, był podstarzały,
więc zmodernizował wszystkie łazienki, kuchnię i podłogę. Jego matka chciała to
udekorować, więc pozwolił jej, ale poszedł z nią, aby poprowadzić jej rękę.
Zakupy były czymś, co mógł dawać lub brać, zwykle dawać, ale jego matka
uwielbiała to robić, uwielbiała być z synem, lubił być z nią, więc mogli robić
to razem. Nie mógł powiedzieć, że chciałby to zrobić ponownie. Mógł powiedzieć,
że wyszło dobrze.
Prawdę
mówiąc, kobietę, którą zdecydowałby umieścić w swoim domu, zachęcałby do
uczynienia go domem, w którym chciałaby mieszkać. Jeśli chciałaby mieć nową,
nowoczesną kuchnię, fundusz powierniczy by to pokrył. Gdyby chciała dodać
pokój, w którym mogłaby szyć, robić na drutach czy co tam, do cholery (w
przypadku Faye, w którym mogłaby spokojnie czytać), wykorzystałby fundusz, by
jej to dać. Cokolwiek by to było, miałaby to, a on trzymał pieniądze na ten
cel, a także na dwa pozostałe.
Rodzinę,
żonę, która miałaby to, czego pragnęła, dom.
Wszystko,
czego pragnął Chace. Coś, na co oboje nieżyjący jego dziadkowie byliby
zachwyceni, że wykorzystał pieniądze, które mu dali.
Kiedy
Misty tam mieszkała, odcisnęła na nim swoją pieczęć. To była kolejna próba
zdobycia Chace’a, czyniąc to, jak mówiła, „ich domem”. Wraz ze wszystkimi
innymi próbami, to się jej nie udało.
Nie
pracowała, gdy byli małżeństwem, ale Chace nie dawał jej pieniędzy na jej cele.
Pieniądze, które ona miała, pochodziły z niegodziwych źródeł. To były brudne
pieniądze.
Nie
podzielili się jej brudnymi pieniędzmi na wspólnym koncie. Kupowała sobie to,
czego chciała, a Chace nie miał w to żadnego wkładu. Kiedy umarła, Chace został
ze wszystkim. Jej pieniędzmi, jej rzeczami, wszystkim. Oddał to wszystko. Jej
rodzice zabrali jej rzeczy osobiste, a reszta trafiła do kilku różnych
organizacji charytatywnych.
Jego
myśli sprawiły, że westchnął, pociągnął łyk kawy i przeskanował krajobraz, który
już dawno znał na pamięć, ale to nie znaczyło, że wciąż nie zyskiwał spokoju
lub nie był cicho poruszony scenerią.
To
było uczucie, które lubił mieć z powrotem. Stracił je, kiedy Misty była w domu,
miejscu, z którego uciekał tak często, jak tylko mógł. Nie siedział na
werandzie i nie pił kawy, kiedy Misty była w pobliżu. Nie poświęcał czasu na
patrzenie na widok, kiedy przychodził lub odchodził. Bał się powrotu do domu i
zawsze spieszył się do wyjścia.
Popijając
kolejny łyk kawy, jak zwykle zawsze, gdy umysł Chace’a był skupiony na Misty,
przesunął się od niej do chwili, gdy zbliżył się do Wydziału Wewnętrznego.
Poinformował ich o tym, co się dzieje w CPD, o swojej chęci powstrzymania tego
i zabrał do nich swoje pakiety wypłat.
Każdy
policjant w osobistym zespole Arniego Fullera otrzymywał raz w miesiącu pakiet,
którego rozmiar określano na podstawie tego, na co mógł oskubać lokalne firmy i
z szantażu od potężnych maklerów. Chace przyjmował jego, ponieważ gdyby tego
nie robił, byłby podejrzany.
O
ile wiedzieli, był ich chętnym żołnierzem.
Wyznaczył
granicę w kontaktach z lokalnymi biznesmenami i wymuszaniu datków na Fundusz
Wdów i Sierot Policji Carnal. Nakreślił również granicę bycia pośrednikiem
szantażu.
Wyjaśnił
to Arnie’mu, pokazując mu mądrość ludzi z miasta, którzy sądzili, że na liście
płac może być jeden lub dwóch uczciwych gliniarzy. Arnie dał się na to nabrać,
więc z tego całego błota, przez które musiał przepłynąć Chace i innych brudów,
na które musiał przymykać oko, przynajmniej z nich był oczyszczony.
Ale
każdą kopertę umieścił w sejfie w banku w Chantelle i przekazał je wszystkie do
Wydziału Wewnętrznego, kiedy wszczęli tajne śledztwo.
W
tych paczkach było prawie pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Sześć lat brania. Wydział
Wewnętrzny upewnił się, że wyciekło do mediów, że Chace oddał swoje pieniądze.
Ustawili go jako chłopca z plakatu za wszystko, co było dobre i słuszne w organach
ścigania. Chcieli, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości, więc postanowili to
zrobić, używając do tego Chace’a. Chociaż była to prawda, w rzeczywistości
wszystko, czym dzielili się z mediami, było prawdą, po prostu selektywnie
wybieraną, co do tego, czym się dzielą, to nie była niczyja sprawa. Sposób, w
jaki się tym podzielili, sprawiał wrażenie, jakby był jakimś białym rycerzem z
mieczem obdarzonym mistycznymi mocami, kiedy nie był.
Na
szczęście wszystko powoli wymarło, jak to zwykle bywa, zainfekowany personel
został zwolniony lub uwięziony i zastąpiony, a miasto wydawało się, że powoli
się uspokaja, ale to się stało.
Co
doprowadziło Chace’a do jego planów na ten dzień. Zakupy spożywcze na weekend i
spotkanie z Tate’m Jacksonem.
Tate
był współwłaścicielem baru Bubba’s, ale głównie był łowcą nagród. Był kiedyś
gliną. Więc kiedy mieszkańcy Carnal mieli problem, nie mogli ufać policji, że
się nimi zajmie, udawali się do Tate’a. Tate, dobry gliniarz, który nigdy nie
brudził się pod rządami Arniego, dobry człowiek, zawsze robił, co mógł.
Od
czasu nieoczekiwanego spotkania Chace’a z Clintonem Bonarem Tate był poza
miastem chwytając zbiega. Chace zadzwonił do niego i powiedział, że potrzebują
spotkania, gdy tylko wróci do domu. Frank Dolinski wiedział o Bonarze. Aby zabezpieczyć
swoje bazy, Chace musiał znać Tate’a tak samo, jak kilku wybranych mężczyzn w
mieście.
Tate
wrócił wczoraj do domu.
Spotykali
się tego popołudnia.
Kiedy
miał myśl i kolejny łyk kawy, coś przyciągnęło wzrok Chace’a i odwrócił głowę,
by spojrzeć na samotną drogę, która wiła się przez ranczo wokół jego domu. Ponieważ
obszar między Carnal a podstawą góry, gdzie mieszkał Chace, miał tylko jedną
drogę, Chace znał każdy samochód, który przejeżdżał tą drogą. Mieszkając tam
osiem lat, znał nawet pojazdy przyjaciół i członków rodzin tam mieszkających.
To
nie był jeden z tych pojazdów.
Był
to czarny Jeep Wrangler.
Chace
uznał, że wie, kto jest w tym Wranglerze.
Rodzina
Goodknight była rodziną Jeepów. Faye, Sondra i Silas jeździli jeepami w różnym
wieku.
Silas
jeździł czarnym Wranglerem.
Obserwując
podjeżdżanie ojca Faye, popijając kawę, przygotowując się na to, co miało
nadejść, Chace niejasno pomyślał, że Faye i Sondra, jeśli chodzi o samochody,
są dokładnie jak matka jak córka. Ich samochody nie były nowe. Z tego co wiedział,
Faye nigdy nie ulepszyła swojego. Sondra przejmowała pojazdy Silasa, kiedy z
nimi kończył. Sądząc po jej wyglądzie i sposobie, w jaki zachowywała się w
czasach, gdy ją widział, bez bzdur, zajęta i aktywna, prawdopodobnie nie obchodziło
ją, czym jeździ, dopóki doprowadzało ją to tam, dokąd chciała jechać.
Chace
patrzył, jak Silas przejeżdża przez podwójny otwór w białym płocie na końcu
alei Chace’a, która prowadziła do ogrodzonego ogromnego podwórka. Reszta jego
ziemi była nieogrodzona. Lubił ziemię, przestrzeń, ciszę, spokój. Nie
obchodziło go, czy bydło sąsiadów wędrowało na jego teren. Jeśli przeżuwało
trawę, oznaczało to, że Chace nie musiał kosić tego gówna.
Ale
ten biały płot był tym, co było, kiedy sprzedawano mu tę posiadłość, więc raz
na dwa lata szlifował go i malował. Za każdym razem, gdy potrzebna była
naprawa, dbał o to tak szybko, jak mógł i od czasu do czasu chodził koło niego
tylko po to, żeby go sprawdzić. Dom był duży, można było tam stworzyć rodzinę,
można było do niego dołożyć, jeśli potrzeba było więcej miejsca. Ale ta długa,
biała, prosta linia ogrodzenia, która go otaczała, wyznaczała, tworzyła
podwórko, okrążała i podkreślała dom, sprawiała, że wyglądał jak dom.
Chace
zaczekał, aż Silas dojechał do końca alei i zatrzymał się blisko domu, zanim
zdjął nogi z balustrady. Wstał, gdy Silas otworzył drzwi. Wszedł na szczyt
schodów i oparł się ramieniem o pomalowany na biało słupek ganku, gdy Silas
wspinał się po oczyszczonym ze śniegu chodniku, który Chace położył sześć lat
temu.
„Panie
Goodknight” - zawołał, kiedy Silas był w połowie drogi, a Silas, wpatrzony w
buty, podniósł rękę i ruszył ścieżką.
Dopiero
kiedy zatrzymał się na dole schodów, jego krystalicznie niebieskie oczy
podniosły się na Chace’a.
„Mów
mi Silas, detektywie Keaton” - zaprosił.
Chace
kiwnął brodą i odpowiedział - „Chace”.
Silas
podniósł brodę, po czym pochylił głowę w stronę kubka z kawą Chace’a - „Masz tego
więcej?”
W
odpowiedzi Chace odwrócił się i podszedł do domu, otwierając drzwi burzowe, frontowe
i przechodząc przez nie, odwracając się, by przytrzymać drzwi burzowe otwarte,
by Silas mógł pójść za nim.
Zrobił
to i weszli, Chace prowadził przez dębowe podłogi prowadzące na tyły domu, które
położył cztery lata temu, kiedy Misty była na dwutygodniowych wakacjach, by
odwiedzić przyjaciółkę w Maryland.
Po
lewej była stronie duża jadalnia z prostokątnym stołem. W pokoju były ślady stylu
western, ślady country, a wszystko to z ukrytą klasą, którą w całości była jego
matka.
Prawa
strona była tym, co jego matka lubiła nazywać formalnym salonem. Chace nie był
formalny, więc w pokoju znajdowały się dwie wygodne kanapy w kolorze burgunda
zwrócone do siebie, z większą ilością elementów western, w ogóle żadnego country,
co jego matka uważała za „część formalną”.
Chace
przeszedł przez głębokie, szerokie przejście łukowe, prowadząc Silasa do
ogromnej przestrzeni, która składała się z dużej kuchni i pokoju rodzinnego.
Kuchnia
miała pośrodku wyspę z pięciopalnikową kuchenką i taką ilością miejsca na
blacie, że służyła jako stół kuchenny, który mógł wygodnie pomieścić
ośmioosobową rodzinę. Wyspa była arcydziełem, ale tak samo było z masywnym
oknem nad zlewem wychodzącym na tyły domu.
W
pokoju rodzinnym była ogromna kanapa: segmentowa, składająca się z trzech boków,
które były zasadniczo trzema pełnymi kanapami. Duży telewizor z płaskim
ekranem. Półki wypełnione książkami, płytami CD, DVD. I kamienny kominek w
kącie.
Z
kuchni w przejściu na front domu znajdowała się jadalnia, ukryte wejście do spiżarni
i drzwi do pomieszczenia gospodarczego i garażu. Na wprost od szerokiego holu,
który biegł od frontu domu do tyłu, znajdowały się podwójne, szerokie
francuskie okna, które prowadziły na tylny taras.
Chace
podszedł bezpośrednio do dzbanka, pytając - „Jaką pijesz kawę?”
„Skoro
Sondry tu nie ma, trzy łyżeczki cukru i zdrowa dawka śmietanki”.
Chace
odstawił kubek, otworzył szafkę i sięgnął po kolejny, podczas gdy Silas nadal
mówił do jego pleców.
„Sondra
pilnuje mnie cały czas. Jej tata miał zawał serca, więc ma w głowie to, że i ja
będę miał. Biegam pięć kilometrów dziennie. Wykonuję przysiady, podciągnięcia i
pompki każdego dnia. Pracuję przez większość czasu na zewnątrz. Mam dziesięć
akrów do zadbania. I troje dzieciaków, które mogą być dorosłe, ale to nie
znaczy, że im nie pomagam. Robię to wszystko po to, aby móc cieszyć się słodką
kawą ze śmietanką. Nie widzi równowagi”.
Chace
nalał kawy i przekazał mu złe wieści - „Nie mam śmietanki. Tylko mleko”.
„Nie
masz śmietanki?”
Jego
ton był tak niewyraźny, że Chace nie potrafił go odczytać, ale to wciąż go
denerwowało. Lub bardziej
denerwowało. Spojrzał na mężczyznę przez ramię, sięgając po cukier.
„Nie”
Silas
Goodknight spojrzał na niego i oznajmił - „Moja Faye używa śmietanki do kawy. O
smaku orzecha laskowego”.
To
było to. Sondowanie.
Chace
i Faye nie widywali się w ukryciu. Do tej pory całe miasto wiedziało, że się
spotykają. Niezależnie od tego Faye powiedziała Chace’owi, że powiedziała swoim
rodzicom, że się spotykają, kiedy była na kolacji u nich w ostatni weekend.
Teraz
Silas Goodknight wiedział, że jego córka nie budzi się i nie robi kawy w domu
Chace’a. Chace w myślach dodał śmietankę o smaku orzechów laskowych do swojej
listy zakupów i odpowiedział Silasowi - „Kupuję jej kawę w La-La Land, Silas.
Wiem, że lubi orzechy laskowe. Nie miałem okazji zobaczyć, żeby używała śmietankę”.
Silas
przez chwilę patrzył mu w oczy, zanim wymruczał - „Racja”.
Chace
odwrócił się, przygotował kawę Silasa i wręczył mu kubek, po czym włożył mleko
do lodówki, łapiąc swój kubek, odwracając się do niego i opierając biodro o
blat. Silas był zwrócony bokiem biodra do wyspy. Żaden z mężczyzn się nie
odezwał, gdy obaj popijali.
Wreszcie
Chace doszedł do tego - „Co cię tu sprowadza, Silas?”
Silas
przeniósł wzrok z kontemplacji widoku z okna na Chace’a.
„Chciałem
to zrobić od jakiegoś czasu, więc postanowiłem to zrobić. Chciałem ci
powiedzieć, że podziwiam to, co zrobiłeś. Taka rzecz nie wymaga odwagi, wymaga
jaj. Dużych. Niewielu mężczyzn podjęłoby decyzję, którą podjąłeś i wykonałoby
ją. To, co się działo, pokonuje człowieka. Większość mężczyzn myślało, że mają
dwie możliwości, a wszyscy pozostali wybrali jedną z tych dwóch możliwości.
Albo się przyłączyli, albo cięli straty i poszli dalej. Nie zrobiłeś żadnej z
tych. Widziałeś, jak robiono coś złego, trawiłeś to tak długo, jak mogłeś, a
potem zabrałeś się za naprawienie tego. Zebrałeś odwagę. Zebrałeś jaja.
Niewielu mężczyzn to ma. Ty masz. Podziwiam to”.
„Jestem
zobowiązany, że to mówisz, ale nie jestem pewien, czy się zgadzam” - mruknął
grzecznie Chace.
Był
zaskoczony, takim wstępem, nie chciał o tym mówić, przygotował się, ponieważ
miał silne przeczucie, że Silas nie szukał go, by podzielić się wdzięcznością
tydzień po tym, jak dowiedział się, że Chace spotyka się z jego córką.
Skupienie
Silasa stało się intensywne, a jego głos ucichł, kiedy odparł - „W takim razie
myliłbyś się, synu. Arnie Fuller był wkurzający jako dziecko. Jego tata był
dupkiem. Jego dziadek był jeszcze większym. Potem założył mundur i był nie
mniej wkurzający. Ale wkurzający z odznaką nie jest dobrą rzeczą. Wyrósł tam,
bo widzisz, ten człowiek nie miał innego wyjścia, jak tylko być dupkiem jak
jego krewniacy. Problem polegał na tym, że był w tym lepszy niż oni. Może cię
wtedy nie było, ale wiesz, że rósł i jak rósł. Nie było źle, kiedy zaczynałeś,
ale takie gówno jest zawsze złe, po prostu rośnie poziom gówna, który musisz
negocjować. Doszliśmy do tego, że wszyscy w nim tonęliśmy. Ty i Dolinski
usunęliście to. Ani jeden człowiek przed tobą, nawet Tate Jackson, tego się nie
podjął. Dwie dekady gówna na coraz wyższym poziomie. Więc nie zgadzam się, że
się nie zgadzasz. Zrobiłeś coś, czego nikt wcześniej nie zrobił, a wielu ludzi
jest wdzięcznych”.
Nie
chcąc o tym rozmawiać, ale zdecydowanie chcąc to zakończyć, Chace przyjął
wdzięczność kiwnięciem podbródka, po czym wziął kolejny łyk kawy.
Silas
upił łyk swojej i jego spojrzenie wróciło do okna.
Silas
się nie odzywał. Chace też nie. To przeciągnęło się przez chwilę i Chace był
tym zmęczony.
„Silas,
jest jeszcze coś, czym chciałbyś się podzielić?”
Oczy
Silasa skierowały się na niego i nie zawahał się rzucić bombę.
„Nie
chcę, żebyś spotykał się z moją córką”.
Chace
poczuł, że jego ciało twardnieje.
Kurwa,
cholera, to było to.
Kurwa.
Gówno.
„Silas…”
- zaczął.
Silas
podniósł rękę - „Wdzięczny, synu, powiedziałem ci. Ale jestem uczciwym
człowiekiem, więc przyjechałem tutaj, aby podzielić się tą wdzięcznością i
wyłożyć ją. Życzę ci szczęścia. Zasługujesz na to, ale nie z moją córką”.
„To
się ze sobą nie zgadza, Silas” - powiedział cicho Chace.
„Rozumiem.
Ale zgaduję, że ty też mnie zrozumiesz” - odpowiedział cicho Silas - „Widzisz,
Chace, przyglądam się ludziom. Wiedziałem, jakim jesteś człowiekiem w chwili,
gdy na ciebie spojrzałem. Nie znam twojej historii. Wiem, że to nie było dobre.
To nie moja sprawa i nie chcę wiedzieć. Więc nie pytam. Wiem tylko, że moja
córka jest marzycielką. Ukrywa te gwiazdy w swoich oczach, ale nie musisz
patrzeć głęboko, żeby je zobaczyć. Jako jej ojciec chcę, żeby spełniła każde
marzenie, które ubzdura sobie w tej swojej ślicznej głowie. Wiem też, że
poślubiłeś kobietę przed Bogiem i nawet jeśli nie chciałeś włożyć obrączki na
jej palec, ona tam była. Potem zająłeś się swoim biznesem, jakbyś nie złożył
tych ślubów przed Bogiem. Myślę, że miałeś swoje powody, ale cokolwiek to było,
jestem mężczyzną, mężem, ojcem i chcę dobra dla mojej córki. Mam nadzieję, że
gdzieś w tobie rozumiesz mnie, kiedy mówię, że bez względu na powód, złamałeś
przysięgę złożoną twojej żonie, Bogu i nie dbasz o mnie, jeśli chodzi o
spędzanie czasu z moją dziewczyną”.
„Pobraliśmy
się przed Sędzią Pokoju” - warknął Chace, gdy Silas przestał mówić i patrzył,
jak Silas mruga.
„Jeszcze
raz, synu?”
Chace
oderwał się od blatu i spojrzał mu w oczy.
„Wtedy
nie sądziłem, że będę miał kolejną szansę. Wiedziałem tylko, że gdybym poślubił
kobietę, którą miałbym kochać i pielęgnować, aż śmierć nas rozłączy, byłbym
szczęśliwy stając przed kaznodzieją w domu Bożym i złożyć przysięgę z zamiarem
jej dotrzymania. Misty chciała ślubu kościelnego. Nie dostała go właśnie z tego
powodu. Nie zamierzałem składać przysięgi w domu Bożym, którą zamierzałem
złamać. Więc nie zrobiłem tego. Teraz, jeśli będę miał szczęście znaleźć
kobietę, którą będę kochał i cenił,
złożę przysięgę jej i Bogu, że będę stać u jej boku w chorobie i zdrowiu, dopóki
śmierć nas nie rozłączy. A jeśli ta kobieta będzie kobietą, którą wybrałem,
kobietą, którą naprawdę będę kochał i cenił, nie popełnij błędu, Silas, kiedy złożę
tę przysięgę, będę miał to na myśli”.
Wziął
wdech, Silas otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Chace go ubiegł.
„I
chcę, żebyś wiedział, nie obraziłem się. Masz rację. Rozumiem cię. Po prostu ty
mnie nie rozumiesz. Doceniam nawet, że tu przyszedłeś i zaopiekowałeś się swoją
dziewczyną. Masz rację też w tym, że to, co się wydarzyło, to nie twoja sprawa.
Nie powiem ci, co to jest; nigdy. Mogę ci obiecać, że, jeśli to, co rośnie
między mną a Faye, zakorzeni się, będzie rosło i kwitło, ona będzie wiedziała
wszystko. Niczego przed nią nie zatrzymam. To od niej będzie zależało podjęcie
decyzji, czy chce zostać ze mną na tej ścieżce, którą próbuję wrócić do
mężczyzny, którym chciałem być. Kiedy się dowie, jeśli zdecyduje się podzielić
tym z tobą, to jej wybór. Nie wejdę w środek rodziny i tego, jak się
komunikują. Nie poproszę jej, żeby się nie dzieliła. Pozwolę jej zdecydować, co
musi zrobić. Mam szczęście, że jej rodzice są tymi, którymi są, bo już wiem,
bez konieczności proszenia, że nie podzieliłbyś się z żoną, jeśli Faye to zrobi”.
„Próbujesz
wrócić do mężczyzny, którym chciałeś być?” - zapytał cicho Silas.
„Jak
pływasz w brudzie, Silasie, przenika przez twoje pory”.
W
tym momencie Silas odsunął się od blatu i szepnął - „Synu, nie możesz tego brać
do siebie”.
„Za
późno. Zrobiłem to, kiedy poślubiłem Misty. Dam ci trochę. Wpadłem w tę pułapkę
sześć lat temu. Pracowałem z wydziałem Wewnętrznym przez czternaście miesięcy.
Myślę, że potrafisz liczyć”.
„Ale…”
Chace
mówił przez niego. Miał gówno do zrobienia. Nie chciał o tym rozmawiać. Nawet
jeśli dobry człowiek, taki jak Silas Goodknight, zasługiwał na poświęcenie czasu,
przypominając mu, że nie był wystarczająco dobry dla Faye i dlaczego, nadal nie
miał zamiaru się wycofywać.
„Nie
obraziłem się i mam nadzieję, że ty też się nie obrazisz, kiedy powiem, że nie
wycofam się z Faye. Jest ładna, słodka, miła i zabawna. Rozśmiesza mnie. Daje
mi nadzieję. Już wiem, że bycie z nią jest samolubne i nie obchodzi mnie to.
Nigdy nie miałem piękna, które ona wnosi do mojego życia, Silas, a sześć lat
temu straciłem nadzieję, że kiedykolwiek będę miał. Samolubne czy nie,
doświadczyłem tego teraz, więc trzymam się tego. Nie ma mowy, żebym to
odpuścił. Ale ponieważ szanuję mężczyznę, którym wiem, że jesteś, łącznie z
faktem, że jesteś typem ojca, który stworzył to piękno, dam ci coś, abyś mógł
odejść z odrobiną spokoju umysłu. Będę dwoił się i troił, zwiążę się w supły i
skręcę kark, aby zrobić, co w mojej mocy, by zwrócić piękno, które ona mi daje.
To nie jest dom Boży, ale nie można zaprzeczyć, że mój dom znajduje się w kraju
Bożym, więc możesz przyjąć to, jeśli chcesz, że złożyłem ślubowanie”.
Silas
Goodknight patrzył na Chace’a bez słowa, ale Chace widział, jak jego oczy
działają. Po prostu nie miał szansy skłonić go, by to wypluł lub znalazł jakiś
sposób, by to skończyć, ponieważ zadzwoniła jego komórka.
Wyciągnął
ją z kieszeni, spojrzał na wyświetlacz i wymamrotał z roztargnieniem -
„Przepraszam, muszę odebrać”, odstawiając kubek z kawą, odbierając telefon i
podchodząc do zlewu, witając - „Hej, mała”.
„Chłopiec napisał do nas wiadomość!” - Faye
pisnęła mu do ucha.
Chace
zamrugał, patrząc na krajobraz za oknem - „Co?”
„Chłopiec
napisał do nas wiadomość! Ma na imię Malachi!”
Jezu
Malachi? Co to, do diabła, za imię Malachi?
„Mówi,
że lubi Snickersy” - ciągnęła podekscytowana w szybkim pośpiechu - „Mówi, że
śpiwór jest bardzo ciepły. Mówi, że chce przeczytać Holes i chce następnego Harry’ego
Pottera. I mówi, że udało mu się wejść pod prysznic na kempingu na północ
od miasta i wziąć prysznic! Czy to nie… to… niesamowite?
- skończyła krzykiem.
„Tak,
Słonko” - zgodził się Chace z uśmiechem.
„Przebiliśmy
się!” - wykrzyknęła.
„Tak”
- powtórzył.
„To
było w koszu zwrotnym. Ręce mi się trzęsły, kiedy to czytałam. Do diabła, wciąż się trzęsą”.
Chryste,
była słodka.
I
miała rację. To było niesamowite, więc Chace podjął decyzję.
„Podkręcimy
to” - powiedział jej.
Zawahała
się, zanim zapytała - „Co?”
„Skończyłem
z siedzeniem w twoim SUV’ie i obserwowaniem, jak chwyta torby. W poniedziałek,
ja będę w samochodzie na ulicy, a ty przy koszu zwrotnym. Jeśli będziesz mogła
z nim porozmawiać, to dobrze. Myślę, że to znak, że może chcieć prześlizgnąć
się przez tą furtkę, który stworzyliśmy. Twoim zadaniem będzie nakłonienie go
do wejścia do biblioteki i porozmawiania z nami. Poznamy jego historię. Wyczujemy
go. Zobaczymy, co nam da. Zobaczymy, czy nam zaufa i zaufa, że Służba Ochrony
Dziecka może się nim opiekować”.
„Nie
sądzisz, że to za wcześnie?” - zapytała z niepokojem - „Napisał do nas tylko notatkę”.
„Faye,
Słonko, robiliśmy to od prawie dwóch tygodni, a on śpi w brudzie. Dajemy mu
gówno, ale wciąż sam się o siebie troszczy, a jest małym dzieckiem. Potrzebuje
dachu nad głową. Gorącego, dobrego jedzenia. Prowadzącej ręki. Szkoły. Nie mamy
pojęcia, jak długo tam jest. Nie jest bezpieczny. Musimy zapewnić mu
bezpieczeństwo i to nie za trzy tygodnie. Jeśli damy radę, w poniedziałek.” - nie
odpowiedziała, więc zapytał - „Zgadzasz się z tym planem?”
„Uh…
dobrze” - odpowiedziała z zerowym entuzjazmem.
Najwyraźniej
nie zgadzała się z nim.
„Będziemy
ostrożni” - powiedział cicho - „Mogę stanowić zagrożenie. Miejmy nadzieję, że ty
nie. Więc to ty będziesz stała przy zwrotach. Jak nie zechce iść do biblioteki,
dasz mu alternatywną opcję. Domowa kolacja i gorący prysznic w prawdziwej
łazience w poniedziałek wieczorem. Bez zobowiązań, może odejść. Ale porozmawiamy
z nim, gdy będzie jadł i zrobimy, co w naszej mocy, żeby nie chciał odejść. Tak
będzie lepiej?”
„Um…
jasne”.
Wciąż
niezdecydowana, bez entuzjazmu, zmartwiona.
„Mała”
- spróbował tym razem delikatnie - „…nie rzucimy się na niego, nie zakujemy go
w kajdanki i nie wrzucimy do klatki. Zapytasz go, jaki jest jego ulubiony
posiłek. Obiecasz mu, że to zrobisz. Jak to zrobisz to, w sposób, w jaki ty gotujesz,
on żyje szorstko, pokocha to. Przebiliśmy się. Teraz zwiększmy przewagę”.
„Dostać
się do niego przez żołądek” - szepnęła.
„Do
tej pory działało” - odpowiedział i usłyszał jej miękki, melodyjny chichot.
„Okej,
Chace” - zgodziła się mocniej.
„Okej”
- powiedział z uśmiechem.
„Przynoszę
dziś wieczorem szampana, żeby to uczcić” - oświadczyła.
„Zdobędę
to na dzisiaj, ty po prostu przynieś siebie”.
Pauza,
tym razem nieco zirytowana - „Chace, stać mnie na szampana”.
Miała
rację i się myliła. Jej samochód to był złom, mieszkała tanio w wynajmie, który
był odjazdowy, ale głównie dlatego, że sobie z tym radziła i do niedawna
chodziła prawie wszędzie, gdzie musiała być, chyba że do centrum handlowego,
jej rodziców lub jej siostry.
Zaglądał
w gówno z biblioteką, a jej pensja była sprawą publiczną. Miała tytuł magistra
i zarabiała nieco ponad połowę jego pensji. To nie była granica ubóstwa, ale
też nie to, czego można by oczekiwać od kogoś z takim wykształceniem i coraz
większym doświadczeniem. Prowadziła bibliotekę. Jej opis pracy miał trzy
strony. Budżet, księgowość, nowe nabytki, promocja, programy i zarządzanie
personelem wolontariuszy, o których Faye powiedziała mu, że ma pięcioro. Wszystko
było w rękach jednej kobiety. Jej pensja była groszowa za ten poziom
odpowiedzialności.
Chace
uznał to za niepokojące, zwłaszcza z groźbą zamknięcia. Niewiele o tym
wiedział, ale przyglądał się temu i nie wyglądało to dobrze, szczególnie po
cięciach w CPD. W rzeczywistości wskazywało to na dalszą korupcję w Radzie
Miejskiej, co go zaskoczyło i zirytowało. Nie potrzebowali więcej tego gówna, a
on nie chciał mieć z tym do czynienia.
Po
prostu nie miał okazji kopać głębiej.
Mogła
więc pozwolić sobie na szampana, ale, nie tylko wolałby, żeby wydała pieniądze
na dzieciaka, sukienki i buty, jakie nosiła do Koguta, był także typem
mężczyzny, który opiekował się swoją kobietą. Ponadto szedł do sklepu
spożywczego. Chciał, żeby u niego jadła, a potem robiła inne rzeczy, nie
zatrzymując się, zanim tu dotrze.
„Faye,
idę do sklepu za jakieś dziesięć minut. Nie ma potrzeby, żebyśmy oboje szli” -
zauważył - „Kupię szampana”.
To
dało mu ciche, słodkie - „Och. Dobrze. Oczywiście.”
Chace
ponownie uśmiechnął się do okna.
„Cóż,
przypuszczam, że powinnam zejść z siódmego nieba i zabrać się do pracy” -
zauważyła, a on usłyszał to, jak to często słyszał. Nawet kiedy była słodka,
śpiąca i gorąca rano przez telefon, nie lubiła go puszczać. Nie mówiła tego
wprost, nawet próbowała to ukryć, ale tak było.
Chace
to lubił.
„Idź
do pracy i do zobaczenia wieczorem”.
„Dobrze,
Słonko. Do zobaczenia wieczorem.”
„Później,
Faye”
„Pa,
Chace i…” - przerwała, a potem szepnęła - „…Malachi. Hura.”
Nie
była słodka. Była cholernie słodka.
Przez
swój uśmiech wymamrotał - „Pa, mała”.
Rozłączył
się, odwrócił i jego ciało podskoczyło mimowolnie, była to reakcja, którą
wykazał, a której nie mógł pogrzebać, co było niezwykłe.
To
dlatego, że po pierwsze zapomniał, że Silas Goodknight tam był.
A
po drugie, Silas Goodknight uśmiechał się do niego ogromnie.
„Racja!”
- Silas stwierdził elegancko i postawił swój kubek na wyspie z większą siłą niż
było trzeba - „To jest to. Oczekuję ciebie i Faye na kolacji w następną sobotę
wieczorem. Bądźcie tam o szóstej. Sondra lubi kwiaty, różowe. Po prostu powiedz
Holly, Holly będzie wiedziała co robić. Albo powiedz Faye, ona też będzie
wiedziała, co robić. Oprócz tego przynieś duży apetyt. Sondra może dziwnie dbać
o mnie, ale to nie znaczy, kiedy towarzystwo przychodzi, że nie lubi się
popisywać”.
Gdy
Chace przetwarzał odejście od niespodziewanej wizyty Silasa, której powodem
było powiedzenie mu, że nie chce, aby Chace umawiał się z jego córką do Silasa,
zapraszającego Chace’a i Faye na kolację, Silas poszedł do drzwi wejściowych.
Nie
mając innego wyboru, Chace poszedł za nim.
Byli
na zewnątrz, Chace stał na szczycie schodów i otwierał usta, by się pożegnać
lub powiedzieć coś zupełnie innego, Silas był na dole, kiedy Silas odwrócił
się, spojrzał w oczy Chace’a i uprzedził go w mówieniu.
„Nie
wiem, jaką ścieżką podążasz do mężczyzny, którym chcesz być. Wiem, że w życiu
każdego mężczyzny podróż obejmuje ciemne miejsca, w których się możemy znaleźć,
a w których nie chcemy być. Rozumiem, że byłeś w ciemnym miejscu. Rozumiem, że
byłeś tam przez jakiś czas. Wiem też, że wyszedłeś. Nie rozumiem, dlaczego
uważasz, że nie znalazłeś światła i nie zapytam. Już mi powiedziałeś, że się
nie podzielisz. To też rozumiem. Prawdopodobnie też nie do końca. Ale wiem ze
sposobu, w jaki mówiłeś o mojej córce, z wyrazu jej twarzy, kiedy mówiła mi i
Sondrze o tobie w zeszły weekend, co nam powiedziała, że robisz dla tego
chłopca, którego wzięła pod opiekę i co usłyszałem właśnie, jak rozmawiałeś przez
telefon, że już znalazłeś tego mężczyznę. Po prostu jeszcze nie zdałeś sobie z
tego sprawy”.
Gdy
Chace stał na zimnie w dżinsach, koszuli, swetrze i skarpetkach, wpatrując się
w dół schodów, Silas podniósł rękę i dokończył - „Do zobaczenia w następny
weekend”.
Potem
przeszedł chodnikiem Chace’a do swojego Wranglera.
Chace
patrzył, jak macha jeszcze raz przez przednią szybę, zanim wykonał trzypunktowy
zwrot i pojechał aleją.
Chace
nadal patrzył za nim, gdy Wrangler skręcił w lewo i jechał w kierunku Carnal.
Potem
uśmiechnął się i wymamrotał - „Pieprz mnie”, zanim odwrócił się i wrócił do
domu.
*****
Gdy
Chace jechał podjazdem do domu Tate’a Jacksona na wzgórzach, zauważył, że Tate
miał towarzystwo, które zasugerował mu Chace. Poobijana furgonetka Deke’a. Ford
F-150 Wooda. Land Cruiser Ty. A Cherokee Chace nie mógł umiejscowić, ale
podejrzewał, że to Holden Maxwell, biorąc pod uwagę, że Chace zaproponował telefon
do Max’a.
Deke[1]
Hightower był włóczęgą, ale miał ścisłą ścieżkę, pomiędzy którą dryfował.
Carnal do Sturgis. Żył prosto. Poobijany
pickup. Harley. Dach nad głową. Dżinsy na tyłku. Jedzenie w brzuchu. I piwo w
Bubba’s lub Zajeździe All American w Sturgis, lub whisky, jeśli miał ochotę pożyć.
Po drodze podejmował dorywcze prace, aby ułatwić sobie życie. Mężczyzna był
szorstki, jednosylabowy i ogromny pod względem wzrostu i szerokości. To
ukrywało fakt, że był sprytny jak bicz. Ale nie próbował ukrywać, że był
lojalny. Chronił plecy Tate’a, kiedy Tate i Laurie poznawali się i wszystko, co
się z tym wiązało. Chronił plecy Ty podczas jego dramatu.
Coal
„Wood” Blackwood posiadał udziały w rodzinnym warsztacie w mieście.
Specjalizowali się w Harleyach. Jego ojciec go założył, zbudował, a teraz
każdy, kto mieszkał w promieniu pięciuset kilometrów, kto miał fundusze na
naprawę swojego motocykla w warsztacie, przywoził go do Pop’a i Wood’a. Ojciec
Wooda, Pop, był oddanym Harleyowcem, który obarczył Wooda imieniem
motocyklisty, na które, co zaskakujące, biorąc pod uwagę, że był również
motocyklistą, Wood odmówił odpowiadania i wszyscy nazywali go Wood, chyba że
chcieli jego pięści w pachwinie. Plotka głosiła, że spędził swoje nastoletnie i
wczesne lata dwudzieste na rozpowszechnianiu tej wiadomości, a teraz nikt nie
nazywał go inaczej. Nawet „panie Blackwood”.
Chace
zaparkował, wszedł po schodach i zszedł z tarasu Tate’a do drzwi, obserwując
drzewa iglaste wokół pokryte śniegiem.
Tate
był człowiekiem gór, a Chace człowiekiem równin. Tate zyskał ciszę i spokój
dzięki temu, że był otoczony tylko drzewami.
Jeszcze
przed tym gównem, które mu się przydarzyło, Chace lubił otwartość równin,
panoramiczne widoki i brak możliwości zaskoczenia.
Tate
lubił odosobnienie. Musiałeś wiedzieć, gdzie znajdziesz dom Tate’a. Jeśli
trafiłeś na niego przez przypadek lub celowo, miał siłę ognia i chęć, aby ją
użyć, aby zachęcić cię do wyjaśnienia, dlaczego wędrowałeś jego drogą i zniechęcić
cię do kontynuowania, jeśli nie spodobały mu się twoje odpowiedzi.
Chace
dotarł do drzwi i otworzył je bez pukania, ponieważ zobaczył mężczyzn
siedzących tuż przy stole w jadalni. Właścicielem Cherokee był ten, którego
oczekiwał Chace, Holden Maxwell. Nie był miejscowym, był właścicielem firmy
budowlanej w Gnaw Bone. Był jednak przyjacielem Ty, a jego żona była adwokatem.
Działała jako adwokat Ty, więc on, jak wszyscy, nie był nieświadomy tego, co
się stało. Chociaż nie był blisko zaangażowany, nadal był powiązany.
„Piwo?”
- spytał Tate, gdy Chace zamknął drzwi.
„Tak”
- odpowiedział Chace.
Powitania
były wymieniane przez kiwnięcie podbródka, oczy lub słowa, gdy Chace zajął
miejsce przy stole, a Tate postawił przed nim piwo.
Gdy
Tate ponownie usiadł, Chace zapytał - „Kobiety?”
Jego
oczy powędrowały do Ty, który odpowiedział.
„W
zeszłym tygodniu Lexie i ja przeprowadziliśmy się do ogromnego domu. Naszymi meblami
zapełniliśmy około jednej szesnastej tego. Mamy też kupę pieniędzy w banku
dzięki uprzejmości stanu Kalifornia. Oznacza to, że Lexie, Laurie i Maggie
kupują meble. Oznacza to również, że od dzisiejszego wieczoru będę musiał
zatrudnić architekta, który dobuduje mój i tak już ogromny dom, ponieważ
będziemy mieli więcej mebli, niż możemy zmieścić w tym pierdolonym miejscu”.
Chace
poczuł, że jego usta drgną. Lexie zdecydowanie lubiła robić zakupy, to było
dobrze znane. Ale co było zabawne, to fakt, że Ty zrzędził, kiedy nic nie
obchodziło, że Lexie wyrzucała mnóstwo pieniędzy. Po pierwsze, mieli je. Po
drugie, złapałby księżyc na lasso, gdyby to uszczęśliwiło jego żonę.
Chace
mruknął - „Tak” - i pociągnął łyk piwa. Potem jego oczy powędrowały dookoła
stołu i zaczął - „Mam gówno do zrobienia i mam gówniane wieści. Chcę was wprowadzić,
przejść przez gównianą część, a potem zabrać się za gówno, które muszę zrobić”.
Kolejne
uniesienia podbródka, Chace wziął kolejny łyk piwa i usiadł głębiej na krześle,
zanim ciągnął dalej.
„Odwiedził
mnie jeden z ludzi mojego ojca. Nazywa się Clinton Bonar. Możecie go znać” -
stwierdził Chace, jego oczom nie umknęło rozpoznanie Tate’a - „Nie powinniście.
Moja rada, jak masz szansę, nie poznajcie. Kiedy przedstawi się, odchodźcie, a
pięć sekund później zadzwońcie do mnie. Jest dupkiem i ze wszystkich rodzajów
dupków, jakie istnieją, jest na szczycie skali najgorszych, jacy mogą być.
Niestety, kiedy ostatni raz go widziałem, był dupkiem z wiadomością”.
Chace
wziął kolejny łyk piwa i kontynuował, dzieląc się tym, czym podzielił Bonar, a
gdy to zrobił, czujna, ale zrelaksowana atmosfera w pokoju straciła
zrelaksowaną część. Przyszło to szczególnie od Ty, kiedy Chace wspomniał o
taśmach swojego ojca.
Więc
kiedy Chace skończył, spojrzał na Ty i po cichu ciągnął dalej:
„Nie
obchodzi mnie, że je masz. Nie obchodzi mnie też, co z nimi robisz. Proszę o
to, jeśli zamierzasz ich użyć, byś dał mi wcześniej znać, żebym mógł zrobić, co
w mojej mocy, by złagodzić cios dla mojej matki. Prosiłem, żebyś tu był, nie dlatego,
że robię to, czego chciał Bonar. Nie zamierzam być chłopcem na posyłki tych
dupków. Wyszedłem z tego gówna. Już tego nie robię. Po prostu mówię to, abyście
wszyscy mieli oczy i uszy otwarte, bądźcie świadomi, bądźcie ostrożni i
zgłaszajcie mi lub Frankowi wszystko, co was dotyczy. Frank i kapitan wiedzą o
tym wszystkim. Cokolwiek się wydarzy, zgadzamy się, że traktujemy to otwarcie,
zgodnie z protokołem, jako sprawę policji. Może zobaczą mądrość wycofania się i
cichego radzenia sobie z Newcomb’em. Może szykuje się burza. Po prostu musimy
być czujni”.
„Nie
użyję tych taśm” - oświadczył Ty, kiedy Chace przestał mówić.
„Jak
powiedziałem, nie obchodzi mnie to, co z nimi zrobisz” - odparł Chace.
„Nie
będę ich używał, nawet ich, kurwa, nie chcę. Przychodzi dzieciak, nie
potrzebuję takiego gówna w moim domu. Zbiorę je i dam ci. W ten sposób
przynajmniej porozumiesz się z tatą, a jak oni pomyślą o zrobieniu czegoś
głupiego, Lexie i ja będziemy poza ich ścieżką wojenną” - odpowiedział Ty.
„Nie
musisz uginać się przed tymi facetami” - powiedział mu cicho Chace, a Ty
pochylił się nad nim przez stół.
„Nie
uginam się przed tymi skurwysynami” - jego głęboki głos zadudnił stanowczo -
„Nie chcę tego gówna w moim domu. Nie mam z tego pożytku. Mam żonę, która nie
potrzebuje już więcej bzdur, a przekazywanie paru porąbanych taśm z chorym seksem
to niewielka cena za trzymanie jej z dala od tego gówna. Nie mam zamiaru
zadzierać z głową twojej matki. Obaj zostaliśmy razem zmuszeni do podążania mroczną
drogą, ty i ja, a kiedy szliśmy tą drogą, nie wiedzieliśmy, że mamy
towarzystwo. Kiedy gówno stało się ekstremalne, chroniłeś moje plecy. Chroniłeś
też moją żonę. Więc robię to również dla ciebie. Nie robię tego dla tych
skurwysynów. Ale mogą myśleć, że tak. Mam to w dupie. Nie są elementem mojego
życia, a kiedy te taśmy znikną, ostatni ich niuans też”.
Chace
dostrzegał jego punkt widzenia, ponieważ trudno było go nie zauważyć i skinął
głową.
„Czy
jestem tutaj jedyną osobą, która myśli, że być może pełen frontalny atak, aby
dać im nauczkę, że miasto nie będzie już pieprzone, jest czymś do zrobienia?” -
zapytał Deke i nie była to niespodzianka. Deke zachowywał się dobrze w Bubba’s,
bo, gdyby tego nie zrobił, dostałby w tyłek pełno śrutu ze strzelby Krystal.
Ale między Carnal a Sturgis były miejsca wyłożone kratami, które widziały krew
Deke’a lub, częściej, krew, którą spowodował, że płynęła, uderzając w chodnik
na parkingach. Nie był człowiekiem, który mógłby siedzieć na rękach lub
wycofywać się z walki.
Jego
pytanie dostało dwa „Tak”, jedno od Wooda, drugie od Chace z - „Uh… tak, Deke.
To tylko ty” - od Tate’a.
Ty
tylko się do niego uśmiechnął. Max uśmiechnął się do stołu.
Wtedy
Max spojrzał na Chace’a - „Potrzebujesz, żebym wprowadził w to Micka?”
Mick,
o którym mówił, to Mick Shaughnessy, szef policji w Gnaw Bone.
„Jak
zechcesz to zrobić, zaoszczędziłoby mi to czasu” - odpowiedział Chace - „Jeśli
by miał pytania, powiedz mu, że może do mnie zadzwonić”.
„Czy
to dociera do Gnaw Bone?” - Max kontynuował, a Chace nie z niego spuszczał
wzroku.
Potem
odpowiedział - „To się zdarza. Tak. Dwóch mężczyzn jest wplątanych na Gnaw
Bone. Jeden zasiada w Radzie Miejskiej. Jeden ma biuro w korytarzu twojej żony”.
Chace
patrzył, jak twarz Maxa staje się twarda, a potem wyszeptał - „Kurwa”.
„Nie
wiem, co na niego mają i nie wiem, co ma Darren. Tylko wiem, że w przeszłości
brał łapówki i udzielił bezpłatnej porady prawnej” - poinformował go Chace.
„To
mnie nie uszczęśliwia” - poinformował Chace’a Max.
„Mnie
też by to nie uszczęśliwiło” - zgodził się Chace - „Ale rozumiem, że Nina
wystawiła swoją tabliczkę i dzieli biuro z George’m, ale nie jest jego wspólniczką.
Jeśli Newcomb ścigałby George’a, to on się będzie bał. Zrobi wszystko, co w
jego mocy, aby powstrzymać to przed Niną. Domyślam się, że jest prawnie i
finansowo czysta, więc dopóki on nie zostanie zdemaskowany i zhańbiony, nigdy
nie musi wiedzieć i nie ma potrzeby wciągania jej w to. To twoja żona, twój wybór.
Ale powiedz Mickowi. Ochroni ją”.
Max
wciągnął powietrze przez nos, po czym westchnął i usiadł wygodnie, a to, z tego
co Chace wiedział o Max’ie, tego wieczoru dowiedzą się wszystkiego zarówno Mick
Shaughnessy, jak i Nina Maxwell. Z tego, co Chace wiedział o Ninie Maxwell, do
poniedziałku George Nielson, wybitny prawnik w okolicy, poczułby ostrą krawędź
jej języka, czego się powszechnie obawiano, ponieważ wiedziała, jak się nim
posługiwać i prawdopodobnie będzie szukał nowej powierzchni biurowej.
Wprowadziła się do niego, kiedy przeprowadziła się do Gnaw Bone, by poślubić
Maxa. Mimo to dostanie biura. Nina Maxwell też nie wycofywała się z walki,
walczyła po właściwej stronie i rzadko przegrywała.
„Racja,
więc nasza gówniana burza może się jeszcze nie skończyć. Złe wieści, ale
pieprzyć to, żyliśmy z gorszymi.” - Wood powiedział - „W tym momencie chcę
wiedzieć, czy...” - jego oczy powędrowały do Chace’a, a jego wargi otoczone
kozią bródką drgnęły - „...poważnie umawiasz się z miejską bibliotekarką?”
W
tym momencie Chace westchnął.
„Widziałem
ją z nim w Bubba’s” - potwierdził Deke, po czym powiedział z naciskiem i
przerażającym uśmiechem - „Blisko”.
„Jak
myślisz, że mam jaja, to obgadujesz Faye, a ja teraz to skończę” - powiedział
cicho Chace i pojawiło się więcej drgnięć warg.
„Czy
można obgadywać Faye?” - spytał Tate, po czym ciągnął dalej, jego usta otoczone
brodą wygięły się na końcach w górę - „Czysta jak świeży śnieg”.
Kurwa.
„Bywałem
w okolicy” - mruknął Wood, uśmiechając się do Tate’a - „Dużo zrobiłem. Nigdy
nie szedłem drogą, której nikt nigdy nie wybrał”.
Kurwa.
„Słodko”
- wyszeptał Deke, uśmiechając się do Chace’a.
Tym
razem Chace wziął zdrową łyk piwa, wstając. Po tym, jak stanął na nogi, postawił
butelkę na stole i ogłosił - „Teraz zamykam to gówno. Dzięki za piwo i czas” -
powiedział do Tate’a, po czym przesunął wzrokiem po mężczyznach, zanim zaczął
odchodzić.
„Nie
rozumiesz, Keaton” - zatrzymał go głos Ty, a jego ton sprawił, że Chace się
odwrócił - „To czysta cipka, więc niewątpliwie słodka cipka, cieszymy się z
twojego powodu, człowieku”.
„Nie
jestem pewien, czy podoba mi się, że nazywasz Faye cipką” - ostrzegł Chace, który
miał wyjebane na to, że Ty miał dziesięć centymetrów i kupę masywnych mięśni przewagi.
„Lex
też tego nie lubi, ale przyzwyczaiła się. Ty też się przyzwyczaisz” - odparł
Ty.
„Wspaniale”
- mruknął Chace, nie myśląc wcześniej, że, choćby za milion lat, Ty Walker
będzie jego kumplem. Teraz, po otrzymaniu oświadczenia w stylu Walkera „jesteś
w mojej ekipie”, nie był pewien, jak się z tym czuł.
„On
nie kłamie, Chace” - powiedział cicho Tate, a Chace spojrzał na niego - „Jeśli
to by się ułożyło, cieszę się z tego dla ciebie. Jak masz dobrą kobietę w
łóżku, życie ma swój sposób na uporządkowanie się”.
„Droga
nie może być mroczna, jak świeci na niej światło” - dodał Ty.
Chace
potrząsnął głową na sprzeczność w tym, co czuł na Tatuma Jacksona i Tyrella
Walkera, dwóch największych twardzieli, jakich znał, demonstrujących znaki, że
są pod pantoflem i gówno ich to obchodzi.
„Jeśli
ona ma przyjaciółki, to ja jestem na rynku” - wtrącił w tym momencie Deke i
Chace skończył.
Aby
to zakomunikować, uniósł rękę, opuścił ją, podszedł do drzwi, a za nim szedł odgłos
głębokich, niskich chichotów.
Zajęło
mu dwa kroki, żeby się pozbyć tego gówna.
Po
pierwsze dlatego, że nie było paskudne ani popieprzone, więc nie warto było się
tym denerwować.
Po
drugie, ponieważ miał w domu kupę jedzenia, w tym butelkę śmietanki o smaku orzecha
laskowego.
Dziękuję 😘
OdpowiedzUsuńCudo 😁 dziękuję ❤️ ej ale chłopy to plotkarze 😁 a podobno to my peplamy🤪
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuńDzięki
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń