niedziela, 31 października 2021

Epilog - Wszystko, czym jesteś ty (cz.2)

 

Epilog

Wszystko, czym jesteś ty (cz.2)

*****

Deck

Dwa miesiące później

„Czy to jest skończone?”

Deck wpatrywał się w Trane’a Keatona stojącego w oknie jego biura, wpatrującego się w Aspen.

„Domina upadną” - powiedział Deck, krzyżując ręce na piersi.

„Jak długo to potrwa?” - spytał Trane, nie patrząc na niego, kutas.

„Koła są w ruchu, jak sądzę, pierwsi upadną za tydzień. Reszta niedługo potem. Zajmie to najwyżej trzy miesiące”.

„A Bonar jest zneutralizowany?” - Trane trzymał się tego.

„Bonar potwierdził, że otrzymał wiadomość. Nie odbije się to na Chace ani na mnie. Zanim zapytasz, porywacz też. Sterling jest czysty. Mają wystarczająco dużo zmartwień bez konieczności martwienia się o mnie. Porywaczowi grozi usiłowanie zabójstwa, oprócz porwania, Bonar’owi i twoim dwóm ludziom udział w spisku. Dowody są twarde. Sprawa jest blisko. Wszyscy upadną. Nie potrzebują, żebym utrudniał ciężki upadek”.

Trane odwrócił się i w końcu jego wzrok skierował się na Decka po raz pierwszy, odkąd Deck wszedł do pokoju.

„Tego nie można powiązać z tobą ani ze mną?”

Miał na myśli siebie.

Deck nie odezwał się na ten temat głównie dlatego, że zajęłoby to trochę czasu, a chciał się stamtąd wydostać.

„Nie” - odpowiedział.

„Mam na to twoje zapewnienie” - naciskał Trane.

„Raz odpowiedziałem na to. Nie kłamałem. Nie odpowiem ponownie” - odparł Deck.

Trane spojrzał mu w oczy i skinął głową.

Następnie podszedł do biurka, podniósł rękę i położył ją na szczycie skórzanego fotela z wysokim oparciem.

„Zrobiłeś to tak, jak się umówiliśmy” - stwierdził cicho.

„Tak” - potwierdził Deck.

„Bolesne” - kontynuował Trane.

„Stracą wszystko”.

Trane skinął głową.

Następnie oświadczył - „Chace nie może wiedzieć”.

Plecy Decka wyprostowały się na jego zaskakujące słowa.

„Co?” - zapytał.

„Nie powiesz Chace’owi”.

„To nie była część umowy” - warknął Deck.

„Nie powiesz mu”.

Deck rozprostował ramiona i położył ręce na biodrach - „Człowieku, właśnie zapłaciłeś mi, żebym zaaranżował, by każdy mężczyzna, który miał cokolwiek wspólnego z pogrzebaniem żywcem jego kobiety, stracił wszystko, co dla niego cenne. To jedyna pieprzona rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś, która sugeruje, że jesteś ojcem Chace’a. Planują ślub. Skoro zrobiłeś to i on się dowie, możesz tam być i nie chcesz, żeby wiedział?”

„Straciłem syna lata temu. Nie będę tam, jak to ująłeś, bez względu na to, co zrobię”.

„Jesteś w błędzie. To pomoże” - powiedział mu Deck.

„Czy to, co zrobiłeś, było legalne?” - zapytał Trane.

„Nie przez długi, pieprzony czas, ale ci mężczyźni zmówili się, by pochować żywcem jego kobietę. Nie sądzę, że mój chłopak będzie się spierał”.

Trane potrząsnął głową - „Nie będzie wiedział. Nie powiesz mu”.

„Nie ukrywam gówna przed moim chłopcem” - warknął Deck.

„Dodam dodatkowe sto tysięcy dolarów do twojej końcowej pensji” – powiedział Trane.

„Znowu, nie ukrywam gówna przed moim chłopcem”.

Głowa Trane’a przesunęła się na bok - „Chcesz, żeby wiedział, żebyś mógł zdobyć jego wdzięczność za zrobienie tego, czego on nie może, czyli zmuszenie tych ludzi do zapłaty?”

„Kurwa, nie”.

„Więc dlaczego miałbyś mu powiedzieć?”

Deck pochylił się nad nim i powiedział cicho - „Żeby mógł uwierzyć, że jego tata wspierał go, nawet jeśli tylko przez sekundę, jedną sekundę z całego jego pieprzonego życia. Miałem tatę, który mnie kochał. Który był ze mnie dumny. Miałem tatę, który by krwawił i umierał dla mnie. Wiem, jak to jest. Chace nigdy tego nie miał. Więc gdybym mógł mu to dać choćby na sekundę, dałbym mu to. Jak robisz dla niego to gówno, dla Faye, dajesz mu to. Dlatego muszę mu powiedzieć”.

Trane wytrzymał jego spojrzenie.

Potem wyciągnął rękę, usiadł na fotelu i mruknął - „Rób, co musisz”.

„I tak bym zrobił” - mruknął Deck, wykonując swój własny ruch, żeby stąd wypierdolić.

„Jacob” - zawołał Trane, Deck wciągnął powietrze przez nos i odwrócił się - „Jestem z niego dumny” - szepnął.

„Powiedz to jemu, a nie mi” - Deck nie szeptał.

„Kocham go” - ciągnął Trane.

„Człowieku, mówisz do niewłaściwego faceta”.

„Myśli, że jestem brudny. Jeśli dowie się, że zapłaciłem ci za nielegalne działania...”

„Keaton, kurwa, człowieku, wykopał ją gołymi rękami. Zaufaj mi, on… nie… będzie… się… spierał”.

Wychwycił wzdrygnięcie się Trane’a, gdy powiedział „wykopał ją gołymi rękami”, mimo że mężczyzna szybko wytarł to z twarzy.

Kurwa, czy pod tym całym kutasem było serce?

Trane spojrzał na swoje biurko i powtórzył - „Rób, co musisz”.

Deck wpatrywał się w niego przez chwilę.

Potem wydostał się stamtąd.

*****

Chase

Cztery godziny później

Słuchał jak telefon dzwonił do jego ucha.

Potem usłyszał - „Chase”.

„Zrobiłem rezerwację w Reynaldo’s. W ten weekend. Niedzielny wieczór. Dla czwórki”.

„Chace” - szepnął jego ojciec i pieprzyć go, usłyszał, jak ten szept drży.

Żołądek Chace’a się ścisnął.

„Spotkamy się tam o siódmej”.

Wtedy nie było nic - „Dobrze. Siódma”.

„Powiedz mamie, że przesyłam cześć”.

„Przekażę to”.

„Już prawie jestem w domu” - powiedział Chace, widząc przed sobą biały płot - „Muszę iść”.

„Oczywiście”

„Później”

„Chace?”

Gówno.

Chace coś mu dał, on chciał więcej.

„Tato, a może zrobimy to powoli” - zasugerował.

„Lubię ją”

Gówno, kurwa, gówno.

„Dobrze”

„Pasuje do ciebie”

Chace wciągnął powietrze.

Jego ojciec ciągnął dalej - „Dobra kobieta dla dobrego mężczyzny”.

Gówno, kurwa, gówno!

„Dobrze”

Niestety, cholernie nie skończył.

„Słyszałem, co zrobiłeś dla tego chłopca i jego siostry. Jestem z ciebie dumny”.

Gówno, kurwa, gówno!

„Tato…”

„Po prostu chcę żebyś wiedział”.

Chace skręcił na swój podjazd, następnie wcisnął przycisk otwierania drzwi garażowych i powiedział do telefonu - „Racja, chciałeś, bym wiedział. Wiem”.

„W porządku” - odpowiedział cicho Trane - „Twoja mama i ja z niecierpliwością czekamy na niedzielę”.

„Świetnie. Później”.

„Miłego wieczoru, Chace”.

„Tobie też” - odpowiedział i rozłączył się.

Wjechał do garażu i zaparkował. Był w swoim nowym niebieskim Yukonie. Jego stary był zaparkowany obok. Kiedy kupił nowy, oddał starego Faye, a jej Cherokee zdobił czyjś garaż. Zaakceptowała to bez większej dyskusji, tak jak podejrzewał, że Sondra robiła, kiedy jej bryka była wycofywana, a Silas miał nową. Faye tak naprawdę nie obchodziło, czym jeździ, a ponieważ jego tak, a jego stary Yukon był lepszy niż jej Cherokee, zgodziła się z tym, nie mówiąc słowa.

Kiedy drzwi garażu opadały, pochylił się do przodu i oparł czoło na kierownicy.

„Gówno, kurwa, gówno” - szepnął.

Potem nabrał powietrza, wysiadł z SUV’a, przeszedł przez garaż, otworzył drzwi, przeniósł się do tylnego korytarza i natychmiast zaczepił go Apollo.

Pochylił się i podniósł kota, przeszedł korytarzem, unikając Starbucka, który gonił jego stopy i zobaczył Faye stojącą przy kuchence, mieszającą coś.

Odwróciła się do niego i uśmiechnęła - „Hej Słonko, jak pływanie?”

Patrzył na nią, na jej lśniące włosy, jej krystalicznie niebieskie oczy, jej uroczy strój, jej uśmiechnięte usta jak z gumy do żucia i poczuł, jak jego wnętrzności się uwalniają.

Potem odwzajemnił uśmiech i powiedział - „Było dobrze. Co na kolację?”

*****

Faye

Dwa tygodnie później

Wypłynęłam z mgły snu, a zrobiłam to, bo usłyszałam, jak Chace szepcze mi do ucha - „Obudź się, mała”.

Zamrugałam, spojrzałam na budzik i zobaczyłam, że jest wcześnie.

To była niedziela.

I tak nie musiałam wstawać wcześnie, chociaż ostatnio musiałam budzić się z Chace’m. Ale w niedziele oboje moglibyśmy spać.

Więc zastanawiałam się, dlaczego tego nie robił.

Przesunęłam się i stos kotów owiniętych wokół moich stóp i kostek przesunął się, Starbuck, ze swoją zwykłą postawą, robiąc to z rozdrażnionym miauczeniem.

„Co?” - zapytałam Chace’a.

„W nocy padał śnieg”.

Patrzyłam na niego.

Potem zapytałam - „Więc?”

„Chodź, mała, wstań, ubierz się, napijmy się kawy na zewnątrz”.

Kawa na zewnątrz?

Czy on zwariował?

Nie miałam okazji zapytać i nie miałam wyboru w tej sprawie, bo odsunął kołdrę, złapał mnie za rękę i wyciągnął z łóżka.

Widziałam, że był już opatulony i wychodził przez drzwi. Rozważałam powrót do łóżka, ale ciekawość wzięła górę. Więc zabrałam się do mycia zębów i robienia tego samego, wciągając legginsy pod koszulę nocną, jedną z bluz Chace’a i grube skarpetki na stopy.

Spotkałam Chace’a na końcu korytarza i miał dwa parujące kubki. Dał mi jeden i wyszliśmy przez frontowe drzwi. Chace podciągnął bujane fotele do poręczy i usadowiliśmy się na nich, oboje natychmiast podnosząc stopy do poręczy, tak jak niezliczoną ilość razy, kiedy siedzieliśmy tam tego lata.

Nasz oddech tworzył chmury.

Para z gorącej kawy stała się bardziej wilgotna.

Moja smakowała orzechami laskowymi i była ciepła.

Równina była zaskakująco inna z warstwą śniegu.

Piękna.

Spokojna.

Chace się nie odzywał.

Wciąż byłam trochę śpiąca, więc też się nie odzywałam. Po prostu sączyłam kawę i wpatrywałam się w śnieg, równinę, pokryte białymi wzgórzami i góry z ich surowymi, zielonymi sosnami.

„Powszechny cud” - mruknął, a ja spojrzałam na niego.

„Słucham, Słonko?”

Jego oczy nie opuściły równiny, kiedy odpowiedział - „To. Powszechny cud. Nawet powszechny, wciąż cudowny.”

Spojrzałam na równinę i w chwili, gdy to zrobiłam, to osadziło się we mnie, bo miał rację.

Było. Cudowne.

Nie tylko opady śniegu w Górach Skalistych, ale to, że on mnie odnalazł, ja jego znalazłam, oboje siedzimy na naszej werandzie, pijąc kawę, cicho, zadowoleni, mając przed sobą piękno jak okiem sięgnąć.

Absolutnie cudowne.

Wzięłam oddech i odwróciłam głowę, żeby spojrzeć na Chace’a, zauważając jego niesforne loki spoczywające na szaliku owiniętym wokół szyi.

Więc oczywiście musiałam sięgnąć, złapać jeden i pociągnąć.

Potem patrzyłam, jak uśmiecha się do swojego kubka z kawą.

Tak. Absolutnie.

Cudowne.

*****

Dwa i pół miesiąca później

„Jezu, Faye, ile szynki z puszki może zjeść jeden człowiek”.

Byliśmy w sklepie spożywczym i kłóciliśmy się.

Spojrzałam z puszek w moich rękach na Chace’a - „Jest prawie Boże Narodzenie”.

„Tak. Więc?” - zapytał.

„Nawet Banita Al potrzebuje czegoś specjalnego na Boże Narodzenie” - poinformowałam go, a następnie wrzuciłam dwie puszki szynki konserwowej, aby dołączyć je do czterech puszek już będących w naszym wózku, które walczyły o pozycję z różnymi innymi konserwami mięsnymi, fasolą i karmą dla kotów, które nie pasowały do Starbucka i Apolla.

„Nigdy nie powinienem był ci o nim mówić” - mruknął Chace, zahaczając palcem o koniec wózka i mocno ciągnąc go w dół przejścia.

Nie odpowiedziałam, ponieważ się mylił, a tylko by się ze mną nie zgodził, położyłam moje ręce na rączce i poszłam za nim.

„A tak przy okazji…” - powiedział przez ramię - „…zobaczyłem torby”.

Moje serce się ścisnęło.

„Jakie torby?” - zapytałam, mając nadzieję, że nie znalazł mojej obecnej skrytki z prezentami dla niego, bo to by było do dupy.

Zatrzymał się i w ten sposób zatrzymał wózek i mnie.

„Ona nie ma nawet roku”.

Poczułam, że moje brwi się ściągają i zapytałam - „Kto?”

„Ella. Masz dla niej jakieś siedem strojów”.

Cóż, to było dobre. Znalazł prezenty Elli. Nie jego. Dobrze również, bo nie ukrywałam prezentów Elli, więc oznaczało to, że nie węszył (miałam nadzieję).

Nadeszła moja kolej, by powiedzieć - „Tak. Więc?”

„Kochanie, Lexie już ubiera ją, jakby była amerykańską księżniczką. Nie musisz pomagać w jej staraniach”.

„To jej pierwsze Boże Narodzenie!” - warknęłam.

„Ona tego nie zapamięta”.

„Więc? Lubię ubranka dla dzieci, a ona jest jedynym dzieckiem, jakie znam”.

„Jezu” - wymamrotał, zaczynając nas poruszać.

Podążyłam za nim, zauważając, że idzie dobrym tempem przez sekcję z jedzeniem w puszkach.

No cóż, Banita Al mógł dobrze jeść przez cały nowy rok z tym, co już złapałam.

Chace skręcił za róg i poprowadził nas do przejścia, wyciągałam rękę za każdym razem, gdy mijaliśmy coś, czego potrzebowaliśmy i wrzucałam to do naszego wózka. Ponieważ faktycznie zwracałam uwagę na zakupy, a mój mężczyzna nie, wpadłam na wózek, kiedy go zatrzymał, a ja nie zauważyłam.

Patrzył przed siebie, a ja rozejrzałam się wokół niego, aby zobaczyć kilka osób w przejściu, ale żadnych znajomych twarzy, więc spojrzałam na tył jego głowy.

„Chace?”

Zwrócił się do mnie.

„Stałaś dokładnie tam, gdzie jesteś teraz. Ja byłem na końcu przejścia”.

Przestałam oddychać.

O Boże. O Boże.

Chace mówił dalej.

„Prawie osiem lat i wreszcie jestem w tym przejściu, robiąc z tobą zakupy”.

Właściwie w ciągu ostatnich miesięcy byliśmy razem w tym przejściu dziesiątki razy.

Nadal.

„Słonko” - szepnęłam.

„Nie wiem, dlaczego ludzie potrzebują diamentów i pereł, futrzanych płaszczy, biletów pierwszej klasy, przygód na wyspie, kiedy takie proste gówno jest najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić”.

Miał całkowitą rację.

Tak jakby.

Oblizałam usta.

Potem zapytałam - „Czy to źle, że nie miałabym nic przeciwko przygodzie na wyspie z tobą?”

Przyglądał mi się z ciepłem na twarzy, zanim powiedział - „Nie”.

„I nie jest dziwaczne myślenie, że być może twoja matka kupi mi futro na Boże Narodzenie” - zauważyłam - „Więc, hmmm, ty dałeś mi diament, ona dała mi perły i diamenty, więc zostały mi tylko bilety pierwszej klasy na występ i nie mam nic przeciwko płaszczom.”

Jego usta drgnęły, ale nie żartowałam. Valerie cały czas kupowała mi drogie rzeczy. To było słodkie. To było przesadzone. Ale zaczęła się denerwować, kiedy się sprzeciwiałam, więc przestałam to robić i teraz to była tradycja.

Przeszedł ze swojego końca wózka na mój koniec, zatrzymał się przede mną, podniósł rękę, żeby zsunąć włosy z mojego ramienia i zacisnął palce na mojej szyi.

Potem przymknął twarz i wymamrotał - „Tylko moja dziewczyna mówi słowo dziwaczny”.

„To słowo jest w języku angielskim, Chace. Nie wymyśliłam go. Jestem pewna, że inni też tak mówią” - powiedziałam mu, próbując mówić cierpko, ale wyszło to chrapliwie, ponieważ był blisko, jego twarz była wciąż ciepła, ale jego spojrzenie było intensywne.

„Jak bardzo będziesz zawstydzona, gdy pocałuję się z tobą z języczkiem w miejscu, w którym cię pierwszy raz zobaczyłem?”

O mój.

„Um… mówisz tak, jakby to było oczywiste, że zamierzasz to zrobić” - zauważyłam.

„Tak jest” - odpowiedział.

„Chace…” - zaczęłam, ale ręką na mojej szyi przyciągnął mnie do siebie i w górę. Jego drugim ramieniem owinął się wokół mojej talii, a potem jego usta znalazły się na moich i nie miałam innego wyboru (chociaż nie wybrałabym innego), jak tylko obściskiwać się z Chace’m w przejściu sklepu spożywczego, gdzie zobaczył mnie po raz pierwszy.

Kiedy skończył, obrócił mnie w stronę rączki naszego wózka, stanął za mną i objął mnie ramionami, trzymając ręce obok moich na uchwycie. Poprowadził nas do przodu i nie byłam zawstydzona, chociaż inni klienci uśmiechali się do mnie.

Nie, wszystko, co mogłam przetworzyć, to myślenie, że zakupy spożywcze są proste. To było proste.

Ale to była jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogłam robić.

*****

Chase

Pięć godzin później

Przez sen Chace wyczuł, że światło zgasło.

Faye skończyła czytać.

Zanim zdążył zaczepić ją w pasie, poczuł, jak się do niego przechyla.

Wiedział, co to znaczy.

Jej dłoń przesunęła się w górę jego biodra do pasa.

Wiedział też, co to znaczy.

Uśmiechnął się, objął ją ramionami i przewrócił się na plecy, zabierając ją ze sobą.

Jej usta powędrowały do jego szyi.

„Skończyłaś?” - szepnął jej do ucha.

„W pewnym sensie” - mruknęła w jego szyję, jej usta zsunęły się w dół.

Jego ręce przesunęły się po satynie koszulki nocnej na jej plecach - „Jak chcesz mnie wykorzystać, Słonko, musisz wykonać całą pracę. Jestem wykończony”.

Jej usta zsunęły się, gdy jej ręka przestała bawić się jego włosami na klatce piersiowej i przesunęła się w górę klatki piersiowej, na jego szyję i wysunęła kciuk, by pogłaskać jego szczękę.

„Szkoda” - szepnęła mu do ucha - „Bo widzisz, bohater z mojej książki właśnie zrobił to wszystko bohaterce, gdy była naga i klęczała, a wtedy…”

Zamknęła się, ponieważ ramiona Chace’a zacisnęły się wokół niej, usiadł i koty się rozproszyły.

W chwili, gdy wstał, warknął - „Na kolana”.

„Jesteś pewien?” - spytała, jej głos był melodyjny, wesoły, dźwięczny, uroczy i cholernie gorący - „Jeśli jesteś zmęczony, możemy spać”.

Zdjął ją z siebie i ustawił na łóżku na kolanach.

Potem przesunął się na kolana za nią, jego ręce przesunęły się na rąbek jej koszuli nocnej, szarpnął ją i zdjął z niej i poczuł jej miękkie, słodkie sapnięcie w swoim kutasie.

Przesunął ręce od jej talii do brzucha, jedną unosząc, drugą opuszczając.

„Chcesz to odegrać czy improwizować?” - zapytał skórę jej szyi.

„Improwizować” - wydyszała, gdy jego dłonie trafiły w dwa szczególne miejsca.

Uśmiechnął się, a potem wymamrotał - „Dobrze, mała”.

Potem improwizował.

Pół godziny później doszli synchronicznie: Faye wbita w jego kutasa, z głową przekręconą, czołem przyciśniętym do jego szyi, on z jednym ramieniem owiniętym wokół jej brzucha, drugą ręką na jej piersi, wzrokiem skierowanym przez jej ramię i w dół, obserwując, jak dotyka się, gdy ją pieprzył.

To było rewelacyjne.

Z drugiej strony, z Faye, od samego początku zawsze takie było.

*****

Miesiące później, w noc przed ślubem Chace'a i Faye

„Powiedziałem ci, że zrobisz to legalnym” - powiedział Deck.

Deck siedział obok niego w bujanym fotelu na werandzie, stopy, podobnie jak Chace, miał oparte na balustradzie, nogi proste, skrzyżowane w kostkach.

Obaj wpatrywali się w ciemną równinę, a mgliste światła Carnal były jedynymi, które ją oświetlały. Nawet nie zapalił światła na werandzie.

Chace nie odpowiedział.

„Nie traciłeś czasu, bracie” - kontynuował Deck.

Chace się z tym nie zgadzał. Po wyjęciu swojej dziewczyny z tej skrzyni chciał się z nią ożenić następnego dnia. Czekanie rok i sześć tygodni było o cholernie wiele za długie. Faye zgodziła się, gdy rozmawiali o ślubie w Boże Narodzenie i oboje byli za tym, dopóki Liza nie wetknęła w to nosa. Potem ich mały, intymny, świąteczny ślub w jakiś sposób stał się wielkim, letnim ślubem i to jakoś, jak uznał Chace, było dlatego, że jego Faye faktycznie tego chciała, a co więcej, lubiła planować ślub ze swoją siostrą. Świetnie się bawiły. Więc odpuścił.

Odpuścił też, ponieważ Liza potrafiła być nachalna i wścibska, ale też kochała swoją siostrę, a Faye miała dokładnie pojęcie tego, czego chciała. I właśnie to dostanie, a Liza się co do tego upewniała.

Dlatego w tym momencie na jego podwórku znajdował się przenośna platforma z łukiem w miejscu, gdzie była pogrzebana Faye, a jutro staną na nim i pobiorą się.

To był pomysł Faye, jej sposób na pozbycie się tego wspomnienia.

To był dobry sposób.

Również jutro zostaną dostarczone stoły, krzesła, namioty, parkiet taneczny, kolejna przenośna platforma, na której będzie sprzęt DJ-a i cholerna masa gównianych kwiatów i chorągiewek.

Na szczęście Silas Goodknight był bystrym człowiekiem, który głęboko kochał swoje córki. Dlatego długo oszczędzał, aby dać im śluby, których pragnęły. Nie wspominając o tym, że mama Chace’a wbiła się w paradę i zażądała przejęcia zapłaty za ciasto, catering i alkohol. Po słowie od Faye, Silas poddał się. Tak więc to, co z funduszu powierniczego Chace’a zajęła opłata dla Miah i Becky, nie oznaczało, że jego dziewczyna nie będzie miała dokładnie tego, czego chciała w swoim dniu i żeby kiedyś musieli martwić się o wykształcenie ich dzieci.

Będzie miała to, czego pragnęła.

Dokładnie.

Wszystko czego pragnęła.

A ich dzieci były zabezpieczone.

Teraz była w domu swoich rodziców, a on i Deck wrócili z Bubba’s, gdzie spędzili kilka godzin z chłopcami przy drinku. Nie był to wieczór kawalerski. To gówno było gównem i dał jasno do zrozumienia Deckowi, że tego nie potrzebuje, a ponadto nie zamierzał mieć kaca, kiedy będzie czynił Faye swoją legalnie, w obliczu Boga, stojąc przed księdzem, kiedy będą otoczeni przez przyjaciół, rodzinę i kraj Boży. Więc tak właśnie było w Bubba’s. Drinki z chłopakami.

„Nie stajesz się młodszy, człowieku” - zauważył Chace, a znaczenie jego słów nie było zawoalowane.

„Niewiele jest dziewczyn takich jak Faye” - mruknął Deck i zaskoczony Chace spojrzał na niego.

„Chcesz dziewczynę taką jak Faye?”

„Nie…” - odparł Deck, zaciągnął się piwa z butelki i nie spuszczał wzroku z równiny. Kiedy opuścił rękę, kontynuował - „…i tak. Tak to, co ma w środku, to słodkie, tak silne, że nie da się pokonać.” - Deck spojrzał na niego i Chace zobaczył biały błysk jego uśmiechu - „Chociaż większe cycki, krótsze spódnice, ciaśniejsze topy i wysokie obcasy na więcej niż tylko specjalne okazje nie pozostałyby nie docenione. Tak długo, jak to wszystko wiąże się z klasą”.

Chace go rozumiał, ale tego nie mógł przegapić, że Deck stworzył sztukę z żonglowania babami i nie było to regularne, było częste. Ale Chace nie przegapił faktu, że te nieliczne, które miały choć odrobinę siły przetrwania, były wymagające w utrzymaniu i miały tupet. Deck, podobnie jak Chace, cieszył się prostym życiem. Ale Deck, podobnie jak Boyd Newman, lubiłby kobietę, która stanowiłaby wyzwanie, która wniosłaby do jego życia wysoką klasę i niemałą ilość dramatu. Niestety, musiał jeszcze znaleźć taką, która potrafiłaby robić swoje i znaleźć kompromis, aby mogli do siebie pasować na swój sposób, tak jak robili to Liza i Boyd.

Albo miał taką. Ale potem ją stracił.

„Myślę, że twoim terenem łowieckim powinno być Denver, kolego” - wymamrotał swoją radę Chace, jego wzrok wrócił na równinę.

„W takim razie dobrze, że podjąłem tam pracę” - mruknął Deck.

„Na długo wyjeżdżasz?” - zapytał Chace.

„Jutro wyjeżdżam i będę tak długo, jak to będzie potrzebne” - odpowiedział Deck.

„Postaraj się nie dać się aresztować” - mruknął Chace, a Deck zachichotał.

„Jakby ktokolwiek mógł mnie złapać” - mruknął Deck.

To, na szczęście, była prawda. To również, niestety, świadczyło o rodzaju „pracy”, jaką podjął się Deck.

Chace odpuścił to, jak zawsze, i przeszedł do ważniejszych spraw.

„Wiesz, ta informacja, którą przekazałeś Faye, o mamie, by ją ustawić, by sobie z tym poradziła. Zawsze mnie wspierałeś, kiedy to gówno poszło z Faye i co zrobiłeś z tatą…”

„Bracie, nie rozmawiajmy o tym gównie”.

„Nie będziemy. Nie będziemy tego też pielęgnować. Tylko musisz wiedzieć, że masz moją wdzięczność”.

„Już to wiem, Chace”.

„Cóż, daj mi coś, stary, i zaakceptuj to mimo wszystko”.

„Wiele razy ty wspierałeś mnie” - przypomniał mu Deck.

„Nie w takim, w którym ktoś, kogo kochałeś, został pogrzebany żywcem”.

„To prawda” - mruknął Deck.

„Więc po prostu daj mi to i przyjmij moją wdzięczność”.

Deck zamilkł.

Potem szepnął - „Zrobiłbym dla ciebie wszystko, stary”.

„Wiem” - odszepnął Chace.

„Wiesz dlaczego”.

„Tak”.

„Strata jej była najgorszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła”.

Chace wciągnął powietrze. Deck jej nie zapomniał. Nigdy. Nie była duchem. Nie była wspomnieniem. Jeśli chodzi o Decka, ona nie istniała[1].

Potem, wciąż szeptem, powiedział - „Wiem”.

„Twoje zakończenie było o wiele lepsze niż moje.”

„Wiem, Deck”.

„Trzymałeś mnie, żebym się nie rozleciał”.

Chace nie odpowiedział.

„Zrobię dla ciebie wszystko” - szepnął Deck.

„W takim razie daj mi to” - naciskał Chace - „Przejdź obok niej. Ona odeszła. Przestań się wygłupiać. Znajdź to, co ja mam, Deck. Wiesz, jakie to uczucie. Znajdź to jeszcze raz”.

Deck zamilkł.

Potem wymamrotał - „Zobaczymy, co przyniesie Denver”.

Chace wiedział, że to było tak dobre, jak mogło być, więc zostawił to w spokoju.

Chace zaciągnął się swoim piwem i Deck zrobił to samo.

W milczeniu wpatrywali się w równinę.

Deck go złamał - „Jestem szczęśliwy twoim szczęściem, bracie”.

„Nie tak szczęśliwy jak ja”.

„Nie” - zgodził się Deck - „I właśnie dlatego jestem szczęśliwy”.

Chace uśmiechnął się do swojego piwa, zanim jeszcze raz je pociągnął.

Potem siedział ze swoim najlepszym przyjacielem w milczeniu, rozmyślając o tym, co przyniesie następny dzień, a także o przygodzie na wyspie, o której jego przyszła żona nie wiedziała, że dostanie na miesiąc miodowy.

Co oznaczało, że siedział w milczeniu obok swojego najlepszego przyjaciela i robił to wciąż z uśmiechem.

*****

Faye

Następnego popołudnia przyjęcie weselne Chace’a i Faye

To była chwila samotności.

To było chwilę po kolacji, po moim pierwszym tańcu z Chace’m, który tańczyliśmy do (oczywiście) Elli Mae śpiewającej Holding out for a Hero. Chwilę po moim tańcu z tatą i Chace’a z Valerie. Chwilę po tym, jak pokroiliśmy ogromny, ozdobny, ale niesamowity tort i nie był to moment, w którym wpychaliśmy sobie go w twarz, ale zlizywaliśmy lukier z palców, aż ledwo słyszeliśmy okrzyki i gwizdy. Po tej chwili Chace mnie pocałował i zrobił to głęboko. A po tej chwili szepnął - „Tort. Lepsze niż miętowa guma do żucia”.

Co sprawiło, że byłam cała miękka i lekko podniecona.

Siedziałam sama i patrzyłam, jak tańczą Ty i Lexie, Ty obejmował jedną ręką swoją, znowu ciężarną, żonę, podczas gdy drugą rękę obejmował córkę i byli blisko, uśmiechali się do siebie i szeptali, a słodka, ładna Ella ciągnęła mamę za włosy.

Przeniosłam oczy na Bubbę tańczącego blisko z Krystal. Potem przeniosłam je do Tate’a, robiąc to samo z Laurie, potem do mojej siostry, robiącej to samo z Boyd’em i Max’a, robiącego to samo z Niną. A potem przeniosłam się do Twyli, robiącej to samo ze jej partnerką Cindy. Nie skończyłam, przesunęłam oczy po mamie i tacie, Valerie i Trane, Sunny i Shambles’ie, Woodzie i Maggie, Samie Sterlingu i jego kobiecie Jadie, robiących to samo.

Na koniec przeniosłam je na Chace’a, który trzymał Becky za obie ręce, a jej stopy były na jego stopach, była wygięta do tyłu, uśmiechała się do niego, a on miał zgiętą szyję i uśmiechał się do niej w jej małej sukni druhny.

Tak, Chace potrzebował księżniczki.

Albo jeszcze jednej.

Moje spojrzenie przesunęło się od mojego męża…

Mój mąż.

Na tę myśl uśmiechnęłam się do siebie, gdy oglądałam przyjaciół i rodzinę, w tym mojego brata Jude’a, rozmawiającego z Amber, jedną z kelnerek w Bubba’s i Deck’a, śmiejącego się z Jim-Billy’m, Stoney’a i Wings’a. W końcu spojrzałam na Miah, który wyglądał, jakby pakował się w kłopoty z Robb’iem i Jarot’em. Robbie wczołgał się pod stół, Miah pochylał się, by zrobić to samo, podczas gdy Jarot wydawał się bawić w obserwację.

W moim świecie wszystko było dobrze.

Bardzo dobrze.

Cholernie genialnie.

Zesztywniałam, gdy dwa krzesła zostały przyciągnięte po obu stronach mnie. Spojrzałam w górę i na prawo, aby zobaczyć Ally podchodzącą, by usiąść po tej stronie, a potem spojrzałam w lewo, aby zobaczyć niskiego mężczyznę z wąskimi ramionami, dużym brzuchem, przerzedzonymi jasnobrązowymi włosami i słodkim uśmiechem siadającego po tamtej.

Benji.

W momencie, gdy usiadł, moje ciało opadło na bok, uderzyło go i jego ramię objęło mnie.

„Tak się cieszę, że przyjechaliście” - mruknęłam i spojrzałam na Ally - „Oboje”.

„Nie przegapiłabym tego” - mruknęła Ally.

„Ja też” - mruknął Benji.

Moje oczy powędrowały do Benji’ego - „To była dla ciebie długa droga”.

Jego oczy spotkały moje - „To jest lepsze niż program telewizyjny. Lepsze niż książka. Ponieważ to jest prawdziwe. Raz w życiu. Więc nie ma mowy, żebym tego przegapił. Poleciłbym na księżyc, żeby zobaczyć cię tak szczęśliwą”.

„Całkowicie” - mruknęła Ally i poczułam, jak jej dłoń znajduje moją, owija i ściska.

Oddałam uścisk.

Potem mój wzrok znów powędrował na parkiet i westchnęłam.

„Wracamy na Comic-Con. Teraz, gdy pieczęć została złamana i wszyscy znamy się tak, jak się znamy, oczekuję, że ty i Chace spotkacie się tam ze mną” – powiedział Benji, a mój umysł wypełniły myśli o Chace na Comic-Conie.

Ponieważ tak się stało, wybuchnęłam śmiechem.

Oczy Chace’a skierowały się prosto na mnie i widząc wyraz jego twarzy, otwarcie szczęśliwy, westchnęłam ponownie, ale tym razem w środku.

Uśmiechnęłam się do niego, ale mruknęłam - „Nie jestem pewna, czy to się kiedykolwiek zdarzy”.

„Ja jestem” - odpowiedziała Ally i oderwałam wzrok od mojego męża…

Mój mąż.

Spojrzałam na nią - „Nie ma mowy”.

Ally spojrzała na mnie - „Ten facet zrobiłby dla ciebie wszystko. Nawet obcowałby z bandą geeków”.

Cóż, pomyślałam, że powinna to wiedzieć. Odkąd miała takiego jak mój.

Uśmiechnęłam się do niej.

Piosenka zmieniła się na Come Away with[2] Me Norah Jones i patrzyłam, jak tata zawłaszcza Becky, a wzrok Chace’a przechodzi do mnie.

Potem podniósł rękę i zgiął palec.

„Gorące” - mruknęła Ally - „Najwspanialsze”.

„Jestem wzywana” - powiedziałam im coś, czego nie mogli przegapić.

„Idź, kochanie” - zachęcił Benji, ściskając mnie za ramię.

Rzuciłam im obojgu uśmiech, wstałam i poszłam przez trawę na parkiet. Byłam dwa kroki od niego, kiedy Chace pochylił się, złapał mnie za rękę, pociągnął ją do góry i natychmiast wciągnął mnie w swoje ramiona. Blisko. Mocno. Moje ramiona owinęły się wokół jego ramion, a on zaczął nas kołysać.

Nawet nie słyszałam piosenki. Po prostu czułam Chace’a.

Mój mąż.

„Masz dobry dzień?” - mruknął we włosy z boku mojej głowy, gdzie spoczywała jego szczęka.

„Najlepszy. A ty?”

Jego ramiona ścisnęły mnie - „Tak, mała”.

Tak myślał.

Myślał tak głęboko.

Przycisnęłam się bliżej.

„Czy mówiłam ci dzisiaj, że cię kocham?” - zapytałam.

„Piętnaście razy” - odpowiedział, a ja odsunęłam lekko do tyłu głowę, więc on przechylił swoją, aby mógł na mnie spojrzeć.

„Liczyłeś?”

„Nigdy nie przegapiam tego, że mówisz te słowa, Faye.”

Moje serce stopniało.

Potem szepnęłam - „Oto szesnasty. Kocham cię, detektywie Keaton”.

Uśmiechnął się i jego uśmiechnięte usta zbliżyły się do moich, zanim odszepnął - „Ja też cię kocham, pani Keaton”.

Uśmiechnęłam się przy jego ustach, ale nie skończyłam tej akcji, ponieważ mój mąż… mój mąż… mnie pocałował.

*****

Sześć lat później

„Miałem mówić o przyszłości mojej klasy. Miałem powspominać naszą przeszłość. Nie zrobię ani jednego, ani drugiego. Wiem, że nikt oprócz mnie nie będzie pamiętał tej przemowy. Wykorzystam więc to, jako okazję do powiedzenia tego, co potrzebowałem powiedzieć od dawna”.

Moje ramię było pod pachą Chace’a, obejmującego mnie ramieniem, nasz najstarszy syn siedział na swoim miejscu u mojego boku, nasz drugi chłopak wiercił się na swoim miejscu u boku Chace’a, nasza malutka córeczka spała zwinięta w kłębek na kolanach tatusia, oczy miałam skierowane na widownię do Miah wygłaszającego przemówienie pożegnalne na koniec szkoły.

„Większość siedzących tutaj wie, co się stało ze mną i moją siostrą. Wielu z was, szukając nas, poznało nawet wielu dobrych ludzi z miasteczka Carnal, które znajduje się daleko stąd. Nie wiecie, że kiedy byłem sam, przerażony, głodny i zmarznięty, dwoje z tych ludzi zrobiło wszystko, aby mnie uratować”.

Plecy Chace’a wystrzeliły prosto w tym samym czasie co moje.

Miah mówił dalej.

„Nic o mnie nie wiedzieli. Nie wiedzieli, co się ze mną stało, ani właściwie jak było źle. Nie wiedzieli, co się stało z moją siostrą. Ale ich to nie obchodziło. Wiedzieli tylko, że coś jest nie tak, więc coś z tym zrobili. Kupili mi jedzenie, śpiwór i książki do czytania i pisali liściki, opowiadając mi o sobie, a było to jedyne ludzkie połączenie, jakie miałem od trzech lat, które było dobre, czyste i słuszne. Po tym, jak zaczęli to robić, po raz pierwszy od trzech lat, mimo że w zimowym mrozie spałem w szopie w lesie, poszedłem spać nie przestraszony. Poszedłem spać, wiedząc, że ktoś się o mnie troszczy. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zasnąłem, wiedząc, że na świecie jest dobro. Kilka tygodni później, po tym, jak ponownie próbowałam ratować siostrę, zostałem ranny i samotny leżałem w tej szopie w tym śpiworze, ale nawet gdy mijały dni, wiedziałem, że się nie poddadzą. Wiedziałem, że mnie znajdą. I zrobili to”.

Usta zaczęły mi drżeć, a łzy szybko napłynęły mi z oczu.

„Moja matka została zamordowana” - kontynuował Miah i głęboka cisza przeszła przez już milczący tłum - „Moja siostra i ja byliśmy porwani i zamknięci. Ale nawet z tym, kiedy oni weszli w moje życie, nauczyłem się czego innego, niż to, czego uczyłem się przez trzy lata. Że ten świat został opanowany przez ciemność i może cię wciągnąć, przycisnąć i sprawić, że uwierzysz, że to wszystko. Ale nauczyli mnie, że przez ciemność przychodzi światło, a światło jest silniejsze i potężniejsze, ponieważ nigdy się nie poddaje. Że na tym świecie są dobrzy ludzie, którzy wyczuwają, że robi się coś złego, i zabierają się za naprawienie tego. Nie rozmawiali o tym. Nie myśleli o tym. Zrobili to. Kosztowało ich to czas, pieniądze i emocje. Wszystko to dla dzieciaka, którego nie znali. Ale nadal to robili. Więc jeśli jest coś, co chcę, aby moi koledzy absolwenci wynieśli dzisiaj, z tej przemowy, w miarę jak w swoim życiu, na swojej drodze będą uczyli się być dorosłymi, będą uczyli się pasować do tego świata, bez względu na to, co zdecydują się robić, kim zdecydują aby być, powinni się starać być dobrzy, czyści i prawi. Powinni być ludźmi, którzy wyczuwają, że robi się coś złego i starają się to naprawić. Nie mówić o tym ani nie myśleć o tym, ale robić to. Ponieważ zrobienie zła może być bardzo złe. Może niszczyć życie. Może pożreć szczęście w taki sposób, że już nigdy nie wróci. Ale jeśli się je zatrzyma i światło prześwieci przez ciemność, może skończyć się na tym, że dzieciak, który stracił wszystko poza siostrą, który nie miał mocy i był przerażony, po latach stanie przed salą pełną ludzi wygłaszając przemówienie pożegnalne na koniec szkoły”.

Czerwone, mokre spojrzenie Miah padło na mnie i Chace’a.

„Stoję tutaj dzięki wam, mój Aslanie i moja Faye, moi obrońcy, i obiecuję, że to, co mi daliście, czego mnie nauczyliście, zamieniło się w lekcję życia. Nie mogę wam odwdzięczyć się za to, co mi daliście. To wszystko, co mogę zrobić. Wszystko, co mogę zrobić, to nauczyć się lekcji, której mnie nauczyliście i iść naprzód w moim życiu dobrze, czysto i słusznie.” - jego głos opadł do szeptu w mikrofonie i dokończył - „Dziękuję”.

Załzawionymi oczami patrzyłam, jak Miah pochyla głowę i schodzi z podium.

Cicho szlochałam.

Widownia była na nogach.

Ramię Chace’a zacisnęło się wokół moich ramion, usłyszałam, jak odchrząknął, ale poczułam, jak małe ramię ślizga się wokół mojego brzucha, więc spojrzałam w dół na mojego syna Jacoba.

„Mamo, o kim mówił Miah?”

Podniosłam rękę do jego policzka, spojrzałam w piękne oczy mojego męża na ukochanej twarzy mojego syna i szepnęłam - „O twoim tacie i o mnie”.

Jake spojrzał na swojego tatę, potem na podium i z powrotem na mnie.

„Wszystko jest w porządku?”

„Nic mi nie jest, kochanie” - wciąż szeptałam - „Absolutnie w porządku.”

I absolutnie byłam.

Ponieważ wiedziałam, bez wątpienia, że w końcu Miah był.

*****

Dzień później

„Możesz mi pokazać” - powiedział Miah cicho, a Chace odwrócił głowę i spojrzał na niego.

Siedzieli na stole piknikowym nad strumieniem tuż przy domu jego dziadków, on z nogami na ławce, patrząc, dopóki Chace nie spojrzał na niego, na pędzącą wodę.

Wyrósł zdrowy i silny. Nie wysoki, żaden z jego krewnych nie był wysoki, ale miał prawie metr osiemdziesiąt. Miał smukłe, proste ciało, długie nogi, rozszerzające się ramiona mężczyzny i był przystojnym dzieciakiem, z tą czupryną gęstych blond włosów i tymi niezwykłymi jasnobrązowymi oczami.

Był popularny w szkole. Biegał na bieżni i przełajach. Przewodniczący klasy. Kapitan zespołu dyskusyjnego. Redaktor gazetki szkolnej. Członek Narodowego Towarzystwa Honorowego.

Nie zdziwiło Chace’a, że wybrał sport, w którym rywalizacja była indywidualna nie w drużynowa, a jego osiągniecia opierały się na jego osobistych staraniach, ale mimo to znalazł inne zajęcia, w których mógłby być liderem i w każdym z nich zostawał liderem.

Tym, co zaskoczyło Chace’a, było to, że był popularny niezależnie od swojego intelektu, jego nieustannej żarłocznej lektury, faktu, że był cichy, nie nieśmiały, nie introwertyczny, ale obserwator, mówiący łagodnie i nie mówiący, chyba że miał do powiedzenia coś ważnego.

„Porozmawiałem z Ezrą” - powiedział Chace.

„Wiem” - odpowiedział Miah.

„Ezra powiedział, że jesteś gotowy”.

„To dlatego, że jestem”.

Chace zacisnął usta, ponieważ nie był tego pewien i spojrzał z powrotem na strumień.

„Chace, rozmawiałem o tym z psychologami dawno temu. Z dziadkiem. Z tobą, kiedy ty i Faye byliście tu w zeszłym roku. Nie przeszkadza mi to” - zapewnił go Miah, a Chace wciągnął powietrze.

Spojrzał na niego - „Wczoraj było twoje zakończenie szkoły i przyjęcie. Za kilka miesięcy wyjeżdżasz do Columbia. Nie chcę przywoływać złego gówna, kiedy wszystko dobre co masz, co się dzieje oraz na co czekasz”.

„Chcę to zrobić” - stwierdził Miah.

„Miah…”

„Chace” - wyprostował się, ale nie spuszczał wzroku Chace’a - „Chcę to zrobić. Pokaż mi”.

Chace wciągnął kolejny oddech, po czym odwrócił się do teczki leżącej na stole obok niego, otworzył ją, wyjął zdjęcia z kartoteki policyjnej i podał je Miah. Miah pochylił głowę i przyjrzał się im.

To było zdjęcie policyjne mężczyzny, którego podejrzewali o zamordowanie Misty i Darren’a Newcomb’a.

„Schrzanił sprawę” - powiedział mu Chace - „Złapali go w Oregonie. Przyjął zadanie, ponownie udał się do lasu i byli tam dwaj myśliwi, obaj byli wojskowi. Słyszeli, jak nadchodzą, byli doświadczeni, ucichli, obserwowali, nie podobał im się wygląd rzeczy i przykucnęli. Zobaczyli, jak zaczyna sobie źle poczynać i włączyli się. Obezwładnili go. Uratowali jego cel. Jest niezależnym strzelcem, nie jest związany z żadną organizacją i istnieje możliwość, że jest odpowiedzialny za co najmniej tuzin zabójstw w ośmiu stanach, w tym dwa w Carnal”.

„To on” - powiedział stanowczo Miah i oddał zdjęcie Chace’owi.

Żołądek Chace’a zacisnął się.

Cholera, to było to. To było w końcu pieprzone to.

„Jesteś pewien?” - zapytał cicho.

„Tak” - odpowiedział Miah.

„To było dawno temu, kolego” - przypomniał mu Chace, odwracając się, by odłożyć zdjęcie do teczki, a kiedy się odwrócił, Miah ponownie spojrzał na niego.

„Nie zapominasz takich rzeczy. Wiesz to. Mówiłem ci o tym. Wszystko. To on i tak zeznam”.

Wiele lat temu dziadkowie Miah zostali poinformowani, że Miah trzyma w sobie tę wiedzę, a tym samym poinformowali jego psychologów. Tak więc wiele lat temu jego terapeuci pomogli mu poradzić sobie z tym, co zobaczył, co było nie tylko gwałtem na twarzy Misty, ale i jej późniejszym morderstwem. Jeremiasz widział wszystko.

„Będę zeznawać” - powtórzył Miah, gdy Chace się nie odezwał.

„To będzie trudne” - odparł Chace - „Byłeś młody, w poważnej sytuacji, a jeśli on zostanie ekstradowany do Kolorado, by stanąć przed sądem, obrońca będzie ciężko walczył”.

„Dziecko, bez względu na to, przez co przechodzi, nie może tego zmyślić” - odpowiedział Miah.

„To prawda” - mruknął Chace - „Ale nie podoba mi się to dla ciebie, przypomnienie tej części twojej przyszłości, konieczność składania zeznań”.

„Zrobiono zło” - wyszeptał Miah, nie spuszczając wzroku z Chace’a - „Kiedy się dzieje źle, zaczynasz robić dobrze. Ty mnie tego nauczyłeś”.

Chace zamknął oczy i opuścił głowę.

„Mogę to zrobić.” - Miah wciąż szeptał - „Chcę to zrobić”.

Chace otworzył oczy i spojrzał na strumień - „Nienawidzę tego dla ciebie”.

„Ja nie” - odpowiedział Miah - „Była twoją żoną. Jeśli mogę to zrobić, sprawić, żeby zapłacił, to mogę zrobić coś dla ciebie. Dlatego chcę to zrobić”.

Poważnie jak cholera, ten dzieciak był dobrym pieprzonym dzieciakiem.

Chace podniósł rękę, owinął ją wokół karku Miah i ścisnął go, szukając jego oczu.

„Jesteś dobrym dzieckiem” - wyszeptał, a Miah uśmiechnął się.

„Już nie jestem dzieckiem”.

Chace potrząsnął głową i jeszcze raz ścisnął szyję, kołysząc go delikatnie, zanim go puścił - „Nie, wciąż jesteś dzieckiem”.

„Amelia i ja zrobiliśmy to wczoraj wieczorem”.

Chace zamrugał, a jego gardło zatkało się, gdy zapytał - „Co?”

Miah znów się uśmiechnął - „Poszliśmy na całość”.

Jasna cholera.

„Jeremiasz…”

„Użyliśmy… no wiesz i oboje mamy po osiemnaście lat. Spotykaliśmy się, odkąd byliśmy na drugim roku i zawsze planowaliśmy, że ukończenie szkoły będzie, hmmm… głównym wydarzeniem”.

Jezu Chryste. Jakim cudem zeszli na te tematy?

Miah spojrzał na strumień, wciąż się uśmiechając i mrucząc - „Było dobrze”.

„Czy było dobrze dla niej?”

Miah spojrzał na niego, a jego uśmiech zniknął - „Cóż…” - urwał, a Chace pokręcił głową.

„Musisz to zrobić dla niej dobrze, kolego” - powiedział łagodnie.

„Było z tym, co zrobiliśmy, uh… wcześniej, ale wczorajszej nocy trochę poszło…” - zarumienił się i skończył szeptem - „…szybko”.

Chace powstrzymał uśmiech i spojrzał mu w oczy, gdy radził - „Dostaniesz to, ale dostaniesz to tylko raz. Jeśli wy dwoje będziecie kontynuować to gówno, robisz dwie rzeczy, zawsze stosujesz ochronę i zawsze pilnujesz, by ona była pierwsza. Z nią, a jeśli coś się z nią skończy i znajdziesz kogoś innego, z nimi też. Ta ochrona jest dla niej, ale także dla ciebie. Nie psuj swojej przyszłości przez bycie głupim i nie bierz kobiety, nigdy, nie dbając o nią”.

Miah zacisnął usta, pochylił się do przodu, z łokciami opartymi o kolana i spojrzał na strumień.

Oczy Chace’a podążyły za jego wzrokiem, on również pochylił się na łokciach i mówił dalej.

„Rozumiem, że tam gdzie jesteś, w twoim wieku, skoro jesteście razem przez jakiś czas, myślałeś, że to naturalny postęp. Wiem, że ty i Amelia jesteście ze sobą bliscy. Ale żałuję, że nie porozmawiałeś ze mną, zanim to zrobiłeś. Powiem tylko, że wiem, że czujesz się jak mężczyzna, wiem, że nie możesz się doczekać niezależności, ale powiem ci, że wciąż jesteś młody. Powinieneś być młody, a to gówno jest gównem dorosłych, Miah. Pieczęć jest zerwana i może nie ma odwrotu. Ale jesteś mądrym facetem, zawsze byłeś, więc mówię tylko, że powinieneś być mądry i pomyśleć o tym, zanim zrobisz to ponownie z Amelią lub jakąkolwiek dziewczyną. To jest dobre, wiem o tym. Będziesz tego chciał, to też wiem. Prawdopodobnie to wszystko, o czym myślisz, też to wiem. Ale nigdy nie chodzi tylko o robienie tego i nigdy nie chodzi tylko o to, że ty to robisz. W grę wchodzą dwie osoby. Zawsze dawaj jej znać, co myślisz i co czujesz. To połączenie, bliskość, intymność, którą dzielicie, a uczucia mogą się w to wplątać. Jak nie czujesz nic poza robieniem tego, musisz dać jej znać, gdzie jesteś, żeby się w tobie nie zgubiła. Nadążasz?”

„Tak” - szepnął Miah.

Chace jeszcze nie skończył.

„Amelia jedzie na Uniwersytet Wyoming, kolego. Za kilka miesięcy będziecie rozdzieleni. To może pozostać silne, gdy wy dwoje będziecie w różnych stanach, albo ty lub ona możecie znaleźć kogoś innego. Miej to na uwadze tego lata z nią i z tym gdzie poszliście wczoraj wieczorem. Jak wyjedziesz, znajdziesz kogoś innego w Nowym Jorku, a ona się w tobie zagubiła, możesz ją skrzywdzić. Pomyśl o tym, co teraz do niej czujesz, co to może zrobić z nią i traktuj ją ostrożnie. Nadal nadążasz?”

„Tak” - powtórzył Miah szeptem.

Chace zamilkł i Miah milczał.

Potem Miah się odezwał.

„Skąd wiedziałeś, że to Faye?”

Chace poczuł, jak jego usta wykrzywiają się, gdy jego oczy obserwowały płynące wody - „Po prostu wiedziałem”.

„Jak?”

Odwrócił głowę do Miah, aby zobaczyć na sobie jego wzrok - „Jak ją zobaczysz, kolego, tę, która jest przeznaczona dla ciebie, też będziesz wiedział”.

Miah spojrzał mu w oczy. Potem skinął głową i spojrzał z powrotem na strumień.

Chace też to zrobił i ponownie zamilkli, dopóki tym razem Chace tego nie złamał.

„Minęło wiele lat, Miah, odkąd szukam tego człowieka. Chcę, aby Misty przeszła w spoczynek w moim umyśle. Teraz pójdzie. Dziękuję ci”.

Usłyszał, jak Miah bierze wdech, zanim powiedział cicho - „Nie ma za co, Aslanie”.

Kurwa, to wbiło mu się w brzuch. Jak za każdym razem.

Nie odrywając wzroku od strumienia, ponownie podniósł rękę, zacisnął ją na karku Miah i ścisnął. Kiedy skończył, cofnął rękę, oparł łokieć na kolanie i siedział w milczeniu ze swoim chłopcem, nie, swoim chłopcem, który stawał się mężczyzną i obserwował płynącą wodę.

*****

Tydzień później

Chace stał przed drzwiami sypialni plecami do ściany, z nogami wysuniętymi przed siebie, skrzyżowanymi kostkami i uśmiechem na ustach.

Robił to, słuchając, jak jego żona czyta ich synom, Jake’owi i Silasowi.

To nie był pierwszy raz. I nie ostatni.

Jak zwykle, słuchając jej melodyjnego głosu dodającego niuansów i dramatyzmu opowieści, cieszył się nim przez dłuższą chwilę.

Potem odsunął się od ściany, by sprawdzić, co u ich śpiącej córeczki Twyli.

*****

Trzy godziny później

Faye była pod nim, jego kutas wciąż twardy w niej, a Chace przeciągał językiem po jej dolnej wardze.

Gdy tylko skończył, przesunęła swoim wzdłuż jego.

Kiedy skończyła, uniósł usta, pocałował ją w nos, po czym zanurzył podbródek i spojrzał jej w oczy.

„Będziesz czytać, mała?” - zapytał, ale znał odpowiedź.

Mimo to dała mu ją.

„Tak”

Uśmiechnął się, zgiął szyję, pocałował wcięcie w jej obojczyku i wyślizgnął się.

Wysunęła się z łóżka, a on patrzył, jak jedwabna koszula nocna opada na jej tyłek w kształcie serca, gdy szła do łazienki, żeby się umyć.

Chace przetoczył się na swoją stronę łóżka, zgasił światło i ułożył się. Potem patrzył, jak jego żona wraca do pokoju i wchodzi do łóżka.

Narzucił na nią kołdrę.

Złapała swoją książkę.

Chace zamknął oczy i zasnął.

*****

Półtorej godziny później

Chace wyczuł, że światło zgasło i łóżko się poruszyło, gdy Faye się na nim ułożyła.

Sennie wyciągnął rękę, przyciągnął ją do siebie, wtulił pod siebie i zwinął się w jej ciało.

„Skończyłaś?” - wymamrotał.

Jej ręka przesunęła się po jego ramieniu, aż znalazła jego dłoń i splotła ich palce.

„Tak” - wyszeptała.

„Noc, mała”.

„Noc, Słonko”.

Poczuł, jak ciało jego żony rozluźnia się pod nim, gdy poczuł, jak Apollo i Starbuck dostosowują się i osiadają wokół ich stóp.

I Chace zasnął, wiedząc, że na świecie wszystko jest w porządku.

Absolutnie wszystko.

A wiedział o tym, bo ich dzieci spały w łóżkach pod dachem, który im zapewnił, robiąc coś, z czego był dumny.

Ale wiedział o tym bardziej dlatego, bo tak jak poprzedniej nocy, poprzedniej i wszystkie wcześniejsze, odkąd podarowała mu swoje dziewictwo, Chace Keaton i jego Faye zasnęli, przytuleni do siebie, trzymając się razem w ich łóżku.

 

 

######

 

Seria Colorado Mountain

będzie nadal powracać do Gnaw Bone

w historii Grahama Reece’a

w książce „Poszarpane” („Jagged”)

 

Natomiast ja zajmę się teraz

historią Decka i Emmy.

W książce „Kalejdoskop” („Kaleidoscope”),

Która jest 6 częścią Colorado Mountain na:

https://monique-romans-16.blogspot.com/  

 

jeśli lubisz moje tłumaczenia, proszę o dowolne dotacje na:

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL

 



[1] Historię Decka poznacie w książce „Kalejdoskop” - cz. 6 Colorado Mountain na https://monique-romans-16.blogspot.com/ już od 10.11.2021r.