wtorek, 12 października 2021

11 - Druga runda

 

Rozdział 11

Druga runda

 

 

Szósta trzy następnego ranka…

„Mała, obudź się”.

Odpłynęłam ze snu, otworzyłam oczy i na to, co zobaczyłam, byłam pewna, że wciąż śnię.

Był to Chace, siedzący na skraju łóżka w tych długich, luźnych spodenkach do biegania i jednej z tych obcisłych koszulek do biegania z niesamowitymi szwami i stójką, sięgającą do połowy szyi (oba granatowe).

Jakim cudem ja nigdy nie widziałam tego?

Od lat gorliwie go obserwowałam. Widziałam go nawet biegającego i to było przy wielu okazjach. Zwykle miał na sobie spodnie dresowe i jedną z tych bluzek z zamkiem do połowy pod szyją (strój, który też był niesamowity, ale nie tak niesamowity jak ten) albo luźne spodenki do biegania i koszulkę. To prawda, że jeśli przyglądałam mu się gdzieś w połowie do końca biegu, jego koszulka była przyklejona do niego od potu. Co dla Chace’a było dobrym wyglądem.

Nadal.

To było znacznie lepsze.

Oderwałam wzrok od mięśni zarysowanych dość spektakularnie przez jego koszulkę i zamrugałam mu w twarz.

Kiedy patrzył w moje oczy, powiedział cicho - „Idę pobiegać. Kiedy wrócę, wezmę szybki prysznic. Pojedziemy do sklepu, kupimy trochę gówna dla Malachi’ego i napijemy się kawy, zanim pójdziemy do biblioteki”.

Nie nadążałam. Byłam zamglona od snu, śpiąc obok niego (co było pyszne) i wyglądał super, podwójnie gorąco rano. Nie mogłam przetworzyć języka angielskiego.

Dlatego mruknęłam - „Co?”

Uśmiechnął się i to nie polepszyło sytuacji.

Potem pochylił się we mnie głębiej, więc jego uśmiechnięta, przystojna twarz była blisko. I, nawiasem mówiąc, była też obcisła koszula i mięśnie, które zakrywała.

Dlatego nie było mowy, żebym przetworzyła jego słowa - „Idę pobiegać. Mamy gówno do zrobienia, kiedy wrócę i nie mamy dużo czasu, żeby to zrobić, więc weź prysznic, ja wezmę szybki, kiedy wrócę do domu, trochę jedzenia i ruszamy. Tak?”

Kiedy mówił, moje oczy wędrowały w dół jego klatki piersiowej, a kiedy przestał mówić, jakaś część mojego mózgu zarejestrowała, że nadeszła moja kolej, więc zapytałam - „Jak wkładasz tak ciasną koszulkę?”

„Faye” - zawołał, a moje oczy wróciły do niego.

Kiedy spojrzały w jego, jego oczy przesunęły się po mojej twarzy i wymamrotał - „Kurwa, zawsze byłaś taka słodka i śpiąca, kiedy z tobą rozmawiałem przez telefon?”

„Prawdopodobnie” - odpowiedziałam, ponieważ było to pytanie, ale prawdopodobnie to nie była prawda. Nie wyglądał gorąco, siedząc ze mną na łóżku, kiedy rozmawiałam z nim przez telefon. Był gdzieś indziej tylko brzmiąc gorąco. Teraz miałam jedno i drugie.

„Pieprzyć to” - mruknął, jakby nie mówił do mnie, a potem kontynuował - „Pobiegam po pracy”.

Wtedy znalazłam moje ciepłe ciało wyrwane z łóżka i przeciągnięte przez jego kolana. Obrócił się, przekręcił, a potem wróciłam do łóżka, ale nie pod kołdrą, pod Chace’m.

Znowu zamrugałam na niego.

„Chcesz wiedzieć, jak włożyłem na sobie tę koszulkę?” - zapytał.

„Tak” - wydyszałam.

Jego usta zbliżyły się do moich, spojrzał w moje oczy i wyszeptał w moje usta - „Więc zdejmij ją”.

Byłam śpiąca, to była prawda. Byłam zamglona, to też była prawda.

Ale mimo to byłam gotowa na to konkretne wyzwanie.

Zdecydowanie.

*****

Ósma czterdzieści tego ranka…

Wędrowałam rozmarzona do La-La Land Coffee ramię w ramię z Chace’m Keatonem.

Byłam rozmarzona, bo doprowadził mnie do orgazmu ustami, ale tym razem używał jednocześnie palców. To było niesamowite.

Byłam też rozmarzona, ponieważ po tym zaczęłam dawać mu orgazm ustami, ale skończyło się na tym, że całkiem sama dałam mu orgazm ręką. Całowałam go, kiedy to robiłam. Ja całowałam jego.

A to brzmiało i było przyjemne.

Byłam jeszcze rozmarzona, bo potem wzięliśmy prysznic i namówiłam Chace’a na śniadanie w La-La Land.

Nie było to trudne.

Powiedziałam po prostu - „Zaoszczędźmy czas, pomińmy śniadanie w domu i kupmy coś od Shamblesa and Sunny”.

Ponieważ jego namydlone dłonie dotykały mojej nagiej, mokrej skóry, a jego oczy obserwowały ich ruchy, odpowiedział z roztargnieniem - „Dla mnie w porządku”.

Patrząc, jak patrzy na swoje ręce, pomyślałam, że mogę poprosić go, aby zbudował mi model Kaplicy Sykstyńskiej z miniaturowymi, wiernymi detalami, a następnie szopę, w której moglibyśmy go wystawić, zareklamować i sprzedać bilety, a on powiedziałby - „Dla mnie w porządku”.

Podobało mi się to. To sprawiło, że bycie nagą i mokrą z Chace’m pod prysznicem nie było dziwne ani żenujące.

Sprawiło to wiele innych rzeczy. Jak poczucie się piękną. I to sprawiło, że poczułam wiele innych rzeczy. Jak bycie pożądaną. Cenioną.

I posiadającą moc.

Zanotowałam to sobie w pamięci na przyszłość.

Na koniec byłam rozmarzona, ponieważ Chace i ja poszliśmy do sklepu spożywczego przed La-La Land. Nie wiedziałam, dlaczego to sprawiło, że poczułam się rozmarzona. Chodzenie do sklepu spożywczego było codziennością. Ale jakoś robienie codziennych rzeczy, tak jak poprzedniego dnia leniuchowanie i oglądanie telewizji, wydawało mi się magiczne, kiedy robiłam to z Chace’m.

Nie oznaczało to, że wcześniejszy dzień nie był relaksujący.

Czasem był zabawny, czasem słodki, jak wtedy, gdy śmiał się z wybryków Shawn’a, Gusa, Lassie, Juliet i ekipy ze Świrów. Uwielbiałam to, że podobał mu się ten serial i uwielbiałam słuchać jego wygodnego, wyluzowanego śmiechu. Nie podejrzewałam, że był często wygodny i wyluzowany. Nie podejrzewałam, żeby dużo się śmiał. To też mi się nie podobało. Mogły to być postacie z serialu telewizyjnego, które mu to dały, ale podobało mi się, że to miał.

Więc mimo że po prostu zbieraliśmy drobiazgi dla Malachi’ego i nie byliśmy tam długo, z jakiegoś powodu wiedziałam, że tę pierwszą wycieczkę do sklepu z Chace’m zapamiętam do końca życia. Jak fantastyczne wakacje. Wyjątkową imprezę urodzinową.

Wesele.

To uczucie rozmarzenia tkwiło we mnie, gdy weszłam do La-La Land może po raz tysięczny, ale tym razem pierwszy raz z Chace’m (co też było wyjątkowe) i tkwiło we mnie w wielkim stylu.

Natychmiast zobaczyłam Shamblesa. Miał na sobie te okrągłe okulary Johna Lennona z jasnozielonymi szkłami. Na czole miał zawiązaną bandanę barwioną w kolory tęczy, a czubek jego potarganych blond włosów był dziwnie spięty u góry i zwisał nisko do ramion.

Ogarnął nas jednym spojrzeniem, jego ramię wystrzeliło do przodu, jego palec wskazywał tam i  powrotem między mną a Chace’m, a usta zaczęły wypowiadać głośno słowa.

„Ty! Z tobą! Razem! Wymiatacie!” - potem opuścił ramię i krzyknął - „Słoneczko! Mała! Wszystkie te kawy osobno, a teraz są tu razem! Dowód! Nasza słodka Faye wylądowała na gorącym policjancie!”

To był dokładnie czas, w którym skończyło się moje uczucie rozmarzenia, a ciepło uderzyło w moją twarz.

Sunny wybiegła z pokoju z tyłu, gdy Chace, czytając mnie ponownie, puścił moją dłoń i objął mnie ramieniem, przyciągając mnie ochronnie do swojego boku. Nie mając innego wyboru i ponieważ czułam się tam dobrze, objęłam ramieniem jego wąską talię.

Żadne z nas nie było w stanie powiedzieć ani słowa.

To dlatego, że Sunny klaskała, podskakując i krzycząc - „Lubię to!

Dotarliśmy do lady (niestety) i Shambles spojrzał na Chace’a - „Bez urazy dla twoich braci, stary. Są inni gorący lokalni federalni, ale żaden nie jest tak gorący jak ty”.

„Shambles to facet…” - pochyliła się Sunny, by poinformować mnie o znanym mi fakcie - „…ale czuje się komfortowo w swojej męskości, więc jest w stanie dostrzec gorących i nie ma problemu z podzieleniem się swoją opinią. On nie jest w moim guście…” - wskazała głową na Chace’a - „…ale myślę, że każdy członek zakonu zgodziłby się na pewnym poziomie, że twój facet jest gorącym facetem”.

Nie było wątpliwości.

„Um…” - wymamrotałam.

„Doceniam komplement, ale myślę, że oboje moglibyście dać trochę ciszy Faye, więc byłbym wdzięczny, gdybyście, ze względu na nią, byli trochę bardziej spokojni” - powiedział Chace cichym głosem, który jednocześnie posiadał autorytet i był dziwnie delikatny.

Odchyliłam głowę do tyłu, żeby spojrzeć na jego profil, zdumiona, że mógł to zrobić i w tym samym czasie, wcale nie zdziwiona.

„Racja” - wyszeptał Shambles, jakby został uciszony w bibliotece, a nie został delikatnie zbesztany przez seksownego gliniarza. Potem spojrzał na mnie i powiedział - „Przepraszam Karmazynowa Obserwatorko Gwiazd”.

Nawiasem mówiąc, jeśli byłaś tu często, a Sunny i Shambles cię lubili, nadawali ci hipisowskie imię. Wiedziałam o tym, ponieważ poznając Lauren i Lexie dowiedziałam się, że nazywali Lauren „Płatek Kwiatu”, a Lexie „Słońce Północy”. Zwykle nazywali mnie po prostu „Gwiazdą”, tak jak nazywali Laurie „Płatek” i Lexie „Północ”.

Byli dziwni. Byli hippisami. Byli jedynymi hippisami, których znałam, więc nie wiedziałam, czy byli dziwnymi hipisami.

Wiedziałam tylko, że są słodcy.

„W porządku, Shambles” - powiedziałam, uśmiechając się do niego.

„Fajnie, że czytasz, bo czytanie jest fajne” - ciągnął cicho - „Jest fajniej, że nie czytasz o nim, a zamiast tego stoisz blisko gorącego faceta”.

Nigdy nie padły żadne prawdziwsze słowa.

Mój uśmiech się poszerzył.

Shambles odwzajemnił uśmiech.

Potem podskoczył, obracając się, podchodząc do ekspresu do kawy i krzycząc - „Nadchodzi latte z orzechami laskowymi i potrójna latte”.

„Potrzebujemy śniadania, Sunny” - powiedział Chace i Sunny skoczyła do przeszklonej szafki wypełnionej domowymi wypiekami Shamblesa.

„Widzę, że już masz dobry wpływ na tego przystojniaka, Gwiazdo” - powiedział Shambles, bawiąc się tym młynkiem do kawy - „Nigdy nie wyciąga niczego z szafki. Jedyną alternatywą, którą zamawia, jest jeden z moich smoothies z miarką białka w proszku. Jedynym powodem, dla którego mam białko w proszku, jest to, że on i mężulek Północy proszą o to w swoich smoothies”.

„Gorący facet ma imię, Shambles” - powiedziałam cicho, uśmiechając się przez nie i mając nadzieję, że nie brzmię, jakbym była wredna - „Nazywa się Chace”.

Shambles, pokazując, że się nie obraził, rzucił mi głupkowaty uśmiech przez ramię i odpowiedział - „Znamy jego imię, ale jestem typem faceta, który nazywa ich tak, jak ich widzi”.

Cóż, proszę bardzo.

„Lazurowa Odwaga” - w tym momencie Sunny wyszeptała na wydechu.

„Idealnie” - mruknął Shambles.

„Co?” - zapytałam, a oczy Sunny przewróciły się na mnie.

„Lazurowe…” - powiedziała cicho - „…jego oczy. Odwaga…” - zawahała się i poczułam, jak ściska mi gardło, zanim skończyła - „…on”.

To było idealne. Jeśli kiedykolwiek istniało hipisowskie imię dla Chace’a, to właśnie to.

Chace tak nie sądził i wiedziałam to, kiedy poczułam, że jego ciało jest napięte, a on zapytał - „Co do cholery?”

Spojrzałam na niego - „Twoje hipisowskie imię. Jestem Karmazynowym Obserwatorem Gwiazd. Lexie to Słońce Północy. Sunny jest Boginią Promieni Słonecznych. A ty jesteś Lazurowa Odwaga”.

„Nie…” - zaczął, ale ścisnęłam go w talii i raz potrząsnęłam głową.

Jego szczęka stwardniała i zamknął się.

Spojrzałam na wystawę i zamówiłam babeczkę z jagodami z posypką z brązowego cukru na wierzchu. Chace pozbawił mnie zabawy, zamawiając mufinkę marchewkową z pełnoziarnistej mąki, która była najzdrowszą rzeczą na wystawie.

Chace zapłacił, a ja nawet nie sięgnęłam po portfel. To dlatego, że Chace płacił. Nauczyłam się już tego. W rzeczywistości dowiedziałam się o tym, gdy po raz trzeci próbowałam do niego napisać, że ja funduję kawę na obserwacjach, a on odpisał:

Mała, ja płacę. Koniec.

Proszę bardzo.

Koniec.

Pożegnaliśmy się i szliśmy z powrotem do jego SUV’a (zostawiliśmy moje auto u mnie przed zakupami), kiedy Chace zaczął - „Faye, nie bardzo…”

Zatrzymałam się nagle i zatrzymałam go ze mną na szarpnięciu w pasie (wciąż obejmowałyśmy się ramionami).

Chace spojrzał na mnie, a ja wyszeptałam - „Nie rób tego”.

„Mała…”

Potrząsnęłam głową i odwróciłam się do niego, podnosząc się na palcach – „Mała pracuje dla ciebie, Słonko, ale tym razem proszę, nie używaj tego. Jesteś tym dla ludzi w tym mieście. Jesteś odważny. Nie wiem, dlaczego ci się to nie podoba, dlaczego masz ten dziwny wyraz twarzy i ton głosu, kiedy to się pojawia. Chcę się dowiedzieć i mam nadzieję, że to zrobię, kiedy będziesz gotów mi to powiedzieć. Ale pozwól im to mieć. W tym mieście, po tym, co się wydarzyło, ludzie muszą w to wierzyć. A zwłaszcza Sunny”.

Sunny również została porwana i dźgnięta nożem przez seryjnego mordercę Daltona McIntyre’a. Arnie Fuller nie wszczął jej poszukiwań, nawet po tym, jak Tonia Payne już została zabita. To Tate i Wood poszli jej szukać i wezwali policję, aby pomóc w poszukiwaniach. Potem przez jakiś czas milczała. Teraz wróciła do swojego normalnego ja. Więc każdy musiał wierzyć, że za odznakami, które chroniły to miasto, kryje się odwaga.

Ale Sunny musiała prawdziwie wierzyć.

Chace spojrzał na mnie, a mięsień zacisnął się na jego kwadratowej szczęce. Ale nic nie powiedział i słusznie przyjęłam to, że się poddał.

Wzięłam oddech i miałam nadzieję, że robię dobrze, kiedy przechyliłam się dalej na palcach i pocałowałam tę szczękę.

Zrobiłam dobrze.

Wiedziałam o tym, kiedy westchnął, jego ramię zacisnęło się mocno wokół moich ramion, dając mi lekki uścisk, a potem rozluźniło się, mówiąc mi, żebym cofnęła się i ruszyła dalej.

Cofnęłam się, dostosowałam do jego boku i ruszyłam dalej.

Ale to nie znaczyło, że nie martwiłam się tym, co się właśnie wydarzyło. Nie myliłam się. Chace nie lubił być lokalnym bohaterem.

Każdy mężczyzna powinien być pokorny. Wiedziałam o tym, bo tak powiedział mój tata.

Ale to nie było to.

Było coś głębszego, ciemniejszego.

I miałam nadzieję, że pewnego dnia podzieli się tym ze mną, żebym mogła rzucić na to trochę światła.

*****

Dziewiąta szesnaście tego ranka…

Patrzyłam, jak Chace otwiera drzwi w swoim Yukonie, a potem obserwowałam, jak wysiada, zatrzaskuje je i podchodzi do mnie.

Malachi się nie pokazał. Nigdy nie był tak późno.

Nigdy.

Przygryzłam wargę, gdy podszedł Chace i zobaczyłam, że oczy Chace’a opadają na moje usta.

Kiedy Chace zatrzymał się przede mną, podzielił się swoimi przypuszczeniami - „Albo zobaczył, że tam stoisz i zdecydował się nie podchodzić, albo się spóźnia”.

Rzuciłam alternatywny domysł - „Albo coś jest nie tak”.

Chace podniósł rękę, ściągnął moje włosy z ramienia, a następnie zacisnął palce wokół mojej szyi, delikatnie rozkazując - „Nie wyciągaj pochopnych wniosków, kochanie”.

Znowu przygryzłam wargę.

Chace mówił dalej.

„Może to dla niego za wcześnie. Powiedziałaś mi, że Krystal powiedziała, że weźmie wczorajszą zmianę. Jeśli Krystal powiedziała, że to zrobi, zrobiła to. Kiedy tu dotarliśmy, nie było tu żadnych toreb. Więc przyszedł wczoraj. Dziś jesteś tutaj, widoczna. Może nie jest gotowy na spotkanie”.

Przestałam gryźć wargę i skinęłam głową.

Chace kontynuował - „Powinienem był wpisać się na listę ponad godzinę temu. Muszę iść”.

Nigdy o tym nie pomyślałam. Powiedział mi, że jego schemat był w dużej mierze przestrzegany, gdy popełniano przestępstwo, ale miał zaplanowane godziny pracy od ósmej do piątej różnymi dniami w weekendy na dyżurze. Obserwowaliśmy kosz na zwroty przez dwa tygodnie, więc oznaczało to, że codziennie spóźniał się do pracy przez dwa tygodnie.

Przechyliłam głowę na bok i zapytałam - „Wpadniesz w kłopoty, jak się spóźnisz?”

„Kapitan wie o Malachim i obserwacjach. Mam telefon, więc jak mnie by potrzebowali, wiedzą, gdzie jestem i zadzwonią. Ale nigdy nie byłem się tak późno, więc muszę już iść”.

Skinęłam głową.

„Co zamierzasz zrobić?” - zapytał.

„Um… pójdę do domu, przebiorę się, wsiądę do mojego samochodu i wrócę, zobaczę, czy torby zniknęły. Jeśli nie, zaparkuję na ulicy i popatrzę przez chwilę”.

Tym razem Chace skinął głową - „Podwieźć cię?”

Potrząsnęłam głową - „Nie, spacer dobrze mi zrobi”.

Ścisnął mnie, a potem zadał pytanie, które bardzo, bardzo mi się podobało.

„Zajmiemy dziś wieczorem twoje mieszkanie czy moje?”

Chciał mnie znowu zobaczyć i to wkrótce.

Hura!

Po świętowaniu wewnątrz, zastanawiałam się nad jego pytaniem. Jego dom był lepszy niż mój. Podobnie jak jego kuchnia. Ale w moim domu były moje ubrania. Nie byłam jedną z tych osób, które wiedziały, co będą nosić przez cały tydzień. Nawet następnego dnia. Zwykle stałam przed szafą przez dziesięć minut, dokonując wyboru rano.

Chociaż zakładałam, że jego pytanie o moje miejsce dotyczyło nie tylko tego, gdzie będziemy się spotykać i jeść, ale także spać.

Może byłam w błędzie.

Ale miałam nadzieję, że nie.

Z opóźnieniem i z wahaniem odpowiedziałam - „Moje”.

„Dobrze” - mruknął, pochylając głowę, by dotknąć ustami moich, po czym cofnął się - „W twoim domu jest mebel, na którego wypróbowanie czekam z niecierpliwością”.

Spędzi u mnie noc.

Hura!

Podeszłam do niego, jego ręka zsunęła się na kark i pocałował mnie, nie dotykając ust.

Kiedy znowu się odsunął, nie puścił mnie, ale powiedział - „Biegam po pracy. Będę u ciebie około szóstej trzydzieści”.

„Dobra, do zobaczenia”

„Racja” - mruknął, ponownie przysunął się, by dotknąć ust, a potem cofnął się i ponownie ścisnął moją szyję - „Później, mała”.

„Później, Chace”

Pozwolił mi odejść i patrzyłam, jak idzie do swojego SUV’a.

Poszłam na chodnik, kiedy odjeżdżał. Zobaczyłam jego podniesioną rękę, wyciągniętą na bok, gdy przejeżdżał obok. Pomachałam.

Potem zrobiłam to, co mu powiedziałam, że zrobię. Wróciłam do domu, przebrałam się, wsiadłam do samochodu i wróciłam do biblioteki.

Torby nadal tam były.

Nie podobało mi się to.

Jeździłam, parkowałam na ulicy, czekałam i obserwowałam.

O dziesiątej trzydzieści byłam znudzona, miałam dom do posprzątania, zakupy spożywcze do kupienia, siłownię do odwiedzenia, mojego przystojnego chłopaka do nakarmienia i rozrywki tej nocy.

Tak więc, rzucając ostatnie spojrzenie na torby czekające przy koszu zwrotnym, z ciężkim sercem i wstrząśniętymi nerwami, pojechałam do domu.

*****

Jedenasta czterdzieści dziewięć tej samej nocy…

Wyłączyłam swój Nook, przesunęłam się ostrożnie i położyłam go na nocnym stoliku. Potem sięgnęłam, żeby zgasić światło.

Chace leżał za mną w łóżku i spał.

Podobało mi się to.

Mieliśmy dobrą noc. Kolacja i lekka rozmowa. Chace drażnił się, ja się śmiałam. Chace śmiał się, kiedy pracowałam nad tym, aby to się stało. Zmywaliśmy naczynia. Czytałam z plecami przyciśniętymi do kanapy, przodem przyciśniętym do boku Chace’a, kiedy mój Nook spoczywał na jego brzuchu, a Chace na plecach, z oczami wpatrzonymi w telewizor, żeby mógł oglądać mecz.

Mecz się skończył, Chace mruknął - „Spotkamy się w łóżku”, co wzięłam za wskazówkę, żeby się do niego przygotować.

Zrobiłam to, wędrując trochę nerwowo w satynowej koszulce nocnej, która była tak kremowa, że aż perłowa. Bez koronki, prosta, elegancka i krótka. Zrobiłam to nerwowo, ponieważ w chwili, gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam, że oczy Chace’a były utkwione we mnie.

Dotarłam do krawędzi łóżka, zaczęłam wkładać do niego kolano, ale nie dotknęło ono łóżka. To dlatego, że Chace wylegujący się na plecach, gwałtownie się podniósł, skoczył i w drugiej chwili leżałam na plecach w łóżku, a Chace na mnie.

„Moja dziewczyna i jej seksowne koszulki nocne” - wymamrotał z łatwą do odczytania aprobatą i było to spowodowane nie tylko jego tonem, ale także jego dłońmi wędrującym po satynie.

Potem mnie pocałował.

Zanim wślizgnęłam się w mgiełkę pocałunku Chace’a, zanotowałam sobie w pamięci, żeby zadzwonić do Lexie i poprosić ją o złapanie Wendy, abyśmy mogły wrócić do centrum handlowego. Nie kupiłam tak wielu koszulek nocnych ani bielizny.

Musiałam zaopatrzyć się.

Figle-migle się zaczęły, chociaż Chace znowu się ze mną nie kochał.

„Jutro” - wymamrotał przy moich ustach i już miałam mu powiedzieć, że czuję się doskonale, ale jego ręka wsunęła się w moje majtki, żeby objąć mój tyłek.

To było miłe.

Dobra ho! jutro było to.

I tej nocy nie zawiodłam się.

Ale kiedy skończyliśmy, ja wciąż nie byłam śpiąca. Kiedy zaczęłam po figlach-miglach rozmowę i trwało to przez jakiś czas, stało się jasne, że Chace był. Nie powiedział mi, żebym się zamknęła, ale w jego głosie wyczytałam, że jest zmęczony.

Powiedziałam więc cicho - „Pozwę ci spać, pójdę na kanapę i poczytam”.

„Poczytaj tutaj” - odpowiedział.

„Światło…”

Jego ramiona wokół mnie ścisnęły mnie - „Poczytaj tutaj, mała. Nic mi nie będzie”.

„Okej” - wyszeptałam.

I tak właśnie zrobiłam. Nie kłamał. Było w porządku. Sprawdziłam jakieś piętnaście minut po tym, jak zaczęłam czytać i spał na boku, z jedną ręką wsuniętą pod poduszkę, jedną ręką wyrzuconą przed nim na łóżku.

Skorzystałam z tej okazji, aby go obserwować, ponieważ nigdy nie widziałam go śpiącego. Jego długie, ciemnobrązowe rzęsy spoczywały na górze policzków. Jego przystojna twarz była zrelaksowana i nie mniej przystojna. Jego wielkie, potężne ciało zostało wyłączone.

Przyglądając się mu, nie byłam zaskoczona, że emanował ekstremalnym gorącem, nawet gdy był nieprzytomny.

Czyste męskie piękno.

Kiedy ustawiłam Nook na szafce nocnej, zgasiłam światło i ułożyłam się plecami do niego, myśląc, że może powinnam dostosować swój harmonogram snu do jego. Ostatnie dwie noce zasnęłam w jego ramionach. Miło było mieć go ze mną w łóżku.

Ale lepiej było się przytulić do niego, zanim zasnęłam.

Kąpiel nie pomogła.

Jego słowa rano po tym, jak oddałam mu dziewictwo, przepłynęły przez moją głowę.

Tyle się działo i to wszystko było tak ogromne, że nie myślałam wtedy o tym dlaczego to zrobił, kiedy poprowadził mnie do kąpieli.

Chcę się z tobą zaopiekować. Pozwolisz mi to zrobić, Faye?

Myślał, że spowoduje dolegliwości i zrobił to, aby złagodzić ból.

Moje serce uspokoiło się, uśmiechnęłam się przy poduszce, gdy ramię Chace’a owinęło się wokół mojej talii i pociągnął mnie przez łóżko.

Nie przytulił mnie do siebie, wtulił mnie pod siebie, jego ciało było wygięte do mnie, ale też przechyliło się, więc był wciśnięty głęboko we mnie.

Zrobił to również poprzedniego wieczoru.

Wtedy mi się podobało.

Nie mniej podobało mi się teraz.

„Skończone?” - wymamrotał sennym, seksownym głosem.

„Tak” - odpowiedziałam, przesuwając rękę w dół jego ramienia, by owinąć się wokół jego nadgarstka na moim brzuchu.

„Dobra książka?” - ciągle mamrotał.

„Tak”

„Dobrze” - mruczał dalej.

Wtuliłam się w niego głębiej.

Jego ramię wokół mnie zacisnęło się.

Westchnęłam.

Poczułam, jak jego ramię się rozluźnia, a jego ciężar przywiera do mnie.

Spał.

Moje oczy zamknęły się i zrobiłam to samo.

*****

Dziesiąta dwadzieścia trzy następnej nocy…

Sapnęłam, gdy Chace wziął mnie w ramiona, przekręcił się i znalazłam się nadal z nim połączona, ale siedziałam na nim okrakiem.

O mój cholerny Panie.

Zniósł zakaz seksu. Zrobiliśmy wiele naprawdę fajnych rzeczy, zanim w końcu ponownie się ze mną połączył. A ja cieszyłam się tym na plecach, owinięta wokół Chace’a z Chace’m wbijającym się we mnie słodko i rytmicznie.

Bardzo mi się to podobało.

Teraz nie wiedziałam, co robić.

Chace też wstał i usiadł pode mną w moim łóżku. Jego ręka przesunęła się w górę satyny mojej koszulki nocnej, w górę szyi do mojej głowy, chwycił ją i opuścił tak, że jego usta znalazły się w moim uchu.

„Ruszaj się, Słonko” - wyszeptał, obejmując moją talię ramieniem, delikatnie podciągając mnie do góry.

„Ruszać się?” - odetchnęłam.

„Jedź na mnie” - ponaglił, tylko te dwa słowa przebiły się przeze mnie, wywołując dreszcze - „Jedź szybko, jedź powoli, rób, co chcesz, ale nie zgub czubka”.

Jechać na nim.

Dobra, umm… Byłam dziewicą przed Chace’m, ale widziałam telewizję, filmy, czytałam romanse. Wiedziałam, że jest więcej pozycji niż na misjonarza.

Chace przedstawiał mi nową.

Więc podjechałam.

Niewiele zabawy.

Zsunęłam się.

Oooo, lepiej.

Spróbowałam ponownie.

Tak, dół był lepszy, ale żeby go zdobyć, trzeba było jechać w górę.

Więc zrobiłam to ponownie.

Znalazłam swój rytm, a potem stwierdziłam, że o wiele bardziej podoba mi się mój rytm, gdy był szybszy. Zauważyłam też, że znacznie bardziej podoba mi się mój rytm, kiedy dodałam to, że moje ręce wędrowały po skórze Chace’a, a moje usta i język wędrowały po jego szyi.

Instynktownie odkryłam coś niesamowitego, a było to, gdy ślizgałam się w dół, jeśli szlifowałam, naciskając głęboko, przesuwając biodra, to… czułam… to… wspaniale.

Nie tylko dla mnie było to wspaniałe, ale także dla Chace’a.

Wiedziałam to, kiedy warknął przy mojej szyi, cofnęła głowę i nakazał - „Faye. Usta. Już”.

Uniosłam głowę i podałam mu usta.

Nawiasem mówiąc, zrobiłam to podczas ślizgania się w dół i szlifowania.

Fenomenalne jak choroba.

Ręka Chace’a przesunęła się z mojej talii w górę, przez żebra do piersi. Jego palce zacisnęły się, a potem palec wskazujący i kciuk zacisnęły na moim sutku, ścisnęły go, a potem zwinęły.

Uderzyłam w Chace’a, wbiłam się na dół, wyrwałam usta z jego ust, wygięłam szyję do tyłu i ciężko sapnęłam, co przerodziło się w skowyt.

Kiedy wciąż to robiłam, Chace rzucił mnie na plecy, owinął moje nogi wokół bioder i wjechał o wiele szybciej i mocniej niż poprzedniej nocy. O wiele szybciej i mocniej niż na nim jeździłam.

Wciąż dochodziłam, a moje ciało podskakiwało, bo Chace pchał i nie mogłam być pewna, bo nigdy wcześniej to się nie zdarzyło, nawet blisko, ale albo znów zaczęłam dochodzić, albo mój orgazm trwał naprawdę długo.

To się skończyło, zanim zaczęło się Chace’a, więc chociaż zrobiłam to przez mgłę, mogłam popatrzeć.

Wspaniałe.

Po dojściu ukrył twarz w mojej szyi, ale w przeciwieństwie do pierwszego razu nie został osadzony. Wchodził i wychodził powoli cztery razy (liczyłam), zanim wsunął się do korzenia i zatrzymał.

Było w tym coś niezwykle słodkiego, delikatnie dając mi coś, jednocześnie biorąc coś ode mnie, co oznaczało, że ja też miałam coś do zaoferowania.

Kochałam to.

Jedną ręką zsunął moją koszulę nocną z boku i wymamrotał w moją skórę - „Następnym razem, gdy cię wezmę, mała, chcę cię nago. Myślisz, że będziesz na to gotowa?”

Myślałam, że kiedy zaczął, nie myślałam o niczym. Gdybym była świadoma, prawdopodobnie nie zrobiłabym tego. Ponieważ nie byłam świadoma, zrobiłam to.

Inną rzeczą, o której myślałam, było to, że to było niewiarygodnie słodkie, że zapytał.

Więc wyszeptałam - „Tak”.

„Dobrze”

Moje ramiona ścisnęły go.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie, przesuwając jedną rękę, by wsunąć ją we włosy z boku mojej głowy, kiedy kciukiem zataczał leniwe, miękkie kręgi na mojej skroni.

To też było niewiarygodnie słodkie.

„Doszłaś tylko z moim kutasem” - zauważył cicho, a jego słowa sprawiły, że zamrugałam do jego przystojnej, zaspokojonej twarzy.

„Co?”

„Ponieważ wciąż jestem w tobie, mam nadzieję, że możesz przyjąć rzeczywistość, niewiele kobiet dochodzi tylko od brania kutasa mężczyzny”.

Ponieważ wciąż był we mnie, właśnie doszłam dwa razy lub miałam naprawdę mocny, długi i musiałam w końcu przyzwyczaić się do rzeczywistości, oddałam to.

Ale z wahaniem.

„Ponieważ, uh… zanim nastąpiła twoja akcja palcem na moim, umm… potem twoja akcja palcem między moim… wiesz, a potem akcja mojej ręki w…”

Zamknęłam się, kiedy uśmiechnął się i wyszeptał - „Rozumiem, Faye. Byłaś przygotowana”.

Odprężyłam się pod nim, uśmiechnęłam się do niego i mruknęłam - „Tak”.

„Lubię to” - szeptał.

Byłam zdezorientowana. Moim zdaniem było wiele do polubienia, może nawet to wszystko.

Którą część lubił?

„Uh…” - zaczęłam, jego uśmiech powiększył się tak, że zaczęłam się w nim tonąć, a potem zrobił coś niesamowitego.

Obrócił nas tak, że był na plecach, ja byłam na nim, siedząc na nim okrakiem i pozostaliśmy połączeni.

Och łał.

Zamrugałam na niego, podczas gdy obie jego dłonie podniosły się po obu stronach mojej głowy, jego palce przesunęły się w moich włosach, odciągając je do tyłu, a następnie trzymając je tam, w tym samym czasie, gdy udało mu się użyć reszty jego ramion, aby mnie przytrzymać.

„Podoba mi się to wszystko, Słonko. Kurewsko genialne jest pokazywanie ci rzeczy, obserwowanie, jak reagujesz, ekscytujesz się, nabierasz pewności siebie, próbujesz swoich pomysłów. Ale chodziło mi o to, że podoba mi się to, że możesz to znaleźć, biorąc tylko mnie...” - użył moich włosów, aby przyciągnąć moje usta do swoich, musnął je, a następnie delikatnie pociągnął za moje włosy, aby odciągnąć moją głowę do tyłu i dokończył - „…cholernie bardzo”.

„To dobrze” - wyszeptałam, bo tak naprawdę było.

Jego ręce przesunęły się za mną i wiedziałam, że chodziło o przeniesienie moich włosów do jednej, kiedy pozostały z tyłu, ale jedna z jego rąk przesunęła się w dół moich pleców, aby spocząć na moim krzyżu, zanim powiedział delikatnie - „Musimy cię zabrać do lekarza”.

To nie był komentarz, którego się spodziewałam, więc poczułam, że zmarszczyłam brwi i przechyliłam głowę na bok.

„Dlaczego?”

„Kontrola urodzeń, kochanie”.

„Ale ja biorę tabletki”.

Chace zamrugał, zanim się zagapił.

Potem zapytał - „Co?”

„Biorę…”

Przestałam mówić nagle, ponieważ w końcu wydostałam się z mgły i wróciłam do prawdziwego życia.

Kiedy skończyłam dwadzieścia lat, moje okresy się zmieniły. Zawsze były regularne, lekkie skurcze, nic złego. Potem przestały trwać cztery dni, zaczęły trwać dwa, ponieważ stały się mocne, skurcze były intensywne i czasami dostawałam drobnych bólów głowy, które nie były wyniszczające, ale też nie były zabawne.

To skurcze były złe. Miesiąc po miesiącu, pierwszego dnia było okropnie. Musiałabym siedzieć w wannie z hydromasażem i brać duże dawki ibuprofenu, tylko po to, by zadziałały. Gdyby zaczęło się w nocy, musiałabym opuścić zajęcia, gdy byłam na studiach, a nawet opuścić pracę, gdy pracowałam. Gdy zaczynały się w nocy, tak długo zajmowało mi pozbycie się skurczów, że mój sen został przerwany i następnego dnia byłam zombie w szkole lub pracy.

Kiedy doszło do jej opuszczenia lub mojego wyłączenia się pracy, w końcu poszłam do lekarza. Nałożyła na mnie kontrolę urodzeń i voilà! Powrót do regularnych miesiączek, skurcze i bóle głowy zniknęły, życie wróciło do normy.

Nigdy nie odstawiłam pigułek i nigdy nie używałam ich zgodnie z przeznaczeniem, ponieważ nigdy tego nie potrzebowałam. Więc nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.

Do teraz.

„Bierzesz pigułki?”

Głos Chace’a przywrócił mnie do niego w tym samym czasie, kiedy przypomniałam sobie, że nie jest to historia, którą chcę się podzielić.

„Uch…”

Jego dłoń na moim krzyżu stała się ramieniem wokół mojej talii i powiedział nisko - „Faye”.

„Tak” - wyszeptałam.

Jego brwi złączyły się - „Jest jakiś powód?”

„Um…”

„Faye, jesteśmy realni, mój kutas wciąż jest w tobie” - przypomniał mi - „To nie tylko gówno, o którym możemy rozmawiać. To gówno, o którym musimy rozmawiać”.

„Uch…”

„Słonko…”

„Miałam naprawdę złe miesiączki, biorę pigułki, które je regulują, więc nie są już złe” - powiedziałam w pośpiechu.

„Racja” - odpowiedział rzeczowo Chace, po czym doszedł do wniosku - „Świetnie. Następnym razem, gdy wezmę cię nago, to wezmę cię też bez prezerwatywy. Tylko ty. Cholernie genialne”.

Puścił moje włosy, ścisnął mnie obydwoma rękoma, podniósł głowę z poduszki i dotknął moich ust swoimi.

Potem przewrócił mnie na plecy, wysuwając się ze mnie, pochylił głowę, pocałował mnie w ramię i mruknął - „Wrócę”.

Znowu przetoczył się i wysunął się z łóżka. Oszołomiona obserwowałam, jak poruszają się mięśnie jego pleców i ramion, gdy jego ręce kołysały się luźno po bokach (wraz z obserwowaniem innych, hmmm… części jego ciała), ponieważ szedł do mojej łazienki.

No dobrze, domyśliłam się, że nie muszę się wstydzić omawiania mojego okresu z Chace’m.

Dobrze wiedzieć.

Przeturlałam się tak, jak on zawisłam przez krawędź łóżka, sięgnęłam i złapałam moje majtki. Miałam je na sobie i siedziałam na tyłku w łóżku, z kolanami przyciśniętymi do piersi, ramionami wokół łydek, plecami opartymi o poduszki, które przycisnęłam do wezgłowia, kiedy Chace wrócił.

Można powiedzieć, że nie miałam problemu z jego nagością. Nawet będąc świadomą. Mogło być tak dlatego, że jego ciało było jak chodzące, poruszające się, płynące w jego żyłach dzieło sztuki. A może dlatego, że on nie miał z tym żadnego problemu i to mi coś komunikowało.

Cokolwiek.

Nie miałam.

Było coś cudownego w tym, jak wspinał się nago do mojego łóżka po tym, jak się ze mną kochał, co sprawiłoby, że nawet najbardziej pruderyjna nie byłaby zawstydzona.

Podciągnął kołdrę do pasa, oparł przedramię o poduszkę i spojrzał na mnie.

„Martwię się o Malachi’ego” - oznajmiłam, a jego twarz złagodniała.

„Wiedziałem, że to nadejdzie” - mruknął.

Pewnie, że wiedział, skoro wysłałam mu cztery SMS-y tego dnia, aby przekazać mu raporty o stanie toreb, których Malachi nie odwiedził. Ani wczoraj. Ani dzisiaj.

Wykręciłam do niego tułów, puszczając nogi, ustawiając je obok siebie w literę „S” i oparłam się o niego.

„Dwa dni, Chace, a on nie przyszedł po swój zapas. Tym razem nie wisiałam tam. Tym razem byliśmy w twoim SUV’ie na ulicy” - przypomniałam mu.

„Może zauważył nas w samochodzie” - zasugerował.

„A może zobaczył, że tam stoję w poniedziałek, spanikował i nie wróci. Kiedy wyszłam tego wieczoru, wszystkie torby wciąż tam były”.

„Wszystko będzie dobrze, Faye” - zapewnił mnie cicho.

Potrząsnęłam głową - „Coś jest nie tak”.

„Może, ale wszystko będzie dobrze”.

Patrzyłam na niego.

Wysunął ramię, zaczepił mnie w pasie i pociągnął w dół łóżka, tak że leżeliśmy twarzą do siebie.

„Zadzwoniłem” - poinformował mnie.

„Do kogo?”

Przyglądał mi się, zanim westchnął i powiedział - „Deck”.

Poczułam, że unoszą mi się brwi - „Deck?”

„Deck jest teraz między pracami, więc ma czas. Kiedy Malachi nie pokazał się dziś rano, zadzwoniłem do Decka. Znajdzie go”.

„O Boże” - wydyszałam.

Ramię Chace’a zacisnęło się mocno wokół mojej talii - „Mała, wszystko będzie dobrze”.

„Deck brzmi trochę na szalonego” - wyszeptałam.

„Jest taki. Nie jest też głupi. Wie, że ten dzieciak był maltretowany, nurkował w śmietniku i przestraszył się. Będzie działał delikatnie”.

„Ale…”

Jego ramię zacisnęło się, przesuwając i szarpiąc mnie, więc nie miałam innego wyboru, jak tylko położyć się plecami do łóżka, a Chace pochylił się nade mną.

„Będzie działał delikatnie” - szepnął.

„Jesteś pewien?” - odszepnęłam.

„Tak”

Wzięłam oddech, wypuściłam go i skinęłam głową.

„W międzyczasie robimy to, co robimy” - ciągnął Chace.

Znowu skinęłam głową.

„Teraz będziesz czytać czy spać?”

To oznaczało, jak przypuszczałam, że Chace był zmęczony. Z drugiej strony minęła jego pora snu.

„Poczytam” - powiedziałam mu cicho, a on uśmiechnął się do mnie.

Potem pochylił głowę i pocałował mnie, jednym ze swoich słodkich, miękkich, z otwartymi ustami i leniwym głaskaniem języka. Palce u nóg podwinęły mi się, oba moje ramiona objęły go, a palce obu rąk weszły w jego włosy.

Kiedy zakończył pocałunek, jego usta nie opuściły moich i mruknął tam - „Czytaj”.

„Dobrze” - mruknęłam w odpowiedzi.

Podniósł się, pocałował mnie w nos i trochę odsunął.

Przeturlałam się na swoją stronę łóżka i chwyciłam mój Nook.

Światło Chace’a zgasło.

Włączyłam swój Nook i czytałam.

Godzinę później wyłączyłam go, odłożyłam na nocny stolik i zgasiłam światło.

Ledwo ułożyłam się w łóżku, a zostałam wciągnięta i głównie pod Chace’a z jego ramieniem na talii.

„Skończone?” - wymamrotał sennie.

„Tak”

„Noc, mała”.

„Noc, Chace”.

Uścisnął mnie ramieniem.

Wtuliłam się w niego.

Jego ciężar przylgnął do mnie.

Zamknęłam oczy i zasnęłam.

*****

Dziesiąta zero siedem trzy noce później…

„Chace”.

„Kurwa, mała”.

„Chace!”

„Daj mi usta”.

Dałam mu usta. Pół sekundy później jęknęłam orgazm w jego usta.

Kiedy to zrobiłam, jego dłoń obejmująca moją głowę wepchnęła moją twarz w jego szyję i dalej pchał, budując swój.

Byłam plecami do jego wezgłowia, trzymałam się mocno otaczając jego biodra nogami i ramionami wokół jego ramion. Klęczał, trzymając ręką mnie za tyłek w górze, a drugą ręką w moich włosach przytulał mnie blisko.

A on jechał głęboko, jego biodra podnosiły się, uderzając we mnie.

Poważnie, seks… był… niesamowity.

Jedno z moich ramion opuściło jego ramiona, bym mogła przesunąć rękę w dół jego pleców do pośladków i zacisnąć, żebym mogła czuć pracę mięśni.

Idealne.

„Jezu, kurwa” - warknął w skórę mojej szyi poprzez stękanie.

Uczyłam się rozpoznawać znaki. Był już blisko.

Trzymałam się mocniej.

„Jezu, kurwa, tak cholernie ciasno, ciasno i słodko” - jęczał teraz poprzez swoje pomruki.

Uwielbiałam to. Tak bardzo, że przejechałam językiem po jego szyi.

Wbił się mocniej, biodra szarpnęły, dłoń zacisnęła się na moim tyłku, drugą rękę zacisnął na moich włosach, a ja usłyszałam i poczułam jego głęboki, gardłowy jęk na mojej skórze.

Tak. Na serio.

Poważnie, seks… był… niesamowity.

Jego oddech się uspokoił, a jego dłoń pozwoliła moim włosom zsunąć się i owinąć wokół karku.

Trzymałam się mocno i nie poruszałam nawet mięśniem.

„Ładna, urocza, słodka bibliotekarka z miasteczka nosi seksowną jak cholera bieliznę, seksowniejsze koszule nocne i rajcuje się, gdy jest rżnięta plecami do wezgłowia łóżka”.

Zamrugałam w jego skórę.

„Co?”

Chace nie powtórzył sam siebie.

Zamiast tego zapytał - „Jak długo po tym, jak dopchnąłem cię do wezgłowia łóżka, zajęło ci dojście, mała? Sekundę?”

Odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Wyciągnął plecy, by się do mnie uśmiechnąć.

„Drażnisz się ze mną?” - zapytałam niepewna, jak się z tym czułam.

„Tak” - odpowiedział - „Chociaż, zaznaczę, że drażnię się z tobą, ale to jest szczera Boża prawda. Jak cię tu docisnąłem, wprost oszalałaś”.

Poczułam, że moje oczy się zwężają i warknęłam - „Cóż, to było gorące”.

„Tak, było. Robiło się gorętsze, kiedy od tego oszalałaś całą sekundę przed dojściem”.

Ciągle warczałam, ale jedyne, co mogłam wydobyć, to - „Chace!”

„To prawda”.

„To nie była sekunda”.

„Półtorej sekundy” - poprawił lekko.

„To nie było półtorej sekundy!” - mój głos się podniósł.

„To nieprawda. Całkowicie półtorej sekundy, nie więcej”.

„Nie jestem pewna, co czuję, gdy drażnisz się ze mną, kiedy jestem naga” - odpaliłam.

Jego uśmiech stał się grzeszny - „Masz na myśli naga, cholernie mokra, z moim kutasem wciąż w tobie”.

Poczułam ciepło na policzkach, spojrzałam przez jego ramię i mruknęłam - „Nieważne”.

„Jezu, najbardziej mokra, jaką kiedykolwiek miałem i najbardziej ciasna” - ciągnął, a moje oczy wróciły do niego.

„Chace!”

Przycisnął mnie do wezgłowia, jego twarz zbliżyła się, jego uśmiech zgasł, a jego oczy stały się intensywne - „To, co masz do zaoferowania, Faye, tutaj…” - jego biodra przycisnęły się do moich - „…czysta, niewinna, wszystko cholernie moje i to właśnie jest piękne. Ale reszta tego: jak jesteś mokra, jak ciasna, kiedy szalejesz dla mnie tak jak przed chwilą, mała. Kurwa. Musisz wiedzieć, że w połączeniu z tym drugim to piękno, razem to jest poza schematami”.

Hmmm. Podobało mi się to.

Bardzo jak chorobcia.

Przygryzłam wargę.

Jego oczy zsunęły się na moje usta, a jego uśmiech powrócił.

Potem leżałam na plecach w łóżku z nim na sobie, a on wydawał rozkazy - „Puszczę cię. Pójdziesz się umyć, z jak wrócisz runda druga”.

Uniosłam brwi.

Runda druga?

Nigdy nie robiliśmy drugiej rundy.

„Serio?”

„Jutro nie jestem na służbie” - przypomniał mi.

„Cóż, ja jestem” - przypomniałam mu - „Muszę pracować”.

Jego uśmiech pozostał niezmienny i od razu mi przypomniał - „Tak, ale twój dzień zaczyna się o dziewiątej trzydzieści. Możesz się wyspać”.

To była prawda.

Spojrzałam mu w oczy.

Potem szepnęłam - „Runda druga?”

Jego oczy stały się intensywne i odszepnął - „O tak”.

O.

Tak.

„Okej” - wydyszałam, pochylił głowę, by dotknąć ustami moich ust, po czym się stoczył.

Zeskoczyłam z łóżka i udałam się do łazienki, żeby przygotować się do drugiej rundy.

I tak.

Serio.

Seks był niesamowity.

*****

Dwunasta piętnaście tej nocy…

Leżałam w łóżku przytulona do boku Chace’a, z jego ramieniem pode mną i wokół mnie, kiedy ręka pod koszulką nocną przesuwała się krótką ścieżką w górę mojego kręgosłupa i w dół do moich majtek, a moja ręka obejmowała jego brzuch. Przytulałam policzek do jego ramienia, miałam górną nogę splątaną z jego obydwoma.

Przez prawie tydzień byliśmy takimi, jakimi mogliśmy być.

On pracował i ja pracowałam. Biegał, pływał, podnosił ciężary, ja chodziłam na siłownię. Jedliśmy razem kolację. Raz po kolacji poszliśmy do Bubba’s z mojego mieszkania na drinka. Czytałam, a on oglądał sport.

Nie oglądał jednak żadnego z moich programów i upierał się mocno w tym, nawet gdy na wpół błagałam go, by dał szansę serialowi Nie z tego świata, mówiąc mu, że Dean Winchester jest z całą pewnością jego typem faceta. Chociaż chwilowo zrezygnowałam, postanowiłam w przyszłym tygodniu, że spróbuję ponownie. Dean i Sam mogli pogrążać się w szczerych, męskich rozmowach, pojawiały się demony i duchy oraz rozmaite apokaliptyczne historie. Ale nadal myślałam, że Chace się w to wciągnie, głównie dlatego, że jeździli zajebistą Impalą. A wszyscy mężczyźni (albo większość mężczyzn i mężczyźni, którzy byli całymi mężczyznami) lubili samochody.

W każdym razie nagrałam odcinek z zeszłego tygodnia. A ponieważ spędzałam cały czas z Chace’m, jeśli nie oglądałby tego ze mną, kiedy dostałabym moją dawkę Deana i Sama?

Seks był regularny (po zakazie, rano i wieczorem!) i stawał się coraz lepszy (obłędnie). Jak kierował tym Chace, stałam się bardziej pewna siebie i poznaliśmy się lepiej w łóżku i poza nim.

To był kolejny cudowny tydzień.

Znakomity. Wspaniały. Niesamowity.

Jedynym powodem do smutku był Malachi.

Nie pokazywał się przez cały tydzień i codziennie prosiłam o raporty od Chace’a na temat tego, co odkrywa Deck.

Do tej pory Deck niczego nie znalazł.

Chace również wymyślił rozszerzenie działań. Obejmowało to, że prowadził swoje poszukiwania, kontaktując się z każdą szkołą w hrabstwie i każdym sąsiednim hrabstwem, aby sprawdzić, czy chłopiec o imieniu Malachi był u nich zapisany.

Nic.

„Dzieciak jest duchem” - mruknął Chace, a jego ton wymownie podkreślał, że nie uważa tego za dobre.

Ja też nie. Jak mógł nie figurować w żadnej szkole w pięciu hrabstwach?

„Martwię się o Malachi’ego” - mruknęłam w mrocznej ciszy, a ręka Chace’a przestała dryfować, a jego ramię owinęło się mocno wokół mnie.

„Wiem, mała” - wyszeptał.

„Tyle czasu, kończy mu się jedzenie”.

„Deck go znajdzie”.

Podniosłam się i spojrzałam na niego w ciemności - „Chace…”

Jego druga ręka sięgnęła po jego ciele i poczułam, jak jego dłoń obejmuje mój policzek.

„Faye, mała, Deck go znajdzie. Nic nie możemy zrobić. Teraz nie. Musisz spać. Masz jutro pracę. Jutro wieczorem odwiedzamy twoją rodzinę. A Deck jest w kropce. Nie lubi być taki. Nigdy, ale na pewno nie przez dziewięcioletniego dzieciaka. To była przysługa, którą mi wyświadczał. Teraz to jego misja. On się nie podda, Faye, i go znajdzie”.

Wciągnęłam oddech.

Miał rację. Nie mogliśmy nic zrobić po północy w piątkową noc. Miałam pracę następnego dnia, a jutro wieczorem musieliśmy stawić czoła mojej rodzinie.

To miała być kolacja dla mamy, taty, Chace’a i mnie. Potem dowiedziała się o tym Liza (tata i jego gadulstwo).

Teraz ona, Boyd i jej dzieci przyjeżdżali, a dla jej syna, Jarota, była to przed urodzinowa impreza.

Nie pytaj mnie o imię Jarot. Powiedziałam jej, że będą się z niego śmiali i nazywali „tarot” i tak było. Uwielbiała to imię i była Lizą, a kiedy coś kochała, była doskonale gotowa na wiele ataków, aby to zdobyć. Więc Boyd poddał się głównie po to, żeby ją uciszyć. Na szczęście ustąpił, żądając prawa do nazwania drugiego dziecka. Jego imię było Robert. Wystarczy powiedzieć, że z Robbie’go nie śmiali się na placu zabaw.

Z drugiej strony Robbie był mięśniakiem.

Jarot cały czas bawił się klockami Lego, a Liza, Boyd i tata byli przekonani, że dzięki temu, co budował, zostanie architektem.

Miał prawie dziewięć lat.

Robbie był trzy razy odsyłany do domu ze szkoły za uderzenie dzieciaków w nos.

Miał sześć lat.

Nikt nie powiedział, kim sądzili, że Robbie będzie, głównie dlatego, że optymistycznym wyborem była kolejna Wielka Biała Nadzieja na ringu bokserskim. Ale praktycznym było, że miał zostać egzekutorem handlarza narkotyków.

„Och, w porządku” - poddałam się mamrocząc, po czym ułożyłam się znowu na łóżku.

Ręka Chace’a z mojego policzka przesunęła się z powrotem przez moje włosy, zanim opadła i druga wróciła do dryfowania po moim kręgosłupie.

Odprężyłam się.

„Znajdziemy go, Faye”.

Było to ciche, ale to była obietnica.

Przycisnęłam się bliżej.

Wiedział, że się martwiłam i nie podobało mu się to.

Ale wiedziałam, że on też się martwił. Chociaż nie chciałam, żeby się martwił, podobało mi się, że to robił dla dzieciaka, którego nie znał.

„Okej, Słonko”

„Śpij” - ponaglił.

„Okej”

„Noc, dziecko”.

„Noc, Chace”.

Jego ręka przestała dryfować i ponownie mnie ścisnął, po czym jego ręka wróciła do dryfowania.

Gdy się poruszał, mój umysł przestał dryfować, a oczy zamknęły się.

Potem zrobiłam to, na co nalegał Chace. Przytulona do niego spałam.

7 komentarzy: