środa, 20 października 2021

16 - Idealna

 Rozdział 16

Idealna

 

 

Byłam w rozsypce.

Cholernie zdenerwowana!

To była wieloaspektowa rozsypka, zaczynając od faktu, że Chace miał być u mnie za piętnaście minut, żeby zawieźć mnie do Aspen na kolację z jego matką. Był sobotni wieczór i ponownie wcześnie wyszłam z biblioteki, zostawiając ją w rękach wolontariusza, żebym miała czas na powrót do domu i przygotowanie się.

Miało to również związek z faktem, że minęły prawie trzy tygodnie, odkąd Malachi wyszedł ze szpitala i chociaż pod każdym względem był normalnym dzieckiem, jeśli chodziło o interakcję z Jarot’em i Robb’iem w (nieco) zdrowy sposób, wciąż nie odezwał się słowem (była to niezdrowa część jego interakcji z Jarot’em i Robb’iem).

Teraz nawet psycholog była zaniepokojona. Każdy był. Nawet Chace nie mógł ukryć swojej troski. Malachi dużo więcej komunikował, zapisując rzeczy w notatniku. Ale nie mówił.

Moje zdenerwowanie miało dalej związek z faktem, że Chace i ja byliśmy razem ponad sześć tygodni i, chociaż wszystko to było dobre, nie, cholernie świetne, nie podzielił się ze mną swoim „ciemnym”. Byliśmy spoko. Byliśmy niesamowici. Ale ta bomba zawsze była pod powierzchnią i nigdy nie wiedziałam, kiedy zapali się lont i wybuchnie.

A moje zdenerwowanie miało związek z faktem, że w zeszłym tygodniu temperament Chace’a znów się zagotował. Ale tym razem, na szczęście, nie był skierowany na mnie.

Miało to związek z faktem, że w końcu wyśledził i skonfrontował się z przewodniczącym Rady Miejskiej Cesarem Moreno na temat tego, co dzieje się z biblioteką i dlaczego Moreno go unika.

Znałam Cesara i jego rodzinę, nie byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale wszyscy w mieście go znali. Był dobrym facetem. Jego żona Isabella była jedną z tych pań, które były damą: z klasą, łagodnym językiem, ale wciąż słodką i przystępną. Obaj jego chłopcy byli fantastycznymi baseballistami. Był wspaniałym Przewodniczącym Rady Miejskiej. Nawet mój tata go lubił i szanował.

Ale kiedy Chace go znalazł, niestety, nie nawciskał mu kitu.

Powiedział Chace’owi, że unika jego, a więc mnie, bo wszyscy w mieście wiedzieli, że jestem z Chace’m, a zajmował się tą sprawą „we własnym zakresie”. Chodziło o to, że była członkini Rady, która chciała zamknąć bibliotekę nie z powodu problemów finansowych. To tylko kazali mi przygotować na wypadek, gdyby sprawy wymknęły się spod kontroli. A zajmował się sprawą, dlatego że, według niej, w bibliotece znajdowały się książki, które uznała za „nieodpowiednie”, w tym seria Zmierzch, Harry Potter (ze względu na takie „pogańskie” tematy, jak wampiry i magia) oraz różne książki o sztuce, które, jak Cesar powiedział Chace’owi, nazwała „nagie cycuszki”.

Cesar nie podzielił się tym, kim ona była.

Nie oznaczało to, że Chace nie wyładował swojej złości na Cesarze i mnie.

„Nie potrzebujemy takiej pieprzonej beczki z prochem jak ta na szczycie całego innego gówna, które dzieje się w tym mieście” - warknął, krążąc po swoim pokoju rodzinnym z telefonem w dłoni, gdy siedziałam na jego kanapie pijąc wino, trzymając usta zamknięte i obserwując go.

Złożył to oświadczenie między telefonami do osób, którymi, jak przypuszczałam z jego strony rozmowy, byli Tate, Wood, Krys, Ty i mój tata. Innymi słowy, zapalając zapałkę na tej beczce z prochem, by zagrozić sobie samemu.

Ale to telefon do mojego taty mnie zaniepokoił. Wiedziałam, że tata postradałby zmysły, gdyby wiedział, że biblioteka jest zagrożona zamknięciem i dlaczego. Nie tylko dlatego, że jego córka straciłaby pracę, ale dlatego, że nie znosił cenzury.

Nie myliłam się, że tata stracił rozum. Chace ledwie skończył rozmawiać z nim przez telefon, a mój telefon natychmiast zadzwonił. Przeczytałam: „Tata dzwoni”, a jego powitaniem był krzyk: „Nie odbyłem dwóch tur w Marines tylko po to, aby moje rodzinne miasto zamknęło bibliotekę z powodu nagich cycuszków!”

Próbowałam nie śmiać się za każdym razem, gdy ktoś wypowiadał słowa „nagie cycuszki”, ale mi się to nie udało i dlatego często dostawałam gniewne spojrzenia od Chace’a, gdy tylko się pojawiało, ponieważ Chace nie uważał niczego za śmieszne w tej sytuacji.

Nie trzeba dodawać, że tata był zły głośno, ale mama była cicho zła, co było znacznie gorsze. Dlatego następnego dnia odwiedziła Cesara Moreno. Również Krys i Laurie stworzyły petycje i były one teraz w całym mieście.

Cesar nie był zadowolony. Większość prac porządkowych w Komendzie Policji została już wykonana, ale potrzebował przerwy, a nie kolejnego wielkiego dramatu (o tym powiedział tacie). Ale miał też nadzieję, że uda mu się zdusić to w zarodku, nie rozsadzając tego w wielką sprawę. Prawdę mówiąc, biorąc pod uwagę fakt, że kimkolwiek była ta kobieta, nie wycofywała się od tygodni, nadzieja na to malała.

Więc teraz była to wielka sprawa i znalazła się również na liście do dyskusji na następnym posiedzeniu Rady Miejskiej.

Jeśli chodzi o mnie, zdecydowanie się martwiłam. Ale czułam, że gdybym pokazała tę troskę, Chace, tata, mama i wszyscy moi przyjaciele martwiliby się z tego powodu jeszcze bardziej niż dotąd i byliby poważnie wkurzeni. Postanowiłam więc zostawić Cesara i resztę Rady w spokoju, wziąć udział w spotkaniu, rozłożyć petycje w bibliotece, namawiać ludzi do ich podpisania i mieć nadzieję.

Nie tylko tym się denerwowałam.

Chace, jego koledzy, ani Deck nie dowiedzieli się, co stało się z Malachim i nie został odnaleziony ten, kto zamordował Darren’a Newcomb’a. Chociaż Chace nie rozmawiał ze mną zbyt wiele o żadnej z tych spraw, wyczuwałam, że obie mu przeszkadzają i sytuacja ta nasilała się z każdym dniem.

Nie wspominając o tym, że Chace wcale nie wydawał się zachwycony pójściem na kolację z mamą. Zakomunikował mi jednak, że nie chodzi o mnie.

Powiedział: „Ona jest taka, jaka jest i będzie o wiele bardziej popieprzona niż jest, starając się, abyś ją polubiła. Głowa do góry, kochanie, to w żaden sposób nie będzie zabawne”.

Wiedziałam to już ze sposobu, w jaki o niej mówił i nie podzieliłam się tym, że uważałam, że to słodkie, że martwił się o nią i o mnie. Miało to być tak, jak miało być. A potem będzie po wszystkim.

To doprowadziło mnie do ostatniej części tego, dlaczego byłam zdenerwowana.

Chodziło o to, że miałam na sobie małą czarną sukienkę, moją pierwszą małą czarną w historii. Lexie, Laurie i Wendy poszły ze mną na zakupy, żeby ją kupić (i więcej seksownej bielizny i koszulek nocnych, żeby mnie zaopatrzyć, bo Chace wielokrotnie widział wszystkie wcześniejsze).

Obejmowała mnie jak rękawiczka od dołu piersi do kolan z rozcięciem na plecach prawie do tyłka. Miała małe rękawki utworzone przez panele, które były przyczepione w talii w stylu empire i leżały na ramionach. Plecy były całkowicie zakryte, ale dekolt był widoczny w kuszącym rozcięciu utworzonym przez panele. Miałam stanik typu push-up, który podkreślał dekolt i był naprawdę seksowny.

Co więcej, w czasie lunchu poszłam do Carnal Spa i stylista wszystkich Carnal biker babes, Dominic, zrobił mi nową fryzurę. Nie skrócił zbytnio włosów, ale przyciął w nierówne warstwy, które dały moim włosom to, co nazywał „osobowość i płynność, kochanie”.

Były ułożone warstwowo po bokach mojego dekoltu i wyciął grubą, długą, elegancką grzywkę. Dużo przeczesywał palcami moje włosy i kupiłam trochę mazi, którą powiedział mi, że „oddzieli się i zdefiniuje”, aby leżało „idealnie”.

Muszę przyznać, że wyglądało to fantastycznie. Nie wyglądałam już jak nieśmiała dziewicza bibliotekarka miejska. Wyglądałam jak stylowa bibliotekarka miejska, która była regularnie rżnięta przez najgorętszego policjanta w mieście.

Miałam też na sobie seksi złote sandały na szpilkach, które nawet mnie podniecały podczas ich noszenia. Lexie, Laurie i Wendy zapewniły mnie, że cały strój był elegancki, klasyczny i stylowy.

Stojąc przy mojej szafie, ogarniając wszystko to, co było mną w lustrze z tyłu drzwi, nie tylko moje buty, sukienkę i włosy, ale także mój przydymiony makijaż, nie byłam taka pewna.

Tak, było to eleganckie, klasyczne i stylowe. To było również seksowne jak cała cholera i zastanawiałam się nie tylko, co pomyśli o mnie mama Chace’a, ale także Chace.

Zwłaszcza o włosach.

Powiedział mi wprost, że kocha moje włosy, ale nie musiał tego mówić. Zawsze znajdował powody, by ich dotykać, wkładać mi je za ucho, przesuwać przez ramię, przeczesywać palcami. To nie było tak, że już ich tam nie było. Po prostu były… inne.

Rozległo się pukanie do drzwi, podskoczyłam i obróciłam się w ich kierunku, marszcząc brwi.

Chace nie pukał, odkąd miał klucz.

Spojrzałam na cienki, wdzięczny, złoty zegarek na nadgarstku, który dali mi rodzice, kiedy skończyłam college i zobaczyłam, że Chace był wcześnie.

Potem podeszłam do drzwi, przesunęłam zasuwę i otworzyłam je, pytając - „Zapomniałeś klucza?”

Moje oczy powędrowały w górę, w górę, w górę i przyłapałam się na tym, że wpatruję się w najlepszego przyjaciela Chace’a, Decka.

Spotkałam kiedyś Decka w szpitalu, kiedy przywieziono Malachi’ego.

Dlatego nie byłam wtedy w stanie docenić tego wszystkiego, co było nim.

Teraz, gdy nie było pod ręką żadnego dramatu, miałam okazję docenić wszystko to, czym był, a powiemy tylko, że było wiele do docenienia pod względem ilości i jakości.

„Mała…” - jego głęboki, dudniący głos zapadł się we mnie - „…zanim otworzysz drzwi, powinnaś zapytać, kto to.”

Zamrugałam.

Jego oczy przesunęły się z moich włosów na moje pomalowane na koralowo palce u stóp z powrotem do moich włosów.

Potem wymamrotał - „Kurwa”.

„Uh…” - mruknęłam w odpowiedzi.

Jego oczy znów zrobiły się od stóp do głów i powtórzył - „Kurwa”.

Więc powtórzyłam - „Uh…”

Wydawało się, że wyrwał się z odrętwienia, a jego piwne oczy zwróciły się do mnie.

„Masz chwilkę?”

Właściwie, według moich obliczeń, miałam ich dwanaście, ale to nie znaczyło, że byłam podekscytowana tym, że miałam w moim domu naprawdę seksownego przyjaciela mojego chłopaka z niespodziewaną wizytą.

„Jasne” - powiedziałam i cofnęłam się.

Wszedł: cały jego wzrost, umięśnione cielsko i bałagan naprawdę długich, gęstych, ciemnych włosów. Nie potrzebował przycięcia włosów dwa tygodnie temu. Potrzebował go dwa miesiące temu. Włosy zawijały się i wirowały wokół jego uszu, aż do kołnierza dżinsowej koszuli, a ciężki pas spoczywający na jego czole opadł mu obok oka.

Miałam nieczęstą, ale też nie rzadką, zawsze szczęśliwą, okazję, by wyciągnąć rękę i pociągnąć za loki Chace’a, a takie okazje obejmowały również to, że był w jego SUV’ie, na kanapie lub w łóżku obok mnie. Kiedy poddałam się temu kaprysowi, uzyskiwałam jedną z trzech odpowiedzi. Usta Chace’a by się wykrzywiały, ale inaczej by to zignorował (jazda). Odwracał się do mnie i uśmiechał się (na kanapie). Albo odwracałby się do mnie i mocno mnie całował (łóżko).

Włosy Decka sprawiały, że swędziały mnie palce nie tylko do szarpania tych loków i zakręcania ich, ale także do przeczesywania przez nie.

Wielokrotnie.

I nie spiesząc się.

Oblizałam usta, gdy zamknął drzwi i ruszyłam w kierunku kuchni, pytając - „Chcesz piwo?”

„Nie, mój chłopak będzie tu za kilka minut, więc zamierzam wykorzystać ten czas, Faye”.

Zatrzymałam się i spojrzałam na niego, zmieszana, niepewna i trochę zmartwiona.

„Okej” - wyszeptałam i zobaczyłam, jak jego oczy znów prześlizgują się po mnie, coś, co zaczynało mnie przerażać.

Kiedy spojrzał na moją twarz, powiedział cicho - „Nie mógłbym wybrać lepszej dla niego”.

„Co?”

Wytrzymał moje spojrzenie i odpowiedział prosto - „Jesteś dla niego idealna. Cała. Słodko i z klasą. Jestem zadowolony z jego powodu jak cholera, że cię znalazł”.

Nie byłam już przerażona. Albo byłam, po prostu w miły sposób.

„Dziękuję” - powiedziałam cicho, bardzo mi się to podobało, wydawało mi się, że zyskałam aprobatę najlepszego przyjaciela Chace’a.

„Dzisiaj, mała, nie będzie dobrze”.

Zamrugałam.

Potem zapytałam - „Przepraszam?”

„Chace powiedział mi, że jedziecie do Aspen. Więc wiem o dzisiejszym wieczorze. Musisz wiedzieć, że jego mama to bałagan. Cokolwiek powiedział ci Chace, jest gorzej. To dobra kobieta, ale nie jest zdrowa”.

Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Nie z wiedzą, której się już domyśliłam. Z faktem, że wyglądało na to, że przyszedł tam, aby mi ją przekazać.

„Ja, hmmm… z tego, co powiedział mi Chace, już się tego domyśliłam” - poinformowałam go.

„Nie pozwól, aby, cokolwiek się tam stanie, przeraziło cię, więc wzięłabyś nogi za pas”.

O mój Boże! Co do choroby?

„Um…”

„Wiedza, co to jest. To nie jest dziedziczne. Chace jest solidny. Jego tata to totalny kutas, ale mentalnie mężczyzna jest solidny. Jest popieprzony w głowę, ale tylko dlatego, że jest dupkiem. To tylko ona. To nie działa w jej rodzinie. Pewna nierównowaga chemiczna. Ale to tylko ona”.

„Och, uh, okej” - wyszeptałam.

Zrobił krok w moją stronę - „Cokolwiek usłyszysz, cokolwiek zobaczysz, cokolwiek powie, nie pozwól, aby cię to przeraziło. Dzisiejszej nocy lub którejkolwiek nocy”.

Zaczynał mnie przerażać i to nie odrobinę, którą już czułam, o wiele bardziej.

„Deck” - powiedziałam cicho.

„On cię potrzebuje” - odpowiedział cicho.

O Boże.

„Ciemność?” - wyszeptałam.

„Co?” - zapytał.

„Ciemność” - powiedziałam głośniej - „Mówił, że jest…” - zatrzymałam się nagle i przyjęłam go w tym samym czasie, kiedy uderzyło mnie to, co się działo i fakt, że to nie było w porządku, nawet jeśli to był Deck. Więc wyprostowałam ramiona i kontynuowałam - „Wiesz, ja… to bardzo fajne, że tu jesteś i go chronisz. Zgaduję z tego, dlaczego tu jesteś, co wiem, co powiedział mi Chace, że jest z tobą blisko. Ale nie znam cię, a nawet gdybym znała, nie czułabym się komfortowo, rozmawiając o Chace za jego plecami. Tak więc, chociaż twoje intencje są godne podziwu, chciałabym prosić, aby ta rozmowa zakończyła się na tym”.

Spojrzał mi w oczy i trwało to, jak się wydawało, latami.

Potem wyszeptał - „Idealna”.

Przygryzłam wargę.

„Powiesz mu, że tu byłem?” - zapytał.

Puściłam wargę i cicho odpowiedziałam - „Tak”.

„Idealna” - odpowiedział, po czym podszedł do drzwi, ale zatrzymał się i odwrócił do mnie - „Wiedz, mała, że, jak coś się zawali i skończy się między wami, nigdy nie znajdziesz lepszego mężczyzny. Nigdy. Możesz myśleć, że znajdziesz, możesz się przekonywać, że tak, ale nie.” - Przerwał i dokończył cicho - „Nigdy”.

Z tym pożegnalnym strzałem podniósł na mnie podbródek, otworzył drzwi i zniknął.

Zdałam sobie sprawę, że wstrzymuję oddech.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że mam jeszcze jeden powód, by się denerwować.

„Świetnie jak choroba” - mruknęłam.

*****

„Wszystko okej?” - zapytałam cicho kabiny.

Dziesięć minut temu dotarliśmy do granic miasta Aspen i jechaliśmy górską drogą wypełnioną naprawdę ekskluzywnymi nieruchomościami.

Moje zdenerwowanie nie wygasło całkowicie, z wyjątkiem jednego.

Chace cholernie kochał moje włosy i kochał, kochał, kochał moją sukienkę i buty. Wyraził to doskonale używając ust, ale nie formułując słów. Użył również swoich palców, a ja miałam bardzo szybki, bardzo mocny orgazm, gdy była przyciśnięta do ściany obok drzwi wejściowych, spowodowany ręką Chace’a w moich majtkach w połączeniu z językiem Chace’a w moich ustach.

Więc to jedno odpadło.

Nie podzieliłam się z nim informacjami o Decku, ponieważ Chace wydawał się spięty, a nie chciałam, aby był bardziej spięty i wkurzony lub zmartwiony, więc postanowiłam opowiedzieć mu o Decku później.

Skupiłam się więc na tym, że Chace był spięty z powodu kolacji.

„Będę szczęśliwy, kiedy to gówno się skończy” - odpowiedział.

Ja też będę dla niego.

„Będzie miała wyżerkę, Słonko, ktoś dla niej gotuje, ktoś nam usłuży. Pójdzie na całość” - ostrzegł mnie.

Nigdy wcześniej nie obsługiwał mnie w domu nikt inny niż właściciel domu. To byłoby dziwne, ale nie tortury. Odpowiedziałam więc cicho - „W porządku, Chace. To naprawdę brzmi fajnie”.

Skręcił w piękny, zakrzywiony podjazd, oświetlony z obu stron światłami wyłaniającymi się z murawy - „Jedzenie będzie bogate, skomplikowane i będzie go dużo. Jak czegoś nie będziesz lubiła, nie bądź grzeczna i nie jedz. Jedz tylko to, co lubisz”.

„Dobrze, Słonko”.

Ciągle jechał podjazdem do dużego, chaotycznego domu położonego na tle gór, oświetlonego światłami z przodu. Cegła była cudowną mieszanką bieli i różu. Architektura krajobrazu, nawet pod topniejącym kwietniowym śniegiem, była niezwykle atrakcyjna.

„Jak będzie w twojej przestrzeni, poczujesz się niekomfortowo, daj mi znak, a ja się tym zajmę.”

„Poradzę sobie, Chace”.

„Nie przejmuj się tym, co pomyślę, po prostu daj mi znak” - powtórzył, parkując.

Wyłączył zapłon, wyciągnęłam rękę i owinęłam ją wokół jego uda, a jego oczy powędrowały do mnie.

„Kocham cię”.

Każdy centymetr powietrza w kabinie jego samochodu znieruchomiał, gdy patrzył na mnie przy światłach na desce rozdzielczej, a ja patrzyłam na niego.

Powiedziałam to.

Myślałam tak.

Było przeznaczone, by dostał mnie i to.

Ale nie planowałam tego.

Mimo to musiałam to pociągnąć.

„Ty kochasz ją. Będę ją kochała, ponieważ kocham ciebie i to nie zadurzeniem, jakie czułam przez trzynaście lat. Prawdziwą miłością do dobrego mężczyzny, który dokucza mi, rozśmiesza mnie, sprawia, że czuję się bezpiecznie i trzyma mnie blisko w nocy, ogląda zbyt dużo sportu i za mało geekowej telewizji, i daje mi niesamowite orgazmy, z których jeden miałam przed wyjściem mojego domu tego wieczoru.” - Przerwałam, nie powiedział ani słowa, więc walczyłam z atakiem serca, a potem skończyłam kiepsko - „I masz to jak w banku”.

Potem nie siedziałam na swoim miejscu.

Moje pasy bezpieczeństwa odleciały i zostałam ciągnięta przez kabinę, mój tyłeczek wcisnął się między Chace’a a kierownicę, jego ręka była w moich włosach, jego druga ręka była ciasno wokół mnie, jego usta miażdżyły moje, a jego język wdzierał się w moje usta.

Okej, więc podobało mu się, że go kocham.

Dobrze wiedzieć.

Wtopiłam się w niego, owijając jego szyję ramionami, wciskając się w niego i pozwalając mu mieć wszystko, co chciał wziąć. Najwyraźniej chciał wziąć wiele, ponieważ pocałunek trwał długo. Przeszło od gorąca do upału i to był jeden z tych momentów, kiedy poczułam wysiłek Chace’a, by oderwać swoje usta od moich, kiedy w końcu to zrobił.

Ale nie puścił mnie i nie posadził z powrotem na moim miejscu.

Wtulił twarz w moją szyję i oddychał.

„Podsumowując…” - sapnęłam, mój oddech wciąż był przyspieszony, moje serce wirowało ze szczęścia - „Przestań się martwić, Słonko. Wszystko będzie dobrze”.

„Jesteś pieprzonym cudem” - wyszeptał przy mojej skórze i zamknęłam oczy.

Uwielbiałam, że tak o mnie myślał.

„Jestem kobietą” - odszepnęłam.

„Jesteś aniołem”.

Boże.

Boże, kochałam go.

Całkowicie.

„Okej, ale jestem twoja i myślę, że Bóg marszczy brwi na niektóre z naszych cudowniejszych czynności, te, które lubię, więc może uda nam się zachować ten tytuł w tajemnicy, a ja będę po prostu twoją kobietą”.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie w przyćmionym świetle. Poczułam, że jego oczy są na mnie łagodne, zobaczyłam, że jego twarz jest łagodna i zrelaksowana, zanim wyszeptał - „Dla mnie może być”.

Moja sztuczka, która obejmowała dzielenie się emocjami zmieniającymi życie, zadziałała. Uśmiechnęłam się.

Odwzajemnił uśmiech, zgiął szyję, dotknął ust ustami moich, po czym przesunął mnie, sadzając z powrotem na moim siedzeniu. Wyłączył światła SUV-a i był już przy moich drzwiach, kiedy zeskoczyłam w dół, co oznaczało, że trzymał rękę na moim łokciu, kiedy to robiłam. Ta ręka zsunęła się w dół, aby jego palce mogły wpleść się w moje, gdy wyciągnął mnie z drzwi i zatrzasnął je. Potem poprowadził mnie suchym, bardzo czarnym asfaltem do swoich drzwi wejściowych.

Co dziwne, wydawało się, że śnieg został przystrzyżony z boku podjazdu, był tak doskonale usunięty. Więc domyśliłam się, że kiedy miałeś mnóstwo pieniędzy, miałeś pieniądze do wydania na ludzi, którzy pielęgnowali twój śnieg.

Ciekawe.

Drzwi zostały otwarte, zanim dotarliśmy do półkolistego zestawu ośmiu stopni (policzyłam), które stawały się coraz węższe i węższe, aż dotarliśmy do szczytu. Kolejny niepokój ucichł, gdy zobaczyłam elegancko ubraną, niezwykle atrakcyjną blondynkę z włosami upiętymi z warkoczem, ubraną w jasnoróżową sukienkę koktajlową i szpilki, uśmiechającą się do nas radośnie. Nie byłam przesadnie wystrojona. Genialne jak choroba.

„Chace, mój ukochany i Faye” - rzuciła, wychodząc na chłodne nocne powietrze i szeroko rozrzucając ramiona - „Cały dzień byłam jak na szpilkach. Nie!” - zawołała - „Cały tydzień”.

Uśmiechnęłam się do niej, a potem trochę się zaniepokoiłam, ponieważ nie była duża, ja nie byłam duża, ale Chace był, a ona się nie ruszała i jej stopnie nie pomieściłyby nas wszystkich troje, chyba że zbilibyśmy się razem jak miniaturowa drużyna piłkarska.

Ten problem został rozwiązany, kiedy do niej dotarliśmy, a ona rzuciła się w ramiona Chace’a, zmuszając go, by puścił moją rękę i owinął ją, więc nie zajmowali dużo miejsca.

„Mamo” - mruknął.

„Chace, mój piękny chłopcze.”

To było słodkie.

Odsunął się, ale ona tego nie zrobiła. Zsunęła ręce z jego ramion, więc jej dłonie mogły objąć jego twarz i uśmiechnęła się do niego na sekundę, zanim puściła go i odwróciła się do mnie.

„Faye” - powiedziała, rozkładając szeroko ramiona, co oznaczało, że jedno z nich uderzyło w Chace’a, ale chociaż przesunął się (najlepiej, jak mógł, co oznaczało, że jedna z jego kowbojskich butów musiała zejść o stopień), wydawało się, że nie zauważyła.

Szybko weszłam w jej ramiona, aby zaoszczędzić miejsce i mocno ją przytuliłam.

„Pani Keaton” - szepnąłem jej do ucha, po czym cofnęłam się, ale nie z jej ramion - „Chace cały czas o pani mówi. Tak się cieszę, że w końcu panią poznałam”.

Nieśmiało pochyliła podbródek i zatrzepotała oczami, i naprawdę, chociaż była starsza, pasowało jej to.

Potem jej oczy przesunęły się po mnie i coś się w nich zmieniło, co nie było złe, ale też nie było całkiem dobre.

„Jesteś pięknością. Prawdziwa piękność. Naturalna.” - jej ramię opuściło mnie i uniosła rękę, jakby miała dotknąć moich włosów, zanim odpadła i cofnęła się minimalnie - „Rude. Myślałam, że blondynka będzie bardziej pasowała do Chace’a, ale bardzo się myliłam”.

„Dziękuję” - mruknęłam.

„I proszę, mów mi Valerie. Pani Keaton brzmi tak… hmmm…” - jej oczy przesunęły się na bok, zanim wróciły do mnie, aby mogła dokończyć - „duszno”.

„No to Valerie” - odpowiedziałam z uśmiechem.

„Mamo, myślisz, że moglibyśmy wejść do środka?” - zapytał Chace.

Odskoczyła ode mnie, splatając dłonie przed sobą, a ja walczyłam z chęcią sięgnięcia do niej na wypadek, gdyby spadła ze stopnia.

„Oczywiście, oczywiście, wpuśćmy was do środka i zdejmijmy te płaszcze. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć sukienkę Faye. Z tego, co widzę, wygląda pięknie.”

Usłyszałam westchnienie Chace’a, gdy poczułam, jak jego palce zaciskają się wokół mojego łokcia, weszliśmy za nią i wszyscy zatrzymaliśmy się w ogromnym foyer z wielkim żyrandolem zwisającym nad nim, z licznymi światłami z kryształowych pryzmatów tańczącymi wszędzie.

„Enrique” - powiedziała do stojącego nieopodal mężczyzny w białej koszuli i ciemnych spodniach - „…proszę weź płaszcze Faye i Chace’a. Wypijemy drinki w salonie. Faye, co chciałabyś wypić?”

Chace pomagał mi zdjąć długi, kremowy wełniany płaszcz, gdy przerzucałam z ręki do ręki moją małą czarną kopertówkę i odpowiadałam - „Kieliszek białego wina”.

„Wspaniale” - uśmiechnęła się do mnie, a potem jej oczy powędrowały do Chace’a - „Piwo, kochanie?”

„Tak, mamo” - mruknął Chace, wręczając nasze płaszcze Enrique.

Jak patrzyłam na Chace’a bez jego długiego, wełnianego czarnego płaszcza, mojej spódnicy wokół bioder, dłoni w majtkach i orgazmu, musiałam przyznać, że dobrze wyglądał w bardzo dobrze skrojonym, ciemnoniebieskim garniturze i w rozpiętej pod szyją niebieskiej koszuli w kolorze jego oczu. Jego sprzączka pasa z garniturem była stonowana, ale nadal western, a kowbojskie buty były w całości Chace’m. Mimo to, podobnie jak jego matka i ja, starał się i, jak było widać, odniósł szalony sukces.

Enrique odszedł z naszymi płaszczami, Valerie poprowadziła mnie do „salonu”, który był najbardziej formalnym pokojem, w jakim kiedykolwiek byłam. Wykonano go w delikatnym różu, który był prawie kremowy i po prostu kremowym. Nawet w tak formalnym pokoju wzięłam przykład od Valerie i Chace’a, którzy usadowili się tak, jakby to był ich codzienny pokój rodzinny, Valerie w fotelu, Chace i ja obok siebie na kanapie.

Kiedy chowałam torebkę obok siebie, Valerie powiedziała – „Nie wiedziałam, co lubisz, Faye, a Chace powiedział mi, że wydaje się, że lubisz wszystko oprócz ananasa na pizzy. Ale nie mamy pizzy, więc powiedziałam Donatcie, żeby to zrobiła, ale unikała ananasa. Mam nadzieję, że zabrałaś swój apetyt”.

„Zawsze tak robię” - odpowiedziałam z uśmiechem - „Ale, żebyś wiedziała, lubię ananasa, tylko nie na pizzy”.

„Świetnie!” - rozpłakała się bardziej podekscytowana, niż było to potrzebne, po czym ponownie splotła ręce przed sobą i pochyliła się ze swojego różowo-kremowego fotela w stronę Chace’a i mnie na kremowo-kremowej kanapie i zauważyła - „Chace mówił mi, że jesteś bibliotekarką”.

„Jestem” - potwierdziłam.

Na co wykrzyknęła - „Kocham książki!”

Zaśmiałam się cicho i powiedziałam - „Ja też. To trochę ważne, aby je lubić, gdy spędza się z nimi cały dzień. Jaka jest twoja ulubiona książka?”

To był błąd. Ogromny. Chociaż nie mogłam pojąć dlaczego. A jednak to widziałam. Odchyliła się gwałtownie, jej twarz pobladła, palce jej dłoni przed nią zaczęły się wiercić, jej oczy rzuciły się na Chace’a i nagle wyglądała na przerażoną.

Poczułam, że moje ciało sztywnieje na jej reakcję, ale Chace cicho podpowiedział - „Twoja ulubiona książka, mamo”.

Jej oczy przesunęły się na mnie, a potem z powrotem na Chace’a i wyszeptała - „Ja…”, ale zamilkła.

Wtedy przyszło mi do głowy, że martwi się, co powie o niej jej ulubiona książka. Chciała, żebym ją lubiła i tak bardzo tego pragnęła, że bała się być sobą.

„Mam wiele ulubionych książek” - przerwałam, a jej oczy wróciły do mnie, więc uśmiechnęłam się łagodnie i kontynuowałam - „Zobaczmy, jest Poszukiwacze muszelek Rosamunda Pilchera i Oryks i Derkacz Margaret Atwood. Są też Smażone Zielone Pomidory w Whistle Stop Café Fannie Flagg i Nogi Jak Patyki autorstwa Toma Robbinsa. Mogłabym iść dalej i nudzić cię godzinami” - powiedziałam jej - „A nawet nie zaczęłam wymieniać romansów”.

Strach opuścił jej twarz i znów pochyliła się w moją stronę - „Och, lubię Carlę Phillips”.

Pochyliłam się w jej stronę, uśmiechając się szeroko - „Ja też. Jest niesamowita. Kawaler” - powiedziałam jej jeden z moich ulubionych.

Playboy” - Dała mi jedną ze swoich.

Łamacz Serc” - Przebiłam ją o jeden.

Znowu usiadła, ale tym razem z uśmiechem - „Ci bracia Chandler…” urwała, nie chcąc nic więcej mówić.

„Wiem” - zgodziłam się.

„Gdzie moje piwo?” - zapytał Chace.

Spojrzałam na niego i wybuchnęłam śmiechem, po czym spojrzałam na Valerie i powiedziałam przez śmiech - „Jestem pewna, że o tym wiesz, ale Chace ogląda zbyt dużo sportu w telewizji. Próbuję poszerzyć jego horyzonty, przedstawiając mu moje seriale telewizyjne, ale jest niechętny. Przyznaję, że moje seriale są geekowe, Valerie, ale są świetne. Sądzę więc, że powieści romantyczne są poza jego światem ekscytujących rozmów przy kolacji”.

Uśmiechnęła się do mnie i odpowiedziała - „W takim razie postaramy się znaleźć coś, o czym Chace lubi rozmawiać”.

„Znasz szanse Av na Puchar Stanleya w tym roku?” - zapytałam.

„Nie” - odpowiedziała.

„W takim razie może uda nam się namówić go na wyjaśnienie balistyki” - zasugerowałam i to Valerie wybuchnęła śmiechem.

Enrique wszedł z tacą z napojami i kiedy je podawał, Valerie otarła nieistniejącą łzę śmiechu z oka i poniewczasie odpowiedziała - „Obawiam się, Faye, że dla nas równie interesujący byłby mój syn, jeśli wyjaśniałby nam balistykę. Ja znalazłabym to poza sferą ekscytującej rozmowy przy kolacji do tego stopnia, że zasnęłabym”.

„Na szczęście twoje meble są wygodne, bo ja prawdopodobnie też bym to zrobiła. Chociaż martwiłabym się, że starłabym sobie o nie makijaż, jeśli wyciągnęłabym się na drzemkę wywołaną balistyką” - powiedziałam jej.

„Wtedy przejdziemy do mniej formalnego pokoju rodzinnego, kiedy Chace będzie opowiadał nam o balistyce” - powiedziała mi - „Nie mam nic przeciwko makijażowi na moich meblach, ale meble tam są o wiele wygodniejsze”.

„Dwie śpiące kobiety w sukienkach koktajlowych. Przerażające. Zróbmy to. Możecie spać, ja mógłbym pooglądać grę” - mruknął Chace, a moje oczy powędrowały do Valerie.

„Widzisz!” - zapłakałam.

„Rzeczywiście” - odpowiedziała, uśmiechając się do mnie.

Wypiłam łyk wina, przełknęłam i podniosłam kieliszek do niej - „To jest pyszne, Valerie”.

„Znasz się na winach?” - zapytała.

„Ani trochę” - przyznałam - „Wiem tylko, co lubię pić”.

„W takim razie musisz udać się do Napa. Nie musisz znać się na winach, żeby pojechać do Napa. Musisz je tylko lubić” - powiedziała mi.

„Brzmi to idealne miejsce na wakacje” - odpowiedziałam, uśmiechnęła się ponownie, wyglądając na zrelaksowaną i spojrzała na Chace’a.

„Cudownie, kochanie. Faye lubi wino tak jak ja.” - podniosła własny kieliszek - „To był taki kłopot, Misty i wszystkie jej koktajle. Nigdy do końca…”

Chace zesztywniał u mego boku. Valerie wyraźnie się spięła naprzeciwko nas, jej twarz pobladła i znów ją wypełnił strach.

Natychmiast przekształciłam niezręczność i zrobiłam to delikatnie.

„Dorastałam w Carnal, Valerie, znałam Misty i to było bardzo smutne. Ale Chace i ja mówimy szczerze o wielu sprawach.” - Większości z nich pomyślałam, ale nie powiedziałam tego, i kontynuowałam - „Ale to było jakiś czas temu, a Misty nie ma tu, by piła koktajle i chociaż to denerwujące, jesteśmy tu, by cieszyć się winem i swoim towarzystwem, więc powinniśmy się nauczyć z utraty młodej, żywotnej kobiety i robić to”.

„Oczywiście” - mruknęła, patrząc niespokojnie na swoje kolana.

„Valerie!” - zawołałam, a jej oczy powędrowały do mnie. Pochyliłam się do przodu, kiedy spojrzała na mnie, kontynuowałam - „Nie znamy się nawzajem, ale już mamy coś ważnego wspólnego, bo obydwóm nam bardzo zależy na Chace. Proszę nie myśl, że musisz obchodzić się ze mną ostrożnie. Świata poza tobą nie widzi i mówi o tym. Więc wiedziałam, że ja też to zrobię. Mam nadzieję, że dziś cię przekonam, abyśmy mogły dowiedzieć się, czy mamy ze sobą więcej wspólnego niż Chace i Carla Phillips. Ale powinnyśmy zacząć od tego, aby być ze sobą otwartymi. Nie zgadzasz się?”

„Jesteś bardzo szczera” - powiedziała cicho.

Tak naprawdę nie byłam. Byłam tylko wtedy szczera wobec niej i Chace’a.

„Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza” - odpowiedziałam miękko.

„Wcale nie, Faye” - szepnęła.

„Dobrze” - wyszeptałam, po czym kontynuowałam - „Musisz wiedzieć, że zwykle jestem bardzo nieśmiała i cicha. Ale kiedy najprzystojniejszy gliniarz w mieście zwrócił na mnie uwagę, zrobiłam się trochę impertynencka”.

Uśmiechnęła się do mnie lekko i szeptała, żeby powiedzieć - „Wyobrażam sobie, że tak się stało”.

Wskazałam na siebie kieliszkiem wina - „Żywy dowód jest tutaj”.

„Uh… czy ja istnieję w tej rozmowie?” - zapytał Chace. Valerie oparła się, ja usiadłam, a ramię Chace’a na oparciu kanapy natychmiast zacisnęło się wokół moich ramion.

„Przepraszam, miałyśmy chwilę” - mruknęłam, nagle trochę zawstydzona.

Jego ramię przycisnęło mnie do niego, więc zostałam zmuszona do podniesienia oczu, a kiedy to zrobiłam, wymamrotał - „Tak”. Ale to było „tak” pełne aprobaty.

Połączył to z dotykiem ust.

Wierciłam się u jego boku, a kiedy jego usta opuściły moje, wyszeptałam bardzo cicho - „Twoja mama”.

„Nie zwracajcie na mnie uwagi” - wtrąciła się, a Chace nie odwinął ze mnie swojego ramienia, mimo że oboje spojrzeliśmy na Valerie, aby zobaczyć, jak znów się promienieje - „Myślę, że mężczyzna, który jest pewny siebie w okazywaniu uczuć, jest bardzo atrakcyjny, nawet, a zwłaszcza, mój syn. Dlatego to jest coś, czego go nauczyłam.”

Więc musiałam jej podziękować. Znajdę na to inny czas. Zamiast tego tylko się uśmiechnęłam.

Chace uwolnił mnie i zapytał matkę - „Będziemy jeść w tym tysiącleciu?”

„Chace, taki niecierpliwy!” - warknęła bez urazy, ale z uśmiechem pełnym miłości.

„Nie niecierpliwy. Głodny. Jechałem SUV-em dwie godziny i jest ósma”.

„Powinieneś był coś przekąsić” - upomniała Valerie.

„Mamo, Donatta nie serwuje mniej niż trzech dań, a jej gówno jest gówniane. Nie miałem zamiaru zjeść przekąski i tego zepsuć. Ale odgryzę sobie rękę za jakieś dwie sekundy, jeśli Enrique nie pokaże się z krakersami i serem”.

„Nie powinieneś wypowiadać tego słowa na g” - powiedziała mu.

„Czy jak mówisz mi, żebym nie przeklinał znaczy, że Enrique nie jest w drodze z krakersami i serem?”

„Foie gras” - mruknęła.

„Cóż, zaklaszcz czy coś i spraw, żeby się ruszył” - Rozkazał Chace, jego usta uniosły się, co oznaczało, że się drażnił, a Valerie spojrzała na mnie.

„Zauważyłaś, że może być denerwujący?”

„Um…” - wymamrotałam, po czym się zamknęłam.

„Sprytne, mała, nie odpowiadaj na to” - mruknął Chace, ściskając ramię.

„Jej brak odpowiedzi jest odpowiedzią i była twierdząca” - poinformowała go Valerie.

„Ale to się nie liczy, ponieważ nie zostało zwerbalizowane” - Chace poinformował swoją matkę.

Przewróciła oczami. Uśmiechnęłam się jednego i drugiego z nich.

Chace zniecierpliwił się - „Poważnie mamo, pasztet nie jest moim ulubionym wyborem, ale to jedzenie. Dostaniemy to, zanim Faye i ja będziemy musieli się wprowadzić?”

Nachmurzyła się na niego, po czym zawołała głośno, ale nadal elegancko - „Enrique! Możesz teraz podać foie gras”.

„Kurewsko genialne” - mruknął Chace.

„Chace!” - Valerie warknęła.

„Chace!” - Na wpół warknęła.

„Nie kurewsko genialne” - mruknął ponownie Chace, uśmiechając się.

Spojrzałam na Valerie - „O wiele za często przeklina”.

„Zgadzamy się w tej sprawie, moja droga” - odparła szorstko, wciąż krzywiąc się na Chace’a.

Wszedł Enrique.

„Kurewsko genialne” - mruknął ponownie Chace, odwijając rękę z moich ramion i natychmiast pochylając się w kierunku tacy, gdy Enrique kładł ją na stole przed nami.

Spojrzałam na Valerie i przewróciłam oczami. Valerie spojrzała na mnie i zrobiła to samo.

Potem usiadłam, żeby dostać moje foie gras, ponieważ Chace może nie uważał tego za najlepszy wybór, ale było jednym z moich ulubionych na całym świecie.

*****

Kolacja poszła świetnie.

Wtedy to się stało.

Byliśmy w mniej formalnym pokoju rodzinnym, który był wprawdzie mniej formalny, ale wciąż bardziej formalny, niż byłam do tego przyzwyczajona. Myślałam, że jestem zadowolona, że materiał mojej sukienki trochę się rozciągnął, bo po tej kolacji potrzebowałam tego.

Nie licząc foie gras, były to cztery dania bogatego, skomplikowanego jedzenia i to nie te eleganckiego, minimalistycznego, ale obfite, skomplikowane porcje jedzenia, tak ogromne, że nawet moja mama nie wahałaby się ich podawać. Było pyszne, ale sycące.

Wino popłynęło obficie i Valerie odprężyła się. Pomiędzy moją szczerością a drażnieniem się Chace’a wydawała się już stosunkowo wygodna, kiedy udaliśmy się do bogatej jadalni ze stołem zastawionym porcelaną, srebrem i kryształami, które były tak delikatne i wyrafinowane, że podejrzewałam, że królowa Anglii mogłaby uznać to za trochę zniechęcające.

Podczas kolacji mieliśmy tylko jeden incydent. Ponieważ kwiaty, które zamówiłam za pośrednictwem Holly, zdobiły stół, a Valerie tak często zwracała na nie moją uwagę i wyrażała swoją wdzięczność, że w końcu brakowało mi sposobów, by powiedzieć - „Proszę bardzo”. Chace to zauważył, wydawało się, że jest spięty i w końcu mruknął łagodnie do matki - „Mamo, ona to rozumie. Lubisz je. Odpuść sobie, dobrze?”

W tym momencie trochę się zdenerwowała i myślałam, że przewróci kieliszek do wina, ale ponownie wbiłam się w wyłom, komentując kieliszki do szampana Chace’a z rytem w kształcie podkowy i jak bardzo je lubię. Uśmiechnęła się na ten komplement, rozluźniła się i usadowiła.

W rzeczywistości, zanim dotarliśmy do pokoju rodzinnego, zastanawiałam się, o co chodziło w tym całym dramacie. Jasne, wydawała się zdenerwowana, bardzo chciała, żebym ją lubiła i dobrze się bawiła, a Chace wydawał się niezdrowo do tym podenerwowany, ale nie było tak źle.

Aż nagle, znikąd, kiedy siedzieliśmy i rozmawialiśmy w salonie, gdy dopiłam ostatni kieliszek wina, wiedząc, że robi się późno, a jazda była długa, więc wkrótce wyjedziemy, oczy Valerie zabłysły. W tym samym czasie od Chace’a wypłynęła fala czegoś niezmiernie nieprzyjemnego, wypełniając pokój.

Pozornie nieświadoma emocji Chace’a, Valerie odstawiła kieliszek na bok, splotła ręce przed sobą, jej oczy przesunęły się między mną a Chace’m i natychmiast przekazała mi informacje, których potrzebowałam, aby zrozumieć, co się dzieje.

„Trane jest tutaj!”

Ocho.

Spięłam się razem z Chace’m, gdy Valerie paplała - „Powiedział, że jest zajęty i najprawdopodobniej nie zdąży.” - spojrzała na mnie - „Byłam zrozpaczona. Tak bardzo chciałam, żebyś go poznała, a ojciec Chace’a tak bardzo chciał poznać ciebie. Bardziej chciałam, żeby Trane poznał cię po tym, jak ja cię poznałam, a ty jesteś bardzo czarująca. A teraz…” - rozpromieniła się, patrząc między Chace’m a mną - „…on tu jest!”

Potem zerwała się na równe nogi i bez słowa wybiegła z pokoju.

Odwróciłam się do Chace’a, ale kiedy to robiłam, wstał, podciągając mnie ze sobą, ogłaszając warknięciem - „Wychodzimy. Już”.

Kiwnęłam głową i nie powiedziałam ani słowa. Po prostu pochyliłam się i chwyciłam moją torebkę, gdy byłam czujna, ponieważ czułam z jego wibracji, że to, co stanie się dalej, nie pójdzie dobrze. Nie myliłam się, chociaż nie miałam pojęcia, jak źle będzie. I nie mogłam mieć pojęcia, że zło wydarzy się dużo później i będzie bardzo złe.

Wchodziliśmy do foyer, gdy spotkaliśmy Valerie i Trane’a. Nie byłam zaskoczona, widząc, biorąc pod uwagę ich pieniądze i wygląd Valerie ledwie nadszarpnięty wiekiem, że ojciec Trane’a był również bardzo dostojny i atrakcyjny.

Ale byłam zaskoczona, widząc podobieństwo Chace’a do jego ojca. Nie byli swoimi lustrzanymi odbiciami, bo włosy Trane’a miały trochę siwizny zmieszanej z blondem. Ale byli tego samego wzrostu, tej samej budowy, a oczy Chace’a miały ten sam kolor co Trane’a. Chociaż Chace był młodszy, siła i siła jego sylwetki i postury nie wyblakły tak, jak w przypadku Trane’a, było więcej niż kilka podobieństw.

 Tak naprawdę nie miałam okazji przetworzyć tego, bo kiedy byliśmy w obecności ojca, emocje płynące z Chace’a wzrosły o około dwa tuziny poziomów, co utrudniało oddychanie. Ale chociaż nie mógł tego przegapić, Trane ledwo spojrzał na swojego syna, zanim spojrzał na mnie. Posłał mi poufały, ale mniej naturalny i ciepły uśmiech, gdy się do nas zbliżył.

„Faye…” - podszedł do mnie, gdy poczułam, że Chace, już będący blisko, dziwnie zaczął się na mnie tłoczyć - „…co za rozkosz. Tak się cieszę, że dotarłem do domu na czas, żeby cię poznać”.

Nie wiedząc, co robić, biorąc pod uwagę wszystko w Chace krzyczało, że powinnam biec w góry, ale Trane posłał mi powitalny uśmiech, podczas gdy Valerie stała z boku promieniejąc z oczywistą przyjemnością, po prostu zablokowałam swoje ciało, ale pozwoliłam Trane’owi wziąć moją dłoń.

To było, kiedy Trane mnie dotknął - duszące emocje płynące od Chace’a uderzyły w niebezpieczną strefę, ale zostałam złapana. Nie mogłam zrobić nic poza pozwoleniem Trane’owi na podniesienie mojej dłoni i dotknięcie ustami moich knykci, nawet gdy ramię Chace’a objęło mnie w talii, jego palce wbijały się w moje ciało i jego nastrój wypełniał pokój.

Nie byłam wśród bogatych ludzi, więc nie mogłam wiedzieć, czy może rzeczywiście całowali palce, ale nawet gdyby Chace nie był dziwny, nie chciałabym, żeby on całował mnie w knykcie. To było wytworne, widziałam to już wcześniej w filmach, ale było też trochę przerażające. Co więcej, nie mógł przegapić zaborczej, zawłaszczeniowej postawy Chace’a, która krzyczała: odsuń się! Nie mógł więc przegapić, że stawiał mnie w wyjątkowo niezręcznej sytuacji i nie było to miłe dla mnie ani dla jego syna.

Trane wyprostował się i opuścił moją rękę, ale nie puścił jej, kiedy nadal ignorował swojego syna i spojrzał mi w oczy. Ze swojej strony znowu zostałam złapana, chcąc wywrzeć nacisk na swoją rękę, żeby ją puścił, jednocześnie myśląc, że to może być niegrzeczne.

„Jesteś piękna. Jaka szkoda, że nie mogłem być, kiedy zaszczyciłaś mój stół”.

„Dziękuję” - szepnęłam.

„Puść ją” - warknął Chace wystarczająco cicho, że jego matka nie usłyszała, ale jego ojciec zdecydowanie to zrobił, ponieważ pozwolił mi odejść.

Jego oczy skierowały się na syna.

„Chace” - przywitał się - „Dobrze wyglądasz”.

 „Również wyjeżdżamy” - odparł Chace, przesuwając mnie wokół Trane’a w kierunku swojej matki. Słyszałam wysiłek, jaki zajęło mu modulowanie głosu, kiedy do niej przemawiał - „Przepraszam mamo, ale musimy ruszać w drogę”.

Jej twarz natychmiast posmutniała pokazując, że nie była rozczarowana, była zdruzgotana.

Pochyliła się więc błagalnie - „Nie mógłbyś zostać na jeszcze jednego drinka, żeby Trane mógł się zrelaksować i porozmawiać z tobą i twoją uroczą Faye?”

„Nie” - odparł zwięźle Chace, nie wspominając o tym, że był niegrzeczny, pochylił się, pocałował ją w policzek, a potem cofnął i powiedział - „Zadzwonię. Może za kilka tygodni przyjedziesz do Carnal i spędzisz weekend”.

„Ale...” - zaczęła, ale ramię Chace’a ścisnęło moją talię, zrozumiałam jego znaczenie i ruszyłam do przodu.

„Cudowna kolacja” - wymamrotałam, zaciskając uspokajająco dłoń na jej ramieniu i pochylając się, by dotknąć mojego policzka przy jej policzku - „Bardzo mi się podobało, jedzenie…” - cofnęłam się, spojrzałam jej w oczy i ścisnęłam ją za ramię, zanim skończyłam - „…a zwłaszcza towarzystwo”.

Chwyciła mnie za rękę, a także się pochyliła i zrobiła to po to, by wrzucić mnie pod autobus.

„Proszę, Faye, porozmawiaj z Chace’m. Tylko na drinka. Cała rodzina” - błagała.

Bardzo tego chciała, a wiedziałam, że Chace jej tego nie da. Zostałam uratowana przed koniecznością odpowiadania, gdy Chace odsunął mnie od niej stanowczo i stwierdził - „Musimy iść”.

Następnie natychmiast poprowadził nas do przodu holu, zatrzymując się przy drzwiach i otwierając je.

„Tylko na drinka. Piętnaście minut” - ponagliła Valerie, tonem skłaniającym się ku desperacji.

Chace wyszedł z moim płaszczem, ale spojrzał na swojego ojca. Wydawało mi się, że dobrze go znam, ale nie trzeba było go dobrze znać, żeby wiedzieć, że mówił ojcu, żeby to skończył.

Teraz.

Trane przeczytał to i podszedł do żony, mrucząc - „Jest późno, kochanie. Powinni iść swoją drogą”.

Kiedy wróciła, jej głos podniósł się do tego stopnia, że pojawiła się w nim nuta histerii - „Piętnaście minut! To wszystko, o co proszę. Piętnaście minut z całą rodziną”.

„Kurwa” - uciął Chace pod nosem.

Pomógł mi włożyć płaszcz, więc, niestety, znów mogłam wbić się w wyłom.

„Naprawdę jest późno i to daleka droga. Musiałam dzisiaj pracować, twoje jedzenie było pyszne, ale do tego praca, wspaniałe wino, ale dużo i dobre towarzystwo, boję się, że zasnę na stojąco. Pewnie zasnę w samochodzie.” - uśmiechnęłam się do niej - „Nie wspominając, że już pora snu Chace’a. Więc dla bezpieczeństwa powinniśmy wracać do domu. To było naprawdę cudowne spotkanie z tobą i…” - zwróciłam oczy na Trane’a - „…że miałam okazję poznać również ciebie.” - spojrzałam z powrotem na Valerie - „I mam nadzieję, że przyjmiesz zaproszenie Chace’a na weekend. Mogę pokazać ci moją bibliotekę i zrobić ci kolację”.

Jej twarz poruszyła się, jakby walczyła ze łzami, Trane przesunął się do niej i przesunął ramieniem wzdłuż jej talii, co wydawało się dawać jej siłę, by zwalczyć łzy i skinąć głową.

„Oczywiście, masz rację, Faye. Jest późno, a ty i Chace powinniście być w drodze” - wyszeptała z wyraźnym rozczarowaniem.

Podeszłam do niej i wzięłam ją za rękę - „Mam nadzieję, że niedługo znów się zobaczymy."

„Tak” - zgodziła się, jej dłoń wiotczała w mojej, ale nadal ją ściskałam.

„Faye” - zawołał krótko Chace, spojrzałam na niego przez ramię i skinęłam głową.

Spojrzałam z powrotem na Valerie, pozwalając swoim oczom przejść przez Trane’a i powiedziałam - „Dziękuję za cudowny wieczór”.

„Cała przyjemność z mojej strony” - mruknęła, nie odrywając wzroku od Chace’a, a jej melancholia była oczywista, ekstremalna i niepokojąca.

Chace to zignorował, odebrał mnie, chwytając mnie za rękę, a jego jedynym pożegnaniem było - „Mamo. Zadzwonię”.

Nie powiedział ani słowa ani nawet nie spojrzał na swojego ojca.

Potem wyszliśmy za drzwi, schodziliśmy po schodach i szliśmy do Yukona. Chace otworzył zamki, odprowadził mnie do drzwi, otworzył je szarpnięciem i praktycznie podniósł mnie, by posadzić na siedzeniu pasażera. Ledwo odsunęłam stopy od drzwi, kiedy zostały zatrzaśnięte, a Chace krążył wokół maski. Spojrzałam na frontowe drzwi, zobaczyłam tam Valerie i Trane’a, jego ramię wokół jej ramion; jej twarz nosiła wyraz przygnębienia, jego pustkę. Uniosłam rękę i pomachałam im radośnie, mając nadzieję, że nie wygląda na to głupio lub, co gorsza, na wymuszone.

Chace wsiadł pod kątem, uruchomił Yukona i wykonał ciasny zakręt na dużej przestrzeni przedniego napędu i byliśmy w drodze. Nawiasem mówiąc, nie pomachał. Nawet nie spojrzał na swoich rodziców.

Dałam mu czas i kiedy byliśmy już blisko wyjechania z Aspen, szepnęłam - „Chace…”

„Nienawidzę go, wiesz o tym” - przerwał mi, by powiedzieć krótko - „Kocham ją, o tym też wiesz. Chcesz spać w drodze do domu, śpij. Ale nie chcę rozmawiać, więc jeśli nie śpisz, zrób mi przysługę i daj mi spokój”.

Przygryzłam wargę. Potem dałam mu spokój.

       I znosiłam jego ciężki nastrój przez całą drogę do domu bez snu, nie mając pojęcia, że najgorsze ma dopiero nadejść.


8 komentarzy: