piątek, 8 października 2021

7 - Śmietanka o smaku orzechów

 

Rozdział 7

Śmietanka o smaku orzechów laskowych

Chace

 

 

„…lo, Słonko”.

Jak każdego ranka od pierwszej rozmowy, kutas Chace’a, już twardy, szarpnął się, po usłyszeniu słodkiego, sennego, ochrypłego głosu Faye odbierającej telefon.

„Dzień dobry mała” - odpowiedział.

„Złapałeś wczoraj jakichś złych facetów?”

Był sobotni poranek, tydzień i dwa dni po ich randce w Kogucie. Ich kolacja we włoskim lokalu w mieście poprzedniego wieczoru została przerwana, gdy dostał wezwanie po tym, jak ktoś wrócił do domu i odkrył, że do jego mieszkania się włamano.

On i Faye mieli półtora tygodnia porannych rozmów telefonicznych, podczas których była słodka, zaspana, niewinnie seksowna i często zabawna. Półtora tygodnia kawy i obserwacji, jak dzieciak chwyta torby z jedzeniem, wodą, książkami i innymi przedmiotami, które Faye lub Chace uznali za potrzebne mu. Mieli półtora tygodnia, kiedy co wieczór jedli razem kolację, wychodząc lub jedząc w mieszkaniu Faye, gdzie ona gotowała.

Chace nie był zaskoczony, ale to nie znaczyło, że nie był zadowolony, z odkrycia, że podobnie do sposobu, w jaki ubierała się, pielęgnowała, dekorowała i dbała o swój dom, miała subtelny talent do gotowania.

To było trzymanie się domowej kuchni: żeberka bez fanaberii.

To też było nadzwyczajne.

Oznaczało to, że jedli wspólną kolację co wieczór, z wyjątkiem czterech razy. Jeden, kiedy poszła na wcześniej zaplanowaną kolację z mamą i tatą. Trzy razy, kiedy poszła na siłownię i ćwiczyła.

W jednym z tych przypadków było to, że też musiał pracować do późna, więc spotkał się z nią na drinka w Bubba’s, miejscu, w którym nigdy nie była, ale jak zwykle powitała go Krystal i pieprzona Twyla, kelnerka lesbijka, wzbudzająca strach przed Bogiem u większości mężczyzn, ale zachowująca się tak, jakby Faye była jej najlepszą przyjaciółką. Chace był tym zaskoczony, ale zaczął chichotać, gdy zobaczył, że Faye była jeszcze bardziej zaskoczona zachowaniem Twyli. Potem, jak to Faye rozgrzała się do tego i pod koniec czasu, gdy tam byli, ona i Twyla gadały jak dawno zagubione siostry.

Odprowadził ją później do domu, całował się z nią z języczkiem tuż za drzwiami i zostawił ją około osiem godzin wcześniej, niż chciał.

Dwie z tych nocy zostawił ją z tym. Zrobił to, żeby to uspokoić, nie dla niej, dla niego.

Zbyt wiele z niej popchnęłoby go, by popchnął ją, by szła zbyt szybko.

Była jak narkotyk, a gdy dni, a zwłaszcza noce, mijały i czuła się z nim bardziej komfortowo, będąc w jego ramionach, mając jego język w ustach, jego ręce na niej, a jej na nim, czyniła to bardzo wyraźnym, że była chętna do eksploracji. Zdobywała doświadczenie, próbowała różnych rzeczy, nabierała pewności siebie i stawała się niespokojna. To ostatnie też czyniła oczywistym. Chciała więcej i sposób, w jaki to komunikowała, był fenomenalny. Tak fenomenalny, że musiał to ochłodzić, aby nie stracić całej kontroli.

Przed i w trakcie Misty prowadził aktywne życie seksualne z różnymi partnerkami. Nie był podrywaczem. Był szczery z kobietami w swoim życiu i wiele kobiet w jego życiu było właśnie takimi kobietami w jego życiu. Przed Misty umawiał się na randki, miał związki, pracował nad nimi, jeśli myślał, że są obiecujące, ale z żadną z nich nie czuł się właściwie.

Przede wszystkim miało to związek z faktem, że gdy Faye po raz pierwszy zwróciła jego uwagę, zrobiła to w wielkim stylu, którego nie mógł zignorować. Nie znał, dopóki nie zobaczył Faye, rodzaju kobiety, której szukał, ale jedno spojrzenie na te kasztanowe włosy, w te kryształowo niebieskie oczy, na krzywe, których nie ukrywała, ale też nie eksponowała, jej płochliwe zachowanie, nieśmiały uśmiech i rozmarzony wyraz jej twarzy wywarły trwałe wrażenie, którego nie mógł się pozbyć.

Ale nie skończył jeszcze cieszyć się różnorodnością, a w tym czasie była bardzo młoda, wyraźnie niedoświadczona i wymagała czasu i troski, aby jego zamiary doprowadziły do zaangażowania, więc powstrzymał się od zbliżania się do Faye.

Za długo jak się okazało.

Ale miejmy nadzieję, że nie było za późno.

Po Misty możliwe urzeczywistnienie tego związku z oczywistych powodów zostało ograniczone i, chociaż je miał, kobiety, które zabierały go do łóżka, wiedziały, że nadejdzie koniec. On lubił to, one lubiły, ale oboje trzymali się z daleka, ponieważ wiedzieli, że nie mają przyszłości.

Przed i w trakcie Misty wszystko to było regularne.

Jak na ironię, od czasu Misty miał tylko dwie kobiety. Jedną, z którą umawiał się i pieprzył przez miesiąc, a potem to zakończył. Zrobił to, ponieważ dała jasno do zrozumienia, że liczy na więcej, a Chace nie był w stanie jej tego dać. Ukryta desperacja, którą od niej czuł, przypomniała mu o jego zmarłej żonie. Nie kalkulowała jak Misty, był po prostu zdesperowana i nie to ustawało, więc ostatecznie go zraziło. Druga była pozostałością z czasu spędzonego z Misty, która otwierała mu drzwi i łóżko za każdym razem, gdy dzwonił. To było sporadyczne. To było przypadkowe. Nie było to częste. Ale było naturalne.

Ostatni raz zadzwonił trzy tygodnie przed tym, jak zobaczył Faye w Harker Wood.

To oznaczało, że od sześciu tygodni nie miał kobiety.

To był rekord.

To czyniło również dokładnie kontrolowane pieszczoty z Faye inicjowaniem tortur. Znakomite tortury, ale mimo to tortury.

Ich poranne telefony, coś, co cholernie kochał, też były formą wykwintnej tortury.

Na szczęście, kiedy kończyli, był w łóżku twardy i mógł coś z tym zrobić.

Co zawsze robił.

Dzisiaj będzie tak samo.

Jednak dzisiejszej nocy była ta noc.

Dziś wieczorem, kiedy Faye skończy pracę, przyjdzie po raz pierwszy do niego, a Chace przygotuje jej kolację.

Wyjedzie dopiero w poniedziałek.

Nie wiedziała o tym, a on nie zamierzał jej przestraszyć i powiedzieć, żeby przyniosła szczoteczkę do zębów i dodatkową parę majtek.

Jutro rano zostawi ją w swoim łóżku i pójdzie po nie dla niej.

„Tak” - odpowiedział na jej pytanie.

Dostał ciszę, a potem - „Przepraszam?”

„Mam go”.

Następnie więcej ciszy - „Już?”

„Lenny Lemcock próbuje zostać na wozie” - zaczął w odpowiedzi - „Często zawodzi. Kiedy mu się nie udaje, musi się tak upić, że przez miesiąc nic nie pamięta. To wymaga pieniędzy. Pieniądze, ponieważ nie ma pracy i żyje z niepełnosprawności, musi kraść. Rzuciłem jedno spojrzenie na dom, wiedziałem, że to Lenny tam był, skoro zostawia bałagan jako swój podpis. Zostawia także odciski. Nie musiałem nawet ich zbierać, żeby wiedzieć, że to on. Bywa w siedmiu różnych placówkach. Znalazłem go w czwartej, prawie upitego. Jest w areszcie i, niestety dla Lenny’ego, bo chodzi o siódme oskarżenie, choć facet jest śmieszny, potrafi czarować i udowodnił to, wielokrotnie czarując różnych sędziów, ostatnim razem, gdy się pojawił, dostał ostrzeżenie. Nigdy więcej drugiej szansy. Jest wypieprzony. Wytrzeźwieje przez ten czas, a moje wezwania do włamań drastycznie spadną”.

„Czy wiesz wszystko o wszystkich w mieście?” - zapytała cicho z resztkowym snem i nutką słodkiego podziwu w głosie.

„Tylko o tych, którzy robią popieprzone gówno”.

„I Banita Al” - dodała.

„Al żyje na diecie składającej się z konserw mięsnych łamanej przez fasolę z puszki. Jego rezydencją jest przybudówka w zaułku. Jego najlepsi przyjaciele to dwadzieścia pięć zdziczałych kotów i może spakować wszystkie swoje rzeczy do koszyka na zakupy, a nic z tego nie jest czymś, czego ktoś przy zdrowych zmysłach by chciał. Wszystko to jest popieprzone. Po prostu nie ten irytujący rodzaj”.

Usłyszał jej cichy, melodyjny śmiech i, jak zawsze, kiedy go słyszał, delektował się nim.

Kiedy go stracił, rozkazał delikatnie - „W porządku, mała, czas, abyś wróciła do snu”.

„Dobrze, Słonko”

Zamknął oczy, gdy to przez niego przeszło.

Kochał, kiedy nazywała go Chace.

Ale nazywanie go Słonko było czymś innym. Czymś czystym. Czymś magicznym. Jak pierwszy śnieg w sezonie padający w nocy. Budzisz się rano, robisz kawę, owijasz się w kurtkę i szalik na piżamę, wkładasz grube skarpetki i siadasz na werandzie, pijąc kawę, która rozgrzewa wnętrze, ale widząc go przed sobą, kiedy oddychasz, powietrze wychodzi czyste i wchodzi czystsze.

To był mały powszechny cud, ale nawet to, że był powszechny, co czyniło go nie mniej cudownym.

Kiedy zrobiła to po raz pierwszy, czuł się, jakby został dotknięty ręką anioła i nie wyzbył się tego uczucia za każdym razem, gdy to robiła.

Otworzył oczy i zapytał - „Masz wskazówki dojazdu do mojego domu?”

„Tak” - odpowiedziała cicho i to też go przeszło - „Myślę, że będę tam za kwadrans siódma”.

„W porządku, Słonko”.

„Jesteś pewien, że nic nie mam przynieść?”

„Tylko siebie”.

„Okej, Chace”.

To też zawsze przechodziło przez niego.

„Śpij dalej”

„Okej”

„Później, mała”

„Pa, Chace”

Rozłączył się, rzucił komórkę na stolik nocny i przewrócił się na plecy, patrząc w sufit.

Misty sypiała w głównej sypialni.

Chace spał w pokoju gościnnym.

Miesiąc po jej śmierci wywalił swoje stare łóżko, w którym spała i kupił nowe. Wydał krocie na materac, który sprawiał wrażenie spania na stałej chmurze. To było spektakularne.

Tej nocy Faye będzie z nim w tym łóżku. Jej włosy, jej zapach, jej ciało, jej krystalicznie niebieskie oczy: wszystko to na jego poduszce.

W czystym łóżku, nieskażonym śmieciami, które kiedyś były jego życiem.

Jego łóżku.

Wsunął rękę za głowę w tym samym czasie, gdy podniósł kolana i owinął drugą rękę wokół penisa.

Potem zamknął oczy i przeszedł przez jeden z wielu scenariuszy, przez które będzie przeprowadzał Faye w nadchodzących miesiącach. W tym przypadku Faye często używała ust. Nie spieszył się. Robił to najpierw głaszcząc leniwie, później mocniej i szybciej.

A kiedy skończył, doszedł mocno.

*****

Trzy godziny później, Chace, po tym, jak trzepał się do Faye, zrobił kawę, zjadł śniadanie i pobiegał, po prysznicu w dżinsach, ciemnoniebieskiej koszuli, ciężkim wełnianym swetrze w kolorze denim i grubych wełnianych skarpetach, siedział na bujanym fotelu na swojej werandzie. W ręku trzymał kubek gorącej kawy, nogi trzymał na poręczy przed sobą i wpatrywał się w dal.

Chace mieszkał w domu z czterema sypialniami w stylu rancza na południowo-zachodnim krańcu Carnal. Posiadał piętnaście akrów, a żaden z jego sąsiadów nie miał mniej niż trzy razy tyle. Dlatego ze swojego ganku nie widział żadnego z domów sąsiadów. Tylko równina doliny, w której żyli, drzewa rozsiane po niej i skrywające domy, otaczające okolicę wzgórza, góry za nimi i, w oddali, miasto Carnal.

Carnal wyglądało na bardziej oddalone, niż było w rzeczywistości. Pozornie małe na równinie, było tylko dziesięć minut jazdy od domu.

Rodzice matki Chace’a utworzyli dla niego fundusz powierniczy, do którego miał dostęp, odkąd skończył dwadzieścia pięć lat. Aby kupić ten dom i ziemię, uzyskał wziął z niego część, by dać sporą zaliczkę, która zostawiła go z hipoteką rozsądną jak na pensję gliniarza. Salon, jadalnia, pokój rodzinny, zajebista kuchnia, spiżarnia, garderoba, dwie łazienki i toaleta, gabinet i cztery sypialnie, z których główna posiadała jedną z łazienek i dużą garderobę. Znajdował się tam staromodny ganek, duży kwadratowy taras z tyłu i ogromny garaż, w którym z łatwością zmieściłby dwa SUV-y, dwa skutery śnieżne i quada.

Nigdy nie tknął reszty pieniędzy.

To dlatego, że odkąd mógł zgłębić tę koncepcję, zdecydował, że będzie miał troje dzieci. Głównie dlatego, że nigdy nie miał brata ani siostry, a chciał jedno, drugie, albo lepiej to, co miała Faye, oboje. Nie mając tego, zdecydował, że bez względu na to, jakie miałby dzieci, będą miały rodzeństwo i zamieszkają w domu pełnym ludzi, hałasu i miłości. Dlatego resztę pieniędzy odłożył na ich edukację w college’u. Nie obchodziło go, czy chcieliby iść do szkoły handlowej, być kosmetyczką lub hydraulikiem albo dostać się na Harvard lub Stanford i zostać lekarzami lub prawnikami. Cokolwiek by to było, nie przejmowaliby się płaceniem za to.

Zrobił to, ponieważ jego ojciec odmówił płacenia za jego edukację, bo Chace nie uczęszczał na kursy biznesowe, lecz prawo i nauki polityczne z zamiarem zostania gliną, a nie prawnikiem. W swój zwykły sposób Trane Keaton próbował manipulować pieniędzmi. Chace po prostu dostawał stypendia, pożyczki, pracował podczas zajęć i latem, płacił na swój cholerny sposób i uczęszczał na dowolne kursy, jakie chciał.

Nie narzekał, bo to nie miałoby sensu, a musiał to zrobić, aby uzyskać to, czego chciał. Ale to nie było łatwe. Przypominał sobie późne wieczory na nauce, wyczerpanie na zajęciach i włóczenie się po nich do pracy, a ostatni kredyt studencki spłacił pięć lat temu. Nie zamierzał narażać na to swojego dziecka.

On też, w czasach, gdy pozwalał sobie na myślenie o tym gównie, nie zamierzał poślubić debiutantki lub dziewczyny z towarzystwa z tatusiem, który mógłby wydać fortunę na jej ślub. Poślubiłby taką, w której by się zakochał i kimkolwiek by była, miałaby ślub swoich marzeń, nawet gdyby Chace musiał użyć swojego funduszu powierniczego, by jej w tym pomóc. Na to też zostawił pieniądze samym sobie.

Wreszcie - jego dom był zajebisty. Duże pokoje. Wiele okien. Wiele miejsc, w których można być wewnątrz i na zewnątrz. Wspaniałe widoki. Kiedy go kupił, był podstarzały, więc zmodernizował wszystkie łazienki, kuchnię i podłogę. Jego matka chciała to udekorować, więc pozwolił jej, ale poszedł z nią, aby poprowadzić jej rękę. Zakupy były czymś, co mógł dawać lub brać, zwykle dawać, ale jego matka uwielbiała to robić, uwielbiała być z synem, lubił być z nią, więc mogli robić to razem. Nie mógł powiedzieć, że chciałby to zrobić ponownie. Mógł powiedzieć, że wyszło dobrze.

Prawdę mówiąc, kobietę, którą zdecydowałby umieścić w swoim domu, zachęcałby do uczynienia go domem, w którym chciałaby mieszkać. Jeśli chciałaby mieć nową, nowoczesną kuchnię, fundusz powierniczy by to pokrył. Gdyby chciała dodać pokój, w którym mogłaby szyć, robić na drutach czy co tam, do cholery (w przypadku Faye, w którym mogłaby spokojnie czytać), wykorzystałby fundusz, by jej to dać. Cokolwiek by to było, miałaby to, a on trzymał pieniądze na ten cel, a także na dwa pozostałe.

Rodzinę, żonę, która miałaby to, czego pragnęła, dom.

Wszystko, czego pragnął Chace. Coś, na co oboje nieżyjący jego dziadkowie byliby zachwyceni, że wykorzystał pieniądze, które mu dali.

Kiedy Misty tam mieszkała, odcisnęła na nim swoją pieczęć. To była kolejna próba zdobycia Chace’a, czyniąc to, jak mówiła, „ich domem”. Wraz ze wszystkimi innymi próbami, to się jej nie udało.

Nie pracowała, gdy byli małżeństwem, ale Chace nie dawał jej pieniędzy na jej cele. Pieniądze, które ona miała, pochodziły z niegodziwych źródeł. To były brudne pieniądze.

Nie podzielili się jej brudnymi pieniędzmi na wspólnym koncie. Kupowała sobie to, czego chciała, a Chace nie miał w to żadnego wkładu. Kiedy umarła, Chace został ze wszystkim. Jej pieniędzmi, jej rzeczami, wszystkim. Oddał to wszystko. Jej rodzice zabrali jej rzeczy osobiste, a reszta trafiła do kilku różnych organizacji charytatywnych.

Jego myśli sprawiły, że westchnął, pociągnął łyk kawy i przeskanował krajobraz, który już dawno znał na pamięć, ale to nie znaczyło, że wciąż nie zyskiwał spokoju lub nie był cicho poruszony scenerią.

To było uczucie, które lubił mieć z powrotem. Stracił je, kiedy Misty była w domu, miejscu, z którego uciekał tak często, jak tylko mógł. Nie siedział na werandzie i nie pił kawy, kiedy Misty była w pobliżu. Nie poświęcał czasu na patrzenie na widok, kiedy przychodził lub odchodził. Bał się powrotu do domu i zawsze spieszył się do wyjścia.

Popijając kolejny łyk kawy, jak zwykle zawsze, gdy umysł Chace’a był skupiony na Misty, przesunął się od niej do chwili, gdy zbliżył się do Wydziału Wewnętrznego. Poinformował ich o tym, co się dzieje w CPD, o swojej chęci powstrzymania tego i zabrał do nich swoje pakiety wypłat.

Każdy policjant w osobistym zespole Arniego Fullera otrzymywał raz w miesiącu pakiet, którego rozmiar określano na podstawie tego, na co mógł oskubać lokalne firmy i z szantażu od potężnych maklerów. Chace przyjmował jego, ponieważ gdyby tego nie robił, byłby podejrzany.

O ile wiedzieli, był ich chętnym żołnierzem.

Wyznaczył granicę w kontaktach z lokalnymi biznesmenami i wymuszaniu datków na Fundusz Wdów i Sierot Policji Carnal. Nakreślił również granicę bycia pośrednikiem szantażu.

Wyjaśnił to Arnie’mu, pokazując mu mądrość ludzi z miasta, którzy sądzili, że na liście płac może być jeden lub dwóch uczciwych gliniarzy. Arnie dał się na to nabrać, więc z tego całego błota, przez które musiał przepłynąć Chace i innych brudów, na które musiał przymykać oko, przynajmniej z nich był oczyszczony.

Ale każdą kopertę umieścił w sejfie w banku w Chantelle i przekazał je wszystkie do Wydziału Wewnętrznego, kiedy wszczęli tajne śledztwo.

W tych paczkach było prawie pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Sześć lat brania. Wydział Wewnętrzny upewnił się, że wyciekło do mediów, że Chace oddał swoje pieniądze. Ustawili go jako chłopca z plakatu za wszystko, co było dobre i słuszne w organach ścigania. Chcieli, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości, więc postanowili to zrobić, używając do tego Chace’a. Chociaż była to prawda, w rzeczywistości wszystko, czym dzielili się z mediami, było prawdą, po prostu selektywnie wybieraną, co do tego, czym się dzielą, to nie była niczyja sprawa. Sposób, w jaki się tym podzielili, sprawiał wrażenie, jakby był jakimś białym rycerzem z mieczem obdarzonym mistycznymi mocami, kiedy nie był.

Na szczęście wszystko powoli wymarło, jak to zwykle bywa, zainfekowany personel został zwolniony lub uwięziony i zastąpiony, a miasto wydawało się, że powoli się uspokaja, ale to się stało.

Co doprowadziło Chace’a do jego planów na ten dzień. Zakupy spożywcze na weekend i spotkanie z Tate’m Jacksonem.

Tate był współwłaścicielem baru Bubba’s, ale głównie był łowcą nagród. Był kiedyś gliną. Więc kiedy mieszkańcy Carnal mieli problem, nie mogli ufać policji, że się nimi zajmie, udawali się do Tate’a. Tate, dobry gliniarz, który nigdy nie brudził się pod rządami Arniego, dobry człowiek, zawsze robił, co mógł.

Od czasu nieoczekiwanego spotkania Chace’a z Clintonem Bonarem Tate był poza miastem chwytając zbiega. Chace zadzwonił do niego i powiedział, że potrzebują spotkania, gdy tylko wróci do domu. Frank Dolinski wiedział o Bonarze. Aby zabezpieczyć swoje bazy, Chace musiał znać Tate’a tak samo, jak kilku wybranych mężczyzn w mieście.

Tate wrócił wczoraj do domu.

Spotykali się tego popołudnia.

Kiedy miał myśl i kolejny łyk kawy, coś przyciągnęło wzrok Chace’a i odwrócił głowę, by spojrzeć na samotną drogę, która wiła się przez ranczo wokół jego domu. Ponieważ obszar między Carnal a podstawą góry, gdzie mieszkał Chace, miał tylko jedną drogę, Chace znał każdy samochód, który przejeżdżał tą drogą. Mieszkając tam osiem lat, znał nawet pojazdy przyjaciół i członków rodzin tam mieszkających.

To nie był jeden z tych pojazdów.

Był to czarny Jeep Wrangler.

Chace uznał, że wie, kto jest w tym Wranglerze.

Rodzina Goodknight była rodziną Jeepów. Faye, Sondra i Silas jeździli jeepami w różnym wieku.

Silas jeździł czarnym Wranglerem.

Obserwując podjeżdżanie ojca Faye, popijając kawę, przygotowując się na to, co miało nadejść, Chace niejasno pomyślał, że Faye i Sondra, jeśli chodzi o samochody, są dokładnie jak matka jak córka. Ich samochody nie były nowe. Z tego co wiedział, Faye nigdy nie ulepszyła swojego. Sondra przejmowała pojazdy Silasa, kiedy z nimi kończył. Sądząc po jej wyglądzie i sposobie, w jaki zachowywała się w czasach, gdy ją widział, bez bzdur, zajęta i aktywna, prawdopodobnie nie obchodziło ją, czym jeździ, dopóki doprowadzało ją to tam, dokąd chciała jechać.

Chace patrzył, jak Silas przejeżdża przez podwójny otwór w białym płocie na końcu alei Chace’a, która prowadziła do ogrodzonego ogromnego podwórka. Reszta jego ziemi była nieogrodzona. Lubił ziemię, przestrzeń, ciszę, spokój. Nie obchodziło go, czy bydło sąsiadów wędrowało na jego teren. Jeśli przeżuwało trawę, oznaczało to, że Chace nie musiał kosić tego gówna.

Ale ten biały płot był tym, co było, kiedy sprzedawano mu tę posiadłość, więc raz na dwa lata szlifował go i malował. Za każdym razem, gdy potrzebna była naprawa, dbał o to tak szybko, jak mógł i od czasu do czasu chodził koło niego tylko po to, żeby go sprawdzić. Dom był duży, można było tam stworzyć rodzinę, można było do niego dołożyć, jeśli potrzeba było więcej miejsca. Ale ta długa, biała, prosta linia ogrodzenia, która go otaczała, wyznaczała, tworzyła podwórko, okrążała i podkreślała dom, sprawiała, że wyglądał jak dom.

Chace zaczekał, aż Silas dojechał do końca alei i zatrzymał się blisko domu, zanim zdjął nogi z balustrady. Wstał, gdy Silas otworzył drzwi. Wszedł na szczyt schodów i oparł się ramieniem o pomalowany na biało słupek ganku, gdy Silas wspinał się po oczyszczonym ze śniegu chodniku, który Chace położył sześć lat temu.

„Panie Goodknight” - zawołał, kiedy Silas był w połowie drogi, a Silas, wpatrzony w buty, podniósł rękę i ruszył ścieżką.

Dopiero kiedy zatrzymał się na dole schodów, jego krystalicznie niebieskie oczy podniosły się na Chace’a.

„Mów mi Silas, detektywie Keaton” - zaprosił.

Chace kiwnął brodą i odpowiedział - „Chace”.

Silas podniósł brodę, po czym pochylił głowę w stronę kubka z kawą Chace’a - „Masz tego więcej?”

W odpowiedzi Chace odwrócił się i podszedł do domu, otwierając drzwi burzowe, frontowe i przechodząc przez nie, odwracając się, by przytrzymać drzwi burzowe otwarte, by Silas mógł pójść za nim.

Zrobił to i weszli, Chace prowadził przez dębowe podłogi prowadzące na tyły domu, które położył cztery lata temu, kiedy Misty była na dwutygodniowych wakacjach, by odwiedzić przyjaciółkę w Maryland.

Po lewej była stronie duża jadalnia z prostokątnym stołem. W pokoju były ślady stylu western, ślady country, a wszystko to z ukrytą klasą, którą w całości była jego matka.

Prawa strona była tym, co jego matka lubiła nazywać formalnym salonem. Chace nie był formalny, więc w pokoju znajdowały się dwie wygodne kanapy w kolorze burgunda zwrócone do siebie, z większą ilością elementów western, w ogóle żadnego country, co jego matka uważała za „część formalną”.

Chace przeszedł przez głębokie, szerokie przejście łukowe, prowadząc Silasa do ogromnej przestrzeni, która składała się z dużej kuchni i pokoju rodzinnego.

Kuchnia miała pośrodku wyspę z pięciopalnikową kuchenką i taką ilością miejsca na blacie, że służyła jako stół kuchenny, który mógł wygodnie pomieścić ośmioosobową rodzinę. Wyspa była arcydziełem, ale tak samo było z masywnym oknem nad zlewem wychodzącym na tyły domu.

W pokoju rodzinnym była ogromna kanapa: segmentowa, składająca się z trzech boków, które były zasadniczo trzema pełnymi kanapami. Duży telewizor z płaskim ekranem. Półki wypełnione książkami, płytami CD, DVD. I kamienny kominek w kącie.

Z kuchni w przejściu na front domu znajdowała się jadalnia, ukryte wejście do spiżarni i drzwi do pomieszczenia gospodarczego i garażu. Na wprost od szerokiego holu, który biegł od frontu domu do tyłu, znajdowały się podwójne, szerokie francuskie okna, które prowadziły na tylny taras.

Chace podszedł bezpośrednio do dzbanka, pytając - „Jaką pijesz kawę?”

„Skoro Sondry tu nie ma, trzy łyżeczki cukru i zdrowa dawka śmietanki”.

Chace odstawił kubek, otworzył szafkę i sięgnął po kolejny, podczas gdy Silas nadal mówił do jego pleców.

„Sondra pilnuje mnie cały czas. Jej tata miał zawał serca, więc ma w głowie to, że i ja będę miał. Biegam pięć kilometrów dziennie. Wykonuję przysiady, podciągnięcia i pompki każdego dnia. Pracuję przez większość czasu na zewnątrz. Mam dziesięć akrów do zadbania. I troje dzieciaków, które mogą być dorosłe, ale to nie znaczy, że im nie pomagam. Robię to wszystko po to, aby móc cieszyć się słodką kawą ze śmietanką. Nie widzi równowagi”.

Chace nalał kawy i przekazał mu złe wieści - „Nie mam śmietanki. Tylko mleko”.

„Nie masz śmietanki?”

Jego ton był tak niewyraźny, że Chace nie potrafił go odczytać, ale to wciąż go denerwowało. Lub bardziej denerwowało. Spojrzał na mężczyznę przez ramię, sięgając po cukier.

„Nie”

Silas Goodknight spojrzał na niego i oznajmił - „Moja Faye używa śmietanki do kawy. O smaku orzecha laskowego”.

To było to. Sondowanie.

Chace i Faye nie widywali się w ukryciu. Do tej pory całe miasto wiedziało, że się spotykają. Niezależnie od tego Faye powiedziała Chace’owi, że powiedziała swoim rodzicom, że się spotykają, kiedy była na kolacji u nich w ostatni weekend.

Teraz Silas Goodknight wiedział, że jego córka nie budzi się i nie robi kawy w domu Chace’a. Chace w myślach dodał śmietankę o smaku orzechów laskowych do swojej listy zakupów i odpowiedział Silasowi - „Kupuję jej kawę w La-La Land, Silas. Wiem, że lubi orzechy laskowe. Nie miałem okazji zobaczyć, żeby używała śmietankę”.

Silas przez chwilę patrzył mu w oczy, zanim wymruczał - „Racja”.

Chace odwrócił się, przygotował kawę Silasa i wręczył mu kubek, po czym włożył mleko do lodówki, łapiąc swój kubek, odwracając się do niego i opierając biodro o blat. Silas był zwrócony bokiem biodra do wyspy. Żaden z mężczyzn się nie odezwał, gdy obaj popijali.

Wreszcie Chace doszedł do tego - „Co cię tu sprowadza, Silas?”

Silas przeniósł wzrok z kontemplacji widoku z okna na Chace’a.

„Chciałem to zrobić od jakiegoś czasu, więc postanowiłem to zrobić. Chciałem ci powiedzieć, że podziwiam to, co zrobiłeś. Taka rzecz nie wymaga odwagi, wymaga jaj. Dużych. Niewielu mężczyzn podjęłoby decyzję, którą podjąłeś i wykonałoby ją. To, co się działo, pokonuje człowieka. Większość mężczyzn myślało, że mają dwie możliwości, a wszyscy pozostali wybrali jedną z tych dwóch możliwości. Albo się przyłączyli, albo cięli straty i poszli dalej. Nie zrobiłeś żadnej z tych. Widziałeś, jak robiono coś złego, trawiłeś to tak długo, jak mogłeś, a potem zabrałeś się za naprawienie tego. Zebrałeś odwagę. Zebrałeś jaja. Niewielu mężczyzn to ma. Ty masz. Podziwiam to”.

„Jestem zobowiązany, że to mówisz, ale nie jestem pewien, czy się zgadzam” - mruknął grzecznie Chace.

Był zaskoczony, takim wstępem, nie chciał o tym mówić, przygotował się, ponieważ miał silne przeczucie, że Silas nie szukał go, by podzielić się wdzięcznością tydzień po tym, jak dowiedział się, że Chace spotyka się z jego córką.

Skupienie Silasa stało się intensywne, a jego głos ucichł, kiedy odparł - „W takim razie myliłbyś się, synu. Arnie Fuller był wkurzający jako dziecko. Jego tata był dupkiem. Jego dziadek był jeszcze większym. Potem założył mundur i był nie mniej wkurzający. Ale wkurzający z odznaką nie jest dobrą rzeczą. Wyrósł tam, bo widzisz, ten człowiek nie miał innego wyjścia, jak tylko być dupkiem jak jego krewniacy. Problem polegał na tym, że był w tym lepszy niż oni. Może cię wtedy nie było, ale wiesz, że rósł i jak rósł. Nie było źle, kiedy zaczynałeś, ale takie gówno jest zawsze złe, po prostu rośnie poziom gówna, który musisz negocjować. Doszliśmy do tego, że wszyscy w nim tonęliśmy. Ty i Dolinski usunęliście to. Ani jeden człowiek przed tobą, nawet Tate Jackson, tego się nie podjął. Dwie dekady gówna na coraz wyższym poziomie. Więc nie zgadzam się, że się nie zgadzasz. Zrobiłeś coś, czego nikt wcześniej nie zrobił, a wielu ludzi jest wdzięcznych”.

Nie chcąc o tym rozmawiać, ale zdecydowanie chcąc to zakończyć, Chace przyjął wdzięczność kiwnięciem podbródka, po czym wziął kolejny łyk kawy.

Silas upił łyk swojej i jego spojrzenie wróciło do okna.

Silas się nie odzywał. Chace też nie. To przeciągnęło się przez chwilę i Chace był tym zmęczony.

„Silas, jest jeszcze coś, czym chciałbyś się podzielić?”

Oczy Silasa skierowały się na niego i nie zawahał się rzucić bombę.

„Nie chcę, żebyś spotykał się z moją córką”.

Chace poczuł, że jego ciało twardnieje.

Kurwa, cholera, to było to.

Kurwa.

Gówno.

„Silas…” - zaczął.

Silas podniósł rękę - „Wdzięczny, synu, powiedziałem ci. Ale jestem uczciwym człowiekiem, więc przyjechałem tutaj, aby podzielić się tą wdzięcznością i wyłożyć ją. Życzę ci szczęścia. Zasługujesz na to, ale nie z moją córką”.

„To się ze sobą nie zgadza, Silas” - powiedział cicho Chace.

„Rozumiem. Ale zgaduję, że ty też mnie zrozumiesz” - odpowiedział cicho Silas - „Widzisz, Chace, przyglądam się ludziom. Wiedziałem, jakim jesteś człowiekiem w chwili, gdy na ciebie spojrzałem. Nie znam twojej historii. Wiem, że to nie było dobre. To nie moja sprawa i nie chcę wiedzieć. Więc nie pytam. Wiem tylko, że moja córka jest marzycielką. Ukrywa te gwiazdy w swoich oczach, ale nie musisz patrzeć głęboko, żeby je zobaczyć. Jako jej ojciec chcę, żeby spełniła każde marzenie, które ubzdura sobie w tej swojej ślicznej głowie. Wiem też, że poślubiłeś kobietę przed Bogiem i nawet jeśli nie chciałeś włożyć obrączki na jej palec, ona tam była. Potem zająłeś się swoim biznesem, jakbyś nie złożył tych ślubów przed Bogiem. Myślę, że miałeś swoje powody, ale cokolwiek to było, jestem mężczyzną, mężem, ojcem i chcę dobra dla mojej córki. Mam nadzieję, że gdzieś w tobie rozumiesz mnie, kiedy mówię, że bez względu na powód, złamałeś przysięgę złożoną twojej żonie, Bogu i nie dbasz o mnie, jeśli chodzi o spędzanie czasu z moją dziewczyną”.

„Pobraliśmy się przed Sędzią Pokoju” - warknął Chace, gdy Silas przestał mówić i patrzył, jak Silas mruga.

„Jeszcze raz, synu?”

Chace oderwał się od blatu i spojrzał mu w oczy.

„Wtedy nie sądziłem, że będę miał kolejną szansę. Wiedziałem tylko, że gdybym poślubił kobietę, którą miałbym kochać i pielęgnować, aż śmierć nas rozłączy, byłbym szczęśliwy stając przed kaznodzieją w domu Bożym i złożyć przysięgę z zamiarem jej dotrzymania. Misty chciała ślubu kościelnego. Nie dostała go właśnie z tego powodu. Nie zamierzałem składać przysięgi w domu Bożym, którą zamierzałem złamać. Więc nie zrobiłem tego. Teraz, jeśli będę miał szczęście znaleźć kobietę, którą  będę kochał i cenił, złożę przysięgę jej i Bogu, że będę stać u jej boku w chorobie i zdrowiu, dopóki śmierć nas nie rozłączy. A jeśli ta kobieta będzie kobietą, którą wybrałem, kobietą, którą naprawdę będę kochał i cenił, nie popełnij błędu, Silas, kiedy złożę tę przysięgę, będę miał to na myśli”.

Wziął wdech, Silas otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Chace go ubiegł.

„I chcę, żebyś wiedział, nie obraziłem się. Masz rację. Rozumiem cię. Po prostu ty mnie nie rozumiesz. Doceniam nawet, że tu przyszedłeś i zaopiekowałeś się swoją dziewczyną. Masz rację też w tym, że to, co się wydarzyło, to nie twoja sprawa. Nie powiem ci, co to jest; nigdy. Mogę ci obiecać, że, jeśli to, co rośnie między mną a Faye, zakorzeni się, będzie rosło i kwitło, ona będzie wiedziała wszystko. Niczego przed nią nie zatrzymam. To od niej będzie zależało podjęcie decyzji, czy chce zostać ze mną na tej ścieżce, którą próbuję wrócić do mężczyzny, którym chciałem być. Kiedy się dowie, jeśli zdecyduje się podzielić tym z tobą, to jej wybór. Nie wejdę w środek rodziny i tego, jak się komunikują. Nie poproszę jej, żeby się nie dzieliła. Pozwolę jej zdecydować, co musi zrobić. Mam szczęście, że jej rodzice są tymi, którymi są, bo już wiem, bez konieczności proszenia, że nie podzieliłbyś się z żoną, jeśli Faye to zrobi”.

„Próbujesz wrócić do mężczyzny, którym chciałeś być?” - zapytał cicho Silas.

„Jak pływasz w brudzie, Silasie, przenika przez twoje pory”.

W tym momencie Silas odsunął się od blatu i szepnął - „Synu, nie możesz tego brać do siebie”.

„Za późno. Zrobiłem to, kiedy poślubiłem Misty. Dam ci trochę. Wpadłem w tę pułapkę sześć lat temu. Pracowałem z wydziałem Wewnętrznym przez czternaście miesięcy. Myślę, że potrafisz liczyć”.

„Ale…”

Chace mówił przez niego. Miał gówno do zrobienia. Nie chciał o tym rozmawiać. Nawet jeśli dobry człowiek, taki jak Silas Goodknight, zasługiwał na poświęcenie czasu, przypominając mu, że nie był wystarczająco dobry dla Faye i dlaczego, nadal nie miał zamiaru się wycofywać.

„Nie obraziłem się i mam nadzieję, że ty też się nie obrazisz, kiedy powiem, że nie wycofam się z Faye. Jest ładna, słodka, miła i zabawna. Rozśmiesza mnie. Daje mi nadzieję. Już wiem, że bycie z nią jest samolubne i nie obchodzi mnie to. Nigdy nie miałem piękna, które ona wnosi do mojego życia, Silas, a sześć lat temu straciłem nadzieję, że kiedykolwiek będę miał. Samolubne czy nie, doświadczyłem tego teraz, więc trzymam się tego. Nie ma mowy, żebym to odpuścił. Ale ponieważ szanuję mężczyznę, którym wiem, że jesteś, łącznie z faktem, że jesteś typem ojca, który stworzył to piękno, dam ci coś, abyś mógł odejść z odrobiną spokoju umysłu. Będę dwoił się i troił, zwiążę się w supły i skręcę kark, aby zrobić, co w mojej mocy, by zwrócić piękno, które ona mi daje. To nie jest dom Boży, ale nie można zaprzeczyć, że mój dom znajduje się w kraju Bożym, więc możesz przyjąć to, jeśli chcesz, że złożyłem ślubowanie”.

Silas Goodknight patrzył na Chace’a bez słowa, ale Chace widział, jak jego oczy działają. Po prostu nie miał szansy skłonić go, by to wypluł lub znalazł jakiś sposób, by to skończyć, ponieważ zadzwoniła jego komórka.

Wyciągnął ją z kieszeni, spojrzał na wyświetlacz i wymamrotał z roztargnieniem - „Przepraszam, muszę odebrać”, odstawiając kubek z kawą, odbierając telefon i podchodząc do zlewu, witając - „Hej, mała”.

Chłopiec napisał do nas wiadomość!” - Faye pisnęła mu do ucha.

Chace zamrugał, patrząc na krajobraz za oknem - „Co?”

„Chłopiec napisał do nas wiadomość! Ma na imię Malachi!”

Jezu Malachi? Co to, do diabła, za imię Malachi?

„Mówi, że lubi Snickersy” - ciągnęła podekscytowana w szybkim pośpiechu - „Mówi, że śpiwór jest bardzo ciepły. Mówi, że chce przeczytać Holes i chce następnego Harry’ego Pottera. I mówi, że udało mu się wejść pod prysznic na kempingu na północ od miasta i wziąć prysznic! Czy to nie… to… niesamowite? - skończyła krzykiem.

„Tak, Słonko” - zgodził się Chace z uśmiechem.

„Przebiliśmy się!” - wykrzyknęła.

„Tak” - powtórzył.

„To było w koszu zwrotnym. Ręce mi się trzęsły, kiedy to czytałam. Do diabła, wciąż się trzęsą”.

Chryste, była słodka.

I miała rację. To było niesamowite, więc Chace podjął decyzję.

„Podkręcimy to” - powiedział jej.

Zawahała się, zanim zapytała - „Co?”

„Skończyłem z siedzeniem w twoim SUV’ie i obserwowaniem, jak chwyta torby. W poniedziałek, ja będę w samochodzie na ulicy, a ty przy koszu zwrotnym. Jeśli będziesz mogła z nim porozmawiać, to dobrze. Myślę, że to znak, że może chcieć prześlizgnąć się przez tą furtkę, który stworzyliśmy. Twoim zadaniem będzie nakłonienie go do wejścia do biblioteki i porozmawiania z nami. Poznamy jego historię. Wyczujemy go. Zobaczymy, co nam da. Zobaczymy, czy nam zaufa i zaufa, że Służba Ochrony Dziecka może się nim opiekować”.

„Nie sądzisz, że to za wcześnie?” - zapytała z niepokojem - „Napisał do nas tylko notatkę”.

„Faye, Słonko, robiliśmy to od prawie dwóch tygodni, a on śpi w brudzie. Dajemy mu gówno, ale wciąż sam się o siebie troszczy, a jest małym dzieckiem. Potrzebuje dachu nad głową. Gorącego, dobrego jedzenia. Prowadzącej ręki. Szkoły. Nie mamy pojęcia, jak długo tam jest. Nie jest bezpieczny. Musimy zapewnić mu bezpieczeństwo i to nie za trzy tygodnie. Jeśli damy radę, w poniedziałek.” - nie odpowiedziała, więc zapytał - „Zgadzasz się z tym planem?”

„Uh… dobrze” - odpowiedziała z zerowym entuzjazmem.

Najwyraźniej nie zgadzała się z nim.

„Będziemy ostrożni” - powiedział cicho - „Mogę stanowić zagrożenie. Miejmy nadzieję, że ty nie. Więc to ty będziesz stała przy zwrotach. Jak nie zechce iść do biblioteki, dasz mu alternatywną opcję. Domowa kolacja i gorący prysznic w prawdziwej łazience w poniedziałek wieczorem. Bez zobowiązań, może odejść. Ale porozmawiamy z nim, gdy będzie jadł i zrobimy, co w naszej mocy, żeby nie chciał odejść. Tak będzie lepiej?”

„Um… jasne”.

Wciąż niezdecydowana, bez entuzjazmu, zmartwiona.

„Mała” - spróbował tym razem delikatnie - „…nie rzucimy się na niego, nie zakujemy go w kajdanki i nie wrzucimy do klatki. Zapytasz go, jaki jest jego ulubiony posiłek. Obiecasz mu, że to zrobisz. Jak to zrobisz to, w sposób, w jaki ty gotujesz, on żyje szorstko, pokocha to. Przebiliśmy się. Teraz zwiększmy przewagę”.

„Dostać się do niego przez żołądek” - szepnęła.

„Do tej pory działało” - odpowiedział i usłyszał jej miękki, melodyjny chichot.

„Okej, Chace” - zgodziła się mocniej.

„Okej” - powiedział z uśmiechem.

„Przynoszę dziś wieczorem szampana, żeby to uczcić” - oświadczyła.

„Zdobędę to na dzisiaj, ty po prostu przynieś siebie”.

Pauza, tym razem nieco zirytowana - „Chace, stać mnie na szampana”.

Miała rację i się myliła. Jej samochód to był złom, mieszkała tanio w wynajmie, który był odjazdowy, ale głównie dlatego, że sobie z tym radziła i do niedawna chodziła prawie wszędzie, gdzie musiała być, chyba że do centrum handlowego, jej rodziców lub jej siostry.

Zaglądał w gówno z biblioteką, a jej pensja była sprawą publiczną. Miała tytuł magistra i zarabiała nieco ponad połowę jego pensji. To nie była granica ubóstwa, ale też nie to, czego można by oczekiwać od kogoś z takim wykształceniem i coraz większym doświadczeniem. Prowadziła bibliotekę. Jej opis pracy miał trzy strony. Budżet, księgowość, nowe nabytki, promocja, programy i zarządzanie personelem wolontariuszy, o których Faye powiedziała mu, że ma pięcioro. Wszystko było w rękach jednej kobiety. Jej pensja była groszowa za ten poziom odpowiedzialności.

Chace uznał to za niepokojące, zwłaszcza z groźbą zamknięcia. Niewiele o tym wiedział, ale przyglądał się temu i nie wyglądało to dobrze, szczególnie po cięciach w CPD. W rzeczywistości wskazywało to na dalszą korupcję w Radzie Miejskiej, co go zaskoczyło i zirytowało. Nie potrzebowali więcej tego gówna, a on nie chciał mieć z tym do czynienia.

Po prostu nie miał okazji kopać głębiej.

Mogła więc pozwolić sobie na szampana, ale, nie tylko wolałby, żeby wydała pieniądze na dzieciaka, sukienki i buty, jakie nosiła do Koguta, był także typem mężczyzny, który opiekował się swoją kobietą. Ponadto szedł do sklepu spożywczego. Chciał, żeby u niego jadła, a potem robiła inne rzeczy, nie zatrzymując się, zanim tu dotrze.

„Faye, idę do sklepu za jakieś dziesięć minut. Nie ma potrzeby, żebyśmy oboje szli” - zauważył - „Kupię szampana”.

To dało mu ciche, słodkie - „Och. Dobrze. Oczywiście.”

Chace ponownie uśmiechnął się do okna.

„Cóż, przypuszczam, że powinnam zejść z siódmego nieba i zabrać się do pracy” - zauważyła, a on usłyszał to, jak to często słyszał. Nawet kiedy była słodka, śpiąca i gorąca rano przez telefon, nie lubiła go puszczać. Nie mówiła tego wprost, nawet próbowała to ukryć, ale tak było.

Chace to lubił.

„Idź do pracy i do zobaczenia wieczorem”.

„Dobrze, Słonko. Do zobaczenia wieczorem.”

„Później, Faye”

„Pa, Chace i…” - przerwała, a potem szepnęła - „…Malachi. Hura.”

Nie była słodka. Była cholernie słodka.

Przez swój uśmiech wymamrotał - „Pa, mała”.

Rozłączył się, odwrócił i jego ciało podskoczyło mimowolnie, była to reakcja, którą wykazał, a której nie mógł pogrzebać, co było niezwykłe.

To dlatego, że po pierwsze zapomniał, że Silas Goodknight tam był.

A po drugie, Silas Goodknight uśmiechał się do niego ogromnie.

„Racja!” - Silas stwierdził elegancko i postawił swój kubek na wyspie z większą siłą niż było trzeba - „To jest to. Oczekuję ciebie i Faye na kolacji w następną sobotę wieczorem. Bądźcie tam o szóstej. Sondra lubi kwiaty, różowe. Po prostu powiedz Holly, Holly będzie wiedziała co robić. Albo powiedz Faye, ona też będzie wiedziała, co robić. Oprócz tego przynieś duży apetyt. Sondra może dziwnie dbać o mnie, ale to nie znaczy, kiedy towarzystwo przychodzi, że nie lubi się popisywać”.

Gdy Chace przetwarzał odejście od niespodziewanej wizyty Silasa, której powodem było powiedzenie mu, że nie chce, aby Chace umawiał się z jego córką do Silasa, zapraszającego Chace’a i Faye na kolację, Silas poszedł do drzwi wejściowych.

Nie mając innego wyboru, Chace poszedł za nim.

Byli na zewnątrz, Chace stał na szczycie schodów i otwierał usta, by się pożegnać lub powiedzieć coś zupełnie innego, Silas był na dole, kiedy Silas odwrócił się, spojrzał w oczy Chace’a i uprzedził go w mówieniu.

„Nie wiem, jaką ścieżką podążasz do mężczyzny, którym chcesz być. Wiem, że w życiu każdego mężczyzny podróż obejmuje ciemne miejsca, w których się możemy znaleźć, a w których nie chcemy być. Rozumiem, że byłeś w ciemnym miejscu. Rozumiem, że byłeś tam przez jakiś czas. Wiem też, że wyszedłeś. Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że nie znalazłeś światła i nie zapytam. Już mi powiedziałeś, że się nie podzielisz. To też rozumiem. Prawdopodobnie też nie do końca. Ale wiem ze sposobu, w jaki mówiłeś o mojej córce, z wyrazu jej twarzy, kiedy mówiła mi i Sondrze o tobie w zeszły weekend, co nam powiedziała, że robisz dla tego chłopca, którego wzięła pod opiekę i co usłyszałem właśnie, jak rozmawiałeś przez telefon, że już znalazłeś tego mężczyznę. Po prostu jeszcze nie zdałeś sobie z tego sprawy”.

Gdy Chace stał na zimnie w dżinsach, koszuli, swetrze i skarpetkach, wpatrując się w dół schodów, Silas podniósł rękę i dokończył - „Do zobaczenia w następny weekend”.

Potem przeszedł chodnikiem Chace’a do swojego Wranglera.

Chace patrzył, jak macha jeszcze raz przez przednią szybę, zanim wykonał trzypunktowy zwrot i pojechał aleją.

Chace nadal patrzył za nim, gdy Wrangler skręcił w lewo i jechał w kierunku Carnal.

Potem uśmiechnął się i wymamrotał - „Pieprz mnie”, zanim odwrócił się i wrócił do domu.

*****

Gdy Chace jechał podjazdem do domu Tate’a Jacksona na wzgórzach, zauważył, że Tate miał towarzystwo, które zasugerował mu Chace. Poobijana furgonetka Deke’a. Ford F-150 Wooda. Land Cruiser Ty. A Cherokee Chace nie mógł umiejscowić, ale podejrzewał, że to Holden Maxwell, biorąc pod uwagę, że Chace zaproponował telefon do Max’a.

Deke[1] Hightower był włóczęgą, ale miał ścisłą ścieżkę, pomiędzy którą dryfował. Carnal  do Sturgis. Żył prosto. Poobijany pickup. Harley. Dach nad głową. Dżinsy na tyłku. Jedzenie w brzuchu. I piwo w Bubba’s lub Zajeździe All American w Sturgis, lub whisky, jeśli miał ochotę pożyć. Po drodze podejmował dorywcze prace, aby ułatwić sobie życie. Mężczyzna był szorstki, jednosylabowy i ogromny pod względem wzrostu i szerokości. To ukrywało fakt, że był sprytny jak bicz. Ale nie próbował ukrywać, że był lojalny. Chronił plecy Tate’a, kiedy Tate i Laurie poznawali się i wszystko, co się z tym wiązało. Chronił plecy Ty podczas jego dramatu.

Coal „Wood” Blackwood posiadał udziały w rodzinnym warsztacie w mieście. Specjalizowali się w Harleyach. Jego ojciec go założył, zbudował, a teraz każdy, kto mieszkał w promieniu pięciuset kilometrów, kto miał fundusze na naprawę swojego motocykla w warsztacie, przywoził go do Pop’a i Wood’a. Ojciec Wooda, Pop, był oddanym Harleyowcem, który obarczył Wooda imieniem motocyklisty, na które, co zaskakujące, biorąc pod uwagę, że był również motocyklistą, Wood odmówił odpowiadania i wszyscy nazywali go Wood, chyba że chcieli jego pięści w pachwinie. Plotka głosiła, że spędził swoje nastoletnie i wczesne lata dwudzieste na rozpowszechnianiu tej wiadomości, a teraz nikt nie nazywał go inaczej. Nawet „panie Blackwood”.

Chace zaparkował, wszedł po schodach i zszedł z tarasu Tate’a do drzwi, obserwując drzewa iglaste wokół pokryte śniegiem.

Tate był człowiekiem gór, a Chace człowiekiem równin. Tate zyskał ciszę i spokój dzięki temu, że był otoczony tylko drzewami.

Jeszcze przed tym gównem, które mu się przydarzyło, Chace lubił otwartość równin, panoramiczne widoki i brak możliwości zaskoczenia.

Tate lubił odosobnienie. Musiałeś wiedzieć, gdzie znajdziesz dom Tate’a. Jeśli trafiłeś na niego przez przypadek lub celowo, miał siłę ognia i chęć, aby ją użyć, aby zachęcić cię do wyjaśnienia, dlaczego wędrowałeś jego drogą i zniechęcić cię do kontynuowania, jeśli nie spodobały mu się twoje odpowiedzi.

Chace dotarł do drzwi i otworzył je bez pukania, ponieważ zobaczył mężczyzn siedzących tuż przy stole w jadalni. Właścicielem Cherokee był ten, którego oczekiwał Chace, Holden Maxwell. Nie był miejscowym, był właścicielem firmy budowlanej w Gnaw Bone. Był jednak przyjacielem Ty, a jego żona była adwokatem. Działała jako adwokat Ty, więc on, jak wszyscy, nie był nieświadomy tego, co się stało. Chociaż nie był blisko zaangażowany, nadal był powiązany.

„Piwo?” - spytał Tate, gdy Chace zamknął drzwi.

„Tak” - odpowiedział Chace.

Powitania były wymieniane przez kiwnięcie podbródka, oczy lub słowa, gdy Chace zajął miejsce przy stole, a Tate postawił przed nim piwo.

Gdy Tate ponownie usiadł, Chace zapytał - „Kobiety?”

Jego oczy powędrowały do Ty, który odpowiedział.

„W zeszłym tygodniu Lexie i ja przeprowadziliśmy się do ogromnego domu. Naszymi meblami zapełniliśmy około jednej szesnastej tego. Mamy też kupę pieniędzy w banku dzięki uprzejmości stanu Kalifornia. Oznacza to, że Lexie, Laurie i Maggie kupują meble. Oznacza to również, że od dzisiejszego wieczoru będę musiał zatrudnić architekta, który dobuduje mój i tak już ogromny dom, ponieważ będziemy mieli więcej mebli, niż możemy zmieścić w tym pierdolonym miejscu”.

Chace poczuł, że jego usta drgną. Lexie zdecydowanie lubiła robić zakupy, to było dobrze znane. Ale co było zabawne, to fakt, że Ty zrzędził, kiedy nic nie obchodziło, że Lexie wyrzucała mnóstwo pieniędzy. Po pierwsze, mieli je. Po drugie, złapałby księżyc na lasso, gdyby to uszczęśliwiło jego żonę.

Chace mruknął - „Tak” - i pociągnął łyk piwa. Potem jego oczy powędrowały dookoła stołu i zaczął - „Mam gówno do zrobienia i mam gówniane wieści. Chcę was wprowadzić, przejść przez gównianą część, a potem zabrać się za gówno, które muszę zrobić”.

Kolejne uniesienia podbródka, Chace wziął kolejny łyk piwa i usiadł głębiej na krześle, zanim ciągnął dalej.

„Odwiedził mnie jeden z ludzi mojego ojca. Nazywa się Clinton Bonar. Możecie go znać” - stwierdził Chace, jego oczom nie umknęło rozpoznanie Tate’a - „Nie powinniście. Moja rada, jak masz szansę, nie poznajcie. Kiedy przedstawi się, odchodźcie, a pięć sekund później zadzwońcie do mnie. Jest dupkiem i ze wszystkich rodzajów dupków, jakie istnieją, jest na szczycie skali najgorszych, jacy mogą być. Niestety, kiedy ostatni raz go widziałem, był dupkiem z wiadomością”.

Chace wziął kolejny łyk piwa i kontynuował, dzieląc się tym, czym podzielił Bonar, a gdy to zrobił, czujna, ale zrelaksowana atmosfera w pokoju straciła zrelaksowaną część. Przyszło to szczególnie od Ty, kiedy Chace wspomniał o taśmach swojego ojca.

Więc kiedy Chace skończył, spojrzał na Ty i po cichu ciągnął dalej:

„Nie obchodzi mnie, że je masz. Nie obchodzi mnie też, co z nimi robisz. Proszę o to, jeśli zamierzasz ich użyć, byś dał mi wcześniej znać, żebym mógł zrobić, co w mojej mocy, by złagodzić cios dla mojej matki. Prosiłem, żebyś tu był, nie dlatego, że robię to, czego chciał Bonar. Nie zamierzam być chłopcem na posyłki tych dupków. Wyszedłem z tego gówna. Już tego nie robię. Po prostu mówię to, abyście wszyscy mieli oczy i uszy otwarte, bądźcie świadomi, bądźcie ostrożni i zgłaszajcie mi lub Frankowi wszystko, co was dotyczy. Frank i kapitan wiedzą o tym wszystkim. Cokolwiek się wydarzy, zgadzamy się, że traktujemy to otwarcie, zgodnie z protokołem, jako sprawę policji. Może zobaczą mądrość wycofania się i cichego radzenia sobie z Newcomb’em. Może szykuje się burza. Po prostu musimy być czujni”.

„Nie użyję tych taśm” - oświadczył Ty, kiedy Chace przestał mówić.

„Jak powiedziałem, nie obchodzi mnie to, co z nimi zrobisz” - odparł Chace.

„Nie będę ich używał, nawet ich, kurwa, nie chcę. Przychodzi dzieciak, nie potrzebuję takiego gówna w moim domu. Zbiorę je i dam ci. W ten sposób przynajmniej porozumiesz się z tatą, a jak oni pomyślą o zrobieniu czegoś głupiego, Lexie i ja będziemy poza ich ścieżką wojenną” - odpowiedział Ty.

„Nie musisz uginać się przed tymi facetami” - powiedział mu cicho Chace, a Ty pochylił się nad nim przez stół.

„Nie uginam się przed tymi skurwysynami” - jego głęboki głos zadudnił stanowczo - „Nie chcę tego gówna w moim domu. Nie mam z tego pożytku. Mam żonę, która nie potrzebuje już więcej bzdur, a przekazywanie paru porąbanych taśm z chorym seksem to niewielka cena za trzymanie jej z dala od tego gówna. Nie mam zamiaru zadzierać z głową twojej matki. Obaj zostaliśmy razem zmuszeni do podążania mroczną drogą, ty i ja, a kiedy szliśmy tą drogą, nie wiedzieliśmy, że mamy towarzystwo. Kiedy gówno stało się ekstremalne, chroniłeś moje plecy. Chroniłeś też moją żonę. Więc robię to również dla ciebie. Nie robię tego dla tych skurwysynów. Ale mogą myśleć, że tak. Mam to w dupie. Nie są elementem mojego życia, a kiedy te taśmy znikną, ostatni ich niuans też”.

Chace dostrzegał jego punkt widzenia, ponieważ trudno było go nie zauważyć i skinął głową.

„Czy jestem tutaj jedyną osobą, która myśli, że być może pełen frontalny atak, aby dać im nauczkę, że miasto nie będzie już pieprzone, jest czymś do zrobienia?” - zapytał Deke i nie była to niespodzianka. Deke zachowywał się dobrze w Bubba’s, bo, gdyby tego nie zrobił, dostałby w tyłek pełno śrutu ze strzelby Krystal. Ale między Carnal a Sturgis były miejsca wyłożone kratami, które widziały krew Deke’a lub, częściej, krew, którą spowodował, że płynęła, uderzając w chodnik na parkingach. Nie był człowiekiem, który mógłby siedzieć na rękach lub wycofywać się z walki.

Jego pytanie dostało dwa „Tak”, jedno od Wooda, drugie od Chace z - „Uh… tak, Deke. To tylko ty” - od Tate’a.

Ty tylko się do niego uśmiechnął. Max uśmiechnął się do stołu.

Wtedy Max spojrzał na Chace’a - „Potrzebujesz, żebym wprowadził w to Micka?”

Mick, o którym mówił, to Mick Shaughnessy, szef policji w Gnaw Bone.

„Jak zechcesz to zrobić, zaoszczędziłoby mi to czasu” - odpowiedział Chace - „Jeśli by miał pytania, powiedz mu, że może do mnie zadzwonić”.

„Czy to dociera do Gnaw Bone?” - Max kontynuował, a Chace nie z niego spuszczał wzroku.

Potem odpowiedział - „To się zdarza. Tak. Dwóch mężczyzn jest wplątanych na Gnaw Bone. Jeden zasiada w Radzie Miejskiej. Jeden ma biuro w korytarzu twojej żony”.

Chace patrzył, jak twarz Maxa staje się twarda, a potem wyszeptał - „Kurwa”.

„Nie wiem, co na niego mają i nie wiem, co ma Darren. Tylko wiem, że w przeszłości brał łapówki i udzielił bezpłatnej porady prawnej” - poinformował go Chace.

„To mnie nie uszczęśliwia” - poinformował Chace’a Max.

„Mnie też by to nie uszczęśliwiło” - zgodził się Chace - „Ale rozumiem, że Nina wystawiła swoją tabliczkę i dzieli biuro z George’m, ale nie jest jego wspólniczką. Jeśli Newcomb ścigałby George’a, to on się będzie bał. Zrobi wszystko, co w jego mocy, aby powstrzymać to przed Niną. Domyślam się, że jest prawnie i finansowo czysta, więc dopóki on nie zostanie zdemaskowany i zhańbiony, nigdy nie musi wiedzieć i nie ma potrzeby wciągania jej w to. To twoja żona, twój wybór. Ale powiedz Mickowi. Ochroni ją”.

Max wciągnął powietrze przez nos, po czym westchnął i usiadł wygodnie, a to, z tego co Chace wiedział o Max’ie, tego wieczoru dowiedzą się wszystkiego zarówno Mick Shaughnessy, jak i Nina Maxwell. Z tego, co Chace wiedział o Ninie Maxwell, do poniedziałku George Nielson, wybitny prawnik w okolicy, poczułby ostrą krawędź jej języka, czego się powszechnie obawiano, ponieważ wiedziała, jak się nim posługiwać i prawdopodobnie będzie szukał nowej powierzchni biurowej. Wprowadziła się do niego, kiedy przeprowadziła się do Gnaw Bone, by poślubić Maxa. Mimo to dostanie biura. Nina Maxwell też nie wycofywała się z walki, walczyła po właściwej stronie i rzadko przegrywała.

„Racja, więc nasza gówniana burza może się jeszcze nie skończyć. Złe wieści, ale pieprzyć to, żyliśmy z gorszymi.” - Wood powiedział - „W tym momencie chcę wiedzieć, czy...” - jego oczy powędrowały do Chace’a, a jego wargi otoczone kozią bródką drgnęły - „...poważnie umawiasz się z miejską bibliotekarką?”

W tym momencie Chace westchnął.

„Widziałem ją z nim w Bubba’s” - potwierdził Deke, po czym powiedział z naciskiem i przerażającym uśmiechem - „Blisko”.

„Jak myślisz, że mam jaja, to obgadujesz Faye, a ja teraz to skończę” - powiedział cicho Chace i pojawiło się więcej drgnięć warg.

„Czy można obgadywać Faye?” - spytał Tate, po czym ciągnął dalej, jego usta otoczone brodą wygięły się na końcach w górę - „Czysta jak świeży śnieg”.

Kurwa.

„Bywałem w okolicy” - mruknął Wood, uśmiechając się do Tate’a - „Dużo zrobiłem. Nigdy nie szedłem drogą, której nikt nigdy nie wybrał”.

Kurwa.

„Słodko” - wyszeptał Deke, uśmiechając się do Chace’a.

Tym razem Chace wziął zdrową łyk piwa, wstając. Po tym, jak stanął na nogi, postawił butelkę na stole i ogłosił - „Teraz zamykam to gówno. Dzięki za piwo i czas” - powiedział do Tate’a, po czym przesunął wzrokiem po mężczyznach, zanim zaczął odchodzić.

„Nie rozumiesz, Keaton” - zatrzymał go głos Ty, a jego ton sprawił, że Chace się odwrócił - „To czysta cipka, więc niewątpliwie słodka cipka, cieszymy się z twojego powodu, człowieku”.

„Nie jestem pewien, czy podoba mi się, że nazywasz Faye cipką” - ostrzegł Chace, który miał wyjebane na to, że Ty miał dziesięć centymetrów i kupę masywnych mięśni przewagi.

„Lex też tego nie lubi, ale przyzwyczaiła się. Ty też się przyzwyczaisz” - odparł Ty.

„Wspaniale” - mruknął Chace, nie myśląc wcześniej, że, choćby za milion lat, Ty Walker będzie jego kumplem. Teraz, po otrzymaniu oświadczenia w stylu Walkera „jesteś w mojej ekipie”, nie był pewien, jak się z tym czuł.

„On nie kłamie, Chace” - powiedział cicho Tate, a Chace spojrzał na niego - „Jeśli to by się ułożyło, cieszę się z tego dla ciebie. Jak masz dobrą kobietę w łóżku, życie ma swój sposób na uporządkowanie się”.

„Droga nie może być mroczna, jak świeci na niej światło” - dodał Ty.

Chace potrząsnął głową na sprzeczność w tym, co czuł na Tatuma Jacksona i Tyrella Walkera, dwóch największych twardzieli, jakich znał, demonstrujących znaki, że są pod pantoflem i gówno ich to obchodzi.

„Jeśli ona ma przyjaciółki, to ja jestem na rynku” - wtrącił w tym momencie Deke i Chace skończył.

Aby to zakomunikować, uniósł rękę, opuścił ją, podszedł do drzwi, a za nim szedł odgłos głębokich, niskich chichotów.

Zajęło mu dwa kroki, żeby się pozbyć tego gówna.

Po pierwsze dlatego, że nie było paskudne ani popieprzone, więc nie warto było się tym denerwować.

Po drugie, ponieważ miał w domu kupę jedzenia, w tym butelkę śmietanki o smaku orzecha laskowego.

 


 



[1] Historię Deke’a (i Justice) poznacie w „Bounty” - cz. 7 Colorado Mountains.

7 komentarzy: