Rozdział 4
Cherokee
i kawa (cz.2)
*****
Chase
Chace
szedł ulicą, patrząc na bibliotekę.
Nigdy
jej nie obejrzał, nawet wiedząc, że Faye tam pracowała.
Teraz,
wiedząc, że może stracić pracę, a miasto może stracić swoją bibliotekę, zrobił
to.
Atrakcyjny
budynek. Czerwona cegła. Nad drzwiami znajdowała się betonowa tabliczka
informująca, że został zbudowany w 1902 roku. Sześć stopni prowadzących do
podwójnych drzwi wejściowych. Cztery duże, przeszklone okna po obu stronach.
Krzewy i trawa przed nim teraz pokryte śniegiem i duże kępy śniegu pokrywały
cztery duże urny, dwie na szczycie schodów, dwie na dole, które, jak niejasno sobie
przypominał, w miesiącach letnich były wypełnione zdrowymi kwiatami.
Patrząc
na urny, zastanawiał się, czy to Faye sadziła je tam w poprzednich latach.
Kiedy
się zastanawiał, jej słodki, uroczy, władczy głos wypełnił mu głowę.
Nie zaczynaj, wiem, że nie powinnam
była dodawać czekolady, ale to dziecko. Powinien mieć smakołyk.
Chace
uśmiechnął się do siebie.
Wyposażyła
tego dzieciaka w ilość jedzenia i ubrań, za które zabiłoby wiele żyjący w złych
warunkach dzieci, a uciekinierzy na pewno by to zrobili. I książki. Nie kupiła
mu kurtki, trochę kiełbasy, chleba i smalcu, i skończyła na tym. Poszła na
całość. Następnie obserwowała pojemnik na zwroty, wciąż się nim opiekując.
Uśmiech
Chace’a stał się większy.
Był
cholernie głupi, wiedział o tym. Powinien trzymać się z dala. To też wiedział.
Ale
miał to w dupie.
W
chwili, gdy zobaczył udrękę w jej oczach pod latarniami i wiedział, że płakała,
przestał z tym walczyć. Gryzł się tym przez weekend. Był rozproszony podczas
kolacji z mamą w taki sposób, że to zauważyła i zapytała o to, ale ostrożnie
ominął ten problem i jej nie powiedział.
Ale
wiedział, jeszcze zanim tego ranka przejechał obok biblioteki i zobaczył ją w
jej Cherokee, co dało mu doskonałą okazję, by w to wejść, że nie będzie już
próbował walczyć z jej przyciąganiem.
Więc
przestał próbować.
Powinien
lepiej się nią opiekować.
Powinien
ją opuścić, aby znalazła dobrego mężczyznę, który mógłby się skupić na niej, na
ich życiu, na rodzinie, którą zbudują. Mężczyznę, który nie miał tyle bagażu, że
czasami ciężko było rano wyciągnąć tyłek z łóżka, tak cholernie był ciężki.
Który nie był oblepiony brudem, w którym pływał przez dekadę. Który nie
pochodził z dysfunkcyjnego domu, który dodawał więcej bagażu do, i tak już
kaleczącego, ładunku. Który nie nienawidził swojego ojca. Który nie musiał
wkładać energii w ochronę swojej delikatnej, nadwrażliwej matki. Kto nie miał
martwej żony, której nie kochał, ale też nie ochronił i dlatego jej ostatnim
doświadczeniem na tej Ziemi było zgwałcenie jej ust.
Ale
nie zamierzał tego zrobić.
W
tej chwili Faye martwiła się o tego dzieciaka. W tej chwili miała gówno w
głowie, które wysłało ją w ciemną noc. Gówno, które teraz wiedział, że oznaczało,
że może stracić pracę, co oznaczało, że jako bibliotekarka z małego miasteczka
była wypieprzona. Aby dostać pracę w swoim zawodzie, musiałaby się
przeprowadzić. Przeprowadzka, która odciągnie ją od rodziny i rodzinnego
miasta. Albo musiałaby znaleźć inny zawód. W tej chwili nie miała mężczyzny,
który by ją wspierał. Miała kilkoro przyjaciół i dobrą rodzinę, ale to nie to
samo, co mężczyzna, który się tobą zaopiekuje.
To
oznaczało, zdecydował Chace, że to on będzie mężczyzną, który ją będzie
wspierał.
To
była słaba decyzja i była zła. To była wymówka i to kiepska. I było bardzo
prawdopodobne, że kiedy ona dowie się o nim wszystkiego, nie skończy się to
dobrze.
Ale
oczami wyobraźni widział, jak jej twarz staje się uroczo zła, i usłyszał jej
melodyjny, ale zirytowany głos pytający: Czy
masz rozdwojenie jaźni?
Widząc
to, słysząc jej głos, zdecydował też, że ma w dupie, że był słaby i to, co
robi, było złe.
Nadal
zamierzał to robić.
I
robiąc to, wracał do biblioteki, a nie do swojego samochodu, żeby mógł
powiedzieć jej, co się stało z chłopcem, zamiast robić to, co powinien zrobić, czyli
iść do pracy.
Ale
kiedy biegł przez ulicę do przeciwległego rogu, gdzie znajdowała się
biblioteka, odwrócił głowę, żeby móc spojrzeć na jej starego, pobitego Cherokee
na bocznym parkingu i coś mu utkwiło w polu widzenia. Więc jego głowa odwróciła
się dalej i zobaczył swojego burgundowego GMC Yukona, stojącego nadal tam,
gdzie go zaparkował na ulicy. Zobaczył też mężczyznę, którego znał, mężczyznę,
którego nienawidził tylko trochę mniej niż swojego ojca, opierającego się o przód
maski z rękami skrzyżowanymi na piersi.
Jezu.
Gówno. Kurwa.
To
było coś, co chciał zignorować, ale nie mógł. Nadszedł czas, aby wypowiedzieć
słowa, potwierdzić, co czuł z tym gównem w sposób, którego nie można byłoby
błędnie zinterpretować i miejmy nadzieję, ale z powątpiewaniem, należałoby przejść
dalej.
Przestał
biec i zaczął iść, patrząc na mężczyznę, czując, jak jego szczęka twardnieje.
Clinton
Bonar, współpracownik jego ojca, co oznaczało lokaja, patrzył na Chace’a, gdy ten
się zbliżał. Nosił okulary przeciwsłoneczne, ale Chace wciąż czuł jego oczy
głównie przez paskudne ukłucie na karku, które zawsze czuł, gdy był w pobliżu
ojca, jego kumpli lub ich sługusów.
Zatrzymał
się o kilka kroków dalej i spojrzał w dół o te kilka centymetrów, które był
wyższy od mężczyzny.
Clinton
milczał, nawet nie uniósł brody na powitanie.
Chace
nie uniósł brody, ale mówił.
„Tata
wrócił ze swojego chorego festynu pieprzenia?”
Clinton
nie poruszył się, ale zapytał - „Czy to nie czas, abyś to przezwyciężył, Chace?
Nie jest niczym niezwykłym, że mężczyzna czy kobieta mają pewne upodobania.”
„Błąd
Bonar, znam upodobania taty i są one bardzo niezwykłe.”
„Jest
mężczyzną z dużą witalnością, nawet w jego wieku.”
„Jest
żonaty, w swoim wieku, był też sześć lat temu i przez ostatnie trzydzieści
siedem lat.”
„Mężczyzna
potrzebuje tego, czego potrzebuje, a jeśli nie może tego dostać w domu, znajdzie
sposób, aby to zdobyć.”
Chace
podniósł brodę - „Tata z pewnością to robi.”
Clinton
potrząsnął głową - „Nie jestem pewien, dlaczego o tym rozmawiamy.”
„W
takim razie wyświadczę ci przysługę i wprowadzę cię. To dlatego, że przypominam
ci, że po cokolwiek cię tu do cholery wysłał, nie zrobię tego.”
„Odnieśliśmy
to wrażenie, biorąc pod uwagę, że nie odbierasz ani nie odpowiadasz na nasze
telefony.”
„W
takim razie masz właściwe wrażenie. Nie chcę od ciebie nic słyszeć i nie chcę z
tobą rozmawiać. Z kimkolwiek z was.”
Clinton
odepchnął się od pojazdu Chace’a, więc stał nie krzywiąc się, i powiedział
cicho - „Jest niedokończona sprawa.”
„Tak,
mówiłeś mi więcej niż raz” - odparł Chace.
„I
mówiłem ci, że to nie moja niedokończona sprawa. Jest twoja.”
„Wiesz,
że to nieprawda.”
„Nie
łapiesz tego, człowieku, ale nawet jak nie rozmawiam z tobą ani z żadnym z
twoich kumpli, to jest prawda.”
Chace
obserwował, jak bierze uspokajający wdech przez nos, zanim kontynuował -
„Zdajemy sobie sprawę, że Darren Newcomb dał kopię taśmy twojego ojca Tyrellowi
Walkerowi, a pan Walker zrobił kopie i przekazał je różnym mieszkańcom Carnal.
Chcemy, żeby te taśmy zostały zebrane.”
„Powodzenia
w tym.”
Clinton
zignorował go i szedł dalej - „Newcomb jest również w posiadaniu różnych przedmiotów,
które musi zwrócić.”
„Z
tym też powodzenia.”
Clinton
potrząsnął głową - „Nie sądzę, że mnie rozumiesz, Chace. Newcomb zwrócił się do
wszystkich moich kolegów, dzieląc się, że ma te przedmioty i jakie są jego
intencje. Otrzymał wynagrodzenie za ich zwrot i zrezygnował ze swojej części
tej umowy, prosząc o wyższe wynagrodzenie. To nie może trwać dalej.”
„Widzę,
że masz tam duży problem, Bonar, i wiem, że jesteście dokładni, chłopcy, więc
wiem, że to wiecie, ale i tak wam powiem. Newcomb stracił pracę, jest
zhańbionym gliną, kurwa, nie ma mowy, żeby gdziekolwiek znalazł inną pracę, a
jego córka ma białaczkę. Nie ma ubezpieczenia, ale ma silne pragnienie
zrobienia wszystkiego, co w jego mocy, aby utrzymać ją przy życiu. Gówno, które
musi zrobić, kosztuje pieprzone krocie i nigdy się nie skończy, chyba że, nie
daj Boże, ona umrze lub pokona to gówno. Więc moja rada, zaakceptuj, bo
zabierze was na długą przejażdżkę.”
„Wszyscy
zgadzamy się, że to niefortunne, że rodzina Newcomb’a cierpi i mamy nadzieję,
że wynik będzie pozytywny. Biorąc to pod uwagę, moi koledzy uważają, że powinni
sami decydować, na jakie organizacje charytatywne chcieliby dawać darowizny.”
„Więc
nie powinni byli robić głupiego, popieprzonego gówna i zostać przyłapani na
robieniu tego przez Fullera i jego bandę dupków. To także ich problem, a nie
mój.”
Pochylił
się lekko do przodu, ciało Chace’a stało się czujne, więc mądrze odchylił się
do tyłu, ale zrobił to mówiąc - „Przypomnę ci, twój ojciec jest jednym z ludzi,
którzy, jeśli przestaną płacić, mogą zostać zdemaskowani.”
„A
ja przypomnę, że mam to w dupie.”
Clinton
kontynuował - „Jak zostanie zdemaskowany, to twoja matka dowie się o jego…” -
urwał - „…skłonnościach. Jeśli uznajesz je za niesmaczne ty, mężczyzna, detektyw
policyjny, wyobraź sobie, co to zrobi z Valerie.”
Chace
pochylił się w tym czasie i, nawet widząc, że ciało Bonara staje się czujne,
nie odchylił się do tyłu.
„Wzięliście
mnie tym gównem lata temu. Połknąłem tę gorzką pigułkę i zrujnowałem sobie życie,
robiąc to.”
„Jeśli
to prawda, dlaczego zwróciłeś się do Wewnętrznego i zaproponowałeś, że popracujesz
pod przykrywką?”
„Ta
pigułka się wyczerpała, Bonar, a kiedy to się stało, nie mogłem już dłużej z
tym gównem żyć.”
„Robiąc
to, uczyniłeś wielu potężnych mężczyzn bardzo wrażliwymi, Chace. Nie lubią czuć
się bezbronni.”
„To
też mam w dupie”.
„Sprawisz,
że Valerie będzie bezbronna.”
Chace
skutecznie zwalczył chęć wciągnięcia ostrego oddechu i silniejszą potrzebę
złapania mężczyzny za fantazyjny jedwabny krawat i przytrzaśnięcia go do maski
samochodu, zanim odpowiedział - „Więc nadszedł czas bym ja porozmawiał z mamą.
To nie będzie przyjemne i to ją spieprzy, ale lepiej, żeby to pochodziło ode
mnie niż od mediów lub jednego z twoich zbirów.”
„Chace,
nie rozumiesz mnie, a musisz zrozumieć. Moi koledzy uważają, że ta sytuacja
jest nie do utrzymania, chcą, aby to się skończyło i mają środki, aby to zrobić
w sposób, który nie spodoba ci się aż tak bardzo.”
„Czy
to groźba?” - zapytał Chace.
„Wiesz,
że ci mężczyźni nie grożą.”
„W
takim razie powtarzam: jak ty lub oni będą pieprzyli się z moją matką lub ze
mną, to, co robię, nie będzie im się tak bardzo podobało.”
„Dzięki
Trane’owi rozumiemy, że Valerie i ty jesteście nietykalni. Ale wiemy, że w tym
mieście jest wielu obywateli, których kochasz tak bardzo, że zdradziłabyś
własnego ojca, aby ich chronić. Ci ludzie nie będą mieli nic przeciwko robieniu
tego, co muszą zrobić, aby zdobyć to, czego chcą, i przy okazji niszczyć to
miasto. Zaczynając od Tyrella i Alexy Walker.”
Czując
pulsującą gorącą krew i swędzące dłonie, Chace podszedł do niego, stając pierś
przy piersi, nos w nos i zmuszając Clintona do wciśnięcia się tyłem w maskę
SUV’a.
„Jak
będziesz się pieprzył z Ty lub Lexie, to i ze mną. Jak będziesz się pieprzył z
kimkolwiek w tym mieście, to i ze mną. Ci mężczyźni, którzy chcą zniszczyć
Carnal, najpierw muszą przejść przeze mnie. Coś, o czym zapomniałeś, Bonar,
może opuściłem dom, może zostałem gliną, ale przez siedemnaście lat byłem pod
ręką Trane’a Keatona i nauczyłem się wszystkich jego sztuczek. Aby chronić to,
co moje, nie popełnij błędu, dupku, użyję ich.”
„Uspokój
się, Chace” - odpowiedział uspokajająco.
„Pieprzyć
spokój” - warknął Chace - „Mój ojciec wyjeżdża na chore pieprzenia; podniecony
skurwysyn sprawił, że moje życie
zamieniło się w piekło na zbyt długo. Jestem czysty. Trzymam się z dala. Mówisz
swoim chłopcom, żeby trzymali się z daleka, człowieku, i zabierali wszystko, co
do nich przyjdzie.”
„Prosimy
cię po prostu o rozmowę z dwoma mężczyznami. Walkerem, żeby zebrał swoje taśmy,
Newcomb’em, żeby wywiązał się ze swojej części umowy. Bardzo proste.”
„Nakłonienie
któregokolwiek z tych mężczyzn do tego nie polega na prowadzeniu rozmowy. Chodzi
o użycie silnego ramienia i robiłem to dla ciebie i twoich chłopców. Z tym też
skończyłem.”
„Jak
już o tym wspomniałeś, w tym momencie muszę niestety przypomnieć, że
rzeczywiście działałeś jako egzekutor dla moich kolegów. Gdyby to przeciekło,
pytania zadawane przez przełożonych byłyby dla ciebie bardzo niewygodne i bez
wątpienia utraciłbyś swoją pozycję w tym mieście jako bohater zbawczej łaski.”
„To
nie jest rola, która mi pasuje, wiesz dlaczego, skoro ty i twoi koledzy zgarnęliście moje gówno. Więc
daj przeciek. Wezmę to.”
„Można
sobie wyobrazić, jak to będzie, kiedy to się dostanie do wiadomości. Zostaniesz
zatrzymany, jako chłopiec z plakatu odznaczany za odwagę w walce przeciwko
korupcji. Media lubią budować bohatera. Ale cieszą się tym bardziej, niszcząc
go. To może zniszczyć twoje życie.”
„Wskazówka,
dupku, moje życie już jest w toalecie. Nie tylko byłaby to ulga, ale nie sądzę,
że to rozumiesz, znam sztuczki mojego ojca, ale nie jestem moim ojcem ani
żadnym z mężczyzn, dla których pracujesz. Mam parę. Gówno się zdarza, nie
chowam się za pieniędzmi i za mężczyznami takimi jak ty. Zajmuję się tym. Wyrzucam
to. Chcę żebyś to zrobił. Już mam pod górkę. Nic nie mogłoby pogorszyć
sytuacji, ani ty, ani te dupki, dla których pracujesz, którzy trzymają cię w
drogich garniturach, butach i fryzurach.”
„Bardzo
się mylisz, Chace.”
„Spróbuj
i zobacz.”
Clinton
spojrzał mu w oczy, a Chace mu pozwolił.
Potem
powiedział cicho - „Może nadejść czas, kiedy Trane nie będzie mógł cię
ochronić.”
„Niech
ten czas nadejdzie teraz” - zaprosił Chace - „Nie chcę ochrony tego kawałka
gówna.”
„To
zła decyzja” - szepnął Clinton.
„Nie”
- Chace nie wyszeptał - „Twoi chłopcy kryli się tak mocno, a jednocześnie myśleli,
że ich pieniądze i pozycja mogą im wszystko kupić, że nie zwracali na to uwagi.
Zrobicie pierwszy ruch przeciwko Ty i Lexie, a stworzycie burzę gówna tak
ekstremalną, że nigdy nie przeminie. Ty Walker nie tylko jest człowiekiem,
który wziął już dość i nie zamierza brać więcej, i zrobi wszystko, co musi, aby
chronić siebie, swoją żonę i rodzinę, którą tworzą, to także człowiek, który ma
poważną władzę za plecami. Jak choćby skaleczy się w palec u nogi i wyglądałoby
to podejrzanie, cała siła mediów, Samuel Sterling i kogokolwiek Sterling może
zgarnąć, będzie na waszych tyłkach. Chronię ich plecy i
będę chronił tak, jak będę musiał, nawet jeśli oznaczałoby to rzucenie się na
mój miecz. Pomyślcie o tym na waszych sesjach strategicznych. A ponieważ
udzielam rad, Darren Newcomb jest rasistowskim dupkiem, brudnym gliną, który
tak mocno pobił swoją żonę, że jedynym wyjściem, jakie jej dał, było to, by
zostawiła jego i swoje dzieci. Ale kocha swoją córkę. Jest gotów za nią zginąć.
Jak zadrzecie z nim i z jakąkolwiek szansą, by mógł pomóc swojej córce pokonać
to gówno, które ją zżera, sprawi, że będzie brzydko. Doradź więc swoim
chłopcom, aby przyjęli nową organizację charytatywną i naucz się mieć nadzieję,
że Newcomb nie stanie się chciwy. Dbaj o jego córkę przez to gówno, a nim
zajmij się później. On na to zasługuje. Jego córka nie.”
„Wezmę
to pod uwagę i podzielę się tym z moimi kolegami.”
„Dobra
decyzja.”
„Ale
nie poruszyłeś sprawy swojej matki.”
Tym
razem Chace nie mógł tego powstrzymać i wciągnął powietrze.
Gdyby
jego matka wiedziała o jego ojcu, zabiłoby ją to.
Była
pięknością przez całe życie, nawet teraz, w wieku sześćdziesięciu lat.
Pochodziła
z bogatej rodziny, była zepsuta, ale to nie uczyniło jej tak jak Misty:
zachłanną i ponad prawem. Nic nie mogło pokonać słodyczy jego matki. Taka była
od urodzenia.
Kochała
i uwielbiała swojego syna.
Kochała
i czciła swojego męża.
Trane
Keaton był wieloma rzeczami i żadna z nich nie była dobra. Tyle że na swój
chory sposób czuł to samo do swojej żony. Podobnie jak Chace, obchodził się z
nią ostrożnie, jakby była dokładnie tym, czym była: delikatną, kruchą istotą,
która nie dawała światu niczego poza pięknem.
Ale
nie była idealna właśnie dlatego, że była krucha.
Kruchość,
której wzmocnienie wymagało lekarstw, bo inaczej by się rozleciała. Ten rodzaj
kruchości, który przed lekami, a czasem nawet po nich, prowadził do epizodów,
które były w najlepszym razie nieprzyjemne, a w najgorszym, zwłaszcza gdy był
dzieckiem, przerażające.
Kurwa,
miała straszne załamanie, które skierowało ją na leczenie, po przeczytaniu
artykułu o małej dziewczynce, która została porwana, molestowana i zamordowana.
Choć to gówno było okropne, ona zupełnie nie mogła sobie z tym poradzić.
Odkrycie,
że jej mąż był jej niewierny przez całe ich małżeństwo i w jaki sposób, by ją wykończyło.
Chace
o tym wiedział. Jego ojciec o tym wiedział. Ale to wiedza Chace’a o tym kupiła
im jego współpracę, dopóki nie mógł już dłużej współpracować, ponieważ nie mógł
nawet spojrzeć sobie w lustrze w oczy.
Jego
groźba, że jej powie, była więc blefem i Clinton o tym wiedział. Ale teraz, tak
jak wtedy, gdy podjął decyzję o zwróceniu się do Wydziału Wewnętrznego i
zaoferowaniu pomocy w zdemaskowaniu korupcji w Carnal, teraz też Chace musiał
rozważyć co jest priorytetem: zdrowie psychiczne jego matki, czy dobro całego
miasta.
A
kochał ją cholernie.
Ale
Ty i Lexie Walker przeszli wystarczająco dużo w swoim życiu i mieli dziecko w
drodze. Właśnie przechylili szalę.
Reszta
ich rozbiła.
„Jeśli
mnie zmusisz, zrobię to, co będę musiał zrobić. Zajmę się później skutkami, ale
ty będziesz radził sobie z moim ojcem” - odpowiedział Chace.
Znowu
okulary przeciwsłoneczne Clinton nadal były zwrócone na oczy Chace’a.
Potem
wymamrotał - „Proszę, odsuń się.”
„Zrobię
to, jak dostaję twoje zapewnienie, że już cię nie zobaczę ani nie usłyszę nic od
żadnego z twoich dupków.”
„Nie
mogę tego zagwarantować, Chace.”
„To
niefortunne” - wyszeptał Chace.
Clinton
długo patrzył w oczy, zanim cicho poprosił - „Proszę cię o krok w tył.”
Chace
wciągnął powietrze w tym samym czasie, kiedy zdał sobie sprawę, że nie może
zrobić tego, co bardzo chciałby zrobić. Użyć swoich pięści, aby przekazać
Clintonowi Bonar’owi doświadczenie, które córka Darren’a Newcomb’a dobrze
znała, a które było zakończone długim pobytem w szpitalu.
Jego
jedynym wyjściem było cofnięcie się i odejście.
Więc
cofnął się i odszedł. Poszedł w kierunku biblioteki.
„To
jeszcze nie koniec” - ostrzegł go Clinton.
„Nigdy
nie jest” - mruknął Chace, nie wiedząc, czy Clinton go mógł słyszeć i mając w
dupie, czy mógłby.
Obserwował
zbliżającą się bibliotekę, podczas gdy myślał o tańcu z Faye po północy do
fantastycznej pieprzonej piosenki, kiedy ona uśmiechała się do niego i
pozwalała mu się przytulać. O siedzeniu w jej furgonetce, wąchaniu jej perfum,
obserwowaniu jej wyrazistej twarzy, słuchaniu jej słodkiego głosu używającego
różnych tonów, które były równie wyraziste jak jej twarz.
Kupił
jej kawę. Obserwował dzieciaka, który nic nie miał, chwytającego pięć toreb
pełnych tego, co uważał za złoto, co dała mu Faye Goodknight wyłącznie z
życzliwości.
Miał
dobry poranek, pierwszy dobry poranek od naprawdę długiego czasu, od kiedy jego
ojciec i jego bzdury obróciły wszystko w gówno.
I
to było dokładnie to, co czuł, gdy jego długie nogi zjadały odległość od samochodu
do biblioteki. Gówno. Czuł to. Czuł jego zapach. Czuł jego smak w ustach.
Musiał
się go pozbyć.
Znał
tylko jeden sposób, aby to zrobić. Tylko dwa razy w ciągu pieprzonych lat czuł tylko
słodki zapach, atmosferę i tylko raz smakował słodyczy.
Tańcząc
z Faye i całując ją.
Biblioteka
nie była jeszcze otwarta, ale nadal owinął palce wokół klamki frontowych drzwi
i pociągnął.
Otwarte.
Cholerne
dzięki, że była w środku i nie zamknęła drzwi.
Wszedł,
niewyraźnie widząc ladę przy biurku, półki, książki i czując zapach, jaki miały
tylko biblioteki, ale skupił się na skanowaniu przestrzeni.
Po
prawej długa lada.
Z
drzwi z tyłu po lewej stronie wyszła Faye.
„Hej”
- przywitała się słodkim głosem - „Widziałeś, dokąd poszedł?”
Chace
nie odpowiedział, podszedł do niej.
Kiedy
zaczął się ruszać, przyłożyła ucho do ramienia, z głową wysuniętą lekko do
przodu, a na jej twarz wyszedł wygląd pełen zaciekawienia.
„Wszystko
w porządku?” - zapytała cicho.
Chace
okrążył ladę.
Śliczna,
obcisła spódniczka, która muskała jej biodra, obejmowała jej tyłek i kończyła
się pod kolanami. Brązowe buty na niskim obcasie. Koszulka z wycięciem pod
kardiganem. Skóra wyeksponowana nad dekoltem koszulki podkreślająca niezwykły i
atrakcyjny trójwarstwowy naszyjnik. Kasztanowe włosy opadające płachtą na
ramiona i klatkę piersiową, kosmyk u góry, na prawo od czoła ściągnięty na bok
śliczną spinką. Makijaż subtelny i pociągający.
Wyglądała
jak bibliotekarka, która miała dobry gust do ubioru i lekką, ale fachową rękę
do makijażu. Jej własny styl, który w żaden sposób nie podkreślał ewidentnie
atrakcyjnych rysów jej twarzy czy sylwetki i przez co przekornie je podkreślał.
To był styl, który pasował jej ogromnie.
I
to działało w ten sam sposób na Chace’a przez długi pieprzony czas.
„Chace”
- powiedziała, wciąż cicho mówiąc - „…czy coś…?
Przestała
mówić nagle, kiedy stało się dla niej jasne, że nie przestanie do niej podchodzić.
Cofnęła
się o krok.
Za
późno.
Był
tuż przy niej, otoczył jej talię ramieniem i wykręcił ją tak, że przesuwał ich
do tyłu w kierunku drzwi, przez które wyszła.
„O
Boże” - wyszeptała, unosząc dłonie, by oprzeć je lekko o jego klatkę piersiową,
szeroko otwierając oczy i wpatrując się w niego - „Czy z chłopcem wszystko w
porządku?”
Nie
odpowiedział.
Przeciągnął
ją przez drzwi, wyciągnął rękę, złapał je, zatrzasnął, odwrócił ją ostro, a
potem przysunął się tak, że była do nich przyciśnięta.
„Co
ty…?”
Tym
razem nagle przestała mówić, bo zacisnął ramię wokół jej talii i pociągnął w
górę, przyciągając ją do swojego ciała. Drugą rękę wbił w jej jedwabiste włosy
z tyłu głowy. Potem objął jej głowę i przechylił ją na bok. Przechylił swoją głowę
na drugą stronę i przycisnął usta do jej ust.
Wydała
odgłos zaskoczenia, jej ciało napięło się przy jego, a on wsunął język między
jej wargi. Nie mając wyboru, otworzyła je, kolejny dźwięk zaskoczenia wypełnił
jego usta, ale on też zignorował to, kontynuował to, co robił i wziął jej usta.
Znowu
smakowała jak mięta. Tym razem wiedział dlaczego, skoro jego język natknął się
na gumę.
Słodkie,
świeże, czyste. Kurewsko czyste.
Piękne.
Boże,
nic piękniejszego.
Pogłębił
już głęboki pocałunek, potrzebując go, a ona mu go dała. Napięcie odpłynęło z
jej ciała, wtopiła się w niego, jej dłonie wsunęły się w górę jego klatki
piersiowej. Jedna wygięła się wokół jego karku, a palce wbiły się we włosy.
Druga osunęła się na jego ramiona i trzymała mocno.
Potem
dała więcej, naciskając głębiej, jej język nieśmiało walczył z jego, jej palce
napinały się na jego czaszce, jej ramię mocniej trzymało. Wziął to,
przyciągając ją do siebie, nawet gdy przycisnął ją tyłem do drzwi, zmuszając
jej miękkie kształty do dopasowania się do jego ciała.
Kiedy
poczuł, że to zaczyna przejmować nad nim kontrolę, kiedy wiedział, że straci
kontrolę, jeśli nie przestanie, przestał.
Oderwał
swoje usta od jej ust, pochylił głowę, by oprzeć czoło na jej czole, otworzył oczy,
by zobaczyć z bliska jej otwarte w uroczym, seksownym trzepotaniu i wyszeptał -
„Miętowa guma do żucia”.
Zamrugała
powoli. Nie, leniwie. Jakby otrząsała
się ze snu, którego nie chciała opuścić.
Potem
odszepnęła - „Jestem od tego uzależniona”.
Chace
nie mógł stłumić jęku, który wyrwał się z jego gardła, gdy zsunął swój policzek
w dół jej policzka i schował twarz w jej szyi.
Jej
perfumy były kwiatowe, ale delikatna nuta wanilii je łagodziła. Słodkie i
świeże.
I
czyste.
Kobieta
w jego ramionach była uzależniona od gumy. Nie koka. Nie perwersyjny seks. Nie
alkohol. Nie zakupy. Nie dręczenie mężczyzny ani kontrolowanie go.
Guma.
Pieprzona guma.
Uśmiechnął
się przy jej szyi.
„Chace”
- zawołała drżeniem w swoim miękkim, teraz nieco ochrypłym głosie. Niepewność i
nutka strachu. Poczuł, jak jej ciało napina się, przygotowuje, stabilizuje, bo nie
wiedziała, jak nauczył ją nie wiedzieć, co będzie dalej, ale wiedziała, że może
to być nieprzyjemne i podniósł głowę.
„Zgubiłem
go na Cheyenne Street” - oznajmił.
Zamrugała,
tym razem szybciej, zanim wyszeptała jąkając się - „Ccc-co?”
„Domyślam
się, że mnie zauważył, choć nie wiem kiedy. Przeszedł przez miasto, w górę
Navajo, w dół Ute, poruszał się szybko, ale nie w widocznym pośpiechu. Nerwowym,
harcerskim krokiem, ale jakby to była jego normalna rutyna, nie przestraszony. Skręcił
w dół w Cheyenne i przepadł.”
„Och”
- szepnęła rozczarowana.
„Ponieważ
nie wiem, kiedy mnie zauważył, może gdzieś tam mieszkać, złapał, że idę za nim
i zniknął w drodze do domu lub, jeśli zauważył mnie wcześniej, celowo
wyprowadził mnie z trasy. ”
Jej
głowa przechyliła się lekko na bok i przypomniała mu - „Ma dziewięć lub
dziesięć lat, Chace, a ty znowu zachowujesz się, jakby był geniuszem zbrodni.
To tylko dzieciak.’’
Kurwa,
to było walnięte, to było jego imię, ale uwielbiał, kiedy nazywała go Chace tym
jej głosem. Przechodziło to przez niego za każdym razem i to w cholernie dobry
sposób.
„To
dzieciak ulicy” - przypomniał jej.
„Tak,
dzieciak ulicy, a nie geniusz kryminalny.”
Uścisnął
ją i zbliżył twarz do jej twarzy, jednocześnie ściszył głos i powiedział - „Mała,
jestem gliną. Po prostu ufaj, że wiem, o czym mówię. Tak?”
„Tak”
- wyszeptała natychmiast i Chace’owi nie umknęło, że, nie po raz pierwszy,
kiedy zawołał na nią mała, natychmiast potem się poddała.
Zapisał
to w pamięci do późniejszego wykorzystania, a następnie zapytał - „Co dalej w
twoim zaplanowanej dostawie?”
„Mojej
zaplanowanej dostawie?”
„Dla
dzieciaka.”
„Och”
- powiedziała cicho, a potem, niestety, jej ręce się poruszyły, ale, na
szczęście, poruszyły się tylko po to, by je przesunęła na boki i położyła płasko
na jego klatce piersiowej, więc się ruszyła, ale się nie odsunęła. Potem mówiła
dalej - „Więcej jedzenia. Myślę, że tym razem płatki zbożowe, więc będę musiała
mu dostarczyć więcej mleka. Może miskę, talerz, łyżkę, widelec, nóż i śpiwór na
wypadek, gdyby spał na ulicy.” - jej oczy odpłynęły i wymamrotała - „Dziś
wieczorem pójdę do centrum handlowego po pracy. Obiecałam mu jutro kolejną paczkę.”
- skupiła się z powrotem na nim - „I napiszę kolejną notatkę. Przedstawię się,
opowiem mu trochę o sobie. Więc, wiesz, może jeśli zacznie mnie poznawać, może
zacząć mi ufać.”
„Moja
kolej” - odparł Chace - „Kupię jedzenie i śpiwór i przyniosę je dziś wieczorem
do ciebie, przyjdę na pizzę i piwo. Będę tam o siódmej.”
Zobaczył
kolejne mrugnięcie, a kiedy skończyła, zobaczył, że dało mu to jej spojrzenie z
szeroko otwartymi oczami - rozchylone usta, szok, zdumienie - cholernie
słodkie.
„Pizza
i piwo u mnie?” - wyszeptała.
„Siódma”
- nie wyszeptał, ale powiedział to jedno słowo stanowczo.
Jej
podbródek nagle opadł, żeby mogła spojrzeć na swoje dłonie na jego klatce
piersiowej. Potem jej rozejrzała się wokół, a jej ciało napięło się i wiedział,
że w końcu zdała sobie sprawę, gdzie jest i dlatego z opóźnieniem panikowała.
Aby
to powstrzymać, trzymał jedną rękę mocno na jej talii, a drugą wysunął z jej
włosów, ale zrobił to, przesuwając przez nie palce, a następnie czując, jak
przepływają po jego dłoni, gdy owinął drugą rękę wokół jej łopatek.
„Faye”
- zawołał i rzuciła wzrokiem na niego.
„Co
się dzieje?” - jej pytanie było ciche.
„Słonko,
cofnij się pamięcią” - ponaglił łagodnie - „Dwie minuty temu całowałem cię.
Trzy dni temu tańczyłem z tobą. Wiesz, co się dzieje”.
Potrząsnęła
głową i wybełkotała - „Ja… ja…”
Z
widocznym wysiłkiem zebrała je w całość i kontynuowała, tym razem jeszcze
ciszej - „Ostatnim razem, kiedy całowałam…”
Chace
przerwał jej - „Tym razem ja cię pocałowałem.”
„Jest
różnica?” - zapytała.
„Mówiłem
ci, że nie lubię niespodzianek. Zaskoczyłaś mnie. Nie zareagowałem zbyt dobrze”.
Wyprostowała
plecy. Zobaczył to i tym razem to poczuł, a jej oczy zwęziły się, kiedy
zgodziła się - „Nie, naprawdę niezbyt”.
To,
co zrobił, ją spieprzyło. Wiedział to wtedy i wiedział to teraz. Nienawidził
tego wtedy i nienawidził tego teraz. Miał szczęście, że stał tam, gdzie był i też
o tym wiedział.
Ale
ponieważ tak było, a ona nie rzucała gównem, nie odpychała go ani nie zamykała,
wziął to za znak i przełączył się.
„Masz
rację” - wyszeptał, patrząc w jej zmrużone oczy - „Naprawdę niezbyt.”
Lekko
nacisnęła na jego klatkę piersiową i warknęła - „Dajesz mi sprzeczne sygnały,
detektywie Keaton.”
To
była zła rzecz do powiedzenia.
Słysząc,
jak ona go tak nazywa, odmawiając mu czegoś, co pokochał w ciągu tych dwóch
tygodni, myśląc przez lata, że nigdy nie dostanie szansy na trzymanie w ramionach
ślicznej bibliotekarki z miasteczka, tak jak to właśnie robił. To wszystko, co
właśnie zniósł z Bonarem, powracało. Faye była zła, odsuwała się. Coś, co
trzymał przez długi, pieprzony czas, pękło w nim i natychmiast zdecydował się
przejść przez inną drogę.
Nie
lekko naciskał na jej całe ciało, jego ramiona zaciskały się, jego ciało
przyciskało ją do drzwi, gdy zbliżył twarz do niej i warknął - „W każdym razie jest
jedno, które nie jest pomieszane. Nie nazywaj mnie detektywem Keatonem. Dla
ciebie ja… jestem… Chase.”
„Ooo…”
- odetchnęła, a potem kontynuowała oddychanie, kiedy skończyła - „…kay”.
„Okej
co?” - podpowiedział.
„Okej,
Chace” - wyszeptała natychmiast.
„Dobrze”
- warczał - „Przeszliśmy przez to. Teraz to wyprostujemy i nie będziemy kręcić.
Wiesz, że moje gówno jest popieprzone. Pracuję nad tym. Raz wyskoczyłaś w złym
momencie, a innym razem mnie zaskoczyłaś. Nie poradziłem sobie dobrze w żadnej
z tych sytuacji. Z gównem, nad którym pracuję, nie mogę obiecać, że zrobię następnym
razem lepiej. Mogę dać słowo, że podoba mi się sposób, w jaki się ubierasz.
Lubię dźwięk twojego głosu. Podoba mi się twój zapach. Podoba mi się, że twoje
włosy czuję w dotyku tak, jak wyglądają, jak jedwab. Lubię twój smak. Podoba mi
się, że masz charakter. Lubię, kiedy się mnie boisz. Lubię, kiedy mi się
sprzeciwiasz. Podoba mi się, że troszczysz się tak, jak się troszczysz o to
dziecko, o którym nie masz zielonego pojęcia. Podoba mi się, że nie masz
pojęcia, jak się całować, ale mimo to dwa pocałunki, które z tobą dzieliłem, były
najlepsze, jakie kiedykolwiek miałem. O wiele lepsze. Podoba mi się to wszystko
bardziej, niż jest to zdrowe dla mnie, ale przede wszystkim dla ciebie. Ale podoba
mi się to tak bardzo, że zamierzam to zignorować i mam nadzieję, że to nie zostanie
cholernie zepsute, jak ma tendencję wszystko inne w moim życiu. Tak bardzo mi
się to podoba, że zaryzykuję. Tak bardzo mi się to podoba, że zdecydowałem, że ty podejmiesz ze mną to ryzyko. I to też wyjaśnię. Nie proszę cię o podjęcie takiego ryzyka,
mówię ci, że to zrobisz. To znaczy, że będę u ciebie o siódmej z pizzą, piwem,
śpiworem i jedzeniem dla naszego dzieciaka.”
Poruszał
się nieznacznie, więc jego usta były o oddech od jej ust i czuł zapach jej
gumy. Wyraz jej twarzy, jej dotyk w jego ramionach i zapach jej gumy przeszył
go, jak zawsze.
Potem
skończył, ale zrobił to szeptem - „Teraz, mała, mamy to wyprostowane?”
„Tak”
- odszepnęła, udowadniając po jego przemowie jaskiniowca, że ta sprawa z mała działała zajebiście dobrze.
„Dobrze”
- mruknął, walcząc z uśmiechem.
„Nie
lubię piwa” - oznajmiła cicho.
„Co
lubisz?”
„Wino”
„Jakie?”
„Z
pizzą?”
„Tak”
„Czerwone”
„Wytrawne
czy słodkie?”
„Wytrawne”
„Masz
to, Słonko”
Czubek
jej języka wysunął się, by zwilżyć jej dolną wargę i jego usta były tak blisko,
że musnął je, a kiedy go posmakowała, jej ciało podskoczyło i język zniknął.
Ale było już za późno, poczuł przez siebie ten dotyk i docisnął ją głębiej do
drzwi.
Jej
palce zacisnęły się na jego kurtce i kontynuowała szeptem - „Nie lubię ananasa
na pizzy”.
„To
dobrze, bo ja też nie”.
„Okej.”
- ciągle szeptała, przygryzła wargę, odpuściła i przyznała - „Trochę mnie
przerażasz”.
„Dobrze”
Zamrugała
ponownie, a jej głos był o pół oktawy wyższy, kiedy zapytała - „Dobrze?”
„Faye,
kochanie, jak byś grała po swojemu, ja miałbym przesrane. Skoro wytrącam cię z
równowagi, mam przewagę. Z tego co mogę powiedzieć, z tobą, będę potrzebował
przewagi”.
„Ja,
uh… to brzmi… umm… jesteś pewien, że w… uh…” - wyjąkała, ujawniając coś, co już
wiedział, że nie ma absolutnie pojęcia, jak pogrywać mężczyzną lub być w
związku, a to też było słodkie i gorące. W końcu skończyła - „To nie brzmi
dobrze”.
„Moim
zadaniem w tym jest sprawienie, by było to dobre dla ciebie”.
„Och”
- odetchnęła, a on ponownie walczył z uśmiechem.
Potem
zapytał - „Rozumiesz?”
„Nie”
- przyznała cicho.
Nie
rozumiała, wiedział o tym, a to też było urocze i gorące.
„Zrozumiesz”
- mruknął.
„W
porządku” - mruknęła w odpowiedzi.
„Siódma”
- stwierdził.
„Siódma”
- zgodziła się, kiwając głową.
„Muszę
iść”
„Okej”
„Zanim
pójdę, daj mi te usta” - rozkazał i obserwował, jak jej oczy się rozszerzają.
Urocza.
Gorąca.
„Słucham?”
„Mała”
- szepnął - „Zanim odejdę, chcę twoich ust”.
Poczuł,
jak drży w jego ramionach. Potem poczuł, jak jej ciało przesuwa się po jego,
gdy stanęła na palcach.
Potem
dała mu usta.
Chace
wziął je i brał dalej, aż prawie stracił kontrolę.
Dopiero
wtedy przestał, uniósł usta, pocałował ją w nos i cofnął się. Wyciągnął ją od
drzwi i trzymał lekko, dopóki nie wiedział, że stoi stabilnie na nogach. Potem
posłał jej oszołomionej, łagodnej, ładnej, podnieconej twarzy uśmiech, zanim
odszedł nie oglądając się za siebie.
Będą mieli przesrane😐 ja mu współczuję rodzinki i wyborów jakie musiał dokonywać. Dziękuję ❤️😘
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńO matko boska co za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję nie mogę się doczekać kolejnej części
To się będzie działo... Dziękuję bardzo:*
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńGorąco
OdpowiedzUsuńAle to i tak apodyktyczny dupek 😉