czwartek, 28 października 2021

Epilog - Wszystko, czym jesteś ty (cz.1)

 

Epilog

Wszystko, czym jesteś ty (cz.1)

 

 

Rok i sześć tygodni później

„Teraz mam zaszczyt i przyjemność ogłosić ciebie, Chace Keatonie i ciebie, Faye Keaton, mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą”.

Moje oczy przeniosły się z wielebnego na Chace’a.

Jego oczy były bardzo, bardzo niebieskie.

Wyglądały na bardzo, bardzo szczęśliwe.

Tak jak ja.

Nie wiedziałam, że tak było, dopóki jego usta nie zbliżyły się do moich, a jego otwarte oczy były tak blisko, tak bardzo blisko, i jego usta poruszały się przy moich, kiedy wyszeptał - „Faye, mała, oddychaj”.

Mój oddech musnął jego usta.

Potem mnie pocałował.

Kiedy skończył, nawet z wiwatami i klaskaniem, nie oderwał ust od moich, szepcząc - „Mięta”.

Uśmiechnęłam się przy jego ustach.

*****

Ty

Rok, pięć tygodni i sześć dni wcześniej

Powinni byli to przewidzieć.

Nie zauważyli tego.

A może nie spodziewali się, że to się stanie od człowieka takiego jak Keaton.

Ale nie było ich tam, tak jak on, kiedy patrzył, jak Keaton wykopywał ją gołymi rękami, wskakiwał do tej dziury, na jego twarzy pojawił się ból ulgi, gdy usłyszał, jak się krztusiła, widział sposób, w jaki ją wyciągnął, upadł na tyłek i zwinął się wokół niej.

Ty tam był. Ty to widział. Ty też poczuł tę samą ulgę, kiedy Lex zadzwoniła do niego po tym, jak została porwana przez Fullera i kiedy zobaczył ją w szpitalu.

Więc wiedział, kiedy przywieźli człowieka, który porwał i pogrzebał Faye żywcem i przeprowadzili go przez komisariat, z jakichś pieprzonych powodów, że Keaton nie mógł siedzieć na swoim miejscu i po prostu patrzeć.

Nie zrobił tego.

Ty nigdy nie widział mężczyzny poruszającego się tak szybko. W całym swoim życiu.

Ale w jednej sekundzie Keaton siedział za biurkiem, w następnej był po drugiej stronie pomieszczenia, a mężczyzna był oparty o ścianę, z Keatonem przy twarzy, z ręką owiniętą wokół gardła dupka.

Oficerowie ruszyli, ale Ty i Sterling byli już w ruchu, więc dotarli tam pierwsi i okrążyli Keatona.

Keaton był pierś w pierś, nos w nos z nim i mężczyzna się dusił.

„Jak to jest nie mieć powietrza?” - wyszeptał, a jego twarz i oczy były zimne jak lód.

„Odsuń się, detektywie” - mruknął Sterling.

„Zostawiłeś jej trzy godziny, a nie cztery” - szeptał Keaton, wyciskając oddech z więźnia.

„Chace” - Ty podszedł bliżej.

„Trzy godziny powietrza” - syknął Keaton.

„Człowieku, tym nie wyświadczysz Faye żadnej przysługi” - powiedział mu cicho Ty - „Ona potrzebuje, żeby on zapłacił. Nie ty. Wycofaj się”.

Keaton spojrzał mężczyźnie w oczy.

Ty podszedł bliżej.

„Odsuń się, Chace” - wyszeptał Ty.

Mięsień zadrżał w szczęce Keatona i odepchnął się, cofając się o jeden krok, gdy mężczyzna uniósł obie skute kajdankami ręce, by owinąć się wokół jego gardła i zachłysnął się powietrzem.

„Wyjdźmy na zewnątrz” - mruknął Ty, a Keaton, wciąż utkwiony w porywaczu, którego twarz była poobijana, posiniaczona i opuchnięta, trzymał się nieruchomo przez dłuższą chwilę, zanim jego ciało szarpnęło się i ruszył do drzwi.

Ty spojrzał na Sterlinga i przesunął wzrokiem po funkcjonariuszach, zanim poszedł za Keatonem. Znalazł go stojącego przy jego samochodzie, z obiema rękami przy masce, z ciężarem wspartym na dłoniach, z pochyloną głową.

Ty zatrzymał się blisko.

Keaton nie zwlekał, zadając swoje pytanie Ty, ale słowa były wymierzone w jego brzuch - „Jak ty z tym żyjesz?”

Wiedział, o co pytał Keaton. Jak on żył ze swoją kobietą, kobietą, której potrzebował, żeby oddychać, po jej porwaniu, ale bardziej po tym, kiedy był tak blisko jej straty.

„Trzymałem moją córeczkę w ramionach wczoraj, wczoraj wieczorem i dziś rano” - odpowiedział Ty, Keaton odepchnął się od swojego SUV’a i odwrócił do niego.

„Tak prosto?” - wyszeptał.

„Nie. To płonie we mnie każdego dnia. Każdego pieprzonego dnia. A ona każdej nocy zasypia obok mnie. Więc nie jest to łatwe, ale jak potykam się o jeden z jej obcasów na podłodze, jak przynosi mi shake’a, jak biorę rano torbę treningową, którą ona uporządkowała, dostaję inny rodzaj płomienia. Lepszy rodzaj. Palenie, które oznacza, że mogę żyć z drugim. Nie ma problemu”.

„A ona?” - zapytał Keaton.

„Jak dotąd mogę stwierdzić, ona tego nie czuje” - odpowiedział Ty i Keaton uniósł brwi.

„Nigdy tego nie widziałeś? Nie wyczułeś?” - pchnął, a Ty potrząsnął głową.

„Nigdy. Nie teraz. Nie po tym, jak przeciągnąłeś ją przez radzenie sobie z zabiciem Fullera. Żyje w słońcu: nowe dziecko, wielki dom, który może wypełnić gównem, ja. Ma wszystko, czego kiedykolwiek pragnęła. Wielu ludzi nie dostaje nawet odrobiny tego, czego chcą. Ona to rozumie, docenia i nie traci czasu na gówno z przeszłości. Jej szczęście się zmieniło, kiedy mnie poznała, moje, kiedy ją spotkałem. Ona to też rozumie, nie kwestionuje tego, po prostu patrzy w przyszłość i wciąż prowadzi mnie do światła”.

Keaton spojrzał mu w oczy.

Potem szepnął - „Ella Alexi”.

Ty uśmiechnął się i odszepnął - „Ella Alexi”.

„Jest piękna?”

„Jedyną piękniejszą rzeczą, jaką widziałem w życiu, była jej mama, stojąca obok Chargera na zewnątrz więzienia. Ale powiem ci, stary, kocham moją żonę, ale nigdy nie czułem nic piękniejszego niż ciężar mojej córeczki w ramionach. Tak cholernie ciężki, tak cholernie lekki, tak cholernie mały, tak cholernie ogromny. Ona jest wszystkim. Wszystko, czym jest Lex i ja. Więc jest cholernie wszystkim”.

Keaton zatoczył im pełne koło, mrucząc - „Więc to takie proste”.

Ty patrzył mu w oczy.

Potem odpowiedział - „Tak”.

Keaton skinął głową, zanim mruknął - „Muszę zabrać Faye od jej rodziców i przyprowadzić ją tu, żeby mogła złożyć zeznania”.

„Idź” - zaprosił Ty.

„Potem będzie chciała poznać Ellę”.

Ty znów się uśmiechnął - „Przyjdź, złap bakcyla”.

„Faye?” - zapytał Keaton, a jego usta drgnęły.

„Nie, bracie, ty” - odpowiedział Ty, a Keaton potrząsnął głową.

„Już to zrobiłem” - powiedział Ty i Ty uniósł brwi.

Potem zapytał - „Ile?”

„Trójka”

„Faye się z tym zgadza?”

„Tak”

„Lexie chce czwórki”.

Drganie warg Keatona zmieniło się w uśmiech - „Teraz myślę, że chcę czwórkę”.

„Lepiej bierz się do pracy, człowieku” - poradził Ty.

Uśmiech Keatona zniknął, zanim powiedział cicho - „Mamy czas”.

Ty spojrzał na Keatona i odpowiedział równie cicho - „Tak, Chace, macie czas”.

Keaton podniósł rękę w stronę Ty, Ty wziął ją, ale nie potrząsnęli nimi. Zacisnęli mocno palce i trzymali się przez chwilę, z oczami utkwionymi w sobie, chwytem mocnym i silnym.

Potem złamali to i Chace poszedł do swojego samochodu.

Ty poszedł na komisariat, by powiedzieć Sterlingowi, że wraca do żony i córeczki w szpitalu.

*****

Faye

Tydzień później

„Czas dziewczyn!” - krzyknęła Laura, wychodząc z lodówki z butelką szampana w stronę mnie siedzącej na wyspie w jej kuchni w jej domu - „Mieliście wyjechać pół godziny temu!”

Kiedy wyczułam ruch, przesunęłam się na krześle i patrzyłam, jak Tate idzie korytarzem: cały wysoki, ciemny, brodaty twardziel. Zrobiłam to, myśląc, że gdyby Chace nigdy nie przyjechał do miasta, nadal byłabym zakochana w Tate’cie Jacksonie.

Na szczęście dla mnie Chace przybył do miasta, ponieważ był niesamowity i skoro Tate był zajęty.

Tate uśmiechnął się do mnie i to ugruntowało świadomość, że gdybym nie miała Chace’a, nadal bym się w nim mocno podkochiwała. Odwzajemniłam uśmiech, gdy mnie okrążył i podszedł prosto do tortu na wysokiej paterze na wyspie przede mną. Patrzyłam, jak wsunął palec w kremowy, biały lukier, zgiął go, biorąc na niego masę, a potem podniósł palec do ust i zaczął go ssać.

Och, chorobcia.

Tak, gdybym nie miał Chace’a, totalnie bym się podkochiwała w Tate’cie Jacksonie.

„Jesteś poważny?” - zapytała Laurie i z wysiłkiem oderwałam wzrok od Tate’a, który ssał lukier z palca, by spojrzeć na Laurie, na którą, szokująco, nie miało to wpływu i, zamiast wyglądać, jakby chciała na niego skoczyć, wyglądała na wkurzoną.

„Mała, wy dziewczyny nie zjecie całego tortu” - odpowiedział Tate, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że się uśmiecha.

„Kto tak mówi?” - zapytała Laurie.

„Ja” - odpowiedział Tate.

„Racja, to wyzwanie, które przyjmujemy. Zjemy to całe ciasto” - odpaliła Laurie. Poczułam, że moje oczy robią się duże i spojrzałam w dół na ogromny tort.

Wyglądał przepysznie.

Dobra, może mogłybyśmy to zrobić, chociaż żałowałam, że zjadłam lunch.

„Jak wam się uda, kupię ci biżuterię Jenny” - mruknął Tate.

„I tak kupi coś dla mnie” – powiedziała Laurie - „Mam tyle srebra, że mogłabym otworzyć własny sklep”.

Brwi Tate’a złączyły się nad zmrużonymi oczami i to było tak przerażające spojrzenie, że zwalczyłam chęć odchylenia się od niego.

„Zrzędzisz na moje srebro?”

„Nie” - odparła Laurie - „Mówię tylko, że jesteś hojny”.

„Brzmiało jak zrzędzenie” - odparł Tate.

„No cóż, nie było” - odpaliła Lauren.

„Taaa, tylko ta dwójka może sprzeczać się o to, czy tata kupuje prezenty Laurie” - wymamrotał Jonas, nastoletni syn Tate’a, wchodząc do środka, wyglądając jak mini-Tate, dając mi do zrozumienia, że za kilka lat ja i każda kobieta powyżej dwudziestego piątego roku życia w Carnal zostałaby kuguarzycą.

Następnie on podszedł bezpośrednio do tortu, wsunął palec do środka, zerwał ładunek lukru i wsunął palec do ust.

„Jonas!” - Laura warknęła.

„Co?” - zapytał z dużymi oczami i ustami pełnymi lukru.

Laura spojrzała w sufit, zanim spojrzała na swoich chłopców.

„Wynoście się, zanim rzucę w was tortem” - zagroziła.

„Marnotrawstwo tortu” - mruknął Jonas.

„Wyjdź!” - Laura prawie krzyczała, wyprostowała rękę, wskazując palcem na tylny korytarz.

Tate uśmiechnął się do Lauren, potem do Jonasa, który uśmiechał się do Lauren, a potem jego uśmiech powędrował do jego taty.

„Lepiej chodźmy, zanim jej głowa eksploduje” - mruknął Jonas do taty.

„Racja” - mruknął Tate i ruszyli się, żegnając się ze mną. Ale patrzyłam, jak, kiedy wychodzili, Tate zahaczył Laurę o brzuch, pochylił się, pocałował ją w szyję i powiedział cicho, ale na tyle głośno, żebym usłyszała - „Uspokój się, Asie. Podoba mi się twoja głowa tam, gdzie jest”.

Przewróciła oczami, ale nie złapałam pełnego przewrócenia, ponieważ Tate przesunął usta z jej ucha do jej ust i dał jej krótkiego buziaka.

Kiedy skończył, usłyszałam, jak ona mówi cicho - „Później, Kapitanie”, co dało jej kolejny krótki pocałunek, chociaż odwróciłam wzrok, ponieważ zauważyłam, że ten, choć krótki, zawierał język.

Odwróciłam się, kiedy wyczułam, że się porusza, dał mi ruch palca gorącego, brodatego, twardziela i już go nie było.

Wciąż patrzyłam tam, gdzie zniknął w korytarzu i dlatego podskoczyłam, gdy trzasnął korek od szampana.

Spojrzałam na Laurie i uśmiechnęłam się uśmiechem szczęśliwym od wyskakującego korka od szampana.

Laura odwzajemniła uśmiech, nalała szampana i przyniosła mi kieliszki.

Wręczyła mi jeden, po czym podniosła swój i wzniosła toast - „Za ciebie i Chace’a i za czas, kiedy będziecie sprzeczać się o głupie gówno i kochać każdą sekundę”.

Nazwijcie mnie dziwną, ale to był najlepszy toast, jaki słyszałam w życiu.

Podniosłam kieliszek - „Za mnie, Chace’a i sprzeczki”.

Uśmiechnęłyśmy się do siebie jak idiotki, zanim wypiłyśmy połowę kieliszka.

Laurie pokroiła tort.

Gdy rozmawiałyśmy, udało nam się przebrnąć przez jedną trzecią tego.

Więc jej chłopcy dostali smakołyk, kiedy wrócili do domu.

Co, jak podejrzewałam, było jej intencją od samego początku.

*****

Trzy dni później

Bezczynnie siedziałam w moim Cherokee, gdy drzwi garażu Chace’a się podnosiły.

Nie, poprawka, drzwi do naszego garażu się podnosiły, skoro tam mieszkałam.

Kochałam moje mieszkanie. Zrobiłam jego każdy kawałek i myślałam, że jest niesamowite. Co więcej, moje rzeczy nie pasowały do wystroju Chace’a.

Kiedy wprowadzaliśmy mnie i z niepokojem podzieliłam się tym z nim, wciągnął mnie luźno w ramiona, przysunął twarz do mnie i powiedział - „Ten wystrój nie jest też mój. To mama. Rób co chcesz. Cokolwiek chcesz. Mam to w dupie. Tak długo, jak będziesz tu szczęśliwa”.

Byłabym szczęśliwa na bezludnej wyspie, na której nie byłoby nic poza palmą i dożywotnim zapasem kremu przeciwsłonecznego, dopóki byłby tam Chace. I chciałabym właśnie z powodu takich stwierdzeń.

Nie powiedziałam mu tego.

Po prostu wyszeptałam - „Okej”.

Drzwi podniosły się, wjechałam, zaparkowałam, wcisnęłam pilota, żeby je zamknąć i wyciągnęłam swój tyłek z nadzieją, że Chace zgodzi się zamówić pizzę, ponieważ nie chciałam gotować. W bibliotece był to ciężki dzień. W rzeczywistości był ciężki każdy dzień od czasu posiedzenia Rady Miejskiej, bo przypomniano w ten sposób ludziom, że mają bibliotekę, a po tym, jak zostałam pochowana żywcem, zrobiły się jeszcze bardziej ciężkie, bo to sprawiło, że stałam się obiektem zainteresowania.

Wiedziałam, że to umrze śmiercią naturalną i z radością oczekiwałam tego dnia.

Przeszłam tylnym korytarzem do kuchni i kiedy położyłam torebkę na wyspie, zawołałam - „Chace! Jestem w domu”.

„Zaraz wyjdę spod prysznica!” - odkrzyknął - „Chwileczkę!”

Hmmm. Chace jest pod prysznicem.

Dlaczego nagle przestałam być zmęczona?

Zaczęłam poruszać się po korytarzu, myśląc o Chace i jego prysznicu, kiedy moje oczy trafiły na duże pudło stojące na wypoczynku.

Potem zatrzymałam się, gdy pudełko się poruszyło.

Co do choroby?

„Chace!” - zawołałam - „Na kanapie jest pudełko!”

„Tak!” - odkrzyknął.

Znowu się poruszyło i cofnęłam się o krok.

„To się rusza!” - krzyknęłam.

„Tak!” - odkrzyknął, a ja zamrugałam, bo nie brzmiał na zaskoczonego.

Moja głowa przechyliła się w bok i ostrożnie podchodziłam do pudełka.

Potem usłyszałam hałas dochodzący z pudełka i podeszłam do niego szybko, otworzyłam luźne przykrywki i spojrzałam w dół na dwa puszyste, malutkie perskie kotki z pomarszczonymi pyszczkami: jeden z czekoladowym czubkiem, jeden z liliowym.

„Jasna chorobcia” - szepnęłam.

„Miau” - miauknął liliowy.

„Jasna chorobcia!” - krzyknęłam, sięgnęłam i złapałam liliowy czubek.

„Otworzyłaś to” - powiedział Chace zza mnie, a ja odwróciłam się, by zobaczyć go stojącego kilka kroków dalej w koszulce obciskającej go na klatce piersiowej i luźnych spodenkach do biegania.

„Kotki” - wyszeptałam, przyciskając wijącego się Persa do twarzy.

„Powiedziałaś, że chcesz kota” - przypomniał mi coś, o czym myślałam, że nie pamięta, a potem poinformował mnie - „Zwierzęta są jak dzieci. Jeden nie wystarczy. Więc masz dwa”.

Boże, był niesamowity.

Nie miałam w sobie siły, żeby to powiedzieć.

Zamiast tego powtórzyłam szeptem - „Kociaki”.

Chace uśmiechnął się i zapytał - „Podobają ci się?”

„Są puszyste” - Tak, wciąż szepcząc.

„Tak” - odpowiedział, wciąż się uśmiechając i zbliżając się do mnie - „Ale czy ci się podobają?”

„Ich pyszczki są pomarszczone”.

Rozumiesz, że wciąż szeptałam.

Zatrzymał się ze mną - „Potraktuję to jako wskazówkę, że ci się podobają”.

Kiwnęłam głową, przełykając szczęśliwe łzy.

Chace pochylił się do mnie, ale wokół mnie. Wrócił z czekoladowym czubkiem i podniósł go tak blisko, że byli pyszczkiem kociaka przy twarzy gorącego faceta.

Moje serce się roztopiło.

„Nie masz wyboru, musisz być przyjazna” - powiedział, będąc apodyktycznym Chace’m, ale nieznanym dotąd uroczym rodzajem.

Moje serce topniało bardziej.

Kotek uniósł łapę i przycisnął ją do nosa Chace’a.

Chace uśmiechnął się do niego.

Reszta mnie się stopiła.

Chace pociągnął go w dół, wsadził łapki w zgięcie swojego łokcia, drugą ręką drapiąc go po brzuchu i jego oczy powędrowały do mnie.

„Oba to chłopcy. Potrzebują imion”.

„Luke i Han” - stwierdziłam natychmiast, a Chace uśmiechnął się szeroko.

Potem powiedział - „Kurwa, nie”.

Przytuliłam kotka do piersi i zasugerowałam - „Spock i Kirk?”

„Znowu, kurwa, nie” - powtórzył Chace.

„Sam i Dean?” - próbowałam.

Potrząsnął głową, wciąż się uśmiechając.

Zmrużyłam oczy, a potem zasugerowałam - „Starbuck i Apollo?”

„Myślałem, że Starbuck to dziewczyna”.

Jezu, jego doświadczenie z telewizją było bardzo ograniczone.

Wszyscy wiedzieli, że są dwa Starbuck.

„Ona jest w nowej wersji. W starym jest Dirk Benedict”.

Podniósł kotka do twarzy i zapytał - „Co myślisz? Starbuck i Apollo?”

Kotek tylko się na niego gapił.

„Starbuck?” - zapytał.

Kotek wyprostował łapki prosto w dół.

„Apollo?” - ciągnął dalej, a kotek przyłożył łapę do nosa Chace’a.

Chace przyciągnął go do piersi i spojrzał na mnie - „Ten to Apollo. Tamten to Starbuck”.

„To mi pasuje” - szepnęłam.

Chace przyjrzał się mojej twarzy.

Potem wymamrotał - „Koty i miętowa guma do żucia”.

„Co?” - zapytałam.

„Tyle ci wystarczy. Koty i mięta. Nie wiesz, co zrobić z perłowymi kolczykami, ale wyglądasz na tak szczęśliwą, że zaraz pękniesz z powodu pary kotów. Nie potrzeba ci wiele”.

„Tak, potrzeba” - sprzeciwiłam mu się cicho, zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, a nasze kotki zaczęły tłuc się nawzajem swoimi puszystymi łapkami, ale nie zauważyłam tego, bo Chace był wszystkim, co mogłam zobaczyć.

„A co potrzeba?” - zaszeptał.

„Wszystko, czym jesteś ty” - odszepnęłam i nagle znalazłam się bez kota, Chace też go nie miał i wiedziałam o tym, bo byłam przerzucona przez jego ramię, a on sunął po korytarzu.

„Chace! Musimy iść do sklepu, kupić karmę dla kotów, kuwety, żwirek…”

„Gotowe”

Boże, kochałam tego faceta.

Ale próbowałam.

To znaczy, miałam dwa puszyste kociaki. Seks był niesamowity, ale miałam kotki!

„Musimy je wypuścić, aby mogły odkrywać”.

Chodziło mi o to, żebym mogła się z nimi bawić.

Wyleciałam w powietrze, wylądowałam na plecach w naszym łóżku, a Chace wylądował na mnie.

„Mogą poczekać”.

„Będą się tam nudzić”.

„W takim razie pospiesz się i okaż wdzięczność”.

Ooo, to brzmiało zabawnie.

Więc owinęłam go ramionami, ale postawiłam stopę w łóżku i przewróciłam go na plecy, żebym była na górze.

Potem, z włosami opadającymi po obu stronach naszych twarzy, wyszeptałam - „Mogę to zrobić”.

Uśmiechnął się do mnie, jego dłonie delikatnie odciągnęły moje włosy i odszepnął - „Więc zrób to”.

Uśmiechnęłam się do niego.

Potem to zrobiłam.

*****

Półtora miesiąca później

Nacisnęłam przycisk na pilocie i spojrzałam na Chace’a.

„Przyznaj się, podobało ci się” - rozkazałam.

Właśnie obejrzeliśmy odcinek pilotażowy nowego Battlestar Galactica.

„Mała, wyssałeś mnie, ujeżdżałeś mnie, wymusiłaś moją zgodę na obejrzenie tej pieprzonej rzeczy tuż przed moim dojściem, a potem oglądaliśmy to z tobą na mnie w mojej koszulce, bez majtek i z moją ręką na twoim nagim tyłku. Oczywiście mi się to podobało, ale tego nie widziałem”.

Jak mężczyzna może być jednocześnie denerwujący i gorący?

„Myślisz, że admirał Adama jest bombą” - naciskałam.

„Bombowy” - poprawił mój uliczny żargon.

„Nieważne” - mruknęłam - „Przyznaj, że myślisz, że jest niesamowity”.

„Który to był?”

Uderzyłam go w ramię i warknęłam - „Chace!”

Obrócił się tak, że leżałam na plecach na kanapie, a on był na mnie.

Potem poddał się. Trochę.

„To nie było do dupy”.

„Podobało ci się” - zdecydowałam.

„Powiedzmy, że jak chcesz, żebym oglądał więcej, musisz używać na mnie ust”.

„I tak robię to cały czas” - przypomniałam mu, a on się uśmiechnął.

Potem wymamrotał - „Tak”.

„Więc za każdym razem, gdy my hmmm… no wiesz, musisz obejrzeć jeden z moich programów”.

„Umowa” - zgodził się natychmiast, co było zaskakujące, ale zrozumiałam, dlaczego, kiedy dodał swoją część umowy - „Kiedy schodzisz na mnie, dostajesz geekową TV. Jak ja schodzę na ciebie, ty oglądasz jeden z moich programów”.

Moje oczy się zwęziły - „Wiesz, że Southland mnie przeraża”.

„To dlatego, że za bardzo angażujesz się w postacie”.

„Sammy jest słodki!” - broniłam się.

„Ale nie jest prawdziwy” - odparł Chace - „A jak miał wypadek samochodowy, przestałaś oddychać”.

„Byłam zaskoczona”.

„Słonko, ścigali ich z dużą prędkością, a alfons do nich strzelał. Jak to mogło być niespodzianką?”

To była prawda.

„Czy mamy umowę?” - naciskał.

„Więc przełamując to…” - zaczęłam to wyjaśniać - „…zasadniczo oboje oglądamy swoje programy, ponieważ oboje regularnie się na siebie schodzimy”.

Chace znów się uśmiechnął - „Zasadniczo”.

Moje ręce wsunęły się w jego koszulkę z tyłu, a nogi poruszały się niespokojnie, gdy moje oczy opadły na jego usta i wyszeptałam - „W takim razie czas zarobić na odcinek Southland”.

Patrzyłam, jak jego uśmiech powiększa się.

Potem pochylił głowę i mnie pocałował.

Potem zaczął zarabiać na kolejny odcinek Southland.

Kiedy skończył, nie powiedziałam mu, ale zarobił na dwa.

*****

6 komentarzy: