Rozdział
6
Podoba
ci się moja sukienka?
Szósta trzy rano, następnego dnia…
Z
trudem obudziłam się ze snu, gdy usłyszałam dzwonek mojego telefonu domowego. Przesunęłam
ciężkie oczy po stosie poduszek, żeby z oszołomieniem spojrzeć na budzik i
zobaczyć, że jest trzy po szóstej rano. Nie musiałam być w pracy do dziewiątej
trzydzieści. Dlatego, o ile nie szłam poćwiczyć przed pracą, nigdy nie budziłam
się tak wcześnie i wszyscy, którzy mnie znali, wiedzieli o tym.
Mogło
to oznaczać złe rzeczy i z sennym niepokojem wyjęłam słuchawkę z podstawki
ładującej, włączyłam ją, przyłożyłam do ucha i wydobyłam - „…lo”.
„Dzień
dobry, mała”.
O
mój. Chace też brzmiał na sennego. Nie, poprawka. To było tak: to był Chace,
jego głęboki głos brzmiał na ochrypły, miękki, seksownie senny.
Łał.
„Hej,
Chace” - wyszeptałam - „Wszystko w porządku?”
„Chciałem
tylko wiedzieć, jak brzmisz, kiedy budzisz się rano”.
O.
Mój.
Nawet
wciąż śpiąc, poczułam, że krew zaczyna mi płonąć, a brzuch mi się ścisnął, co
spowodowało mrowienie między nogami, które również mrowiło po udach.
Kontynuował
- „A brzmi, jakbym cię obudził”.
„Tak”
- powiedziałam mu, wciąż, z jakiegoś powodu, szeptem - „Obudziłeś. Nigdy nie
wstaję tak wcześnie.”
„Nigdy?”
„Cóż,
nigdy, jeśli nie ćwiczę. Ale zwykle nie mogę zebrać energii, aby wstać z
ciepłego łóżka i poćwiczyć, więc wyłączam budzik, wracam spać i chodzę na
siłownię po pracy.”
Nic
nie powiedział.
Mówiłam
dalej.
„Mam
jednak dobre intencje”.
Znowu
nic nie powiedział.
Więc
zawołałam - „Chace?”
Jego
głos był głębszy, bardziej ochrypły, łagodniejszy i o wiele bardziej seksowny,
kiedy powiedział mi - „Przepraszam, mała, utknąłem na tobie w ciepłym łóżku.
Co jeszcze powiedziałaś?”
Ściany
pochwy skurczyły mi się, a sutki zaczęły mrowić, gdy wyszeptałam w odpowiedzi -
„Zapominałam”.
Wtedy
usłyszałam jego głęboki, ochrypły, miękki, o wiele bardziej seksowny chichot.
Boże.
Miałam mieć orgazm tylko słuchając jego chichotu!
„Stoisz
dzisiaj na czatach?” - zapytał, ale nie nadążałam. Koncentrowałam się na swoim
ciele i zapamiętywałam dźwięk jego głosu o poranku.
„Słucham?”
„Nasz
dzieciak, Słonko. Kiedy już rozłożysz rzeczy, będziesz stała na czatach?”
„Tak”
„Przyniosę
kawy”
Moje
serce zatrzepotało.
Przyniesie
kawy.
To
oznaczało, że znowu go zobaczę. I to wkrótce.
„Ósma
trzydzieści?” - kontynuował.
„Brzmi
nieźle” - odpowiedziałam z ogromnym niedopowiedzeniem.
„Do
zobaczenia wkrótce, kochanie”.
„Wkrótce,
Chace”
Słuchałam,
jak się rozłączył. Potem odłożyłam telefon. Potem uśmiechnęłam się do poduszki.
Wtedy moje ciało ponownie przykuło moją uwagę i to nie było na nic. Sięgnęłam
do szuflady nocnej szafki. Kiedy to robiłam, przyszło mi do głowy, że mogłam
mieć taki sam wpływ na Chace’a, jak on na mnie. Przyszło mi też do głowy, że
mógłby z tego powodu zrobić wiele z tego, co ja zamierzałam zrobić.
Oznaczało
to, że kiedy wyciągnęłam wibrator, mój wywołany orgazm był poza skalą.
Najlepszy.
Zdecydowanie.
Kiedy
skończyłam, odłożyłam zabawkę, przeciągnęłam się leniwie i znów się
uśmiechnęłam, wtulając się w poduszki.
Było
wcześnie. Nie spałam. Miałam czas.
Mogłam
przeżyć poprzedni wieczór.
Więc
to zrobiłam. Radośnie.
Po
tym, jak podczas pizzy zagłębiliśmy się w trudne tematy, Chace twardo wyprowadził
nas z głębi. Dobrą wiadomością było to, że po naszej rozmowie nie było żadnego
szczątkowego ciężaru z początku wieczoru. Inną dobrą wiadomością było to, że
przez resztę nocy żadne z nas nie miało problemu z rozmową.
Muszę
przyznać, że było to głównie spowodowane tym, że Chace prowadził wieczór.
Zapytał o moją rodzinę. Zapytał o moje wykształcenie. Zapytał o mój czas w
Denver i wyczerpujący harmonogram, który miałam, gdy wracałam do Denver w
weekendy, aby napisać pracę magisterską, podczas gdy pracowałam w bibliotece w Carnal. Nauczył
mnie, jak robić desery lodowe z polewą czekoladową i masłem orzechowym, które
były dokładnie takie same, jak ich nazwa.
Potem,
z lekkim ramieniem wokół mojej talii, przeglądał moje półki, moje płyty DVD,
CD, książki i resztę. Dokuczał mi na temat mojej czakramy w słodki sposób,
który wcale nie był złośliwy. To sprawiło, że zrobiło mi się ciepło, nie
wspominając, że dał jasno do zrozumienia, że uważa, że moja geekowość jest
słodka. Zaśmiał się, kiedy rzuciłam dowcip. Powiedział mi, kiedy oglądaliśmy
telewizję, że on musi wybrać (wystarczy powiedzieć, że nie myliłam się co do Gliniarzy z Southland). Zapytał, co
oznacza „chorobcia”, a ja wyjaśniłam, że to w jaki sposób wypowiedziano słowo
na „k” w Battlestar Gallactica, co sprawiło, że ryknął śmiechem.
Najlepsze
w tym było to, że mogłam to oglądać.
Pokazał
mi też, co miał dla chłopca. Polędwica z indyka i ser szwajcarski, które włożył
do jednego z tych plastikowych pojemników wielokrotnego użytku do
przechowywania. Trzy butelki napoju energetycznego o różnych smakach. Pudełko
owocowych płatków śniadaniowych i jedno pełnoziarnistych. Więcej mleka.
Winogrona umyte i w innym pojemniku. Torebka umytej, przygotowanej marchewki
dla dzieci. Sześć różnych rodzajów batoników. Paczka tekturowych talerzy, druga
tekturowych misek. Zestaw sztućców obozowych. I naprawdę fajny szwajcarski
scyzoryk. To było przemyślane i hojne, a kiedy to przeglądaliśmy, Ella Mae znów
zaczęła do mnie śpiewać.
Potem
usiedliśmy na mojej kanapie, Chace ustawił nas tak, że siedzieliśmy, ale też
(mniam!) przytulaliśmy się i opowiedział mi więcej o swojej mamie. Było jasne,
że ją kocha. Nie kłamał, kiedy powiedział, że są blisko, ponieważ rzeczy, które
opowiedział, jasno pokazały, że ona też go kocha. Jedynym tłumikiem tego
wieczoru (chociaż nie ujawniłam, że tak myślałam, po prostu słuchałam i
uśmiechałam się) było to, że brzmiało to również tak, jakby była psychicznie
niestabilna. Co dziwne, Chace nie owijał tego w bawełnę, a rzeczowy sposób, w
jaki to opisał, sprawiał, że brzmiało to niepokojąco normalnie. Z drugiej
strony, może nie było to dziwne, ponieważ dla niego, najwyraźniej, odkąd
pamiętał, był to fakt życiowy.
Ale
musiałam przyznać, że mnie to niepokoiło. Ojciec, który był dla niego zbyt
surowy, nie był dobrym wzorem do naśladowania, gdy był młody, a co więcej, gdy
był starszy, znienawidził go i mama, która była nie tylko krucha i wrażliwa,
ale, być może, chora psychicznie, to nie brzmiało dobrze.
Miałam
bliską, kochającą rodzinę. Mój tata miał charakter. Moja mama była wychowawcą.
Moja siostra była królową dramatu, ale kochającą. Mój brat był buntownikiem,
ale też kochającym. Byłam marzycielką, geekiem i nieśmiałą, ale, jak miałam
nadzieję, kochającą.
Nie
mogłam zrozumieć, jak dorastał Chace. A fakt, że nie miał braci ani sióstr
(coś, co Chace powiedział mi, że jego mama nie mogła mieć, coś innego, co
przygnębiło ją do niezdrowej skrajności) sprawił, że się zasmuciłam. Oddałabym
życie za Lizę i Jude’a. Oni czuli to samo.
Ale
nikt nie wspierał Chace’a.
Im
więcej się dowiadywałam, tym bardziej wydawało mi się, że tak było zawsze. Nikt nigdy nie chronił jego
pleców, nie wspierał go. Nie kiedy dorastał. Nie teraz. Nie Misty. Na pewno nie
jego tata. Nawet jego mama, która go kochała, ale to ona na nim polegała. Była
tak słaba, że nie miał innego wyjścia, jak zrobić wszystko, co mógł, nawet jako
dziecko, aby nie polegać na niej.
Te
myśli uciekły mi z głowy, kiedy Chace przerwał naszą rozmowę na kanapie i
zaczął mnie całować. To nie trwało tak długo, jak bym chciała i nie zbliżyło
się do poprzedniego całowania. To była swego rodzaju ulga, ponieważ miałam
wrażenie, że rozumie, że nie jestem doświadczona, ale nie byłam pewna, czy znał
zakres mojego braku doświadczenia i nie byłam bardzo podekscytowana, aby dowiedział
się (już teraz). Ale szczerze mówiąc, było to bardziej rozczarowanie, ponieważ
poważnie dobrze całował, a ja zdecydowanie się tym interesowałam. Więc, kiedy to
zaczął, a potem przerwał w słodki sposób i w równie słodki sposób oznajmił, że
nadszedł czas, by odlecieć, myślałam, że mogłabym nie robić nic innego tylko całować
go przez wieczność.
Jego
odejście nie było ulgą, tylko rozczarowaniem.
Nie
podzieliłam się tym, tylko skinęłam głową.
Wstał,
wyciągnął mnie z kanapy i odprowadził do drzwi. Włożył kurtkę. Potem obcałowywaliśmy
się przy drzwiach.
To
też przerwał (zdecydowanie za wcześnie), pocałował mnie w nos w ten słodki
sposób, w jaki robił to w moim biurze i mruknął - „Zadzwonię do ciebie jutro”.
„Okej”
- wydyszałam.
Uśmiechnął
się.
Potem
odszedł.
Miałam
cztery randki. Niezbyt duże doświadczenie.
Mimo
to wiedziałam, że to nie była dobra randka.
Była
świetna.
Wiedziałam
o tym, bo zrobiło się ciężko. Zrobiło się głęboko. Ale było też lekko i
przyjemnie. Był mną zainteresowany, nie miał nic przeciwko temu, żeby to
pokazać i kopać, żeby dowiedzieć się więcej. Nie miał nic przeciwko temu, że
pokazałam, że ja się nim interesuję, a kiedy ostrożnie kopałam, był otwarty i
szczery. Śmialiśmy się. Przytulaliśmy się. Całowaliśmy się.
A
bombą były desery lodowe z masłem orzechowym i czekoladą.
Leżąc
w łóżku myśląc o naszej nocy, westchnęłam.
Ostatnią
rzeczą, jaką zrobił wczoraj wieczorem, była obietnica, że zadzwoni.
Pierwszą
rzeczą, jaką zrobił dziś rano, było dotrzymanie obietnicy.
Wtedy
uśmiechnęłam się w łóżku.
Potem
odrzuciłam kołdrę i wstałam.
*****
Ósma trzydzieści dziewięć tego
samego dnia…
Podskoczyłam,
gdy drzwi od strony pasażera zostały otwarte, ale tym razem nie krzyknęłam.
To
dlatego, że wiedziałam, że kiedy odwrócę głowę, znajdę Chace’a.
I
to właśnie znalazłam.
Uśmiechnęłam
się do niego, zaakceptowałam trzepotanie serca, które wywołał we mnie jego zwrotny
uśmiech i zobaczyłam, że jest w takim samym stroju jak wczoraj. Ale pod kurtką
miał owsiany, wełniany sweter z okrągłym dekoltem na dżinsowej koszuli, która
była znacznie bardziej wyblakła niż wczorajsza. Wyglądało dobrze na jego
opalonej skórze, więc miałam nadzieję, że któregoś dnia to wszystko zobaczę.
Trzeba
powiedzieć, że ubrania Chace’a były fajne. Zawsze wyglądał, jakby wyszedł
prosto z reklamy piwa skierowanej do niedoszłych kowbojów, gwiazd rodeo i
piosenkarzy country. Ale z nim, ze sposobem, w jaki chodził, jego ekstremalną
męskością, jego wzrostem, szczupłością i mięśniami widocznymi pod ubraniem, nie
chodziło o to, że ubranie tworzyło mężczyznę.
Nawet
nie blisko.
Było
dokładnie odwrotnie.
Podał
mi kawę, wzięłam ją i wszedł do środka, a ja oglądałam kubek.
Sunny
lub Shambles rozgałęziali się. Markerami w kolorach turkusowym, fioletowym, gorącym różu,
mandarynkowym, limonkowym i żółtym były gwiazdy i serca oraz pokolorowane
zawijasy wokół nich. Właściwie było to mini dzieło sztuki w rodzaju kubka kawy.
„Faye”
Podniosłam
głowę od badania kubka z kawą, a serce ponownie mi zatrzepotało, gdy Chace
wypowiedział moje imię łagodnym głosem. W chwili, gdy moja głowa się podniosła,
złapał mnie z tyłu szyi i przyciągnął do siebie.
Potem
mnie pocałował.
To
było nowe.
Miałam
bardzo ograniczone doświadczenie w całowaniu. W rzeczywistości pocałunki,
którymi dzieliłam się z Chace’m, podwoiły liczbę pocałunków, które miałam przez
całe życie. Podobały mi się wszystkie (chodzi o Chace’a).
Łącznie
z tym.
Jego
usta przesunęły się po moich, a następnie lekko się otworzyły, więc poszłam w
jego ślady. Potem wsunął język, nie pchnięcie, nie inwazja, ale leniwe pogłaskanie.
Mój
brzuch się roztopił, moja krew się rozgrzała i prawie upuściłam kawę.
Oderwał
usta od moich, ale odsunął się tylko o milimetr.
„Dzień
dobry” - wyszeptał, jego ciemnoniebieskie oczy wpatrywały się w moje.
„Dzień
dobry, Chace” - odszepnęłam i patrzyłam, jak jego oczy się uśmiechają.
Jego
ręce zajęło trochę czasu ześlizgiwanie się z mojej szyi, zabierając moje włosy
w sposób, przez który miałam wrażenie, jakby sprawiało mu przyjemność
przeczesywanie ich palcami.
Potem
usiadł z powrotem na swoim miejscu i jego wzrok przeniósł się na bibliotekę.
Wzięłam
niepewny oddech i pociągnęłam łyk kawy.
Kolejna
latte z orzechami laskowymi. Wczoraj o tym nie pomyślałam, ale wtedy przyszło
mi do głowy, że musiał zapytać Sunny lub Shamblesa, co zwykle brałam i dostał
to dla mnie.
To
było miłe z jego strony.
Kiedy
o tym myślałam, moje oczy również przeniosły się na bibliotekę. Stałam się
sprytna i zaparkowałam na ulicy, ale po przeciwnej stronie biblioteki, mniej
więcej o jeden dom dalej. Utrzymywałam też nadmuch ciepła. Ale wcześniej
wyłożyłam torby.
„Rozumiem,
skoro jesteś tutaj, jeszcze nie było po nim śladu” - zauważył Chace, wpatrując
się w bibliotekę, podnosząc kubek do ust i popijając, gdy skończył mówić.
„Nie”
- odpowiedziałam i patrzyłam, jak bierze łyk.
Nie
chodziło o to, że nie zauważyłam. Bardzo zauważyłam. Ale po tym, jak miałam te
usta na moich, a teraz siedząc w mojej ciężarówce z nim tak blisko i nie działo
się nic szczególnego, uderzyło mnie to w sposób, jak nigdy wcześniej, jak
atrakcyjne były jego usta. Dolna warga była pełna i miała małe seksowne prążki,
górna dobrze uformowana, więcej prążków, idealne dopasowanie.
Uderzyło
mnie również, jak kwadratowa i silna była jego szczęka, i to, że nigdy jej nie
widziałam, ani razu, z zarostem. Nawet zapowiedzi.
Ale
założę się, że dobrze by wyglądał z zarostem.
Ale
przecież będzie dobrze wyglądał ze wszystkim.
Uderzyło
mnie to, że miał bardzo wycięte kości policzkowe. Tak wystające, że podkreślały
mu policzki. Ponieważ miał idealny, prosty, mocny nos, blond włosy i niebieskie
oczy, ta szczęka, te usta, jego kości policzkowe i te zagłębienia dostosowały
jego kategorię mężczyzny.
Bez
nich byłby słodkim chłopcem z sąsiedztwa.
W
ich towarzystwie był twardym gliniarzem z górskiego miasteczka, który widział
to wszystko, nie był pod wielkim wrażeniem i nie brał żadnego gówna.
Wydawało
się dziwne, ale gorące, że dobrze się ubierał, miał ładnego SUV’a, nigdy nie
miał zarostu, oczywiście dbał o swoje ciało, ale jego gęste, ciemnoblond włosy
wykazywały pewną niesforność. Były zmiecione z jego twarzy w naturalny sposób,
który nie sugerował użycia produktu. Widziałam to czasami, kiedy wiał wiatr i
zauważyłam go na zewnątrz, że kosmyki jego włosów spadały mu na czoło. Albo
kiedy zdarzyło mi się zobaczyć go biegnącego i pocił się, widziałam jego włosy
przyklejone po bokach. Ale zwykle wyglądały na ładnie, schludnie zadbane.
Ale
były ich kawałki, które owijały się wokół jego uszu i silnej szyi. Niesforne kosmyki,
które zwijały się i wykręcały. Odrobina dzikości. Odrobina zaniedbania. Tylko ta
prosta wskazówka, że potrzebuje fryzury, ale w pewnym sensie, gdybym została zapytana,
padłabym na kolana i błagałabym, żeby tego nie robił. Te niesforne loki sprawiały
w jakiś sposób, że chciałam sięgnąć, chwycić jeden i szarpnąć.
Mój
brzuch znów się stopił.
Chace’a
odwrócił do mnie głowę.
„Mam
złe wieści.”
Zamrugałam,
słysząc jego słowa, które wyrwały mnie z bardzo przyjemnych myśli.
„Jakie
złe wieści?” - zapytałam.
„W
zeszły weekend zrobiłem plany z kumplem. Idę dziś wieczorem do Deck’a, żeby
złapać mecz. Co oznacza, że nie mogę zabrać cię na kolację.”
Nie
wiedziałam, że idziemy na kolację. Mimo to ta wiadomość była dość druzgocąca, skoro
teraz wiedziałam, ale nie szliśmy, więc to był wielki smuteczek.
„Deck?”
- zapytałam.
„Kamery?”
- Chace z jakiegoś powodu zapytał.
„Uh…”
- wymamrotałam, niepewna mojej odpowiedzi na to, a jego usta wykrzywiły się.
„To
mój kumpel, który miał kamery. Jest między innymi prywatnym detektywem. Mieszka
w Chantelle. Pomógł mi je zainstalować w piątek wieczorem.”
Poczułam,
że unoszą mi się brwi - „Między innymi?”
„Właściwie
to nie jest prywatnym detektywem. Po prostu mówi ludziom, że jest. To, kim
naprawdę jest, jest trochę przerażające. Ignoruję to, co robi, bo jestem gliną,
a gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie musiałbym go aresztować. Jesteśmy blisko;
byliśmy od liceum. Wrócił żyjąc w ten sposób około dwa lata temu. Wcześniej,
według jego relacji, mieszkał wszędzie. Ponieważ myślę, że nie przesadza, ale
bagatelizuje to, myślę, że żył wszędzie i, z wyjątkiem audiencji u papieża, robił
wszystko.”
Ten
Deck brzmiał interesująco.
Nie
podzieliłam się tym. Wymamrotałam tylko - „Och”.
„Odwołałbym,
ale Deck może być kutasem, kiedy odwołujesz. Nie zaprasza też chłopców do
siebie, chyba że zamierza pójść na całość. Jego własnej roboty piwo, jest
naprawdę cholernie dobre. Meksykański dip i brownie, które robi, są jeszcze
lepsze. Bez żartów. Mężczyzna ma metr dziewięćdziesiąt, sto kilo wagi i robi
dip i ciasteczka. To bomba. I kłopotliwe jest znoszenie jego postawy, jak się nie
pokazujesz. Więc się pokażę. Ale zadzwonię, zanim pójdziesz spać. Zrobię
rezerwację w Kogucie. Pojedziemy tam jutro wieczorem. Możesz być gotowa przed
szóstą trzydzieści?”
Nie,
nie mogłam być gotowa o szóstej trzydzieści, żeby iść do Koguta.
Biblioteka
zamykała się o szóstej. Zamknięcie wszystkiego nie trwało wiecznie, ale wychodziłam
dopiero co najmniej kwadrans później. To oznaczało, że byłam w domu tuż przed
szóstą trzydzieści.
Kogut
był moją ulubioną restauracją. To była fantazyjna knajpa ze stekami w górach,
jakieś pół godziny samochodem. Widoki były niesamowite. Steki rozpływały się w
ustach. Ceny były astronomiczne, ale sprzedałbyś swoją nerkę bez mrugnięcia
okiem, tylko po to, by wsadzić palec w ich sos pieprzowy i wylizać go do
czysta.
Jadłam
tam pięć razy, zawsze przy specjalnych okazjach i nigdy nie jadłam niczego, co
nie uważałam za najlepsze, jakie kiedykolwiek jadłam. To o czymś świadczyło,
ponieważ Denver miało kilka niesamowitych restauracji i często w nich jadałam,
mieszkając tam, kiedy byłam na Uniwersytecie w Denver i wróciłam na studia
magisterskie.
Było
to również jedno z niewielu miejsc w pobliżu, gdzie można było się wystroić.
Nawet w Denver dżinsy były akceptowalne praktycznie wszędzie i w niektórych
kręgach uważane były za strój formalny, w zależności od topu i obuwia. Ale w
Denver kobiety i mężczyźni znajdowali okazję, by biegać w całej gamie
wspaniałych ubrań.
W
górach było to rzadkie i dalekie do jazdy samochodem, a w naszej okolicy Kogut
był jednym z niewielu miejsc, w których można było pokazać się, pójść na całość.
Podczas
mojego pierwszego wyjścia na randkę, no cóż… randkę z Chace’m, chciałam pójść
na całość.
Ale
nie mogłam się wystroić, jeśli pojawiłby się na moim progu około nanosekundy po
tym, jak wrócę z pracy do domu.
Nie
ma więc mowy, żebym była gotowa przed szóstą trzydzieści.
Nadal
powiedziałam - „Tak”.
Chace
nie odpowiedział. Po prostu mnie studiował.
Potem
po raz kolejny zademonstrował, że potrafi czytać w moich myślach.
„Co
powiesz na to: czy możesz być gotowa o siódmej trzydzieści?”
Tak
było lepiej.
„Tak”
- wyszeptałam z małym uśmiechem.
Uśmiechnął
się, zanim odwrócił wzrok, podniósł kubek z kawą, ale powiedział do wieczka,
zanim pociągnął łyk - „Nie mogę się doczekać pokazu, który planujesz, mała”.
Panika
natychmiast wypłynęła mi wszystkimi porami.
Podobały
mi się moje ubrania. Były miłe. Dobrej jakości. Myślałam, że mi pasują. Miałam
kilka dobrych strojów do przebierania, kiedy wracałam do Denver, żeby spotkać
się z przyjaciółmi lub moją rodziną, kiedy miałam specjalne okazje, które
wymagały trochę wysiłku. A kiedy się starałam, nie miałam nic przeciwko pokazaniu
się. Chociaż tylko odrobinę.
Ale
nie miałam ani jednej rzeczy do włożenia na randkę w Kogucie, by wejść tam na
ramieniu całej urody, jaką był Chace Keaton.
Mój
umysł szybko przejrzał moje opcje i tym razem zdecydowałam się na Lexie.
Krystal
nosiła podkoszulki nawet zimą. Mogłaby założyć na nie sweter, gdyby wychodziła
na zewnątrz, ale nawet, gdy było bardzo zimno, to był cały wysiłek, który
wkładała w okrywanie się i utrzymywanie ciepła.
Laura
zawsze wyglądała dobrze. Kiedyś była jakimś dyrektorem, ale było jasne, że
odkąd dotarła do Carnal, przyjęła styl biker baby. Dotyczyło to również jej
garderoby, nawet jeśli, w porównaniu z ogromną liczbą innych biker baby
mieszkających w pobliżu, wstrzyknęła zdrową dawkę klasy.
Ale
Lexie była ekspertem ds. zakupów w domu towarowym. Cały czas nosiła szpilki, nawet
zimą buty na wysokim obcasie. Jej mąż nie był motocyklistą, był mechanikiem.
Mechanik, który był właścicielem Dodge’a Vipera i mieszkał w jednym z
eleganckich domów na wzgórzach na południowym krańcu miasta. Nie wspominając
już o tym, że właśnie przeprowadzali się do ogromnego domu w jeszcze bardziej
eleganckiej zabudowie na wschodnich wzgórzach. Nie widywałam go często, ale kiedy
widziałam go z Lexie, nie wyglądał, jakby mógł grać w reklamie piwa. Wyglądał,
jakby mógł zaszczycić okładkę GQ[1]. Więc
Lexie nie przyjęła stylu szykownej biker baby lub wygodnej dziewczyny z gór.
Zawsze, ale to zawsze wyglądała zjawiskowo.
Miałam
więc nadzieję, że tego wieczoru będzie mogła pojechać ze mną do centrum
handlowego z misją ratunkową.
„Nadchodzi”
- mruknął Chace, kiedy planowałam wyjazd z Lexie w myślach i upiłam łyk mojej
latte.
Podniosłam
oczy i zobaczyłam, jak chłopak ukradkiem okrąża budynek. Od razu zauważyłam,
nawet z naszej odległości, że oko nie było już opuchnięte, siniaki zmniejszyły
się, ale nie zniknęły, a rozcięcie na jego wardze nadal było wyraźnie wściekłe.
Dostał lanie. Ponad tydzień, a dowody wciąż tam były.
Jedyną rzeczą, która sprawiła, że poczułam się
lepiej, było to, że miał na sobie kurtkę, którą mu dałam, czapkę i nowe dżinsy.
Ale było zimno. Naprawdę powinien był włożyć rękawiczki i szalik. Patrzyłam,
jak nie spieszył się, a kiedy to robił, rozejrzał się po parkingu i,
zaskakująco, spojrzał prosto na miejsce, w którym wczoraj zaparkowałam, jakby
się spodziewał, że tam nas zobaczy.
Jakby
nas tam wczoraj widział.
Dziwne.
Bardzo dziwne. Tak dziwne, że moje ciało wślizgnęło się po siedzeniu w kierunku
Chace’a. Uderzyłam w niego ramieniem i nie odrywając wzroku od chłopca, jego
ramię wepchnęło się za mnie i objęło moją talię.
Moja
ręka wyszła i palce owinęły się wokół jego uda.
Patrzyliśmy
w milczeniu, jak zbliżał się do toreb, przykucnął przy nich, ale nie poświęcił
czasu na przekopanie się. Po prostu złapał je i pobiegł na tył biblioteki,
dookoła i już go nie było.
„Wyczaił
nas” - mruknął Chace, a ja odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
„Co?”
Pochylił
podbródek i wykręcił szyję, żeby na mnie spojrzeć, wtedy uderzyło mnie, jak był
blisko, ale nie cofnęłam się.
Ani
o centymetr.
„Wyczaił
nas, zanim jeszcze wczoraj złapał gówno” - odpowiedział - „Domyślam się po tym,
że zbadał okolicę, nie widział nas na ulicy, więc zbliżał się z kierunku, z
którego przyszedł. To znaczy, że wczoraj wybił mnie z tropu. Zbliżył się od przodu,
odszedł od przodu i skierował się w stronę miasta. Tym razem podszedł od tyłu,
myśląc, że nas tu nie ma. Gdziekolwiek idzie, podchodzi do biblioteki od tyłu.”
„Um…
nie pójdziesz za nim teraz?”
Ścisnął
moje biodro, przeczytałam polecenie, wsunęłam się z powrotem na swoje miejsce,
a Chace wyjrzał przez okno, a jego profil wyglądał na zamyślony, kiedy
odpowiadał.
„Nie.
Chcę, żeby czuł się bezpieczny. Nie chcę, żeby myślał, że to pułapka.
Potrzebował wczoraj tego gówna. Wie, że może nas prześcignąć lub nas zgubić.
Widział nas, zanim jeszcze zwrócił książki. Może wiedział, że może uciec, nie
chciał marnować wysiłku chodzenia tu skądkolwiek przyszedł, by zwrócić książki.
Może myśli, że nie stanowimy zagrożenia. Nie mam pierdolonego pomysłu. Ale
teraz myślę, że powinniśmy zachować dystans, dalej dawać i mieć nadzieję, że
przyjmie twoje zaproszenie i odda. Napisze notatkę. Poczuje się wygodnie. Pozna
cię. Może podejdzie do nas.”
To
brzmiało jak dobry plan.
A
przynajmniej tak było, dopóki Chace nie wysyczał - „Kurwa” - z dużo większymi
emocjami niż podczas mówienia przed chwilą.
„Chace?”
- szepnęłam, ale jego oczy nie opuściły biblioteki.
„Widziałem
to wczoraj, widziałem wyraźniej dzisiaj” - odpowiedział.
„Co?”
Jego
oczy zwróciły się na mnie i złapałam oddech na gniew, który w nich wyczytałam.
Byłam oszołomiona, jak jego pozornie łagodny nastrój zmienił się w jednej
chwili.
„Jego
twarz, Faye. To tydzień gojenia.” - potrząsnął głową, a jego spojrzenie
przeniosło się z powrotem na bibliotekę na kolejne - „Kurwa”.
Wyciągnęłam
rękę i zwinęłam ją na jego kolanie, pochylając się do niego, szepcząc -
„Chace”.
Jeszcze
raz potrząsnął głową, ale przemówił - „Niewłaściwe odżywianie, brak lekarstw,
brak wody do mycia, prawdopodobnie nawet nie wie, jak to robić. To wszystko
opóźnia leczenie, ale to nie znaczy, że ten dzieciak nie został pobity. Został
pobity. Dziewięciolatek szukający jedzenia, nurkujący w śmietniku, a ja jestem
po drugiej stronie cholernej ulicy i wszystko, co mogę dla niego zrobić, to
siedzieć na tyłku, patrzeć i czekać.”
Całe
wersety Holding Out for a Hero
rozbiły się w moim mózgu.
Kiedy
to zrobiły, ścisnęłam jego kolano i zawołałam cicho - „Słonko”.
Natychmiast
zwrócił do mnie głowę, ale byłam tak skupiona na jego złości z powodu chłopaka,
że nie widziałam wyrazu jego twarzy.
„Ma
jedzenie. Jutro wyłożę lekarstwo i napiszę mu, jak go używać. Szampon, mydło,
myjka, ręcznik zasugerują, że znajdzie jakieś miejsce do umycia się. Zachęcę go
do jedzenia owoców i warzyw. Może kupię jakieś witaminy i poproszę go, żeby je
też wziął. Zaopiekujemy się nim, a potem go dostaniemy.”
„Wiem,
że go dopadniemy, kochanie, i to będzie dobre. Ale naprawdę chcę dorwać tego,
kto mu wpieprzył.”
Zacisnęłam
usta, ponieważ powiedział to, jakby naprawdę myślał to wszystko.
Potem
cicho odpowiedziałam - „Ja też chcę, żebyś go dostał”.
Jego
oczy przesunęły się po mojej twarzy, zanim wróciły do moich oczu i odszepnął -
„Więc to zrobię”.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Pochylił
się i dotknął ustami moich ust.
Niestety,
odchylił się do tyłu i powiedział cicho - „Muszę zbierać się do pracy”.
„Racja”
- odpowiedziałam.
„Zadzwonię,
zanim pójdziesz spać”.
Znowu
się uśmiechnęłam i powtórzyłam - „Racja”.
Jego oczy opadły na moje usta, zanim wróciły
do moich, pochylił się o kilka cali i szepnął - „Wziąłbym te usta, ale to by
oznaczało, że bym się z tobą obściskiwał w twoim samochodzie na ulicy. Ładna
bibliotekarka z miasteczka nie potrzebuje takich plotek”.
To
było rozczarowujące.
Dopóki
nie skończył - „…jeszcze nie”.
Znowu
się uśmiechnęłam.
Chace
obdarzył mnie wzajemnie uśmiechem.
Potem
wystartował, a ja wjechałam moim Cherokee na parking, zaparkowałam i poszłam do
biblioteki.
*****
Dziewiąta pięćdziesiąt pięć tej
nocy…
Leżałam
na plecach na kanapie, z nogami na siedzeniu, kolanami do sufitu, palącą się
świeczka o zapachu jabłka, trzaskającą gumą miętową w ustach i, w większości
skonsumowanym, ostatnim kieliszkiem wina, które Chace przyniósł poprzedniego
wieczoru, stojącym na stoliku obok mnie.
Trzymałam
w ręku mój Nook i czytałam.
Lexie
była na szczęście wolna. Jej przyjaciółka, Wendy, nie była na zmianie w
Bubba’s, więc poszła z nami do centrum handlowego. Obie były nie tylko wolne,
ale także przepełnione radością, że idziemy do centrum handlowego, ponieważ szłam
na randkę z Chace’m.
Szczególnie
Lexie. Była zachwycona i nie miała nic przeciwko temu, żeby to pokazać.
To
było dobre.
To
także było pełne nadziei.
Podobały
mi się moje ubrania, ale, wbrew pozorom, nie lubiłam zakupów. Na szczęście
wiedziałam, co lubię i wiedziałam, gdzie to kupić, więc moje doświadczenie
zakupowe było tak wąskie, jak moje życie (to znaczy tak wąskie, jak moje życie kilka
tygodni temu).
Lexie
i Wendy zabrały mnie do centrum handlowego i otworzyły przede mną cały świat.
Dlatego
wróciłam nie tylko ze strojem, który nawet uważałam za fantastyczny dla fanów
wyjścia z Chace’m, ale także z czterema innymi torbami z ubraniami, butami i
(to sprawiło, że się zarumieniłam, ale to nie znaczyło, że nie miałam nadziei,
że w końcu się nie przyda), seksowną bielizną i koszulami nocnymi.
One
bawiły się najlepiej w swoim życiu i ja też. Nie wiedziałam, że zakupy mogą być
takim odlotem. Ale z tą dwójką były całkowicie.
Teraz
byłam w domu, odprężając się, próbując jednocześnie czytać i zastanawiać się,
czy Chace lubi psy i/lub koty. Ponieważ Holly nie miała nic przeciwko
zwierzakom, od miesięcy myślałam o tym, żeby kupić jedno lub drugie. Właśnie o
tym myślałam, gdy zadzwonił mój telefon.
Znowu
to był telefon domowy, więc przekręciłam, chwyciłam słuchawkę z podstawki ładującej
przy kanapie, włączyłam ją i przyłożyłam do ucha.
„Halo?”
„Hej,
mała.”
Zgięte
kolana opadły na oparcie kanapy, powieki opadły mi do połowy i oblizałam usta.
Tak,
to wszystko od powitania.
„Hej,
Chace” - wyszeptałam - „Dobrze się bawisz?”
„To
gra, Słonko, a nie parada”.
Przechyliłam
głowę na bok na jego słowa i ton i zapytałam - „To nie jest zabawne?”
„Nie,
gdy moja drużyna przegrywa”.
„Och”
- mruknęłam, a potem zapytałam - „Kto jest twoją drużyną?”
Zawahał
się i usłyszałam wyraźnie dźwięki w tle telewizora podczas imprezy sportowej,
zanim odpowiedział - „Nuggetsi, Faye”.
Jasne,
oczywiście.
„Koszykówka”
- wymamrotałam.
„Tak,
Słonko. Piłka nożna skończyła się w styczniu”.
Ciągle
mamrotałam, kiedy odpowiedziałam - „Gdzieś coś o tym słyszałam”.
Jego
zrzędliwość spowodowana przegrywającą drużyną osłabła i wiedziałam o tym, kiedy
usłyszałam jego chichot.
„Możesz
oglądać Avalanche” - zauważyłam.
„Av
są na wyjeździe. Zachodnie Wybrzeże. Deck to nagrał. Obejrzymy jako następne”.
„Och”
- wyszeptałam - „Długa noc męskiego towarzystwa”.
„Deck
nie wykłada piwa, dipów i ciastek, chyba że jest poważne gówno do obejrzenia”.
Zgadzałam
się z Deckiem. Cały ten wysiłek powinien być coś wart.
„Deck
brzmi interesująco” - zauważyłam.
„Tak,
jest i każda oddychająca kobieta myśli tak samo”.
Uciekł
mi krótki, cichy chichot i zapytałam - „Przepraszam?”
„Ilość,
którą zarywa, oznacza, że jest albo przystojnym facetem, albo ma zdolność
hipnotyzowania kobiet, co jest niewykrywalne, ale bardzo skuteczne, chociaż
cele, do których tego używa, są nikczemne”.
„Ach”
- odpowiedziałam z uśmiechem - „…przełamując to: jest gorący”.
„Nie
mogę tego nazwać, ale jestem detektywem, więc to dowody sugerują, że to
prawda”.
Zaśmiałam
się cicho i wiedziałam, że Chace tego słucha, ponieważ nie odezwał się
ponownie, dopóki nie skończyłam.
„Szykujesz
się do łóżka?”
Zamrugałam
i spojrzałam na zamontowany na ceglanej ścianie odjechany zegar, który znalazłam
w uroczym sklepie w Glenwood Springs, gdy zapytałam - „Łóżko?”
„Łóżko”
- odparł Chace.
„Jest
dziesiąta” - powiedziałam mu.
„Kiedy
idziesz do łóżka?”
„Nie
wiem, północ?”
Zapadła
cisza.
„Uch,
kiedy ty idziesz spać?” - zapytałam.
„Jeśli
nie piję piwa i nie jem domowych ciasteczek, dziesiąta”.
„Wcześnie
do łóżka, wcześnie z łóżka” - szepnęłam.
„Późno
do łóżka, leniwa rano” – odszepnął.
„Nie
jestem leniwa” - ciągle szeptałam.
„Mała,
daj mi to. Myśl o tobie, leniwej rano w łóżku, jest dobra”.
To
wywołało dreszcz całego ciała i szybką inwentaryzację mojej szuflady na drobiazgi,
aby sprawdzić, czy mam nowe baterie do wibratora.
„Nie
jestem pewna, czy to sprawiedliwe” - tak, wciąż szeptałam - „Ty jesteś u Deck’a
z piwem i ciasteczkami, ja jestem tu i jesteś słodki, i hmmm… inne rzeczy.”
„Inne
rzeczy?” - jego głos był żartobliwy.
„Tak,
inne rzeczy” - mój głos był łagodny i cichy.
„Pieprz
mnie” - mruknął, a potem mamrotał dziwne słowa - „Słodka. Gorąca.”
„Co?”
„Nic,
kochanie. To jest do bani, ale muszę cię opuścić. Chłopcy rzucają mi
spojrzenia, co oznacza, że słuchają. To oznacza, że będą mi dawać gówno, więc prawdopodobnie
nie powinienem im dawać więcej, żeby mi dawali więcej gówna.”
Nie
wiedziałam, czy to, że to powiedziałam było dobre, czy złe, ponieważ to
ujawniało, jak bardzo nie chciałam go puścić. Ale to również mnie nie
obchodziło. Dlatego zaproponowałam - „Możesz przenieść się do innego pokoju”.
„Tak,
jak bym dłużej słuchał twojego słodkiego głosu, drugim pokojem, do którego bym się
przeniósł, byłoby twoje jednopokojowe mieszkanie. To właśnie z uśmiechami,
które dostaję, kupiło mi kupę gówna, więc pozwolę ci odejść.”
„Dobrze”
- powiedziałam cicho.
„Nawet
jak zasypiasz za trzy, cztery godziny, śpij dobrze”.
Znowu
żartował.
Boże,
kochałam to.
Tak
bardzo, że zaśmiałam się cicho, a potem odpowiedziałam - „Kiedy skończysz
męskie rozmowy i wrócisz do domu, ty też śpij dobrze, Chace”.
„Zrobi
się. Noc.”
„Dobranoc,
Słonko.”
„Pieprz
mnie” - wyszeptał i była to niespodzianka, więc zamrugałam, a potem zapytałam -
„Co?”
„Nic,
mała. Porozmawiamy jutro”.
„Jutro,
Chace”
„Noc,
kochanie”
„Noc,
Chace”
Rozłączył
się i wyłączyłam słuchawkę. Potem podniosłam ją do ust i uśmiechnęłam się przy
nim.
Olbrzymim
uśmiechem.
*****
Szósta cztery następnego ranka…
Zadzwonił
mój domowy telefon.
Wybudziłam
się ze snu, spojrzałam na zegarek i uśmiechnęłam się zaspanym uśmiechem.
Potem
sięgnęłam prosto po telefon.
„…lo”
- szepnęłam.
„Mała”
- odszepnął Chace.
Wtuliłam
się głębiej pod kołdrę, chociaż jego głos sprawił, że zrobiło mi się ciepło i
milutko.
„Hej
Słonko” - powiedziałam cicho - „Wróciłeś do domu w porządku, czy jesteś głęboko
w górach, dochodząc do siebie po ceremonialnym rytuale męskich rozmów po
zabiciu niedźwiedzia?”
Dostałam
ochrypły, senny, seksowny chichot, który sprawił, że poczułam się cieplej i o
wiele bardziej przytulnie - „Wróciłem do domu w porządku”.
„Dobrze”
- mruknęłam.
„Dobrze
spałaś?”
„Mm-hmmm”
- wymamrotałam.
Nic
mi to nie dało.
Czekałam.
Wciąż
nic.
„Chace?”
„Jestem
tutaj.”
„Byłeś
cicho” - powiedziałam mu coś, co wiedział.
„Brzmisz
jakbyś na wpół spała”.
„Nie
śpię” - trochę skłamałam.
„Może
nie, Słonko, ale tak brzmisz”.
„Oh”
„Pozwolę
ci odejść, gdy powiesz mi, czy zaopiekowałaś się naszym dzieckiem”.
„Wszystko
dobrze” - powiedziałam cicho - „Butelka ibuprofenu, multiwitaminy dla dzieci i
trochę Neosporiny. Inne rzeczy, o których wczoraj mówiłam, że włożę. Trochę
więcej jedzenia, żeby go zaopatrzyć. Kolejna notatka mówiąca mu, jak używać
maści i umyć się, jeśli może”.
„Nie
potrzebujesz, żebym wpadł do sklepu, żeby coś kupić?”
„Nie,
Słonko.”
„To
dobrze, mała. A teraz idź spać”.
„Chace?”
„Tak?”
„W
notatce opowiedziałam mu trochę o tobie. Tylko kim jesteś, że jesteś fajny, nie
ma się o co martwić i że pomagasz mi się nim opiekować. Czy to w porządku?”
„Tak,
Faye. W porządku. Śpij dalej”.
Nie
chciałam wracać do snu. Chciałam z nim rozmawiać, dopóki Ziemia nie zacznie
krążyć wokół Księżyca.
Nie
powiedziałam mu tego.
Powiedziałam
- „…kej”.
„Do
zobaczenia Słonko”.
„Później,
Chace.”
Rozłączył
się.
Wyłączyłam
telefon.
Nie
sądziłam, że uda mi się ponownie zasnąć.
Ale
to zrobiłam.
*****
Ósma trzydzieści dwie tego samego
ranka…
Moje
oczy były na pojemniku zwrotnym, kawa Chace’a na desce rozdzielczej, moja w
dłoni, mój samochód zaparkowany na ulicy - czekałam na chłopca i Chace’a.
Wysłałam
mu wiadomość, że to ja funduję kawę. Odpisał, żeby przekazać mi swoje
zamówienie i powiedzieć, że odda mi pieniądze, kiedy dotrze do mojego Cherokee.
Odpisałam mu i zapytałam, czy wie, co oznacza „ja funduję”. Odpisał mi, Mała, dam ci pieniądze, kiedy dotrę do
twojego SUV’a.
To były proste słowa na wyświetlaczu telefonu,
ale nadal mogłam odczytać ton.
Mój
tekst w odpowiedzi brzmiał: Och, w
porządku.
Spodziewałam
się, że to będzie koniec, ale otrzymałam odpowiedź jednym słowem.
Urocza.
Boże,
Chace Keaton był niesamowity.
Zadzwoniła
moja komórka. Wyciągnęłam ją z torebki i zobaczyłam, że wyświetlacz mówi „Dzwoni
Chace”.
Poczułam
drobny dreszczyk na skórze i odebrałam.
„Hej”
„Hej,
Słonko. Złe wieści. Dostałem wezwanie. Nie mogę dziś z tobą stać na czatach”.
To
był diabelnie wielki smuteczek.
„Okej”
- odpowiedziałam.
„Będę
u ciebie dziś wieczorem o siódmej trzydzieści”.
„Czy
siódma trzydzieści oznacza, że nasza rezerwacja jest o ósmej?”
„Ósma
piętnaście, na wypadek, gdybyśmy trafili na korki lub niepogodę.”
„Czy
to oznacza, że w drodze powrotnej zamienisz się w dynię, biorąc pod uwagę, że
prawdopodobnie wrócimy do domu po twojej porze snu?”
Potem
cisza - „Teraz się wymądrza i wciąż jest cholernie słodka”.
Uśmiechnęłam
się.
Pokazał
się chłopiec.
„O
mój Boże!” - wykrzyknęłam stłumionym krzykiem - „Wrócił.”
„Jak
wygląda?”
Przyglądałam
mu się, kiedy ostrożnie szedł do kosza na zwroty.
„Ma
na sobie moją kurtkę, nowe dżinsy. Czapkę. Naprawdę powinien nosić rękawiczki i
szalik, które mu kupiłam. Jest zimno. Umieszczę to w następnej notatce.” - potem
cicho - „Usta nadal kiepskie”.
„Jak
użyje Neosporynę, to pomoże”.
„Tak”
Słuchałam
westchnienia Chace’a, obserwując, jak chłopak dociera do toreb.
„Ma
je?” - zapytał Chace.
„Teraz
je zabiera”.
„Dobrze”
- wymamrotał - „Pozwolę ci odejść. Do zobaczenia wieczorem”.
„Wieczorem,
Chace”.
„Później,
Słonko”.
Rozłączył
się.
Patrzyłam,
jak chłopak odchodzi z torbami.
Dałam
mu czas, zabezpieczyłam kawę Chace’a (latte, potrójna), a potem wjechałam na
parking.
Zabrałam
ze sobą kawę Chace’a do biblioteki i wypiłam ją po swojej. Oznaczało to, że
cały ranek byłam nakręcona.
Albo
może to moja randka z Chace’m tego wieczoru sprawiła, że czułam się nakręcona.
To
nie miało znaczenia.
Czułam
się, jakbym mogła tańczyć w powietrzu.
*****
Siódma trzydzieści tego wieczoru…
„Chorobcia,
chorobcia, chorobcia, chorobcia” - mruczałam, patrząc na siebie w pełnym
lustrze na wewnętrznej stronie drzwi mojej szafy.
To
nie byłam ja.
To
było gorące.
Ale
to nie byłam ja.
Miałam
na sobie sukienkę z dzianiny w kolorze zielonej oliwki, w kolorze, o którym
Lexie powiedziała mi, że pasuje do mnie w wielkim stylu z moimi kolorami i nie
myliła się.
Sukienka
była niesamowita. Dopasowana do sylwetki (bardzo), schodziła tuż nad kolano,
miała głęboki, szeroki dekolt vee z przodu, który odsłaniał skórę klatki
piersiowej i obojczyka, ale tylko ślad między piersiami. Rękawy były obcisłe do
samego dołu i zachodziły na nadgarstki. A w dzianinie było kilka pionowych przeszyć,
które były rewelacyjne. Sprawiło, że wyglądałam na wyższą, jednocześnie
podkreślając moje krągłości. Było ich więcej w pasie, co dawało jeszcze większe
wrażenie figury klepsydry niż miałam, a można by powiedzieć, że moja figura
była ekstremalnie klepsydrą.
W
chwili idiotyzmu poszukałam w Internecie fryzur dla prostych włosów, aby
znaleźć pomysły. Kiedy wróciłam do domu, trochę je napuszyłam, spryskałam,
tarmosiłam, drażniłam i odgarnęłam tylko te w górze czoła, zabezpieczając je
spinkami w kolorze ciemnobrązowym.
Ale
uniesienie i drażnienie z tyłu nadawały im klimat seksowego kociaka, który,
nawet ja musiałam przyznać, wyglądał naprawdę dobrze.
Dodałam
więcej makijażu niż zwykle, trochę go pogłębiłam, dając trochę zieleni wokół
oczu, ale nie przesadzałam, ponieważ nigdy nie czułam się komfortowo z dużą
ilością makijażu. Ale z takimi włosami i tą sukienką efekt był zdumiewający.
Miałam
na sobie srebrne kolczyki koła, które były duże i misterny srebrny naszyjnik z
pięciu łańcuszków, który miał mieszankę zielonych, brązowych, fioletowych i
ciemnoniebieskich koralików oraz małych srebrnych kulek z krótkimi srebrnymi
kolcami.
To
nie byłam ja. To znaczy byłam, tylko nie ja w sensie ja, ale nie Ja! w sensie ja.
To
przez buty. Ciemnobrązowa, lakierowana skóra ze szpiczastym noskiem, ośmiocentymetrowy,
cienki obcas i super cienki pasek wokół kostki z maleńką sprzączką z boku,
która nadawała mojej kostce delikatny wygląd i nadawała klasyczny, stylowy,
rock’n’rollowy wygląd butom.
Nie
były gorące. Były diabelnie gorące.
Całe
to przebranie sprawiło, że wyglądałam seksownie.
To
sprawiało, że czułam się seksownie.
Bardzo
mi się to podobało, a jednocześnie o wiele bardziej - przerażało mnie.
Ponieważ
zastanawiałam się, co o tym pomyśli Chace.
I
miałam nadzieję, jak wszyscy diabli, że mu się spodoba.
Rozległo
się pukanie do drzwi i podskoczyłam.
O
Boże, on tam był.
Chorobcia.
Zamknęłam
drzwi szafy i zabezpieczyłam je małym zatrzaskiem, wciągnęłam głęboki oddech i
przeszłam przez mieszkanie z opóźnieniem myśląc, że powinnam była wypić
kieliszek wina (lub dwa), gdy się szykowałam.
Zdjęłam
łańcuch, odpięłam zasuwę i otworzyłam drzwi.
Chace
miał na sobie ciężką dżinsową, dopasowaną koszulę z przeszyciami w stylu western,
która wyglądała, jakby kiedyś była czarna, ale potem została wystawiona na
żywioły przez rok, a potem ciągnięta za ciężarówką przez tysiąc kilometrów,
więc teraz była ciemna poszarzana. Kiedy to się udało, najwyraźniej została
pobłogosławiona przez twardego jak gwoździe dziewięćdziesięcioletniego kowboja,
który wciąż potrafił schwytać na lasso wołu jadąc na koniu, a to
błogosławieństwo wydarzyło się podczas świętego obrzędu, jaki przechodziły
wszystkie ubrania, które powinny być zajebiste.
Na
niej Chace miał dobrze skrojoną sportową kurtkę z czarnej wełny.
Ciemnoniebieskie dżinsy. Czarne kowbojskie buty i czarny pasek z frezowanej skóry
ze srebrną sprzączką z nadrukowaną delikatnie czaszką krowy.
Zaczęłam
się ślinić i musiałam zacisnąć rękę na krawędzi drzwi, aby pozostać w pozycji
stojącej, ponieważ moje nogi zaczęły drżeć.
Podniosłam
oczy do jego twarzy i szepnęłam - „Cześć”.
Na
dźwięk mojego głosu, jego oczy skierowane w dół wokół okolicy moich piersi/przepony,
skierowały się w stronę moich oczu.
Potem,
w jednej sekundzie stałam w drzwiach, a w następnej opierałam się plecami,
Chace opierał się o mój przód, jednym ramieniem otaczał moją talię, a drugie
trzymał we włosach, obejmując tył mojej głowy i jego język był w moich ustach.
To
był kolejny, inny rodzaj pocałunku.
Myślałam,
że ten w moim biurze był głęboki, dokładny i gorący.
Nie
miało to nic wspólnego.
To
nie była tylko pyszna akcja języka. Były przechylone skośnie głowy (nasze
obydwie). Włosy były zaciśnięte w pięści (tylko moje) i chwytane w seksowny
sposób, który pociągał moją skórę głowy szorstko, ale delikatnie i tak gorąco,
że poczułam, jak obszar między nogami staje się mokry. Ręce dużo wędrowały (trzy
z nich, jedna z rąk Chace’a, obie moje pod jego sportową kurtką).
To
było dzikie. Zostawiające wszystko inne. Surowe. Mokre. Intensywne. Ogniste.
Dokładne. Znakomite. Kołyszące duszę. Zmieniające życie. Bicie serca. Śpiew
krwi.
Soczyste.
Kiedy
Chace oderwał swoje usta od moich, naprawdę poczułam, że to wymagało od niego
ogromnego wysiłku. Jego silna dłoń obejmowała mój tyłek. Jego druga była w
moich włosach. Jedno z moich ramion było przekrzywione, przedramię i dłoń
przycięłam płasko wzdłuż jego szerokości, przyciągając go do mnie. Moje drugie
ramię było za jego plecami, dłoń zacisnęłam w pięść w jego koszuli. Nasz oddech
stał się ciężki, szybki, mieszając się między naszymi ustami.
Powoli
otworzyłam oczy i na to, co zobaczyłam w jego oczach, kolejna fala wilgoci
przeszła mi między nogami i zacisnęłam pięść na jego koszuli.
Nie
spełniona po pocałunku, rozpaczająca, że się skończył, bezmyślnie i idiotycznie
zadałam pierwsze pytanie, które pojawiło się w mojej głowie – „Podoba ci się
moja sukienka?”
Głowa
Chace’a drgnęła, nawet gdy mrugnął. Kiedy jego rysy się wygładziły, wpatrywał
się we mnie pół sekundy, zanim jego ręka wyszła z moich włosów, jego druga
zsunęła się w górę moich pleców, a oba jego ramiona zacisnęły się wokół mnie
super ciasno. Pochylił głowę, wtulił twarz w moją szyję i wybuchnął śmiechem.
Postanowiłam
przyjąć to jako tak.
*****
Jedenasta siedemnaście tej nocy…
„Muszę
iść, mała” - wyszeptał Chace przy moich ustach.
Całowaliśmy
się z języczkami, stojąc tuż za moimi drzwiami. Wróciliśmy jakieś dziesięć
minut temu. Nadal miałam na sobie płaszcz, a Chace miał swoją kurtkę. Kiedy
weszliśmy, zamknął drzwi, ale natychmiast wciągnął mnie w swoje ramiona.
Kolacja
była fantastyczna (nie było niespodzianką). Rozmowa była łatwa. Uśmiechy były
częste. Śmiech tak samo.
W
samochodzie tam i z powrotem dowiedziałam się, że Chace słucha country (to też
nie było niespodzianka) i to było dobre country.
Teraz
noc się skończyła.
I
naprawdę, naprawdę tego nie chciałam.
Mimo
to odszepnęłam - „Okej”.
Chace
się nie poruszył, nawet jego usta, które wciąż były ode mnie.
„Telefon
na dzień dobry jutro.”
Superowo!
„Okej”
„Moja
kolej na nasze dziecko, ale nie miałem na nic czasu”.
„Jest okej. W porze lunchu kupiłam mu kilka
książek, komiksów, latarkę, baterie, szczoteczkę do zębów, pastę do zębów,
kilka paczek gum, więcej wody i trochę więcej batoników. Napisałam też notatkę
i dodałam notes i kilka długopisów, żeby mógł odpisać”.
Poczułam
uśmiech Chace’a na moich ustach w tym samym czasie, gdy zobaczyłam go w jego
oczach.
„Wezmę
weekend” - zaproponował.
„W
porządku” - zgodziłam się.
„Wygramy
go, Faye”.
„Tak”
- szepnęłam.
„Chcę
jeszcze raz te usta, zanim odejdę, mała. Tym razem delikatnie” - odszepnął.
„Okej”
- odetchnęłam, wspięłam się na palcach i delikatnie dotknęłam go ustami, mając
nadzieję, że robię to dobrze.
Potem
się cofnęłam.
Delikatne
spojrzenie jego oczu powiedziało mi, że zrobiłam to dobrze i poczułam się jak
królowa świata.
Uniósł
usta, by pocałować mnie w nos, ścisnął mnie ramionami, a potem puścił.
Odwrócił
się do drzwi, otworzył je i wyszedł, kiedy zawołałam - „To była naprawdę dobra
noc, Słonko, dziękuję”.
Odwrócił
się do mnie, jego piękne niebieskie oczy uderzyły w moje, a jego twarz była
poważna.
„Nie,
nie była, Faye” - odpowiedział i ścisnęło mi się serce. Potem cicho dokończył -
„Była zajebiście wspaniała”.
W
tym momencie serce mi podskoczyło.
Chace
zamknął drzwi.
Patrzyłam
na nie.
Potem
wciągnęłam oddech.
Potem
obróciłam się, wskoczyłam na łóżko, opadłam na nie plecami i uśmiechnęłam się
do sufitu.
Ogromnym
uśmiechem.
Będę nudna. Słodko. Dziękuję 😘❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńsłodko. Dziękuje
OdpowiedzUsuń:) Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń