niedziela, 3 października 2021

3 - Odpłynąć

 

Rozdział 3

Odpłynąć

 

 

„Poddajesz się?!?!?”

Wpatrywałam się w skrzynkę odbiorczą z wiadomością na moim komputerze i westchnęłam.

Tak, poddawałam się. Tydzień temu Chace to rozłożył. Nie zrozumiałam. Nie byłam wystarczająco doświadczona, by rozumieć. Przez dobrą chwilę czułam, kiedy jego ramiona obejmowały mnie mocno, jego usta przycisnęły się do moich, jego dłoń była w moich włosach, że chciał mnie pocałować…

Całując mnie.

I, o mój Boże, co był za pocałunek.

A żeby był tak dobry, wydawało się, że musiał być w to zaangażowany. Lubić mnie.

Jak powiedziała Lexie. Bardzo mnie lubić, jak może lubić ktoś, kto ma głodne serce, tęskniącą, zniszczoną duszę, a jeśli nie może tego mieć, postawi swoje życie na szali, w taki sposób lubić mnie, cóż, lubić mnie.

Nagle nie byłam w jego ramionach, a on dał jasno do zrozumienia, że nie lubi mnie.

Zupełnie.

Nawet malusieńkiego, maleńkiego kawałka mnie.

Miałam mądrego ojca, który chętnie dzielił się swoją mądrością, mądrą matkę, która dzieliła się swoją mądrością raczej popychając niż działaniem, a także miałam magisterium z bibliotekoznawstwa.

Nie byłam głupia.

Zrozumiałam to.

Więc się poddałam.

Podniosłam ręce do klawiatury i napisałam do mojego internetowego przyjaciela Benji’ego - „I tak nic nie osiągnęliśmy.”

„Osiągnęliśmy!” - Odpisał - „To musi być ktoś z Elity ten, kto wynajął zabójcę. I już odkryliśmy niektórych graczy! Pieniądze za korupcją. Pieniądze, które zapłaciły za czyste uderzenie. Musimy kopać dalej.”

Poznałam Benji’ego na forum poświęconym wszystkiemu, co było o nowym Battlestar Gallactica[1], lub, jak to Benji nazwał „Najlepszym programem telewizyjnym wszechczasów”.

Nie zgodziłam się. Uwielbiałam Battlestar Gallactica, ale Firefly[2] był zdecydowanie najlepszym programem telewizyjnym w historii, co sprawiło, że jego anulowanie w połowie sezonu było aktem świętokradztwa (jak myślałam).

Na szczęście zrobili o tym film. Na szczęście Nathan Fillion przeniósł się do kolejnego niesamowitego serialu, Castle.

Ale nic nie przebijało Firefly.

Nic.

Lata temu związek Benji’ego i mój zniknął z forum i rozwinął się, więc przedstawiłam go mojej innej internetowej przyjaciółce Serenity Wash. Poznałam ją na forum Firefly i to był jej pseudonim. Myślenie, że jest to „ona” spowodowane było faktem, że mogła godzinami wymyślać perwersyjne rzeczy o Nathanie Fillionie w sposób, o którym nie byłam pewna, ale myślałam, że nie może być miłością gejowską. Serenity i ja byłyśmy bliskimi przyjaciółkami. „Znałyśmy” się od lat i cały czas pisałyśmy do siebie, rozmawiając o życiu, pracy, rodzinie, myślach, uczuciach, emocjach, ale nie znałam jej prawdziwego imienia, płci, miejsca zamieszkania ani niczego namacalnego o niej. Wszystko co dawała, to były wskazówki, ale jednocześnie strzegła tego, jakby to była tajemnica państwowa. Więc nigdy nie wiedziałam, czy aluzje były prawdziwe, czy też próbowała zepchnąć mnie z tropu.

Serenity Wash to był jej pseudonim, pochodzący od nazwy statku kosmicznego w Firefly „Serenity” oraz jej ulubionej postaci z serialu „Wash”.

Nawiasem mówiąc, pseudonim Benji’ego brzmiał „Admiral AdamaforPresident”. Ponieważ pisanie tego było uciążliwe, kazałam mu podać jego prawdziwe imię. I wiedziałam, że był mężczyzną, skoro wymyślał perwersyjne rzeczy o odcinku Szóstym z tamtego serialu w sposób, w jaki żadna kobieta by nie potrafiła.

Powiedział mi też, że jego pełne imię to Benjamin, a ja nie znałam żadnej dziewczyny o imieniu Benjamin, więc myślałam, że jego płeć nie była kwestionowana.

Przez lata informowałam ich na bieżąco o wydarzeniach w Carnal. Podzieliłam się także moją długodystansową, nieodwzajemnioną miłością do detektywa Chace’a Keatona. Interesowali się tym, zwłaszcza gdy wszystko się rozgrzało i w końcu eksplodowało. Dotyczyło to również wiadomości, że Misty Keaton nie żyje, a jej mąż, jak mieli nadzieję, może być ze mną.

 Pozostali zainteresowani, może niezdrowo i namówili mnie do zrobienia tego samego. A niezdrową częścią tego było to, że oboje byli dobrzy w komputerach. Żyli na marginesie społeczeństwa, poświęcali się społecznościom internetowym i geekowej telewizji. Zawsze przygotowywali się do wściekłego udziału w każdej konwencji geeków, która pojawiła się na ich drodze.

Oddawali się także takim innym zajęciom, jak, powiedzmy, hakowanie i amatorska detektywistyka.

 To również doprowadziło do mojej nocnej podróży po północy, jednej z wielu, na miejsce zbrodni. Oczywiście, nie miałam pojęcia, czego szukam. Serenity, oczywiście, oglądała Kości i powiedziała mi, że można złapać mordercę badając ziemię. Nie miałam trzech doktoratów z entomologii, botaniki i mineralogii, jak fikcyjny Jack Hodgins, który tak miał w tamtym serialu, ani nie miałam laboratorium z ery kosmicznej, aby pobrać próbkę do badania, więc nie miałam pojęcia, czego się ode mnie spodziewają z ziemią w Harker Wood. Jednak mieszkałam w Carnal i z głową w książkach, palcami na klawiaturze z internetowymi przyjaciółmi, oczami wyszkolonymi do geekowania telewizji lub nie, wciąż znałam wielu złych, widząc, że byli policjantami i robili swoje, a ich obecność była przytłaczająco znana. Oznaczało to również, że wiedziałam, że większość z nich to idioci. A idioci nie mogli popełnić morderstwa tak, by uszło im to płazem.

Poszłam więc do Harker Wood, kiedy nikt mnie nie widział. Rozejrzałam się, przeczesałam ten las tak dokładnie, że znałam go już jak własną kieszeń.

Ale nigdy niczego nie znalazłam.

Ale też, podobnie jak Benji i Serenity, nigdy się nie poddawałam.

Do teraz.

Nie podzieliłam się ostatnimi wydarzeniami, ponieważ oboje otwarcie mieli nadzieję, że nasze działania dojdą do pożądanego zakończenia, sprawią, że Chace mnie zauważy, a potem natychmiast zakocha się we mnie.

Oczywiście tak się nie stanie.

Więc teraz nadszedł czas, abyśmy przestali próbować robić to, czego i tak nigdy nie zrobimy. Nawet jeśli Benji włamał się na serwer komputerowy Departamentu Policji Carnal, a Serenity jakoś zdołało się włamać i śledzić wraz z rozmowami i wiadomościami tekstowymi na ponad tuzin telefonów komórkowych.

A to, co próbowaliśmy zrobić, czego nigdy byśmy nie zrobili, to znaleźć mordercę Misty Keaton.

Co więcej, nawet przed ostatnimi nieprzyjemnymi i mylącymi (ale, niestety, przez kilka pięknych momentów, również niesamowicie ekscytującymi) Potyczkami z Chace’m, zaczynałam się martwić.

Stało się tak dlatego, że Serenity podawała nazwiska ludzi, którzy, jak wynikało z wyszukiwarek internetowych, byli bogatymi i wpływowymi. Duże pieniądze. Stare pieniądze. Sędziowie. Biznesmeni. Politycy. Maklerzy mocy.

Serenity była przekonana, że nieżyjący już przywódca brudnej bandy brudnych gliniarzy, Arnold Fuller, miał na tych facetów haki. I była przekonana, że, chociaż Fuller był bardzo martwy, człowiek taki jak on nie mógł szarpać takich mężczyzn za łańcuchy, jeśli nie miał przy sobie tego dobra. I wreszcie, Serenity była przekonana, że te dobra nie umarły wraz z Fullerem.

Gdzieś były.

Pomyślała też, że jeśli znajdziemy mordercę Misty, znajdziemy i to. W zamieszaniu, które nastąpiło po oczyszczeniu z zarzutów Ty Walkera i ujawnieniu korupcji w Carnal, nic z tego nie wypłynęło.

Tak więc Serenity była przekonana, że istnieje coś innego, co może się spierdolić, a najlepszym sposobem, aby znów coś się spierdoliło bez powodowania jakichkolwiek uszkodzeń, było wycelowanie w to samemu.

Jak można sobie wyobrazić, nie napawało mnie to radością. Nie napawało mnie to nawet niepokojem. Napełniło mnie to pragnieniem ucieczki z krzykiem od tego ulubionego projektu i nigdy nie oglądania się za siebie. Niestety, Benji i Serenity byli w tym zakopani. Na szczęście prawdziwa tożsamość Serenity była tak głęboko ukryta za ścianą jej przebiegłości komputera, że prawdopodobnie nikt nie mógł jej zhakować. A Benji mieszkał w Anglii, więc miejmy nadzieję, że długi zasięg pieniędzy i władzy Kolorado nie sięgał tak daleko.

Ale ja skończyłam. Chace nazwał moje wdzięki „ograniczonymi”, a mój pocałunek „bzdurnym gmeraniem”. Skończyłam. Nie chciałam żadnych przypomnień o nim. Na szczęście pracowałam w bibliotece, budynku, do którego, o ile wiedziałam, nie wszedł nigdy od trzynastu lat. A ponieważ byłam jedynym opłacanym pracownikiem biblioteki, uznałam, że bezpiecznie jest powiedzieć, że nigdy tam nie był i dlatego nigdy tam nie będzie. I nie wracałam do baru. Zrezygnowałam też z kawy La-La Land. To było do bani. Kawa Shamblesa i Sunny była niesamowita, a wypieki Shamblesa były warte grzechu.

 Ale to były jedyne miejsca, kiedy moja ścieżka mogła skrzyżować się z jakąkolwiek regularnością ze ścieżką Chace’a Keatona, więc dopóki palenie spowodowane jego słowami nie zgasło, unikałam ich.

Benji’ego i Serenity nie mogłam kontrolować. Byli dorośli (miałam nadzieję) i nie byli głupi. Może nawet mniej zaangażowani w prawdziwy świat niż ja, ale nie głupi.

A ze swojej strony po prostu bym ich ostrzegała.

„Benji, nie byliśmy” - napisałam - „I nie podoba mi się to, co odkrywamy, i ty też nie powinieneś się z tym czuć komfortowo. To naprawdę nie nasza sprawa. W Carnal znów jest dobrze. Mam silne przeczucie, bardzo silne, że nie powinniśmy wywoływać wilka z lasu.”

„Ale co z Chace’m?” - odpisał Benji i zamknęłam oczy.

Potem je otworzyłam, żeby znów kłamać.

„On ma dziewczynę.”

„Co!?!?!?!”

Wzięłam oddech i dalej kłamałam.

„Tak. Widziałam go z nią pewnego dnia. Wyglądają na naprawdę bliskich. Jest super ładna.”

„O MÓJ BOŻE! Dlaczego nic nie powiedziałaś?!?!?”

„Potrzebowałam po prostu trochę czasu, żeby porzucić marzenie.”

 „Och Inara” (tak nawiasem mówiąc, to był mój pseudonim, ponieważ postać Nathana Filliona była zakochana w postaci Inary w Firefly – w rzeczywistości moje pełne imię na ekranie brzmiało Inara000, ponieważ było tam miliard Inar) „nie mów tego. Czy ta rzecz jest u niego nowa? Może to się nie uda.”

„To nie jest część dbania o kogoś, Benji, nawet jeśli troszczysz się o niego z daleka, mając nadzieję, że nie będzie szczęśliwy. Nie był zadowolony z Misty. Teraz wygląda na szczęśliwego z tą nową damą. On idzie dalej. Ja też powinnam.”

„Nie trać nadziei. Nigdy nie wiadomo” odparł Benji.

„Nie, wiem tylko, że od siedmiu lat jestem w domu z college’u, a on mnie nie zauważył. Od siedmiu miesięcy jest wdowcem i nie zauważył mnie. To znaczy, że prawdopodobnie nigdy mnie nie zauważy. Muszę żyć, Ben. I prawdopodobnie powinnam zacząć tym żyć.”

Moje oczy pozostały na ekranie, ponieważ przez chwilę nic nie wróciło od Benji’ego, a potem to się stało.

„Przykro mi, Faye. Ale prawdopodobnie masz rację. Mimo to mam nadzieję, że znajdziesz kogoś spektakularnego, ponieważ na to zasługujesz, a kiedy Chace Keaton w końcu wyprostuje głowę i cię zauważy, może poczuć trochę tego, co teraz czujesz, wiedząc, że jesteś szczęśliwa i to szczęście nie będzie nigdy z nim.”

Nie wstrzymywałabym oddechu, aż by to się stało.

Nie podzieliłam się tym z Benji’m.

Benji’m, którego kochałam, a kiedy czytałam jego słowa, przypomniały mi się wszystkie powody, chociaż nigdy go nie spotkałam i prawdopodobnie nigdy nie poznam, dla których to robiłam.

Zamiast tego napisałam - „Robi się tutaj późno, Ben. Muszę iść do łóżka.”

„Racja” - odpowiedział, pozwolę ci odejść - „Wrócisz jutro?”

„Prawdopodobnie” - odpowiedziałam i prawdopodobnie wrócę jutro. Siedzę w swoim mieszkaniu przy komputerze i rozmawiam z ludźmi, których dobrze znałam, ale których nigdy nie spotkałam. I prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali, ponieważ byli społecznymi odmieńcami.

Jak ja.

Dwadzieścia dziewięć lat i nigdy z nikim nie spałam. Prawie nigdy nie byłam całowana i tęskniłam za mężczyzną, którego nigdy nie miałam, który był prawdziwy i innym, który był fikcyjną postacią w dawno odwołanym serialu telewizyjnym.

„Tak” - wyszeptałam, pisząc „Później, Ben.” - „Muszę zdobyć prawdziwe życie”.

Przeczytałam jego pożegnanie i wyłączyłam komputer.

Potem podeszłam do mojej kanapy.

W moim życiu była jedna rzecz, którą można było uznać za odjazdową. To było moje mieszkanie.

Była to przestrzeń nad kwiaciarnią Holly na Main Street.

Oznaczało to, że często pachniało kwiatami. Oznaczało to również, że mogłam chodzić do pracy. Biorąc pod uwagę, że mój samochód był ciemnozielonym dżipem Cherokee, który mój tata przekazał mi siedem lat temu po ukończeniu przeze mnie college’u, możliwość dostania się pieszo do pracy i gdziekolwiek indziej w moim ciasnym życiu była dobrą rzeczą.

Moje mieszkanie było przeważnie jednopokojowe. Cztery wąskie, ale wysokie, łukowate okna z przodu wychodziły na Main Street. Wszystkie ściany były z wyeksponowanej czerwonej cegły. Podłogi miały świeżo nabite deski, które Holly wyremontowała, zanim mi je wynajęła, więc, chociaż były utrapieniem, były również błyszczące i cudowne. Rzuciłam tu i tam kilka niedopasowanych, różnokolorowych, różnokształtnych, ale ładnych i jasnych dywanów, aby ocieplić pokój.

Z tyłu znajdowała się otwarta kuchnia, oddzielona od pokoju wysokim blatem ze stołkami przed nim. Była duża, bo przestrzeń była duża. Miała wiele szafek pomalowanych na kość słoniową z wyszczerbieniami i zadrapaniami, które wyglądały raczej fajnie niż na poobijane, a niektóre szafki miały szklane fronty, dzięki czemu można było zobaczyć moją żywą kolekcję kamionki. Miała też ogromną wyspę pośrodku i dużo miejsca na blatach. Ta kuchnia była niesamowita.

Obok kuchni znajdowało się małe pomieszczenie gospodarcze. Było schowane w zakamarku utworzonym przez wyłożony drewnem pokój i wgryzało się w przestrzeń, którą stanowiła duża łazienka.

W łazience była umywalka na postumencie i głęboka, bajeczna wanna na nóżkach, która była baśniową krainą wanien dla ludzi (takich jak ja), którzy lubili się kąpać.

Przy oknach z przodu stała moja jasnoróżowa, przygarbiona kanapa z poduszką i trzy wygodne fotele (jeden niebieski, jeden bakłażan i jeden jasny turkusowy), wszystkie z otomanami otaczającymi różne ładne, ale losowo niepasujące do siebie stoliki. Dużo czytam, więc potrzebowałem wielu różnych miejsc do wyboru, gdzie czytać. Z moimi miejscami do siedzenia, miałam to.

Pośrodku pomieszczenia, na dużym, grubym dywanie w bogatej leśnej zieleni, stało moje łóżko typu queen-size. Miało zwinięte, pomalowane na kolor kości słoniowej, żelazne wezgłowie i zakończenie w nogach oraz szerokie, ale nie głębokie, pomalowane na kolor kości słoniowej, lecz zniszczone szafki nocne po obu stronach. Na jednej z nich stała duża lampa z podstawą ze szkła żłobkowanego. Na drugim była lampa, która była okrągła, z matowo różowej ceramiki, która wyglądała jakby miała wybite oczko, a żarówka była wewnątrz niej, więc lampa rzucała ładne wzory na ścianę, gdy świeciła (tak jak teraz). Na łóżku leżały pęki poduszek wszelkich kształtów i rozmiarów, miękkie prześcieradła, na które sobie pozwalałam, bo kosztowały fortunę, ale czułam się w nich świetnie, a puchowa kołdra w miętowo zielonej poszwie z fioletowymi, różowymi i niebieskimi kwiatami.

Ściana z boku łóżka w pobliżu części wypoczynkowej była wypełniona półkami, na których znajdowała się obszerna kolekcja moich książek, moje stereo, płyty CD, DVD, kilka oprawionych zdjęć i geekowe przedmioty, takie jak mały model statku Serenity z Firefly i ramka z zamontowanym czakramem Xeny, niesamowitą bronią Wojowniczej Księżniczki.

Na ścianie po drugiej stronie znajdowała się ogromna, zabytkowa szafa, którą tata musiał rozebrać i złożyć, żeby tam ustawić.

Na ścianie naprzeciwko półek przy salonie znajdowało się moje duże, niesamowite biurko stylowo celowo postarzane, a na nim komputer i akcesoria do niego. Po drugiej stronie, między drzwiami wejściowymi a łazienką, stała zabytkowa, zniszczona komoda. Stała na niej kolejna bajeczna lampa z delikatną podstawą z trawionego kryształu, którą kupiłam za bezcen, bo nie działała, ale kupiłam ją, bo wiedziałam, że tata może ją naprawić. I zrobił to.

Nic nie pasowało do siebie, nawet stołki przy kuchennym blacie. Miałam tu i ówdzie przypadkowe, dziwaczne rzeczy, dekorujące powierzchnie i ściany. Gdybym miała nadać temu wyglądowi nazwę, nazwałabym go „Odjazdowy Szyk Przygnębionej Dziewczyny Z Gór”.

I to uwielbiałam.

Co było dobre, pomyślałam, podchodząc do mojej kanapy, chwytając iPoda i rzucając się na nią na plecy, ponieważ poświęciłam tyle czasu na urządzanie tego.

Wpatrywałam się w sufit, czując zapach palącej się świecy (jabłko) i chwytając jedną z wielu paczek landrynek w moim domu, rozpakowując i wkładając jedną do ust.

Miętówka. Uwielbiałam ten smak, cieszyłam się, gdy go odkryłam, byłam od niego uzależniona i żułam je cały czas, nawet po północy w czwartek, kiedy leżałam na kanapie, zastanawiając się, co u licha mam zrobić z resztą mojego życia.

Było prawdopodobne, że jutro Lexie, Laurie, Krystal: ich mieszanka lub wszystkie, będą w bibliotece. Nie wspominając już o tym, że mogłyby przyprowadzić rzadkie, ale wiarygodne dodatki innych przyjaciółek: Wendy, Maggie, Stellę, Betty, Sunny, Avril, Amber, Jazz, Kayeleen lub, Boże broń, szaloną Twylę, która przerażała mnie bardziej niż Krystal.

Od tygodnia nie dopuszczałam ich, mówiąc, że jestem zajęta sprawami biblioteki. Biorąc pod uwagę coraz bardziej przerażające, ale dziwnie niejasne problemy z finansowaniem, na szczęście, nie było to kłamstwo. Ale oznaczało to również, że ich okazjonalne wizyty stały się o wiele częstsze i jedna, dwie lub kilka z nich, razem i osobno, były co dwa dni od siebie.

Laurie i Krystal powiedziały mi, że krąży plotka w mieście, co oznaczało, że w barze motocyklowym Bubba’s i Carnal Spa, a potem wszędzie dookoła, że pojechałam na komisariat i rozmawiałam z Chace’m.

Słowo, od ich podzielenia się ze mną, było poprawne. To słowo oznaczało, że poszłam złożyć raport. Chace i ja byliśmy za zamkniętymi drzwiami przez dziesięć minut. Chace wyszedł, wyglądając na wkurzonego i natychmiast udał się do swojego SUV-a. Ja wyszłam chwilę później, wyglądając, jakbym została spoliczkowana, i szybko wyszłam z lokalu, nie oglądając się za siebie.

Na tę wiadomość skłamałam i powiedziałam im, że to wcale nie była prawda. Opowiedziałam im o chłopcu, którego widziałam (i upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu, prosząc, aby na niego zwróciły uwagę i dzwoniły do mnie, gdyby go zobaczyły) i dlatego tam pojechałam. Nic się nie wydarzyło. Chace się temu przyglądał, a w międzyczasie dałam Frankowi Dolinski książkę, a artysta naszkicował (bardzo dobre) podobizny chłopca. Wszystko to zrobione podczas nieobecności Chace’a na komisariacie.

Nie kupiły tego i, chociaż musiałam przyznać, że podobało mi się, że się przychodziły, wiedziałam, że presja wzrośnie i nie wyglądałam tego z utęsknieniem.

Ale bycie bibliotekarką w małym miasteczku nie oznaczało dziewięciu godzin dziennie, od wtorku do soboty, wśród zabawy i śmiechu. Ich przybycie przerywało dzień. Były zabawne. Były otwarte, prawdziwe i, w przeciwieństwie do mnie, normalne. I lubiły mnie, co było miłe. To nie tak, że nie miałam przyjaciółek. Ale wszystkie moje przyjaciółki z liceum albo się wyprowadziły, albo były zaangażowane w związkach, więc nie miałam z nimi wiele wspólnego. Spędzałyśmy razem czas, ale nie za dużo. Moi pozostali przyjaciele byli dostępni za pomocą klawiatury komputera.

Miło było więc czuć się częścią ich grupy.

Po prostu nie chciałam dzielić się tym, co stało się z Chace’m.

Może pewnego dnia, kiedy myślenie o tym nie będzie bolało tak bardzo. Może zaprosiłabym je na kolację i margaritę, upiłybyśmy się, a ja bym puściła farbę.

To brzmiało jak dobry pomysł. Otwarta, prawdziwa, normalna rzecz dla dziewczyny, która ma prawdziwe życie. Zapraszanie jej dziewczyn, kolacja, drinki, pijaństwo i wyznanie swoich najbardziej upokarzających, bolesnych chwil w życiu, aby mogły powiedzieć ci, że wszyscy mężczyźni są nieudacznikami i zrobić kolejnego drinka.

Włożyłam słuchawki, a ponieważ powinnam się odprężyć, a nie nakręcać, do czego zabierały mnie moje myśli i włączyłam jedną z moich list odtwarzania.

To działało, dopóki nie pojawiła się w kolejce ta piosenka.

Interpretacja Elli Mae Bowen Holding Out for a Hero.

Kiedy leżałam tam tak, jak zawsze leżałam - sama, późno w nocy, w moim zajebistym, ale samotnym mieszkaniu, jej piękny głos wypełniony tęsknotą, śpiewający słowa, których nigdy tak naprawdę nie słuchałam, uderzył mnie jak kula przedzierająca się przez moje ciało pozostawiając po sobie dotkliwy ból.

Nawet nie próbowałam kontrolować łez, które wypełniły mi oczy. Nie poczułam ich kłucia w nosie. Po prostu pozwoliłam im toczyć się, gdy sufit nade mną zrobił się zamazany, a tęsknota w głosie Elli Mae, piękna melodia za słowami rozerwały mnie na strzępy.

Zobaczyłam Chace’a Keatona w wieku szesnastu lat, nawiasem mówiąc, w wieku Elli Mae, kiedy nagrywała tę piosenkę, i przekonałam sama siebie, że znalazłam swojego bohatera i zawsze tam był, tuż za moim zasięgiem.

Ale nie był tuż poza moim zasięgiem i, dopóki nadal miałam nadzieję, wciąż sięgałam, licząc na to, że w końcu jego ciepłe, silne i mocne palce zacisną się wokół moich.

Był po prostu poza zasięgiem.

Mieszkał w tym samym mieście, ale był wiele, wiele kilometrów stąd.

Kiedy Ella Mae skończyła, puściłam to ponownie.

I znowu.

Potem znowu.

Potem ze łzami w oczach wstałam, zdmuchnęłam świecę i podeszłam do udręczonego, kapryśnego zestawu wieszaków, które tato zamontował przy moich drzwiach. Chwyciłam mój długi, pastelowo zielony szalik i owinęłam go wokół szyi, dociskając kabelki słuchawek do skóry pod nim.

Odtworzyłam to, kiedy chwyciłam swój sosnowy, wełniany płaszcz, naciągnęłam go, manewrowałam iPodem, podczas gdy go zapinałam, chwyciłam rękawiczki pasujące do szalika i naciągnęłam je. Potem złapałam klucze.

Słuchałam piosenki, kiedy otworzyłam drzwi i wyszłam, zamknęłam drzwi, wsunęłam klucze do kieszeni i zeszłam po schodach, które prowadziły do tylnego zaułka i mojego Cherokee.

Odtworzyłam ją ponownie, gdy okrążyłam boczną alejkę i szłam szybko, z napiętymi ramionami, rękami wyciągniętymi przed siebie, splecionymi dłońmi, przez ostry, suchy chłód, który osuszył łzy na mojej twarzy.

Odtworzyłam to ponownie, kiedy skręciłam z Main Street i szłam cichymi, ciemnymi uliczkami do szkoły podstawowej. Po raz kolejny wysłuchałam słów, prześlizgując się przez otwór w ogrodzeniu z siatki i kierując się na plac zabaw.

Słuchałam tego, kiedy zatrzymałam się przy huśtawce, podniosłam rękę w rękawiczce i oparłam ją na jednej z wysokich tyczek huśtawki i opuściłam głowę, przyciskając czoło do rękawiczki. Słuchałam czując ból na świadomość, że nie ma nic gorszego na całym, szerokim świecie niż śmierć nadziei.

I słuchałam tego, gdy wokół mojego bicepsa mocno i twardo owinęła się dłoń, ale usłyszałam też swój niski, zdziwiony krzyk dzwoniący w mojej głowie, jeśli nie w uszach, gdy poczułam dotyk i ta ręka nie zawahała się, by mnie wykręcić.

Potem spojrzałam na rozgniewaną twarz Chace’a Keatona.

Co do choroby?

Zamrugałam na niego i zrobiłam to dwa razy, zanim zdałam sobie sprawę, że jego usta się poruszają.

Mówił do mnie.

„Co?” - zapytałam, automatycznie mówiąc bardzo głośno przy muzyce, której on nie słyszał.

Jego głowa szarpnęła się, jego oczy zwęziły się, nawet gdy poruszały się wokół mojej głowy. Poczułam, jak jego ręka opuszcza moje ramię, a potem nagle Ella Mae zniknęła, ponieważ uniósł obie ręce i wyciągnął moje słuchawki do uszu.

Potem usłyszałam, jak warknął - „Jezu, jest gorzej”.

Nie nadążałam. Nie przeszłam od zaprzeczania samotności do zrozumienia tego do głębi mego istnienia, odpuszczania marzenia, odczuwania, jak pulsuje we mnie ból, bije mnie w sposób, w jaki wiedziałam, że będę go czuła wiecznie, do stania na zimnie na boisku szkoły podstawowej, wpatrując się w rozzłoszczonego Chace’a Keatona.

„Co jest gorzej?” - wyszeptałam.

„Ty, spacerująca samotnie w ciemności nocy po mieście pełnym cholernych motocyklistów, którzy lubią się upijać, awanturować i uprawiać seks, i robiąca to ze słuchawkami i muzyką tak głośną, że nie mogłabyś usłyszeć, jak ktoś się zbliża, nawet jeśliby nosił pierdolony krowi dzwonek.”

Oczywiście miał rację. Właściwie słyszałam nawet teraz Ellę Mae, a słuchawki nie były nawet w moich uszach.

Szybko kciukiem zatrzymałam iPoda, ale odpowiedziałam Chace’owi - „Motocykliści są przyjaźni.”

„Nie, Faye, nie są.”

„Ale mieszkam tu całe życie, więc znam też kilku motocyklistów. Są.”

„Tak, ci, którzy tu mieszkają, nie srają tam, gdzie mieszkają. Ci, którzy przyjeżdżają tu z innych miejsc, mają w dupie, gdzie srają. Oczywiście, to by oznaczało, że jakby coś ci się stało, miejscowi motocykliści musieliby się rzucić, widząc, że ktoś skrzywdził jedną z nich, więc gdziekolwiek wyśledzą innych, rozpęta się piekło. W międzyczasie, po tym, jak stworzyłabyś ten koszmar, nie radziłabyś sobie zbyt cholernie dobrze.”

„Dużo przeklinasz” - wyszeptałam, a jego głowa znów drgnęła, gdy jego oczy znów się zwęziły.

„Co?” - warknął.

„Nic” - mruknęłam i przygryzłam wargę.

Jego oczy opadły na moje usta, a następnie przesunęły się z powrotem na moje oczy.

Nagle moja ręka została złapana w mocnym, stanowczym uścisku i szarpnięta, gdy powiedział - „Odprowadzam cię do domu”.

Ponieważ jego ręka szarpnęła moją, a jego ciało było wysokie, szczupłe, muskularne i poruszało się, nie miałam innego wyjścia, jak tylko podążać za nim.

Ale zaprotestowałam, gdy moje stopy poruszały się dwa kroki na jego jeden, aby nadążyć za jego długimi krokami - „W porządku. Naprawdę. Nie jest daleko i nie będę słuchała muzyki.”

Zatrzymał się gwałtownie, szarpiąc moją rękę, co sprawiło, że nagle zatrzymałam się i zgiął szyję tak, że jego przystojna twarz była o centymetry od mojej.

Jego oczy były gniewne.

Nie, wściekłe.

Przestałam oddychać.

„Odprowadzam… cię… do domu” - powiedział cicho, powoli, a każde słowo było celowe.

Zrobiłam jedyną rzecz, jaką mogłam zrobić. Skinęłam głową.

Jego twarz zaczęła się cofać, po czym jego oczy ponownie się zwęziły i, z jeszcze większą szkodą dla mojej zdolności oddychania, zbliżył się jeszcze bardziej. Przesunął spojrzeniem po moich rysach, a potem spojrzał mi w oczy.

„Płakałaś?” - zapytał niskim, ale cichym głosem.

Spojrzałam na niego i uderzyło mnie, że przyciągnął nas bliżej chodnika, gdzie były latarnie, więc mógł mnie widzieć.

„Nie.”

Znowu było!

Kolejne kłamstwo!

Chace przyłapał mnie na tym i zrobił to ponownie tym niskim, miękkim głosem, który sprawił, że jego zwykle głęboki, atrakcyjny głos był głębszy i znacznie bardziej atrakcyjny.

„Słonko, mam oczy.”

Bardzo mi się podobało, kiedy nazywał mnie Słonko. Zrobił to już dwa razy i za każdym razem wydawało się to prezentem. Oczywiście, prawdopodobnie nazywał wszystkie Słonko, jeśli były kobietami. Więc to nie był prezent. To było wyrzucenie. Bez znaczenia. Wzięłam oddech i wyprostowałam ramiona.

„W porządku, Chace. Płakałam. Ale to, że to robiłam i powody, dla których to robiłam, to nie twoja sprawa. Więc jak tak, jesteś zwolniony z wypełniania swoich obowiązków jako funkcjonariusz prawa i upewniania się, że jestem bezpieczna, odprowadzania mnie do domu. Ale jeśli nie masz nic przeciwko, odpuszczę to przesłuchanie.”

„Oto charakter” - mruknął.

„Co?” - warknęłam.

„Nic” - wciąż mamrotał, ruszając się, szarpiąc mnie za rękę i znowu zaczęliśmy iść.

Chciałam zapytać, co robił włócząc się po ulicach w środku nocy, ale nie zrobiłam tego. Chciałam zapytać, gdzie jest jego SUV, ponieważ szukałam go wzrokiem, gdy szliśmy przez miasto na zimnie i go nie widziałam, ale tego też nie zrobiłam. Chciałam go poprosić, żeby puścił moją rękę, ale tego też nie zrobiłam.

Po prostu szłam u jego boku, trzymając mocno rękę w jego dużej, ciepłej i obiecałam sobie, że nie zrobię niczego głupiego i dramatycznego. Na przykład pozwolę moim emocjom i pięknej, poruszającej duszę piosence wysłać mnie w noc na nierozważny spacer. Co nie zrobiło nic, aby oczyścić moją głowę, skoro słuchałam piosenki, która wielokrotnie szarpała moją duszę, gdy to robiłam.

Właściwie, od tego momentu, kiedy okrążyliśmy boczną alejkę, by dostać się na tylną alejkę prowadzącą do mojego mieszkania, zdecydowałam (oczywiście dramatycznie), że przez resztę wieczności nie będę słuchała niczego poza optymistyczną muzyką. Tak bardzo chciałam to zdecydować, że nie przyszło mi do głowy, że nie to nie ja prowadziłam Chace’a do zaułka, w którym mieszkałam.

On prowadził mnie.

Skręciliśmy w tylną alejkę i weszliśmy cztery stopnie, kiedy usłyszeliśmy trzask. Ramię Chace’a natychmiast szarpnęło moje, ciągnąc mnie do tyłu. Zrobił krok do przodu i wszedł przede mnie, gdy puścił moją rękę, a jego dłoń sięgnęła do pistoletu na biodrze.

Ale zobaczyłam, rozglądając się wokół niego, jak głowa wyskoczyła z drugiej strony śmietnika, który był za włoską restauracją.

Znałam tę głowę.

„O choroba!” - krzyknęłam - „To on!”

Chłopak z biblioteki wystartował na mój głos, a ja nie zawahałam się ruszyć za nim.

Jezu, Faye!” - Chace ryknął za mną, ale biegłam dalej, wymachując w rytm ramionami i tupiąc butami.

Usłyszałam stukot butów Chace’a, a potem zobaczyłam, że mija mnie i leci za dzieciakiem, który rzucił się za róg bocznej ulicy. Patrzyłam, jak Chace skręca za nim, potem skręciłam za nimi i zobaczyłam, jak Chace skręca w Main Street.

Poszłam za nim i zobaczyłam Chace’a, cóż, goniącego dzieciaka po Main Street.

Nie masz kłopotów!” - krzyknęłam - „Chcemy tylko pomóc! Okej!

Ciągle krzyczałam, gdy dzieciak rzucił się szybko w boczną uliczkę i zniknął, Chace wciąż biegnąc za nim, kilka sekund później, skręcił i zniknął.

Udało mi się również rzucić okiem i zobaczyłam, jak pędzili boczną uliczką.

Dwie przecznice dalej Chace prawie go dogonił, gdy dzieciak przyłożył ręce do ogrodzenia, katapultował się i przemknął przez czyjeś podwórko.

Chace nie zwlekał z podążaniem za nim i zniknięciem na podwórku.

Kiedy już tam dotarłam, zajęło mi cztery próby, aby przejść przez płot i w końcu musiałam posadzić na nim tyłek i przerzucić nogi. Miałam wrażenie, że podarłam dżinsy na siedzeniu, kiedy to robiłam, ale przeskoczyłam na drugą stronę i ruszyłam za nimi.

Zgubiłam ich na ciemnym podwórku, zatrzymałam się i próbowałam nasłuchiwać wśród mojego ciężkiego oddechu, mając nadzieję, że usłyszę dźwięk, który powie mi, w którą stronę poszli.

Nic nie słyszałam.

Byłam tam bardzo długo.

Nadal nic nie słyszałam.

Chorobcia!

Uderzyło mnie, że po północy byłam na czyimś podwórku, a nie powinnam. Uderzyło mnie też, że Chace gonił za jakimś dzieciakiem i nie tylko go zgubiłam, ale on zgubił mnie. Uderzyło mnie więc, że nie miałam pojęcia, co robić.

Dałam sobie trochę czasu na wypadek, gdyby Chace wrócił, mając nadzieję, że z dzieckiem, żebyśmy mogli go ogrzać, nakarmić (nurkował w śmietniku!) I porozmawiać z nim, ale Chace nie wrócił.

Szybko więc cofnęłam się po naszych śladach (unikając ogrodzenia i zauważając z opóźnieniem, że na podjeździe było otwarte i podążając tą drogą, którą powinnam była obrać wcześniej). Wróciłam do biegu na wypadek, gdyby Chace miał to samo co ja i zmierzał w tę samą stronę. Zrobiłam też skanowanie, mając nadzieję, że zauważę jednego, drugiego lub jeszcze lepiej, obu.

Nie zobaczyłam.

To, co zrobiłam, to doszłam na sam dół schodów prowadzących do mojego mieszkania w tylnej alejce, przechadzałam się i czekałam.

Robiłam to przez około dziesięć minut. Miałam już iPoda i słuchawki wyplątane z ubrania i wepchnęłam do tylnej kieszeni dżinsów, kiedy zobaczyłam Chace’a za rogiem bocznej alejki, skradającego się w moim kierunku.

Wierzcie lub nie, ale mężczyźni mogli skradać się. Wiedziałam to po sposobie, w jaki to robił.

Był pięć stóp kroków, kiedy rozkazał nisko, złym tonem i zwodniczo - „Dupa na górę.”

„Co?” - zapytałam.

„Wprowadź swój tyłek po schodach, otwórz drzwi do swojego mieszkania.”

Wydawało się to dobrym pomysłem, ponieważ będzie tam ciepło, więc odwróciłam się, wbiegłam po schodach, wyjęłam klucze, zrzuciłam rękawiczki i otworzyłam drzwi.

Weszłam, a Chace poszedł za mną.

Zatrzasnął też moje drzwi.

Rzuciłam rękawiczki przez pokój na fotel, odwróciłam się do niego i moją pierwszą myślą, kiedy w pełni go objęłam, było - Ocho!

„Znowu go ścigałaś” - zauważył cicho.

„Ja, hmmm… nie pomyślałam.”

„Dzieciak jest przerażony, a ty go nie tylko goniłaś, ale na niego krzyczałaś”.

Zacisnęłam usta.

„W ciemności” - ciągnął Chace.

Wzruszyłam ramionami i zatrzymałam je.

„W zaułku” - kontynuował Chace.

Nie zrobiłam żadnego ruchu ani hałasu.

„Na mrozie” - kontynuował Chace.

Opuściłam ramiona i rozwarłam wargi, ale odsunęłam dolną lekko na bok, żebym mogła ugryźć koniec.

„Po północy” - zakończył Chace (miejmy nadzieję).

„Uh…” - wymamrotałam, ale nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Wszystko to było prawdą i, patrząc wstecz, wydawało się bardziej niż trochę śmieszne.

„Taki dzieciak zna to miasto jak własną kieszeń. Taki dzieciak, boi się wszystkiego tak strasznie, że będzie walczył, drapał i umierał, zanim ktoś, kogo nie zna, położy na nim rękę. Takie dziecko potrzebuje opieki i komunikacji. Musi czuć się bezpiecznie. Nie potrzebuje, by ktoś go ścigał i krzyczał za nim. Nie usłyszy twoich słów, tylko twój ton. I będzie wiedział, co oznacza pogoń, i zrobi wszystko, co w jego mocy, aby nie dać się złapać.”

„Więc to dlatego go nie… Uhm… nie złapałeś?” - spytałam głupio.

„Dlatego” - odpowiedział krótko, po czym rozwinął - „Jak wpadł w ciemność tego podwórka, rozwiał się jak dym.”

„Och” - wyszeptałam, myśląc, że może, właściwie wciąż był na tym podwórku i się ukrywał.

„Wyrzuć to z głowy” - wpadł w moje myśli Chace - „Wróciłem i rozejrzałem się. On odszedł.”

„Och” - powtórzyłam szeptem, myśląc teraz, że to dziwne, że Chace Keaton mógł czytać w moich myślach.

„Jezu, Faye, chcesz, żebym pomógł temu dzieciakowi, musisz mi pomóc pomagać temu dzieciakowi. A straszenie go nie jest dobrym sposobem na zrobienie tego.”

„Okej” - zgodziłam się cicho, po czym z wahaniem zapytałam - „Więc, umm… jaki jest sposób, aby to zrobić?”

„Nie wiem. Jak go widziałem, to nie jest dzieciak, który uciekł z domu pełnego przemocy. Albo to nie jedyne gówno w jego życiu. Jest przerażony, nie mam pojęcia z jakiego powodu. Ale cokolwiek to jest, jest ogromne, a przynajmniej jest w jego głowie. Musimy znaleźć jakiś sposób na zdobycie zaufania, żeby pozwolił nam się zbliżyć, albo sam się pojawi.”

„Jedzenie” - powiedziałam natychmiast, a jego głowa drgnęła.

„Co?”

„Żywność. Wystawię jedzenie. I… i… kurtkę!” - zawołałam - „On potrzebuje kurtki. Kupię mu. Podrzucę przy śmietniku.”

„Słonko, on nie wróci do tego śmietnika. Nie ponownie. Nigdy.”

„Och” - wyszeptałam, gdy mój umysł pędził i wpadłam na kolejny pomysł - „W bibliotece. Przy koszu zwrotnym. Zwraca swoje książki. Nie wrócił od tygodnia, bo, no cóż, goniłam go ostatnim razem i też nie zwrócił żadnych książek. Ale to zrobi. Zawsze to robi. Podrzucę jedzenie i kurtkę przy koszu. I… i… więcej książek. Znajdę takie, jakie on lubi brać, i umieszczę je tam. Z notatką informującą, że może tam znaleźć to, czego potrzebuje, a jeśli potrzebuje czegoś, czego nie znajduje, niech zostawi notatkę zwrotną, a zostawię to tam dla niego.”

Patrzyłam, jak Chace kiwnął brodą, zanim powiedział - „To dobry pomysł”

Uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam - „Dzięki”

Jego oczy opadły na moje usta, wydawało się osobliwe, że jego ciało znieruchomiało, potem jego oczy wróciły do moich i natychmiast zapytał - „Dlaczego płakałaś?”

Poczułam, że mój uśmiech zanika i cofnęłam się o krok, mrucząc - „Chace…”

„Dlaczego płakałaś?” - powtórzył.

Cofnęłam się o kolejny krok, mówiąc - „Nie sądzę…”

Moje serce zaczęło bić mocniej, kiedy zrobił krok w moją stronę i ponownie zapytał - „Dlaczego płakałaś Faye?”

Zaczęłam aktywnie się wycofywać, gdy Chace zaczął aktywnie podążać za mną i powiedziałam - „Myślę, że powiedziałam ci, że to nie twoja sprawa.”

„Faye, dlaczego płakałaś?”

Uderzyłam w brzeg łóżka i zostałam zmuszona do zatrzymania się.

Chace nie zatrzymał się, dopóki nie stanął tuż przy mnie, z wygiętą szyją i oczami wpatrzonymi w moje.

„Zapytam jeszcze raz, Słonko” - powiedział łagodnie - „Dlaczego płakałaś?”

Biorąc pod uwagę jego bliskość, uznałam za rozsądne odpowiedzieć.

Więc to zrobiłam.

„Słuchałam piosenki, która sprawiła, że płakałam.”

Uniósł brwi - „Piosenka, która sprawiła, że płakałaś, wyszłaś z domu w środku nocy i poszłaś na plac zabaw w szkole podstawowej?”

Na to powiedziałam kiepsko - „To dobra piosenka.”

Jego oczy przesunęły się po mojej twarzy, gdy jego usta wyszeptały - „To dobra piosenka.”

Wstrzymałam oddech niepewna, co się dzieje, ale byłam pewna, co się dzieje z biciem mojego serca. To eskalowało. A moja skóra mrowiła. A moja krew szalała.

Przestałam wstrzymywać oddech i wciągnęłam potrzebny.

Potem wyprostowałam ramiona i powiedziałam cicho - „Jestem teraz bezpieczna w domu, Chace. Możesz iść.”

Jego oczy wróciły do moich i nie poszedł.

Zamiast tego zapytał - „Jaka to była piosenka?”

Nie ma mowy, żebym się tym podzieliła.

„Dobie Gray, Odpłynąć”.

Znowu się pojawiło. Kolejne kłamstwo!

Jego oczy zabłysły, a usta zadrżały, zanim zapytał - „Piosenka, która poruszyła cię do łez i wepchnęła w zimną noc, była piosenką o człowieku, który radzi sobie słuchając rock’n’rolla?”

Zdałam sobie sprawę, że naprawdę muszę zwracać większą uwagę na teksty piosenek, kiedy odpowiedziałam kolejnym kłamstwem - „Tak”. Następnie, aby dodać prawdziwości do czegoś, co nie było nawet w pobliżu prawdziwego, dodałam - „Moją ulubioną częścią jest to, kiedy śpiewa, podczas gdy ludzie klaszczą”.

I właśnie wtedy, w moim mieszkaniu, patrzyłam, jak Chace Keaton odrzuca swoją przystojną głowę i wybucha śmiechem.

Widząc to, słysząc głębokie bogactwo jego śmiechu, przesunęłam za mnie ręce i owinęłam palcami żelazne zakończenie mojego łóżka, aby pomóc moim nogom w utrzymaniu mnie w pozycji stojącej.

Byłam gotowa poprosić go, żeby wyszedł, kiedy przestanie się śmiać (nie żebym chciała, żeby przestał się śmiać, kiedykolwiek), ale przemówił przede mną, przenosząc wzrok z powrotem na moje oczy i rozkazując przez swój śmiech - „Puść to”.

Zamrugałam i poczułam ucisk w piersi.

Dlatego musiałam wymusić moje - „Co?”

Jego oczy przeskanowały moje mieszkanie, wypatrzyły moje stereo, po czym wróciły do mnie.

Przechylił głowę w stronę mojego stereo i powtórzył - „Puść to.”

„Puścić co?” - spytałam głupio.

Odpłynąć

O, Boże!

„Um… jestem trochę zmęczona” - poinformowałam go.

„Faye, Słonko, właśnie biegłaś przez bardzo zimną noc ścigając maltretowanego, przerażonego dzieciaka. Nie jesteś zmęczona.”

O rany, znowu mnie czytał.

„Um…”

„Ale założę się, że ta piosenka pomoże ci się zrelaksować i odprężyć.”

Miał rację. Pomogłaby. To właśnie w tym celu znalazła się na mojej playliście.

„Uch…”

„Puść to.”

„Chace, ja nie…”

„Jak ty nie, to ja znajdę twojego iPoda i zrobię to.”

To sprawiło, że ruszyłam się z dwóch powodów. Po pierwsze, wymagałoby to przeszukania ciała, a mój iPod był na moim tyłku. Nie chciałam, żeby dłonie Chace’a Keatona znajdowały się blisko mojego tyłka.

Po drugie, piosenką, na którą był ustawiony, była Holding Out for a Hero, co oznaczało, że, gdyby miał mojego iPoda, przyłapałby mnie na kłamstwie i prawdopodobnie dowiedziałby się, co tak naprawdę sprawiło, że płakałam.

Wysunęłam się więc sprzed niego, rozpięłam płaszcz, zrzuciłam go z ramion i rzuciłam na fotel. Potem rozwinęłam szalik i zrobiłam z nim to samo. W końcu sięgnęłam do tylnej kieszeni, wyciągnęłam iPoda i przygotowałam piosenkę.

Dźwięki gitary uderzyły w przestrzeń, gdy odwróciłam się i zobaczyłam, że Chace zdjął kurtkę, rzucił ją na moje łóżko i opierał biodro o jego zakończenie.

 Wyglądał dobrze stojąc wszędzie.

Ale nigdy nie wyglądał lepiej niż stojąc tam.

Naprawdę, poważnie, jak to się stało?

„Zapomniałem, jak bardzo lubię tę piosenkę” - powiedział przez muzykę.

„Mówiłam ci, że to jest dobre” - mruknęłam.

Na moje słowa nagle odsunął się od łóżka i rzucił się w moim kierunku.

Musiałam podjąć decyzję w ułamku sekundy. Wybiec z mieszkania (a właśnie zdjęłam płaszcz), pobiec do łazienki i zamknąć się w środku, znowu się wycofać, chociaż nie miałam gdzie iść, albo utrzymać swoją pozycję.

Podjęcie decyzji zajęło mi więcej niż ułamek sekundy i skończyło się tym, że zrobiłam to ostatnie i dlatego byłam dostępnym celem, gdy sięgnął i złapał mnie za rękę.

Pociągnął mocno, ale delikatnie i poleciałam w jego stronę.

Jego drugie ramię objęło mnie i nagle znalazłam się: po północy, w swoim mieszkaniu, tańcząc z Chace’m Keatonem.

To nie była tylko bliskość, taniec kołyszących się bioder. Wyrzucił mnie, obrócił dookoła, rzucił szeroko i zakręcił z powrotem. Był pewny swoich ruchów, silny, pewien siebie, a moje ciało po prostu poruszało się tak, jak chciał, żebym się poruszała. Nie czułam się spięta, nie denerwowałam się.

Po prostu przenosiłam się tam, gdzie mnie prowadził, jakbyśmy tańczyli razem niezliczoną ilość razy. To było naturalne. To było właściwe. To było świetne.

Tak jak to było świetne, piosenka była tak niesamowita, że wciągnęłam się w to i zaczęłam się uśmiechać, celując w jego oczy za każdym razem, gdy moje oczy łapały jego, które ciągle wpatrywały się we mnie.

W wolnych momentach trzymał mnie blisko i kołysał się. W szybszych kawałkach, poruszał mną, a kiedy nadeszło klaskanie, przyciągnął mnie bliżej, zginając szyję, jego usta znalazły moje ucho i szepnął - „Masz rację, Słonko, to zdecydowanie najlepsza część.”

Moja ręka spoczywała na twardej ścianie jego klatki piersiowej, moja głowa odchylona była do tyłu, jego uniosła się i spojrzeliśmy sobie w oczy.

Potem szepnęłam - „Widzisz?”

Uśmiechnął się.

Utonęłam.

Potem zakręcił mną, gdy tempo wzrosło, ale skończyliśmy blisko, kołysząc biodrami. Jego ramię obejmowało mnie, drugą dłonią przytrzymywał moją do swojej klatki piersiowej. Moja druga ręka spoczywała lekko na jego ramieniu. Jego szczęka była przyciśnięta bokiem do moich włosów, a moje oczy skierowały się na silną kolumnę jego gardła.

Piosenka ucichła, nasze biodra przestały się kołysać, ale nie pozwolił mi odejść.

Nie miałam pojęcia, co się dzieje, jak do tego doszło, ale to nie znaczyło, że nie zamknęłam oczu i nie zapamiętywałam każdego niuansu tej chwili.

Potem powiedział cicho do mojego ucha - „Przez długi czas, cholernie długi czas, Faye, prawie sześć lat, myślałem, że to pewne, że nigdy nie będę miał niczego tak pięknego jak ostatnie trzy minuty. Dziękuję, Słonko, że mi to dałaś.”

Kiedy rzucił tę dziwną, wykwintną bombę, odsunął się, podszedł do kurtki na łóżku, złapał ją, podszedł do drzwi i wyszedł, zamykając je za sobą.

Nie oglądając się za siebie.


 



[1] Battlestar Galactica – serial telewizyjny z gatunku science fiction z 2004r.

[2] Firefly – amerykański serial science fiction z 2002 r. osadzony w realiach kosmicznego westernu

6 komentarzy:

  1. Ona pisze z Ally? A dziewczyna jest miękka, dobra i zbyt delikatna. Taki przebiśnieg. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze.. szczerze to nie wiem co napisać. Chase tutaj pobił samego siebie. I ten taniec! Wyobraziłam go sobie tak bardzo, że cały czas po przeczytaniu mam go przed oczami.
    Dziękuję ☺️

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje za rozdział :)
    Oj łał Chase mnie zaskoczył tym tańcem ale mógł ja na koniec cmoknąć w policzek :)

    OdpowiedzUsuń