sobota, 9 października 2021

8 - Koty i psy, ptaki i pszczoły

 

Rozdział 8

Koty i psy, ptaki i pszczoły

 

 

Jechałam do domu Chace’a, próbując kontrolować oddech. To dlatego, że byłam bliska hiperwentylacji.

A to dlatego, że dzisiaj była ta noc.

Zdecydowałam.

Dzisiaj miałam zamiar oddać Chace’owi moje dziewictwo.

Oczywiście Chace jeszcze o tym nie wiedział. To była moja decyzja. Chociaż byłam zdenerwowana, trzymałam się tego.

Podjęłam tę decyzję z różnych powodów.

Po pierwsze dlatego, że w wieku szesnastu lat zakochałam się w Chace z daleka, a teraz się spotykamy. Od trzynastu lat wiedziałam, że był mężczyzną, któremu chciałam się oddać. Dlatego, mimo że nie spotykaliśmy się długo, biorąc pod uwagę, że byłam w nim zakochana od trzynastu lat, uznałam, że najwyższy czas się do tego zabrać.

Po drugie, ponieważ miałam dwadzieścia dziewięć lat, w końcu miałam chłopaka, więc był najwyższy czas też na uprawianie seksu.

I na koniec, ponieważ z tym całym całowaniem się i wczesno porannymi telefonami, Chace’m na wyciągnięcie ręki lub jego głosem zaspanym i seksownym przychodzącym do mnie przez telefon, lub z jego językiem w moich ustach, po raz pierwszy w życiu potrzebowałam uprawiania seksu.

Problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać.

Wiedziałam, że Chace był doświadczony. Wiedziałam o tym, mieszkając w tym samym małym miasteczku co on, a także doświadczając tego z pierwszej ręki, choć w ograniczonym zakresie. Mężczyźni też musieli coś dla siebie mieć (myślałam) i był wystarczająco blisko mnie, że nie mógł dostać tego gdzie indziej (miałam nadzieję). Więc tak naprawdę nie rozumiałam, dlaczego nie pozwolił, żeby to wykroczyło poza pieszczoty.

 Moją jedyną myślą było to, że Chace był Chace’m lub tym, kogo poznałam jako Chace’a: był bystry, był doświadczony i łączył obie te rzeczy, dzięki którym wiedział lub zorientował się, że ja nie jestem. Więc będąc Chace’m, dobrym facetem, brał sprawy powoli. Nie wspominając, że nie byłam dokładnie taka jak inne kobiety, z którymi wiedziałam, że był. To nie było tak (poza Misty), że wszystkie były puszczalskie. Po prostu nie były takie jak ja. Dorastałam w Carnal, moja mama i tata też, nie wspominając o tym, że byli dobrze znani i lubiani. Może to była kwestia szacunku.

Cokolwiek to było, chciałam to zrobić.

Ale zanim się na to zdecydowałam, potrzebowałam porady.

Tym razem nawet nie musiałam o tym myśleć. W spokojnym momencie w bibliotece złapałam komórkę, podeszłam do otwartych drzwi biura, stałam w nich z oczami skierowanymi na bibliotekę i zadzwoniłam do Krystal. Szybko i zwięźle wyjaśniłam swój dylemat, próbując, a prawdopodobnie nie udało mi się, nie rumienić się.

Odpowiedź Krystal?

„Będę za pięć minut”.

To była zarówno ulga, jak i jeszcze bardziej mnie to zdenerwowało.

Te nerwy nasiliły się, kiedy nie było jej w bibliotece za pięć minut. Przyszła za piętnaście. Serce zaczęło mi bić szybciej, gdy zobaczyłam, jak przechodzi przez drzwi z Twylą.

Teraz: lubiłam Twylę i tej nocy, kiedy piłam z Chace’m w Bubba’s, Twyla wykazała (o dziwo), że też mnie lubi. Każda dziewczyna zawsze miała w swojej grupie wolne miejsca na nowe dziewczyny i można powiedzieć, że miałam więcej wolnych miejsc niż większość, ponieważ moja grupa dziewczyn od lat była ograniczona. O ile nie były typem kobiety, która kradnie chłopaków lub ubrania, wszystkie dziewczyny były mile widziane.

Po prostu Twyla nie wyglądała na jedną z dziewczyn. Wynikało to głównie z tego, że była znana w całym mieście jako będąca w stanie pokonać prawie każdego w siłowaniu się na rękę, a nie mówię, że angażowała się w tę aktywność z innymi kobietami. Chociaż słyszałam, że nie było to niespotykane, po prostu wygrana zajmowała jej znacznie mniej czasu. Była również znana jako była Marines. I na koniec była znana z wielkiej pogardy dla wszystkich dziewczęcych rzeczy. Więc bycie w grupie dziewczyn nie wydawało się być czymś, czego by pragnęła.

Z drugiej strony była dziewczyną i każda dziewczyna, nawet ja, wiedziała, że mężczyźni są wspaniali w niektórych sprawach, ale w innych nie zrobi tego nikt poza inną dziewczyną.

Najlepszym przykładem była moja obecna sytuacja.

Po prostu nie byłam pewna, czy ten przypadek był jednym z tych, w których Twyla mogłaby być pomocna.

Co więcej, nie podniecał mnie pomysł, by wszyscy w Carnal znali intymne szczegóły mojego życia, w tym mojego życia z Chace’m. To sprawiło, że poczułam się niekomfortowo, ale też nieswojo, ponieważ Chace był tematem wielu dyskusji przez długi czas. Zanim to się stało, wydawał się człowiekiem, który lubił żyć w spokoju. Ten wybór został mu odebrany. Teraz, kiedy mógł go odzyskać, pomyślałam, że powinien.

Kiedy dotarły do biurka i obie skanowały okolicę, aby zobaczyć, że nie ma w pobliżu klientów, postanowiłam zacząć.

I zaczęłam od kiepskiego - „Uh…”

Oczy Krystal przecięły się na mnie i odpowiedziała na moje niezadane pytanie - „Nie usłyszałaby odpowiedzi nie. Nie wiem, skąd wiedziała. Moja strona rozmowy to było pięć słów. Po prostu wiedziała. Próbowałam jej to wyperswadować. Przez dziesięć minut nie działało, wkurzyło mnie to, więc po prostu przyszłam. Ona podążała.” - Krystal następnie spojrzał na Twylę - „Nawiasem mówiąc, kiedy tu jesteśmy, nie płacę ci”.

 Twyla była kelnerką w barze Krys. Sądząc po wyrazie twarzy Twyli, nie obchodziło ją, że straci prawdopodobnie niezbyt ekscytującą pensję kelnerki.

Nie odpowiedziała Krystal. Spojrzała na mnie i natychmiast stwierdziła - „Rzuć się na niego”.

„O cholerka” - wydyszałam, a płuca ścisnęły mi się na samą myśl.

Oszalałaś?” - syknęła Krystal, pochylając się nad Twylą.

„Czy wyglądam na wariatkę?” - odparła Twyla i, niestety, odpowiedź brzmiała tak.

Nie chodziło o to, że była zbudowana jak ciężarówka, bo była. Nie chodziło o to, że czuła się całkowicie komfortowo ze swoją postawą, pracowała na to i dlatego to jej pasowało.

Chodziło o to, że nosiła włosy w kobiecej fryzurze „na czeskiego piłkarza”. Męska była wystarczająco zła. Żeńska, cóż, nie nadążałam za wszystkimi modnymi rzeczami i czułam, że ludzie powinni robić to, co lubią, ale wiedziałam też, co robią wszyscy inni. A „czeski piłkarz” to jedyna fryzura, jakiej żaden mężczyzna ani kobieta nie powinni mieć.

 Krys zrezygnowała z Twyli i spojrzała na mnie - „Nie rób tego. Porozmawiaj z nim”.

Twyla przestała patrzeć na Krys, a jej oczy powędrowały do mnie - „Nie rozmawiaj z nim. Rzuć się na niego”.

„Przestań jej to mówić” - warknęła Krys do Twyli.

Twyla skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na Krystal.

„Rozumiesz, że lubię dziewczyny” - stwierdziła, ale to była zachęta.

„Tak” - odpowiedziała Krystal.

„I lubię dziewczyny, które robią takie rzeczy, jak noszenie tuszu do rzęs i szminki”.

„Wiem, jaka jest twoja partnerka, Twyla, obie byłyście u mnie w domu na żeberka z grilla Bubby trzy tygodnie temu” - odpowiedziała Krys.

„Tak, lubię dziewczyny. I lubiłam je przez całe życie. Byłam żołnierzem piechoty morskiej. Strzelałam z pistoletu. Mam ich pięć, to znaczy pistolety. Oglądam Nuggets, Av, Broncos i Rockies. Nigdy w życiu nie nosiłam spódnicy. Noszę sportowy stanik, bo z tymi maluchami…” - zakreśliła palcem po piersiach, po czym opuściła rękę do lady - „…nie mam wyboru. Gdyby Bóg uznał za stosowne dać mi miseczkę A, nie nosiłabym. Ponieważ mam C, jestem wypieprzona. Nigdy nie używałam tuszu do rzęs. Nie posiadam suszarki. I wysiadam przy laskach. I która z nas, ty czy ja, ma więcej wspólnego z Chace’m Keatonem?”

Muszę przyznać, że miała rację.

Krystal też musiała to przyznać, chociaż mogłam powiedzieć, że nie chciała. Mogłam to stwierdzić, ponieważ otworzyła usta i je zamknęła.

Twyla spojrzał na mnie - „Rzuć się na niego”.

Krystal zamknęła oczy, spuściła głowę, by spojrzeć na swoje buty, a jej miodowe loki opadły, by ukryć twarz.

Szepnęłam do Twyli - „W pewnym sensie już tego próbowałam”.

Głowa Krystal podniosła się, gdy brwi Twyli zrobiły to samo.

„Nie poszło?” - spytała Twyla.

„On, hmmm… wyłączył to lub, hmmm… przekierowuje, ale hmmm… głównie wyłącza i koncentruje się na całowaniu”.

„Wie, że jesteś dziewicą?” - spytał Twyla.

„Um...” - odpowiedziałam, nie wiedząc do tego czasu, że Twyla wiedziała, że jestem dziewicą.

„Jak dużo się całujecie?” - Twyla poprosiła o szczegóły, kiedy nie mogłam kontynuować.

„Mam niewielkie doświadczenie, ale wydaje mi się, że w skali od jednego do dziesięciu - sto piętnaście”.

Krystal uśmiechnęła się.

Twyla kontynuowała przesłuchanie - „Więc miałaś przed nim niewielkie doświadczenie?”

Przytaknęłam.

„W skali od jednego do dziesięciu, ile masz doświadczenia?” - Twyla naciskała.

„Zero przecinek dwadzieścia pięć” - odpowiedziałam cicho.

„Wie, że jesteś dziewicą” - mruknęła Twyla, a moje serce podskoczyło, niezbyt przyjemnie.

Krystal uderzyła ją w ramię - „Teraz przerażasz Faye”.

„Uch, żeby było jasne, ten kawałek rzucenia się na niego już mnie przeraził” - podzieliłam się.

„Więc co się dzisiaj dzieje?” - spytała Twyla, ignorując mój udział.

„Kolacja u niego, kiedy będę tam po raz pierwszy” - powiedziałam jej.

„Zabierz majtki i szczoteczkę do zębów. Potem znajdź sposób, żeby mu powiedzieć, że przywiozłaś majtki i szczoteczkę do zębów.” - Nagle klasnęła, podskoczyłam, a ona dokończyła - „Gotowe”.

„O mój Boże, to naprawdę dobry pomysł” - wyszeptała Krystal, a brwi Twyli znów uniosły się, tym razem od zniewagi.

„Myślisz, że bez powodu przeszłam pięć przecznic w marcowym zimnie w górach Colorado?” - zapytał Twyla - „Jestem lesbijką, która potrafi powalić większość sukinsynów. Znam nie lesbijki, które potrafią zrobić to samo. Dodam, że jesteś jedną z nich, chociaż robisz to ze strzelbą w dłoni. Ta sama cholerna rzecz. Ale bycie lesbijką nie sprawia, że nie jestem dobra w doradzaniu”.

Zanotowałam to sobie w pamięci i dodałam Twylę do mojego drzewa telefonicznego, gdybym doświadczała nagłego wypadku w związku.

„Nie powiedziałam, że nie jesteś” - odparła Krystal.

„Czułam się tak” - odkrzyknęła Twyla, oczy Krysa zwęziły się i pochyliła.

„Teraz jesteś nadwrażliwa. Przypomnę, że Faye do mnie dzwoniła” - stwierdził Krys.

„Może tak, ale kiedy pojawia się problem, wszystkie ręce na pokład” - odparł Twyla.

Krystal nie odpowiedziała, wyglądała na zakłopotaną, a także wyglądała na złą, jak bywała. Nie niezwykle, po prostu straszniej niż zwykle.

Postanowiłam wejść między nie - „Tylko do twojej wiadomości” - powiedziałam do Twyli - „Dodałam cię do drzewa telefonów alarmowych mojego związku”.

Twyla uśmiechnęła się do mnie szeroko.

„Świetnie” - mruknęła Krys - „W końcu miałam swoją szansę i wypadłam, bo Twyla to zgarnęła”.

Mrugnęłam na Krystal, bo brzmiała na autentycznie pokrzywdzoną.

Uderzyło mnie wtedy, że Krystal Briggs mnie wpuściła. Nie tak, jak Chace’a. Całkiem do środka. Troszczyła się o mnie. Chciała pomóc. Przeszłam przez twardą zewnętrzną warstwę, która trzymała wszystkich na zewnątrz i znalazłam się w miękkim, ciepłym środku.

Co sprawiło, że w środku też było mi ciepło.

„Nie martw się, Krys, ona jest dziewicą, a on takim mężczyzną, jakim jest, jestem pewna, że dostaniesz swoją szansę” - zapewnił Twyla.

Nagle przestało mi być ciepło w środku.

„Jaki to mężczyzna?” - szepnęłam, a Krys i Twyla spojrzały na mnie.

Potem obie powiedziały jednocześnie z tym samym naciskiem - „Cały mężczyzna”.

Poczułam dreszcz. Nie był zły. Nie był dobry. Był nerwowy.

„Racja, więc świrowałam. Teraz jestem dopiero zdenerwowana”.

Twyla wyrzuciła rękę w powietrze i stwierdziła - „Widujecie się od jakiegoś czasu. Ten mężczyzna widywał się z tobą, a w tym czasie, nie popychał rzeczy, szedł wolno, utrzymywał to pod kontrolą, więc nie masz problemu”.

„To prawda” - powiedziała Krys pochylając się do mnie - „Nie żartuję, Faye. To dużo mówi”.

Poczułam się trochę lepiej.

Nadal potrzebowałam wskazówek.

„Um, więc jak mam powiedzieć o majtkach i szczoteczce do zębów? To znaczy, to nie jest coś, czym dzielisz się przy kolacji” - zauważyłam, starając się nie rumienić, ale czując ciepło.

„Jak ma język w twoich ustach” - zaczęła Krys - „…a będzie miał język w twoich ustach. Będziecie na kanapie. Kiedy wyjmie język z twoich ust, znajdź sposób, by wyszeptać mu to do ucha. To przyspieszy sprawę”.

Bardzo szybko” - zgodził się Twyla, kiwając głową.

O rany. Zaczęłam uchylać się od mojej dzisiejszej nocnej decyzji.

Twyla musiała to zobaczyć, bo się pochyliła - „Dobrze to zrobił. Dobrze mu poszło w tym mieście. Słyszałam, że jest całkiem rzetelny. Do tej pory opiekował się tobą. Całował się z tobą ostatniej nocy. Może lubię kobiety, ale spędzam dużo czasu z mężczyznami. Chwilę to uratowałaś, chcesz to oddać, mogłabyś trafić gorzej. Ale szczerze wobec Boga, nie jestem pewna, czy mogłabyś znaleźć lepszego.”

Uśmiechnęłam się do niej, bo dzięki temu poczułam się znacznie lepiej.

Niestety w tym momencie do kasy podszedł klient z naręczem książek. Na szczęście Krys i Twyla kręciły się na tyle długo, że mogły mi przysiąc, że nikomu nie powiedzą o naszej dyskusji.

Jedno można powiedzieć o nich dwu, jeśli złożyły przysięgę, co zrobiły, to dotrzymają jej.

I na koniec, mając nadzieję, że następnego ranka będę niedostępna, poprosiłam ich, aby zajęli się Malachim. Krys wskoczyła w to, wzięła moją listę rzeczy, które myślałam, że będą mu potrzebne, obiecała wpaść do sklepu i zostawić torby przy koszu zwrotnym następnego dnia.

Byłam więc w samochodzie na drodze prowadzącej do domu Chace’a. Drodze, którą jechałam tylko kilka razy w życiu, ponieważ nie było powodu, aby nią zjeżdżać, bo prowadziła do ślepego zaułka u podnóża góry i nie było na niej nic poza kilkoma ranczami. W tamtych czasach byłam na niej, jeżdżąc z dziećmi z liceum, tylko po to, by spędzać tu czas i głośno słuchać muzyki.

Zmieniłam torebki, ponieważ miałam teraz czyste majtki, szczoteczkę do zębów i dodałam płyn do mycia twarzy, krem nawilżający, dezodorant i jedną z moich nowych seksownych koszul nocnych, więc potrzebowałam większej. Pomyślałam, że najlepiej będzie się przygotować. Jeśli miałam nocować, nie chciałam spać w makijażu. Makijaż po spaniu w nim wyglądał rano okropnie.

Miałam też na sobie seksowne majtki i na wszelki wypadek nie miałam na sobie tylko takie za każdym razem, gdy widywałam Chace’a, co oznaczało każdy dzień, odkąd je kupiłam. Zamieniłam roboczą spódnicę na dżinsy, uczesałam włosy i przebiegłam rozprysku perfum. Żułam miętową gumę, ponieważ Chace warcząc powiedział mi podczas sesji całowania, że uwielbia sposób, w jaki smakowałam. Więc jeśli mięta była wcześniej uzależnieniem, wystarczy powiedzieć, że teraz była obsesją.

I byłam zdenerwowana jak choroba.

Jego dom pojawił się w zasięgu wzroku i wiedziałam, że to jego, ponieważ powiedział mi, że był to jedyny otoczony białym płotem z palików. Miał też włączone światło na werandzie, a z boku domu było kilka jasnych reflektorów, które oświetlały aleję i podjazd.

Chwyciłam opakowanie, wyplułam do niego gumę, zwinęłam w kulkę, wrzuciłam do uchwytu na kubek, głęboko odetchnęłam i skręciłam na jego podjazd.

Zaparkowałam, zaciągnęłam ręczny hamulec i kiedy spojrzałam na drzwi, zobaczyłam, że są otwarte. Wychodził przez nie Chace w dżinsach, koszuli i swetrze w warkocze.

Głębokie oddychanie przestało działać.

Udało mi się złapać torbę, otworzyć drzwi i wyskoczyć. Zatrzasnęłam drzwi i ruszyłam w górę oczyszczoną ścieżką, moje oczy skierowane były na Chace’a. Stał na szczycie schodów werandy, śledząc moje postępy i wyglądając niesamowicie gorąco. Pomyślałam, że to ostatnie nie było spowodowane tym, że jego strój był lepszy niż jakikolwiek inny, w którym go widziałam, bo tak nie było. Nic nie przebiłoby stroju, który miał w Kogucie. Nawet wtedy, gdy zobaczyłam wyblakłą dżinsową koszulę w pełnej krasie.

To dlatego, że miałam nadzieję, że już niedługo zobaczę go zupełnie bez ubrania i pomyślałam, że to będzie dobry widok.

Oddychałam głęboko, zatrzymałam się u stóp schodów i spojrzałam na jego wspaniałość.

Zdenerwowana, bojąc się, że zemdleję, powiedziałam pierwszą idiotyczną rzecz, jaka przyszła mi do głowy i na szczęście była po prostu idiotyczna, a nie upokarzająca - „Lubisz psy i koty?”

Jego głowa drgnęła i patrzyłam, jak jego oczy, ciepłe na mnie nawet w zimną noc, mrugają.

„Co?”

„Psy i koty. Czy lubisz je?” - naciskałam bez względu na to, że brzmiałam jak idiotka. Zaczęłam tą drogą. Musiałam podążać za tym do końca. Miejmy jednak nadzieję, że była to mniej droga, a raczej krótki pas.

„Czy moja odpowiedź wpłynie na to, czy wejdziesz do domu jeść?” - zapytał z powrotem.

„Nie” - odpowiedziałam, po czym dodałam częściową prawdę - „Wejdę, bo jestem głodna”.

„W takim razie koty, tak, jeśli są przyjazne i nie mają nic przeciwko byciu zwierzakami, a nie zachowują się tak, jakby były właścicielami ciebie, a nie odwrotnie. Psy, tak, bez żadnych warunków” - odpowiedział w końcu.

„Znałam wiele przyjaznych kotów, ale nie znam żadnego, kto nie zachowuje się tak, jakby należał do ciebie, a nie odwrotnie” - podzieliłam się.

„W takim razie koty, nie” - poprawił swoją odpowiedź i kontynuował własne pytanie - „Mała, zechcesz mi powiedzieć, dlaczego stoimy na zewnątrz i rozmawiamy o kotach i psach?”

Nie zrobiłam tego, ponieważ mądrzejsza rozmowa dotyczyłaby ptaków i pszczół.

Nie podzieliłam się tym.

Zamiast tego powiedziałam - „Myślę o jednym. Mam na myśli kota lub psa”.

„Czy moja odpowiedź może złamać umowę?”

„W jakim sensie?”

„W tym sensie, że jeśli powiem nie, nie lubię jednego lub drugiego, nie wejdziesz do domu i nie zjesz”.

„Już na to odpowiedziałam”.

„Tak, kochanie, ale powiedziałem nie kotom, a ty jeszcze nie przyszłaś do domu”.

„Och, racja” - wyszeptałam.

Zamilkłam.

Tak samo Chace.

Złamał ją.

„Faye, wciąż stoimy na zewnątrz”.

Wtedy wyrwało mi się - „Nachylałam się w kierunku kota”.

Potem Chace odrzucił głowę do tyłu i ryknął śmiechem.

Podobało mi się, ale i tak przygryzłam wargę.

Kiedy jego oczy spoczęły na mnie, powiedział słabnącym śmiechem, ale powiedział to łagodnie - „Mała, wspinaj się po pieprzonych schodach”.

Wspięłam się po schodkach.

Nie dotarłam na szczyt, zanim Chace pochylił się nisko i wziął mnie za rękę, więc ostatnie dwa kroki zrobiłam ręka za rękę z nim.

Zaczął mnie prowadzić przez ganek do drzwi, a ja zauważyłam dwa bujane fotele ze stolikiem między nimi. Biały płot. Tylko równiny, rancza i góry dookoła. Zapadał zmierzch, więc nic nie widziałam, ale już wiedziałam, że widoki z jego domu będą zdumiewające pod każdym kątem, takie, do których nigdy się nie przyzwyczaisz. Te bujane fotele byłyby idealne do siedzenia i czytania godzinami w lecie. Albo siedzenia obok Chace’a i nie robienia absolutnie niczego i cieszenia się z tego.

Jakoś ta myśl i to, jak piękna była, sprawiła, że szarpnęłam go za rękę, obróciłam się lekko w niego i wspięłam na palcach.

Jego ciało lekko drgnęło, jakby był zaskoczony, ale mimo to zatrzymał się przy mnie i pochylił głowę, jakby wiedział, że chcę jego ucha.

Czego chciałam.

Ponieważ wyskoczyłam przed szereg  i pozwoliłam, żeby wszystko poszło razem.

„Przyniosłam czyste majtki i szczoteczkę do zębów” - wyszeptałam i wstrzymałam oddech, nie ruszając się, nawet po to, by oddychać.

Chace też się nie poruszył. Ani mięśniem. Nawet nie wyczułam, żeby oddychał.

O Boże. O chorobcia. O Boże.

Nagle Chace poruszył się i puścił moją rękę, pochylił się nisko i poleciałam w powietrze, ale robiąc to bezpiecznie w jego ramionach: jednym z pod moimi kolanami, drugim wokół mojej talii.

Automatycznie owinęłam rękę wokół jego ramion, odchyliłam głowę do tyłu i zrobiłam to ostatnie w samą porę, by jego usta pochwyciły moje.

Trzymając mnie, otworzył drzwi burzowe i przeniósł mnie przez próg całując mnie.

Więc chyba zrobiłam to dobrze.

*****

Dzwonił telefon.

To nie był pierwszy raz. W rzeczywistości był to trzeci raz.

Słyszałam go, ale nie obchodził mnie. I nie obchodziły mnie pozostałe dwa razy.

To dlatego, że byłam na łóżku Chace’a, w jego sypialni, z ustami Chace’a na moich, jego językiem w moich ustach, jego ręką w moich spodniach i byłam tak blisko dojścia.

Stało się to szybko, zaczynając od pocałunku, który dał mi Chace, niosąc mnie przez całą drogę do swojego łóżka. To było jak pocałunek, który dał mi przed pójściem do Koguta. Dziki.

Przerywany. Ognisty. Wyborny.

Soczysty.

Ale ten był bardziej soczysty, ponieważ niósł mnie do swojego łóżka.

Nie mógłby być bardziej soczysty.

Całował mnie, pochylając się lekko, zapaliło się światło i położył mnie na plecach w jego łóżku, natychmiast wchodząc za mną.

Wiedziałam, że tego nie kontroluje. Nawet nie odrobinę. Wiedziałam o tym, kiedy jego ręce podniosły się pod moją koszulkę i po raz pierwszy poczułam ich ciepłą skórę na mojej skórze.

Podobało mi się to, więc odwzajemniłam, wyciągając jego koszulę z dżinsów, a moje ręce wepchnęły się do środka.

Ale bardziej podobało mi się to, co napotkały. O mój cholerny Panie, podobało mi się to znacznie bardziej. Gorąca, gładka skóra, twarde mięśnie pod nią z mnóstwem interesujących płaszczyzn, pęczków i grzbietów, które opuszki moich palców śledziły i odkrywały.

Mój dotyk wywarł zdumiewający efekt, a była to ręka Chace’a przesuwająca się od mojej talii do żeber i owijająca się wokół mojej piersi przez stanik. Niemal natychmiast, kiedy jego ręka dotarła do tego miejsca, jego kciuk przesunął się pewnie po moim twardym sutku.

Nikt oprócz mnie nigdy mnie tam nie dotknął, a wystarczy powiedzieć, że Chace robił to podczas całowania, leżąc głównie na mnie, czułam jego jędrną, gorącą skórę pod dłońmi, podczas gdy w swoim łóżku wysyłał przeze mnie snopy ognia, których nigdy nie doświadczyłam. Przyjemności, które bardzo mi się podobały, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. A lubiłam je cholernie bardzo.

Tak bardzo, że wyrwałam mu usta, wyginając szyję i jęcząc przeciągle.

To również miało zdumiewający efekt, który polegał na tym, że obie ręce Chace’a powędrowały do mojej kurtki i pociągnęły ją w dół moich ramion. Potem podciągnął mnie i szarpnął, rzucając ją na podłogę.

Po tym poszła moja koszulka.

Mogłoby mnie to przerazić, gdyby jego usta nie znalazły moich, moje plecy nie znalazły ponownie łóżka, a jego ręka nie znalazłaby mojej piersi, a na koniec jego kciuk nie cofnął się po torze, który już przeszedł, a potem cofnął się po kolejne trzepnięcie.

Nie myliłam się, że pierwszy raz był wspaniały, ponieważ drugi i trzeci były równie cholernie dobre. Tak dobre, że wygięłam plecy w łuk i jęknęłam w jego usta, podciągając jego sweter.

Chace otrzymał wiadomość, o której nawet nie wiedziałam, że wysyłam. Dowiedziałam się o tym, kiedy oderwał swoje usta od moich, wygiął się w łuk, położył ręce za łopatkami, zdarł sweter i odrzucił go na bok. Moje drżące ręce natychmiast i instynktownie powędrowały do guzików jego koszuli. Rozpięłam jeden, zanim jego plecy się wygięły, jego ciało przesunęło się, straciłam kontrolę na jego koszuli, jego ręka uniosła moją pierś, a jego usta zamknęły się na moim sutku przez stanik.

 Okej, o choroba, okej, machnięcie kciukiem czułam cudownie. Jego usta - wspaniale.

Moje plecy wygięły się tak głęboko, że opuściły łóżko i z mojego gardła wydobył się niski, długi, cichy jęk, a potem ponownie przyłożyłam swoje usta do jego, a jego dłoń i kciuk z powrotem był przy mojej piersi. Dostałam kolejny szorstki, dziki, głęboki, mokry, długi pocałunek i byłam już zagubiona. Ale po jego pocałunku wiedziałam, że nigdy nie chciałam zostać odnaleziona.

Moje ręce się poruszały. Mając własne umysły, chodziły wszędzie, gdzie mogły sięgnąć, dotykały wszystkiego, do czego mogły dotrzeć, brały tyle, ile tylko mogły. Łącznie z bieganiem po jego twardym tyłku, jedną ręką owijając jego biodro i wtedy to się stało.

Nawet nie myśląc, po prostu działając instynktownie, tak podniecona, tak oderwana od rzeczywistości do Chace’a, musnęłam palcami twardy dowód podniecenia.

Sapnęłam w jego usta, bo mi się to podobało. Nie trochę, bardzo.

Nie było to zaskoczenie. Ale to był dar i wiedziałam, że ja mu to dałam, czując to, wiedząc, że to wszystko dla mnie.

I tego pragnąc.

Chace warknął mi do gardła.

O mój cholerny, cholerny Panie, ale to podobało mi się znacznie bardziej.

Jego biodra szarpnęły się, jego tors się uniósł, powoli otworzyłam oczy i jego ręka powędrowała do mojego paska. Poczułam, jak szarpie, gdy moje ręce wróciły do jego koszuli.

Nieudolnie udało mi się rozpiąć jeszcze dwa guziki, zanim opadł zamek w moich dżinsach i usłyszałam szorstki, gruby, głębszy niż zwykle głos Chace’a wołający - „Faye”.

Moje oczy przeniosły się na jego i nawet nie wiedząc dlaczego, po prostu wyczuwając to słowo płynące z głębi mojej duszy, potrzebując je powiedzieć, potrzebując, aby to zrozumiał, wyszeptałam - „Proszę”.

Jego gorące oczy wpatrywały się w moje, kiedy jego ręka wsunęła się. Prosto do środka.

Wewnątrz moich majtek jego palce zakręciły kółko, środkowy wcisnął się i moje biodra opuściły łóżko, by wepchnąć się w jego dłoń, gdy zamknęłam oczy. Poczułam, że usta mi się rozchylają, ale przede wszystkim nie czułam nic poza tym, jak niewiarygodnie cudownie było mieć rękę Chace’a w spodniach.

„Kurewsko piękna” - niejasno usłyszałam, jak mruknął, a kiedy jego palec się poruszył i zaczęłam rozumieć, jak wygląda niebo, równie niewyraźnie usłyszałam, jak rozkazuje - „Chcę tych ust, mała”.

Natychmiast opadł mi podbródek i wziął je.

O Jezu. Tak było lepiej. Tony lepiej.

Nie mogąc zrobić nic innego, zacisnęłam palce mocno na jego koszuli. Trzymałam się i dawałam mu usta. Czułam, co robi palcem i trzymałam w napięciu, całe moje ciało, jak gdybym puściła, to by się roztrzaskało.

Przestał mnie całować na tyle długo, by wyszeptać w moje usta - „Ruszaj się ze mną, Faye, swoimi biodrami. Nie walcz z tym, poddaj się”.

 Mój mózg nie mógł wiele przetworzyć, ale moje ciało najwyraźniej słyszało jego słowa, ponieważ moje biodra zaczęły pracować z jego ręką. Przesuwały się do przodu i do jego tyłu i to było o wiele lepsze.

„Chace” - szepnęłam przy jego ustach.

„Właśnie tak” - szepnął przy moich.

Już zbudowany, zaczął pulsować, pulsować, miał wybuchnąć.

Przestałam oddychać.

Chace przestał poruszać palcem, wsunął jeden do środka… do środka… był we mnie… a ja sapnęłam, ale potem nie wpuszczałam ani nie wypuszczałam więcej powietrza.

„Faye, Słonko, oddychaj”.

Zrobiłam to, co mi kazano i odetchnęłam, jego palec wysunął się ze mnie i zaczął robić to, co robił wcześniej, a jego usta ponownie wzięły moje w pocałunek.

Przez to telefon zadzwonił drugi raz.

Teraz tam byłam. Byłam tam. Znałam to uczucie. Wiedziałam też, że będzie lepiej niż kiedykolwiek. Najlepszy. Absolutnie najlepszy.

Wyrwałam mu usta, bo nie mogłam już brać jego języka. To wszystko było za dużo, za dużo dobroci. Wsunęłam twarz w jego szyję i sapnęłam, gdy to się stało. Przejeżdżając przeze mnie, zmuszając mnie do ściskania, głęboko wpychając twarz, opierając biodra o jego dłoń, jego ciepło przeszło przeze mnie, spalając mnie na popiół.

Miałam rację. To był.

Absolutnie najlepszy.

Kiedy schodziłam - powoli, leniwie, wydawało mi się, że zajęło to lata i nie obchodziło mnie, czy tracę ten czas - tak dobrze się czułam, telefon przestał dzwonić i nie leżałam już na plecach, ale na boku. Moja noga była przerzucona przez biodro Chace’a, a jedno z jego ramion było ciasno owinięte wokół mojej talii, trzymając mnie blisko jego ciała.

Jego druga ręka była w moich włosach, wtulając moją twarz do jego gardła.

Obie moje ręce wciąż ściskały jego koszulę.

Mój oddech zaczął się stabilizować, palce mi się rozluźniły, dłonie położyłam płasko na jego plecach i usłyszałam, jak Chace delikatnie pyta czubek mojej głowy - „Jak się czujesz?”

Było mi dobrze. Czułam się bardziej niż dobrze. Mogłabym tam umrzeć i być szczęśliwą. Oczywiście nie, żebym chciała to zrobić, ale tak po prostu było mi dobrze.

„Dobrze” - szepnęłam.

„To dobrze” - odszepnął.

Wcisnęłam się głębiej w Chace’a, a jego ramię zacisnęło się wokół mnie.

Potem mocno zacisnęłam oczy i zawołałam - „Chace”.

„Jestem tutaj, Słonko”.

Zacisnęłam usta i zrobiłam to, co musiałam zrobić.

Ogłosiłam - „Jest coś, co musisz wiedzieć”.

„Wiem to”

Zamrugałam na jego natychmiastową odpowiedź, po tym działaniu pozostawiając oczy otwarte, ale byłam tak zaskoczona jego szybką odpowiedzią, że nie miałam siły, by zauważyć, że patrzyłam z bliska na jego bardzo atrakcyjne gardło, co było szansą, z którą normalnie bym poświęciła czas na delektowanie się.

Potem zapytałam - „Wiesz to?”

„Tak”

„Wiesz co?”

„Że jestem pierwszym mężczyzną, który włożył rękę w twoje spodnie, a później będę pierwszym, który zrobi ci też inne rzeczy”.

Tak, wiedział to.

O Boże.

Znowu zamknęłam oczy i zanurzyłam podbródek, niepewna, czy być zakłopotaną, czy też nie być, sądząc po jego tonie, który był łagodny, cichy, ale bezpośredni, a jego dłoń zacisnęła się ciepło na moim karku.

Poczułam jego usta na czubku moich włosów.

Tam wyszeptał - „Faye, kochanie, chcę, żebyś to usłyszała i zrozumiała, że to, co mi właśnie dałaś, było najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek otrzymałem w całym… moim… życiu. To, co mi później dasz, wiem z tego, co już miałem, nie tylko teraz, ale odkąd cię znam, będzie jeszcze piękniejsze. Ze mną zawsze i wszędzie jesteś bezpieczna. Ale z każdego miejsca, w którym jesteś ze mną, najbezpieczniejsze jest właśnie tutaj, w moim łóżku. Nigdy nie musisz się wstydzić. Możesz zadawać pytania. Możesz reagować, jak chcesz. Możesz być tym, kim jesteś. Jeśli robię coś, czego nie lubisz, możesz mnie powstrzymać. W tym łóżku nie wydarzy się nic, z czym poczujesz się niekomfortowo. Przysięgam, mała. Jesteś tu bezpieczna i zawsze będziesz”.

Te słowa były niesamowite.

Ale jednak.

Wzięłam niepewny oddech, otworzyłam oczy i zaczęłam niepewnie pytać jego gardło - „Nie myślisz, że ja… to znaczy, że nie… uh…”

Przerwał mi, by powiedzieć stanowczo - „Nie”.

„Ale w moim wieku fakt, że…”

„Nie, Faye”.

Wzięłam kolejny niepewny oddech i wyszeptałam - „Naprawdę?”

Jego palce delikatnie ścisnęły moją szyję. Przeczytałam jego wiadomość i wzięłam kolejny wstrzymany oddech, zanim dałam mu to, o co prosił niewerbalnie i odchyliłam głowę.

Jego był już pochylona w dół, a jego oczy natychmiast chwyciły moje.

Natychmiast złapałam zębami dolną wargę. Jego spojrzenie powędrowało do moich ust, zanim wróciło do moich oczu.

„Nie usłyszałaś mnie, co oznacza, że mnie nie zrozumiałaś” - powiedział łagodnie.

Puściłam wargę i wymamrotałam - „Um…”

Pochylił głowę bliżej, dotknął ustami moich ust i cofnął się odrobinę, zanim wyszeptał - „Mała, gdybyś dała to komuś innemu, to nie byłoby moje. Teraz jest moje. Nikt nigdy nie może tego mieć. Zawsze będzie moje. Kocham to. Myślę, że to piękne. Więc absolutnie nie sądzę, żeby to, że słodka, urocza, ładna, nieśmiała miejska bibliotekarka, trzymała to tak długo, jak ty, a potem mi to dała, było niczym innym jak tylko czymś naprawdę cholernie dobrym”.

Po powadze zmieszanej z poważnym ciepłem w jego oczach mogłam stwierdzić, że naprawdę tak myślał. Wszystko. Wszystko, co powiedział.

Każde słowo.

A ponieważ tak było, uśmiechnęłam się do niego.

Jego oczy opadły na moje usta, zanim powoli się zamknęły.

Ta ciepła, surowa rzecz, którą widziałam nad pizzą i głęboką rozmową na naszej pierwszej randce, przetaczała się przez jego przystojne rysy, zanim zrobił to, co zrobił tamtej nocy. Zamknął oczy, pochylił głowę do przodu tak, że jego czoło dotykało mojego.

„Chace” - wyszeptałam, patrząc, jak otwiera oczy i cofa głowę.

Potem oznajmił - „Czas cię nakarmić”.

Zamrugałam. Jego ciało poruszało się, jakby chciał się ode mnie odsunąć, ale moje ramiona zacisnęły się wokół niego.

„Chace” - zawołałam ponownie, on znieruchomiał i spojrzał na mnie.

Potem uderzyło mnie coś innego, a ponieważ przykułam jego uwagę, musiałam coś o tym powiedzieć.

Tak zrobiłam, ale tego nie powiedziałam.

Wyjąkałam to.

„Ja… hmmm, cóż, hmmm… wiesz… uh, to znaczy” - dokończyłam w pośpiechu - „…a co z tobą?”

Jego rysy się rozjaśniły i wtedy się do mnie uśmiechnął.

To był nowy uśmiech. Grzeszny.

A także grzesznie gorący.

O mój.

Potem powiedział cicho - „Włożyłem rękę w twoje spodnie, Słonko, nadal muszę wiedzieć, jak realnie możesz to teraz znieść?”

„Realnie?”

„Realnie.”

Nie znałam odpowiedzi na to pytanie.

Ale powiedział mi, że jestem bezpieczna w tym łóżku, a ponieważ Chace przestał dawać mieszane wiadomości, nigdy nie czułam się przy nim nie-bezpiecznie.

Zaprosiłam więc - „Daj mi to”.

Wciąż uśmiechał się swoim grzesznym uśmiechem, ale teraz był on zabarwiony rozbawieniem. Częściowo wtoczył się na mnie, więc nie miałam innego wyjścia, jak tylko położyć się na plecy. Był częściowo na mnie i wyciągnął jedną rękę wokół mnie, aby umieścić przedramię w łóżku obok mnie.

Potem spojrzał na mnie, schował twarz do tyłu i powiedział delikatnie - „Później, dla ciebie, zamierzam nie spieszyć się. Chciałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby dać ci wszystko, czego potrzebujesz, aby przygotować się do przyjęcia mnie. Nie mogłem wiedzieć, czy ty się o siebie zatroszczysz. Jeśli tego byś nie zrobiła, mogło to potoczyć się szybko, tak jak przed chwilą, więc nie dałoby mi to czasu na przygotowanie cię. Teraz…” - jego usta wykrzywiły się - „…ty dobrze się czujesz. To da mi czas, którego ja potrzebuję. Wtedy znowu będzie dobrze dla ciebie, a także dla mnie”.

 Dobra, może nie byłam gotowa na tego rodzaju realność. Wiedziałam o tym, ponieważ poczułam ciepło w policzkach.

Mimo to mamrotałam - „Och. Okej”.

Chace zachichotał, więc wiedziałam, że nie przegapił mojego rumieńca. Pochylił się i otarł ustami o moje usta, zanim znów się odsunął i wyszeptał - „Popracujemy nad szczerymi rozmowami o seksie”.

Wydawało się to dobrym pomysłem.

„Byłabym wdzięczna” - odszepnęłam.

Ciało Chace’a zatrzęsło się trochę z jego rozbawienia. Nie miałam szansy poczuć tego zbyt wiele, ponieważ przewrócił się, a następnie wyciągnął z mnie łóżka i postawił na nogi.

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że moje dżinsy były rozpięte i nie miałam na sobie nic poza szmaragdowozielonym, satynowym biustonoszem z małymi, wąskimi, ukośnymi zakładkami na miseczkach i malutkim brzegiem gołębio szarej koronki.

Chace pochylił się, żeby wziąć moją koszulkę z podłogi, a moje ręce szybko powędrowały do dżinsów.

Wyprostował się, jego oczy opadły na mój tors i pozostał tam, gdy jego ręka wyszła, by zaoferować mi moją koszulkę, a ja zapięłam zamek.

 „Weź to, ja zrobię to” - rozkazał, nie trzymając mojej koszulki, żeby zwinąć się w pasie i przyciągnął mnie do siebie.

Przygryzłam wargę, wzięłam koszulkę i zaczęłam ją zakładać.

Była nad moją głową, a palce Chace’a zapięły mój guzik i pracował nad paskiem, kiedy wymamrotał - „Kiedy zaczniemy rozmawiać, powiem ci dokładnie, co czuję na temat twojego stanika”.

O mój cholerny Panie.

Cóż, jedno dobrze było wiedzieć, że warto było kupić biustonosz.

Opuściłam koszulkę i unikałam wzroku Chace’a.

Skończył z moim paskiem, ale użył palca zahaczonego w sprzączkę, aby przyciągnąć mnie jeszcze bliżej, a intymność tego sprawiła, że moje oczy prześlizgnęły się po nim.

„Zmienię moje oświadczenie w taki sposób, że jesteś ze mną bezpieczna wszędzie, ale szczególnie w moim łóżku, a także szczególnie w tym pokoju” - powiedział mi w chwili, gdy złapał mój wzrok.

 „Uh… okej” - wyszeptałam, szczęśliwa słysząc to, nawet jeśli było to w większości powtórzone stwierdzenie, chociaż nie rozumiejąc, dlaczego to powiedział. Chace, który często demonstrował, że potrafi czytać moje myśli, czytał je.

Wiedziałam o tym, kiedy mówił dalej - „Mówię o tym, Faye, że unikasz moich oczu, bo może jesteś zawstydzona lub czujesz się nieśmiała i niepewna, co dalej”.

 Uniósł rękę, odgarnął mi włosy z ramienia, a następnie owinął ją wokół mojej szyi. Ale cały czas patrzył mi w oczy, użył palca zahaczonego o szlufkę moich spodni, by przyciągnąć mnie jeszcze bliżej i pochylił twarz do mojej.

„Lubię cię” - szepnął - „Mam nadzieję, że to rozumiesz. Podoba mi się wszystko, co o tobie wiem, nawet to, co już wiedziałem, o czym zamierzałaś mi powiedzieć wcześniej. To znaczy, że nikogo tam nie było. To znaczy nikt oprócz mnie. I na koniec, lubię wiedzieć, że ta urocza, słodka, ładna, nieśmiała bibliotekarka z tego miasta, z którą się spotykam, nosi seksowną bieliznę.” - jego uśmiech dotarł do oczu, które były wszystkim, co mogłam zobaczyć, i kontynuował - „Bardzo to lubię, mała. Cholernie. Więc nie masz żadnej rzeczy, której mogłabyś się wstydzić, być z jej powodu nieśmiała lub niepewna. Tak?”

 „Tak” - wyszeptałam, posyłając mu mały uśmiech ulgi, ponieważ poczułam ulgę i to nie w małym stopniu.

„Dobrze” - odszepnął, uniósł podbródek, pocałował mnie w nos, a potem puścił mnie w dwóch miejscach, w których mnie trzymał, ale chwycił mnie za rękę i wyciągnął z pokoju.

Ponieważ moje oczy były zamknięte, skoro mnie całował i niósł w drodze do swojego pokoju, wychodząc z niego, w końcu mogłam ogarnąć jego dom.

Co, kiedy mnie przez to przeprowadził, było naprawdę miłe. To było jego przedłużenie. Męskie (bardzo), w dobrym guście i w stylu western.

Był też ogromny. Szliśmy dalej (i szliśmy, i szliśmy!), A potem w końcu trafiliśmy do ogromnego pokoju, który był zarówno pokojem rodzinnym, jak i kuchnią. Były ogromne same w sobie, ale razem wzięte były masywne. Nie wspominając o segmentowej kanapie, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam. Były to w zasadzie trzy pełne kanapy. Trzy.

Domyślałam się, że Misty mieszkała tu z nim, ale nie sądziłam, że leżeli na kanapie razem oglądając telewizję, głównie dlatego, że powiedział mi, że spędzał z nią zero czasu, jeśli mógł. Oznaczało to, że ta kanapa była kanapą dla jednego. Co było szalone.

„Uh… masz dużo miejsca” - zauważyłam, gdy prowadził mnie do kuchni.

„Tak” - zgodził się.

„To dużo miejsca dla tylko jednej osoby” - zauważyłam, gdy zatrzymał mnie przy wyspie, która mogłaby służyć jako łóżko gościnne dla trójki dorastających dzieci. Po prostu napompuj dmuchany materac, wrzuć go na wierzch i miej nadzieję, że się nie stoczą.

Nie odpowiedział na moją uwagę.

Zamiast tego zapytał - „Pijesz czerwone czy białe wino do tacos?”

Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że stoi przy swojej lodówce.

„Tacos?”

„Mielona wołowina, paczkowane przyprawy, kupowane w sklepie gówno, które można położyć na wierzchu. Nie jestem kucharzem. Nie lubię tego robić. Ale muszę jeść, a kiedy jem, lubię jeść gówno, które lubię. Jeśli wyjdzie z paczki, niech tak będzie. Mogą nie być Rosalindy ani nawet blisko. Ale nie są do bani. Więc mamy tacos”.

„Lubię tacos” - poinformowałam go, chociaż bardziej smakowało mi meksykańskie jedzenie Rosalindy. Aby je zdobyć, trzeba było jechać do Chantelle, ale Chantelle nie było daleko, a Rosalindy było tak dobre, że warto było pojechać. Kiedy nie jeździłam do Chantelle, a miałam ochotę na tacos, korzystałam też z rzeczy z paczki. Postanowiłam więc poinformować o tym fakcie Chace’a - „Też robię tacos z paczki, dla twojej informacji”.

„Dobrze wiedzieć” - mruknął, unosząc kąciki ust - „Czerwone czy białe?”

„Czerwone”

Podszedł do stojącej na jego blacie butelki wina.

Podeszłam do stołka, wyciągnęłam go i posadziłam na nim swój tyłek.

„Przestrzeń do rozwoju”.

To był Chace. Patrzyłam na jego plecy na jego dziwny komentarz, który pojawił się znikąd, gdy przesunął się na bok, by otworzyć szufladę i wyciągnąć korkociąg.

„Słucham?”

 Złapał butelkę, odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie w sposób, w jaki zapomniałam oddychać.

„Przestrzeń do rozwoju” - powtórzył, a potem wyjaśnił - „Kolejna rzecz, która była do dupy w życiu, gdy moja przyszłość obejmowała Misty. Nie sądziłem, że dostanę to, czego chciałem, a to, czego chciałem, to powód, dla którego kupiłem to miejsce. Kupiłem ten dom, aby umieścić w nim kobietę, a następnie założyć w nim rodzinę. Więc jest duży, bo chcę mieć troje dzieci. Przestrzeń do rozwoju”.

Jasna.

Choroba.

„Przestrzeń do rozwoju” - wyszeptałam, nie mogąc oderwać oczu od jego.

„Tak” - odpowiedział stanowczo, po czym zapytał - „Chcesz dzieci?”

„O, tak” - wciąż szeptałam i wciąż było to wydyszane.

„Ile?” - kontynuował.

„Trójkę”

Tak, wciąż szepcząc. Tak, wciąż dysząc. Poza tym, nawiasem mówiąc, była to prawda.

Chace uśmiechnął się.

Przestałam oddychać.

Oderwałam wzrok od jego oczu i spojrzałam na butelkę wina.

Potem zapytałam - „Nie kupiłeś szampana?”

„Kurwa” - mruknął, a moje spojrzenie wróciło do niego - „Zapomniałem”.

Byłam rozczarowana i próbowałam to ukryć, ale wciąż pytałam - „Zapomniałeś szampana?”

„Nie” - odpowiedział, odkładając butelkę czerwonego z powrotem na blat - „Jak zaczęłaś noc, mówiąc mi, że masz czystą parę majtek w torebce, w ogóle zapomniałem, że kupiłem szampana”.

Przygryzłam wargę, chociaż trochę się ucieszyłam, że udało mi się sprawić, by o czymś zapomniał.

Uśmiechnął się, a ja miałam wrażenie, jak to zrobił, że czytał w moich myślach.

Nie miałam czasu na to zareagować, ponieważ przeszedł tylnym korytarzem i zniknął.

Wrócił z dwoma smukłymi kieliszkami do szampana z wygiętymi brzegami, które miały śliczne malutkie, tyciutkie podkowy wyryte na dole tuż nad łodygą. Nie wiedziałam jak, ale udało im się być z klasą i fajnymi, zamiast wyglądać kiczowato, jak coś takiego mogłoby wyglądać. Być może chodziło o ryty, które były precyzyjne, prawie eleganckie, a nie kreskówkowe. Być może to jakość kryształu była tak czysta i delikatna, że załamywały światło jak pryzmat. Cokolwiek to było, były niesamowite.

Chace postawił je obok mnie na wyspie, zachowując się tak, jakby nie były lepsze od plastiku i wrócił do lodówki, gdy zaproponowałam - „Co mogę zrobić, żeby pomóc?”

Odwrócił się z butelką szampana, lodówka zamknęła się za nim i otworzył usta, żeby coś powiedzieć, kiedy oboje usłyszeliśmy pukanie do drzwi.

Jego oczy skierowały się w stronę frontowych drzwi. Były zwężone pod ściągniętymi brwiami, a jego szczęka stwardniała. To było trochę przerażające spojrzenie. Ale moje oczy opadły na jego koszulę, która była niezapięta, bo trzy guziki, które rozpięłam, wciąż były rozpięte i zobaczyłam snop rudobrązowych włosów na klatce piersiowej. Nie gęsta mata włosów, ale krótka, seksowna szczypta.

Przez seksowną właściwie miałam na myśli niewiarygodnie diabelnie seksowną.

Zaczęłam się ślinić.

Chace bez wątpienia nie pomyślałby, że włosy na klatce piersiowej są seksowne, ale wiedziałam, że to, co myślał, było bardzo nieseksownymi myślami, kiedy warknął - „Pieprzone gówno”, postawił butelkę na blacie przy okularach i podszedł do mnie.

Przesunął palcami po moich włosach z boku, zgiął się i wyszeptał - „Zaraz wracam”. Potem pocałował mnie w czoło, jego palce opuściły moje włosy, a ja obróciłam się na stołku, żeby patrzeć, jak skrada się jak drapieżnik (o jejku, skradał się) do drzwi.

Nawet kiedy skradał się i był niecierpliwy, obserwowałam, jak się poruszał, szerokość ramion nie była nawet bliska do ukrycia pod koszulą, długość nóg w dżinsach, ręce niósł luźne po bokach i był to, jak zawsze, dobry pokaz.

Podczas kolacji u mnie w tym tygodniu powiedział mi, że był pływakiem i biegał na bieżni w liceum i od tamtej pory to utrzymuje. Pływał w YMCA[1] w Chantelle dwa razy w tygodniu, biegał osiem kilometrów dwa razy w tygodniu, piętnaście raz w tygodniu i miał ciężarki w swoim domu, gdzie trenował dwa razy w tygodniu.

Ten wysiłek bardzo mu się opłacił, a ponieważ utrzymywał swoje ciało i okazjonalnie popychał to wiedząc, co może zrobić, a sposób, w jaki chodził, całkowicie panując nad swoim ciałem, to komunikował.

Miałam przeczucie, że to, co wydarzyło się w jego sypialni, dobrze wróżyło temu, co Chace określił jako „później”.

Po moim kręgosłupie przebiegł dreszcz, jakiego nigdy wcześniej nie czułam, ale bardzo mi się to podobał.

Uśmiechnęłam się do siebie, a moje oczy powędrowały do szampana. Potrzebowałam drinka. Miałam rękę Chace’a w spodniach podczas orgazmu. To zdecydowanie wymagało szampana. Chciałam otworzyć butelkę, ale od naszej pierwszej randki, jeśli Chace był ze mną, nie nalałam ani nie kupiłam sobie drinka.

Wtedy przyszło mi do głowy, że Chace był trochę staromodny.

Nie miał problemów ze mną, gotującą dla niego i podającą jedzenie. Ale nie chciał, żebym sama nalewała sobie drinka. Pomagał przy naczyniach, jeśli był u mnie, ale był ściśle wycierającym i odkładającym mężczyzną. Ściśle tak wyraźnie były granice. Mężczyźni nie myli. Wycierali i odkładali. Mężczyźni nie podawali jedzenia. Nalewali drinki.

To było zdecydowanie staroświeckie.

Było też dziwnie gorące.

„Jezu, czy ty, kurwa, mówisz poważnie?” - słyszałam, jak pyta w czymś, co musiało być niegrzecznym powitaniem, a potem kończy - „Jon, jestem po służbie. Bardzo cholernie po służbie i dlatego, kurwa, nie odebrałem pieprzonego telefonu”.

Racja, Chace przeklinał więcej niż zwykle. Był wkurzony. Wiedziałam o tym, ale miałam wrażenie, że jego wkurzenie wzrosło po tym, jak dowiedział się, kto stoi przy drzwiach.

„Wiem o tym, ale potrzebujemy cię w tym przypadku, Chace, inaczej by mnie tu nie było. Jesteś naszym najbardziej doświadczonym detektywem” - zabrzmiał inny głos.

„Frank mógł zdać test zaledwie kilka miesięcy temu, ale od urodzenia chodził po tych stronach, jest czysty i od jakiegoś czasu w pracy. Poradzi sobie” - powiedział mu Chace.

„To morderstwo, Chace”.

Oddech mnie opuścił, a moje ciało się uspokoiło.

„Kurwa” - usłyszałam warkniecie Chace’a.

„Darren Newcomb” - powiedział mu Jon.

Nagle przez całą drogę od frontu domu popłynął rozgrzany do białości strumień elektryczności.

To było tak intensywne, że okręciłam się sztywno jak drewno na moim stołku, aby siedzieć twarzą w tę stronę, podczas gdy Jon mówił dalej - „Bracie, przepraszam, przepraszam, bracie, ale znaleziono go na drodze dojazdowej prowadzącej do Miracle Ranch, około dziesięciu metrów od miejsca, w którym znaleźli twoją żonę. I, kolego, to jest do bani, nienawidzę mówić tego gówna, ale Newcomb był zrobiony tak jak ona”.

Na te słowa, moje ciało miało własny rozum, zignorowałam przerażający prąd wciąż płynący i szybko przeszłam przez masywną kuchnię do holu.

Widziałam przez korytarz, że drzwi frontowe były otwarte, drzwi burzowe zamknięte. Umundurowany policjant, który był w recepcji, kiedy poszłam na posterunek, stał tuż w oświetlonym foyer Chace’a. Ciało Chace’a było nieruchome, a jego szczęka z profilu była twarda, w taki sposób, że ścisnęło mi się serce.

Oczy Jona skierowały się na mnie, kiedy przechodziłam przez korytarz, a potem na Chace’a. Widziałam, jak opadają na jego koszulę, chwytając rozpięte guziki i wracają do mnie. Przesunął się nieswojo, prawdopodobnie nieco niedokładnie odczytując sytuację, ponieważ akcja nie została przerwana, ale zgadzało się, że było działanie.

Normalnie by mnie to upokorzyło.

Ale skupiłam się wyłącznie na dotarciu do Chace’a.

 I właśnie to zrobiłam. Natychmiast się w niego wtuliłam. Jego ramię uniosło się w roztargniony sposób, owijając się wokół moich ramion, gdy dopasowywałam swój przód do jego boku, a moje ramiona poruszały się, by okrążyć jego pas.

„Słonko?” - zawołałam, gdy w milczeniu patrzył na funkcjonariusza Jona.

Kiedy zabrzmiało moje słowo, jego ciało lekko drgnęło, spojrzał na mnie i wymamrotał - „Wracaj do kuchni, kochanie”.

„Dobrze mi tu” - odmówiłam delikatnie, pogłębiając uścisk jego pasa.

Obniżył twarz i cicho powtórzył - „Wracaj do kuchni, mała”.

Wzięłam oddech, wyprostowałam ramiona, zatrzymałam jego oczy i powtórzyłam (tak jakby) - „Chace, Słonko, tutaj mi dobrze”.

„Charakter” - mruknął, a jego spojrzenie wędrowało po mojej głowie i ramionach, a potem przesunęło się na Jona - „Wyślij kogoś, żeby sprawdził Harker Wood. Zajmę się Faye, a potem ruszam w drogę”.

O Boże. Jasna choroba.

Harker Wood.

Słyszałam nazwisko Darren Newcomb, ale nie wiedziałam skąd. Jego nazwisko było po prostu znajome.

Ale kimkolwiek był, miało to coś wspólnego z Misty.

„Frank już się tym zajmuje. Radiowóz jedzie w tę stronę. Frank jest z ciałem” - odpowiedział Jon.

„Zadzwoń do niego, powiedz mu, że najpierw pojadę do ciała. Drugie - las. Ktoś zajął się rodziną?” - zapytał Chace.

Jon poruszył się znowu nieswojo, gdy potrząsnął głową.

„Kurwa” - mruknął Chace - „Dobrze. Ciało, las, wtedy pójdę do jego rodziny”.

 Nie podobało mi się to, ale nawet jeśli nie, to była jego praca.

Niestety, w Carnal dochodziło do mordów niepokojąco często. Cóż, to nie była prawda.

Tylko Tonia Payne, kelnerka zabita przez Daltona McIntyre’a.

Potem była Neeta, stara dziewczyna Tate’a, chociaż nie mieszkała w Carnal, została właśnie tu zamordowana przez McIntyre’a, który mieszkał w Carnal, a także zabijał tutaj.

I oczywiście Misty Keaton. Ale i tak były to trzy osoby, które trochę znałam w ciągu ostatnich kilku lat, kiedy mieszkałam tu prawie przez całe życie bez jednej zabitej osoby.

Chociaż podejrzewałam, że nawet jeśli poinformujesz setki rodzin, że ukochana osoba zmarła lub stało się coś złego, też się nie przyzwyczaisz.

„Dobrze, Chace” - mruknął Jon, po czym spojrzał na mnie - „Przepraszam, uh… Faye, tak?”

Jakby nie wiedział.

Byłam z Chace’m we włoskim lokalu, Kogucie i w Bubba’s. Plotki do mnie nie dotarły, ale nie byłam głupia. Miasto tętniło życiem.

W każdym razie podałam mu swoje imię na posterunku policji trzy tygodnie temu.

„Tak, Faye.” - wyciągnęłam rękę, ale trzymałam się blisko Chace’a, z drugą ręką owiniętą wokół jego pleców - „Jon?”

„Tak, Jon” - wziął mnie za rękę i uścisnął, jednocześnie uśmiechając się lekko, jak na wstępie, zaraz po przekazaniu wiadomości, że ktoś został zamordowany.

„Przepraszam, że przerywam, ale… miło cię poznać, formalnie”.

„Ciebie też, Jon” - powiedziałam cicho i cofnęłam rękę.

Odpuścił i spojrzał na Chace’a.

„Do zobaczenia, umm… tam” - wymamrotał, kiwnął brodą do mnie i podszedł do drzwi.

Chace ścisnął moje ramiona.

Przeczytałam polecenie, opuściłam rękę i poszedł za Jonem.

„Później” - mruknął, Jon spojrzał przez ramię na Chace’a, uniósł brodę i wystartował.

Chace zamknął drzwi i odwrócił się do mnie.

„Tylko... pójdę, um... znajdę moją torebkę i pojadę do domu”.

Myślałam o tym, gdzie mogła się dostać moja torebka, więc podskoczyłam trochę, kiedy poczułam ręce Chace’a po obu stronach mojej szyi i odchyliłam głowę, by złapać jego wzrok.

Potem wstrzymałam oddech na to, co zobaczyłam.

„Proszę, Słonko…” - szepnął - „…zrób tacos. Zjedz je. Oglądaj telewizję. Rób cokolwiek. Ale jakkolwiek to się skończy, kiedy pójdziesz spać, wczołgaj się do mojego łóżka”.

 O Boże.

Zamrugałam, brzuch mi się rozgrzał, serce podskoczyło, podniosłam ręce, by owinąć je wokół jego nadgarstków, a mój umysł nie mógł zdecydować, czy mam się bać, podekscytować, czy świrować.

„Chace…” - odszepnęłam, niepewna, co jeszcze powiedzieć, ale i tak nie miałam szansy, by to zrobić.

Jego dłonie ścisnęły moją szyję, chwytając zdecydowanie, ale nie mocno.

Zbliżył twarz - „Proszę, Faye, cokolwiek to jest, kiedy wrócę z tego do domu, chcę wślizgnąć się do mojego łóżka, gdy ty w nim będziesz”.

„Okej” - zgodziłam się cicho i przyszła kolej Chace’a na mrugnięcie.

„Co?”

„Okej” - powtórzyłam - „Zostanę. Zjem tacos. Obejrzę telewizję. Jeśli nie zdążysz wrócić, pójdę spać w twoim łóżku”.

Jego głowa odsunęła się trochę, ale jego głos wciąż był łagodny, kiedy zapytał - „Tak po prostu?”

„Chcesz mnie tutaj?” - zapytałam z powrotem.

Nie odpowiedział na to.

To surowe ciepło przepłynęło przez jego twarz i wyszeptał - „Chryste, Faye”.

Skończyłam, jakby odpowiedział tak.

„…w takim razie będę tutaj”.

Jego palce zacisnęły się mocniej i wydusił gardłowe - „Chryste, Faye”, które bolało, ale z jakiegoś powodu czułam się z nim dobrze.

Ścisnęłam jego nadgarstki - „Idź, abyś mógł wrócić. Jestem głodna, więc muszę gotować.” - zwinęłam się na palcach i stwierdziłam - „Zostawię szampana na jutro”.

Wtedy jego ręce na mojej szyi szorstko mnie szarpnęły w jego stronę, ale mnie nie pocałował.

Jego dłonie opuściły moją szyję, aby mógł mocno mnie owinąć ramionami.

I przytulił mnie.

Zamknęłam oczy, objęłam go ramionami i przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej, bo to było dobre.

To też było złe, a to dlatego, że wiedziałam, że czuje coś brzydkiego i nie mogłam go przed tym ochronić. Jedyne, co mogłam zrobić, to spać w jego łóżku, tak jak poprosił. A to wiele dla niego znaczyło; mężczyzna komunikował to przez przytulanie.

I naprawdę, jeśli komunikujesz się w ten sposób, komu potrzebne są słowa?

To mówiło wszystko.

Przytuliłam go tak mocno lub tak blisko, jak tylko mogłam, widząc, że był silniejszy ode mnie.

Nie trwało to wystarczająco długo, zanim poczułam jego usta na czubku moich włosów i powiedział - „Garderoba, w środku po prawej są moje koszulki. Złap jedną, kiedy idziesz spać, tak?”

Kiwnęłam głową, chociaż nie wiedziałam, czy to zrobię.

Przyniosłam seksowną koszulę nocną. Miałam teraz zagadkę. Seksowna koszulka nocna (dla Chace’a) lub jego koszulka (dla mnie).

Nie wybrałam, zanim pocałował czubek moich włosów, uścisnął mnie i puścił.

Ale poczułam, jak czubki jego środkowych trzech palców dotykają mnie pod podbródkiem i znowu zrobiłam to, co cicho rozkazał i dałam mu swoją twarz.

„To prawdopodobnie nie skończy się szybko, ale wrócę do domu zaraz, gdy tylko będę mógł”.

Skinąłam głową.

Jego palce przesunęły się jak szept po mojej szczęce, sprawiając, że skóra na mojej szyi i policzku swędziała w dobry sposób, gdy wyszeptał - „Dziękuję, mała”.

„Nie ma za co Słonko”.

Uśmiechnął się małym uśmiechem, który nie sięgnął jego oczu. Potem pochylił głowę i dotknął ustami moich.

Dostałam kolejny dotyk ust po tym, jak poszedł do swojej sypialni, ja poszłam do kuchni i zaczęłam szykować kolację, a on wrócił w swetrze, kurtce i butach.

Wyszedł.

Zrobiłam tacos.

Zjadłam tacos.

Włożyłam resztki do jednej z tych puszek wielokrotnego użytku, których Chace, po sprawdzeniu, wydawał się mieć dużo.

Oglądałam coś na jego dużym telewizorze z płaskim ekranem.

Kiedy zegar miał wybić północ, zmyłam makijaż, nawilżyłam się, umyłam zęby, włożyłam seksowną koszulę nocną i wślizgnęłam się do łóżka Chace’a.

Myślałam, że nigdy nie zasnę z tym, gdzie odpoczywało moje ciało. Miejsce, w którym nigdy nie odpoczywało od dwudziestu dziewięciu lat, nie tylko w łóżku Chace’a, ale żadnego mężczyzny.

Ale jego materac był cholerną bombą. To było jak stała chmura.

Tak więc, kilka sekund po tym, jak moja głowa uderzyła w jedną z jego poduszek, odleciałam z prędkością światła.


 



[1] YMCA - Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (dbającej o rozwój duchowy, umysłowy i fizyczny)

5 komentarzy: