Rozdział
8
Koty
i psy, ptaki i pszczoły
Jechałam
do domu Chace’a, próbując kontrolować oddech. To dlatego, że byłam bliska
hiperwentylacji.
A
to dlatego, że dzisiaj była ta noc.
Zdecydowałam.
Dzisiaj
miałam zamiar oddać Chace’owi moje dziewictwo.
Oczywiście
Chace jeszcze o tym nie wiedział. To była moja decyzja. Chociaż byłam
zdenerwowana, trzymałam się tego.
Podjęłam
tę decyzję z różnych powodów.
Po
pierwsze dlatego, że w wieku szesnastu lat zakochałam się w Chace z daleka, a
teraz się spotykamy. Od trzynastu lat wiedziałam, że był mężczyzną, któremu
chciałam się oddać. Dlatego, mimo że nie spotykaliśmy się długo, biorąc pod
uwagę, że byłam w nim zakochana od trzynastu lat, uznałam, że najwyższy czas
się do tego zabrać.
Po
drugie, ponieważ miałam dwadzieścia dziewięć lat, w końcu miałam chłopaka, więc
był najwyższy czas też na uprawianie seksu.
I
na koniec, ponieważ z tym całym całowaniem się i wczesno porannymi telefonami,
Chace’m na wyciągnięcie ręki lub jego głosem zaspanym i seksownym przychodzącym
do mnie przez telefon, lub z jego językiem w moich ustach, po raz pierwszy w
życiu potrzebowałam uprawiania seksu.
Problem
polegał na tym, że nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać.
Wiedziałam,
że Chace był doświadczony. Wiedziałam o tym, mieszkając w tym samym małym
miasteczku co on, a także doświadczając tego z pierwszej ręki, choć w
ograniczonym zakresie. Mężczyźni też musieli coś dla siebie mieć (myślałam) i
był wystarczająco blisko mnie, że nie mógł dostać tego gdzie indziej (miałam
nadzieję). Więc tak naprawdę nie rozumiałam, dlaczego nie pozwolił, żeby to
wykroczyło poza pieszczoty.
Moją jedyną myślą było to, że Chace był Chace’m
lub tym, kogo poznałam jako Chace’a: był bystry, był doświadczony i łączył obie
te rzeczy, dzięki którym wiedział lub zorientował się, że ja nie jestem. Więc
będąc Chace’m, dobrym facetem, brał sprawy powoli. Nie wspominając, że nie
byłam dokładnie taka jak inne kobiety, z którymi wiedziałam, że był. To nie
było tak (poza Misty), że wszystkie były puszczalskie. Po prostu nie były takie
jak ja. Dorastałam w Carnal, moja mama i tata też, nie wspominając o tym, że
byli dobrze znani i lubiani. Może to była kwestia szacunku.
Cokolwiek
to było, chciałam to zrobić.
Ale
zanim się na to zdecydowałam, potrzebowałam porady.
Tym
razem nawet nie musiałam o tym myśleć. W spokojnym momencie w bibliotece
złapałam komórkę, podeszłam do otwartych drzwi biura, stałam w nich z oczami
skierowanymi na bibliotekę i zadzwoniłam do Krystal. Szybko i zwięźle wyjaśniłam
swój dylemat, próbując, a prawdopodobnie nie udało mi się, nie rumienić się.
Odpowiedź
Krystal?
„Będę
za pięć minut”.
To
była zarówno ulga, jak i jeszcze bardziej mnie to zdenerwowało.
Te
nerwy nasiliły się, kiedy nie było jej w bibliotece za pięć minut. Przyszła za
piętnaście. Serce zaczęło mi bić szybciej, gdy zobaczyłam, jak przechodzi przez
drzwi z Twylą.
Teraz:
lubiłam Twylę i tej nocy, kiedy piłam z Chace’m w Bubba’s, Twyla wykazała (o
dziwo), że też mnie lubi. Każda dziewczyna zawsze miała w swojej grupie wolne
miejsca na nowe dziewczyny i można powiedzieć, że miałam więcej wolnych miejsc
niż większość, ponieważ moja grupa dziewczyn od lat była ograniczona. O ile nie
były typem kobiety, która kradnie chłopaków lub ubrania, wszystkie dziewczyny były
mile widziane.
Po
prostu Twyla nie wyglądała na jedną z dziewczyn. Wynikało to głównie z tego, że
była znana w całym mieście jako będąca w stanie pokonać prawie każdego w
siłowaniu się na rękę, a nie mówię, że angażowała się w tę aktywność z innymi
kobietami. Chociaż słyszałam, że nie było to niespotykane, po prostu wygrana
zajmowała jej znacznie mniej czasu. Była również znana jako była Marines. I na
koniec była znana z wielkiej pogardy dla wszystkich dziewczęcych rzeczy. Więc
bycie w grupie dziewczyn nie wydawało się być czymś, czego by pragnęła.
Z
drugiej strony była dziewczyną i każda dziewczyna, nawet ja, wiedziała, że
mężczyźni są wspaniali w niektórych sprawach, ale w innych nie zrobi tego nikt
poza inną dziewczyną.
Najlepszym
przykładem była moja obecna sytuacja.
Po
prostu nie byłam pewna, czy ten przypadek był jednym z tych, w których Twyla
mogłaby być pomocna.
Co
więcej, nie podniecał mnie pomysł, by wszyscy w Carnal znali intymne szczegóły
mojego życia, w tym mojego życia z Chace’m. To sprawiło, że poczułam się
niekomfortowo, ale też nieswojo, ponieważ Chace był tematem wielu dyskusji
przez długi czas. Zanim to się stało, wydawał się człowiekiem, który lubił żyć
w spokoju. Ten wybór został mu odebrany. Teraz, kiedy mógł go odzyskać,
pomyślałam, że powinien.
Kiedy
dotarły do biurka i obie skanowały okolicę, aby zobaczyć, że nie ma w pobliżu
klientów, postanowiłam zacząć.
I
zaczęłam od kiepskiego - „Uh…”
Oczy
Krystal przecięły się na mnie i odpowiedziała na moje niezadane pytanie - „Nie
usłyszałaby odpowiedzi nie. Nie wiem, skąd wiedziała. Moja strona rozmowy to było
pięć słów. Po prostu wiedziała. Próbowałam jej to wyperswadować. Przez dziesięć
minut nie działało, wkurzyło mnie to, więc po prostu przyszłam. Ona podążała.”
- Krystal następnie spojrzał na Twylę - „Nawiasem mówiąc, kiedy tu jesteśmy,
nie płacę ci”.
Twyla była kelnerką w barze Krys. Sądząc po
wyrazie twarzy Twyli, nie obchodziło ją, że straci prawdopodobnie niezbyt
ekscytującą pensję kelnerki.
Nie
odpowiedziała Krystal. Spojrzała na mnie i natychmiast stwierdziła - „Rzuć się
na niego”.
„O
cholerka” - wydyszałam, a płuca ścisnęły mi się na samą myśl.
„Oszalałaś?” - syknęła Krystal,
pochylając się nad Twylą.
„Czy
wyglądam na wariatkę?” - odparła Twyla i, niestety, odpowiedź brzmiała tak.
Nie
chodziło o to, że była zbudowana jak ciężarówka, bo była. Nie chodziło o to, że
czuła się całkowicie komfortowo ze swoją postawą, pracowała na to i dlatego to jej
pasowało.
Chodziło
o to, że nosiła włosy w kobiecej fryzurze „na czeskiego piłkarza”. Męska była
wystarczająco zła. Żeńska, cóż, nie nadążałam za wszystkimi modnymi rzeczami i
czułam, że ludzie powinni robić to, co lubią, ale wiedziałam też, co robią
wszyscy inni. A „czeski piłkarz” to jedyna fryzura, jakiej żaden mężczyzna ani
kobieta nie powinni mieć.
Krys zrezygnowała z Twyli i spojrzała na mnie
- „Nie rób tego. Porozmawiaj z nim”.
Twyla
przestała patrzeć na Krys, a jej oczy powędrowały do mnie - „Nie rozmawiaj z
nim. Rzuć się na niego”.
„Przestań
jej to mówić” - warknęła Krys do Twyli.
Twyla
skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na Krystal.
„Rozumiesz,
że lubię dziewczyny” - stwierdziła, ale to była zachęta.
„Tak”
- odpowiedziała Krystal.
„I
lubię dziewczyny, które robią takie rzeczy, jak noszenie tuszu do rzęs i
szminki”.
„Wiem,
jaka jest twoja partnerka, Twyla, obie byłyście u mnie w domu na żeberka z
grilla Bubby trzy tygodnie temu” - odpowiedziała Krys.
„Tak,
lubię dziewczyny. I lubiłam je przez całe życie. Byłam żołnierzem piechoty
morskiej. Strzelałam z pistoletu. Mam ich pięć, to znaczy pistolety. Oglądam
Nuggets, Av, Broncos i Rockies. Nigdy w życiu nie nosiłam spódnicy. Noszę
sportowy stanik, bo z tymi maluchami…” - zakreśliła palcem po piersiach, po
czym opuściła rękę do lady - „…nie mam wyboru. Gdyby Bóg uznał za stosowne dać
mi miseczkę A, nie nosiłabym. Ponieważ mam C, jestem wypieprzona. Nigdy nie
używałam tuszu do rzęs. Nie posiadam suszarki. I wysiadam przy laskach. I która
z nas, ty czy ja, ma więcej wspólnego z Chace’m Keatonem?”
Muszę
przyznać, że miała rację.
Krystal
też musiała to przyznać, chociaż mogłam powiedzieć, że nie chciała. Mogłam to
stwierdzić, ponieważ otworzyła usta i je zamknęła.
Twyla
spojrzał na mnie - „Rzuć się na niego”.
Krystal
zamknęła oczy, spuściła głowę, by spojrzeć na swoje buty, a jej miodowe loki
opadły, by ukryć twarz.
Szepnęłam
do Twyli - „W pewnym sensie już tego próbowałam”.
Głowa
Krystal podniosła się, gdy brwi Twyli zrobiły to samo.
„Nie
poszło?” - spytała Twyla.
„On,
hmmm… wyłączył to lub, hmmm… przekierowuje, ale hmmm… głównie wyłącza i
koncentruje się na całowaniu”.
„Wie,
że jesteś dziewicą?” - spytał Twyla.
„Um...”
- odpowiedziałam, nie wiedząc do tego czasu, że Twyla wiedziała, że jestem
dziewicą.
„Jak
dużo się całujecie?” - Twyla poprosiła o szczegóły, kiedy nie mogłam
kontynuować.
„Mam
niewielkie doświadczenie, ale wydaje mi się, że w skali od jednego do
dziesięciu - sto piętnaście”.
Krystal
uśmiechnęła się.
Twyla
kontynuowała przesłuchanie - „Więc miałaś przed nim niewielkie doświadczenie?”
Przytaknęłam.
„W
skali od jednego do dziesięciu, ile masz doświadczenia?” - Twyla naciskała.
„Zero
przecinek dwadzieścia pięć” - odpowiedziałam cicho.
„Wie,
że jesteś dziewicą” - mruknęła Twyla, a moje serce podskoczyło, niezbyt przyjemnie.
Krystal
uderzyła ją w ramię - „Teraz przerażasz Faye”.
„Uch,
żeby było jasne, ten kawałek rzucenia się na niego już mnie przeraził” -
podzieliłam się.
„Więc
co się dzisiaj dzieje?” - spytała Twyla, ignorując mój udział.
„Kolacja
u niego, kiedy będę tam po raz pierwszy” - powiedziałam jej.
„Zabierz
majtki i szczoteczkę do zębów. Potem znajdź sposób, żeby mu powiedzieć, że
przywiozłaś majtki i szczoteczkę do zębów.” - Nagle klasnęła, podskoczyłam, a
ona dokończyła - „Gotowe”.
„O
mój Boże, to naprawdę dobry pomysł” - wyszeptała Krystal, a brwi Twyli znów
uniosły się, tym razem od zniewagi.
„Myślisz,
że bez powodu przeszłam pięć przecznic w marcowym zimnie w górach Colorado?” -
zapytał Twyla - „Jestem lesbijką, która potrafi powalić większość sukinsynów.
Znam nie lesbijki, które potrafią zrobić to samo. Dodam, że jesteś jedną z
nich, chociaż robisz to ze strzelbą w dłoni. Ta sama cholerna rzecz. Ale bycie
lesbijką nie sprawia, że nie jestem dobra w doradzaniu”.
Zanotowałam
to sobie w pamięci i dodałam Twylę do mojego drzewa telefonicznego, gdybym
doświadczała nagłego wypadku w związku.
„Nie
powiedziałam, że nie jesteś” - odparła Krystal.
„Czułam
się tak” - odkrzyknęła Twyla, oczy Krysa zwęziły się i pochyliła.
„Teraz
jesteś nadwrażliwa. Przypomnę, że Faye do mnie dzwoniła” - stwierdził Krys.
„Może
tak, ale kiedy pojawia się problem, wszystkie ręce na pokład” - odparł Twyla.
Krystal
nie odpowiedziała, wyglądała na zakłopotaną, a także wyglądała na złą, jak
bywała. Nie niezwykle, po prostu straszniej niż zwykle.
Postanowiłam
wejść między nie - „Tylko do twojej wiadomości” - powiedziałam do Twyli -
„Dodałam cię do drzewa telefonów alarmowych mojego związku”.
Twyla
uśmiechnęła się do mnie szeroko.
„Świetnie”
- mruknęła Krys - „W końcu miałam swoją szansę i wypadłam, bo Twyla to zgarnęła”.
Mrugnęłam
na Krystal, bo brzmiała na autentycznie pokrzywdzoną.
Uderzyło
mnie wtedy, że Krystal Briggs mnie wpuściła. Nie tak, jak Chace’a. Całkiem do środka. Troszczyła się o mnie. Chciała
pomóc. Przeszłam przez twardą zewnętrzną warstwę, która trzymała wszystkich na
zewnątrz i znalazłam się w miękkim, ciepłym środku.
Co
sprawiło, że w środku też było mi ciepło.
„Nie
martw się, Krys, ona jest dziewicą, a on takim mężczyzną, jakim jest, jestem
pewna, że dostaniesz swoją szansę” - zapewnił Twyla.
Nagle
przestało mi być ciepło w środku.
„Jaki
to mężczyzna?” - szepnęłam, a Krys i Twyla spojrzały na mnie.
Potem
obie powiedziały jednocześnie z tym samym naciskiem - „Cały mężczyzna”.
Poczułam
dreszcz. Nie był zły. Nie był dobry. Był nerwowy.
„Racja,
więc świrowałam. Teraz jestem dopiero
zdenerwowana”.
Twyla
wyrzuciła rękę w powietrze i stwierdziła - „Widujecie się od jakiegoś czasu. Ten
mężczyzna widywał się z tobą, a w tym czasie, nie popychał rzeczy, szedł wolno,
utrzymywał to pod kontrolą, więc nie masz problemu”.
„To
prawda” - powiedziała Krys pochylając się do mnie - „Nie żartuję, Faye. To dużo
mówi”.
Poczułam
się trochę lepiej.
Nadal
potrzebowałam wskazówek.
„Um,
więc jak mam powiedzieć o majtkach i szczoteczce do zębów? To znaczy, to nie
jest coś, czym dzielisz się przy kolacji” - zauważyłam, starając się nie
rumienić, ale czując ciepło.
„Jak
ma język w twoich ustach” - zaczęła Krys - „…a będzie miał język w twoich
ustach. Będziecie na kanapie. Kiedy wyjmie język z twoich ust, znajdź sposób,
by wyszeptać mu to do ucha. To przyspieszy sprawę”.
„Bardzo szybko” - zgodził się Twyla,
kiwając głową.
O
rany. Zaczęłam uchylać się od mojej dzisiejszej nocnej decyzji.
Twyla
musiała to zobaczyć, bo się pochyliła - „Dobrze to zrobił. Dobrze mu poszło w
tym mieście. Słyszałam, że jest całkiem rzetelny. Do tej pory opiekował się
tobą. Całował się z tobą ostatniej nocy. Może lubię kobiety, ale spędzam dużo
czasu z mężczyznami. Chwilę to uratowałaś, chcesz to oddać, mogłabyś trafić
gorzej. Ale szczerze wobec Boga, nie jestem pewna, czy mogłabyś znaleźć lepszego.”
Uśmiechnęłam
się do niej, bo dzięki temu poczułam się znacznie lepiej.
Niestety
w tym momencie do kasy podszedł klient z naręczem książek. Na szczęście Krys i
Twyla kręciły się na tyle długo, że mogły mi przysiąc, że nikomu nie powiedzą o
naszej dyskusji.
Jedno
można powiedzieć o nich dwu, jeśli złożyły przysięgę, co zrobiły, to dotrzymają
jej.
I
na koniec, mając nadzieję, że następnego ranka będę niedostępna, poprosiłam
ich, aby zajęli się Malachim. Krys wskoczyła w to, wzięła moją listę rzeczy,
które myślałam, że będą mu potrzebne, obiecała wpaść do sklepu i zostawić torby
przy koszu zwrotnym następnego dnia.
Byłam
więc w samochodzie na drodze prowadzącej do domu Chace’a. Drodze, którą jechałam
tylko kilka razy w życiu, ponieważ nie było powodu, aby nią zjeżdżać, bo
prowadziła do ślepego zaułka u podnóża góry i nie było na niej nic poza kilkoma
ranczami. W tamtych czasach byłam na niej, jeżdżąc z dziećmi z liceum, tylko po
to, by spędzać tu czas i głośno słuchać muzyki.
Zmieniłam
torebki, ponieważ miałam teraz czyste majtki, szczoteczkę do zębów i dodałam
płyn do mycia twarzy, krem nawilżający, dezodorant i jedną z moich nowych
seksownych koszul nocnych, więc potrzebowałam większej. Pomyślałam, że
najlepiej będzie się przygotować. Jeśli miałam nocować, nie chciałam spać w
makijażu. Makijaż po spaniu w nim wyglądał rano okropnie.
Miałam
też na sobie seksowne majtki i na wszelki wypadek nie miałam na sobie tylko
takie za każdym razem, gdy widywałam Chace’a, co oznaczało każdy dzień, odkąd
je kupiłam. Zamieniłam roboczą spódnicę na dżinsy, uczesałam włosy i przebiegłam
rozprysku perfum. Żułam miętową gumę, ponieważ Chace warcząc powiedział mi
podczas sesji całowania, że uwielbia sposób, w jaki smakowałam. Więc jeśli
mięta była wcześniej uzależnieniem, wystarczy powiedzieć, że teraz była
obsesją.
I
byłam zdenerwowana jak choroba.
Jego
dom pojawił się w zasięgu wzroku i wiedziałam, że to jego, ponieważ powiedział
mi, że był to jedyny otoczony białym płotem z palików. Miał też włączone
światło na werandzie, a z boku domu było kilka jasnych reflektorów, które
oświetlały aleję i podjazd.
Chwyciłam
opakowanie, wyplułam do niego gumę, zwinęłam w kulkę, wrzuciłam do uchwytu na
kubek, głęboko odetchnęłam i skręciłam na jego podjazd.
Zaparkowałam,
zaciągnęłam ręczny hamulec i kiedy spojrzałam na drzwi, zobaczyłam, że są
otwarte. Wychodził przez nie Chace w dżinsach, koszuli i swetrze w warkocze.
Głębokie
oddychanie przestało działać.
Udało
mi się złapać torbę, otworzyć drzwi i wyskoczyć. Zatrzasnęłam drzwi i ruszyłam
w górę oczyszczoną ścieżką, moje oczy skierowane były na Chace’a. Stał na
szczycie schodów werandy, śledząc moje postępy i wyglądając niesamowicie gorąco.
Pomyślałam, że to ostatnie nie było spowodowane tym, że jego strój był lepszy
niż jakikolwiek inny, w którym go widziałam, bo tak nie było. Nic nie przebiłoby
stroju, który miał w Kogucie. Nawet wtedy, gdy zobaczyłam wyblakłą dżinsową
koszulę w pełnej krasie.
To
dlatego, że miałam nadzieję, że już niedługo zobaczę go zupełnie bez ubrania i
pomyślałam, że to będzie dobry widok.
Oddychałam
głęboko, zatrzymałam się u stóp schodów i spojrzałam na jego wspaniałość.
Zdenerwowana,
bojąc się, że zemdleję, powiedziałam pierwszą idiotyczną rzecz, jaka przyszła
mi do głowy i na szczęście była po prostu idiotyczna, a nie upokarzająca - „Lubisz
psy i koty?”
Jego
głowa drgnęła i patrzyłam, jak jego oczy, ciepłe na mnie nawet w zimną noc,
mrugają.
„Co?”
„Psy
i koty. Czy lubisz je?” - naciskałam bez względu na to, że brzmiałam jak idiotka.
Zaczęłam tą drogą. Musiałam podążać za tym do końca. Miejmy jednak nadzieję, że
była to mniej droga, a raczej krótki pas.
„Czy
moja odpowiedź wpłynie na to, czy wejdziesz do domu jeść?” - zapytał z
powrotem.
„Nie”
- odpowiedziałam, po czym dodałam częściową prawdę - „Wejdę, bo jestem głodna”.
„W
takim razie koty, tak, jeśli są przyjazne i nie mają nic przeciwko byciu
zwierzakami, a nie zachowują się tak, jakby były właścicielami ciebie, a nie
odwrotnie. Psy, tak, bez żadnych warunków” - odpowiedział w końcu.
„Znałam
wiele przyjaznych kotów, ale nie znam żadnego, kto nie zachowuje się tak, jakby
należał do ciebie, a nie odwrotnie” - podzieliłam się.
„W
takim razie koty, nie” - poprawił swoją odpowiedź i kontynuował własne pytanie
- „Mała, zechcesz mi powiedzieć, dlaczego stoimy na zewnątrz i rozmawiamy o
kotach i psach?”
Nie
zrobiłam tego, ponieważ mądrzejsza rozmowa dotyczyłaby ptaków i pszczół.
Nie
podzieliłam się tym.
Zamiast
tego powiedziałam - „Myślę o jednym. Mam na myśli kota lub psa”.
„Czy
moja odpowiedź może złamać umowę?”
„W
jakim sensie?”
„W
tym sensie, że jeśli powiem nie, nie lubię jednego lub drugiego, nie wejdziesz
do domu i nie zjesz”.
„Już
na to odpowiedziałam”.
„Tak,
kochanie, ale powiedziałem nie kotom, a ty jeszcze nie przyszłaś do domu”.
„Och,
racja” - wyszeptałam.
Zamilkłam.
Tak
samo Chace.
Złamał
ją.
„Faye,
wciąż stoimy na zewnątrz”.
Wtedy
wyrwało mi się - „Nachylałam się w kierunku kota”.
Potem
Chace odrzucił głowę do tyłu i ryknął śmiechem.
Podobało
mi się, ale i tak przygryzłam wargę.
Kiedy
jego oczy spoczęły na mnie, powiedział słabnącym śmiechem, ale powiedział to
łagodnie - „Mała, wspinaj się po pieprzonych schodach”.
Wspięłam
się po schodkach.
Nie
dotarłam na szczyt, zanim Chace pochylił się nisko i wziął mnie za rękę, więc
ostatnie dwa kroki zrobiłam ręka za rękę z nim.
Zaczął
mnie prowadzić przez ganek do drzwi, a ja zauważyłam dwa bujane fotele ze stolikiem
między nimi. Biały płot. Tylko równiny, rancza i góry dookoła. Zapadał
zmierzch, więc nic nie widziałam, ale już wiedziałam, że widoki z jego domu
będą zdumiewające pod każdym kątem, takie, do których nigdy się nie
przyzwyczaisz. Te bujane fotele byłyby idealne do siedzenia i czytania
godzinami w lecie. Albo siedzenia obok Chace’a i nie robienia absolutnie niczego
i cieszenia się z tego.
Jakoś
ta myśl i to, jak piękna była, sprawiła, że szarpnęłam go za rękę, obróciłam
się lekko w niego i wspięłam na palcach.
Jego
ciało lekko drgnęło, jakby był zaskoczony, ale mimo to zatrzymał się przy mnie
i pochylił głowę, jakby wiedział, że chcę jego ucha.
Czego
chciałam.
Ponieważ
wyskoczyłam przed szereg i pozwoliłam,
żeby wszystko poszło razem.
„Przyniosłam
czyste majtki i szczoteczkę do zębów” - wyszeptałam i wstrzymałam oddech, nie
ruszając się, nawet po to, by oddychać.
Chace
też się nie poruszył. Ani mięśniem. Nawet nie wyczułam, żeby oddychał.
O
Boże. O chorobcia. O Boże.
Nagle
Chace poruszył się i puścił moją rękę, pochylił się nisko i poleciałam w
powietrze, ale robiąc to bezpiecznie w jego ramionach: jednym z pod moimi
kolanami, drugim wokół mojej talii.
Automatycznie
owinęłam rękę wokół jego ramion, odchyliłam głowę do tyłu i zrobiłam to
ostatnie w samą porę, by jego usta pochwyciły moje.
Trzymając
mnie, otworzył drzwi burzowe i przeniósł mnie przez próg całując mnie.
Więc
chyba zrobiłam to dobrze.
*****
Dzwonił
telefon.
To
nie był pierwszy raz. W rzeczywistości był to trzeci raz.
Słyszałam
go, ale nie obchodził mnie. I nie obchodziły mnie pozostałe dwa razy.
To
dlatego, że byłam na łóżku Chace’a, w jego sypialni, z ustami Chace’a na moich,
jego językiem w moich ustach, jego ręką w moich spodniach i byłam tak blisko
dojścia.
Stało
się to szybko, zaczynając od pocałunku, który dał mi Chace, niosąc mnie przez
całą drogę do swojego łóżka. To było jak pocałunek, który dał mi przed pójściem
do Koguta. Dziki.
Przerywany.
Ognisty. Wyborny.
Soczysty.
Ale
ten był bardziej soczysty, ponieważ niósł mnie do swojego łóżka.
Nie
mógłby być bardziej soczysty.
Całował
mnie, pochylając się lekko, zapaliło się światło i położył mnie na plecach w jego
łóżku, natychmiast wchodząc za mną.
Wiedziałam,
że tego nie kontroluje. Nawet nie odrobinę. Wiedziałam o tym, kiedy jego ręce
podniosły się pod moją koszulkę i po raz pierwszy poczułam ich ciepłą skórę na mojej
skórze.
Podobało
mi się to, więc odwzajemniłam, wyciągając jego koszulę z dżinsów, a moje ręce
wepchnęły się do środka.
Ale
bardziej podobało mi się to, co napotkały. O mój cholerny Panie, podobało mi
się to znacznie bardziej. Gorąca, gładka skóra, twarde mięśnie pod nią z
mnóstwem interesujących płaszczyzn, pęczków i grzbietów, które opuszki moich
palców śledziły i odkrywały.
Mój
dotyk wywarł zdumiewający efekt, a była to ręka Chace’a przesuwająca się od
mojej talii do żeber i owijająca się wokół mojej piersi przez stanik. Niemal natychmiast,
kiedy jego ręka dotarła do tego miejsca, jego kciuk przesunął się pewnie po
moim twardym sutku.
Nikt
oprócz mnie nigdy mnie tam nie dotknął, a wystarczy powiedzieć, że Chace robił
to podczas całowania, leżąc głównie na mnie, czułam jego jędrną, gorącą skórę
pod dłońmi, podczas gdy w swoim łóżku wysyłał przeze mnie snopy ognia, których
nigdy nie doświadczyłam. Przyjemności, które bardzo mi się podobały, o których
istnieniu nawet nie wiedziałam. A lubiłam je cholernie bardzo.
Tak
bardzo, że wyrwałam mu usta, wyginając szyję i jęcząc przeciągle.
To
również miało zdumiewający efekt, który polegał na tym, że obie ręce Chace’a
powędrowały do mojej kurtki i pociągnęły ją w dół moich ramion. Potem
podciągnął mnie i szarpnął, rzucając ją na podłogę.
Po
tym poszła moja koszulka.
Mogłoby
mnie to przerazić, gdyby jego usta nie znalazły moich, moje plecy nie znalazły
ponownie łóżka, a jego ręka nie znalazłaby mojej piersi, a na koniec jego kciuk
nie cofnął się po torze, który już przeszedł, a potem cofnął się po kolejne
trzepnięcie.
Nie
myliłam się, że pierwszy raz był wspaniały, ponieważ drugi i trzeci były równie
cholernie dobre. Tak dobre, że wygięłam plecy w łuk i jęknęłam w jego usta,
podciągając jego sweter.
Chace
otrzymał wiadomość, o której nawet nie wiedziałam, że wysyłam. Dowiedziałam się
o tym, kiedy oderwał swoje usta od moich, wygiął się w łuk, położył ręce za
łopatkami, zdarł sweter i odrzucił go na bok. Moje drżące ręce natychmiast i
instynktownie powędrowały do guzików jego koszuli. Rozpięłam jeden, zanim jego
plecy się wygięły, jego ciało przesunęło się, straciłam kontrolę na jego
koszuli, jego ręka uniosła moją pierś, a jego usta zamknęły się na moim sutku przez
stanik.
Okej, o choroba, okej, machnięcie kciukiem
czułam cudownie. Jego usta - wspaniale.
Moje
plecy wygięły się tak głęboko, że opuściły łóżko i z mojego gardła wydobył się
niski, długi, cichy jęk, a potem ponownie przyłożyłam swoje usta do jego, a jego
dłoń i kciuk z powrotem był przy mojej piersi. Dostałam kolejny szorstki,
dziki, głęboki, mokry, długi
pocałunek i byłam już zagubiona. Ale po jego pocałunku wiedziałam, że nigdy nie
chciałam zostać odnaleziona.
Moje
ręce się poruszały. Mając własne umysły, chodziły wszędzie, gdzie mogły sięgnąć,
dotykały wszystkiego, do czego mogły dotrzeć, brały tyle, ile tylko mogły.
Łącznie z bieganiem po jego twardym tyłku, jedną ręką owijając jego biodro i
wtedy to się stało.
Nawet
nie myśląc, po prostu działając instynktownie, tak podniecona, tak oderwana od rzeczywistości
do Chace’a, musnęłam palcami twardy dowód podniecenia.
Sapnęłam
w jego usta, bo mi się to podobało. Nie trochę, bardzo.
Nie
było to zaskoczenie. Ale to był dar i wiedziałam, że ja mu to dałam, czując to,
wiedząc, że to wszystko dla mnie.
I
tego pragnąc.
Chace
warknął mi do gardła.
O
mój cholerny, cholerny Panie, ale to
podobało mi się znacznie bardziej.
Jego
biodra szarpnęły się, jego tors się uniósł, powoli otworzyłam oczy i jego ręka
powędrowała do mojego paska. Poczułam, jak szarpie, gdy moje ręce wróciły do
jego koszuli.
Nieudolnie
udało mi się rozpiąć jeszcze dwa guziki, zanim opadł zamek w moich dżinsach i
usłyszałam szorstki, gruby, głębszy niż zwykle głos Chace’a wołający - „Faye”.
Moje
oczy przeniosły się na jego i nawet nie wiedząc dlaczego, po prostu wyczuwając
to słowo płynące z głębi mojej duszy, potrzebując je powiedzieć, potrzebując,
aby to zrozumiał, wyszeptałam - „Proszę”.
Jego
gorące oczy wpatrywały się w moje, kiedy jego ręka wsunęła się. Prosto do
środka.
Wewnątrz
moich majtek jego palce zakręciły kółko, środkowy wcisnął się i moje biodra
opuściły łóżko, by wepchnąć się w jego dłoń, gdy zamknęłam oczy. Poczułam, że
usta mi się rozchylają, ale przede wszystkim nie czułam nic poza tym, jak
niewiarygodnie cudownie było mieć
rękę Chace’a w spodniach.
„Kurewsko
piękna” - niejasno usłyszałam, jak mruknął, a kiedy jego palec się poruszył i
zaczęłam rozumieć, jak wygląda niebo, równie niewyraźnie usłyszałam, jak
rozkazuje - „Chcę tych ust, mała”.
Natychmiast
opadł mi podbródek i wziął je.
O
Jezu. Tak było lepiej. Tony lepiej.
Nie
mogąc zrobić nic innego, zacisnęłam palce mocno na jego koszuli. Trzymałam się
i dawałam mu usta. Czułam, co robi palcem i trzymałam w napięciu, całe moje
ciało, jak gdybym puściła, to by się roztrzaskało.
Przestał
mnie całować na tyle długo, by wyszeptać w moje usta - „Ruszaj się ze mną,
Faye, swoimi biodrami. Nie walcz z tym, poddaj się”.
Mój mózg nie mógł wiele przetworzyć, ale moje
ciało najwyraźniej słyszało jego słowa, ponieważ moje biodra zaczęły pracować z
jego ręką. Przesuwały się do przodu i do jego tyłu i to było o wiele lepsze.
„Chace”
- szepnęłam przy jego ustach.
„Właśnie
tak” - szepnął przy moich.
Już
zbudowany, zaczął pulsować, pulsować, miał wybuchnąć.
Przestałam
oddychać.
Chace
przestał poruszać palcem, wsunął jeden do środka… do środka… był we mnie… a ja sapnęłam, ale potem nie
wpuszczałam ani nie wypuszczałam więcej powietrza.
„Faye,
Słonko, oddychaj”.
Zrobiłam
to, co mi kazano i odetchnęłam, jego palec wysunął się ze mnie i zaczął robić
to, co robił wcześniej, a jego usta ponownie wzięły moje w pocałunek.
Przez
to telefon zadzwonił drugi raz.
Teraz
tam byłam. Byłam tam. Znałam to uczucie. Wiedziałam też, że będzie lepiej niż
kiedykolwiek. Najlepszy. Absolutnie najlepszy.
Wyrwałam
mu usta, bo nie mogłam już brać jego języka. To wszystko było za dużo, za dużo
dobroci. Wsunęłam twarz w jego szyję i sapnęłam, gdy to się stało.
Przejeżdżając przeze mnie, zmuszając mnie do ściskania, głęboko wpychając
twarz, opierając biodra o jego dłoń, jego ciepło przeszło przeze mnie, spalając
mnie na popiół.
Miałam
rację. To był.
Absolutnie
najlepszy.
Kiedy
schodziłam - powoli, leniwie, wydawało mi się, że zajęło to lata i nie
obchodziło mnie, czy tracę ten czas - tak dobrze się czułam, telefon przestał
dzwonić i nie leżałam już na plecach, ale na boku. Moja noga była przerzucona
przez biodro Chace’a, a jedno z jego ramion było ciasno owinięte wokół mojej
talii, trzymając mnie blisko jego ciała.
Jego
druga ręka była w moich włosach, wtulając moją twarz do jego gardła.
Obie
moje ręce wciąż ściskały jego koszulę.
Mój
oddech zaczął się stabilizować, palce mi się rozluźniły, dłonie położyłam
płasko na jego plecach i usłyszałam, jak Chace delikatnie pyta czubek mojej
głowy - „Jak się czujesz?”
Było
mi dobrze. Czułam się bardziej niż dobrze. Mogłabym tam umrzeć i być szczęśliwą.
Oczywiście nie, żebym chciała to zrobić, ale tak po prostu było mi dobrze.
„Dobrze”
- szepnęłam.
„To
dobrze” - odszepnął.
Wcisnęłam
się głębiej w Chace’a, a jego ramię zacisnęło się wokół mnie.
Potem
mocno zacisnęłam oczy i zawołałam - „Chace”.
„Jestem
tutaj, Słonko”.
Zacisnęłam
usta i zrobiłam to, co musiałam zrobić.
Ogłosiłam
- „Jest coś, co musisz wiedzieć”.
„Wiem
to”
Zamrugałam
na jego natychmiastową odpowiedź, po tym działaniu pozostawiając oczy otwarte,
ale byłam tak zaskoczona jego szybką odpowiedzią, że nie miałam siły, by
zauważyć, że patrzyłam z bliska na jego bardzo atrakcyjne gardło, co było
szansą, z którą normalnie bym poświęciła czas na delektowanie się.
Potem
zapytałam - „Wiesz to?”
„Tak”
„Wiesz
co?”
„Że
jestem pierwszym mężczyzną, który włożył rękę w twoje spodnie, a później będę
pierwszym, który zrobi ci też inne rzeczy”.
Tak,
wiedział to.
O
Boże.
Znowu
zamknęłam oczy i zanurzyłam podbródek, niepewna, czy być zakłopotaną, czy też nie
być, sądząc po jego tonie, który był łagodny, cichy, ale bezpośredni, a jego
dłoń zacisnęła się ciepło na moim karku.
Poczułam
jego usta na czubku moich włosów.
Tam
wyszeptał - „Faye, kochanie, chcę, żebyś to usłyszała i zrozumiała, że to, co
mi właśnie dałaś, było najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek otrzymałem w
całym… moim… życiu. To, co mi później
dasz, wiem z tego, co już miałem, nie tylko teraz, ale odkąd cię znam, będzie
jeszcze piękniejsze. Ze mną zawsze i wszędzie jesteś bezpieczna. Ale z każdego
miejsca, w którym jesteś ze mną, najbezpieczniejsze jest właśnie tutaj, w moim
łóżku. Nigdy nie musisz się wstydzić. Możesz zadawać pytania. Możesz reagować,
jak chcesz. Możesz być tym, kim jesteś. Jeśli robię coś, czego nie lubisz,
możesz mnie powstrzymać. W tym łóżku nie wydarzy się nic, z czym poczujesz się
niekomfortowo. Przysięgam, mała. Jesteś tu bezpieczna i zawsze będziesz”.
Te
słowa były niesamowite.
Ale
jednak.
Wzięłam
niepewny oddech, otworzyłam oczy i zaczęłam niepewnie pytać jego gardło - „Nie
myślisz, że ja… to znaczy, że nie… uh…”
Przerwał
mi, by powiedzieć stanowczo - „Nie”.
„Ale
w moim wieku fakt, że…”
„Nie,
Faye”.
Wzięłam
kolejny niepewny oddech i wyszeptałam - „Naprawdę?”
Jego
palce delikatnie ścisnęły moją szyję. Przeczytałam jego wiadomość i wzięłam
kolejny wstrzymany oddech, zanim dałam mu to, o co prosił niewerbalnie i
odchyliłam głowę.
Jego
był już pochylona w dół, a jego oczy natychmiast chwyciły moje.
Natychmiast
złapałam zębami dolną wargę. Jego spojrzenie powędrowało do moich ust, zanim
wróciło do moich oczu.
„Nie
usłyszałaś mnie, co oznacza, że mnie nie zrozumiałaś” - powiedział łagodnie.
Puściłam
wargę i wymamrotałam - „Um…”
Pochylił
głowę bliżej, dotknął ustami moich ust i cofnął się odrobinę, zanim wyszeptał -
„Mała, gdybyś dała to komuś innemu, to nie byłoby moje. Teraz jest moje. Nikt
nigdy nie może tego mieć. Zawsze będzie moje. Kocham to. Myślę, że to piękne.
Więc absolutnie nie sądzę, żeby to, że słodka, urocza, ładna, nieśmiała miejska
bibliotekarka, trzymała to tak długo, jak ty, a potem mi to dała, było niczym
innym jak tylko czymś naprawdę cholernie dobrym”.
Po
powadze zmieszanej z poważnym ciepłem w jego oczach mogłam stwierdzić, że naprawdę
tak myślał. Wszystko. Wszystko, co powiedział.
Każde
słowo.
A
ponieważ tak było, uśmiechnęłam się do niego.
Jego
oczy opadły na moje usta, zanim powoli się zamknęły.
Ta
ciepła, surowa rzecz, którą widziałam nad pizzą i głęboką rozmową na naszej
pierwszej randce, przetaczała się przez jego przystojne rysy, zanim zrobił to,
co zrobił tamtej nocy. Zamknął oczy, pochylił głowę do przodu tak, że jego
czoło dotykało mojego.
„Chace”
- wyszeptałam, patrząc, jak otwiera oczy i cofa głowę.
Potem
oznajmił - „Czas cię nakarmić”.
Zamrugałam.
Jego ciało poruszało się, jakby chciał się ode mnie odsunąć, ale moje ramiona
zacisnęły się wokół niego.
„Chace”
- zawołałam ponownie, on znieruchomiał i spojrzał na mnie.
Potem
uderzyło mnie coś innego, a ponieważ przykułam jego uwagę, musiałam coś o tym
powiedzieć.
Tak
zrobiłam, ale tego nie powiedziałam.
Wyjąkałam
to.
„Ja…
hmmm, cóż, hmmm… wiesz… uh, to znaczy” - dokończyłam w pośpiechu - „…a co z
tobą?”
Jego
rysy się rozjaśniły i wtedy się do mnie uśmiechnął.
To
był nowy uśmiech. Grzeszny.
A
także grzesznie gorący.
O
mój.
Potem
powiedział cicho - „Włożyłem rękę w twoje spodnie, Słonko, nadal muszę
wiedzieć, jak realnie możesz to teraz znieść?”
„Realnie?”
„Realnie.”
Nie
znałam odpowiedzi na to pytanie.
Ale
powiedział mi, że jestem bezpieczna w tym łóżku, a ponieważ Chace przestał
dawać mieszane wiadomości, nigdy nie czułam się przy nim nie-bezpiecznie.
Zaprosiłam
więc - „Daj mi to”.
Wciąż
uśmiechał się swoim grzesznym uśmiechem, ale teraz był on zabarwiony
rozbawieniem. Częściowo wtoczył się na mnie, więc nie miałam innego wyjścia,
jak tylko położyć się na plecy. Był częściowo na mnie i wyciągnął jedną rękę
wokół mnie, aby umieścić przedramię w łóżku obok mnie.
Potem
spojrzał na mnie, schował twarz do tyłu i powiedział delikatnie - „Później, dla
ciebie, zamierzam nie spieszyć się. Chciałem zrobić wszystko, co w mojej mocy,
aby dać ci wszystko, czego potrzebujesz, aby przygotować się do przyjęcia mnie.
Nie mogłem wiedzieć, czy ty się o siebie zatroszczysz. Jeśli tego byś nie zrobiła,
mogło to potoczyć się szybko, tak jak przed chwilą, więc nie dałoby mi to czasu
na przygotowanie cię. Teraz…” - jego usta wykrzywiły się - „…ty dobrze się
czujesz. To da mi czas, którego ja potrzebuję. Wtedy znowu będzie dobrze dla
ciebie, a także dla mnie”.
Dobra, może nie byłam gotowa na tego rodzaju realność.
Wiedziałam o tym, ponieważ poczułam ciepło w policzkach.
Mimo
to mamrotałam - „Och. Okej”.
Chace
zachichotał, więc wiedziałam, że nie przegapił mojego rumieńca. Pochylił się i
otarł ustami o moje usta, zanim znów się odsunął i wyszeptał - „Popracujemy nad
szczerymi rozmowami o seksie”.
Wydawało
się to dobrym pomysłem.
„Byłabym
wdzięczna” - odszepnęłam.
Ciało
Chace’a zatrzęsło się trochę z jego rozbawienia. Nie miałam szansy poczuć tego
zbyt wiele, ponieważ przewrócił się, a następnie wyciągnął z mnie łóżka i postawił
na nogi.
W
tym momencie zdałam sobie sprawę, że moje dżinsy były rozpięte i nie miałam na
sobie nic poza szmaragdowozielonym, satynowym biustonoszem z małymi, wąskimi,
ukośnymi zakładkami na miseczkach i malutkim brzegiem gołębio szarej koronki.
Chace
pochylił się, żeby wziąć moją koszulkę z podłogi, a moje ręce szybko
powędrowały do dżinsów.
Wyprostował
się, jego oczy opadły na mój tors i pozostał tam, gdy jego ręka wyszła, by
zaoferować mi moją koszulkę, a ja zapięłam zamek.
„Weź to, ja zrobię to” - rozkazał, nie
trzymając mojej koszulki, żeby zwinąć się w pasie i przyciągnął mnie do siebie.
Przygryzłam
wargę, wzięłam koszulkę i zaczęłam ją zakładać.
Była
nad moją głową, a palce Chace’a zapięły mój guzik i pracował nad paskiem, kiedy
wymamrotał - „Kiedy zaczniemy rozmawiać, powiem ci dokładnie, co czuję na temat
twojego stanika”.
O
mój cholerny Panie.
Cóż,
jedno dobrze było wiedzieć, że warto było kupić biustonosz.
Opuściłam
koszulkę i unikałam wzroku Chace’a.
Skończył
z moim paskiem, ale użył palca zahaczonego w sprzączkę, aby przyciągnąć mnie
jeszcze bliżej, a intymność tego sprawiła, że moje oczy prześlizgnęły się po
nim.
„Zmienię
moje oświadczenie w taki sposób, że jesteś ze mną bezpieczna wszędzie, ale
szczególnie w moim łóżku, a także szczególnie w tym pokoju” - powiedział mi w
chwili, gdy złapał mój wzrok.
„Uh… okej” - wyszeptałam, szczęśliwa słysząc
to, nawet jeśli było to w większości powtórzone stwierdzenie, chociaż nie
rozumiejąc, dlaczego to powiedział. Chace, który często demonstrował, że
potrafi czytać moje myśli, czytał je.
Wiedziałam
o tym, kiedy mówił dalej - „Mówię o tym, Faye, że unikasz moich oczu, bo może
jesteś zawstydzona lub czujesz się nieśmiała i niepewna, co dalej”.
Uniósł rękę, odgarnął mi włosy z ramienia, a
następnie owinął ją wokół mojej szyi. Ale cały czas patrzył mi w oczy, użył
palca zahaczonego o szlufkę moich spodni, by przyciągnąć mnie jeszcze bliżej i
pochylił twarz do mojej.
„Lubię
cię” - szepnął - „Mam nadzieję, że to rozumiesz. Podoba mi się wszystko, co o
tobie wiem, nawet to, co już wiedziałem, o czym zamierzałaś mi powiedzieć
wcześniej. To znaczy, że nikogo tam nie było. To znaczy nikt oprócz mnie. I na
koniec, lubię wiedzieć, że ta urocza, słodka, ładna, nieśmiała bibliotekarka z
tego miasta, z którą się spotykam, nosi seksowną bieliznę.” - jego uśmiech dotarł
do oczu, które były wszystkim, co mogłam zobaczyć, i kontynuował - „Bardzo to
lubię, mała. Cholernie. Więc nie masz żadnej rzeczy, której mogłabyś się
wstydzić, być z jej powodu nieśmiała lub niepewna. Tak?”
„Tak” - wyszeptałam, posyłając mu mały uśmiech
ulgi, ponieważ poczułam ulgę i to nie w małym stopniu.
„Dobrze”
- odszepnął, uniósł podbródek, pocałował mnie w nos, a potem puścił mnie w
dwóch miejscach, w których mnie trzymał, ale chwycił mnie za rękę i wyciągnął z
pokoju.
Ponieważ
moje oczy były zamknięte, skoro mnie całował i niósł w drodze do swojego
pokoju, wychodząc z niego, w końcu mogłam ogarnąć jego dom.
Co,
kiedy mnie przez to przeprowadził, było naprawdę miłe. To było jego
przedłużenie. Męskie (bardzo), w dobrym guście i w stylu western.
Był
też ogromny. Szliśmy dalej (i szliśmy, i szliśmy!), A potem w końcu trafiliśmy
do ogromnego pokoju, który był zarówno pokojem rodzinnym, jak i kuchnią. Były
ogromne same w sobie, ale razem wzięte były masywne.
Nie wspominając o segmentowej kanapie, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam.
Były to w zasadzie trzy pełne kanapy. Trzy.
Domyślałam
się, że Misty mieszkała tu z nim, ale nie sądziłam, że leżeli na kanapie razem
oglądając telewizję, głównie dlatego, że powiedział mi, że spędzał z nią zero
czasu, jeśli mógł. Oznaczało to, że ta kanapa była kanapą dla jednego. Co było
szalone.
„Uh…
masz dużo miejsca” - zauważyłam, gdy prowadził mnie do kuchni.
„Tak”
- zgodził się.
„To
dużo miejsca dla tylko jednej osoby” - zauważyłam, gdy zatrzymał mnie przy
wyspie, która mogłaby służyć jako łóżko gościnne dla trójki dorastających
dzieci. Po prostu napompuj dmuchany materac, wrzuć go na wierzch i miej
nadzieję, że się nie stoczą.
Nie
odpowiedział na moją uwagę.
Zamiast
tego zapytał - „Pijesz czerwone czy białe wino do tacos?”
Spojrzałam
na niego i zobaczyłam, że stoi przy swojej lodówce.
„Tacos?”
„Mielona
wołowina, paczkowane przyprawy, kupowane w sklepie gówno, które można położyć
na wierzchu. Nie jestem kucharzem. Nie lubię tego robić. Ale muszę jeść, a
kiedy jem, lubię jeść gówno, które lubię. Jeśli wyjdzie z paczki, niech tak
będzie. Mogą nie być Rosalindy ani nawet blisko. Ale nie są do bani. Więc mamy
tacos”.
„Lubię
tacos” - poinformowałam go, chociaż bardziej smakowało mi meksykańskie jedzenie
Rosalindy. Aby je zdobyć, trzeba było jechać do Chantelle, ale Chantelle nie
było daleko, a Rosalindy było tak dobre, że warto było pojechać. Kiedy nie
jeździłam do Chantelle, a miałam ochotę na tacos, korzystałam też z rzeczy z paczki.
Postanowiłam więc poinformować o tym fakcie Chace’a - „Też robię tacos z paczki,
dla twojej informacji”.
„Dobrze
wiedzieć” - mruknął, unosząc kąciki ust - „Czerwone czy białe?”
„Czerwone”
Podszedł
do stojącej na jego blacie butelki wina.
Podeszłam
do stołka, wyciągnęłam go i posadziłam na nim swój tyłek.
„Przestrzeń
do rozwoju”.
To
był Chace. Patrzyłam na jego plecy na jego dziwny komentarz, który pojawił się
znikąd, gdy przesunął się na bok, by otworzyć szufladę i wyciągnąć korkociąg.
„Słucham?”
Złapał butelkę, odwrócił się do mnie i
spojrzał na mnie w sposób, w jaki zapomniałam oddychać.
„Przestrzeń
do rozwoju” - powtórzył, a potem wyjaśnił - „Kolejna rzecz, która była do dupy
w życiu, gdy moja przyszłość obejmowała Misty. Nie sądziłem, że dostanę to,
czego chciałem, a to, czego chciałem, to powód, dla którego kupiłem to miejsce.
Kupiłem ten dom, aby umieścić w nim kobietę, a następnie założyć w nim rodzinę.
Więc jest duży, bo chcę mieć troje dzieci. Przestrzeń do rozwoju”.
Jasna.
Choroba.
„Przestrzeń
do rozwoju” - wyszeptałam, nie mogąc oderwać oczu od jego.
„Tak”
- odpowiedział stanowczo, po czym zapytał - „Chcesz dzieci?”
„O,
tak” - wciąż szeptałam i wciąż było to wydyszane.
„Ile?”
- kontynuował.
„Trójkę”
Tak,
wciąż szepcząc. Tak, wciąż dysząc. Poza tym, nawiasem mówiąc, była to prawda.
Chace
uśmiechnął się.
Przestałam
oddychać.
Oderwałam
wzrok od jego oczu i spojrzałam na butelkę wina.
Potem
zapytałam - „Nie kupiłeś szampana?”
„Kurwa”
- mruknął, a moje spojrzenie wróciło do niego - „Zapomniałem”.
Byłam
rozczarowana i próbowałam to ukryć, ale wciąż pytałam - „Zapomniałeś szampana?”
„Nie”
- odpowiedział, odkładając butelkę czerwonego z powrotem na blat - „Jak
zaczęłaś noc, mówiąc mi, że masz czystą parę majtek w torebce, w ogóle zapomniałem,
że kupiłem szampana”.
Przygryzłam
wargę, chociaż trochę się ucieszyłam, że udało mi się sprawić, by o czymś
zapomniał.
Uśmiechnął
się, a ja miałam wrażenie, jak to zrobił, że czytał w moich myślach.
Nie
miałam czasu na to zareagować, ponieważ przeszedł tylnym korytarzem i zniknął.
Wrócił
z dwoma smukłymi kieliszkami do szampana z wygiętymi brzegami, które miały
śliczne malutkie, tyciutkie podkowy wyryte na dole tuż nad łodygą. Nie wiedziałam
jak, ale udało im się być z klasą i fajnymi, zamiast wyglądać kiczowato, jak
coś takiego mogłoby wyglądać. Być może chodziło o ryty, które były precyzyjne,
prawie eleganckie, a nie kreskówkowe. Być może to jakość kryształu była tak
czysta i delikatna, że załamywały światło jak pryzmat. Cokolwiek to było, były
niesamowite.
Chace
postawił je obok mnie na wyspie, zachowując się tak, jakby nie były lepsze od
plastiku i wrócił do lodówki, gdy zaproponowałam - „Co mogę zrobić, żeby
pomóc?”
Odwrócił
się z butelką szampana, lodówka zamknęła się za nim i otworzył usta, żeby coś
powiedzieć, kiedy oboje usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Jego
oczy skierowały się w stronę frontowych drzwi. Były zwężone pod ściągniętymi
brwiami, a jego szczęka stwardniała. To było trochę przerażające spojrzenie.
Ale moje oczy opadły na jego koszulę, która była niezapięta, bo trzy guziki,
które rozpięłam, wciąż były rozpięte i zobaczyłam snop rudobrązowych włosów na
klatce piersiowej. Nie gęsta mata włosów, ale krótka, seksowna szczypta.
Przez
seksowną właściwie miałam na myśli niewiarygodnie diabelnie seksowną.
Zaczęłam
się ślinić.
Chace
bez wątpienia nie pomyślałby, że włosy na klatce piersiowej są seksowne, ale
wiedziałam, że to, co myślał, było bardzo nieseksownymi myślami, kiedy warknął
- „Pieprzone gówno”, postawił butelkę na blacie przy okularach i podszedł do
mnie.
Przesunął
palcami po moich włosach z boku, zgiął się i wyszeptał - „Zaraz wracam”. Potem
pocałował mnie w czoło, jego palce opuściły moje włosy, a ja obróciłam się na
stołku, żeby patrzeć, jak skrada się jak drapieżnik (o jejku, skradał się) do
drzwi.
Nawet
kiedy skradał się i był niecierpliwy, obserwowałam, jak się poruszał, szerokość
ramion nie była nawet bliska do ukrycia pod koszulą, długość nóg w dżinsach,
ręce niósł luźne po bokach i był to, jak zawsze, dobry pokaz.
Podczas
kolacji u mnie w tym tygodniu powiedział mi, że był pływakiem i biegał na
bieżni w liceum i od tamtej pory to utrzymuje. Pływał w YMCA[1] w
Chantelle dwa razy w tygodniu, biegał osiem kilometrów dwa razy w tygodniu, piętnaście
raz w tygodniu i miał ciężarki w swoim domu, gdzie trenował dwa razy w
tygodniu.
Ten
wysiłek bardzo mu się opłacił, a ponieważ utrzymywał swoje ciało i okazjonalnie
popychał to wiedząc, co może zrobić, a sposób, w jaki chodził, całkowicie
panując nad swoim ciałem, to komunikował.
Miałam
przeczucie, że to, co wydarzyło się w jego sypialni, dobrze wróżyło temu, co
Chace określił jako „później”.
Po
moim kręgosłupie przebiegł dreszcz, jakiego nigdy wcześniej nie czułam, ale
bardzo mi się to podobał.
Uśmiechnęłam
się do siebie, a moje oczy powędrowały do szampana. Potrzebowałam drinka. Miałam
rękę Chace’a w spodniach podczas orgazmu. To zdecydowanie wymagało szampana.
Chciałam otworzyć butelkę, ale od naszej pierwszej randki, jeśli Chace był ze
mną, nie nalałam ani nie kupiłam sobie drinka.
Wtedy
przyszło mi do głowy, że Chace był trochę staromodny.
Nie
miał problemów ze mną, gotującą dla niego i podającą jedzenie. Ale nie chciał,
żebym sama nalewała sobie drinka. Pomagał przy naczyniach, jeśli był u mnie,
ale był ściśle wycierającym i odkładającym mężczyzną. Ściśle tak wyraźnie były
granice. Mężczyźni nie myli. Wycierali i odkładali. Mężczyźni nie podawali
jedzenia. Nalewali drinki.
To
było zdecydowanie staroświeckie.
Było
też dziwnie gorące.
„Jezu,
czy ty, kurwa, mówisz poważnie?” - słyszałam, jak pyta w czymś, co musiało być
niegrzecznym powitaniem, a potem kończy - „Jon, jestem po służbie. Bardzo cholernie
po służbie i dlatego, kurwa, nie odebrałem pieprzonego telefonu”.
Racja,
Chace przeklinał więcej niż zwykle. Był wkurzony. Wiedziałam o tym, ale miałam
wrażenie, że jego wkurzenie wzrosło po tym, jak dowiedział się, kto stoi przy
drzwiach.
„Wiem
o tym, ale potrzebujemy cię w tym przypadku, Chace, inaczej by mnie tu nie
było. Jesteś naszym najbardziej doświadczonym detektywem” - zabrzmiał inny
głos.
„Frank
mógł zdać test zaledwie kilka miesięcy temu, ale od urodzenia chodził po tych stronach,
jest czysty i od jakiegoś czasu w pracy. Poradzi sobie” - powiedział mu Chace.
„To
morderstwo, Chace”.
Oddech
mnie opuścił, a moje ciało się uspokoiło.
„Kurwa”
- usłyszałam warkniecie Chace’a.
„Darren
Newcomb” - powiedział mu Jon.
Nagle
przez całą drogę od frontu domu popłynął rozgrzany do białości strumień
elektryczności.
To
było tak intensywne, że okręciłam się sztywno jak drewno na moim stołku, aby siedzieć
twarzą w tę stronę, podczas gdy Jon mówił dalej - „Bracie, przepraszam,
przepraszam, bracie, ale znaleziono go na drodze dojazdowej prowadzącej do
Miracle Ranch, około dziesięciu metrów od miejsca, w którym znaleźli twoją żonę.
I, kolego, to jest do bani, nienawidzę mówić tego gówna, ale Newcomb był
zrobiony tak jak ona”.
Na
te słowa, moje ciało miało własny rozum, zignorowałam przerażający prąd wciąż
płynący i szybko przeszłam przez masywną kuchnię do holu.
Widziałam
przez korytarz, że drzwi frontowe były otwarte, drzwi burzowe zamknięte.
Umundurowany policjant, który był w recepcji, kiedy poszłam na posterunek, stał
tuż w oświetlonym foyer Chace’a. Ciało Chace’a było nieruchome, a jego szczęka
z profilu była twarda, w taki sposób, że ścisnęło mi się serce.
Oczy
Jona skierowały się na mnie, kiedy przechodziłam przez korytarz, a potem na
Chace’a. Widziałam, jak opadają na jego koszulę, chwytając rozpięte guziki i
wracają do mnie. Przesunął się nieswojo, prawdopodobnie nieco niedokładnie
odczytując sytuację, ponieważ akcja nie została przerwana, ale zgadzało się, że
było działanie.
Normalnie
by mnie to upokorzyło.
Ale
skupiłam się wyłącznie na dotarciu do Chace’a.
I właśnie to zrobiłam. Natychmiast się w niego
wtuliłam. Jego ramię uniosło się w roztargniony sposób, owijając się wokół
moich ramion, gdy dopasowywałam swój przód do jego boku, a moje ramiona
poruszały się, by okrążyć jego pas.
„Słonko?”
- zawołałam, gdy w milczeniu patrzył na funkcjonariusza Jona.
Kiedy
zabrzmiało moje słowo, jego ciało lekko drgnęło, spojrzał na mnie i wymamrotał
- „Wracaj do kuchni, kochanie”.
„Dobrze
mi tu” - odmówiłam delikatnie, pogłębiając uścisk jego pasa.
Obniżył
twarz i cicho powtórzył - „Wracaj do kuchni, mała”.
Wzięłam
oddech, wyprostowałam ramiona, zatrzymałam jego oczy i powtórzyłam (tak jakby)
- „Chace, Słonko, tutaj mi dobrze”.
„Charakter”
- mruknął, a jego spojrzenie wędrowało po mojej głowie i ramionach, a potem
przesunęło się na Jona - „Wyślij kogoś, żeby sprawdził Harker Wood. Zajmę się
Faye, a potem ruszam w drogę”.
O
Boże. Jasna choroba.
Harker
Wood.
Słyszałam
nazwisko Darren Newcomb, ale nie wiedziałam skąd. Jego nazwisko było po prostu
znajome.
Ale
kimkolwiek był, miało to coś wspólnego z Misty.
„Frank
już się tym zajmuje. Radiowóz jedzie w tę stronę. Frank jest z ciałem” -
odpowiedział Jon.
„Zadzwoń
do niego, powiedz mu, że najpierw pojadę do ciała. Drugie - las. Ktoś zajął się
rodziną?” - zapytał Chace.
Jon
poruszył się znowu nieswojo, gdy potrząsnął głową.
„Kurwa”
- mruknął Chace - „Dobrze. Ciało, las, wtedy pójdę do jego rodziny”.
Nie podobało mi się to, ale nawet jeśli nie, to
była jego praca.
Niestety,
w Carnal dochodziło do mordów niepokojąco często. Cóż, to nie była prawda.
Tylko
Tonia Payne, kelnerka zabita przez Daltona McIntyre’a.
Potem
była Neeta, stara dziewczyna Tate’a, chociaż nie mieszkała w Carnal, została
właśnie tu zamordowana przez McIntyre’a, który mieszkał w Carnal, a także
zabijał tutaj.
I
oczywiście Misty Keaton. Ale i tak były to trzy osoby, które trochę znałam w
ciągu ostatnich kilku lat, kiedy mieszkałam tu prawie przez całe życie bez jednej
zabitej osoby.
Chociaż
podejrzewałam, że nawet jeśli poinformujesz setki rodzin, że ukochana osoba
zmarła lub stało się coś złego, też się nie przyzwyczaisz.
„Dobrze,
Chace” - mruknął Jon, po czym spojrzał na mnie - „Przepraszam, uh… Faye, tak?”
Jakby
nie wiedział.
Byłam
z Chace’m we włoskim lokalu, Kogucie i w Bubba’s. Plotki do mnie nie dotarły,
ale nie byłam głupia. Miasto tętniło życiem.
W
każdym razie podałam mu swoje imię na posterunku policji trzy tygodnie temu.
„Tak,
Faye.” - wyciągnęłam rękę, ale trzymałam się blisko Chace’a, z drugą ręką
owiniętą wokół jego pleców - „Jon?”
„Tak,
Jon” - wziął mnie za rękę i uścisnął, jednocześnie uśmiechając się lekko, jak
na wstępie, zaraz po przekazaniu wiadomości, że ktoś został zamordowany.
„Przepraszam,
że przerywam, ale… miło cię poznać, formalnie”.
„Ciebie
też, Jon” - powiedziałam cicho i cofnęłam rękę.
Odpuścił
i spojrzał na Chace’a.
„Do
zobaczenia, umm… tam” - wymamrotał, kiwnął brodą do mnie i podszedł do drzwi.
Chace
ścisnął moje ramiona.
Przeczytałam
polecenie, opuściłam rękę i poszedł za Jonem.
„Później”
- mruknął, Jon spojrzał przez ramię na Chace’a, uniósł brodę i wystartował.
Chace
zamknął drzwi i odwrócił się do mnie.
„Tylko...
pójdę, um... znajdę moją torebkę i pojadę do domu”.
Myślałam
o tym, gdzie mogła się dostać moja torebka, więc podskoczyłam trochę, kiedy
poczułam ręce Chace’a po obu stronach mojej szyi i odchyliłam głowę, by złapać
jego wzrok.
Potem
wstrzymałam oddech na to, co zobaczyłam.
„Proszę,
Słonko…” - szepnął - „…zrób tacos. Zjedz je. Oglądaj telewizję. Rób cokolwiek.
Ale jakkolwiek to się skończy, kiedy pójdziesz spać, wczołgaj się do mojego
łóżka”.
O Boże.
Zamrugałam,
brzuch mi się rozgrzał, serce podskoczyło, podniosłam ręce, by owinąć je wokół
jego nadgarstków, a mój umysł nie mógł zdecydować, czy mam się bać,
podekscytować, czy świrować.
„Chace…”
- odszepnęłam, niepewna, co jeszcze powiedzieć, ale i tak nie miałam szansy, by
to zrobić.
Jego
dłonie ścisnęły moją szyję, chwytając zdecydowanie, ale nie mocno.
Zbliżył
twarz - „Proszę, Faye, cokolwiek to jest, kiedy wrócę z tego do domu, chcę
wślizgnąć się do mojego łóżka, gdy ty w nim będziesz”.
„Okej”
- zgodziłam się cicho i przyszła kolej Chace’a na mrugnięcie.
„Co?”
„Okej”
- powtórzyłam - „Zostanę. Zjem tacos. Obejrzę telewizję. Jeśli nie zdążysz
wrócić, pójdę spać w twoim łóżku”.
Jego
głowa odsunęła się trochę, ale jego głos wciąż był łagodny, kiedy zapytał - „Tak
po prostu?”
„Chcesz
mnie tutaj?” - zapytałam z powrotem.
Nie
odpowiedział na to.
To
surowe ciepło przepłynęło przez jego twarz i wyszeptał - „Chryste, Faye”.
Skończyłam,
jakby odpowiedział tak.
„…w
takim razie będę tutaj”.
Jego
palce zacisnęły się mocniej i wydusił gardłowe - „Chryste, Faye”, które bolało,
ale z jakiegoś powodu czułam się z nim dobrze.
Ścisnęłam
jego nadgarstki - „Idź, abyś mógł wrócić. Jestem głodna, więc muszę gotować.” -
zwinęłam się na palcach i stwierdziłam - „Zostawię szampana na jutro”.
Wtedy
jego ręce na mojej szyi szorstko mnie szarpnęły w jego stronę, ale mnie nie
pocałował.
Jego
dłonie opuściły moją szyję, aby mógł mocno mnie owinąć ramionami.
I
przytulił mnie.
Zamknęłam
oczy, objęłam go ramionami i przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej,
bo to było dobre.
To
też było złe, a to dlatego, że wiedziałam, że czuje coś brzydkiego i nie mogłam
go przed tym ochronić. Jedyne, co mogłam zrobić, to spać w jego łóżku, tak jak poprosił.
A to wiele dla niego znaczyło; mężczyzna komunikował to przez przytulanie.
I
naprawdę, jeśli komunikujesz się w ten sposób, komu potrzebne są słowa?
To
mówiło wszystko.
Przytuliłam
go tak mocno lub tak blisko, jak tylko mogłam, widząc, że był silniejszy ode
mnie.
Nie
trwało to wystarczająco długo, zanim poczułam jego usta na czubku moich włosów
i powiedział - „Garderoba, w środku po prawej są moje koszulki. Złap jedną,
kiedy idziesz spać, tak?”
Kiwnęłam
głową, chociaż nie wiedziałam, czy to zrobię.
Przyniosłam
seksowną koszulę nocną. Miałam teraz zagadkę. Seksowna koszulka nocna (dla
Chace’a) lub jego koszulka (dla mnie).
Nie
wybrałam, zanim pocałował czubek moich włosów, uścisnął mnie i puścił.
Ale
poczułam, jak czubki jego środkowych trzech palców dotykają mnie pod
podbródkiem i znowu zrobiłam to, co cicho rozkazał i dałam mu swoją twarz.
„To
prawdopodobnie nie skończy się szybko, ale wrócę do domu zaraz, gdy tylko będę
mógł”.
Skinąłam
głową.
Jego
palce przesunęły się jak szept po mojej szczęce, sprawiając, że skóra na mojej
szyi i policzku swędziała w dobry sposób, gdy wyszeptał - „Dziękuję, mała”.
„Nie
ma za co Słonko”.
Uśmiechnął
się małym uśmiechem, który nie sięgnął jego oczu. Potem pochylił głowę i
dotknął ustami moich.
Dostałam
kolejny dotyk ust po tym, jak poszedł do swojej sypialni, ja poszłam do kuchni
i zaczęłam szykować kolację, a on wrócił w swetrze, kurtce i butach.
Wyszedł.
Zrobiłam
tacos.
Zjadłam
tacos.
Włożyłam
resztki do jednej z tych puszek wielokrotnego użytku, których Chace, po
sprawdzeniu, wydawał się mieć dużo.
Oglądałam
coś na jego dużym telewizorze z płaskim ekranem.
Kiedy
zegar miał wybić północ, zmyłam makijaż, nawilżyłam się, umyłam zęby, włożyłam
seksowną koszulę nocną i wślizgnęłam się do łóżka Chace’a.
Myślałam,
że nigdy nie zasnę z tym, gdzie odpoczywało moje ciało. Miejsce, w którym nigdy
nie odpoczywało od dwudziestu dziewięciu lat, nie tylko w łóżku Chace’a, ale żadnego mężczyzny.
Ale
jego materac był cholerną bombą. To
było jak stała chmura.
Tak
więc, kilka sekund po tym, jak moja głowa uderzyła w jedną z jego poduszek, odleciałam
z prędkością światła.
[1] YMCA -
Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (dbającej o rozwój duchowy, umysłowy
i fizyczny)
Jejku zabili faceta, który miał chore dziecko 😐 cholerne potwory😢 Dzięki ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńBoże mam nadzieję że e tomie ktoś w końcu odpowie za te morderstwa
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuń