Rozdział
10
W
połowie drogi
Chace
Oczy
Chace’a otworzyły się i mrugnął, by odgonić sen.
Silne
słońce Kolorado walczyło z jego zasłonami i, jak zwykle, wygrywało.
Chace
poczuł, że jego ciało napina się.
Coś
było nie tak.
Spojrzał
przez poduszki na puste łóżko.
Leżał
na boku z jedną ręką wsuniętą pod poduszkę przy głowie, a drugą szeroko odrzuconą.
Nie
było Faye.
Natychmiast
poczuł się, jakby ręka sięgnęła i ścisnęła jego brzuch w żelaznej, ciasnej
pięści.
Nie
był człowiekiem skłonnym do fantazji, ale też nie takim, który mógłby zapomnieć
- wciąż uderzał go sposób, w jaki jego życie wirowało w toalecie, więc nie byłoby
niespodzianką, że ostatnie trzy tygodnie były snem. Okrutnym, pokręconym snem.
Słodki
smak.
Dotyk
anioła.
Ślad
cudu.
Potem
to zniknęło.
Poczuł
zapach smażonego bekonu.
W
chwili, gdy to poczuł, przeturlał się, odrzucił kołdrę, wysunął się z łóżka i
wysunął się z pokoju, korytarzem, przez łuk i ku kuchni, gdzie zrobił pięć
kroków, a potem zatrzymał się jak wryty.
Ponieważ
Faye Goodknight stała przy jego kuchence na wyspie.
Faye
Goodknight.
W
jego domu.
W
jego kuchni.
Przy
jego kuchence.
Wszystko
to rankiem po tym, jak oddała mu swoje dziewictwo i spędziła noc w jego
ramionach w jego łóżku.
Miała
na sobie koszulę, którą miał na sobie wczoraj. Była rozpięta i tylko częściowo
zakrywała seksowną, jak cholera, szafirowo niebieską, jedwabną koszulkę nocną,
która miała szeroką koronkę u góry i, jak widział ostatniej nocy, ale teraz nie
mógł tego zobaczyć, kolejną obwódkę z koronki u dołu, a także głębokie
rozcięcia z każdej strony. Koszulkę nocną, jakiej, jak sądził, nie założyłaby żadna
dziewica. Jaką jego była dziewica nosiła obecnie.
Jej
głowa była lekko odwrócona na bok, żeby wypić łyk kawy z jednego z jego kubków.
Ale
jej oczy przesunęły się na niego i nie wzięła łyka.
Odstawiła
kubek na blat przy kuchence i parsknęła - „Zepsułeś niespodziankę”.
„Co?”
- wyszeptał, nie mogąc podnieść głosu, ale i tak go słyszała, bo odpowiedziała.
„Robię
ci śniadanie do łóżka” - jej oczy poruszyły się po nim, a następnie wróciły do
jego oczu - „Albo robiłam”.
Jej
słowa i jej ton wyrwały go z odrętwienia i zaczął podkradać się w jej kierunku.
Jej
ładna, pozbawiona makijażu twarz straciła udawaną irytację i wpatrywała się w
jego natarcie, jej ciało zwróciło się do niego, gdy okrążał wyspę. Wyglądała
jak łania w świetle reflektorów, równie przerażona, tak samo zamarła i tak samo
słodka.
Wydusiła
z siebie - „Chace…”, ale to było na tyle, ile zdążyła, zanim złapał ją w pasie
ramieniem i wciągnął w swoje ciało. Wsunął drugą rękę w jej włosy, ujął jej
głowę, przechylił ją na bok, pochylił, a potem wziął jej usta.
Kiedy
to zrobił, nie spieszył się.
Nie
przerwał pocałunku, dopóki się nie nasycił.
Albo
na razie nasycił.
Kiedy
odsunął usta od jej ust, otworzył oczy i zobaczył, jak jej podążają za jego
znacznie wolniej. Robiła to często. Chace to lubił. To sprawiło, że wyglądała,
jakby budziła się z naprawdę dobrego snu.
Zsunął
rękę w dół, aby owinąć ją wokół jej szyi i wyszeptał - „Dzień dobry, mała”.
Zamrugała,
a on patrzył, jak oblizuje usta, tym razem jego brzuch zacisnął się w dobry
sposób, cholernie dobry i odetchnęła - „To brzmi o wiele lepiej w prawdziwym
życiu”.
Chace
uśmiechnął się.
„Nie
żeby nie było dobrze przez telefon” - dodała pospiesznie.
Uśmiech
Chace’a pogłębił się.
„Albo
że telefon nie jest prawdziwym życiem” - kontynuowała.
Chace
tylko się uśmiechał.
„Tylko,
że lepiej osobiście” - dokończyła.
Ciało
Chace’a zaczęło się trząść od chichotu.
Może
i był rozbawiony, ale absolutnie się nie myliła.
Pochylił
głowę, przycisnął twarz do jej szyi i szepnął do jej skóry - „Czujesz się
dobrze?”
„Tak”
- odpowiedziała, a jego ramię ścisnęło ją.
„W
środku.” - wyjaśnił delikatnie - „W porządku?”
„Trochę
obolała” - powiedziała cicho - „Nie bardzo obolała. Tylko do tej pory nie znałam,
hmmm… takiego bólu”.
„Kąpiel
nie pomogła” - mruknął.
Z
jakiegoś powodu jego słowa sprawiły, że odprężyła się głębiej w jego ramieniu.
Po
tym dobiegł go jej delikatny, wciąż cichy, melodyjny głos - „Nie jest źle, ale
do śniadania wezmę trochę ibuprofenu”.
Podniósł
głowę i spojrzał na nią w swojej kuchni, w jego koszuli, w jego ramionach o
poranku.
Mylił
się.
A
może to było to, że po prostu wczoraj, była cholernie ładna.
Dziś
była piękna.
I
dziś była jego.
Przechyliła
głowę na bok.
„Masz
jakiś?”
Nie
podążał.
„Jakiś
co?”
„Ibuprofen.”
Racja.
Była obolała.
„Tak”
- odpowiedział.
„Dobrze”
- mruknęła, jej oczy przesunęły się na bok, a potem wróciły do niego - „Bekon, Słonko”.
„Racja”
- wyszeptał, zgiął szyję, pocałował ją w nos i puścił.
Odwróciła
się do bekonu.
Podszedł
do szafki, w której trzymał witaminy i środki przeciwbólowe.
„Więc
skoro mleko się już rozlało, teraz mogę cię spytać, ponieważ nie śpisz, zamiast
narzucać to tobie” - zaczęła - „Lubisz jajka w koszulce?”
Chwycił
butelkę ibuprofenu, spojrzał na nią, gdy zamykał szafkę i zobaczył, że uśmiecha
się do niego przez ramię - „Robię jajka w koszulce światowej klasy”.
Chace
poczuł, jak jego usta wykrzywiają się - „Światowa klasa?”
„Cóż,
nie zostały w ten sposób usankcjonowane przez Instytut Cordon Bleu, ale mój
tata tak je nazywa”.
Podszedł
za jej plecy, objął ją ramieniem, przesuwając dłonią po koszuli i docierając do
jedwabnej koszulki nocnej na jej brzuchu, gdy drugą ręką postawił buteleczkę
obok jej kubka z kawą.
W
jej szyję wymamrotał - „Tak, lubię jajka w koszulce”.
To
sprawiło, że dostał wydyszane - „Dobrze”.
Pocałował
ją w szyję i odszedł po kubek na kawę.
„Słonko?”
- zawołała, gdy sobie nalewał. Odwrócił głowę, by zobaczyć jej łagodną twarz,
ucho przysunięte do ramienia, jej kryształowo niebieskie oczy wpatrzone w niego
- „Śmietanka o smaku orzechów laskowych” - ciągnęła cicho - „Dziękuję, że o tym
pomyślałeś. Moja ulubiona.”
Najwyraźniej
jej ojciec nie zadzwonił od swojej wizyty i nie poinformował jej o planach na
przyszły weekend. A jeśli tak, to, co zrozumiałe, nie podzielił się tą częścią.
Chace
będzie musiał jej powiedzieć o wizycie Silasa Goodknight’a. Zamierzał to zrobić
zeszłej nocy. Zrobi to tego ranka.
Po
tym, jak bardzo szybko zje jej światowej klasy jajka w koszulce.
A
potem, niezbyt szybko, zje inne jej części.
Wtedy
jej powie.
*****
Coś,
czego Chace dowiedział się o Faye poprzedniego wieczoru, to to, że Faye ufała
mu i nie miała żadnych problemów z oddaniem się mu, poddawaniem się temu, co
sprawiał, że czuła i cholernie cieszeniem się z tego.
To
było coś, co potwierdziło się tego ranka po jajkach w koszulce, kawie i dość
lekkiej, niezobowiązującej rozmowie. Upewnił się, że rzeczywiście czuła się
dobrze z nim w jego domu, w jego koszuli i koszulce nocnej.
Co
oznaczało, że był otwarty na podniesienie jej, zaniesienie na kanapę i
wykonanie krótkiej pracy, aby podniecić ją tak, by wiła się pod nim, aby mógł
ściągnąć jej majtki i dać jej bardzo gorący, bardzo długi orgazm, używając w
tym celu ust między jej nogami.
Ale
coś, czego dowiedział się o Faye tego ranka, kiedy zmusił ją do dojścia,
przesunął się nad nią, ułożył ich oboje na bokach, trzymał ją, gdy schodziła, a
ich szepty po seksie oralnym przeszły z niczego do tego, że powiedział jej o
wizycie jej ojca, było czymś, co go zaskoczyło.
A
było to, że Faye Goodknight miała cholernie wybuchowy temperament.
To
było, jak wszystko w niej, urocze.
Ale
było też bardzo niestabilne.
Dowiedział
się tego, kiedy opowiadał o jej ojcu i poczuł, jak jej ciało twardnieje jak
skała w jego ramionach, gdy patrzył, jak jej oczy się zwężają.
Jego
ramiona wokół niej zacisnęły się, starając się powstrzymać ją, kiedy przestał
mówić, a ona zapytała cichym głosem, który nie był jej zwykłym słodkim, słodkim
cichym, ale niebezpiecznym cichym - „Przepraszam?”
„Słonko,
wszystko w porządku” - zapewnił ją - „Wypełniał swój obowiązek jako tata i
dobrze się skończyło”.
Milczała
przez kilka długich sekund.
Potem,
jakby nic nie mówił, powtórzyła - „Przepraszam?”
„Faye…”
Nie
posunął się dalej, ponieważ wyrwała mu się z ramion i nagle usiadła.
Przetoczyła się do krawędzi kanapy, co oznaczało, że prawie spadła na podłogę.
Poruszała się szybko, choć ze złością i jakoś udało jej się wsadzić pod siebie
stopy, wyprostować się z pochyloną głową, zakręcić się dookoła, zabierając ze
sobą lśniące kosmyki włosów tak, że płynęły wraz z jej ruchami.
Zrobiła
to, gdy zapytała - „Gdzie, do choroby, jest moja torebka?”
„Faye…”
- spróbował ponownie, gdy pochyliła się, złapała swoje seksowne zielone
satynowe majtki i niezdarnie podciągnęła je do nóg, prawie się potykając,
śliczna jak cholera.
Chace,
z głową w dłoni, łokciem na kanapie, obserwował z niemałym zaabsorbowaniem, jak
jej tyłek w kształcie serca pojawia się na chwilę, zanim założyła majtki na
biodra, a jego koszula ponownie opadła, ukrywając ją przed jego wzrokiem.
Przez
to odcięła mu się i dalej grzmiała.
„Zabiłabym
go, ale go kocham, więc tak się nie skończy. To znaczy, że usłyszy ode mnie jak
mu nagadam. To znaczy, lubię śmietankę o smaku orzecha laskowego, ale nie mogę
uwierzyć, że pojawił się w twoim domu bez zapowiedzi, żeby powiedzieć to, co
powiedział! Gdzie, do choroby, jest moja torebka?”
Tupała,
kierując się w stronę łuku, jej szyja skręcała się w tę i w tę. Dostrzegła coś
i gwałtownie zmieniła kierunek, wracając w jego stronę, gdy Chace wstał na
przedramieniu na kanapie.
„Faye,
Słonko, uspokój się. To nie było nic wielkiego”.
Wyrwała
telefon z podstawki, która była na stole przy końcu kanapy i przesunęła na
niego oczy.
O
tak. Całkowicie wkurzona.
I
całkowicie urocza.
Chace
zwalczył uśmiech.
„Było,
dla mnie!” - warknęła głośno, pochyliła głowę, włosy opadły jej na twarz i
usłyszał, jak jego telefon piszczy, bo jej kciuk dźgał przyciski.
Chace
wysunął się z kanapy, wstał i okrążył ją, obserwując, jak przykłada telefon do
ucha i zaczyna chodzić.
„Mamo…”
- powiedziała do niego, zanim do niej podszedł - „…chcę porozmawiać z tatą. Natychmiast.”
Ponieważ
nie zdążył do niej na czas, Chace postanowił się usadzić i cieszyć się pokazem.
Położył więc tyłek na oparciu kanapy, wyciągnął nogi, skrzyżował je w kostkach,
a ręce na piersi i właśnie to zrobił.
„Tak,
coś jest nie tak.” - kontynuowała, wciąż chodząc - „Pozwól mi porozmawiać z
tatą”.
Nastąpiła
pauza, podczas której zatrzymała się sztywno i wpatrywała się w jego francuskie
drzwi.
Potem
kontynuowała - „Wiem, że jest czas na
wyjście do kościoła. Nie obchodzi mnie, czy się spóźnicie. To jest ważne. Możecie
zakraść się z tyłu”.
Kolejna
pauza, by pozwolić matce mówić, zanim kontynuowała.
„Nie
obchodzi mnie, czy ulubioną częścią taty jest śpiewanie hymnów na początku
nabożeństwa, mówiłam ci, to jest ważne”.
Pauza,
a potem syknęła, poważnie wkurzona - „Tak, chodzi o jego wizytę u Chace’a”.
Słuchała
ponownie, kiedy szarpała dłonią włosy, odciągając je do tyłu, jej ciało szarpnęło
się ze zdenerwowania i znów zaczęła chodzić, ale kiedy jej ręka wyszła z
włosów, opadły z powrotem na jej twarz.
Była
słodka. Była zabawna. Wyglądała cholernie fantastycznie, krążąc po przestrzeni
między jego kuchnią a pokojem rodzinnym, w swojej seksownej koszulce nocnej i
jego koszuli, pokazując długie nogi, kiedy jej włosy kołysały się wokół. Nie
wspominając o tym, że jego żołądek był pełen jej cholernie dobrego jedzenia, a
jej smak wciąż był w jego ustach.
Wszystko
to oznaczało, że Chace był rozbawiony, zrelaksowany i zadowolony.
Dlatego
był kompletnie nieprzygotowany na to, że Faye zakołysze całym jego pieprzonym
światem.
„To
nie było, choroba, fajne mamo. To nie
było fajne. Tata nie wie i to nie
jego sprawa, ale powiem ci, ponieważ nie pozwalasz mi z nim porozmawiać, możesz
mu powiedzieć, że Chace już dość przeszedł. Nie lubi niespodzianek. Nie
potrzebuje kłopotów. I ja się na to nie godzę!”
Chace
poczuł, że jego ciało się napina i przestał na nią patrzeć, a zaczął się na nią
gapić.
„Tak!
Wiem, że choroba oznacza słowo na k, mamo.
W serialu telewizyjnym! To ja ci to powiedziałam,
pamiętasz? Kiedy Cyloni wysadzają nasz świat, a my jesteśmy na pokładzie statku
kosmicznego w nierównym konwoju, próbując pozostać przy życiu i znaleźć Ziemię,
możesz mnie oskarżyć za wypowiedzenie słowa choroba!
Do tego czasu nie i zdecydowanie nie teraz!”
Znów
zatrzymała się twarzą do jego francuskich drzwi i wyjrzała, słuchając.
Potem
znów się odezwała.
„Racja,
cóż, nie wstrzymuj oddechu, mamo, ponieważ będę świetnym pilotem myśliwca,
takim jak Starbuck, więc będę spędzała większość czasu w moim Viperze, walcząc
z Cylonami, by cię utrzymać przy życiu, więc nie zdążysz wygłosić mi wykładu o
przekleństwach”.
Kolejna
pauza, tym razem długa.
Potem
- „Nie obchodzi mnie to. Nie jest dobrze, że podzielił się z Chace’m swoimi przemyśleniami na temat Chace’a, myślami, które
miał z powodu miejskich plotek. To nie jest dobrze. To nie mówi miłych rzeczy o
tacie, a nie Chace. To było osądzanie i było niestosowne. Ale to nie wszystko,
mamo. Nie mówi o mnie dobrych rzeczy.
Ponieważ to mówi, że tata nie ufa mi,
że będę wystarczająco mądra, by przejrzeć przystojnego faceta, jaki naprawdę jest w środku. To jest dobry człowiek, któremu mogę zaufać, który
troszczy się o mnie, sprawia, że czuję się bezpiecznie, sprawia, że czuję się
dobrze, żartuje ze mnie, lubi mnie za mnie i jest wart mojego czasu. Nawet
jeśli tata miał obawy co do Chace’a, powinien znać mnie lepiej. Może i jestem marzycielką, mamo, ale wychowałaś mnie,
on też, więc nie jestem głupią marzycielką. Jestem tylko marzycielką. I zaznaczę, że powinien był okazać szacunek
Chace’owi nie tylko jako mężczyźnie, ale jako człowiekowi, którego, do choroby,
znają wszyscy w tym mieście, ale także tata powinien okazać szacunek mi, trzymając gębę na kłódkę”.
Zamilkła,
ale to nie trwało długo.
„Nie,
nadal chcę z nim porozmawiać. Powiedz mu, żeby zadzwonił do mnie później jak
wróci z kościoła. Mam mu kilka rzeczy do powiedzenia”.
Jeszcze
krótsza przerwa.
Potem
- „Okej, i tak, wiesz, jestem zła, ale mimo to, gdybym odkryła, że jesteś
nieznanym modelem Cylona, nie zabiłabym cię, ponieważ jesteś moją mamą. Ale
znalazłabym ci planetę nadającą się do zamieszkania i tam cię zrzuciła. Jestem
też na tyle zła, że rzucę tam z tobą Gaiusa. Jest genialny, ale irytująco
arogancki, zadowolony z siebie, totalny palant, całkowicie wyrachowany i
nieprzewidywalny. Znienawidziłabyś go. To ci powie, jak bardzo jestem na ciebie
zła za to, że nie pozwalasz mi rozmawiać z tatą. Ciesz się kościołem i do
zobaczenia w następną sobotę”.
Potem,
nie czekając na odpowiedź matki, wyłączyła telefon i odwróciła się do niego.
Kiedy
już spojrzała w jego oczy, warknęła - „Boże!”
Potem
zacisnęła usta i spojrzała na niego. Jej policzki były zaróżowione, oczy
płonęły.
Chace
przyglądał się jej, myśląc, że z tymi włosami nie powinien się dziwić, że jej
temperament był ognisty.
Przyglądał
się jej, myśląc, że czuje coś, czego nie do końca rozumiał, nie wiedział, co to
było, ponieważ nigdy wcześniej tego nie czuł. Po prostu wiedział, że cokolwiek
to było, było ogromne i dobre.
Wyrwała
go z jego myśli, mówiąc cicho - „Chace, tak mi przykro, że tata to zrobił”.
„Faye”
- zawołał cicho - „Chodź tu”.
„Daj
mi chwilkę” - odpowiedziała - „Walczę z chęcią rzucenia telefonem przez pokój”.
Była
za daleko, a to, co czuł, było za duże, więc wyciągnął wielkie działa.
„Mała,
chodź tutaj”.
Przyszła
do niego natychmiast.
Chace
ukrył uśmiech, rozprostował ramiona i kostki, zgiął kolana tak, że jego stopy
były na podłodze, ale nogi miał rozchylone i pochylił się do przodu, sięgając
po jej rękę, kiedy się zbliżyła. Wyjął telefon z jej drugiej ręki, rzucił go na
górę kanapy i poprowadził ją między swoimi nogami. Kiedy miał ją tam, gdzie
chciał, puścił jej rękę, ale oba jego ramiona okrążyły ją luźno, choć nie na
tyle luźno, by nie komunikować się, nie chciał, żeby przycisnęła się blisko.
Jak zawsze, zrozumiała wiadomość, której nie musiał werbalizować, pochyliła się
nad jego ciałem i spojrzała mu w oczy.
„Mamy
problem” - mruknął.
„Wiem”
- zgodziła się.
„Właściwie
ty masz problem” - powiedział jej.
„Wiem”
- zgodziła się ponownie - „Mam nadopiekuńczego ojca, którego chciałabym kopnąć
w goleń”.
Chace
uścisnął ją i podzielił się swoimi przemyśleniami - „Zrobił dobrze. Nie
obraziłem się. Szczerze mówiąc, jakbym miał córkę, której pierwszy chłopak miałby
moją reputację, zrobiłbym cholernie to samo. Nie myślałbym o tym, że to gówno
by ją wkurzyło. Ujawniłbym swoje myśli, wyczułbym go i upewniałbym się, że
wiedział, że ma w swoich rękach coś cennego. Skończyło się dobrze. Zrozumiałem,
dlaczego to zrobił. Podziwiam go za to, że to zrobił i to pokazało, jak bardzo
cię kocha. I powtórzę, sam bym tak zrobił. Więc przestań się wkurzać”.
Kiedy
mówił, z jej twarzy zniknął gniew, jej oczy zmieniły się z rozgrzanych w
ciepłe, a jej ciało zrelaksowało się głębiej w jego.
Kiedy
skończył mówić, zapytała cicho - „Więc jaki jest mój problem?”
„Faye,
poważnie, jesteś przezabawna, kiedy jesteś zła” - uśmiechnął się do niej, jedną
ręką przesuwając po jej kręgosłupie we włosy, gdy kontynuował - „To nie wróży
ci dobrze, mała, bo zawsze tak się będziesz na mnie wkurzać i zaczniesz mówić o
Cylonach i byciu pilotem myśliwca, nie będę miał innego wyjścia, jak się śmiać,
co prawdopodobnie jeszcze bardziej cię wkurzy”.
Jej
usta drgnęły i wyszeptała - „Prawdopodobnie, skoro mama śmiała się prawie przez
całą rozmowę i to tylko bardziej mnie irytowało”.
Chace
w to nie wątpił.
„Kim
właściwie jest Cylon?” - zapytał.
„Robot
wyglądający jak roboty, przerażające z czerwonym okiem, które miga w tę i z
powrotem, ale istnieją inne modele, które wyglądają tak bardzo jak ludzie, że
są prawie niewykrywalne przez prawdziwych ludzi. Oznacza to, że są bardzo
niebezpieczne, ponieważ mogą przeniknąć do ludzkiego świata, a nawet jeśli
zabierzesz jeden z modeli, ponieważ wyglądają i zachowują się tak bardzo jak
ludzie, nigdy nie wiesz, co knują. Możesz myśleć, że możesz im zaufać, ale
nigdy nie możesz być pewien”.
Poczuł,
że się uśmiecha - „Z którego z twoich programów to pochodzi?”
„Battlestar Galactica”.
Ujął
jej głowę dłonią, przyciągając jej twarz bliżej swojej, gdy szepnął - „Słonko,
poważnie jesteś geekiem”.
„To
dobry program” - odszepnęła.
„Racja”
„Może
ci się spodoba”.
Wątpił
w to.
Odczytała
jego wątpliwości i nacisnęła - „Poważnie, Chace, admirał Adama to twój typ
faceta”.
„Jeśli
zdarzy się niefortunne zdarzenie, że będę miał uszkodzenia całego ciała i nie będę
się mógł poruszać przez miesiące, w telewizji nie ma sportu i tak często
oglądałbym powtórki Friday Night Lights,
że mógłbym je cytować, masz pozwolenie na przedstawienie mi pieprzonego
admirała Adamy”.
W
tym momencie zachichotała cicho, po czym jej oczy opadły na jego usta. Jej ucho
opadło w kierunku ramienia, uśmiech zniknął z jej ust, a jej dłoń powędrowała
do jego klatki piersiowej, zanim wyszeptała bardzo niepewnie - „Chace?”
„Jestem,
mała” - odszepnął, jego wzrok przesunął się na jej usta jak z gumy do żucia.
„Um…
wcześniej…” - urwała i nie zaczęła od nowa.
Jego
oczy wróciły do jej - „Tak?” - podpowiedział.
„Musisz…
to znaczy, ja musiałam… ale, wiesz, musiałeś… a potem nie mogłeś…” - wyjąkała,
a potem znów się zatrzymała, ale on to zrozumiał i zacisnął ramię wokół niej.
„Jesteś
obolała. Damy temu dzień lub dwa”.
Jej
dłoń zacisnęła się wokół jego szyi, a jej kciuk wysunął się, by pogłaskać jego
szczękę, kiedy szepnęła - „Czy nie ma jakiegoś innego… to znaczy, czy mogłabym…
albo ty, to znaczy, umm, czy mógłbyś mnie nauczyć…” - w niepewnym oddechu, a
jej oczy opuściły jego usta i spojrzały w jego oczy - „…używać moich ust?”
Jego
penis zaczął się twardnieć, ręka w jej włosach zacisnęła się spazmatycznie, a
jego żołądek ścisnął się.
„Jesteś
na to gotowa?” - szepnął z nadzieją, że była.
„Jesteś
gotowy mnie nauczyć?” - odszepnęła w odpowiedzi.
Odpowiedź
na to była: kurwa, tak.
Nie
udzielił jej tej odpowiedzi. Trzymał ją mocno i opadł do tyłu, skręcając się
tak, że wylądował na plecach na kanapie, zabierając ją ze sobą, więc wylądowała
na nim.
Potem
przyciągnął jej głowę do siebie, ale przesunął ją tak, że jej policzek zsunął
się w dół jego, aż znalazł jej ucho.
„Rób,
co chcesz, co jest naturalne. Wskazówka: ssanie jest ważne. Ruch też. Dodanie
ręki jest gorące. Zawsze sprawdzaj zęby, a końcówka jest najbardziej wrażliwa,
więc zwracanie na nią szczególnej uwagi od czasu do czasu jest dla mnie
opłacalne.” - jego ramiona ścisnęły ją i skończył - „Tak?”
„Tak”
- szepnęła mu do ucha, wijąc się na nim.
Lubiła
to. Sama się nakręcała.
A
on lubił jedno i drugie.
Chryste.
Nigdy
by się nie spodziewał, że to nastąpi tak szybko. Ale nie narzekał.
„Dalej,
kochanie” - zachęcał, usłyszał, jak wciąga głęboki oddech, a potem poczuł jej
usta na swojej szyi. Potem jej język. Zsunęła się w dół, a on, żeby nie odwracać
jej uwagi, ostrożnie sięgnął po ozdobne poduszki i wsunął je za głowę, żeby
patrzeć.
Potem
patrzył, jak Faye zjechała na jego klatkę piersiową, wyglądając na zafascynowaną
studiowaniem jej, przesuwając dłońmi po jego skórze i włosach na piersi, ale
jej lekki dotyk i spojrzenie jej krystalicznie niebieskich oczu wydawały się
tak cholernie dobre, że Chace również na to nie miał zamiaru narzekać.
To
samo z jego brzuchem, który skurczył się pod jej dotykiem, coś, co zauważyła i
przyciągnęło do niego te jasnoniebieskie oczy.
Znowu
była nakręcona, nagrzana, z rozchylonymi ustami, cudowna, słodka, seksowna;
pierdolić.
„Idź
dalej” - nalegał, głosem głębszym i ostrzejszym niż zwykle i posłała mu mały
uśmiech, który przeszył go prosto do penisa.
Potem
przyłożyła usta do jego brzucha i w dół, w dół, pociągnęła sznurek na jego
spodniach od piżamy, szarpnęła je w dół i miała go.
Zsunęła
się na bok, ściągając mu spodnie z pośladków i wzięła go.
Chace
nie wiedział, czego się spodziewać. Nigdy nie dostał loda od kobiety, która nie
robiła tego wcześniej. Ale doświadczenie było wyraźnie niepotrzebne, gdy
entuzjazm był poza listą przebojów.
Nie
wspominając o tym, że najwyraźniej zapamiętała każdą radę, którą jej udzielił,
i wiedział o tym, bo znakomicie je wcielała w życie.
Kiedy
był blisko, szarpnął ją na swoje ciało, ale wziął ją za rękę, owinął wokół
swojego penisa i oboje go dokończyli.
Kiedy
skończył, wyraz jej twarzy powiedział mu, że podobało jej się to, co
spowodowała. Tak bardzo, że nawet z bałaganem na brzuchu, wsunął jej rękę w jej
majtki i użył jej palca na łechtaczce, by ją dokończyć, a zrobili to również
razem.
Wiedział,
że podobało jej się to, co zrobiła i co zrobili razem, ponieważ chociaż
niedługo wcześniej zapewnił jej punkt kulminacyjny, nie trwało to długo.
Oczy
jej zatrzepotały, gdy schodziła, a potem pocałował ją, zabrał ją pod prysznic,
żeby oboje mogli się umyć.
*****
To
było po ich prysznicu.
Po
tym, jak Faye znalazła torebkę, która spadła z jej ramienia, gdy zaniósł ją do
swojej sypialni. Musiał ją kopnąć po tym, jak ją upuściła, ponieważ znajdowała
się w salonie. Znalazła ją poprzedniej nocy, żeby przygotować swoje gówno do
spania i zostawiła ją tam, ale wyraźnie w złości zapomniała, że to zrobiła.
Szukała
swojej torebki w jednej z jego czystych koszulek, więc stało się to również po
tym, jak znalazła torebkę, przekopała i wciągnęła kolejną parę seksownych
majtek, tym razem rubinowoczerwonych. Potem Chace złapał ją w ramiona i
powiedział, że docenia jej kolekcję bielizny w motywy klejnotów, coś, co
sprawiło, że róż uderzył jej na policzki, a on zachichotał.
To
było po tym, jak pozmywała naczynia po śniadaniu, podczas czego zadzwoniła jej
komórka. Po tym, jak Chace wysłuchał jej strony z nieco mniej zirytowanej
rozmowy, którą odbyła z ojcem, która była nie mniej zabawna, ale znacznie
bardziej zagmatwana. Mówiła o kimś o imieniu Walter, któremu najwyraźniej
wycięto kawałek mózgu, ale który nigdy nie szanował swojego syna o imieniu
Peter, mimo że Peter nie był tak naprawdę synem Waltera, ale identyczną osobą,
którą Walter porwał z alternatywnej Ziemi. Z jej strony rozmowy było jasne, że
jej ojciec uznał jej analogię za równie zagmatwaną jak Chace. Chace nie
próbował przełknąć chichotu, ponieważ cała sprawa była tak cholernie zabawna, że
wiedział, że mu się nie uda. A nie miał problemu z znoszeniem zirytowanych
spojrzeń Faye, ponieważ były one równie zabawne.
Było
to również po tym, jak zakończyła rozmowę z rozdrażnionym, ale mimo wszystko
szczerym „Kocham cię, tato”, które nie obejmowało jej groźby rzucenia go na
zamieszkałą planetę z dupkiem, jak wyjaśniła Chace’owi, jej analogia pochodziła
z serialu zwanego Fringe. Po tym
spędziła trochę czasu na wyjaśnianiu serialu i zero czasu na próby przekonania
go, że mu się spodoba, ze względu na to, co powiedziała i ponieważ go znała, więc
wiedziała również, że nie ma nadziei na osiągnięcie tego.
To
było po tym, jak zrobiła mu lunch, trochę ogarnęli naczynia, a ona
zasugerowała, aby zrelaksowali się przed telewizorem. To napełniało go
przerażeniem i nie ukrywał tego, co ją rozśmieszyło, objęła go ramionami,
pochyliła głęboko, odchyliła głowę do tyłu i obiecała swoim słodkim, łagodnym,
melodyjnym głosem, że nie sprowadzi go na manowce.
Dlatego
się zgodził.
To
było również po tym, jak odkryła, że ma Netflixa i przekonała go do
wypróbowania serialu Świry.
Powiedziała mu, że to nie jest geekowe, ale zabawne. Zgodził się głównie
dlatego, że była w jego domu, ubrana tylko w jego koszulę i rubinowe majtki, on
miał na sobie spodnie od dresu i koszulkę termiczną z długimi rękawami i nie
obchodziło go, co robili, dopóki była blisko.
Co
oznaczało, że to było również po tym, jak znalazła jeden ze swoich ulubionych
odcinków, włączyła go i ułożyli się rozciągnięci na kanapie, Chace z plecami
opartymi o tył kanapy, z głową w dłoni, łokciem na kanapie, Faye wtulona z
przodu w zgięciu jego ramienia, z głową na poduszce.
I
wreszcie, kiedy poczuł ulgę, gdy odkrył, że miała rację co do Świrów. To nie było geekowe. Nie było
statków kosmicznych, alternatywnych wszechświatów ani fantastycznych wyjaśnień
absurdalnych wydarzeń w fabule. To było cholernie zabawne, a na dodatek
sprytne.
To
było wtedy, gdy odcinek się skończył, sięgnęła do dużego kwadratowego stolika
kawowego, który siedział otoczony jego sekcją, nacisnęła przycisk, aby
przenieść je z powrotem do menu Netflixa, odwróciła się na plecy przed nim i
dała mu swoje kryształowo niebieskie oczy.
„Więc?”
- zapytała, a on uśmiechnął się do niej.
„Miałaś
rację, mała, nie geekowy, po prostu zabawny”.
Odwzajemniła
uśmiech - „Czy Shawn nie jest bombą?”
Facet
był zabawny, ale nie takiego słowa użyłby Chace.
Mimo
to powiedział - „Tak”.
Odwróciła
się w jego stronę, podniosła się na łokciu, trzymając głowę w dłoni i
zasugerowała - „Może potrzebujecie detektywa
fałszywego medium w Departamencie Policji Carnal”.
Chace
zachichotał, ostrożnie splatając swoje nogi z jej nogami, tworząc intymność, którą,
jak wszystkie z nią, ostrożnie inicjował, a którą ona przyjmowała bez reakcji,
z wyjątkiem pozwolenia na to i aklimatyzowania się.
I
robiąc to, odpowiedział przez chichot - „Jest po prostu bardzo spostrzegawczy i
rozumiejący pracę detektywa. To trochę moja praca, więc już go mamy i to byłbym
ja, z wyjątkiem części fałszywego medium”.
Jej
oczy przesunęły się na bok i wymamrotała - „Och, racja”.
Co
było tak urocze, że musiał pochylić się do przodu i dotknąć ustami jej ust.
Tak
też zrobił.
Kiedy
to robił, zadzwoniła jego komórka na stoliku do kawy.
Faye
skręciła szyję, aby spojrzeć przez ramię na to, ale Chace zacisnął już ramię wokół
jej talii, pochylił się, puścił ją, by sięgnąć i złapać swój telefon, a
następnie posadził ich z powrotem.
Spojrzał
na wyświetlacz i westchnął.
Potem
spojrzał na nią i powiedział - „Mam nadzieję, że to nie potrwa długo, Słonko,
ale muszę to odebrać”.
„Okej”
- wymamrotała, a on odebrał telefon, którego nie chciał odbierać.
Kiedy
telefon był przy jego uchu, powiedział - „Keaton”.
„Chace,
hej. Przepraszam, że przeszkadzam ci w niedzielę”.
Był
to nowy detektyw Carnal i współbohater z plakatu Chace’a w ratowaniu CPD, Frank
Dolinski. Dobry facet. Mądry policjant. Miejscowy od urodzenia. Policyjny podległy,
który chciał w życiu dokładnie tego samego, czego chciał Chace, zanim jego
życie stało się gówniane. Zdobyć odznakę. Zajmować się swoim biznesem, szanując
to. Dotrzymać przysięgi, że będzie chronił i służył. Znaleźć atrakcyjną żonę,
która by dobrze gotowała, robiła świetnego loda, często go rozśmieszała i była
w stanie wziąć na siebie ciężar powrotu do domu po złym dniu.
Podczas
swojej służby w policji, w przeciwieństwie do Chace’a, Frank przez cały czas
pozostawał czysty. Nie oznaczało to, że nie musiał odwracać wzroku, ale też nie
ukrywał, że mu się to nie podobało. To sprawiło, że nie był ulubioną osobą
Arniego. Pokazał też, że jest odważny. Zwrócił się do Wydziału Wewnętrznego
kilka miesięcy po tym, jak zrobił to Chace, ale zrobił, co mógł w środku, aby
spróbować odwrócić chłopców z powrotem na właściwą stronę. Ale kiedy Ty Walker
zbliżał się do wyjścia warunkowego i stało się jasne, że może łatwo rozpętać
się piekło, kiedy go dostanie, Frank zdecydował, że musi zrobić to, z czym
wielu gliniarzy miało wiele problemów.
Zwrócić
się przeciwko braciom.
Zeszłej
nocy rozmawiali z kapitanem, który zdecydował, że Frank powinien pozostać
głównym prowadzącym w sprawie Newcomb’a. Miejscem śmierci było Harker Wood, porzucenia
droga dojazdowa do Miracle Ranch, zbyt wiele podobieństw do morderstwa Misty, więc
kapitan czuł, że Chace jest zbyt blisko. Czuł też, że Frank potrzebuje tego
doświadczenia. Wreszcie wszyscy wiedzieli, że Frank nigdzie nie zajdzie.
Śledztwo w sprawie morderstwa Misty zostało celowo wstrzymane, ale Chace
prowadził własne. Tropów było niewiele, a te, które tam były, prowadziły
donikąd.
Ale
ludzie z Departamentu wiedzieli, że Chace wciąż szuka, więc Chace przekazał wszystko,
co miał Frankowi, a kapitan kazał mu wspierać Franka.
Frank,
Chace i kapitan przeprowadzili kolejną rozmowę na temat ostrzeżenia Clintona
Bonara i tego, co oznaczał ten ruch przeciwko Newcomb’owi. To oznaczało, że Bonar
będzie miał wizytę. Oznaczało to również, że zwrócą się do innych potężnych
ludzi z motywem. Wszystko ściśle według protokołu. Wszystko zgodne ze
standardowymi procedurami dochodzeniowymi.
Więc
na koniec oznaczało to, że w Carnal będzie się nagrzewać, a Frank, kapitan,
Chace i nowa, niedoświadczona siła będą musieli zrobić wszystko, co w ich mocy,
aby upewnić się, że nikt inny się nie poparzy.
Chace
musiał jednak udać się z Frankiem do siostry Newcomb’a, aby poinformować ją, że
jej brat nie żyje. To ona zadzwoniła na posterunek w sobotę rano, aby
powiedzieć, że nie wrócił do domu poprzedniego wieczoru, a ona opiekowała się
jego dziećmi, więc spodziewała się go o dziewiątej. Czekała tak długo, jak
mogła, zanim wybuchła w niej panika. Wiedziała, że miał udział w złym
interesie, coś, czego nie można było przegapić, ponieważ został zwolniony z CPD
za udział w korupcji Arniego, ale pozostał poza więzieniem, ponieważ chciał
zeznawać. CPD wiedziało, że jest bezbronny. Tak rozpoczęły się poszukiwania.
Chace
był tym, który powiedział rodzicom Toni Payne, że ich córka nie żyje.
Poinformował także rodziców Misty. Przez całą swoją karierę, niezbyt
regularnie, ale zbyt cholernie często miał złe wieści do przekazania o wrakach
samochodów i aresztowaniach.
To
było mniej zabawne niż całe to gówno, a nic z tego nie było przyjemne. Stało
się tak, ponieważ żona Newcomb’a wyjechała, a miejsce jej pobytu było nieznane,
co oznaczało, że jego dzieci, w tym ciężko chore, straciły ostatniego rodzica.
Newcomb
był kretynem, rasistą, bijącym żonę, dupkiem i świnią.
Bawił
się ogniem ze zrozumiałych powodów, ale powinien był być na tyle sprytny, by
wiedzieć, że kiedy się poparzy, jedynymi, którzy będą żyć z bliznami, będą jego
dzieci.
Nie
był taki mądry.
A
teraz one były wypieprzone.
„Jak
sprawy?” - Chace zadał pytanie, na które znał odpowiedź.
Mieli
DNA tego faceta z jego nasienia. Ale próbki zostały celowo zmanipulowane,
wyjaśniane jako „błąd”. W rzeczywistości były tak skażone, że nie mogli ich
nawet uruchomić.
Raporty
prawdopodobnie jeszcze nie dotarły, ale wątpliwe było, czy znajdą nasienie w lub
na Newcomb’ie. Możliwe, ale wątpliwe.
Nie
mieli nawet porównania balistycznego. Misty została zabita z pistoletu
skradzionego przez jednego z PD Carnal, aby go wrobić. Z wizualizacji na
Newcomb’ie, został zabity z bliskiej odległości za pomocą karabinu szturmowego
o dużej mocy. Przesada. Ale to oznaczało, że strzały były pełne. Był to również
prawdopodobny powód, dla którego Newcomb nie walczył ani nie próbował uciekać.
Mężczyzna niosący karabin szturmowy niewątpliwie przedstawiał imponującą
postać. Gdybyś spróbował uciekać, gdyby ten karabin miał lunetę, nadal byłbyś
pieprzony. Więc tym razem zabójca zebrał kule i łuski, nie zostawiając im
prawie nic.
To
właśnie mieli. Prawie tyle co nic. Żaden z mieszkańców żadnej z tych placówek
nie zgłosił, żeby widział pojazdy w pobliżu. Żadnych kul, łusek ani DNA, które
można by znaleźć, chyba żeby coś wyszło podczas testów w laboratorium. Nic poza
śladami stóp, które po wstępnym zbadaniu obu scen, miejsca zabicia i porzucenia
ciała, były wszystkim, co tym razem otrzymali.
„Wiemy,
że nosi buty budowlane” - odpowiedział Frank - „Ale ponieważ co trzeci facet w
tym hrabstwie nosi buty motocyklowe, kowbojskie lub budowlane, zawęża to naszą
pulę podejrzanych do około dwóch tysięcy”.
Chace
usłyszał frustrację w głosie Franka i rozumiał to. Chciał go schwytać z
czterech powodów. Facet był mordercą, prawdopodobnie co najmniej dwukrotnym i
trzeba go było powstrzymać. CPD miało otwarte i nierozwiązane akta paskudnej
sprawy, które spadły na nich w czasie, gdy zostało zaatakowane.
Frank
chciał ukończyć ważne śledztwo, ponieważ dobrze by to wyglądało. I chciał to
zdjąć z ramion Chace’a i był jednym z niewielu mężczyzn, którzy wiedzieli, jak
tam ciążyło. Nie dlatego, że Chace się podzielił. Ponieważ pracował ramię w ramię
z Frankiem, a Frank był spostrzegawczy.
„On
nie jest miejscowy, Frank” - powiedział cicho Chace - „Jest profesjonalistą.
Może pochodzić z dowolnego miejsca”.
„Tak”
- Frank odpowiedział cicho, a następnie normalnym głosem - „Stary Harker
wpadłby w szał, wiedział, że to gówno dzieje się w jego lesie”.
Frank
nie mylił się co do tego. Stary Harker zmarł siedem lat temu, na szczęście
zanim w CPD zaczęły gromadzić się duże śmieci i odkryli, że seryjny morderca
mieszkał w okolicy. Wcześniej oddał swój las miastu, był z tego dumny i kochał
Carnal. Wiedząc, że krew została przelana, a usta zostały zgwałcone w miejscu,
w którym Harker i wielu innych mieszkańców miasta sądziło, że zdarzył się cud,
straciłby rozum.
Na
szczęście w tym przypadku nie miał już rozumu do stracenia.
„Nie
dlatego dzwonię” - ciągnął Frank.
„Tak?”
- zapytał Chace.
„Tak
jak pytałeś wczoraj, kiedy dzwoniłeś, kazałem stażystom sprawdzić imię Malachi.
Zgłaszają, że nic się nie pojawia. Nikt nie szuka tego dzieciaka. A
przynajmniej, jeśli tak, to nie zgłosił jego zaginięcia”.
„To
może być fałszywe imię” - mruknął Chace.
Na
co Frank zapytał z niedowierzaniem - „Malachi?”
„Dzieciak
czyta cztery, pięć książek tygodniowo, Frank. Więc tak, Malachi”.
W
tym momencie poczuł rękę Faye wciśniętą w jego klatkę piersiową i pochylił
podbródek, aby na nią spojrzeć, aby zobaczyć, że ma jej pełną uwagę.
Tak
więc mruknął do telefonu - „Jeśli nie masz więcej, Frank, doceniam telefon, ale
muszę kończyć”.
Na
to Frank zapytał z zaciekawieniem - „Faye wciąż tam jest?”
Pieprzony
Jon wypaplał.
Nie
niespodzianka, ale cholernie irytujące.
„Muszę
kończyć” - powtórzył Chace.
„Racja”
- mruknął Frank z uśmiechem w głosie i Chace nie mógł tego zobaczyć, ale
założyłby się, że porozumiewawczym.
Jezu.
„Dzięki
za telefon” - powiedział mu Chace.
„Żaden
problem. Ciesz się resztą niedzieli z Faye” - odparł Frank.
Na
pewno to zrobi.
I,
tak, uśmiech Franka był porozumiewawczy.
„Później”
- pożegnał się Chace.
„Później,
kolego” - Frank oddał swoje i Chace się rozłączył.
„Malachi?
Profesjonalista?” - nawet nie czekała, aż rzuci telefon na stół, co zrobił
przed odpowiedzią.
Kiedy
już się z nią usadził, powiedział jej - „Poprosił stażystów, żeby sprawdzili
imię Malachi, czy ktoś zgłosił jego zaginięcie. Zrobili to. Nic”.
„Co
to znaczy?”
„To
może oznaczać wiele rzeczy, Słonko. Głównie oznacza to, że musimy porozmawiać z
tym dzieciakiem. Nie jest zarejestrowany w szkole. Nie zgłoszono jego
zaginięcia. Jest jak duch, a dzieci nie są duchami, chyba że dzieje się coś naprawdę
poważnego. Musimy jutro przeforsować przełom i sprawić, żeby zaczął mówić.
Będziesz na to gotowa?”
Natychmiast
skinęła głową, a Chace przesunął dłonią po jej plecach, przyciągając ją bliżej
i zanurzając twarz w jej.
„Musisz
być delikatna, ale musisz uzyskać dobry wynik. Jeśli nie, ja podkręcę to gówno
w inny sposób. Potrzebujemy go bezpiecznego. Potrzebujemy go nakarmić. Więc to
jest do bani, mała, ale potrzebujemy go w systemie”.
Odsunęła
dolną wargę na bok i przygryzła ją. Często przygryzała wargę. Często oblizywała
usta. Nauczył się rozpoznawać, dlaczego zrobiła jedno i drugie. Rzadko widywał wygięcie
wargi i gryzienie, ale zwykle oznaczało to, że albo była bardzo zdenerwowana,
czuła się bardziej niż zwykle nieśmiała, albo trochę przestraszona.
„Będzie
dobrze” - zapewnił delikatnie Chace.
Puściła
wargę i zapytała cicho - „Co oznacza podkręcenie tego?”
Oznaczało
to nałożenie Decka na dzieciaka. Deck go znajdzie. Deck nie przegrywał, bo się
nie poddawał. Ale Deck prawdopodobnie wystraszyłby dzieciaka.
Nie
powiedział jej tego.
Zamiast
tego powiedział - „Wciąż to rozgryzam. Ale mamy nadzieję, że jutro uda nam się
przebić. Tak?”
Skinęła
głową.
Potem
zmieniła temat.
„Profesjonalista?”
Potrząsnął
głową i powiedział jej cicho - „Sprawy policyjne, Słonko. Nie mogę o tym mówić”.
„Morderstwo
z zeszłej nocy” - domyśliła się.
„Tak”
- odpowiedział, a ona przycisnęła się bliżej, gdy jej oczy przeszły od patrzenia
na niego do studiowania go.
„To
było nieprzyjemne” - szepnęła.
„Było,
ale jest to również coś, o czym nie mogę mówić” - odpowiedział.
„To
przywołuje Misty” - popchnęła, a Chace westchnął.
„Tak,
mała, przywołuje”.
„Powinieneś…”
„Nie”
- przerwał jej.
Przycisnęła
się bliżej, otworzyła te swoje usta jak z gumy do żucia, żeby coś powiedzieć i
poważnie jak cholera, zbliżyła się, w jego koszulce, z nim na kanapie, jakby pchnęła
to, dałby jej wszystko, czego by zapragnęła.
Więc
musiał to skończyć.
„Daj
mi to” - powiedział cicho i szybko zamknęła usta - „Ten dzień, z tobą, po tym,
co mi dałaś mi zeszłej nocy. Ten jeden dzień, ty i ja, jedzenie, telewizja i
szampan z hamburgerami, które dziś zrobię i wszystko to jest dobre. Wszystko
czyste. Wszystko normalne. Właściwe. Nie ma mgły. Żadnego morderstwa. Brak
historii. Nic z tych śmieci. Tylko my. Miałaś to, co musiałaś mi dać zeszłej
nocy, żeby dać raz, a ja miałem to, żeby to dostać raz. Dzieliliśmy się tym i
było pięknie. Zachowajmy więc piękno, tylko na jeden dzień. Jutro możemy
spróbować porozmawiać z maltretowanymi dziećmi i wpuścić świat z powrotem. Dziś
wieczorem daj mi…” - objął ją ramieniem i dokończył - „…to”.
„Okej”
- wyszeptała natychmiast, a on nawet nie musiał używać słowa „mała”.
Chace
wpatrywał się w te niebieskie oczy na ślicznej twarzy z tymi niezwykłymi kośćmi
policzkowymi, a wszystko to otoczone fantastycznymi włosami, patrzące na niego
z ciepłem i zrozumieniem i wiedział w tej chwili, że się zakochuje.
Chryste,
nie mógł mieć piękna, które napotkało jego oczy, jej tyłka w kształcie serca w
jego łóżku, daru jej dziewictwa i jej po prostu poddania się zeszłej nocy i przed
chwilą, kiedy tego potrzebował i dzwonienia do jej rodziców, by ścignąć ich
tyłki za nachodzenie go, by to nie zaczęło się dziać.
Ale
miał to wszystko, a ona była geekiem, jej wyobraźnia, jej humor, jej
niezmierzona troska o dzieciaka, którego nie znała, a pieprzyła się z nim, więc
nie chwiał się. Był w połowie drogi.
Mieli
to Ty i Tate. Jedna była brunetką. Jedna była blondynką. Żadna z nich nie była
nieśmiała.
Obie
to dawały.
Jezu.
On to miał.
Miał
to w zgięciu swojego ramienia.
Kurwa,
chciał się z nią kochać.
Kurwa.
Nie
mógł bez spowodowania jej bólu.
Więc
zrobił, co mógł. Pocałował ją. Zrobił to miękko, zrobił to długo, włożył ręce w
jej koszulę, a ona uniosła ręce w jego.
Kiedy
przerwał pocałunek, zapytał ją delikatnie, czy chce popcornu i obejrzy kolejny
odcinek „Świrów”. Uśmiechnęła się do niego szeroko, bo chciała.
Zanim
usadowili się z powrotem na kanapie z miską popcornu z mikrofalówki i puszkami
napoju gazowanego, poinformował ją, że znowu spędza noc.
Nie
żeby to było pytanie.
Ale
jej odpowiedź?
Skierowała
na niego kolejny wielki uśmiech.
Potem
szepnęła - „Okej”.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDalej słodko... Pewnie szykuje się im gówno stulecia. Dziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńWęszę koniec idylli. 😐 Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuń