poniedziałek, 11 października 2021

10 - W połowie drogi

 

Rozdział 10

W połowie drogi

Chace

 

 

Oczy Chace’a otworzyły się i mrugnął, by odgonić sen.

Silne słońce Kolorado walczyło z jego zasłonami i, jak zwykle, wygrywało.

Chace poczuł, że jego ciało napina się.

Coś było nie tak.

Spojrzał przez poduszki na puste łóżko.

Leżał na boku z jedną ręką wsuniętą pod poduszkę przy głowie, a drugą szeroko odrzuconą.

Nie było Faye.

Natychmiast poczuł się, jakby ręka sięgnęła i ścisnęła jego brzuch w żelaznej, ciasnej pięści.

Nie był człowiekiem skłonnym do fantazji, ale też nie takim, który mógłby zapomnieć - wciąż uderzał go sposób, w jaki jego życie wirowało w toalecie, więc nie byłoby niespodzianką, że ostatnie trzy tygodnie były snem. Okrutnym, pokręconym snem.

Słodki smak.

Dotyk anioła.

Ślad cudu.

Potem to zniknęło.

Poczuł zapach smażonego bekonu.

W chwili, gdy to poczuł, przeturlał się, odrzucił kołdrę, wysunął się z łóżka i wysunął się z pokoju, korytarzem, przez łuk i ku kuchni, gdzie zrobił pięć kroków, a potem zatrzymał się jak wryty.

Ponieważ Faye Goodknight stała przy jego kuchence na wyspie.

Faye Goodknight.

W jego domu.

W jego kuchni.

Przy jego kuchence.

Wszystko to rankiem po tym, jak oddała mu swoje dziewictwo i spędziła noc w jego ramionach w jego łóżku.

Miała na sobie koszulę, którą miał na sobie wczoraj. Była rozpięta i tylko częściowo zakrywała seksowną, jak cholera, szafirowo niebieską, jedwabną koszulkę nocną, która miała szeroką koronkę u góry i, jak widział ostatniej nocy, ale teraz nie mógł tego zobaczyć, kolejną obwódkę z koronki u dołu, a także głębokie rozcięcia z każdej strony. Koszulkę nocną, jakiej, jak sądził, nie założyłaby żadna dziewica. Jaką jego była dziewica nosiła obecnie.

Jej głowa była lekko odwrócona na bok, żeby wypić łyk kawy z jednego z jego kubków.

Ale jej oczy przesunęły się na niego i nie wzięła łyka.

Odstawiła kubek na blat przy kuchence i parsknęła - „Zepsułeś niespodziankę”.

„Co?” - wyszeptał, nie mogąc podnieść głosu, ale i tak go słyszała, bo odpowiedziała.

„Robię ci śniadanie do łóżka” - jej oczy poruszyły się po nim, a następnie wróciły do jego oczu - „Albo robiłam”.

Jej słowa i jej ton wyrwały go z odrętwienia i zaczął podkradać się w jej kierunku.

Jej ładna, pozbawiona makijażu twarz straciła udawaną irytację i wpatrywała się w jego natarcie, jej ciało zwróciło się do niego, gdy okrążał wyspę. Wyglądała jak łania w świetle reflektorów, równie przerażona, tak samo zamarła i tak samo słodka.

Wydusiła z siebie - „Chace…”, ale to było na tyle, ile zdążyła, zanim złapał ją w pasie ramieniem i wciągnął w swoje ciało. Wsunął drugą rękę w jej włosy, ujął jej głowę, przechylił ją na bok, pochylił, a potem wziął jej usta.

Kiedy to zrobił, nie spieszył się.

Nie przerwał pocałunku, dopóki się nie nasycił.

Albo na razie nasycił.

Kiedy odsunął usta od jej ust, otworzył oczy i zobaczył, jak jej podążają za jego znacznie wolniej. Robiła to często. Chace to lubił. To sprawiło, że wyglądała, jakby budziła się z naprawdę dobrego snu.

Zsunął rękę w dół, aby owinąć ją wokół jej szyi i wyszeptał - „Dzień dobry, mała”.

Zamrugała, a on patrzył, jak oblizuje usta, tym razem jego brzuch zacisnął się w dobry sposób, cholernie dobry i odetchnęła - „To brzmi o wiele lepiej w prawdziwym życiu”.

Chace uśmiechnął się.

„Nie żeby nie było dobrze przez telefon” - dodała pospiesznie.

Uśmiech Chace’a pogłębił się.

„Albo że telefon nie jest prawdziwym życiem” - kontynuowała.

Chace tylko się uśmiechał.

„Tylko, że lepiej osobiście” - dokończyła.

Ciało Chace’a zaczęło się trząść od chichotu.

Może i był rozbawiony, ale absolutnie się nie myliła.

Pochylił głowę, przycisnął twarz do jej szyi i szepnął do jej skóry - „Czujesz się dobrze?”

„Tak” - odpowiedziała, a jego ramię ścisnęło ją.

„W środku.” - wyjaśnił delikatnie - „W porządku?”

„Trochę obolała” - powiedziała cicho - „Nie bardzo obolała. Tylko do tej pory nie znałam, hmmm… takiego bólu”.

„Kąpiel nie pomogła” - mruknął.

Z jakiegoś powodu jego słowa sprawiły, że odprężyła się głębiej w jego ramieniu.

Po tym dobiegł go jej delikatny, wciąż cichy, melodyjny głos - „Nie jest źle, ale do śniadania wezmę trochę ibuprofenu”.

Podniósł głowę i spojrzał na nią w swojej kuchni, w jego koszuli, w jego ramionach o poranku.

Mylił się.

A może to było to, że po prostu wczoraj, była cholernie ładna.

Dziś była piękna.

I dziś była jego.

Przechyliła głowę na bok.

„Masz jakiś?”

Nie podążał.

„Jakiś co?”

„Ibuprofen.”

Racja. Była obolała.

„Tak” - odpowiedział.

„Dobrze” - mruknęła, jej oczy przesunęły się na bok, a potem wróciły do niego - „Bekon, Słonko”.

„Racja” - wyszeptał, zgiął szyję, pocałował ją w nos i puścił.

Odwróciła się do bekonu.

Podszedł do szafki, w której trzymał witaminy i środki przeciwbólowe.

„Więc skoro mleko się już rozlało, teraz mogę cię spytać, ponieważ nie śpisz, zamiast narzucać to tobie” - zaczęła - „Lubisz jajka w koszulce?”

Chwycił butelkę ibuprofenu, spojrzał na nią, gdy zamykał szafkę i zobaczył, że uśmiecha się do niego przez ramię - „Robię jajka w koszulce światowej klasy”.

Chace poczuł, jak jego usta wykrzywiają się - „Światowa klasa?”

„Cóż, nie zostały w ten sposób usankcjonowane przez Instytut Cordon Bleu, ale mój tata tak je nazywa”.

Podszedł za jej plecy, objął ją ramieniem, przesuwając dłonią po koszuli i docierając do jedwabnej koszulki nocnej na jej brzuchu, gdy drugą ręką postawił buteleczkę obok jej kubka z kawą.

W jej szyję wymamrotał - „Tak, lubię jajka w koszulce”.

To sprawiło, że dostał wydyszane - „Dobrze”.

Pocałował ją w szyję i odszedł po kubek na kawę.

„Słonko?” - zawołała, gdy sobie nalewał. Odwrócił głowę, by zobaczyć jej łagodną twarz, ucho przysunięte do ramienia, jej kryształowo niebieskie oczy wpatrzone w niego - „Śmietanka o smaku orzechów laskowych” - ciągnęła cicho - „Dziękuję, że o tym pomyślałeś. Moja ulubiona.”

Najwyraźniej jej ojciec nie zadzwonił od swojej wizyty i nie poinformował jej o planach na przyszły weekend. A jeśli tak, to, co zrozumiałe, nie podzielił się tą częścią.

Chace będzie musiał jej powiedzieć o wizycie Silasa Goodknight’a. Zamierzał to zrobić zeszłej nocy. Zrobi to tego ranka.

Po tym, jak bardzo szybko zje jej światowej klasy jajka w koszulce.

A potem, niezbyt szybko, zje inne jej części.

Wtedy jej powie.

*****

Coś, czego Chace dowiedział się o Faye poprzedniego wieczoru, to to, że Faye ufała mu i nie miała żadnych problemów z oddaniem się mu, poddawaniem się temu, co sprawiał, że czuła i cholernie cieszeniem się z tego.

To było coś, co potwierdziło się tego ranka po jajkach w koszulce, kawie i dość lekkiej, niezobowiązującej rozmowie. Upewnił się, że rzeczywiście czuła się dobrze z nim w jego domu, w jego koszuli i koszulce nocnej.

Co oznaczało, że był otwarty na podniesienie jej, zaniesienie na kanapę i wykonanie krótkiej pracy, aby podniecić ją tak, by wiła się pod nim, aby mógł ściągnąć jej majtki i dać jej bardzo gorący, bardzo długi orgazm, używając w tym celu ust między jej nogami.

Ale coś, czego dowiedział się o Faye tego ranka, kiedy zmusił ją do dojścia, przesunął się nad nią, ułożył ich oboje na bokach, trzymał ją, gdy schodziła, a ich szepty po seksie oralnym przeszły z niczego do tego, że powiedział jej o wizycie jej ojca, było czymś, co go zaskoczyło.

A było to, że Faye Goodknight miała cholernie wybuchowy temperament.

To było, jak wszystko w niej, urocze.

Ale było też bardzo niestabilne.

Dowiedział się tego, kiedy opowiadał o jej ojcu i poczuł, jak jej ciało twardnieje jak skała w jego ramionach, gdy patrzył, jak jej oczy się zwężają.

Jego ramiona wokół niej zacisnęły się, starając się powstrzymać ją, kiedy przestał mówić, a ona zapytała cichym głosem, który nie był jej zwykłym słodkim, słodkim cichym, ale niebezpiecznym cichym - „Przepraszam?”

„Słonko, wszystko w porządku” - zapewnił ją - „Wypełniał swój obowiązek jako tata i dobrze się skończyło”.

Milczała przez kilka długich sekund.

Potem, jakby nic nie mówił, powtórzyła - „Przepraszam?

„Faye…”

Nie posunął się dalej, ponieważ wyrwała mu się z ramion i nagle usiadła. Przetoczyła się do krawędzi kanapy, co oznaczało, że prawie spadła na podłogę. Poruszała się szybko, choć ze złością i jakoś udało jej się wsadzić pod siebie stopy, wyprostować się z pochyloną głową, zakręcić się dookoła, zabierając ze sobą lśniące kosmyki włosów tak, że płynęły wraz z jej ruchami.

Zrobiła to, gdy zapytała - „Gdzie, do choroby, jest moja torebka?”

„Faye…” - spróbował ponownie, gdy pochyliła się, złapała swoje seksowne zielone satynowe majtki i niezdarnie podciągnęła je do nóg, prawie się potykając, śliczna jak cholera.

Chace, z głową w dłoni, łokciem na kanapie, obserwował z niemałym zaabsorbowaniem, jak jej tyłek w kształcie serca pojawia się na chwilę, zanim założyła majtki na biodra, a jego koszula ponownie opadła, ukrywając ją przed jego wzrokiem.

Przez to odcięła mu się i dalej grzmiała.

„Zabiłabym go, ale go kocham, więc tak się nie skończy. To znaczy, że usłyszy ode mnie jak mu nagadam. To znaczy, lubię śmietankę o smaku orzecha laskowego, ale nie mogę uwierzyć, że pojawił się w twoim domu bez zapowiedzi, żeby powiedzieć to, co powiedział! Gdzie, do choroby, jest moja torebka?”

Tupała, kierując się w stronę łuku, jej szyja skręcała się w tę i w tę. Dostrzegła coś i gwałtownie zmieniła kierunek, wracając w jego stronę, gdy Chace wstał na przedramieniu na kanapie.

„Faye, Słonko, uspokój się. To nie było nic wielkiego”.

Wyrwała telefon z podstawki, która była na stole przy końcu kanapy i przesunęła na niego oczy.

O tak. Całkowicie wkurzona.

I całkowicie urocza.

Chace zwalczył uśmiech.

„Było, dla mnie!” - warknęła głośno, pochyliła głowę, włosy opadły jej na twarz i usłyszał, jak jego telefon piszczy, bo jej kciuk dźgał przyciski.

Chace wysunął się z kanapy, wstał i okrążył ją, obserwując, jak przykłada telefon do ucha i zaczyna chodzić.

„Mamo…” - powiedziała do niego, zanim do niej podszedł - „…chcę porozmawiać z tatą. Natychmiast.”

Ponieważ nie zdążył do niej na czas, Chace postanowił się usadzić i cieszyć się pokazem. Położył więc tyłek na oparciu kanapy, wyciągnął nogi, skrzyżował je w kostkach, a ręce na piersi i właśnie to zrobił.

„Tak, coś jest nie tak.” - kontynuowała, wciąż chodząc - „Pozwól mi porozmawiać z tatą”.

Nastąpiła pauza, podczas której zatrzymała się sztywno i wpatrywała się w jego francuskie drzwi.

Potem kontynuowała - „Wiem, że jest czas na wyjście do kościoła. Nie obchodzi mnie, czy się spóźnicie. To jest ważne. Możecie zakraść się z tyłu”.

Kolejna pauza, by pozwolić matce mówić, zanim kontynuowała.

„Nie obchodzi mnie, czy ulubioną częścią taty jest śpiewanie hymnów na początku nabożeństwa, mówiłam ci, to jest ważne”.

Pauza, a potem syknęła, poważnie wkurzona - „Tak, chodzi o jego wizytę u Chace’a”.

Słuchała ponownie, kiedy szarpała dłonią włosy, odciągając je do tyłu, jej ciało szarpnęło się ze zdenerwowania i znów zaczęła chodzić, ale kiedy jej ręka wyszła z włosów, opadły z powrotem na jej twarz.

Była słodka. Była zabawna. Wyglądała cholernie fantastycznie, krążąc po przestrzeni między jego kuchnią a pokojem rodzinnym, w swojej seksownej koszulce nocnej i jego koszuli, pokazując długie nogi, kiedy jej włosy kołysały się wokół. Nie wspominając o tym, że jego żołądek był pełen jej cholernie dobrego jedzenia, a jej smak wciąż był w jego ustach.

Wszystko to oznaczało, że Chace był rozbawiony, zrelaksowany i zadowolony.

Dlatego był kompletnie nieprzygotowany na to, że Faye zakołysze całym jego pieprzonym światem.

„To nie było, choroba, fajne mamo. To nie było fajne. Tata nie wie i to nie jego sprawa, ale powiem ci, ponieważ nie pozwalasz mi z nim porozmawiać, możesz mu powiedzieć, że Chace już dość przeszedł. Nie lubi niespodzianek. Nie potrzebuje kłopotów. I ja się na to nie godzę!”

Chace poczuł, że jego ciało się napina i przestał na nią patrzeć, a zaczął się na nią gapić.

„Tak! Wiem, że choroba oznacza słowo na k, mamo. W serialu telewizyjnym! To ja ci to powiedziałam, pamiętasz? Kiedy Cyloni wysadzają nasz świat, a my jesteśmy na pokładzie statku kosmicznego w nierównym konwoju, próbując pozostać przy życiu i znaleźć Ziemię, możesz mnie oskarżyć za wypowiedzenie słowa choroba! Do tego czasu nie i zdecydowanie nie teraz!”

Znów zatrzymała się twarzą do jego francuskich drzwi i wyjrzała, słuchając.

Potem znów się odezwała.

„Racja, cóż, nie wstrzymuj oddechu, mamo, ponieważ będę świetnym pilotem myśliwca, takim jak Starbuck, więc będę spędzała większość czasu w moim Viperze, walcząc z Cylonami, by cię utrzymać przy życiu, więc nie zdążysz wygłosić mi wykładu o przekleństwach”.

Kolejna pauza, tym razem długa.

Potem - „Nie obchodzi mnie to. Nie jest dobrze, że podzielił się z Chace’m swoimi przemyśleniami na temat Chace’a, myślami, które miał z powodu miejskich plotek. To nie jest dobrze. To nie mówi miłych rzeczy o tacie, a nie Chace. To było osądzanie i było niestosowne. Ale to nie wszystko, mamo. Nie mówi o mnie dobrych rzeczy. Ponieważ to mówi, że tata nie ufa mi, że będę wystarczająco mądra, by przejrzeć przystojnego faceta, jaki naprawdę jest w środku. To jest dobry człowiek, któremu mogę zaufać, który troszczy się o mnie, sprawia, że czuję się bezpiecznie, sprawia, że czuję się dobrze, żartuje ze mnie, lubi mnie za mnie i jest wart mojego czasu. Nawet jeśli tata miał obawy co do Chace’a, powinien znać mnie lepiej. Może i jestem marzycielką, mamo, ale wychowałaś mnie, on też, więc nie jestem głupią marzycielką. Jestem tylko marzycielką. I zaznaczę, że powinien był okazać szacunek Chace’owi nie tylko jako mężczyźnie, ale jako człowiekowi, którego, do choroby, znają wszyscy w tym mieście, ale także tata powinien okazać szacunek mi, trzymając gębę na kłódkę”.

Zamilkła, ale to nie trwało długo.

„Nie, nadal chcę z nim porozmawiać. Powiedz mu, żeby zadzwonił do mnie później jak wróci z kościoła. Mam mu kilka rzeczy do powiedzenia”.

Jeszcze krótsza przerwa.

Potem - „Okej, i tak, wiesz, jestem zła, ale mimo to, gdybym odkryła, że jesteś nieznanym modelem Cylona, nie zabiłabym cię, ponieważ jesteś moją mamą. Ale znalazłabym ci planetę nadającą się do zamieszkania i tam cię zrzuciła. Jestem też na tyle zła, że rzucę tam z tobą Gaiusa. Jest genialny, ale irytująco arogancki, zadowolony z siebie, totalny palant, całkowicie wyrachowany i nieprzewidywalny. Znienawidziłabyś go. To ci powie, jak bardzo jestem na ciebie zła za to, że nie pozwalasz mi rozmawiać z tatą. Ciesz się kościołem i do zobaczenia w następną sobotę”.

Potem, nie czekając na odpowiedź matki, wyłączyła telefon i odwróciła się do niego.

Kiedy już spojrzała w jego oczy, warknęła - „Boże!”

Potem zacisnęła usta i spojrzała na niego. Jej policzki były zaróżowione, oczy płonęły.

Chace przyglądał się jej, myśląc, że z tymi włosami nie powinien się dziwić, że jej temperament był ognisty.

Przyglądał się jej, myśląc, że czuje coś, czego nie do końca rozumiał, nie wiedział, co to było, ponieważ nigdy wcześniej tego nie czuł. Po prostu wiedział, że cokolwiek to było, było ogromne i dobre.

Wyrwała go z jego myśli, mówiąc cicho - „Chace, tak mi przykro, że tata to zrobił”.

„Faye” - zawołał cicho - „Chodź tu”.

„Daj mi chwilkę” - odpowiedziała - „Walczę z chęcią rzucenia telefonem przez pokój”.

Była za daleko, a to, co czuł, było za duże, więc wyciągnął wielkie działa.

„Mała, chodź tutaj”.

Przyszła do niego natychmiast.

Chace ukrył uśmiech, rozprostował ramiona i kostki, zgiął kolana tak, że jego stopy były na podłodze, ale nogi miał rozchylone i pochylił się do przodu, sięgając po jej rękę, kiedy się zbliżyła. Wyjął telefon z jej drugiej ręki, rzucił go na górę kanapy i poprowadził ją między swoimi nogami. Kiedy miał ją tam, gdzie chciał, puścił jej rękę, ale oba jego ramiona okrążyły ją luźno, choć nie na tyle luźno, by nie komunikować się, nie chciał, żeby przycisnęła się blisko. Jak zawsze, zrozumiała wiadomość, której nie musiał werbalizować, pochyliła się nad jego ciałem i spojrzała mu w oczy.

„Mamy problem” - mruknął.

„Wiem” - zgodziła się.

„Właściwie ty masz problem” - powiedział jej.

„Wiem” - zgodziła się ponownie - „Mam nadopiekuńczego ojca, którego chciałabym kopnąć w goleń”.

Chace uścisnął ją i podzielił się swoimi przemyśleniami - „Zrobił dobrze. Nie obraziłem się. Szczerze mówiąc, jakbym miał córkę, której pierwszy chłopak miałby moją reputację, zrobiłbym cholernie to samo. Nie myślałbym o tym, że to gówno by ją wkurzyło. Ujawniłbym swoje myśli, wyczułbym go i upewniałbym się, że wiedział, że ma w swoich rękach coś cennego. Skończyło się dobrze. Zrozumiałem, dlaczego to zrobił. Podziwiam go za to, że to zrobił i to pokazało, jak bardzo cię kocha. I powtórzę, sam bym tak zrobił. Więc przestań się wkurzać”.

Kiedy mówił, z jej twarzy zniknął gniew, jej oczy zmieniły się z rozgrzanych w ciepłe, a jej ciało zrelaksowało się głębiej w jego.

Kiedy skończył mówić, zapytała cicho - „Więc jaki jest mój problem?”

„Faye, poważnie, jesteś przezabawna, kiedy jesteś zła” - uśmiechnął się do niej, jedną ręką przesuwając po jej kręgosłupie we włosy, gdy kontynuował - „To nie wróży ci dobrze, mała, bo zawsze tak się będziesz na mnie wkurzać i zaczniesz mówić o Cylonach i byciu pilotem myśliwca, nie będę miał innego wyjścia, jak się śmiać, co prawdopodobnie jeszcze bardziej cię wkurzy”.

Jej usta drgnęły i wyszeptała - „Prawdopodobnie, skoro mama śmiała się prawie przez całą rozmowę i to tylko bardziej mnie irytowało”.

Chace w to nie wątpił.

„Kim właściwie jest Cylon?” - zapytał.

„Robot wyglądający jak roboty, przerażające z czerwonym okiem, które miga w tę i z powrotem, ale istnieją inne modele, które wyglądają tak bardzo jak ludzie, że są prawie niewykrywalne przez prawdziwych ludzi. Oznacza to, że są bardzo niebezpieczne, ponieważ mogą przeniknąć do ludzkiego świata, a nawet jeśli zabierzesz jeden z modeli, ponieważ wyglądają i zachowują się tak bardzo jak ludzie, nigdy nie wiesz, co knują. Możesz myśleć, że możesz im zaufać, ale nigdy nie możesz być pewien”.

Poczuł, że się uśmiecha - „Z którego z twoich programów to pochodzi?”

Battlestar Galactica”.

Ujął jej głowę dłonią, przyciągając jej twarz bliżej swojej, gdy szepnął - „Słonko, poważnie jesteś geekiem”.

„To dobry program” - odszepnęła.

„Racja”

„Może ci się spodoba”.

Wątpił w to.

Odczytała jego wątpliwości i nacisnęła - „Poważnie, Chace, admirał Adama to twój typ faceta”.

„Jeśli zdarzy się niefortunne zdarzenie, że będę miał uszkodzenia całego ciała i nie będę się mógł poruszać przez miesiące, w telewizji nie ma sportu i tak często oglądałbym powtórki Friday Night Lights, że mógłbym je cytować, masz pozwolenie na przedstawienie mi pieprzonego admirała Adamy”.

W tym momencie zachichotała cicho, po czym jej oczy opadły na jego usta. Jej ucho opadło w kierunku ramienia, uśmiech zniknął z jej ust, a jej dłoń powędrowała do jego klatki piersiowej, zanim wyszeptała bardzo niepewnie - „Chace?”

„Jestem, mała” - odszepnął, jego wzrok przesunął się na jej usta jak z gumy do żucia.

„Um… wcześniej…” - urwała i nie zaczęła od nowa.

Jego oczy wróciły do jej - „Tak?” - podpowiedział.

„Musisz… to znaczy, ja musiałam… ale, wiesz, musiałeś… a potem nie mogłeś…” - wyjąkała, a potem znów się zatrzymała, ale on to zrozumiał i zacisnął ramię wokół niej.

„Jesteś obolała. Damy temu dzień lub dwa”.

Jej dłoń zacisnęła się wokół jego szyi, a jej kciuk wysunął się, by pogłaskać jego szczękę, kiedy szepnęła - „Czy nie ma jakiegoś innego… to znaczy, czy mogłabym… albo ty, to znaczy, umm, czy mógłbyś mnie nauczyć…” - w niepewnym oddechu, a jej oczy opuściły jego usta i spojrzały w jego oczy - „…używać moich ust?”

Jego penis zaczął się twardnieć, ręka w jej włosach zacisnęła się spazmatycznie, a jego żołądek ścisnął się.

„Jesteś na to gotowa?” - szepnął z nadzieją, że była.

„Jesteś gotowy mnie nauczyć?” - odszepnęła w odpowiedzi.

Odpowiedź na to była: kurwa, tak.

Nie udzielił jej tej odpowiedzi. Trzymał ją mocno i opadł do tyłu, skręcając się tak, że wylądował na plecach na kanapie, zabierając ją ze sobą, więc wylądowała na nim.

Potem przyciągnął jej głowę do siebie, ale przesunął ją tak, że jej policzek zsunął się w dół jego, aż znalazł jej ucho.

„Rób, co chcesz, co jest naturalne. Wskazówka: ssanie jest ważne. Ruch też. Dodanie ręki jest gorące. Zawsze sprawdzaj zęby, a końcówka jest najbardziej wrażliwa, więc zwracanie na nią szczególnej uwagi od czasu do czasu jest dla mnie opłacalne.” - jego ramiona ścisnęły ją i skończył - „Tak?”

„Tak” - szepnęła mu do ucha, wijąc się na nim.

Lubiła to. Sama się nakręcała.

A on lubił jedno i drugie.

Chryste.

Nigdy by się nie spodziewał, że to nastąpi tak szybko. Ale nie narzekał.

„Dalej, kochanie” - zachęcał, usłyszał, jak wciąga głęboki oddech, a potem poczuł jej usta na swojej szyi. Potem jej język. Zsunęła się w dół, a on, żeby nie odwracać jej uwagi, ostrożnie sięgnął po ozdobne poduszki i wsunął je za głowę, żeby patrzeć.

Potem patrzył, jak Faye zjechała na jego klatkę piersiową, wyglądając na zafascynowaną studiowaniem jej, przesuwając dłońmi po jego skórze i włosach na piersi, ale jej lekki dotyk i spojrzenie jej krystalicznie niebieskich oczu wydawały się tak cholernie dobre, że Chace również na to nie miał zamiaru narzekać.

To samo z jego brzuchem, który skurczył się pod jej dotykiem, coś, co zauważyła i przyciągnęło do niego te jasnoniebieskie oczy.

Znowu była nakręcona, nagrzana, z rozchylonymi ustami, cudowna, słodka, seksowna; pierdolić.

„Idź dalej” - nalegał, głosem głębszym i ostrzejszym niż zwykle i posłała mu mały uśmiech, który przeszył go prosto do penisa.

Potem przyłożyła usta do jego brzucha i w dół, w dół, pociągnęła sznurek na jego spodniach od piżamy, szarpnęła je w dół i miała go.

Zsunęła się na bok, ściągając mu spodnie z pośladków i wzięła go.

Chace nie wiedział, czego się spodziewać. Nigdy nie dostał loda od kobiety, która nie robiła tego wcześniej. Ale doświadczenie było wyraźnie niepotrzebne, gdy entuzjazm był poza listą przebojów.

Nie wspominając o tym, że najwyraźniej zapamiętała każdą radę, którą jej udzielił, i wiedział o tym, bo znakomicie je wcielała w życie.

Kiedy był blisko, szarpnął ją na swoje ciało, ale wziął ją za rękę, owinął wokół swojego penisa i oboje go dokończyli.

Kiedy skończył, wyraz jej twarzy powiedział mu, że podobało jej się to, co spowodowała. Tak bardzo, że nawet z bałaganem na brzuchu, wsunął jej rękę w jej majtki i użył jej palca na łechtaczce, by ją dokończyć, a zrobili to również razem.

Wiedział, że podobało jej się to, co zrobiła i co zrobili razem, ponieważ chociaż niedługo wcześniej zapewnił jej punkt kulminacyjny, nie trwało to długo.

Oczy jej zatrzepotały, gdy schodziła, a potem pocałował ją, zabrał ją pod prysznic, żeby oboje mogli się umyć.

*****

To było po ich prysznicu.

Po tym, jak Faye znalazła torebkę, która spadła z jej ramienia, gdy zaniósł ją do swojej sypialni. Musiał ją kopnąć po tym, jak ją upuściła, ponieważ znajdowała się w salonie. Znalazła ją poprzedniej nocy, żeby przygotować swoje gówno do spania i zostawiła ją tam, ale wyraźnie w złości zapomniała, że to zrobiła.

Szukała swojej torebki w jednej z jego czystych koszulek, więc stało się to również po tym, jak znalazła torebkę, przekopała i wciągnęła kolejną parę seksownych majtek, tym razem rubinowoczerwonych. Potem Chace złapał ją w ramiona i powiedział, że docenia jej kolekcję bielizny w motywy klejnotów, coś, co sprawiło, że róż uderzył jej na policzki, a on zachichotał.

To było po tym, jak pozmywała naczynia po śniadaniu, podczas czego zadzwoniła jej komórka. Po tym, jak Chace wysłuchał jej strony z nieco mniej zirytowanej rozmowy, którą odbyła z ojcem, która była nie mniej zabawna, ale znacznie bardziej zagmatwana. Mówiła o kimś o imieniu Walter, któremu najwyraźniej wycięto kawałek mózgu, ale który nigdy nie szanował swojego syna o imieniu Peter, mimo że Peter nie był tak naprawdę synem Waltera, ale identyczną osobą, którą Walter porwał z alternatywnej Ziemi. Z jej strony rozmowy było jasne, że jej ojciec uznał jej analogię za równie zagmatwaną jak Chace. Chace nie próbował przełknąć chichotu, ponieważ cała sprawa była tak cholernie zabawna, że wiedział, że mu się nie uda. A nie miał problemu z znoszeniem zirytowanych spojrzeń Faye, ponieważ były one równie zabawne.

Było to również po tym, jak zakończyła rozmowę z rozdrażnionym, ale mimo wszystko szczerym „Kocham cię, tato”, które nie obejmowało jej groźby rzucenia go na zamieszkałą planetę z dupkiem, jak wyjaśniła Chace’owi, jej analogia pochodziła z serialu zwanego Fringe. Po tym spędziła trochę czasu na wyjaśnianiu serialu i zero czasu na próby przekonania go, że mu się spodoba, ze względu na to, co powiedziała i ponieważ go znała, więc wiedziała również, że nie ma nadziei na osiągnięcie tego.

To było po tym, jak zrobiła mu lunch, trochę ogarnęli naczynia, a ona zasugerowała, aby zrelaksowali się przed telewizorem. To napełniało go przerażeniem i nie ukrywał tego, co ją rozśmieszyło, objęła go ramionami, pochyliła głęboko, odchyliła głowę do tyłu i obiecała swoim słodkim, łagodnym, melodyjnym głosem, że nie sprowadzi go na manowce.

Dlatego się zgodził.

To było również po tym, jak odkryła, że ma Netflixa i przekonała go do wypróbowania serialu Świry. Powiedziała mu, że to nie jest geekowe, ale zabawne. Zgodził się głównie dlatego, że była w jego domu, ubrana tylko w jego koszulę i rubinowe majtki, on miał na sobie spodnie od dresu i koszulkę termiczną z długimi rękawami i nie obchodziło go, co robili, dopóki była blisko.

Co oznaczało, że to było również po tym, jak znalazła jeden ze swoich ulubionych odcinków, włączyła go i ułożyli się rozciągnięci na kanapie, Chace z plecami opartymi o tył kanapy, z głową w dłoni, łokciem na kanapie, Faye wtulona z przodu w zgięciu jego ramienia, z głową na poduszce.

I wreszcie, kiedy poczuł ulgę, gdy odkrył, że miała rację co do Świrów. To nie było geekowe. Nie było statków kosmicznych, alternatywnych wszechświatów ani fantastycznych wyjaśnień absurdalnych wydarzeń w fabule. To było cholernie zabawne, a na dodatek sprytne.

To było wtedy, gdy odcinek się skończył, sięgnęła do dużego kwadratowego stolika kawowego, który siedział otoczony jego sekcją, nacisnęła przycisk, aby przenieść je z powrotem do menu Netflixa, odwróciła się na plecy przed nim i dała mu swoje kryształowo niebieskie oczy.

„Więc?” - zapytała, a on uśmiechnął się do niej.

„Miałaś rację, mała, nie geekowy, po prostu zabawny”.

Odwzajemniła uśmiech - „Czy Shawn nie jest bombą?”

Facet był zabawny, ale nie takiego słowa użyłby Chace.

Mimo to powiedział - „Tak”.

Odwróciła się w jego stronę, podniosła się na łokciu, trzymając głowę w dłoni i zasugerowała - „Może potrzebujecie detektywa  fałszywego medium w Departamencie Policji Carnal”.

Chace zachichotał, ostrożnie splatając swoje nogi z jej nogami, tworząc intymność, którą, jak wszystkie z nią, ostrożnie inicjował, a którą ona przyjmowała bez reakcji, z wyjątkiem pozwolenia na to i aklimatyzowania się.

I robiąc to, odpowiedział przez chichot - „Jest po prostu bardzo spostrzegawczy i rozumiejący pracę detektywa. To trochę moja praca, więc już go mamy i to byłbym ja, z wyjątkiem części fałszywego medium”.

Jej oczy przesunęły się na bok i wymamrotała - „Och, racja”.

Co było tak urocze, że musiał pochylić się do przodu i dotknąć ustami jej ust.

Tak też zrobił.

Kiedy to robił, zadzwoniła jego komórka na stoliku do kawy.

Faye skręciła szyję, aby spojrzeć przez ramię na to, ale Chace zacisnął już ramię wokół jej talii, pochylił się, puścił ją, by sięgnąć i złapać swój telefon, a następnie posadził ich z powrotem.

Spojrzał na wyświetlacz i westchnął.

Potem spojrzał na nią i powiedział - „Mam nadzieję, że to nie potrwa długo, Słonko, ale muszę to odebrać”.

„Okej” - wymamrotała, a on odebrał telefon, którego nie chciał odbierać.

Kiedy telefon był przy jego uchu, powiedział - „Keaton”.

„Chace, hej. Przepraszam, że przeszkadzam ci w niedzielę”.

Był to nowy detektyw Carnal i współbohater z plakatu Chace’a w ratowaniu CPD, Frank Dolinski. Dobry facet. Mądry policjant. Miejscowy od urodzenia. Policyjny podległy, który chciał w życiu dokładnie tego samego, czego chciał Chace, zanim jego życie stało się gówniane. Zdobyć odznakę. Zajmować się swoim biznesem, szanując to. Dotrzymać przysięgi, że będzie chronił i służył. Znaleźć atrakcyjną żonę, która by dobrze gotowała, robiła świetnego loda, często go rozśmieszała i była w stanie wziąć na siebie ciężar powrotu do domu po złym dniu.

Podczas swojej służby w policji, w przeciwieństwie do Chace’a, Frank przez cały czas pozostawał czysty. Nie oznaczało to, że nie musiał odwracać wzroku, ale też nie ukrywał, że mu się to nie podobało. To sprawiło, że nie był ulubioną osobą Arniego. Pokazał też, że jest odważny. Zwrócił się do Wydziału Wewnętrznego kilka miesięcy po tym, jak zrobił to Chace, ale zrobił, co mógł w środku, aby spróbować odwrócić chłopców z powrotem na właściwą stronę. Ale kiedy Ty Walker zbliżał się do wyjścia warunkowego i stało się jasne, że może łatwo rozpętać się piekło, kiedy go dostanie, Frank zdecydował, że musi zrobić to, z czym wielu gliniarzy miało wiele problemów.

Zwrócić się przeciwko braciom.

Zeszłej nocy rozmawiali z kapitanem, który zdecydował, że Frank powinien pozostać głównym prowadzącym w sprawie Newcomb’a. Miejscem śmierci było Harker Wood, porzucenia droga dojazdowa do Miracle Ranch, zbyt wiele podobieństw do morderstwa Misty, więc kapitan czuł, że Chace jest zbyt blisko. Czuł też, że Frank potrzebuje tego doświadczenia. Wreszcie wszyscy wiedzieli, że Frank nigdzie nie zajdzie. Śledztwo w sprawie morderstwa Misty zostało celowo wstrzymane, ale Chace prowadził własne. Tropów było niewiele, a te, które tam były, prowadziły donikąd.

Ale ludzie z Departamentu wiedzieli, że Chace wciąż szuka, więc Chace przekazał wszystko, co miał Frankowi, a kapitan kazał mu wspierać Franka.

Frank, Chace i kapitan przeprowadzili kolejną rozmowę na temat ostrzeżenia Clintona Bonara i tego, co oznaczał ten ruch przeciwko Newcomb’owi. To oznaczało, że Bonar będzie miał wizytę. Oznaczało to również, że zwrócą się do innych potężnych ludzi z motywem. Wszystko ściśle według protokołu. Wszystko zgodne ze standardowymi procedurami dochodzeniowymi.

Więc na koniec oznaczało to, że w Carnal będzie się nagrzewać, a Frank, kapitan, Chace i nowa, niedoświadczona siła będą musieli zrobić wszystko, co w ich mocy, aby upewnić się, że nikt inny się nie poparzy.

Chace musiał jednak udać się z Frankiem do siostry Newcomb’a, aby poinformować ją, że jej brat nie żyje. To ona zadzwoniła na posterunek w sobotę rano, aby powiedzieć, że nie wrócił do domu poprzedniego wieczoru, a ona opiekowała się jego dziećmi, więc spodziewała się go o dziewiątej. Czekała tak długo, jak mogła, zanim wybuchła w niej panika. Wiedziała, że miał udział w złym interesie, coś, czego nie można było przegapić, ponieważ został zwolniony z CPD za udział w korupcji Arniego, ale pozostał poza więzieniem, ponieważ chciał zeznawać. CPD wiedziało, że jest bezbronny. Tak rozpoczęły się poszukiwania.

Chace był tym, który powiedział rodzicom Toni Payne, że ich córka nie żyje. Poinformował także rodziców Misty. Przez całą swoją karierę, niezbyt regularnie, ale zbyt cholernie często miał złe wieści do przekazania o wrakach samochodów i aresztowaniach.

To było mniej zabawne niż całe to gówno, a nic z tego nie było przyjemne. Stało się tak, ponieważ żona Newcomb’a wyjechała, a miejsce jej pobytu było nieznane, co oznaczało, że jego dzieci, w tym ciężko chore, straciły ostatniego rodzica.

Newcomb był kretynem, rasistą, bijącym żonę, dupkiem i świnią.

Bawił się ogniem ze zrozumiałych powodów, ale powinien był być na tyle sprytny, by wiedzieć, że kiedy się poparzy, jedynymi, którzy będą żyć z bliznami, będą jego dzieci.

Nie był taki mądry.

A teraz one były wypieprzone.

„Jak sprawy?” - Chace zadał pytanie, na które znał odpowiedź.

Mieli DNA tego faceta z jego nasienia. Ale próbki zostały celowo zmanipulowane, wyjaśniane jako „błąd”. W rzeczywistości były tak skażone, że nie mogli ich nawet uruchomić.

Raporty prawdopodobnie jeszcze nie dotarły, ale wątpliwe było, czy znajdą nasienie w lub na Newcomb’ie. Możliwe, ale wątpliwe.

Nie mieli nawet porównania balistycznego. Misty została zabita z pistoletu skradzionego przez jednego z PD Carnal, aby go wrobić. Z wizualizacji na Newcomb’ie, został zabity z bliskiej odległości za pomocą karabinu szturmowego o dużej mocy. Przesada. Ale to oznaczało, że strzały były pełne. Był to również prawdopodobny powód, dla którego Newcomb nie walczył ani nie próbował uciekać. Mężczyzna niosący karabin szturmowy niewątpliwie przedstawiał imponującą postać. Gdybyś spróbował uciekać, gdyby ten karabin miał lunetę, nadal byłbyś pieprzony. Więc tym razem zabójca zebrał kule i łuski, nie zostawiając im prawie nic.

To właśnie mieli. Prawie tyle co nic. Żaden z mieszkańców żadnej z tych placówek nie zgłosił, żeby widział pojazdy w pobliżu. Żadnych kul, łusek ani DNA, które można by znaleźć, chyba żeby coś wyszło podczas testów w laboratorium. Nic poza śladami stóp, które po wstępnym zbadaniu obu scen, miejsca zabicia i porzucenia ciała, były wszystkim, co tym razem otrzymali.

„Wiemy, że nosi buty budowlane” - odpowiedział Frank - „Ale ponieważ co trzeci facet w tym hrabstwie nosi buty motocyklowe, kowbojskie lub budowlane, zawęża to naszą pulę podejrzanych do około dwóch tysięcy”.

Chace usłyszał frustrację w głosie Franka i rozumiał to. Chciał go schwytać z czterech powodów. Facet był mordercą, prawdopodobnie co najmniej dwukrotnym i trzeba go było powstrzymać. CPD miało otwarte i nierozwiązane akta paskudnej sprawy, które spadły na nich w czasie, gdy zostało zaatakowane.

Frank chciał ukończyć ważne śledztwo, ponieważ dobrze by to wyglądało. I chciał to zdjąć z ramion Chace’a i był jednym z niewielu mężczyzn, którzy wiedzieli, jak tam ciążyło. Nie dlatego, że Chace się podzielił. Ponieważ pracował ramię w ramię z Frankiem, a Frank był spostrzegawczy.

„On nie jest miejscowy, Frank” - powiedział cicho Chace - „Jest profesjonalistą. Może pochodzić z dowolnego miejsca”.

„Tak” - Frank odpowiedział cicho, a następnie normalnym głosem - „Stary Harker wpadłby w szał, wiedział, że to gówno dzieje się w jego lesie”.

Frank nie mylił się co do tego. Stary Harker zmarł siedem lat temu, na szczęście zanim w CPD zaczęły gromadzić się duże śmieci i odkryli, że seryjny morderca mieszkał w okolicy. Wcześniej oddał swój las miastu, był z tego dumny i kochał Carnal. Wiedząc, że krew została przelana, a usta zostały zgwałcone w miejscu, w którym Harker i wielu innych mieszkańców miasta sądziło, że zdarzył się cud, straciłby rozum.

Na szczęście w tym przypadku nie miał już rozumu do stracenia.

„Nie dlatego dzwonię” - ciągnął Frank.

„Tak?” - zapytał Chace.

„Tak jak pytałeś wczoraj, kiedy dzwoniłeś, kazałem stażystom sprawdzić imię Malachi. Zgłaszają, że nic się nie pojawia. Nikt nie szuka tego dzieciaka. A przynajmniej, jeśli tak, to nie zgłosił jego zaginięcia”.

„To może być fałszywe imię” - mruknął Chace.

Na co Frank zapytał z niedowierzaniem - „Malachi?”

„Dzieciak czyta cztery, pięć książek tygodniowo, Frank. Więc tak, Malachi”.

W tym momencie poczuł rękę Faye wciśniętą w jego klatkę piersiową i pochylił podbródek, aby na nią spojrzeć, aby zobaczyć, że ma jej pełną uwagę.

Tak więc mruknął do telefonu - „Jeśli nie masz więcej, Frank, doceniam telefon, ale muszę kończyć”.

Na to Frank zapytał z zaciekawieniem - „Faye wciąż tam jest?”

Pieprzony Jon wypaplał.

Nie niespodzianka, ale cholernie irytujące.

„Muszę kończyć” - powtórzył Chace.

„Racja” - mruknął Frank z uśmiechem w głosie i Chace nie mógł tego zobaczyć, ale założyłby się, że porozumiewawczym.

Jezu.

„Dzięki za telefon” - powiedział mu Chace.

„Żaden problem. Ciesz się resztą niedzieli z Faye” - odparł Frank.

Na pewno to zrobi.

I, tak, uśmiech Franka był porozumiewawczy.

„Później” - pożegnał się Chace.

„Później, kolego” - Frank oddał swoje i Chace się rozłączył.

„Malachi? Profesjonalista?” - nawet nie czekała, aż rzuci telefon na stół, co zrobił przed odpowiedzią.

Kiedy już się z nią usadził, powiedział jej - „Poprosił stażystów, żeby sprawdzili imię Malachi, czy ktoś zgłosił jego zaginięcie. Zrobili to. Nic”.

„Co to znaczy?”

„To może oznaczać wiele rzeczy, Słonko. Głównie oznacza to, że musimy porozmawiać z tym dzieciakiem. Nie jest zarejestrowany w szkole. Nie zgłoszono jego zaginięcia. Jest jak duch, a dzieci nie są duchami, chyba że dzieje się coś naprawdę poważnego. Musimy jutro przeforsować przełom i sprawić, żeby zaczął mówić. Będziesz na to gotowa?”

Natychmiast skinęła głową, a Chace przesunął dłonią po jej plecach, przyciągając ją bliżej i zanurzając twarz w jej.

„Musisz być delikatna, ale musisz uzyskać dobry wynik. Jeśli nie, ja podkręcę to gówno w inny sposób. Potrzebujemy go bezpiecznego. Potrzebujemy go nakarmić. Więc to jest do bani, mała, ale potrzebujemy go w systemie”.

Odsunęła dolną wargę na bok i przygryzła ją. Często przygryzała wargę. Często oblizywała usta. Nauczył się rozpoznawać, dlaczego zrobiła jedno i drugie. Rzadko widywał wygięcie wargi i gryzienie, ale zwykle oznaczało to, że albo była bardzo zdenerwowana, czuła się bardziej niż zwykle nieśmiała, albo trochę przestraszona.

„Będzie dobrze” - zapewnił delikatnie Chace.

Puściła wargę i zapytała cicho - „Co oznacza podkręcenie tego?”

Oznaczało to nałożenie Decka na dzieciaka. Deck go znajdzie. Deck nie przegrywał, bo się nie poddawał. Ale Deck prawdopodobnie wystraszyłby dzieciaka.

Nie powiedział jej tego.

Zamiast tego powiedział - „Wciąż to rozgryzam. Ale mamy nadzieję, że jutro uda nam się przebić. Tak?”

Skinęła głową.

Potem zmieniła temat.

„Profesjonalista?”

Potrząsnął głową i powiedział jej cicho - „Sprawy policyjne, Słonko. Nie mogę o tym mówić”.

„Morderstwo z zeszłej nocy” - domyśliła się.

„Tak” - odpowiedział, a ona przycisnęła się bliżej, gdy jej oczy przeszły od patrzenia na niego do studiowania go.

„To było nieprzyjemne” - szepnęła.

„Było, ale jest to również coś, o czym nie mogę mówić” - odpowiedział.

„To przywołuje Misty” - popchnęła, a Chace westchnął.

„Tak, mała, przywołuje”.

„Powinieneś…”

„Nie” - przerwał jej.

Przycisnęła się bliżej, otworzyła te swoje usta jak z gumy do żucia, żeby coś powiedzieć i poważnie jak cholera, zbliżyła się, w jego koszulce, z nim na kanapie, jakby pchnęła to, dałby jej wszystko, czego by zapragnęła.

Więc musiał to skończyć.

„Daj mi to” - powiedział cicho i szybko zamknęła usta - „Ten dzień, z tobą, po tym, co mi dałaś mi zeszłej nocy. Ten jeden dzień, ty i ja, jedzenie, telewizja i szampan z hamburgerami, które dziś zrobię i wszystko to jest dobre. Wszystko czyste. Wszystko normalne. Właściwe. Nie ma mgły. Żadnego morderstwa. Brak historii. Nic z tych śmieci. Tylko my. Miałaś to, co musiałaś mi dać zeszłej nocy, żeby dać raz, a ja miałem to, żeby to dostać raz. Dzieliliśmy się tym i było pięknie. Zachowajmy więc piękno, tylko na jeden dzień. Jutro możemy spróbować porozmawiać z maltretowanymi dziećmi i wpuścić świat z powrotem. Dziś wieczorem daj mi…” - objął ją ramieniem i dokończył - „…to”.

„Okej” - wyszeptała natychmiast, a on nawet nie musiał używać słowa „mała”.

Chace wpatrywał się w te niebieskie oczy na ślicznej twarzy z tymi niezwykłymi kośćmi policzkowymi, a wszystko to otoczone fantastycznymi włosami, patrzące na niego z ciepłem i zrozumieniem i wiedział w tej chwili, że się zakochuje.

Chryste, nie mógł mieć piękna, które napotkało jego oczy, jej tyłka w kształcie serca w jego łóżku, daru jej dziewictwa i jej po prostu poddania się zeszłej nocy i przed chwilą, kiedy tego potrzebował i dzwonienia do jej rodziców, by ścignąć ich tyłki za nachodzenie go, by to nie zaczęło się dziać.

Ale miał to wszystko, a ona była geekiem, jej wyobraźnia, jej humor, jej niezmierzona troska o dzieciaka, którego nie znała, a pieprzyła się z nim, więc nie chwiał się. Był w połowie drogi.

Mieli to Ty i Tate. Jedna była brunetką. Jedna była blondynką. Żadna z nich nie była nieśmiała.

Obie to dawały.

Jezu. On to miał.

Miał to w zgięciu swojego ramienia.

Kurwa, chciał się z nią kochać.

Kurwa.

Nie mógł bez spowodowania jej bólu.

Więc zrobił, co mógł. Pocałował ją. Zrobił to miękko, zrobił to długo, włożył ręce w jej koszulę, a ona uniosła ręce w jego.

Kiedy przerwał pocałunek, zapytał ją delikatnie, czy chce popcornu i obejrzy kolejny odcinek „Świrów”. Uśmiechnęła się do niego szeroko, bo chciała.

Zanim usadowili się z powrotem na kanapie z miską popcornu z mikrofalówki i puszkami napoju gazowanego, poinformował ją, że znowu spędza noc.

Nie żeby to było pytanie.

Ale jej odpowiedź?

Skierowała na niego kolejny wielki uśmiech.

Potem szepnęła - „Okej”.

 


 

4 komentarze: