czwartek, 7 października 2021

6 - Podoba ci się moja sukienka?

 

Rozdział 6

Podoba ci się moja sukienka?

 

 

Szósta trzy rano, następnego dnia…

Z trudem obudziłam się ze snu, gdy usłyszałam dzwonek mojego telefonu domowego. Przesunęłam ciężkie oczy po stosie poduszek, żeby z oszołomieniem spojrzeć na budzik i zobaczyć, że jest trzy po szóstej rano. Nie musiałam być w pracy do dziewiątej trzydzieści. Dlatego, o ile nie szłam poćwiczyć przed pracą, nigdy nie budziłam się tak wcześnie i wszyscy, którzy mnie znali, wiedzieli o tym.

Mogło to oznaczać złe rzeczy i z sennym niepokojem wyjęłam słuchawkę z podstawki ładującej, włączyłam ją, przyłożyłam do ucha i wydobyłam - „…lo”.

„Dzień dobry, mała”.

O mój. Chace też brzmiał na sennego. Nie, poprawka. To było tak: to był Chace, jego głęboki głos brzmiał na ochrypły, miękki, seksownie senny.

Łał.

„Hej, Chace” - wyszeptałam - „Wszystko w porządku?”

„Chciałem tylko wiedzieć, jak brzmisz, kiedy budzisz się rano”.

O.

Mój.

Nawet wciąż śpiąc, poczułam, że krew zaczyna mi płonąć, a brzuch mi się ścisnął, co spowodowało mrowienie między nogami, które również mrowiło po udach.

Kontynuował - „A brzmi, jakbym cię obudził”.

„Tak” - powiedziałam mu, wciąż, z jakiegoś powodu, szeptem - „Obudziłeś. Nigdy nie wstaję tak wcześnie.”

„Nigdy?”

„Cóż, nigdy, jeśli nie ćwiczę. Ale zwykle nie mogę zebrać energii, aby wstać z ciepłego łóżka i poćwiczyć, więc wyłączam budzik, wracam spać i chodzę na siłownię po pracy.”

Nic nie powiedział.

Mówiłam dalej.

„Mam jednak dobre intencje”.

Znowu nic nie powiedział.

Więc zawołałam - „Chace?”

Jego głos był głębszy, bardziej ochrypły, łagodniejszy i o wiele bardziej seksowny, kiedy powiedział mi - „Przepraszam, mała, utknąłem na tobie w ciepłym łóżku. Co jeszcze powiedziałaś?”

Ściany pochwy skurczyły mi się, a sutki zaczęły mrowić, gdy wyszeptałam w odpowiedzi - „Zapominałam”.

Wtedy usłyszałam jego głęboki, ochrypły, miękki, o wiele bardziej seksowny chichot.

Boże. Miałam mieć orgazm tylko słuchając jego chichotu!

„Stoisz dzisiaj na czatach?” - zapytał, ale nie nadążałam. Koncentrowałam się na swoim ciele i zapamiętywałam dźwięk jego głosu o poranku.

„Słucham?”

„Nasz dzieciak, Słonko. Kiedy już rozłożysz rzeczy, będziesz stała na czatach?”

„Tak”

„Przyniosę kawy”

Moje serce zatrzepotało.

Przyniesie kawy.

To oznaczało, że znowu go zobaczę. I to wkrótce.

„Ósma trzydzieści?” - kontynuował.

„Brzmi nieźle” - odpowiedziałam z ogromnym niedopowiedzeniem.

„Do zobaczenia wkrótce, kochanie”.

„Wkrótce, Chace”

Słuchałam, jak się rozłączył. Potem odłożyłam telefon. Potem uśmiechnęłam się do poduszki. Wtedy moje ciało ponownie przykuło moją uwagę i to nie było na nic. Sięgnęłam do szuflady nocnej szafki. Kiedy to robiłam, przyszło mi do głowy, że mogłam mieć taki sam wpływ na Chace’a, jak on na mnie. Przyszło mi też do głowy, że mógłby z tego powodu zrobić wiele z tego, co ja zamierzałam zrobić.

Oznaczało to, że kiedy wyciągnęłam wibrator, mój wywołany orgazm był poza skalą.

Najlepszy.

Zdecydowanie.

Kiedy skończyłam, odłożyłam zabawkę, przeciągnęłam się leniwie i znów się uśmiechnęłam, wtulając się w poduszki.

Było wcześnie. Nie spałam. Miałam czas.

Mogłam przeżyć poprzedni wieczór.

Więc to zrobiłam. Radośnie.

Po tym, jak podczas pizzy zagłębiliśmy się w trudne tematy, Chace twardo wyprowadził nas z głębi. Dobrą wiadomością było to, że po naszej rozmowie nie było żadnego szczątkowego ciężaru z początku wieczoru. Inną dobrą wiadomością było to, że przez resztę nocy żadne z nas nie miało problemu z rozmową.

Muszę przyznać, że było to głównie spowodowane tym, że Chace prowadził wieczór. Zapytał o moją rodzinę. Zapytał o moje wykształcenie. Zapytał o mój czas w Denver i wyczerpujący harmonogram, który miałam, gdy wracałam do Denver w weekendy, aby napisać pracę magisterską, podczas gdy  pracowałam w bibliotece w Carnal. Nauczył mnie, jak robić desery lodowe z polewą czekoladową i masłem orzechowym, które były dokładnie takie same, jak ich nazwa.

Potem, z lekkim ramieniem wokół mojej talii, przeglądał moje półki, moje płyty DVD, CD, książki i resztę. Dokuczał mi na temat mojej czakramy w słodki sposób, który wcale nie był złośliwy. To sprawiło, że zrobiło mi się ciepło, nie wspominając, że dał jasno do zrozumienia, że uważa, że moja geekowość jest słodka. Zaśmiał się, kiedy rzuciłam dowcip. Powiedział mi, kiedy oglądaliśmy telewizję, że on musi wybrać (wystarczy powiedzieć, że nie myliłam się co do Gliniarzy z Southland). Zapytał, co oznacza „chorobcia”, a ja wyjaśniłam, że to w jaki sposób wypowiedziano słowo na „k” w Battlestar Gallactica, co sprawiło, że ryknął śmiechem.

Najlepsze w tym było to, że mogłam to oglądać.

Pokazał mi też, co miał dla chłopca. Polędwica z indyka i ser szwajcarski, które włożył do jednego z tych plastikowych pojemników wielokrotnego użytku do przechowywania. Trzy butelki napoju energetycznego o różnych smakach. Pudełko owocowych płatków śniadaniowych i jedno pełnoziarnistych. Więcej mleka. Winogrona umyte i w innym pojemniku. Torebka umytej, przygotowanej marchewki dla dzieci. Sześć różnych rodzajów batoników. Paczka tekturowych talerzy, druga tekturowych misek. Zestaw sztućców obozowych. I naprawdę fajny szwajcarski scyzoryk. To było przemyślane i hojne, a kiedy to przeglądaliśmy, Ella Mae znów zaczęła do mnie śpiewać.

Potem usiedliśmy na mojej kanapie, Chace ustawił nas tak, że siedzieliśmy, ale też (mniam!) przytulaliśmy się i opowiedział mi więcej o swojej mamie. Było jasne, że ją kocha. Nie kłamał, kiedy powiedział, że są blisko, ponieważ rzeczy, które opowiedział, jasno pokazały, że ona też go kocha. Jedynym tłumikiem tego wieczoru (chociaż nie ujawniłam, że tak myślałam, po prostu słuchałam i uśmiechałam się) było to, że brzmiało to również tak, jakby była psychicznie niestabilna. Co dziwne, Chace nie owijał tego w bawełnę, a rzeczowy sposób, w jaki to opisał, sprawiał, że brzmiało to niepokojąco normalnie. Z drugiej strony, może nie było to dziwne, ponieważ dla niego, najwyraźniej, odkąd pamiętał, był to fakt życiowy.

Ale musiałam przyznać, że mnie to niepokoiło. Ojciec, który był dla niego zbyt surowy, nie był dobrym wzorem do naśladowania, gdy był młody, a co więcej, gdy był starszy, znienawidził go i mama, która była nie tylko krucha i wrażliwa, ale, być może, chora psychicznie, to nie brzmiało dobrze.

Miałam bliską, kochającą rodzinę. Mój tata miał charakter. Moja mama była wychowawcą. Moja siostra była królową dramatu, ale kochającą. Mój brat był buntownikiem, ale też kochającym. Byłam marzycielką, geekiem i nieśmiałą, ale, jak miałam nadzieję, kochającą.

Nie mogłam zrozumieć, jak dorastał Chace. A fakt, że nie miał braci ani sióstr (coś, co Chace powiedział mi, że jego mama nie mogła mieć, coś innego, co przygnębiło ją do niezdrowej skrajności) sprawił, że się zasmuciłam. Oddałabym życie za Lizę i Jude’a. Oni czuli to samo.

Ale nikt nie wspierał Chace’a.

Im więcej się dowiadywałam, tym bardziej wydawało mi się, że tak było zawsze. Nikt nigdy nie chronił jego pleców, nie wspierał go. Nie kiedy dorastał. Nie teraz. Nie Misty. Na pewno nie jego tata. Nawet jego mama, która go kochała, ale to ona na nim polegała. Była tak słaba, że nie miał innego wyjścia, jak zrobić wszystko, co mógł, nawet jako dziecko, aby nie polegać na niej.

Te myśli uciekły mi z głowy, kiedy Chace przerwał naszą rozmowę na kanapie i zaczął mnie całować. To nie trwało tak długo, jak bym chciała i nie zbliżyło się do poprzedniego całowania. To była swego rodzaju ulga, ponieważ miałam wrażenie, że rozumie, że nie jestem doświadczona, ale nie byłam pewna, czy znał zakres mojego braku doświadczenia i nie byłam bardzo podekscytowana, aby dowiedział się (już teraz). Ale szczerze mówiąc, było to bardziej rozczarowanie, ponieważ poważnie dobrze całował, a ja zdecydowanie się tym interesowałam. Więc, kiedy to zaczął, a potem przerwał w słodki sposób i w równie słodki sposób oznajmił, że nadszedł czas, by odlecieć, myślałam, że mogłabym nie robić nic innego tylko całować go przez wieczność.

Jego odejście nie było ulgą, tylko rozczarowaniem.

Nie podzieliłam się tym, tylko skinęłam głową.

Wstał, wyciągnął mnie z kanapy i odprowadził do drzwi. Włożył kurtkę. Potem obcałowywaliśmy się przy drzwiach.

To też przerwał (zdecydowanie za wcześnie), pocałował mnie w nos w ten słodki sposób, w jaki robił to w moim biurze i mruknął - „Zadzwonię do ciebie jutro”.

„Okej” - wydyszałam.

Uśmiechnął się.

Potem odszedł.

Miałam cztery randki. Niezbyt duże doświadczenie.

Mimo to wiedziałam, że to nie była dobra randka.

Była świetna.

Wiedziałam o tym, bo zrobiło się ciężko. Zrobiło się głęboko. Ale było też lekko i przyjemnie. Był mną zainteresowany, nie miał nic przeciwko temu, żeby to pokazać i kopać, żeby dowiedzieć się więcej. Nie miał nic przeciwko temu, że pokazałam, że ja się nim interesuję, a kiedy ostrożnie kopałam, był otwarty i szczery. Śmialiśmy się. Przytulaliśmy się. Całowaliśmy się.

A bombą były desery lodowe z masłem orzechowym i czekoladą.

Leżąc w łóżku myśląc o naszej nocy, westchnęłam.

Ostatnią rzeczą, jaką zrobił wczoraj wieczorem, była obietnica, że zadzwoni.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobił dziś rano, było dotrzymanie obietnicy.

Wtedy uśmiechnęłam się w łóżku.

Potem odrzuciłam kołdrę i wstałam.

*****

Ósma trzydzieści dziewięć tego samego dnia…

Podskoczyłam, gdy drzwi od strony pasażera zostały otwarte, ale tym razem nie krzyknęłam.

To dlatego, że wiedziałam, że kiedy odwrócę głowę, znajdę Chace’a.

I to właśnie znalazłam.

Uśmiechnęłam się do niego, zaakceptowałam trzepotanie serca, które wywołał we mnie jego zwrotny uśmiech i zobaczyłam, że jest w takim samym stroju jak wczoraj. Ale pod kurtką miał owsiany, wełniany sweter z okrągłym dekoltem na dżinsowej koszuli, która była znacznie bardziej wyblakła niż wczorajsza. Wyglądało dobrze na jego opalonej skórze, więc miałam nadzieję, że któregoś dnia to wszystko zobaczę.

Trzeba powiedzieć, że ubrania Chace’a były fajne. Zawsze wyglądał, jakby wyszedł prosto z reklamy piwa skierowanej do niedoszłych kowbojów, gwiazd rodeo i piosenkarzy country. Ale z nim, ze sposobem, w jaki chodził, jego ekstremalną męskością, jego wzrostem, szczupłością i mięśniami widocznymi pod ubraniem, nie chodziło o to, że ubranie tworzyło mężczyznę.

Nawet nie blisko.

Było dokładnie odwrotnie.

Podał mi kawę, wzięłam ją i wszedł do środka, a ja oglądałam kubek.

Sunny lub Shambles rozgałęziali się. Markerami w kolorach  turkusowym, fioletowym, gorącym różu, mandarynkowym, limonkowym i żółtym były gwiazdy i serca oraz pokolorowane zawijasy wokół nich. Właściwie było to mini dzieło sztuki w rodzaju kubka kawy.

„Faye”

Podniosłam głowę od badania kubka z kawą, a serce ponownie mi zatrzepotało, gdy Chace wypowiedział moje imię łagodnym głosem. W chwili, gdy moja głowa się podniosła, złapał mnie z tyłu szyi i przyciągnął do siebie.

Potem mnie pocałował.

To było nowe.

Miałam bardzo ograniczone doświadczenie w całowaniu. W rzeczywistości pocałunki, którymi dzieliłam się z Chace’m, podwoiły liczbę pocałunków, które miałam przez całe życie. Podobały mi się wszystkie (chodzi o Chace’a).

Łącznie z tym.

Jego usta przesunęły się po moich, a następnie lekko się otworzyły, więc poszłam w jego ślady. Potem wsunął język, nie pchnięcie, nie inwazja, ale leniwe pogłaskanie.

Mój brzuch się roztopił, moja krew się rozgrzała i prawie upuściłam kawę.

Oderwał usta od moich, ale odsunął się tylko o milimetr.

„Dzień dobry” - wyszeptał, jego ciemnoniebieskie oczy wpatrywały się w moje.

„Dzień dobry, Chace” - odszepnęłam i patrzyłam, jak jego oczy się uśmiechają.

Jego ręce zajęło trochę czasu ześlizgiwanie się z mojej szyi, zabierając moje włosy w sposób, przez który miałam wrażenie, jakby sprawiało mu przyjemność przeczesywanie ich palcami.

Potem usiadł z powrotem na swoim miejscu i jego wzrok przeniósł się na bibliotekę.

Wzięłam niepewny oddech i pociągnęłam łyk kawy.

Kolejna latte z orzechami laskowymi. Wczoraj o tym nie pomyślałam, ale wtedy przyszło mi do głowy, że musiał zapytać Sunny lub Shamblesa, co zwykle brałam i dostał to dla mnie.

To było miłe z jego strony.

Kiedy o tym myślałam, moje oczy również przeniosły się na bibliotekę. Stałam się sprytna i zaparkowałam na ulicy, ale po przeciwnej stronie biblioteki, mniej więcej o jeden dom dalej. Utrzymywałam też nadmuch ciepła. Ale wcześniej wyłożyłam torby.

„Rozumiem, skoro jesteś tutaj, jeszcze nie było po nim śladu” - zauważył Chace, wpatrując się w bibliotekę, podnosząc kubek do ust i popijając, gdy skończył mówić.

„Nie” - odpowiedziałam i patrzyłam, jak bierze łyk.

Nie chodziło o to, że nie zauważyłam. Bardzo zauważyłam. Ale po tym, jak miałam te usta na moich, a teraz siedząc w mojej ciężarówce z nim tak blisko i nie działo się nic szczególnego, uderzyło mnie to w sposób, jak nigdy wcześniej, jak atrakcyjne były jego usta. Dolna warga była pełna i miała małe seksowne prążki, górna dobrze uformowana, więcej prążków, idealne dopasowanie.

Uderzyło mnie również, jak kwadratowa i silna była jego szczęka, i to, że nigdy jej nie widziałam, ani razu, z zarostem. Nawet zapowiedzi.

Ale założę się, że dobrze by wyglądał z zarostem.

Ale przecież będzie dobrze wyglądał ze wszystkim.

Uderzyło mnie to, że miał bardzo wycięte kości policzkowe. Tak wystające, że podkreślały mu policzki. Ponieważ miał idealny, prosty, mocny nos, blond włosy i niebieskie oczy, ta szczęka, te usta, jego kości policzkowe i te zagłębienia dostosowały jego kategorię mężczyzny.

Bez nich byłby słodkim chłopcem z sąsiedztwa.

W ich towarzystwie był twardym gliniarzem z górskiego miasteczka, który widział to wszystko, nie był pod wielkim wrażeniem i nie brał żadnego gówna.

Wydawało się dziwne, ale gorące, że dobrze się ubierał, miał ładnego SUV’a, nigdy nie miał zarostu, oczywiście dbał o swoje ciało, ale jego gęste, ciemnoblond włosy wykazywały pewną niesforność. Były zmiecione z jego twarzy w naturalny sposób, który nie sugerował użycia produktu. Widziałam to czasami, kiedy wiał wiatr i zauważyłam go na zewnątrz, że kosmyki jego włosów spadały mu na czoło. Albo kiedy zdarzyło mi się zobaczyć go biegnącego i pocił się, widziałam jego włosy przyklejone po bokach. Ale zwykle wyglądały na ładnie, schludnie zadbane.

Ale były ich kawałki, które owijały się wokół jego uszu i silnej szyi. Niesforne kosmyki, które zwijały się i wykręcały. Odrobina dzikości. Odrobina zaniedbania. Tylko ta prosta wskazówka, że potrzebuje fryzury, ale w pewnym sensie, gdybym została zapytana, padłabym na kolana i błagałabym, żeby tego nie robił. Te niesforne loki sprawiały w jakiś sposób, że chciałam sięgnąć, chwycić jeden i szarpnąć.

Mój brzuch znów się stopił.

Chace’a odwrócił do mnie głowę.

„Mam złe wieści.”

Zamrugałam, słysząc jego słowa, które wyrwały mnie z bardzo przyjemnych myśli.

„Jakie złe wieści?” - zapytałam.

„W zeszły weekend zrobiłem plany z kumplem. Idę dziś wieczorem do Deck’a, żeby złapać mecz. Co oznacza, że nie mogę zabrać cię na kolację.”

Nie wiedziałam, że idziemy na kolację. Mimo to ta wiadomość była dość druzgocąca, skoro teraz wiedziałam, ale nie szliśmy, więc to był wielki smuteczek.

„Deck?” - zapytałam.

„Kamery?” - Chace z jakiegoś powodu zapytał.

„Uh…” - wymamrotałam, niepewna mojej odpowiedzi na to, a jego usta wykrzywiły się.

„To mój kumpel, który miał kamery. Jest między innymi prywatnym detektywem. Mieszka w Chantelle. Pomógł mi je zainstalować w piątek wieczorem.”

Poczułam, że unoszą mi się brwi - „Między innymi?”

„Właściwie to nie jest prywatnym detektywem. Po prostu mówi ludziom, że jest. To, kim naprawdę jest, jest trochę przerażające. Ignoruję to, co robi, bo jestem gliną, a gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie musiałbym go aresztować. Jesteśmy blisko; byliśmy od liceum. Wrócił żyjąc w ten sposób około dwa lata temu. Wcześniej, według jego relacji, mieszkał wszędzie. Ponieważ myślę, że nie przesadza, ale bagatelizuje to, myślę, że żył wszędzie i, z wyjątkiem audiencji u papieża, robił wszystko.”

Ten Deck brzmiał interesująco.

Nie podzieliłam się tym. Wymamrotałam tylko - „Och”.

„Odwołałbym, ale Deck może być kutasem, kiedy odwołujesz. Nie zaprasza też chłopców do siebie, chyba że zamierza pójść na całość. Jego własnej roboty piwo, jest naprawdę cholernie dobre. Meksykański dip i brownie, które robi, są jeszcze lepsze. Bez żartów. Mężczyzna ma metr dziewięćdziesiąt, sto kilo wagi i robi dip i ciasteczka. To bomba. I kłopotliwe jest znoszenie jego postawy, jak się nie pokazujesz. Więc się pokażę. Ale zadzwonię, zanim pójdziesz spać. Zrobię rezerwację w Kogucie. Pojedziemy tam jutro wieczorem. Możesz być gotowa przed szóstą trzydzieści?”

Nie, nie mogłam być gotowa o szóstej trzydzieści, żeby iść do Koguta.

Biblioteka zamykała się o szóstej. Zamknięcie wszystkiego nie trwało wiecznie, ale wychodziłam dopiero co najmniej kwadrans później. To oznaczało, że byłam w domu tuż przed szóstą trzydzieści.

Kogut był moją ulubioną restauracją. To była fantazyjna knajpa ze stekami w górach, jakieś pół godziny samochodem. Widoki były niesamowite. Steki rozpływały się w ustach. Ceny były astronomiczne, ale sprzedałbyś swoją nerkę bez mrugnięcia okiem, tylko po to, by wsadzić palec w ich sos pieprzowy i wylizać go do czysta.

Jadłam tam pięć razy, zawsze przy specjalnych okazjach i nigdy nie jadłam niczego, co nie uważałam za najlepsze, jakie kiedykolwiek jadłam. To o czymś świadczyło, ponieważ Denver miało kilka niesamowitych restauracji i często w nich jadałam, mieszkając tam, kiedy byłam na Uniwersytecie w Denver i wróciłam na studia magisterskie.

Było to również jedno z niewielu miejsc w pobliżu, gdzie można było się wystroić. Nawet w Denver dżinsy były akceptowalne praktycznie wszędzie i w niektórych kręgach uważane były za strój formalny, w zależności od topu i obuwia. Ale w Denver kobiety i mężczyźni znajdowali okazję, by biegać w całej gamie wspaniałych ubrań.

W górach było to rzadkie i dalekie do jazdy samochodem, a w naszej okolicy Kogut był jednym z niewielu miejsc, w których można było pokazać się, pójść na całość.

Podczas mojego pierwszego wyjścia na randkę, no cóż… randkę z Chace’m, chciałam pójść na całość.

Ale nie mogłam się wystroić, jeśli pojawiłby się na moim progu około nanosekundy po tym, jak wrócę z pracy do domu.

Nie ma więc mowy, żebym była gotowa przed szóstą trzydzieści.

Nadal powiedziałam - „Tak”.

Chace nie odpowiedział. Po prostu mnie studiował.

Potem po raz kolejny zademonstrował, że potrafi czytać w moich myślach.

„Co powiesz na to: czy możesz być gotowa o siódmej trzydzieści?”

Tak było lepiej.

„Tak” - wyszeptałam z małym uśmiechem.

Uśmiechnął się, zanim odwrócił wzrok, podniósł kubek z kawą, ale powiedział do wieczka, zanim pociągnął łyk - „Nie mogę się doczekać pokazu, który planujesz, mała”.

Panika natychmiast wypłynęła mi wszystkimi porami.

Podobały mi się moje ubrania. Były miłe. Dobrej jakości. Myślałam, że mi pasują. Miałam kilka dobrych strojów do przebierania, kiedy wracałam do Denver, żeby spotkać się z przyjaciółmi lub moją rodziną, kiedy miałam specjalne okazje, które wymagały trochę wysiłku. A kiedy się starałam, nie miałam nic przeciwko pokazaniu się. Chociaż tylko odrobinę.

Ale nie miałam ani jednej rzeczy do włożenia na randkę w Kogucie, by wejść tam na ramieniu całej urody, jaką był Chace Keaton.

Mój umysł szybko przejrzał moje opcje i tym razem zdecydowałam się na Lexie.

Krystal nosiła podkoszulki nawet zimą. Mogłaby założyć na nie sweter, gdyby wychodziła na zewnątrz, ale nawet, gdy było bardzo zimno, to był cały wysiłek, który wkładała w okrywanie się i utrzymywanie ciepła.

Laura zawsze wyglądała dobrze. Kiedyś była jakimś dyrektorem, ale było jasne, że odkąd dotarła do Carnal, przyjęła styl biker baby. Dotyczyło to również jej garderoby, nawet jeśli, w porównaniu z ogromną liczbą innych biker baby mieszkających w pobliżu, wstrzyknęła zdrową dawkę klasy.

Ale Lexie była ekspertem ds. zakupów w domu towarowym. Cały czas nosiła szpilki, nawet zimą buty na wysokim obcasie. Jej mąż nie był motocyklistą, był mechanikiem. Mechanik, który był właścicielem Dodge’a Vipera i mieszkał w jednym z eleganckich domów na wzgórzach na południowym krańcu miasta. Nie wspominając już o tym, że właśnie przeprowadzali się do ogromnego domu w jeszcze bardziej eleganckiej zabudowie na wschodnich wzgórzach. Nie widywałam go często, ale kiedy widziałam go z Lexie, nie wyglądał, jakby mógł grać w reklamie piwa. Wyglądał, jakby mógł zaszczycić okładkę GQ[1]. Więc Lexie nie przyjęła stylu szykownej biker baby lub wygodnej dziewczyny z gór. Zawsze, ale to zawsze wyglądała zjawiskowo.

Miałam więc nadzieję, że tego wieczoru będzie mogła pojechać ze mną do centrum handlowego z misją ratunkową.

„Nadchodzi” - mruknął Chace, kiedy planowałam wyjazd z Lexie w myślach i upiłam łyk mojej latte.

Podniosłam oczy i zobaczyłam, jak chłopak ukradkiem okrąża budynek. Od razu zauważyłam, nawet z naszej odległości, że oko nie było już opuchnięte, siniaki zmniejszyły się, ale nie zniknęły, a rozcięcie na jego wardze nadal było wyraźnie wściekłe. Dostał lanie. Ponad tydzień, a dowody wciąż tam były.

 Jedyną rzeczą, która sprawiła, że poczułam się lepiej, było to, że miał na sobie kurtkę, którą mu dałam, czapkę i nowe dżinsy. Ale było zimno. Naprawdę powinien był włożyć rękawiczki i szalik. Patrzyłam, jak nie spieszył się, a kiedy to robił, rozejrzał się po parkingu i, zaskakująco, spojrzał prosto na miejsce, w którym wczoraj zaparkowałam, jakby się spodziewał, że tam nas zobaczy.

Jakby nas tam wczoraj widział.

Dziwne. Bardzo dziwne. Tak dziwne, że moje ciało wślizgnęło się po siedzeniu w kierunku Chace’a. Uderzyłam w niego ramieniem i nie odrywając wzroku od chłopca, jego ramię wepchnęło się za mnie i objęło moją talię.

Moja ręka wyszła i palce owinęły się wokół jego uda.

Patrzyliśmy w milczeniu, jak zbliżał się do toreb, przykucnął przy nich, ale nie poświęcił czasu na przekopanie się. Po prostu złapał je i pobiegł na tył biblioteki, dookoła i już go nie było.

„Wyczaił nas” - mruknął Chace, a ja odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

„Co?”

Pochylił podbródek i wykręcił szyję, żeby na mnie spojrzeć, wtedy uderzyło mnie, jak był blisko, ale nie cofnęłam się.

Ani o centymetr.

„Wyczaił nas, zanim jeszcze wczoraj złapał gówno” - odpowiedział - „Domyślam się po tym, że zbadał okolicę, nie widział nas na ulicy, więc zbliżał się z kierunku, z którego przyszedł. To znaczy, że wczoraj wybił mnie z tropu. Zbliżył się od przodu, odszedł od przodu i skierował się w stronę miasta. Tym razem podszedł od tyłu, myśląc, że nas tu nie ma. Gdziekolwiek idzie, podchodzi do biblioteki od tyłu.”

„Um… nie pójdziesz za nim teraz?”

Ścisnął moje biodro, przeczytałam polecenie, wsunęłam się z powrotem na swoje miejsce, a Chace wyjrzał przez okno, a jego profil wyglądał na zamyślony, kiedy odpowiadał.

„Nie. Chcę, żeby czuł się bezpieczny. Nie chcę, żeby myślał, że to pułapka. Potrzebował wczoraj tego gówna. Wie, że może nas prześcignąć lub nas zgubić. Widział nas, zanim jeszcze zwrócił książki. Może wiedział, że może uciec, nie chciał marnować wysiłku chodzenia tu skądkolwiek przyszedł, by zwrócić książki. Może myśli, że nie stanowimy zagrożenia. Nie mam pierdolonego pomysłu. Ale teraz myślę, że powinniśmy zachować dystans, dalej dawać i mieć nadzieję, że przyjmie twoje zaproszenie i odda. Napisze notatkę. Poczuje się wygodnie. Pozna cię. Może podejdzie do nas.”

To brzmiało jak dobry plan.

A przynajmniej tak było, dopóki Chace nie wysyczał - „Kurwa” - z dużo większymi emocjami niż podczas mówienia przed chwilą.

„Chace?” - szepnęłam, ale jego oczy nie opuściły biblioteki.

„Widziałem to wczoraj, widziałem wyraźniej dzisiaj” - odpowiedział.

„Co?”

Jego oczy zwróciły się na mnie i złapałam oddech na gniew, który w nich wyczytałam. Byłam oszołomiona, jak jego pozornie łagodny nastrój zmienił się w jednej chwili.

„Jego twarz, Faye. To tydzień gojenia.” - potrząsnął głową, a jego spojrzenie przeniosło się z powrotem na bibliotekę na kolejne - „Kurwa”.

Wyciągnęłam rękę i zwinęłam ją na jego kolanie, pochylając się do niego, szepcząc - „Chace”.

Jeszcze raz potrząsnął głową, ale przemówił - „Niewłaściwe odżywianie, brak lekarstw, brak wody do mycia, prawdopodobnie nawet nie wie, jak to robić. To wszystko opóźnia leczenie, ale to nie znaczy, że ten dzieciak nie został pobity. Został pobity. Dziewięciolatek szukający jedzenia, nurkujący w śmietniku, a ja jestem po drugiej stronie cholernej ulicy i wszystko, co mogę dla niego zrobić, to siedzieć na tyłku, patrzeć i czekać.”

Całe wersety Holding Out for a Hero rozbiły się w moim mózgu.

Kiedy to zrobiły, ścisnęłam jego kolano i zawołałam cicho - „Słonko”.

Natychmiast zwrócił do mnie głowę, ale byłam tak skupiona na jego złości z powodu chłopaka, że nie widziałam wyrazu jego twarzy.

„Ma jedzenie. Jutro wyłożę lekarstwo i napiszę mu, jak go używać. Szampon, mydło, myjka, ręcznik zasugerują, że znajdzie jakieś miejsce do umycia się. Zachęcę go do jedzenia owoców i warzyw. Może kupię jakieś witaminy i poproszę go, żeby je też wziął. Zaopiekujemy się nim, a potem go dostaniemy.”

„Wiem, że go dopadniemy, kochanie, i to będzie dobre. Ale naprawdę chcę dorwać tego, kto mu wpieprzył.”

Zacisnęłam usta, ponieważ powiedział to, jakby naprawdę myślał to wszystko.

Potem cicho odpowiedziałam - „Ja też chcę, żebyś go dostał”.

Jego oczy przesunęły się po mojej twarzy, zanim wróciły do moich oczu i odszepnął - „Więc to zrobię”.

Uśmiechnęłam się do niego.

Pochylił się i dotknął ustami moich ust.

Niestety, odchylił się do tyłu i powiedział cicho - „Muszę zbierać się do pracy”.

„Racja” - odpowiedziałam.

„Zadzwonię, zanim pójdziesz spać”.

Znowu się uśmiechnęłam i powtórzyłam - „Racja”.

 Jego oczy opadły na moje usta, zanim wróciły do moich, pochylił się o kilka cali i szepnął - „Wziąłbym te usta, ale to by oznaczało, że bym się z tobą obściskiwał w twoim samochodzie na ulicy. Ładna bibliotekarka z miasteczka nie potrzebuje takich plotek”.

To było rozczarowujące.

Dopóki nie skończył - „…jeszcze nie”.

Znowu się uśmiechnęłam.

Chace obdarzył mnie wzajemnie uśmiechem.

Potem wystartował, a ja wjechałam moim Cherokee na parking, zaparkowałam i poszłam do biblioteki.

*****

Dziewiąta pięćdziesiąt pięć tej nocy…

Leżałam na plecach na kanapie, z nogami na siedzeniu, kolanami do sufitu, palącą się świeczka o zapachu jabłka, trzaskającą gumą miętową w ustach i, w większości skonsumowanym, ostatnim kieliszkiem wina, które Chace przyniósł poprzedniego wieczoru, stojącym na stoliku obok mnie.

Trzymałam w ręku mój Nook i czytałam.

Lexie była na szczęście wolna. Jej przyjaciółka, Wendy, nie była na zmianie w Bubba’s, więc poszła z nami do centrum handlowego. Obie były nie tylko wolne, ale także przepełnione radością, że idziemy do centrum handlowego, ponieważ szłam na randkę z Chace’m.

Szczególnie Lexie. Była zachwycona i nie miała nic przeciwko temu, żeby to pokazać.

To było dobre.

To także było pełne nadziei.

Podobały mi się moje ubrania, ale, wbrew pozorom, nie lubiłam zakupów. Na szczęście wiedziałam, co lubię i wiedziałam, gdzie to kupić, więc moje doświadczenie zakupowe było tak wąskie, jak moje życie (to znaczy tak wąskie, jak moje życie kilka tygodni temu).

Lexie i Wendy zabrały mnie do centrum handlowego i otworzyły przede mną cały świat.

Dlatego wróciłam nie tylko ze strojem, który nawet uważałam za fantastyczny dla fanów wyjścia z Chace’m, ale także z czterema innymi torbami z ubraniami, butami i (to sprawiło, że się zarumieniłam, ale to nie znaczyło, że nie miałam nadziei, że w końcu się nie przyda), seksowną bielizną i koszulami nocnymi.

One bawiły się najlepiej w swoim życiu i ja też. Nie wiedziałam, że zakupy mogą być takim odlotem. Ale z tą dwójką były całkowicie.

Teraz byłam w domu, odprężając się, próbując jednocześnie czytać i zastanawiać się, czy Chace lubi psy i/lub koty. Ponieważ Holly nie miała nic przeciwko zwierzakom, od miesięcy myślałam o tym, żeby kupić jedno lub drugie. Właśnie o tym myślałam, gdy zadzwonił mój telefon.

Znowu to był telefon domowy, więc przekręciłam, chwyciłam słuchawkę z podstawki ładującej przy kanapie, włączyłam ją i przyłożyłam do ucha.

„Halo?”

„Hej, mała.”

Zgięte kolana opadły na oparcie kanapy, powieki opadły mi do połowy i oblizałam usta.

Tak, to wszystko od powitania.

„Hej, Chace” - wyszeptałam - „Dobrze się bawisz?”

„To gra, Słonko, a nie parada”.

Przechyliłam głowę na bok na jego słowa i ton i zapytałam - „To nie jest zabawne?”

„Nie, gdy moja drużyna przegrywa”.

„Och” - mruknęłam, a potem zapytałam - „Kto jest twoją drużyną?”

Zawahał się i usłyszałam wyraźnie dźwięki w tle telewizora podczas imprezy sportowej, zanim odpowiedział - „Nuggetsi, Faye”.

Jasne, oczywiście.

„Koszykówka” - wymamrotałam.

„Tak, Słonko. Piłka nożna skończyła się w styczniu”.

Ciągle mamrotałam, kiedy odpowiedziałam - „Gdzieś coś o tym słyszałam”.

Jego zrzędliwość spowodowana przegrywającą drużyną osłabła i wiedziałam o tym, kiedy usłyszałam jego chichot.

„Możesz oglądać Avalanche” - zauważyłam.

„Av są na wyjeździe. Zachodnie Wybrzeże. Deck to nagrał. Obejrzymy jako następne”.

„Och” - wyszeptałam - „Długa noc męskiego towarzystwa”.

„Deck nie wykłada piwa, dipów i ciastek, chyba że jest poważne gówno do obejrzenia”.

Zgadzałam się z Deckiem. Cały ten wysiłek powinien być coś wart.

„Deck brzmi interesująco” - zauważyłam.

„Tak, jest i każda oddychająca kobieta myśli tak samo”.

Uciekł mi krótki, cichy chichot i zapytałam - „Przepraszam?”

„Ilość, którą zarywa, oznacza, że jest albo przystojnym facetem, albo ma zdolność hipnotyzowania kobiet, co jest niewykrywalne, ale bardzo skuteczne, chociaż cele, do których tego używa, są nikczemne”.

„Ach” - odpowiedziałam z uśmiechem - „…przełamując to: jest gorący”.

„Nie mogę tego nazwać, ale jestem detektywem, więc to dowody sugerują, że to prawda”.

Zaśmiałam się cicho i wiedziałam, że Chace tego słucha, ponieważ nie odezwał się ponownie, dopóki nie skończyłam.

„Szykujesz się do łóżka?”

Zamrugałam i spojrzałam na zamontowany na ceglanej ścianie odjechany zegar, który znalazłam w uroczym sklepie w Glenwood Springs, gdy zapytałam - „Łóżko?”

„Łóżko” - odparł Chace.

„Jest dziesiąta” - powiedziałam mu.

„Kiedy idziesz do łóżka?”

„Nie wiem, północ?”

Zapadła cisza.

„Uch, kiedy ty idziesz spać?” - zapytałam.

„Jeśli nie piję piwa i nie jem domowych ciasteczek, dziesiąta”.

„Wcześnie do łóżka, wcześnie z łóżka” - szepnęłam.

„Późno do łóżka, leniwa rano” – odszepnął.

„Nie jestem leniwa” - ciągle szeptałam.

„Mała, daj mi to. Myśl o tobie, leniwej rano w łóżku, jest dobra”.

To wywołało dreszcz całego ciała i szybką inwentaryzację mojej szuflady na drobiazgi, aby sprawdzić, czy mam nowe baterie do wibratora.

„Nie jestem pewna, czy to sprawiedliwe” - tak, wciąż szeptałam - „Ty jesteś u Deck’a z piwem i ciasteczkami, ja jestem tu i jesteś słodki, i hmmm… inne rzeczy.”

„Inne rzeczy?” - jego głos był żartobliwy.

„Tak, inne rzeczy” - mój głos był łagodny i cichy.

„Pieprz mnie” - mruknął, a potem mamrotał dziwne słowa - „Słodka. Gorąca.”

„Co?”

„Nic, kochanie. To jest do bani, ale muszę cię opuścić. Chłopcy rzucają mi spojrzenia, co oznacza, że słuchają. To oznacza, że będą mi dawać gówno, więc prawdopodobnie nie powinienem im dawać więcej, żeby mi dawali więcej gówna.”

Nie wiedziałam, czy to, że to powiedziałam było dobre, czy złe, ponieważ to ujawniało, jak bardzo nie chciałam go puścić. Ale to również mnie nie obchodziło. Dlatego zaproponowałam - „Możesz przenieść się do innego pokoju”.

„Tak, jak bym dłużej słuchał twojego słodkiego głosu, drugim pokojem, do którego bym się przeniósł, byłoby twoje jednopokojowe mieszkanie. To właśnie z uśmiechami, które dostaję, kupiło mi kupę gówna, więc pozwolę ci odejść.”

„Dobrze” - powiedziałam cicho.

„Nawet jak zasypiasz za trzy, cztery godziny, śpij dobrze”.

Znowu żartował.

Boże, kochałam to.

Tak bardzo, że zaśmiałam się cicho, a potem odpowiedziałam - „Kiedy skończysz męskie rozmowy i wrócisz do domu, ty też śpij dobrze, Chace”.

„Zrobi się. Noc.”

„Dobranoc, Słonko.”

„Pieprz mnie” - wyszeptał i była to niespodzianka, więc zamrugałam, a potem zapytałam - „Co?”

„Nic, mała. Porozmawiamy jutro”.

„Jutro, Chace”

„Noc, kochanie”

„Noc, Chace”

Rozłączył się i wyłączyłam słuchawkę. Potem podniosłam ją do ust i uśmiechnęłam się przy nim.

Olbrzymim uśmiechem.

*****

Szósta cztery następnego ranka…

Zadzwonił mój domowy telefon.

Wybudziłam się ze snu, spojrzałam na zegarek i uśmiechnęłam się zaspanym uśmiechem.

Potem sięgnęłam prosto po telefon.

„…lo” - szepnęłam.

„Mała” - odszepnął Chace.

Wtuliłam się głębiej pod kołdrę, chociaż jego głos sprawił, że zrobiło mi się ciepło i milutko.

„Hej Słonko” - powiedziałam cicho - „Wróciłeś do domu w porządku, czy jesteś głęboko w górach, dochodząc do siebie po ceremonialnym rytuale męskich rozmów po zabiciu niedźwiedzia?”

Dostałam ochrypły, senny, seksowny chichot, który sprawił, że poczułam się cieplej i o wiele bardziej przytulnie - „Wróciłem do domu w porządku”.

„Dobrze” - mruknęłam.

„Dobrze spałaś?”

„Mm-hmmm” - wymamrotałam.

Nic mi to nie dało.

Czekałam.

Wciąż nic.

„Chace?”

„Jestem tutaj.”

„Byłeś cicho” - powiedziałam mu coś, co wiedział.

„Brzmisz jakbyś na wpół spała”.

„Nie śpię” - trochę skłamałam.

„Może nie, Słonko, ale tak brzmisz”.

„Oh”

„Pozwolę ci odejść, gdy powiesz mi, czy zaopiekowałaś się naszym dzieckiem”.

„Wszystko dobrze” - powiedziałam cicho - „Butelka ibuprofenu, multiwitaminy dla dzieci i trochę Neosporiny. Inne rzeczy, o których wczoraj mówiłam, że włożę. Trochę więcej jedzenia, żeby go zaopatrzyć. Kolejna notatka mówiąca mu, jak używać maści i umyć się, jeśli może”.

„Nie potrzebujesz, żebym wpadł do sklepu, żeby coś kupić?”

„Nie, Słonko.”

„To dobrze, mała. A teraz idź spać”.

„Chace?”

„Tak?”

„W notatce opowiedziałam mu trochę o tobie. Tylko kim jesteś, że jesteś fajny, nie ma się o co martwić i że pomagasz mi się nim opiekować. Czy to w porządku?”

„Tak, Faye. W porządku. Śpij dalej”.

Nie chciałam wracać do snu. Chciałam z nim rozmawiać, dopóki Ziemia nie zacznie krążyć wokół Księżyca.

Nie powiedziałam mu tego.

Powiedziałam - „…kej”.

„Do zobaczenia Słonko”.

„Później, Chace.”

Rozłączył się.

Wyłączyłam telefon.

Nie sądziłam, że uda mi się ponownie zasnąć.

Ale to zrobiłam.

*****

Ósma trzydzieści dwie tego samego ranka…

Moje oczy były na pojemniku zwrotnym, kawa Chace’a na desce rozdzielczej, moja w dłoni, mój samochód zaparkowany na ulicy - czekałam na chłopca i Chace’a.

Wysłałam mu wiadomość, że to ja funduję kawę. Odpisał, żeby przekazać mi swoje zamówienie i powiedzieć, że odda mi pieniądze, kiedy dotrze do mojego Cherokee. Odpisałam mu i zapytałam, czy wie, co oznacza „ja funduję”. Odpisał mi, Mała, dam ci pieniądze, kiedy dotrę do twojego SUV’a.

 To były proste słowa na wyświetlaczu telefonu, ale nadal mogłam odczytać ton.

Mój tekst w odpowiedzi brzmiał: Och, w porządku.

Spodziewałam się, że to będzie koniec, ale otrzymałam odpowiedź jednym słowem.

Urocza.

Boże, Chace Keaton był niesamowity.

Zadzwoniła moja komórka. Wyciągnęłam ją z torebki i zobaczyłam, że wyświetlacz mówi „Dzwoni Chace”.

Poczułam drobny dreszczyk na skórze i odebrałam.

„Hej”

„Hej, Słonko. Złe wieści. Dostałem wezwanie. Nie mogę dziś z tobą stać na czatach”.

To był diabelnie wielki smuteczek.

„Okej” - odpowiedziałam.

„Będę u ciebie dziś wieczorem o siódmej trzydzieści”.

„Czy siódma trzydzieści oznacza, że nasza rezerwacja jest o ósmej?”

„Ósma piętnaście, na wypadek, gdybyśmy trafili na korki lub niepogodę.”

„Czy to oznacza, że w drodze powrotnej zamienisz się w dynię, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie wrócimy do domu po twojej porze snu?”

Potem cisza - „Teraz się wymądrza i wciąż jest cholernie słodka”.

Uśmiechnęłam się.

Pokazał się chłopiec.

„O mój Boże!” - wykrzyknęłam stłumionym krzykiem - „Wrócił.”

„Jak wygląda?”

Przyglądałam mu się, kiedy ostrożnie szedł do kosza na zwroty.

„Ma na sobie moją kurtkę, nowe dżinsy. Czapkę. Naprawdę powinien nosić rękawiczki i szalik, które mu kupiłam. Jest zimno. Umieszczę to w następnej notatce.” - potem cicho - „Usta nadal kiepskie”.

„Jak użyje Neosporynę, to pomoże”.

„Tak”

Słuchałam westchnienia Chace’a, obserwując, jak chłopak dociera do toreb.

„Ma je?” - zapytał Chace.

„Teraz je zabiera”.

„Dobrze” - wymamrotał - „Pozwolę ci odejść. Do zobaczenia wieczorem”.

„Wieczorem, Chace”.

„Później, Słonko”.

Rozłączył się.

Patrzyłam, jak chłopak odchodzi z torbami.

Dałam mu czas, zabezpieczyłam kawę Chace’a (latte, potrójna), a potem wjechałam na parking.

Zabrałam ze sobą kawę Chace’a do biblioteki i wypiłam ją po swojej. Oznaczało to, że cały ranek byłam nakręcona.

Albo może to moja randka z Chace’m tego wieczoru sprawiła, że czułam się nakręcona.

To nie miało znaczenia.

Czułam się, jakbym mogła tańczyć w powietrzu.

*****

Siódma trzydzieści tego wieczoru…

„Chorobcia, chorobcia, chorobcia, chorobcia” - mruczałam, patrząc na siebie w pełnym lustrze na wewnętrznej stronie drzwi mojej szafy.

To nie byłam ja.

To było gorące.

Ale to nie byłam ja.

Miałam na sobie sukienkę z dzianiny w kolorze zielonej oliwki, w kolorze, o którym Lexie powiedziała mi, że pasuje do mnie w wielkim stylu z moimi kolorami i nie myliła się.

Sukienka była niesamowita. Dopasowana do sylwetki (bardzo), schodziła tuż nad kolano, miała głęboki, szeroki dekolt vee z przodu, który odsłaniał skórę klatki piersiowej i obojczyka, ale tylko ślad między piersiami. Rękawy były obcisłe do samego dołu i zachodziły na nadgarstki. A w dzianinie było kilka pionowych przeszyć, które były rewelacyjne. Sprawiło, że wyglądałam na wyższą, jednocześnie podkreślając moje krągłości. Było ich więcej w pasie, co dawało jeszcze większe wrażenie figury klepsydry niż miałam, a można by powiedzieć, że moja figura była ekstremalnie klepsydrą.

W chwili idiotyzmu poszukałam w Internecie fryzur dla prostych włosów, aby znaleźć pomysły. Kiedy wróciłam do domu, trochę je napuszyłam, spryskałam, tarmosiłam, drażniłam i odgarnęłam tylko te w górze czoła, zabezpieczając je spinkami w kolorze ciemnobrązowym.

Ale uniesienie i drażnienie z tyłu nadawały im klimat seksowego kociaka, który, nawet ja musiałam przyznać, wyglądał naprawdę dobrze.

Dodałam więcej makijażu niż zwykle, trochę go pogłębiłam, dając trochę zieleni wokół oczu, ale nie przesadzałam, ponieważ nigdy nie czułam się komfortowo z dużą ilością makijażu. Ale z takimi włosami i tą sukienką efekt był zdumiewający.

Miałam na sobie srebrne kolczyki koła, które były duże i misterny srebrny naszyjnik z pięciu łańcuszków, który miał mieszankę zielonych, brązowych, fioletowych i ciemnoniebieskich koralików oraz małych srebrnych kulek z krótkimi srebrnymi kolcami.

To nie byłam ja. To znaczy byłam, tylko nie ja w sensie ja, ale nie Ja! w sensie ja.

To przez buty. Ciemnobrązowa, lakierowana skóra ze szpiczastym noskiem, ośmiocentymetrowy, cienki obcas i super cienki pasek wokół kostki z maleńką sprzączką z boku, która nadawała mojej kostce delikatny wygląd i nadawała klasyczny, stylowy, rock’n’rollowy wygląd butom.

Nie były gorące. Były diabelnie gorące.

Całe to przebranie sprawiło, że wyglądałam seksownie.

To sprawiało, że czułam się seksownie.

Bardzo mi się to podobało, a jednocześnie o wiele bardziej - przerażało mnie.

Ponieważ zastanawiałam się, co o tym pomyśli Chace.

I miałam nadzieję, jak wszyscy diabli, że mu się spodoba.

Rozległo się pukanie do drzwi i podskoczyłam.

O Boże, on tam był.

Chorobcia.

Zamknęłam drzwi szafy i zabezpieczyłam je małym zatrzaskiem, wciągnęłam głęboki oddech i przeszłam przez mieszkanie z opóźnieniem myśląc, że powinnam była wypić kieliszek wina (lub dwa), gdy się szykowałam.

Zdjęłam łańcuch, odpięłam zasuwę i otworzyłam drzwi.

Chace miał na sobie ciężką dżinsową, dopasowaną koszulę z przeszyciami w stylu western, która wyglądała, jakby kiedyś była czarna, ale potem została wystawiona na żywioły przez rok, a potem ciągnięta za ciężarówką przez tysiąc kilometrów, więc teraz była ciemna poszarzana. Kiedy to się udało, najwyraźniej została pobłogosławiona przez twardego jak gwoździe dziewięćdziesięcioletniego kowboja, który wciąż potrafił schwytać na lasso wołu jadąc na koniu, a to błogosławieństwo wydarzyło się podczas świętego obrzędu, jaki przechodziły wszystkie ubrania, które powinny być zajebiste.

Na niej Chace miał dobrze skrojoną sportową kurtkę z czarnej wełny. Ciemnoniebieskie dżinsy. Czarne kowbojskie buty i czarny pasek z frezowanej skóry ze srebrną sprzączką z nadrukowaną delikatnie czaszką krowy.

Zaczęłam się ślinić i musiałam zacisnąć rękę na krawędzi drzwi, aby pozostać w pozycji stojącej, ponieważ moje nogi zaczęły drżeć.

Podniosłam oczy do jego twarzy i szepnęłam - „Cześć”.

Na dźwięk mojego głosu, jego oczy skierowane w dół wokół okolicy moich piersi/przepony, skierowały się w stronę moich oczu.

Potem, w jednej sekundzie stałam w drzwiach, a w następnej opierałam się plecami, Chace opierał się o mój przód, jednym ramieniem otaczał moją talię, a drugie trzymał we włosach, obejmując tył mojej głowy i jego język był w moich ustach.

To był kolejny, inny rodzaj pocałunku.

Myślałam, że ten w moim biurze był głęboki, dokładny i gorący.

Nie miało to nic wspólnego.

To nie była tylko pyszna akcja języka. Były przechylone skośnie głowy (nasze obydwie). Włosy były zaciśnięte w pięści (tylko moje) i chwytane w seksowny sposób, który pociągał moją skórę głowy szorstko, ale delikatnie i tak gorąco, że poczułam, jak obszar między nogami staje się mokry. Ręce dużo wędrowały (trzy z nich, jedna z rąk Chace’a, obie moje pod jego sportową kurtką).

To było dzikie. Zostawiające wszystko inne. Surowe. Mokre. Intensywne. Ogniste. Dokładne. Znakomite. Kołyszące duszę. Zmieniające życie. Bicie serca. Śpiew krwi.

Soczyste.

Kiedy Chace oderwał swoje usta od moich, naprawdę poczułam, że to wymagało od niego ogromnego wysiłku. Jego silna dłoń obejmowała mój tyłek. Jego druga była w moich włosach. Jedno z moich ramion było przekrzywione, przedramię i dłoń przycięłam płasko wzdłuż jego szerokości, przyciągając go do mnie. Moje drugie ramię było za jego plecami, dłoń zacisnęłam w pięść w jego koszuli. Nasz oddech stał się ciężki, szybki, mieszając się między naszymi ustami.

Powoli otworzyłam oczy i na to, co zobaczyłam w jego oczach, kolejna fala wilgoci przeszła mi między nogami i zacisnęłam pięść na jego koszuli.

Nie spełniona po pocałunku, rozpaczająca, że się skończył, bezmyślnie i idiotycznie zadałam pierwsze pytanie, które pojawiło się w mojej głowie – „Podoba ci się moja sukienka?”

Głowa Chace’a drgnęła, nawet gdy mrugnął. Kiedy jego rysy się wygładziły, wpatrywał się we mnie pół sekundy, zanim jego ręka wyszła z moich włosów, jego druga zsunęła się w górę moich pleców, a oba jego ramiona zacisnęły się wokół mnie super ciasno. Pochylił głowę, wtulił twarz w moją szyję i wybuchnął śmiechem.

Postanowiłam przyjąć to jako tak.

*****

Jedenasta siedemnaście tej nocy…

„Muszę iść, mała” - wyszeptał Chace przy moich ustach.

Całowaliśmy się z języczkami, stojąc tuż za moimi drzwiami. Wróciliśmy jakieś dziesięć minut temu. Nadal miałam na sobie płaszcz, a Chace miał swoją kurtkę. Kiedy weszliśmy, zamknął drzwi, ale natychmiast wciągnął mnie w swoje ramiona.

Kolacja była fantastyczna (nie było niespodzianką). Rozmowa była łatwa. Uśmiechy były częste. Śmiech tak samo.

W samochodzie tam i z powrotem dowiedziałam się, że Chace słucha country (to też nie było niespodzianka) i to było dobre country.

Teraz noc się skończyła.

I naprawdę, naprawdę tego nie chciałam.

Mimo to odszepnęłam - „Okej”.

Chace się nie poruszył, nawet jego usta, które wciąż były ode mnie.

„Telefon na dzień dobry jutro.”

Superowo!

„Okej”

„Moja kolej na nasze dziecko, ale nie miałem na nic czasu”.

 „Jest okej. W porze lunchu kupiłam mu kilka książek, komiksów, latarkę, baterie, szczoteczkę do zębów, pastę do zębów, kilka paczek gum, więcej wody i trochę więcej batoników. Napisałam też notatkę i dodałam notes i kilka długopisów, żeby mógł odpisać”.

Poczułam uśmiech Chace’a na moich ustach w tym samym czasie, gdy zobaczyłam go w jego oczach.

„Wezmę weekend” - zaproponował.

„W porządku” - zgodziłam się.

„Wygramy go, Faye”.

„Tak” - szepnęłam.

„Chcę jeszcze raz te usta, zanim odejdę, mała. Tym razem delikatnie” - odszepnął.

„Okej” - odetchnęłam, wspięłam się na palcach i delikatnie dotknęłam go ustami, mając nadzieję, że robię to dobrze.

Potem się cofnęłam.

Delikatne spojrzenie jego oczu powiedziało mi, że zrobiłam to dobrze i poczułam się jak królowa świata.

Uniósł usta, by pocałować mnie w nos, ścisnął mnie ramionami, a potem puścił.

Odwrócił się do drzwi, otworzył je i wyszedł, kiedy zawołałam - „To była naprawdę dobra noc, Słonko, dziękuję”.

Odwrócił się do mnie, jego piękne niebieskie oczy uderzyły w moje, a jego twarz była poważna.

„Nie, nie była, Faye” - odpowiedział i ścisnęło mi się serce. Potem cicho dokończył - „Była zajebiście wspaniała”.

W tym momencie serce mi podskoczyło.

Chace zamknął drzwi.

Patrzyłam na nie.

Potem wciągnęłam oddech.

Potem obróciłam się, wskoczyłam na łóżko, opadłam na nie plecami i uśmiechnęłam się do sufitu.

Ogromnym uśmiechem.

 


 



[1] Gentlemen's Quarterly - czasopismo skupiające się na modzie męskiej z siedzibą w Nowym Jorku.

7 komentarzy: