wtorek, 5 października 2021

4 - Cherokee i kawa (cz.2)

 Rozdział 4

Cherokee i kawa (cz.2)

 

 *****

Chase

Chace szedł ulicą, patrząc na bibliotekę.

Nigdy jej nie obejrzał, nawet wiedząc, że Faye tam pracowała.

Teraz, wiedząc, że może stracić pracę, a miasto może stracić swoją bibliotekę, zrobił to.

Atrakcyjny budynek. Czerwona cegła. Nad drzwiami znajdowała się betonowa tabliczka informująca, że został zbudowany w 1902 roku. Sześć stopni prowadzących do podwójnych drzwi wejściowych. Cztery duże, przeszklone okna po obu stronach. Krzewy i trawa przed nim teraz pokryte śniegiem i duże kępy śniegu pokrywały cztery duże urny, dwie na szczycie schodów, dwie na dole, które, jak niejasno sobie przypominał, w miesiącach letnich były wypełnione zdrowymi kwiatami.

Patrząc na urny, zastanawiał się, czy to Faye sadziła je tam w poprzednich latach.

Kiedy się zastanawiał, jej słodki, uroczy, władczy głos wypełnił mu głowę.

Nie zaczynaj, wiem, że nie powinnam była dodawać czekolady, ale to dziecko. Powinien mieć smakołyk.

Chace uśmiechnął się do siebie.

Wyposażyła tego dzieciaka w ilość jedzenia i ubrań, za które zabiłoby wiele żyjący w złych warunkach dzieci, a uciekinierzy na pewno by to zrobili. I książki. Nie kupiła mu kurtki, trochę kiełbasy, chleba i smalcu, i skończyła na tym. Poszła na całość. Następnie obserwowała pojemnik na zwroty, wciąż się nim opiekując.

Uśmiech Chace’a stał się większy.

Był cholernie głupi, wiedział o tym. Powinien trzymać się z dala. To też wiedział.

Ale miał to w dupie.

W chwili, gdy zobaczył udrękę w jej oczach pod latarniami i wiedział, że płakała, przestał z tym walczyć. Gryzł się tym przez weekend. Był rozproszony podczas kolacji z mamą w taki sposób, że to zauważyła i zapytała o to, ale ostrożnie ominął ten problem i jej nie powiedział.

Ale wiedział, jeszcze zanim tego ranka przejechał obok biblioteki i zobaczył ją w jej Cherokee, co dało mu doskonałą okazję, by w to wejść, że nie będzie już próbował walczyć z jej przyciąganiem.

Więc przestał próbować.

Powinien lepiej się nią opiekować.

Powinien ją opuścić, aby znalazła dobrego mężczyznę, który mógłby się skupić na niej, na ich życiu, na rodzinie, którą zbudują. Mężczyznę, który nie miał tyle bagażu, że czasami ciężko było rano wyciągnąć tyłek z łóżka, tak cholernie był ciężki. Który nie był oblepiony brudem, w którym pływał przez dekadę. Który nie pochodził z dysfunkcyjnego domu, który dodawał więcej bagażu do, i tak już kaleczącego, ładunku. Który nie nienawidził swojego ojca. Który nie musiał wkładać energii w ochronę swojej delikatnej, nadwrażliwej matki. Kto nie miał martwej żony, której nie kochał, ale też nie ochronił i dlatego jej ostatnim doświadczeniem na tej Ziemi było zgwałcenie jej ust.

Ale nie zamierzał tego zrobić.

W tej chwili Faye martwiła się o tego dzieciaka. W tej chwili miała gówno w głowie, które wysłało ją w ciemną noc. Gówno, które teraz wiedział, że oznaczało, że może stracić pracę, co oznaczało, że jako bibliotekarka z małego miasteczka była wypieprzona. Aby dostać pracę w swoim zawodzie, musiałaby się przeprowadzić. Przeprowadzka, która odciągnie ją od rodziny i rodzinnego miasta. Albo musiałaby znaleźć inny zawód. W tej chwili nie miała mężczyzny, który by ją wspierał. Miała kilkoro przyjaciół i dobrą rodzinę, ale to nie to samo, co mężczyzna, który się tobą zaopiekuje.

To oznaczało, zdecydował Chace, że to on będzie mężczyzną, który ją będzie wspierał.

To była słaba decyzja i była zła. To była wymówka i to kiepska. I było bardzo prawdopodobne, że kiedy ona dowie się o nim wszystkiego, nie skończy się to dobrze.

Ale oczami wyobraźni widział, jak jej twarz staje się uroczo zła, i usłyszał jej melodyjny, ale zirytowany głos pytający: Czy masz rozdwojenie jaźni?

Widząc to, słysząc jej głos, zdecydował też, że ma w dupie, że był słaby i to, co robi, było złe.

Nadal zamierzał to robić.

I robiąc to, wracał do biblioteki, a nie do swojego samochodu, żeby mógł powiedzieć jej, co się stało z chłopcem, zamiast robić to, co powinien zrobić, czyli iść do pracy.

Ale kiedy biegł przez ulicę do przeciwległego rogu, gdzie znajdowała się biblioteka, odwrócił głowę, żeby móc spojrzeć na jej starego, pobitego Cherokee na bocznym parkingu i coś mu utkwiło w polu widzenia. Więc jego głowa odwróciła się dalej i zobaczył swojego burgundowego GMC Yukona, stojącego nadal tam, gdzie go zaparkował na ulicy. Zobaczył też mężczyznę, którego znał, mężczyznę, którego nienawidził tylko trochę mniej niż swojego ojca, opierającego się o przód maski z rękami skrzyżowanymi na piersi.

Jezu. Gówno. Kurwa.

To było coś, co chciał zignorować, ale nie mógł. Nadszedł czas, aby wypowiedzieć słowa, potwierdzić, co czuł z tym gównem w sposób, którego nie można byłoby błędnie zinterpretować i miejmy nadzieję, ale z powątpiewaniem, należałoby przejść dalej.

Przestał biec i zaczął iść, patrząc na mężczyznę, czując, jak jego szczęka twardnieje.

Clinton Bonar, współpracownik jego ojca, co oznaczało lokaja, patrzył na Chace’a, gdy ten się zbliżał. Nosił okulary przeciwsłoneczne, ale Chace wciąż czuł jego oczy głównie przez paskudne ukłucie na karku, które zawsze czuł, gdy był w pobliżu ojca, jego kumpli lub ich sługusów.

Zatrzymał się o kilka kroków dalej i spojrzał w dół o te kilka centymetrów, które był wyższy od mężczyzny.

Clinton milczał, nawet nie uniósł brody na powitanie.

Chace nie uniósł brody, ale mówił.

„Tata wrócił ze swojego chorego festynu pieprzenia?”

Clinton nie poruszył się, ale zapytał - „Czy to nie czas, abyś to przezwyciężył, Chace? Nie jest niczym niezwykłym, że mężczyzna czy kobieta mają pewne upodobania.”

„Błąd Bonar, znam upodobania taty i są one bardzo niezwykłe.”

„Jest mężczyzną z dużą witalnością, nawet w jego wieku.”

„Jest żonaty, w swoim wieku, był też sześć lat temu i przez ostatnie trzydzieści siedem lat.”

„Mężczyzna potrzebuje tego, czego potrzebuje, a jeśli nie może tego dostać w domu, znajdzie sposób, aby to zdobyć.”

Chace podniósł brodę - „Tata z pewnością to robi.”

Clinton potrząsnął głową - „Nie jestem pewien, dlaczego o tym rozmawiamy.”

„W takim razie wyświadczę ci przysługę i wprowadzę cię. To dlatego, że przypominam ci, że po cokolwiek cię tu do cholery wysłał, nie zrobię tego.”

„Odnieśliśmy to wrażenie, biorąc pod uwagę, że nie odbierasz ani nie odpowiadasz na nasze telefony.”

„W takim razie masz właściwe wrażenie. Nie chcę od ciebie nic słyszeć i nie chcę z tobą rozmawiać. Z kimkolwiek z was.”

Clinton odepchnął się od pojazdu Chace’a, więc stał nie krzywiąc się, i powiedział cicho - „Jest niedokończona sprawa.”

„Tak, mówiłeś mi więcej niż raz” - odparł Chace.

„I mówiłem ci, że to nie moja niedokończona sprawa. Jest twoja.”

„Wiesz, że to nieprawda.”

„Nie łapiesz tego, człowieku, ale nawet jak nie rozmawiam z tobą ani z żadnym z twoich kumpli, to jest prawda.”

Chace obserwował, jak bierze uspokajający wdech przez nos, zanim kontynuował - „Zdajemy sobie sprawę, że Darren Newcomb dał kopię taśmy twojego ojca Tyrellowi Walkerowi, a pan Walker zrobił kopie i przekazał je różnym mieszkańcom Carnal. Chcemy, żeby te taśmy zostały zebrane.”

„Powodzenia w tym.”

Clinton zignorował go i szedł dalej - „Newcomb jest również w posiadaniu różnych przedmiotów, które musi zwrócić.”

„Z tym też powodzenia.”

Clinton potrząsnął głową - „Nie sądzę, że mnie rozumiesz, Chace. Newcomb zwrócił się do wszystkich moich kolegów, dzieląc się, że ma te przedmioty i jakie są jego intencje. Otrzymał wynagrodzenie za ich zwrot i zrezygnował ze swojej części tej umowy, prosząc o wyższe wynagrodzenie. To nie może trwać dalej.”

„Widzę, że masz tam duży problem, Bonar, i wiem, że jesteście dokładni, chłopcy, więc wiem, że to wiecie, ale i tak wam powiem. Newcomb stracił pracę, jest zhańbionym gliną, kurwa, nie ma mowy, żeby gdziekolwiek znalazł inną pracę, a jego córka ma białaczkę. Nie ma ubezpieczenia, ale ma silne pragnienie zrobienia wszystkiego, co w jego mocy, aby utrzymać ją przy życiu. Gówno, które musi zrobić, kosztuje pieprzone krocie i nigdy się nie skończy, chyba że, nie daj Boże, ona umrze lub pokona to gówno. Więc moja rada, zaakceptuj, bo zabierze was na długą przejażdżkę.”

„Wszyscy zgadzamy się, że to niefortunne, że rodzina Newcomb’a cierpi i mamy nadzieję, że wynik będzie pozytywny. Biorąc to pod uwagę, moi koledzy uważają, że powinni sami decydować, na jakie organizacje charytatywne chcieliby dawać darowizny.”

„Więc nie powinni byli robić głupiego, popieprzonego gówna i zostać przyłapani na robieniu tego przez Fullera i jego bandę dupków. To także ich problem, a nie mój.”

Pochylił się lekko do przodu, ciało Chace’a stało się czujne, więc mądrze odchylił się do tyłu, ale zrobił to mówiąc - „Przypomnę ci, twój ojciec jest jednym z ludzi, którzy, jeśli przestaną płacić, mogą zostać zdemaskowani.”

„A ja przypomnę, że mam to w dupie.”

Clinton kontynuował - „Jak zostanie zdemaskowany, to twoja matka dowie się o jego…” - urwał - „…skłonnościach. Jeśli uznajesz je za niesmaczne ty, mężczyzna, detektyw policyjny, wyobraź sobie, co to zrobi z Valerie.”

Chace pochylił się w tym czasie i, nawet widząc, że ciało Bonara staje się czujne, nie odchylił się do tyłu.

„Wzięliście mnie tym gównem lata temu. Połknąłem tę gorzką pigułkę i zrujnowałem sobie życie, robiąc to.”

„Jeśli to prawda, dlaczego zwróciłeś się do Wewnętrznego i zaproponowałeś, że popracujesz pod przykrywką?”

„Ta pigułka się wyczerpała, Bonar, a kiedy to się stało, nie mogłem już dłużej z tym gównem żyć.”

„Robiąc to, uczyniłeś wielu potężnych mężczyzn bardzo wrażliwymi, Chace. Nie lubią czuć się bezbronni.”

„To też mam w dupie”.

„Sprawisz, że Valerie będzie bezbronna.”

Chace skutecznie zwalczył chęć wciągnięcia ostrego oddechu i silniejszą potrzebę złapania mężczyzny za fantazyjny jedwabny krawat i przytrzaśnięcia go do maski samochodu, zanim odpowiedział - „Więc nadszedł czas bym ja porozmawiał z mamą. To nie będzie przyjemne i to ją spieprzy, ale lepiej, żeby to pochodziło ode mnie niż od mediów lub jednego z twoich zbirów.”

„Chace, nie rozumiesz mnie, a musisz zrozumieć. Moi koledzy uważają, że ta sytuacja jest nie do utrzymania, chcą, aby to się skończyło i mają środki, aby to zrobić w sposób, który nie spodoba ci się aż tak bardzo.”

„Czy to groźba?” - zapytał Chace.

„Wiesz, że ci mężczyźni nie grożą.”

„W takim razie powtarzam: jak ty lub oni będą pieprzyli się z moją matką lub ze mną, to, co robię, nie będzie im się tak bardzo podobało.”

„Dzięki Trane’owi rozumiemy, że Valerie i ty jesteście nietykalni. Ale wiemy, że w tym mieście jest wielu obywateli, których kochasz tak bardzo, że zdradziłabyś własnego ojca, aby ich chronić. Ci ludzie nie będą mieli nic przeciwko robieniu tego, co muszą zrobić, aby zdobyć to, czego chcą, i przy okazji niszczyć to miasto. Zaczynając od Tyrella i Alexy Walker.”

Czując pulsującą gorącą krew i swędzące dłonie, Chace podszedł do niego, stając pierś przy piersi, nos w nos i zmuszając Clintona do wciśnięcia się tyłem w maskę SUV’a.

„Jak będziesz się pieprzył z Ty lub Lexie, to i ze mną. Jak będziesz się pieprzył z kimkolwiek w tym mieście, to i ze mną. Ci mężczyźni, którzy chcą zniszczyć Carnal, najpierw muszą przejść przeze mnie. Coś, o czym zapomniałeś, Bonar, może opuściłem dom, może zostałem gliną, ale przez siedemnaście lat byłem pod ręką Trane’a Keatona i nauczyłem się wszystkich jego sztuczek. Aby chronić to, co moje, nie popełnij błędu, dupku, użyję ich.”

„Uspokój się, Chace” - odpowiedział uspokajająco.

„Pieprzyć spokój” - warknął Chace - „Mój ojciec wyjeżdża na chore pieprzenia; podniecony skurwysyn sprawił, że moje życie zamieniło się w piekło na zbyt długo. Jestem czysty. Trzymam się z dala. Mówisz swoim chłopcom, żeby trzymali się z daleka, człowieku, i zabierali wszystko, co do nich przyjdzie.”

„Prosimy cię po prostu o rozmowę z dwoma mężczyznami. Walkerem, żeby zebrał swoje taśmy, Newcomb’em, żeby wywiązał się ze swojej części umowy. Bardzo proste.”

„Nakłonienie któregokolwiek z tych mężczyzn do tego nie polega na prowadzeniu rozmowy. Chodzi o użycie silnego ramienia i robiłem to dla ciebie i twoich chłopców. Z tym też skończyłem.”

„Jak już o tym wspomniałeś, w tym momencie muszę niestety przypomnieć, że rzeczywiście działałeś jako egzekutor dla moich kolegów. Gdyby to przeciekło, pytania zadawane przez przełożonych byłyby dla ciebie bardzo niewygodne i bez wątpienia utraciłbyś swoją pozycję w tym mieście jako bohater zbawczej łaski.”

„To nie jest rola, która mi pasuje, wiesz dlaczego, skoro ty i twoi koledzy zgarnęliście moje gówno. Więc daj przeciek. Wezmę to.”

„Można sobie wyobrazić, jak to będzie, kiedy to się dostanie do wiadomości. Zostaniesz zatrzymany, jako chłopiec z plakatu odznaczany za odwagę w walce przeciwko korupcji. Media lubią budować bohatera. Ale cieszą się tym bardziej, niszcząc go. To może zniszczyć twoje życie.”

„Wskazówka, dupku, moje życie już jest w toalecie. Nie tylko byłaby to ulga, ale nie sądzę, że to rozumiesz, znam sztuczki mojego ojca, ale nie jestem moim ojcem ani żadnym z mężczyzn, dla których pracujesz. Mam parę. Gówno się zdarza, nie chowam się za pieniędzmi i za mężczyznami takimi jak ty. Zajmuję się tym. Wyrzucam to. Chcę żebyś to zrobił. Już mam pod górkę. Nic nie mogłoby pogorszyć sytuacji, ani ty, ani te dupki, dla których pracujesz, którzy trzymają cię w drogich garniturach, butach i fryzurach.”

„Bardzo się mylisz, Chace.”

„Spróbuj i zobacz.”

Clinton spojrzał mu w oczy, a Chace mu pozwolił.

Potem powiedział cicho - „Może nadejść czas, kiedy Trane nie będzie mógł cię ochronić.”

„Niech ten czas nadejdzie teraz” - zaprosił Chace - „Nie chcę ochrony tego kawałka gówna.”

„To zła decyzja” - szepnął Clinton.

„Nie” - Chace nie wyszeptał - „Twoi chłopcy kryli się tak mocno, a jednocześnie myśleli, że ich pieniądze i pozycja mogą im wszystko kupić, że nie zwracali na to uwagi. Zrobicie pierwszy ruch przeciwko Ty i Lexie, a stworzycie burzę gówna tak ekstremalną, że nigdy nie przeminie. Ty Walker nie tylko jest człowiekiem, który wziął już dość i nie zamierza brać więcej, i zrobi wszystko, co musi, aby chronić siebie, swoją żonę i rodzinę, którą tworzą, to także człowiek, który ma poważną władzę za plecami. Jak choćby skaleczy się w palec u nogi i wyglądałoby to podejrzanie, cała siła mediów, Samuel Sterling i kogokolwiek Sterling może zgarnąć, będzie na waszych tyłkach. Chronię ich plecy i będę chronił tak, jak będę musiał, nawet jeśli oznaczałoby to rzucenie się na mój miecz. Pomyślcie o tym na waszych sesjach strategicznych. A ponieważ udzielam rad, Darren Newcomb jest rasistowskim dupkiem, brudnym gliną, który tak mocno pobił swoją żonę, że jedynym wyjściem, jakie jej dał, było to, by zostawiła jego i swoje dzieci. Ale kocha swoją córkę. Jest gotów za nią zginąć. Jak zadrzecie z nim i z jakąkolwiek szansą, by mógł pomóc swojej córce pokonać to gówno, które ją zżera, sprawi, że będzie brzydko. Doradź więc swoim chłopcom, aby przyjęli nową organizację charytatywną i naucz się mieć nadzieję, że Newcomb nie stanie się chciwy. Dbaj o jego córkę przez to gówno, a nim zajmij się później. On na to zasługuje. Jego córka nie.”

„Wezmę to pod uwagę i podzielę się tym z moimi kolegami.”

„Dobra decyzja.”

„Ale nie poruszyłeś sprawy swojej matki.”

Tym razem Chace nie mógł tego powstrzymać i wciągnął powietrze.

Gdyby jego matka wiedziała o jego ojcu, zabiłoby ją to.

Była pięknością przez całe życie, nawet teraz, w wieku sześćdziesięciu lat.

Pochodziła z bogatej rodziny, była zepsuta, ale to nie uczyniło jej tak jak Misty: zachłanną i ponad prawem. Nic nie mogło pokonać słodyczy jego matki. Taka była od urodzenia.

Kochała i uwielbiała swojego syna.

Kochała i czciła swojego męża.

Trane Keaton był wieloma rzeczami i żadna z nich nie była dobra. Tyle że na swój chory sposób czuł to samo do swojej żony. Podobnie jak Chace, obchodził się z nią ostrożnie, jakby była dokładnie tym, czym była: delikatną, kruchą istotą, która nie dawała światu niczego poza pięknem.

Ale nie była idealna właśnie dlatego, że była krucha.

Kruchość, której wzmocnienie wymagało lekarstw, bo inaczej by się rozleciała. Ten rodzaj kruchości, który przed lekami, a czasem nawet po nich, prowadził do epizodów, które były w najlepszym razie nieprzyjemne, a w najgorszym, zwłaszcza gdy był dzieckiem, przerażające.

Kurwa, miała straszne załamanie, które skierowało ją na leczenie, po przeczytaniu artykułu o małej dziewczynce, która została porwana, molestowana i zamordowana. Choć to gówno było okropne, ona zupełnie nie mogła sobie z tym poradzić.

Odkrycie, że jej mąż był jej niewierny przez całe ich małżeństwo i w jaki sposób, by ją wykończyło.

Chace o tym wiedział. Jego ojciec o tym wiedział. Ale to wiedza Chace’a o tym kupiła im jego współpracę, dopóki nie mógł już dłużej współpracować, ponieważ nie mógł nawet spojrzeć sobie w lustrze w oczy.

Jego groźba, że jej powie, była więc blefem i Clinton o tym wiedział. Ale teraz, tak jak wtedy, gdy podjął decyzję o zwróceniu się do Wydziału Wewnętrznego i zaoferowaniu pomocy w zdemaskowaniu korupcji w Carnal, teraz też Chace musiał rozważyć co jest priorytetem: zdrowie psychiczne jego matki, czy dobro całego miasta.

A kochał ją cholernie.

Ale Ty i Lexie Walker przeszli wystarczająco dużo w swoim życiu i mieli dziecko w drodze. Właśnie przechylili szalę.

Reszta ich rozbiła.

„Jeśli mnie zmusisz, zrobię to, co będę musiał zrobić. Zajmę się później skutkami, ale ty będziesz radził sobie z moim ojcem” - odpowiedział Chace.

Znowu okulary przeciwsłoneczne Clinton nadal były zwrócone na oczy Chace’a.

Potem wymamrotał - „Proszę, odsuń się.”

„Zrobię to, jak dostaję twoje zapewnienie, że już cię nie zobaczę ani nie usłyszę nic od żadnego z twoich dupków.”

„Nie mogę tego zagwarantować, Chace.”

„To niefortunne” - wyszeptał Chace.

Clinton długo patrzył w oczy, zanim cicho poprosił - „Proszę cię o krok w tył.”

Chace wciągnął powietrze w tym samym czasie, kiedy zdał sobie sprawę, że nie może zrobić tego, co bardzo chciałby zrobić. Użyć swoich pięści, aby przekazać Clintonowi Bonar’owi doświadczenie, które córka Darren’a Newcomb’a dobrze znała, a które było zakończone długim pobytem w szpitalu.

Jego jedynym wyjściem było cofnięcie się i odejście.

Więc cofnął się i odszedł. Poszedł w kierunku biblioteki.

„To jeszcze nie koniec” - ostrzegł go Clinton.

„Nigdy nie jest” - mruknął Chace, nie wiedząc, czy Clinton go mógł słyszeć i mając w dupie, czy mógłby.

Obserwował zbliżającą się bibliotekę, podczas gdy myślał o tańcu z Faye po północy do fantastycznej pieprzonej piosenki, kiedy ona uśmiechała się do niego i pozwalała mu się przytulać. O siedzeniu w jej furgonetce, wąchaniu jej perfum, obserwowaniu jej wyrazistej twarzy, słuchaniu jej słodkiego głosu używającego różnych tonów, które były równie wyraziste jak jej twarz.

Kupił jej kawę. Obserwował dzieciaka, który nic nie miał, chwytającego pięć toreb pełnych tego, co uważał za złoto, co dała mu Faye Goodknight wyłącznie z życzliwości.

Miał dobry poranek, pierwszy dobry poranek od naprawdę długiego czasu, od kiedy jego ojciec i jego bzdury obróciły wszystko w gówno.

I to było dokładnie to, co czuł, gdy jego długie nogi zjadały odległość od samochodu do biblioteki. Gówno. Czuł to. Czuł jego zapach. Czuł jego smak w ustach.

Musiał się go pozbyć.

Znał tylko jeden sposób, aby to zrobić. Tylko dwa razy w ciągu pieprzonych lat czuł tylko słodki zapach, atmosferę i tylko raz smakował słodyczy.

Tańcząc z Faye i całując ją.

Biblioteka nie była jeszcze otwarta, ale nadal owinął palce wokół klamki frontowych drzwi i pociągnął.

Otwarte.

Cholerne dzięki, że była w środku i nie zamknęła drzwi.

Wszedł, niewyraźnie widząc ladę przy biurku, półki, książki i czując zapach, jaki miały tylko biblioteki, ale skupił się na skanowaniu przestrzeni.

Po prawej długa lada.

Z drzwi z tyłu po lewej stronie wyszła Faye.

„Hej” - przywitała się słodkim głosem - „Widziałeś, dokąd poszedł?”

Chace nie odpowiedział, podszedł do niej.

Kiedy zaczął się ruszać, przyłożyła ucho do ramienia, z głową wysuniętą lekko do przodu, a na jej twarz wyszedł wygląd pełen zaciekawienia.

„Wszystko w porządku?” - zapytała cicho.

Chace okrążył ladę.

Śliczna, obcisła spódniczka, która muskała jej biodra, obejmowała jej tyłek i kończyła się pod kolanami. Brązowe buty na niskim obcasie. Koszulka z wycięciem pod kardiganem. Skóra wyeksponowana nad dekoltem koszulki podkreślająca niezwykły i atrakcyjny trójwarstwowy naszyjnik. Kasztanowe włosy opadające płachtą na ramiona i klatkę piersiową, kosmyk u góry, na prawo od czoła ściągnięty na bok śliczną spinką. Makijaż subtelny i pociągający.

Wyglądała jak bibliotekarka, która miała dobry gust do ubioru i lekką, ale fachową rękę do makijażu. Jej własny styl, który w żaden sposób nie podkreślał ewidentnie atrakcyjnych rysów jej twarzy czy sylwetki i przez co przekornie je podkreślał. To był styl, który pasował jej ogromnie.

I to działało w ten sam sposób na Chace’a przez długi pieprzony czas.

„Chace” - powiedziała, wciąż cicho mówiąc - „…czy coś…?

Przestała mówić nagle, kiedy stało się dla niej jasne, że nie przestanie do niej podchodzić.

Cofnęła się o krok.

Za późno.

Był tuż przy niej, otoczył jej talię ramieniem i wykręcił ją tak, że przesuwał ich do tyłu w kierunku drzwi, przez które wyszła.

„O Boże” - wyszeptała, unosząc dłonie, by oprzeć je lekko o jego klatkę piersiową, szeroko otwierając oczy i wpatrując się w niego - „Czy z chłopcem wszystko w porządku?”

Nie odpowiedział.

Przeciągnął ją przez drzwi, wyciągnął rękę, złapał je, zatrzasnął, odwrócił ją ostro, a potem przysunął się tak, że była do nich przyciśnięta.

„Co ty…?”

Tym razem nagle przestała mówić, bo zacisnął ramię wokół jej talii i pociągnął w górę, przyciągając ją do swojego ciała. Drugą rękę wbił w jej jedwabiste włosy z tyłu głowy. Potem objął jej głowę i przechylił ją na bok. Przechylił swoją głowę na drugą stronę i przycisnął usta do jej ust.

Wydała odgłos zaskoczenia, jej ciało napięło się przy jego, a on wsunął język między jej wargi. Nie mając wyboru, otworzyła je, kolejny dźwięk zaskoczenia wypełnił jego usta, ale on też zignorował to, kontynuował to, co robił i wziął jej usta.

Znowu smakowała jak mięta. Tym razem wiedział dlaczego, skoro jego język natknął się na gumę.

Słodkie, świeże, czyste. Kurewsko czyste. Piękne.

Boże, nic piękniejszego.

Pogłębił już głęboki pocałunek, potrzebując go, a ona mu go dała. Napięcie odpłynęło z jej ciała, wtopiła się w niego, jej dłonie wsunęły się w górę jego klatki piersiowej. Jedna wygięła się wokół jego karku, a palce wbiły się we włosy. Druga osunęła się na jego ramiona i trzymała mocno.

Potem dała więcej, naciskając głębiej, jej język nieśmiało walczył z jego, jej palce napinały się na jego czaszce, jej ramię mocniej trzymało. Wziął to, przyciągając ją do siebie, nawet gdy przycisnął ją tyłem do drzwi, zmuszając jej miękkie kształty do dopasowania się do jego ciała.

Kiedy poczuł, że to zaczyna przejmować nad nim kontrolę, kiedy wiedział, że straci kontrolę, jeśli nie przestanie, przestał.

Oderwał swoje usta od jej ust, pochylił głowę, by oprzeć czoło na jej czole, otworzył oczy, by zobaczyć z bliska jej otwarte w uroczym, seksownym trzepotaniu i wyszeptał - „Miętowa guma do żucia”.

Zamrugała powoli. Nie, leniwie. Jakby otrząsała się ze snu, którego nie chciała opuścić.

Potem odszepnęła - „Jestem od tego uzależniona”.

Chace nie mógł stłumić jęku, który wyrwał się z jego gardła, gdy zsunął swój policzek w dół jej policzka i schował twarz w jej szyi.

Jej perfumy były kwiatowe, ale delikatna nuta wanilii je łagodziła. Słodkie i świeże.

I czyste.

Kobieta w jego ramionach była uzależniona od gumy. Nie koka. Nie perwersyjny seks. Nie alkohol. Nie zakupy. Nie dręczenie mężczyzny ani kontrolowanie go.

Guma.

Pieprzona guma.

Uśmiechnął się przy jej szyi.

„Chace” - zawołała drżeniem w swoim miękkim, teraz nieco ochrypłym głosie. Niepewność i nutka strachu. Poczuł, jak jej ciało napina się, przygotowuje, stabilizuje, bo nie wiedziała, jak nauczył ją nie wiedzieć, co będzie dalej, ale wiedziała, że może to być nieprzyjemne i podniósł głowę.

„Zgubiłem go na Cheyenne Street” - oznajmił.

Zamrugała, tym razem szybciej, zanim wyszeptała jąkając się - „Ccc-co?”

„Domyślam się, że mnie zauważył, choć nie wiem kiedy. Przeszedł przez miasto, w górę Navajo, w dół Ute, poruszał się szybko, ale nie w widocznym pośpiechu. Nerwowym, harcerskim krokiem, ale jakby to była jego normalna rutyna, nie przestraszony. Skręcił w dół w Cheyenne i przepadł.”

„Och” - szepnęła rozczarowana.

„Ponieważ nie wiem, kiedy mnie zauważył, może gdzieś tam mieszkać, złapał, że idę za nim i zniknął w drodze do domu lub, jeśli zauważył mnie wcześniej, celowo wyprowadził mnie z trasy. ”

Jej głowa przechyliła się lekko na bok i przypomniała mu - „Ma dziewięć lub dziesięć lat, Chace, a ty znowu zachowujesz się, jakby był geniuszem zbrodni. To tylko dzieciak.’’

Kurwa, to było walnięte, to było jego imię, ale uwielbiał, kiedy nazywała go Chace tym jej głosem. Przechodziło to przez niego za każdym razem i to w cholernie dobry sposób.

„To dzieciak ulicy” - przypomniał jej.

„Tak, dzieciak ulicy, a nie geniusz kryminalny.”

Uścisnął ją i zbliżył twarz do jej twarzy, jednocześnie ściszył głos i powiedział - „Mała, jestem gliną. Po prostu ufaj, że wiem, o czym mówię. Tak?”

„Tak” - wyszeptała natychmiast i Chace’owi nie umknęło, że, nie po raz pierwszy, kiedy zawołał na nią mała, natychmiast potem się poddała.

Zapisał to w pamięci do późniejszego wykorzystania, a następnie zapytał - „Co dalej w twoim zaplanowanej dostawie?”

„Mojej zaplanowanej dostawie?”

„Dla dzieciaka.”

„Och” - powiedziała cicho, a potem, niestety, jej ręce się poruszyły, ale, na szczęście, poruszyły się tylko po to, by je przesunęła na boki i położyła płasko na jego klatce piersiowej, więc się ruszyła, ale się nie odsunęła. Potem mówiła dalej - „Więcej jedzenia. Myślę, że tym razem płatki zbożowe, więc będę musiała mu dostarczyć więcej mleka. Może miskę, talerz, łyżkę, widelec, nóż i śpiwór na wypadek, gdyby spał na ulicy.” - jej oczy odpłynęły i wymamrotała - „Dziś wieczorem pójdę do centrum handlowego po pracy. Obiecałam mu jutro kolejną paczkę.” - skupiła się z powrotem na nim - „I napiszę kolejną notatkę. Przedstawię się, opowiem mu trochę o sobie. Więc, wiesz, może jeśli zacznie mnie poznawać, może zacząć mi ufać.”

„Moja kolej” - odparł Chace - „Kupię jedzenie i śpiwór i przyniosę je dziś wieczorem do ciebie, przyjdę na pizzę i piwo. Będę tam o siódmej.”

Zobaczył kolejne mrugnięcie, a kiedy skończyła, zobaczył, że dało mu to jej spojrzenie z szeroko otwartymi oczami - rozchylone usta, szok, zdumienie - cholernie słodkie.

„Pizza i piwo u mnie?” - wyszeptała.

„Siódma” - nie wyszeptał, ale powiedział to jedno słowo stanowczo.

Jej podbródek nagle opadł, żeby mogła spojrzeć na swoje dłonie na jego klatce piersiowej. Potem jej rozejrzała się wokół, a jej ciało napięło się i wiedział, że w końcu zdała sobie sprawę, gdzie jest i dlatego z opóźnieniem panikowała.

Aby to powstrzymać, trzymał jedną rękę mocno na jej talii, a drugą wysunął z jej włosów, ale zrobił to, przesuwając przez nie palce, a następnie czując, jak przepływają po jego dłoni, gdy owinął drugą rękę wokół jej łopatek.

„Faye” - zawołał i rzuciła wzrokiem na niego.

„Co się dzieje?” - jej pytanie było ciche.

„Słonko, cofnij się pamięcią” - ponaglił łagodnie - „Dwie minuty temu całowałem cię. Trzy dni temu tańczyłem z tobą. Wiesz, co się dzieje”.

Potrząsnęła głową i wybełkotała - „Ja… ja…”

Z widocznym wysiłkiem zebrała je w całość i kontynuowała, tym razem jeszcze ciszej - „Ostatnim razem, kiedy całowałam…”

Chace przerwał jej - „Tym razem ja cię pocałowałem.”

„Jest różnica?” - zapytała.

„Mówiłem ci, że nie lubię niespodzianek. Zaskoczyłaś mnie. Nie zareagowałem zbyt dobrze”.

Wyprostowała plecy. Zobaczył to i tym razem to poczuł, a jej oczy zwęziły się, kiedy zgodziła się - „Nie, naprawdę niezbyt”.

To, co zrobił, ją spieprzyło. Wiedział to wtedy i wiedział to teraz. Nienawidził tego wtedy i nienawidził tego teraz. Miał szczęście, że stał tam, gdzie był i też o tym wiedział.

Ale ponieważ tak było, a ona nie rzucała gównem, nie odpychała go ani nie zamykała, wziął to za znak i przełączył się.

„Masz rację” - wyszeptał, patrząc w jej zmrużone oczy - „Naprawdę niezbyt.”

Lekko nacisnęła na jego klatkę piersiową i warknęła - „Dajesz mi sprzeczne sygnały, detektywie Keaton.”

To była zła rzecz do powiedzenia.

Słysząc, jak ona go tak nazywa, odmawiając mu czegoś, co pokochał w ciągu tych dwóch tygodni, myśląc przez lata, że nigdy nie dostanie szansy na trzymanie w ramionach ślicznej bibliotekarki z miasteczka, tak jak to właśnie robił. To wszystko, co właśnie zniósł z Bonarem, powracało. Faye była zła, odsuwała się. Coś, co trzymał przez długi, pieprzony czas, pękło w nim i natychmiast zdecydował się przejść przez inną drogę.

Nie lekko naciskał na jej całe ciało, jego ramiona zaciskały się, jego ciało przyciskało ją do drzwi, gdy zbliżył twarz do niej i warknął - „W każdym razie jest jedno, które nie jest pomieszane. Nie nazywaj mnie detektywem Keatonem. Dla ciebie ja… jestem… Chase.”

„Ooo…” - odetchnęła, a potem kontynuowała oddychanie, kiedy skończyła - „…kay”.

„Okej co?” - podpowiedział.

„Okej, Chace” - wyszeptała natychmiast.

„Dobrze” - warczał - „Przeszliśmy przez to. Teraz to wyprostujemy i nie będziemy kręcić. Wiesz, że moje gówno jest popieprzone. Pracuję nad tym. Raz wyskoczyłaś w złym momencie, a innym razem mnie zaskoczyłaś. Nie poradziłem sobie dobrze w żadnej z tych sytuacji. Z gównem, nad którym pracuję, nie mogę obiecać, że zrobię następnym razem lepiej. Mogę dać słowo, że podoba mi się sposób, w jaki się ubierasz. Lubię dźwięk twojego głosu. Podoba mi się twój zapach. Podoba mi się, że twoje włosy czuję w dotyku tak, jak wyglądają, jak jedwab. Lubię twój smak. Podoba mi się, że masz charakter. Lubię, kiedy się mnie boisz. Lubię, kiedy mi się sprzeciwiasz. Podoba mi się, że troszczysz się tak, jak się troszczysz o to dziecko, o którym nie masz zielonego pojęcia. Podoba mi się, że nie masz pojęcia, jak się całować, ale mimo to dwa pocałunki, które z tobą dzieliłem, były najlepsze, jakie kiedykolwiek miałem. O wiele lepsze. Podoba mi się to wszystko bardziej, niż jest to zdrowe dla mnie, ale przede wszystkim dla ciebie. Ale podoba mi się to tak bardzo, że zamierzam to zignorować i mam nadzieję, że to nie zostanie cholernie zepsute, jak ma tendencję wszystko inne w moim życiu. Tak bardzo mi się to podoba, że ​​zaryzykuję. Tak bardzo mi się to podoba, że ​​zdecydowałem, że ty podejmiesz ze mną to ryzyko. I to też wyjaśnię. Nie proszę cię o podjęcie takiego ryzyka, mówię ci, że to zrobisz. To znaczy, że będę u ciebie o siódmej z pizzą, piwem, śpiworem i jedzeniem dla naszego dzieciaka.”

Poruszał się nieznacznie, więc jego usta były o oddech od jej ust i czuł zapach jej gumy. Wyraz jej twarzy, jej dotyk w jego ramionach i zapach jej gumy przeszył go, jak zawsze.

Potem skończył, ale zrobił to szeptem - „Teraz, mała, mamy to wyprostowane?”

„Tak” - odszepnęła, udowadniając po jego przemowie jaskiniowca, że ta sprawa z mała działała zajebiście dobrze.

„Dobrze” - mruknął, walcząc z uśmiechem.

„Nie lubię piwa” - oznajmiła cicho.

„Co lubisz?”

„Wino”

„Jakie?”

„Z pizzą?”

„Tak”

„Czerwone”

„Wytrawne czy słodkie?”

„Wytrawne”

„Masz to, Słonko”

Czubek jej języka wysunął się, by zwilżyć jej dolną wargę i jego usta były tak blisko, że musnął je, a kiedy go posmakowała, jej ciało podskoczyło i język zniknął. Ale było już za późno, poczuł przez siebie ten dotyk i docisnął ją głębiej do drzwi.

Jej palce zacisnęły się na jego kurtce i kontynuowała szeptem - „Nie lubię ananasa na pizzy”.

„To dobrze, bo ja też nie”.

„Okej.” - ciągle szeptała, przygryzła wargę, odpuściła i przyznała - „Trochę mnie przerażasz”.

„Dobrze”

Zamrugała ponownie, a jej głos był o pół oktawy wyższy, kiedy zapytała - „Dobrze?”

„Faye, kochanie, jak byś grała po swojemu, ja miałbym przesrane. Skoro wytrącam cię z równowagi, mam przewagę. Z tego co mogę powiedzieć, z tobą, będę potrzebował przewagi”.

„Ja, uh… to brzmi… umm… jesteś pewien, że w… uh…” - wyjąkała, ujawniając coś, co już wiedział, że nie ma absolutnie pojęcia, jak pogrywać mężczyzną lub być w związku, a to też było słodkie i gorące. W końcu skończyła - „To nie brzmi dobrze”.

„Moim zadaniem w tym jest sprawienie, by było to dobre dla ciebie”.

„Och” - odetchnęła, a on ponownie walczył z uśmiechem.

Potem zapytał - „Rozumiesz?”

„Nie” - przyznała cicho.

Nie rozumiała, wiedział o tym, a to też było urocze i gorące.

„Zrozumiesz” - mruknął.

„W porządku” - mruknęła w odpowiedzi.

„Siódma” - stwierdził.

„Siódma” - zgodziła się, kiwając głową.

„Muszę iść”

„Okej”

„Zanim pójdę, daj mi te usta” - rozkazał i obserwował, jak jej oczy się rozszerzają.

Urocza.

Gorąca.

„Słucham?”

„Mała” - szepnął - „Zanim odejdę, chcę twoich ust”.

Poczuł, jak drży w jego ramionach. Potem poczuł, jak jej ciało przesuwa się po jego, gdy stanęła na palcach.

Potem dała mu usta.

Chace wziął je i brał dalej, aż prawie stracił kontrolę.

Dopiero wtedy przestał, uniósł usta, pocałował ją w nos i cofnął się. Wyciągnął ją od drzwi i trzymał lekko, dopóki nie wiedział, że stoi stabilnie na nogach. Potem posłał jej oszołomionej, łagodnej, ładnej, podnieconej twarzy uśmiech, zanim odszedł nie oglądając się za siebie.

 


6 komentarzy:

  1. Będą mieli przesrane😐 ja mu współczuję rodzinki i wyborów jakie musiał dokonywać. Dziękuję ❤️😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko boska co za rozdział :)
    Dziękuję nie mogę się doczekać kolejnej części

    OdpowiedzUsuń
  4. To się będzie działo... Dziękuję bardzo:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Gorąco
    Ale to i tak apodyktyczny dupek 😉

    OdpowiedzUsuń