Rozdział
3
Odpłynąć
„Poddajesz się?!?!?”
Wpatrywałam
się w skrzynkę odbiorczą z wiadomością na moim komputerze i westchnęłam.
Tak,
poddawałam się. Tydzień temu Chace to rozłożył. Nie zrozumiałam. Nie byłam
wystarczająco doświadczona, by rozumieć. Przez dobrą chwilę czułam, kiedy
jego ramiona obejmowały mnie mocno, jego usta przycisnęły się do moich, jego
dłoń była w moich włosach, że chciał mnie pocałować…
Całując mnie.
I,
o mój Boże, co był za pocałunek.
A
żeby był tak dobry, wydawało się, że musiał być w to zaangażowany. Lubić mnie.
Jak
powiedziała Lexie. Bardzo mnie lubić, jak może lubić ktoś, kto ma głodne serce,
tęskniącą, zniszczoną duszę, a jeśli nie może tego mieć, postawi swoje życie na
szali, w taki sposób lubić mnie, cóż, lubić mnie.
Nagle
nie byłam w jego ramionach, a on dał jasno do zrozumienia, że nie lubi mnie.
Zupełnie.
Nawet
malusieńkiego, maleńkiego kawałka mnie.
Miałam
mądrego ojca, który chętnie dzielił się swoją mądrością, mądrą matkę, która
dzieliła się swoją mądrością raczej popychając niż działaniem, a także miałam
magisterium z bibliotekoznawstwa.
Nie
byłam głupia.
Zrozumiałam
to.
Więc
się poddałam.
Podniosłam
ręce do klawiatury i napisałam do mojego internetowego przyjaciela Benji’ego -
„I tak nic nie osiągnęliśmy.”
„Osiągnęliśmy!”
- Odpisał - „To musi być ktoś z Elity ten,
kto wynajął zabójcę. I już odkryliśmy niektórych graczy! Pieniądze za korupcją.
Pieniądze, które zapłaciły za czyste uderzenie. Musimy kopać dalej.”
Poznałam
Benji’ego na forum poświęconym wszystkiemu, co było o nowym Battlestar Gallactica[1], lub,
jak to Benji nazwał „Najlepszym programem telewizyjnym wszechczasów”.
Nie
zgodziłam się. Uwielbiałam Battlestar
Gallactica, ale Firefly[2] był
zdecydowanie najlepszym programem telewizyjnym w historii, co sprawiło, że jego
anulowanie w połowie sezonu było aktem świętokradztwa (jak myślałam).
Na
szczęście zrobili o tym film. Na szczęście Nathan Fillion przeniósł się do
kolejnego niesamowitego serialu, Castle.
Ale
nic nie przebijało Firefly.
Nic.
Lata
temu związek Benji’ego i mój zniknął z forum i rozwinął się, więc przedstawiłam
go mojej innej internetowej przyjaciółce Serenity Wash. Poznałam ją na forum
Firefly i to był jej pseudonim. Myślenie, że jest to „ona” spowodowane było
faktem, że mogła godzinami wymyślać perwersyjne rzeczy o Nathanie Fillionie w
sposób, o którym nie byłam pewna, ale myślałam, że nie może być miłością
gejowską. Serenity i ja byłyśmy bliskimi przyjaciółkami. „Znałyśmy” się od lat
i cały czas pisałyśmy do siebie, rozmawiając o życiu, pracy, rodzinie, myślach,
uczuciach, emocjach, ale nie znałam jej prawdziwego imienia, płci, miejsca
zamieszkania ani niczego namacalnego o niej. Wszystko co dawała, to były
wskazówki, ale jednocześnie strzegła tego, jakby to była tajemnica państwowa.
Więc nigdy nie wiedziałam, czy aluzje były prawdziwe, czy też próbowała
zepchnąć mnie z tropu.
Serenity
Wash to był jej pseudonim, pochodzący od nazwy statku kosmicznego w Firefly
„Serenity” oraz jej ulubionej postaci z serialu „Wash”.
Nawiasem
mówiąc, pseudonim Benji’ego brzmiał „Admiral AdamaforPresident”. Ponieważ
pisanie tego było uciążliwe, kazałam mu podać jego prawdziwe imię. I
wiedziałam, że był mężczyzną, skoro wymyślał perwersyjne rzeczy o odcinku
Szóstym z tamtego serialu w sposób, w jaki żadna kobieta by nie potrafiła.
Powiedział
mi też, że jego pełne imię to Benjamin, a ja nie znałam żadnej dziewczyny o
imieniu Benjamin, więc myślałam, że jego płeć nie była kwestionowana.
Przez
lata informowałam ich na bieżąco o wydarzeniach w Carnal. Podzieliłam się także
moją długodystansową, nieodwzajemnioną miłością do detektywa Chace’a Keatona. Interesowali
się tym, zwłaszcza gdy wszystko się rozgrzało i w końcu eksplodowało. Dotyczyło
to również wiadomości, że Misty Keaton nie żyje, a jej mąż, jak mieli nadzieję,
może być ze mną.
Pozostali zainteresowani, może niezdrowo i
namówili mnie do zrobienia tego samego. A niezdrową częścią tego było to, że
oboje byli dobrzy w komputerach. Żyli na marginesie społeczeństwa, poświęcali
się społecznościom internetowym i geekowej telewizji. Zawsze przygotowywali się
do wściekłego udziału w każdej konwencji geeków, która pojawiła się na ich
drodze.
Oddawali
się także takim innym zajęciom, jak, powiedzmy, hakowanie i amatorska
detektywistyka.
To również doprowadziło do mojej nocnej
podróży po północy, jednej z wielu, na miejsce zbrodni. Oczywiście, nie miałam
pojęcia, czego szukam. Serenity, oczywiście, oglądała Kości i powiedziała mi, że można złapać mordercę badając ziemię.
Nie miałam trzech doktoratów z entomologii, botaniki i mineralogii, jak
fikcyjny Jack Hodgins, który tak miał w tamtym serialu, ani nie miałam
laboratorium z ery kosmicznej, aby pobrać próbkę do badania, więc nie miałam
pojęcia, czego się ode mnie spodziewają z ziemią w Harker Wood. Jednak mieszkałam
w Carnal i z głową w książkach, palcami na klawiaturze z internetowymi
przyjaciółmi, oczami wyszkolonymi do geekowania telewizji lub nie, wciąż znałam
wielu złych, widząc, że byli policjantami i robili swoje, a ich obecność była przytłaczająco
znana. Oznaczało to również, że wiedziałam, że większość z nich to idioci. A
idioci nie mogli popełnić morderstwa tak, by uszło im to płazem.
Poszłam
więc do Harker Wood, kiedy nikt mnie nie widział. Rozejrzałam się, przeczesałam
ten las tak dokładnie, że znałam go już jak własną kieszeń.
Ale
nigdy niczego nie znalazłam.
Ale
też, podobnie jak Benji i Serenity, nigdy się nie poddawałam.
Do
teraz.
Nie
podzieliłam się ostatnimi wydarzeniami, ponieważ oboje otwarcie mieli nadzieję,
że nasze działania dojdą do pożądanego zakończenia, sprawią, że Chace mnie
zauważy, a potem natychmiast zakocha się we mnie.
Oczywiście
tak się nie stanie.
Więc
teraz nadszedł czas, abyśmy przestali próbować robić to, czego i tak nigdy nie
zrobimy. Nawet jeśli Benji włamał się na serwer komputerowy Departamentu
Policji Carnal, a Serenity jakoś zdołało się włamać i śledzić wraz z rozmowami
i wiadomościami tekstowymi na ponad tuzin telefonów komórkowych.
A
to, co próbowaliśmy zrobić, czego nigdy byśmy nie zrobili, to znaleźć mordercę
Misty Keaton.
Co
więcej, nawet przed ostatnimi nieprzyjemnymi i mylącymi (ale, niestety, przez
kilka pięknych momentów, również niesamowicie ekscytującymi) Potyczkami z Chace’m,
zaczynałam się martwić.
Stało
się tak dlatego, że Serenity podawała nazwiska ludzi, którzy, jak wynikało z
wyszukiwarek internetowych, byli bogatymi i wpływowymi. Duże pieniądze. Stare pieniądze.
Sędziowie. Biznesmeni. Politycy. Maklerzy mocy.
Serenity
była przekonana, że nieżyjący już przywódca brudnej bandy brudnych gliniarzy,
Arnold Fuller, miał na tych facetów haki. I była przekonana, że, chociaż Fuller
był bardzo martwy, człowiek taki jak on nie mógł szarpać takich mężczyzn za
łańcuchy, jeśli nie miał przy sobie tego dobra. I wreszcie, Serenity była
przekonana, że te dobra nie umarły wraz z Fullerem.
Gdzieś
były.
Pomyślała
też, że jeśli znajdziemy mordercę Misty, znajdziemy i to. W zamieszaniu, które
nastąpiło po oczyszczeniu z zarzutów Ty Walkera i ujawnieniu korupcji w Carnal,
nic z tego nie wypłynęło.
Tak
więc Serenity była przekonana, że istnieje coś innego, co może się spierdolić,
a najlepszym sposobem, aby znów coś się spierdoliło bez powodowania
jakichkolwiek uszkodzeń, było wycelowanie w to samemu.
Jak
można sobie wyobrazić, nie napawało mnie to radością. Nie napawało mnie to
nawet niepokojem. Napełniło mnie to pragnieniem ucieczki z krzykiem od tego
ulubionego projektu i nigdy nie oglądania się za siebie. Niestety, Benji i
Serenity byli w tym zakopani. Na szczęście prawdziwa tożsamość Serenity była
tak głęboko ukryta za ścianą jej przebiegłości komputera, że prawdopodobnie
nikt nie mógł jej zhakować. A Benji mieszkał w Anglii, więc miejmy nadzieję, że
długi zasięg pieniędzy i władzy Kolorado nie sięgał tak daleko.
Ale
ja skończyłam. Chace nazwał moje wdzięki „ograniczonymi”, a mój pocałunek
„bzdurnym gmeraniem”. Skończyłam. Nie
chciałam żadnych przypomnień o nim. Na szczęście pracowałam w bibliotece,
budynku, do którego, o ile wiedziałam, nie wszedł nigdy od trzynastu lat. A
ponieważ byłam jedynym opłacanym pracownikiem biblioteki, uznałam, że
bezpiecznie jest powiedzieć, że nigdy tam nie był i dlatego nigdy tam nie
będzie. I nie wracałam do baru. Zrezygnowałam też z kawy La-La Land. To było do
bani. Kawa Shamblesa i Sunny była niesamowita, a wypieki Shamblesa były warte
grzechu.
Ale to były jedyne miejsca, kiedy moja ścieżka
mogła skrzyżować się z jakąkolwiek regularnością ze ścieżką Chace’a Keatona,
więc dopóki palenie spowodowane jego słowami nie zgasło, unikałam ich.
Benji’ego
i Serenity nie mogłam kontrolować. Byli dorośli (miałam nadzieję) i nie byli
głupi. Może nawet mniej zaangażowani w prawdziwy świat niż ja, ale nie głupi.
A
ze swojej strony po prostu bym ich ostrzegała.
„Benji, nie byliśmy”
- napisałam - „I nie podoba mi się to, co
odkrywamy, i ty też nie powinieneś się z tym czuć komfortowo. To naprawdę nie
nasza sprawa. W Carnal znów jest dobrze. Mam silne przeczucie, bardzo silne, że
nie powinniśmy wywoływać wilka z lasu.”
„Ale co z Chace’m?”
- odpisał Benji i zamknęłam oczy.
Potem
je otworzyłam, żeby znów kłamać.
„On ma dziewczynę.”
„Co!?!?!?!”
Wzięłam
oddech i dalej kłamałam.
„Tak. Widziałam go z nią pewnego
dnia. Wyglądają na naprawdę bliskich. Jest super ładna.”
„O MÓJ BOŻE! Dlaczego nic nie
powiedziałaś?!?!?”
„Potrzebowałam po prostu trochę
czasu, żeby porzucić marzenie.”
„Och
Inara” (tak nawiasem mówiąc, to był mój pseudonim, ponieważ postać Nathana
Filliona była zakochana w postaci Inary w Firefly – w rzeczywistości moje pełne
imię na ekranie brzmiało Inara000, ponieważ było tam miliard Inar) „nie mów tego. Czy ta rzecz jest u niego
nowa? Może to się nie uda.”
„To nie jest część dbania o kogoś,
Benji, nawet jeśli troszczysz się o niego z daleka, mając nadzieję, że nie
będzie szczęśliwy. Nie był zadowolony z Misty. Teraz wygląda na szczęśliwego z
tą nową damą. On idzie dalej. Ja też powinnam.”
„Nie trać nadziei. Nigdy nie
wiadomo” odparł Benji.
„Nie, wiem tylko, że od siedmiu lat
jestem w domu z college’u, a on mnie nie zauważył. Od siedmiu miesięcy jest
wdowcem i nie zauważył mnie. To znaczy, że prawdopodobnie nigdy mnie nie
zauważy. Muszę żyć, Ben. I prawdopodobnie powinnam zacząć tym żyć.”
Moje
oczy pozostały na ekranie, ponieważ przez chwilę nic nie wróciło od Benji’ego,
a potem to się stało.
„Przykro mi, Faye. Ale
prawdopodobnie masz rację. Mimo to mam nadzieję, że znajdziesz kogoś
spektakularnego, ponieważ na to zasługujesz, a kiedy Chace Keaton w końcu
wyprostuje głowę i cię zauważy, może poczuć trochę tego, co teraz czujesz,
wiedząc, że jesteś szczęśliwa i to szczęście nie będzie nigdy z nim.”
Nie
wstrzymywałabym oddechu, aż by to się stało.
Nie
podzieliłam się tym z Benji’m.
Benji’m,
którego kochałam, a kiedy czytałam jego słowa, przypomniały mi się wszystkie
powody, chociaż nigdy go nie spotkałam i prawdopodobnie nigdy nie poznam, dla
których to robiłam.
Zamiast
tego napisałam - „Robi się tutaj późno,
Ben. Muszę iść do łóżka.”
„Racja”
- odpowiedział, pozwolę ci odejść - „Wrócisz
jutro?”
„Prawdopodobnie”
- odpowiedziałam i prawdopodobnie wrócę jutro. Siedzę w swoim mieszkaniu przy
komputerze i rozmawiam z ludźmi, których dobrze znałam, ale których nigdy nie
spotkałam. I prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali, ponieważ byli
społecznymi odmieńcami.
Jak
ja.
Dwadzieścia
dziewięć lat i nigdy z nikim nie spałam. Prawie nigdy nie byłam całowana i
tęskniłam za mężczyzną, którego nigdy nie miałam, który był prawdziwy i innym,
który był fikcyjną postacią w dawno odwołanym serialu telewizyjnym.
„Tak”
- wyszeptałam, pisząc „Później, Ben.”
- „Muszę zdobyć prawdziwe życie”.
Przeczytałam
jego pożegnanie i wyłączyłam komputer.
Potem
podeszłam do mojej kanapy.
W
moim życiu była jedna rzecz, którą można było uznać za odjazdową. To było moje
mieszkanie.
Była
to przestrzeń nad kwiaciarnią Holly na Main Street.
Oznaczało
to, że często pachniało kwiatami. Oznaczało to również, że mogłam chodzić do
pracy. Biorąc pod uwagę, że mój samochód był ciemnozielonym dżipem Cherokee,
który mój tata przekazał mi siedem lat temu po ukończeniu przeze mnie college’u,
możliwość dostania się pieszo do pracy i gdziekolwiek indziej w moim ciasnym
życiu była dobrą rzeczą.
Moje
mieszkanie było przeważnie jednopokojowe. Cztery wąskie, ale wysokie, łukowate
okna z przodu wychodziły na Main Street. Wszystkie ściany były z wyeksponowanej
czerwonej cegły. Podłogi miały świeżo nabite deski, które Holly wyremontowała,
zanim mi je wynajęła, więc, chociaż były utrapieniem, były również błyszczące i
cudowne. Rzuciłam tu i tam kilka niedopasowanych, różnokolorowych, różnokształtnych,
ale ładnych i jasnych dywanów, aby ocieplić pokój.
Z
tyłu znajdowała się otwarta kuchnia, oddzielona od pokoju wysokim blatem ze
stołkami przed nim. Była duża, bo przestrzeń była duża. Miała wiele szafek
pomalowanych na kość słoniową z wyszczerbieniami i zadrapaniami, które
wyglądały raczej fajnie niż na poobijane, a niektóre szafki miały szklane
fronty, dzięki czemu można było zobaczyć moją żywą kolekcję kamionki. Miała też
ogromną wyspę pośrodku i dużo miejsca na blatach. Ta kuchnia była niesamowita.
Obok
kuchni znajdowało się małe pomieszczenie gospodarcze. Było schowane w zakamarku
utworzonym przez wyłożony drewnem pokój i wgryzało się w przestrzeń, którą stanowiła
duża łazienka.
W
łazience była umywalka na postumencie i głęboka, bajeczna wanna na nóżkach,
która była baśniową krainą wanien dla ludzi (takich jak ja), którzy lubili się kąpać.
Przy
oknach z przodu stała moja jasnoróżowa, przygarbiona kanapa z poduszką i trzy
wygodne fotele (jeden niebieski, jeden bakłażan i jeden jasny turkusowy),
wszystkie z otomanami otaczającymi różne ładne, ale losowo niepasujące do
siebie stoliki. Dużo czytam, więc potrzebowałem wielu różnych miejsc do wyboru,
gdzie czytać. Z moimi miejscami do siedzenia, miałam to.
Pośrodku
pomieszczenia, na dużym, grubym dywanie w bogatej leśnej zieleni, stało moje
łóżko typu queen-size. Miało zwinięte, pomalowane na kolor kości słoniowej,
żelazne wezgłowie i zakończenie w nogach oraz szerokie, ale nie głębokie,
pomalowane na kolor kości słoniowej, lecz zniszczone szafki nocne po obu
stronach. Na jednej z nich stała duża lampa z podstawą ze szkła żłobkowanego.
Na drugim była lampa, która była okrągła, z matowo różowej ceramiki, która
wyglądała jakby miała wybite oczko, a żarówka była wewnątrz niej, więc lampa
rzucała ładne wzory na ścianę, gdy świeciła (tak jak teraz). Na łóżku leżały
pęki poduszek wszelkich kształtów i rozmiarów, miękkie prześcieradła, na które
sobie pozwalałam, bo kosztowały fortunę, ale czułam się w nich świetnie, a puchowa
kołdra w miętowo zielonej poszwie z fioletowymi, różowymi i niebieskimi
kwiatami.
Ściana
z boku łóżka w pobliżu części wypoczynkowej była wypełniona półkami, na których
znajdowała się obszerna kolekcja moich książek, moje stereo, płyty CD, DVD,
kilka oprawionych zdjęć i geekowe przedmioty, takie jak mały model statku
Serenity z Firefly i ramka z zamontowanym czakramem Xeny, niesamowitą bronią
Wojowniczej Księżniczki.
Na
ścianie po drugiej stronie znajdowała się ogromna, zabytkowa szafa, którą tata
musiał rozebrać i złożyć, żeby tam ustawić.
Na
ścianie naprzeciwko półek przy salonie znajdowało się moje duże, niesamowite
biurko stylowo celowo postarzane, a na nim komputer i akcesoria do niego. Po
drugiej stronie, między drzwiami wejściowymi a łazienką, stała zabytkowa,
zniszczona komoda. Stała na niej kolejna bajeczna lampa z delikatną podstawą z
trawionego kryształu, którą kupiłam za bezcen, bo nie działała, ale kupiłam ją,
bo wiedziałam, że tata może ją naprawić. I zrobił to.
Nic
nie pasowało do siebie, nawet stołki przy kuchennym blacie. Miałam tu i ówdzie
przypadkowe, dziwaczne rzeczy, dekorujące powierzchnie i ściany. Gdybym miała
nadać temu wyglądowi nazwę, nazwałabym go „Odjazdowy Szyk Przygnębionej Dziewczyny
Z Gór”.
I
to uwielbiałam.
Co
było dobre, pomyślałam, podchodząc do mojej kanapy, chwytając iPoda i rzucając
się na nią na plecy, ponieważ poświęciłam tyle czasu na urządzanie tego.
Wpatrywałam
się w sufit, czując zapach palącej się świecy (jabłko) i chwytając jedną z
wielu paczek landrynek w moim domu, rozpakowując i wkładając jedną do ust.
Miętówka.
Uwielbiałam ten smak, cieszyłam się, gdy go odkryłam, byłam od niego uzależniona
i żułam je cały czas, nawet po północy w czwartek, kiedy leżałam na kanapie,
zastanawiając się, co u licha mam zrobić z resztą mojego życia.
Było
prawdopodobne, że jutro Lexie, Laurie, Krystal: ich mieszanka lub wszystkie,
będą w bibliotece. Nie wspominając już o tym, że mogłyby przyprowadzić rzadkie,
ale wiarygodne dodatki innych przyjaciółek: Wendy, Maggie, Stellę, Betty,
Sunny, Avril, Amber, Jazz, Kayeleen lub, Boże broń, szaloną Twylę, która
przerażała mnie bardziej niż Krystal.
Od
tygodnia nie dopuszczałam ich, mówiąc, że jestem zajęta sprawami biblioteki.
Biorąc pod uwagę coraz bardziej przerażające, ale dziwnie niejasne problemy z
finansowaniem, na szczęście, nie było to kłamstwo. Ale oznaczało to również, że
ich okazjonalne wizyty stały się o wiele częstsze i jedna, dwie lub kilka z
nich, razem i osobno, były co dwa dni od siebie.
Laurie
i Krystal powiedziały mi, że krąży plotka w mieście, co oznaczało, że w barze
motocyklowym Bubba’s i Carnal Spa, a potem wszędzie dookoła, że pojechałam na komisariat
i rozmawiałam z Chace’m.
Słowo,
od ich podzielenia się ze mną, było poprawne. To słowo oznaczało, że poszłam
złożyć raport. Chace i ja byliśmy za zamkniętymi drzwiami przez dziesięć minut.
Chace wyszedł, wyglądając na wkurzonego i natychmiast udał się do swojego
SUV-a. Ja wyszłam chwilę później, wyglądając, jakbym została spoliczkowana, i
szybko wyszłam z lokalu, nie oglądając się za siebie.
Na
tę wiadomość skłamałam i powiedziałam im, że to wcale nie była prawda.
Opowiedziałam im o chłopcu, którego widziałam (i upiekłam dwie pieczenie na
jednym ogniu, prosząc, aby na niego zwróciły uwagę i dzwoniły do mnie, gdyby go
zobaczyły) i dlatego tam pojechałam. Nic się nie wydarzyło. Chace się temu
przyglądał, a w międzyczasie dałam Frankowi Dolinski książkę, a artysta
naszkicował (bardzo dobre) podobizny chłopca. Wszystko to zrobione podczas
nieobecności Chace’a na komisariacie.
Nie
kupiły tego i, chociaż musiałam przyznać, że podobało mi się, że się przychodziły,
wiedziałam, że presja wzrośnie i nie wyglądałam tego z utęsknieniem.
Ale
bycie bibliotekarką w małym miasteczku nie oznaczało dziewięciu godzin
dziennie, od wtorku do soboty, wśród zabawy i śmiechu. Ich przybycie przerywało
dzień. Były zabawne. Były otwarte, prawdziwe i, w przeciwieństwie do mnie,
normalne. I lubiły mnie, co było miłe. To nie tak, że nie miałam przyjaciółek.
Ale wszystkie moje przyjaciółki z liceum albo się wyprowadziły, albo były
zaangażowane w związkach, więc nie miałam z nimi wiele wspólnego. Spędzałyśmy
razem czas, ale nie za dużo. Moi pozostali przyjaciele byli dostępni za pomocą
klawiatury komputera.
Miło
było więc czuć się częścią ich grupy.
Po
prostu nie chciałam dzielić się tym, co stało się z Chace’m.
Może
pewnego dnia, kiedy myślenie o tym nie będzie bolało tak bardzo. Może zaprosiłabym
je na kolację i margaritę, upiłybyśmy się, a ja bym puściła farbę.
To
brzmiało jak dobry pomysł. Otwarta, prawdziwa, normalna rzecz dla dziewczyny,
która ma prawdziwe życie. Zapraszanie jej dziewczyn, kolacja, drinki, pijaństwo
i wyznanie swoich najbardziej upokarzających, bolesnych chwil w życiu, aby
mogły powiedzieć ci, że wszyscy mężczyźni są nieudacznikami i zrobić kolejnego
drinka.
Włożyłam
słuchawki, a ponieważ powinnam się odprężyć, a nie nakręcać, do czego zabierały
mnie moje myśli i włączyłam jedną z moich list odtwarzania.
To
działało, dopóki nie pojawiła się w kolejce ta piosenka.
Interpretacja Elli Mae Bowen Holding Out for a Hero.
Kiedy
leżałam tam tak, jak zawsze leżałam - sama, późno w nocy, w moim zajebistym,
ale samotnym mieszkaniu, jej piękny głos wypełniony tęsknotą, śpiewający słowa,
których nigdy tak naprawdę nie słuchałam, uderzył mnie jak kula przedzierająca
się przez moje ciało pozostawiając po sobie dotkliwy ból.
Nawet
nie próbowałam kontrolować łez, które wypełniły mi oczy. Nie poczułam ich kłucia
w nosie. Po prostu pozwoliłam im toczyć się, gdy sufit nade mną zrobił się zamazany,
a tęsknota w głosie Elli Mae, piękna melodia za słowami rozerwały mnie na
strzępy.
Zobaczyłam
Chace’a Keatona w wieku szesnastu lat, nawiasem mówiąc, w wieku Elli Mae, kiedy
nagrywała tę piosenkę, i przekonałam sama siebie, że znalazłam swojego bohatera
i zawsze tam był, tuż za moim zasięgiem.
Ale
nie był tuż poza moim zasięgiem i, dopóki nadal miałam nadzieję, wciąż
sięgałam, licząc na to, że w końcu jego ciepłe, silne i mocne palce zacisną się
wokół moich.
Był
po prostu poza zasięgiem.
Mieszkał
w tym samym mieście, ale był wiele, wiele kilometrów stąd.
Kiedy
Ella Mae skończyła, puściłam to ponownie.
I
znowu.
Potem
znowu.
Potem
ze łzami w oczach wstałam, zdmuchnęłam świecę i podeszłam do udręczonego,
kapryśnego zestawu wieszaków, które tato zamontował przy moich drzwiach.
Chwyciłam mój długi, pastelowo zielony szalik i owinęłam go wokół szyi,
dociskając kabelki słuchawek do skóry pod nim.
Odtworzyłam
to, kiedy chwyciłam swój sosnowy, wełniany płaszcz, naciągnęłam go, manewrowałam
iPodem, podczas gdy go zapinałam, chwyciłam rękawiczki pasujące do szalika i
naciągnęłam je. Potem złapałam klucze.
Słuchałam
piosenki, kiedy otworzyłam drzwi i wyszłam, zamknęłam drzwi, wsunęłam klucze do
kieszeni i zeszłam po schodach, które prowadziły do tylnego zaułka i mojego
Cherokee.
Odtworzyłam
ją ponownie, gdy okrążyłam boczną alejkę i szłam szybko, z napiętymi ramionami,
rękami wyciągniętymi przed siebie, splecionymi dłońmi, przez ostry, suchy
chłód, który osuszył łzy na mojej twarzy.
Odtworzyłam
to ponownie, kiedy skręciłam z Main Street i szłam cichymi, ciemnymi uliczkami
do szkoły podstawowej. Po raz kolejny wysłuchałam słów, prześlizgując się przez
otwór w ogrodzeniu z siatki i kierując się na plac zabaw.
Słuchałam
tego, kiedy zatrzymałam się przy huśtawce, podniosłam rękę w rękawiczce i oparłam
ją na jednej z wysokich tyczek huśtawki i opuściłam głowę, przyciskając czoło
do rękawiczki. Słuchałam czując ból na świadomość, że nie ma nic gorszego na
całym, szerokim świecie niż śmierć nadziei.
I
słuchałam tego, gdy wokół mojego bicepsa mocno i twardo owinęła się dłoń, ale
usłyszałam też swój niski, zdziwiony krzyk dzwoniący w mojej głowie, jeśli nie
w uszach, gdy poczułam dotyk i ta ręka nie zawahała się, by mnie wykręcić.
Potem
spojrzałam na rozgniewaną twarz Chace’a Keatona.
Co
do choroby?
Zamrugałam
na niego i zrobiłam to dwa razy, zanim zdałam sobie sprawę, że jego usta się
poruszają.
Mówił
do mnie.
„Co?”
- zapytałam, automatycznie mówiąc bardzo głośno przy muzyce, której on nie
słyszał.
Jego
głowa szarpnęła się, jego oczy zwęziły się, nawet gdy poruszały się wokół mojej
głowy. Poczułam, jak jego ręka opuszcza moje ramię, a potem nagle Ella Mae
zniknęła, ponieważ uniósł obie ręce i wyciągnął moje słuchawki do uszu.
Potem
usłyszałam, jak warknął - „Jezu, jest gorzej”.
Nie
nadążałam. Nie przeszłam od zaprzeczania samotności do zrozumienia tego do
głębi mego istnienia, odpuszczania marzenia, odczuwania, jak pulsuje we mnie
ból, bije mnie w sposób, w jaki wiedziałam, że będę go czuła wiecznie, do
stania na zimnie na boisku szkoły podstawowej, wpatrując się w rozzłoszczonego
Chace’a Keatona.
„Co
jest gorzej?” - wyszeptałam.
„Ty,
spacerująca samotnie w ciemności nocy po mieście pełnym cholernych motocyklistów,
którzy lubią się upijać, awanturować i uprawiać seks, i robiąca to ze
słuchawkami i muzyką tak głośną, że nie mogłabyś usłyszeć, jak ktoś się zbliża,
nawet jeśliby nosił pierdolony krowi dzwonek.”
Oczywiście
miał rację. Właściwie słyszałam nawet teraz Ellę Mae, a słuchawki nie były
nawet w moich uszach.
Szybko
kciukiem zatrzymałam iPoda, ale odpowiedziałam Chace’owi - „Motocykliści są
przyjaźni.”
„Nie,
Faye, nie są.”
„Ale
mieszkam tu całe życie, więc znam też kilku motocyklistów. Są.”
„Tak,
ci, którzy tu mieszkają, nie srają tam, gdzie mieszkają. Ci, którzy
przyjeżdżają tu z innych miejsc, mają w dupie, gdzie srają. Oczywiście, to by
oznaczało, że jakby coś ci się stało, miejscowi motocykliści musieliby się
rzucić, widząc, że ktoś skrzywdził jedną z nich, więc gdziekolwiek wyśledzą
innych, rozpęta się piekło. W międzyczasie, po tym, jak stworzyłabyś ten
koszmar, nie radziłabyś sobie zbyt cholernie dobrze.”
„Dużo
przeklinasz” - wyszeptałam, a jego głowa znów drgnęła, gdy jego oczy znów się
zwęziły.
„Co?”
- warknął.
„Nic”
- mruknęłam i przygryzłam wargę.
Jego
oczy opadły na moje usta, a następnie przesunęły się z powrotem na moje oczy.
Nagle
moja ręka została złapana w mocnym, stanowczym uścisku i szarpnięta, gdy
powiedział - „Odprowadzam cię do domu”.
Ponieważ
jego ręka szarpnęła moją, a jego ciało było wysokie, szczupłe, muskularne i
poruszało się, nie miałam innego wyjścia, jak tylko podążać za nim.
Ale
zaprotestowałam, gdy moje stopy poruszały się dwa kroki na jego jeden, aby
nadążyć za jego długimi krokami - „W porządku. Naprawdę. Nie jest daleko i nie
będę słuchała muzyki.”
Zatrzymał
się gwałtownie, szarpiąc moją rękę, co sprawiło, że nagle zatrzymałam się i
zgiął szyję tak, że jego przystojna twarz była o centymetry od mojej.
Jego
oczy były gniewne.
Nie,
wściekłe.
Przestałam
oddychać.
„Odprowadzam…
cię… do domu” - powiedział cicho, powoli, a każde słowo było celowe.
Zrobiłam
jedyną rzecz, jaką mogłam zrobić. Skinęłam głową.
Jego
twarz zaczęła się cofać, po czym jego oczy ponownie się zwęziły i, z jeszcze
większą szkodą dla mojej zdolności oddychania, zbliżył się jeszcze bardziej. Przesunął
spojrzeniem po moich rysach, a potem spojrzał mi w oczy.
„Płakałaś?”
- zapytał niskim, ale cichym głosem.
Spojrzałam
na niego i uderzyło mnie, że przyciągnął nas bliżej chodnika, gdzie były
latarnie, więc mógł mnie widzieć.
„Nie.”
Znowu
było!
Kolejne
kłamstwo!
Chace
przyłapał mnie na tym i zrobił to ponownie tym niskim, miękkim głosem, który
sprawił, że jego zwykle głęboki, atrakcyjny głos był głębszy i znacznie
bardziej atrakcyjny.
„Słonko,
mam oczy.”
Bardzo
mi się podobało, kiedy nazywał mnie Słonko. Zrobił to już dwa razy i za każdym
razem wydawało się to prezentem. Oczywiście, prawdopodobnie nazywał wszystkie Słonko,
jeśli były kobietami. Więc to nie był prezent. To było wyrzucenie. Bez
znaczenia. Wzięłam oddech i wyprostowałam ramiona.
„W
porządku, Chace. Płakałam. Ale to, że to robiłam i powody, dla których to
robiłam, to nie twoja sprawa. Więc jak tak, jesteś zwolniony z wypełniania swoich
obowiązków jako funkcjonariusz prawa i upewniania się, że jestem bezpieczna,
odprowadzania mnie do domu. Ale jeśli nie masz nic przeciwko, odpuszczę to
przesłuchanie.”
„Oto
charakter” - mruknął.
„Co?”
- warknęłam.
„Nic”
- wciąż mamrotał, ruszając się, szarpiąc mnie za rękę i znowu zaczęliśmy iść.
Chciałam
zapytać, co robił włócząc się po ulicach w środku nocy, ale nie zrobiłam tego.
Chciałam zapytać, gdzie jest jego SUV, ponieważ szukałam go wzrokiem, gdy
szliśmy przez miasto na zimnie i go nie widziałam, ale tego też nie zrobiłam.
Chciałam go poprosić, żeby puścił moją rękę, ale tego też nie zrobiłam.
Po
prostu szłam u jego boku, trzymając mocno rękę w jego dużej, ciepłej i
obiecałam sobie, że nie zrobię niczego głupiego i dramatycznego. Na przykład pozwolę
moim emocjom i pięknej, poruszającej duszę piosence wysłać mnie w noc na
nierozważny spacer. Co nie zrobiło nic, aby oczyścić moją głowę, skoro słuchałam
piosenki, która wielokrotnie szarpała moją duszę, gdy to robiłam.
Właściwie,
od tego momentu, kiedy okrążyliśmy boczną alejkę, by dostać się na tylną alejkę
prowadzącą do mojego mieszkania, zdecydowałam (oczywiście dramatycznie), że
przez resztę wieczności nie będę słuchała niczego poza optymistyczną muzyką.
Tak bardzo chciałam to zdecydować, że nie przyszło mi do głowy, że nie to nie
ja prowadziłam Chace’a do zaułka, w którym mieszkałam.
On
prowadził mnie.
Skręciliśmy
w tylną alejkę i weszliśmy cztery stopnie, kiedy usłyszeliśmy trzask. Ramię
Chace’a natychmiast szarpnęło moje, ciągnąc mnie do tyłu. Zrobił krok do przodu
i wszedł przede mnie, gdy puścił moją rękę, a jego dłoń sięgnęła do pistoletu
na biodrze.
Ale
zobaczyłam, rozglądając się wokół niego, jak głowa wyskoczyła z drugiej strony
śmietnika, który był za włoską restauracją.
Znałam
tę głowę.
„O
choroba!” - krzyknęłam - „To on!”
Chłopak
z biblioteki wystartował na mój głos, a ja nie zawahałam się ruszyć za nim.
„Jezu, Faye!” - Chace ryknął za mną, ale biegłam
dalej, wymachując w rytm ramionami i tupiąc butami.
Usłyszałam
stukot butów Chace’a, a potem zobaczyłam, że mija mnie i leci za dzieciakiem,
który rzucił się za róg bocznej ulicy. Patrzyłam, jak Chace skręca za nim,
potem skręciłam za nimi i zobaczyłam, jak Chace skręca w Main Street.
Poszłam
za nim i zobaczyłam Chace’a, cóż, goniącego dzieciaka po Main Street.
„Nie masz kłopotów!” - krzyknęłam - „Chcemy tylko pomóc! Okej!”
Ciągle
krzyczałam, gdy dzieciak rzucił się szybko w boczną uliczkę i zniknął, Chace
wciąż biegnąc za nim, kilka sekund później, skręcił i zniknął.
Udało
mi się również rzucić okiem i zobaczyłam, jak pędzili boczną uliczką.
Dwie
przecznice dalej Chace prawie go dogonił, gdy dzieciak przyłożył ręce do
ogrodzenia, katapultował się i przemknął przez czyjeś podwórko.
Chace
nie zwlekał z podążaniem za nim i zniknięciem na podwórku.
Kiedy
już tam dotarłam, zajęło mi cztery próby, aby przejść przez płot i w końcu
musiałam posadzić na nim tyłek i przerzucić nogi. Miałam wrażenie, że podarłam
dżinsy na siedzeniu, kiedy to robiłam, ale przeskoczyłam na drugą stronę i
ruszyłam za nimi.
Zgubiłam
ich na ciemnym podwórku, zatrzymałam się i próbowałam nasłuchiwać wśród mojego
ciężkiego oddechu, mając nadzieję, że usłyszę dźwięk, który powie mi, w którą
stronę poszli.
Nic
nie słyszałam.
Byłam
tam bardzo długo.
Nadal
nic nie słyszałam.
Chorobcia!
Uderzyło
mnie, że po północy byłam na czyimś podwórku, a nie powinnam. Uderzyło mnie
też, że Chace gonił za jakimś dzieciakiem i nie tylko go zgubiłam, ale on zgubił
mnie. Uderzyło mnie więc, że nie miałam pojęcia, co robić.
Dałam
sobie trochę czasu na wypadek, gdyby Chace wrócił, mając nadzieję, że z
dzieckiem, żebyśmy mogli go ogrzać, nakarmić (nurkował w śmietniku!) I
porozmawiać z nim, ale Chace nie wrócił.
Szybko
więc cofnęłam się po naszych śladach (unikając ogrodzenia i zauważając z
opóźnieniem, że na podjeździe było otwarte i podążając tą drogą, którą powinnam
była obrać wcześniej). Wróciłam do biegu na wypadek, gdyby Chace miał to samo
co ja i zmierzał w tę samą stronę. Zrobiłam też skanowanie, mając nadzieję, że
zauważę jednego, drugiego lub jeszcze lepiej, obu.
Nie
zobaczyłam.
To,
co zrobiłam, to doszłam na sam dół schodów prowadzących do mojego mieszkania w
tylnej alejce, przechadzałam się i czekałam.
Robiłam
to przez około dziesięć minut. Miałam już iPoda i słuchawki wyplątane z ubrania
i wepchnęłam do tylnej kieszeni dżinsów, kiedy zobaczyłam Chace’a za rogiem
bocznej alejki, skradającego się w moim kierunku.
Wierzcie
lub nie, ale mężczyźni mogli skradać się. Wiedziałam to po sposobie, w jaki to
robił.
Był
pięć stóp kroków, kiedy rozkazał nisko, złym tonem i zwodniczo - „Dupa na
górę.”
„Co?”
- zapytałam.
„Wprowadź
swój tyłek po schodach, otwórz drzwi do swojego mieszkania.”
Wydawało
się to dobrym pomysłem, ponieważ będzie tam ciepło, więc odwróciłam się,
wbiegłam po schodach, wyjęłam klucze, zrzuciłam rękawiczki i otworzyłam drzwi.
Weszłam,
a Chace poszedł za mną.
Zatrzasnął
też moje drzwi.
Rzuciłam
rękawiczki przez pokój na fotel, odwróciłam się do niego i moją pierwszą myślą,
kiedy w pełni go objęłam, było - Ocho!
„Znowu
go ścigałaś” - zauważył cicho.
„Ja,
hmmm… nie pomyślałam.”
„Dzieciak
jest przerażony, a ty go nie tylko goniłaś, ale na niego krzyczałaś”.
Zacisnęłam
usta.
„W
ciemności” - ciągnął Chace.
Wzruszyłam
ramionami i zatrzymałam je.
„W
zaułku” - kontynuował Chace.
Nie
zrobiłam żadnego ruchu ani hałasu.
„Na
mrozie” - kontynuował Chace.
Opuściłam
ramiona i rozwarłam wargi, ale odsunęłam dolną lekko na bok, żebym mogła ugryźć
koniec.
„Po
północy” - zakończył Chace (miejmy nadzieję).
„Uh…”
- wymamrotałam, ale nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Wszystko to było prawdą
i, patrząc wstecz, wydawało się bardziej niż trochę śmieszne.
„Taki
dzieciak zna to miasto jak własną kieszeń. Taki dzieciak, boi się wszystkiego tak
strasznie, że będzie walczył, drapał i umierał, zanim ktoś, kogo nie zna,
położy na nim rękę. Takie dziecko potrzebuje opieki i komunikacji. Musi czuć
się bezpiecznie. Nie potrzebuje, by ktoś go ścigał i krzyczał za nim. Nie
usłyszy twoich słów, tylko twój ton. I będzie wiedział, co oznacza pogoń, i
zrobi wszystko, co w jego mocy, aby nie dać się złapać.”
„Więc
to dlatego go nie… Uhm… nie złapałeś?” - spytałam głupio.
„Dlatego”
- odpowiedział krótko, po czym rozwinął - „Jak wpadł w ciemność tego podwórka, rozwiał
się jak dym.”
„Och”
- wyszeptałam, myśląc, że może, właściwie wciąż był na tym podwórku i się
ukrywał.
„Wyrzuć
to z głowy” - wpadł w moje myśli Chace - „Wróciłem i rozejrzałem się. On
odszedł.”
„Och”
- powtórzyłam szeptem, myśląc teraz, że to dziwne, że Chace Keaton mógł czytać
w moich myślach.
„Jezu,
Faye, chcesz, żebym pomógł temu dzieciakowi, musisz mi pomóc pomagać temu
dzieciakowi. A straszenie go nie jest dobrym sposobem na zrobienie tego.”
„Okej”
- zgodziłam się cicho, po czym z wahaniem zapytałam - „Więc, umm… jaki jest sposób, aby to zrobić?”
„Nie
wiem. Jak go widziałem, to nie jest dzieciak, który uciekł z domu pełnego
przemocy. Albo to nie jedyne gówno w jego życiu. Jest przerażony, nie mam
pojęcia z jakiego powodu. Ale cokolwiek to jest, jest ogromne, a przynajmniej
jest w jego głowie. Musimy znaleźć jakiś sposób na zdobycie zaufania, żeby
pozwolił nam się zbliżyć, albo sam się pojawi.”
„Jedzenie”
- powiedziałam natychmiast, a jego głowa drgnęła.
„Co?”
„Żywność.
Wystawię jedzenie. I… i… kurtkę!” - zawołałam - „On potrzebuje kurtki. Kupię
mu. Podrzucę przy śmietniku.”
„Słonko,
on nie wróci do tego śmietnika. Nie ponownie. Nigdy.”
„Och”
- wyszeptałam, gdy mój umysł pędził i wpadłam na kolejny pomysł - „W
bibliotece. Przy koszu zwrotnym. Zwraca swoje książki. Nie wrócił od tygodnia,
bo, no cóż, goniłam go ostatnim razem i też nie zwrócił żadnych książek. Ale to
zrobi. Zawsze to robi. Podrzucę jedzenie i kurtkę przy koszu. I… i… więcej
książek. Znajdę takie, jakie on lubi brać, i umieszczę je tam. Z notatką
informującą, że może tam znaleźć to, czego potrzebuje, a jeśli potrzebuje
czegoś, czego nie znajduje, niech zostawi notatkę zwrotną, a zostawię to tam
dla niego.”
Patrzyłam,
jak Chace kiwnął brodą, zanim powiedział - „To dobry pomysł”
Uśmiechnęłam
się do niego i powiedziałam - „Dzięki”
Jego
oczy opadły na moje usta, wydawało się osobliwe, że jego ciało znieruchomiało,
potem jego oczy wróciły do moich i natychmiast zapytał - „Dlaczego płakałaś?”
Poczułam,
że mój uśmiech zanika i cofnęłam się o krok, mrucząc - „Chace…”
„Dlaczego
płakałaś?” - powtórzył.
Cofnęłam
się o kolejny krok, mówiąc - „Nie sądzę…”
Moje
serce zaczęło bić mocniej, kiedy zrobił krok w moją stronę i ponownie zapytał -
„Dlaczego płakałaś Faye?”
Zaczęłam
aktywnie się wycofywać, gdy Chace zaczął aktywnie podążać za mną i powiedziałam
- „Myślę, że powiedziałam ci, że to nie twoja sprawa.”
„Faye,
dlaczego płakałaś?”
Uderzyłam
w brzeg łóżka i zostałam zmuszona do zatrzymania się.
Chace
nie zatrzymał się, dopóki nie stanął tuż przy mnie, z wygiętą szyją i oczami
wpatrzonymi w moje.
„Zapytam
jeszcze raz, Słonko” - powiedział łagodnie - „Dlaczego płakałaś?”
Biorąc
pod uwagę jego bliskość, uznałam za rozsądne odpowiedzieć.
Więc
to zrobiłam.
„Słuchałam
piosenki, która sprawiła, że płakałam.”
Uniósł
brwi - „Piosenka, która sprawiła, że płakałaś, wyszłaś z domu w środku nocy i
poszłaś na plac zabaw w szkole podstawowej?”
Na
to powiedziałam kiepsko - „To dobra piosenka.”
Jego
oczy przesunęły się po mojej twarzy, gdy jego usta wyszeptały - „To dobra
piosenka.”
Wstrzymałam
oddech niepewna, co się dzieje, ale byłam pewna, co się dzieje z biciem mojego
serca. To eskalowało. A moja skóra mrowiła. A moja krew szalała.
Przestałam
wstrzymywać oddech i wciągnęłam potrzebny.
Potem
wyprostowałam ramiona i powiedziałam cicho - „Jestem teraz bezpieczna w domu,
Chace. Możesz iść.”
Jego
oczy wróciły do moich i nie poszedł.
Zamiast
tego zapytał - „Jaka to była piosenka?”
Nie
ma mowy, żebym się tym podzieliła.
„Dobie
Gray, Odpłynąć”.
Znowu
się pojawiło. Kolejne kłamstwo!
Jego
oczy zabłysły, a usta zadrżały, zanim zapytał - „Piosenka, która poruszyła cię
do łez i wepchnęła w zimną noc, była piosenką o człowieku, który radzi sobie
słuchając rock’n’rolla?”
Zdałam
sobie sprawę, że naprawdę muszę zwracać większą uwagę na teksty piosenek, kiedy
odpowiedziałam kolejnym kłamstwem - „Tak”. Następnie, aby dodać prawdziwości do
czegoś, co nie było nawet w pobliżu prawdziwego, dodałam - „Moją ulubioną
częścią jest to, kiedy śpiewa, podczas gdy ludzie klaszczą”.
I
właśnie wtedy, w moim mieszkaniu, patrzyłam, jak Chace Keaton odrzuca swoją
przystojną głowę i wybucha śmiechem.
Widząc
to, słysząc głębokie bogactwo jego śmiechu, przesunęłam za mnie ręce i owinęłam
palcami żelazne zakończenie mojego łóżka, aby pomóc moim nogom w utrzymaniu
mnie w pozycji stojącej.
Byłam
gotowa poprosić go, żeby wyszedł, kiedy przestanie się śmiać (nie żebym chciała,
żeby przestał się śmiać, kiedykolwiek),
ale przemówił przede mną, przenosząc wzrok z powrotem na moje oczy i rozkazując
przez swój śmiech - „Puść to”.
Zamrugałam
i poczułam ucisk w piersi.
Dlatego
musiałam wymusić moje - „Co?”
Jego
oczy przeskanowały moje mieszkanie, wypatrzyły moje stereo, po czym wróciły do
mnie.
Przechylił
głowę w stronę mojego stereo i powtórzył - „Puść to.”
„Puścić
co?” - spytałam głupio.
„Odpłynąć”
O,
Boże!
„Um…
jestem trochę zmęczona” - poinformowałam go.
„Faye,
Słonko, właśnie biegłaś przez bardzo zimną noc ścigając maltretowanego,
przerażonego dzieciaka. Nie jesteś zmęczona.”
O
rany, znowu mnie czytał.
„Um…”
„Ale
założę się, że ta piosenka pomoże ci się zrelaksować i odprężyć.”
Miał
rację. Pomogłaby. To właśnie w tym celu znalazła się na mojej playliście.
„Uch…”
„Puść
to.”
„Chace,
ja nie…”
„Jak
ty nie, to ja znajdę twojego iPoda i zrobię to.”
To
sprawiło, że ruszyłam się z dwóch powodów. Po pierwsze, wymagałoby to
przeszukania ciała, a mój iPod był na moim tyłku. Nie chciałam, żeby dłonie
Chace’a Keatona znajdowały się blisko mojego tyłka.
Po
drugie, piosenką, na którą był ustawiony, była Holding Out for a Hero, co oznaczało, że, gdyby miał mojego iPoda,
przyłapałby mnie na kłamstwie i prawdopodobnie dowiedziałby się, co tak
naprawdę sprawiło, że płakałam.
Wysunęłam
się więc sprzed niego, rozpięłam płaszcz, zrzuciłam go z ramion i rzuciłam na
fotel. Potem rozwinęłam szalik i zrobiłam z nim to samo. W końcu sięgnęłam do
tylnej kieszeni, wyciągnęłam iPoda i przygotowałam piosenkę.
Dźwięki
gitary uderzyły w przestrzeń, gdy odwróciłam się i zobaczyłam, że Chace zdjął kurtkę,
rzucił ją na moje łóżko i opierał biodro o jego zakończenie.
Wyglądał dobrze stojąc wszędzie.
Ale
nigdy nie wyglądał lepiej niż stojąc tam.
Naprawdę,
poważnie, jak to się stało?
„Zapomniałem,
jak bardzo lubię tę piosenkę” - powiedział przez muzykę.
„Mówiłam
ci, że to jest dobre” - mruknęłam.
Na
moje słowa nagle odsunął się od łóżka i rzucił się w moim kierunku.
Musiałam
podjąć decyzję w ułamku sekundy. Wybiec z mieszkania (a właśnie zdjęłam
płaszcz), pobiec do łazienki i zamknąć się w środku, znowu się wycofać, chociaż
nie miałam gdzie iść, albo utrzymać swoją pozycję.
Podjęcie
decyzji zajęło mi więcej niż ułamek sekundy i skończyło się tym, że zrobiłam to
ostatnie i dlatego byłam dostępnym celem, gdy sięgnął i złapał mnie za rękę.
Pociągnął
mocno, ale delikatnie i poleciałam w jego stronę.
Jego
drugie ramię objęło mnie i nagle znalazłam się: po północy, w swoim mieszkaniu,
tańcząc z Chace’m Keatonem.
To
nie była tylko bliskość, taniec kołyszących się bioder. Wyrzucił mnie, obrócił
dookoła, rzucił szeroko i zakręcił z powrotem. Był pewny swoich ruchów, silny,
pewien siebie, a moje ciało po prostu poruszało się tak, jak chciał, żebym się
poruszała. Nie czułam się spięta, nie denerwowałam się.
Po
prostu przenosiłam się tam, gdzie mnie prowadził, jakbyśmy tańczyli razem
niezliczoną ilość razy. To było naturalne. To było właściwe. To było świetne.
Tak
jak to było świetne, piosenka była tak niesamowita, że wciągnęłam się w to i
zaczęłam się uśmiechać, celując w jego oczy za każdym razem, gdy moje oczy
łapały jego, które ciągle wpatrywały się we mnie.
W
wolnych momentach trzymał mnie blisko i kołysał się. W szybszych kawałkach,
poruszał mną, a kiedy nadeszło klaskanie, przyciągnął mnie bliżej, zginając
szyję, jego usta znalazły moje ucho i szepnął - „Masz rację, Słonko, to zdecydowanie
najlepsza część.”
Moja
ręka spoczywała na twardej ścianie jego klatki piersiowej, moja głowa odchylona
była do tyłu, jego uniosła się i spojrzeliśmy sobie w oczy.
Potem
szepnęłam - „Widzisz?”
Uśmiechnął
się.
Utonęłam.
Potem
zakręcił mną, gdy tempo wzrosło, ale skończyliśmy blisko, kołysząc biodrami.
Jego ramię obejmowało mnie, drugą dłonią przytrzymywał moją do swojej klatki
piersiowej. Moja druga ręka spoczywała lekko na jego ramieniu. Jego szczęka
była przyciśnięta bokiem do moich włosów, a moje oczy skierowały się na silną
kolumnę jego gardła.
Piosenka
ucichła, nasze biodra przestały się kołysać, ale nie pozwolił mi odejść.
Nie
miałam pojęcia, co się dzieje, jak do tego doszło, ale to nie znaczyło, że nie
zamknęłam oczu i nie zapamiętywałam każdego niuansu tej chwili.
Potem
powiedział cicho do mojego ucha - „Przez długi czas, cholernie długi czas,
Faye, prawie sześć lat, myślałem, że to pewne, że nigdy nie będę miał niczego
tak pięknego jak ostatnie trzy minuty. Dziękuję, Słonko, że mi to dałaś.”
Kiedy
rzucił tę dziwną, wykwintną bombę, odsunął się, podszedł do kurtki na łóżku, złapał
ją, podszedł do drzwi i wyszedł, zamykając je za sobą.
Nie
oglądając się za siebie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńOna pisze z Ally? A dziewczyna jest miękka, dobra i zbyt delikatna. Taki przebiśnieg. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńO kurcze.. szczerze to nie wiem co napisać. Chase tutaj pobił samego siebie. I ten taniec! Wyobraziłam go sobie tak bardzo, że cały czas po przeczytaniu mam go przed oczami.
OdpowiedzUsuńDziękuję ☺️
Dziękuję 😘😘
OdpowiedzUsuńDziekuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuńOj łał Chase mnie zaskoczył tym tańcem ale mógł ja na koniec cmoknąć w policzek :)
Dziekuje 💙
OdpowiedzUsuń