Rozdział
21
Wyglądając
bohatera (cz.1)
Chase
Na
drugim końcu baru był ruch i Chace patrzył, jak brunetka wchodzi do sali głównej
z tylnego korytarza, gdzie znajdowały się łazienki.
Faye
zniknęła tam piętnaście minut temu i nadszedł czas, aby wrócić do domu. Czas
iść spać. Nadszedł czas, aby po raz pierwszy kochać się ze jego kobietą, kiedy
nosiła na palcu jego pierścionek.
Piętnaście
minut to dużo czasu, żeby mogła wrócić. Był niecierpliwy. Chciał być z nią sam.
Chciał dalej z nią tańczyć. Zamierzał tańczyć z nią do świtu, ale w inny
sposób.
Ale bar był przepełniony, co oznaczało, że do
damskiej toalety mogła być kolejka.
Chwycił piwo, podniósł je, pociągnął i opuszczając
je, spojrzał na Tate’a.
Tate siedział właśnie przy barze, opierając na nim oba
przedramiona, w jednej ręce trzymając butelkę piwa. Laurie była u jego boku,
ale obejmowała ramieniem jego brzuch, a jej tors był owinięty wokół jego pleców
i zwrócony do Wendy, z którą rozmawiała. Chace nie widział Lauren, ale Wendy
się śmiała.
Kobieta Tate’a mogła być przerzucona na jego plecy,
ale jego oczy były skierowane na Chace’a.
Kiedy złapał wzrok Chace’a, podniósł swoje piwo i
pochylił je w jego stronę, gdy jego usta drgnęły.
Chace wiedział, co oznaczał ten salut.
Tate wiedział, co czuje Chace. Nie chodziło o znalezienie
odpowiedniej kobiety, ale o znalezienie tej jedynej, idealnej, przeznaczonej
dla ciebie. Wtedy, jak włożysz pierścionek na jej palec, pokazując do niej
swoje roszczenia i wiedząc, że jest twoja, że nikt inny nigdy jej nie będzie miał,
twoje łóżko nigdy nie będzie zimne, zawsze będziesz miał kogoś u boku lub za
plecami.
Tate Jackson wiedział, jakie to dobre uczucie.
Wiedział, co to znaczy. Wiedział, jakie to ważne. Wiedział, że na świecie nie
ma nic lepszego.
Chace kiwnął do niego brodą, po czym patrzył, jak
Laura przesuwa się, by powiedzieć mu coś do ucha. Oczy Tate’a straciły ostrość,
gdy słuchał, jego twarz zrobiła się łagodna, usta wygięte, a potem odwrócił
szyję i Chace stracił go z oczu, gdy wziął usta swojej kobiety.
Tak. Tate Jackson wiedział, jak dobrze się czuł.
W tym momencie w jego kieszeni zawibrował telefon.
Wyciągnął go, nie zdziwiony, że wibruje, chociaż
było późno. Wieści szybko się rozchodziły. Cóż, życzenia były gęste. Chace
uznał, że ten dzień był ważny dla miasta Carnal. Ty Walker wkroczył na kolejny
etap dobrego wychodzenia z życia zerżniętego przez facetów, którzy pieprzyli całe
miasto. Tego samego dnia Chace też.
Chace spojrzał na swój telefon i zobaczył, że to SMS.
Przesunął kciukiem po przyciskach, aby go odczytać, ale kiedy to zobaczył, jego
ciało znieruchomiało.
Mamy
Faye. Od tej chwili ma powietrza na cztery godziny. Masz czas, aby znaleźć i
zwrócić potrzebne artykuły. Jeśli tego nie zrobisz, nie powiemy ci, gdzie ją
wykopać, a jej zabraknie tchu.
Po przeczytaniu tego Chace z palącymi płucami
szybko przeniósł się ze swojej pozycji przy barze i przepchnął się przez tłum w
kierunku tylnego korytarza. Kiedy dotarł do wejścia tam, niezależnie od zapełnienia
baru, zobaczył, że jest pusty.
Przeniósł się do damskiej toalety.
Otworzył drzwi, blondynka przy umywalce odwróciła
się i zmrużyła na niego oczy, ale zignorował ją i zawołał ostro - „Faye!”
„Jesteś okej, koleś?” - zapytała.
Nie był absolutnie.
„Faye!” - przyciął.
Nic.
Jego oczy powędrowały do blondynki - „Widziałaś tu
rudą?”
Spojrzała na niego i pochyliła się lekko, by spojrzeć
pod kabiny, wołając - „Któraś z was jest rudowłosa?”
„Nie”
„Nie ja”
„Jest słodki?”
Żadna z nich nie była Faye.
Kurwa.
Kurwa.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, wyskoczył i szybko
ruszył korytarzem na tyły i do wyjście awaryjnego. Pchnął drzwi i nie usłyszał
alarmu. Na zewnątrz w zaułku nie było samochodu, nikogo nie było. Nic nie było.
Kurwa.
Kurwa.
Ruszył korytarzem, zatrzymując się przy wyjściu i pochylając
głowę do telefonu.
Piętnaście minut, jeśli ją obezwładnili, mieli
samochód, mogli już dawno odejść.
Wpatrywał się w swój telefon.
Powietrza
na cztery godziny.
Chace wpatrywał się w swój telefon.
Wykopać
ją.
Chace nadal wpatrywał się w swój telefon.
Zabraknie
jej tchu.
W jego mózgu zderzyły się wspomnienia.
Faye wpatrująca się w niego, kiedy po raz pierwszy
zrobiła to z tym cudem w oczach, na chodniku przed La-La Land, kiedy przeprosił
za bycie kutasem. Wtedy o tym nie wiedział, ale zrobiła to, bo się w nim
podkochiwała i również po raz pierwszy był blisko.
Tak bardzo to na nią wpłynęło, tylko to, że był
blisko, że przestała oddychać.
Więc wyszeptał: Oddychaj, Faye.
I tuż przed tym, jak owinął jej dłoń wokół swojego
penisa, kiedy po raz pierwszy się kochali, wstrzymywała oddech.
Więc wyszeptał: Oddychaj, mała.
I tego właśnie wieczoru, kiedy włożył jej
pierścionek na palec.
Mała, wyszeptał, oddychaj.
Zabraknie
jej tchu.
Oddychaj.
„Chace?” - głos Tate’a dobiegł go z bliska,
poderwała głowę, a kiedy Tate go zobaczył, jego twarz zmieniła się z pytającej
w czujną - „Chryste, człowieku, co się dzieje?”
„Mają Faye” - warknął.
„Kto?” - spytał Tate.
„Elita” - odpowiedział zwięźle Chace, te dwa słowa
były surowe, szorstkie i nie zauważył, jak podbródek Tate’a się cofa. Ruszył w
stronę drzwi, przepychając się przez tłum, niejasno słysząc, jak Tate
wykrzykuje męskie imiona, ale jego umysł był szalony.
Darren Newcomb nie był kumplem. Chace nienawidził
tego człowieka.
Unikał go najlepiej, jak potrafił. Nie miał pojęcia,
komu mógłby zaufać. Nie miał pojęcia, gdzie ukryłby to gówno. Nie miał pojęcia,
komu mógłby to dać.
„Kurwa” - wysyczał Chace, otwierając drzwi i
naciskając przyciski na swoim telefonie.
Zatrzymał się na zewnątrz, nacisnął odpowiedź, a
następnie wpisał, znajdę to, dostaniesz, ale będę potrzebować więcej czasu,
a potem nacisnął wyślij.
„Chace, mów” - rozkazał Tate i Chace podniósł
wzrok, by zobaczyć Tate’a z Bubbą, Deke’iem, Woodem, Jimem-Billy’m i Deckiem.
„Tam gdzieś jest gówno” - powiedział im.
„Wiemy” - odparł Tate. Zawsze bystry Tatum Jackson.
Wiedział dokładnie, co się dzieje.
„Chcą tego. Z ich wiadomości wynika, że gdzieś pogrzebali
Faye. Mam cztery godziny, żeby znaleźć to gówno i zabrać je do nich, albo
zabraknie jej powietrza”.
„Pogrzebali ją?” - Deck warknął, jego
wielkie ciało było napięte, jego nastrój niebezpiecznie dryfował w powietrzu, a
Chace podsunął telefon swojemu przyjacielowi, który go wziął, ale nagle
wszystko stało się jasne i zwrócił wzrok na Tate’a.
„Tate, zadzwoń do Maxa. Niech dotrze do George’a
Nielsona, odnajdzie go, wyciągnie jego tyłek z łóżka, jeśli będzie musiał, i
odnajdzie tego, co wie lub czy może się czegoś dowiedzieć. Jeśli Max nie zechce,
potrzebuję mężczyzny, który pójdzie do Gnaw Bone, który zechce” - rozkazał Chace,
Tate uniósł brodę i odsunął się.
Jego telefon zadzwonił, a Deck nacisnął przyciski,
po czym jego wzrok skierował się na Chace’a. - „Powiedzieli, że masz cztery
godziny, nie więcej” - powiedział mu z zaciśniętą szczęką i błyszczącymi
oczami.
Chace spojrzał na swojego przyjaciela - „Ten numer,
z SMS’a, użyj swoich supermocy. Namierz go.” - Deck skinął głową, cofnął się i
wyciągnął swój telefon. Chace spojrzał na Wooda.
„Dzwonisz do Ty. Wiem, że to jest gówniane w noc
tak dobrą dla niego, jak dziś, ale musimy go wciągnąć. Musi połączyć się z
Deweyem. Dewey wie wszystko o każdym. Niech Ty wciągnie Deweya i zbierze
informacje. Dewey może dowiedzieć się, a nawet mieć pomysły, musimy wiedzieć,
kto może być w grze i jak to rozegra”.
„Racja, kolego” - wymamrotał Wood i odszedł.
Chace wyciągnął rękę i wyszarpnął swój telefon z
ręki Decka, po czym zaczął biec w kierunku mieszkania Faye.
„Kurwa! Dokąd idziesz?” - Bubba krzyczał za jego
plecami, biegnąc i naciskając przyciski na swoim telefonie.
Przyłożył go do ucha i słuchał, jak dzwoni.
Zadzwonił cztery razy i już miał się rozłączyć, aby ponownie połączyć się i
obudzić tego osła, kiedy usłyszał głos ojca.
„Chace?”
„Tato…” - zaczął ciężko oddychając, ale Trane mu
przerwał.
„Jest prawie druga nad ranem”.
„Zamknij się, kurwa, i słuchaj. Twoi kumple
stracili cierpliwość. Pogrzebali Faye żywcem. Mam cztery godziny, żeby odesłać
im to gówno, albo zabraknie jej powietrza. Wyciągnij swój tyłek z łóżka przez
telefon albo w samochodzie, albo pieprzenie oba naraz i dowiedz się, gdzie jest
Faye”.
„Pogrzebana żywcem?” - Trane wyszeptał, gdy Chace
skręcił w alejkę w kierunku mieszkania Faye, słysząc za sobą kroki.
„Każda sekunda, którą marnujesz, to sekunda
powietrza, którego ona nie ma” - warknął Chace do telefonu, skręcając w tylną alejkę,
po czym się rozłączył.
Wspiął się na jej schody, słysząc, jak mężczyźni biegną
za nimi. Wyszarpnął klucze, otworzył drzwi i wpadł do środka. Pobiegł prosto do
jej biurka, zapalił tam lampę i nacisnął przycisk komputera.
„Bracie, musisz nas wtajemniczyć w to, co dzieje
się w twojej głowie, żebyśmy mogli się wyprowadzić i znaleźć twoją dziewczynę”
- powiedział mu Deck, gdy Chace przeszukiwał gówno na biurku Faye, szarpiąc je,
jego ręce uderzały w gówno, które nie było potrzebne i spadało na podłogę niezauważone,
a potem to znalazł. Jej książka adresowa.
Odszedł od komputera i spojrzał na Decka.
„Jak się uruchomi, zadzwoń na jej czat i zobacz,
czy możesz zaangażować faceta o imieniu Benji lub kogoś, kto nazywa się
Serenity Wash”.
Zobaczył pozostałych mężczyzn stojących w
mieszkaniu Faye, wszyscy z telefonami, po czym pochylił głowę i przejrzał
książkę adresową.
Nic o nikim o imieniu Benji. Brak wpisu z „Serenity
Wash”.
Kurwa.
„Chace” - zawołał Tate i Chace spojrzał na niego - „Idę
do siostry Newcomb’a”.
„Frank ją przesłuchiwał. Mówi, że gówno wie” - odpowiedział
mu Chace.
„Mówiła tak, ale może zmienić zdanie, wiedząc, że
ktoś jest pogrzebany żywcem, wiec albo to wykrztusi, albo może znać Newcomb na
tyle, by wiedzieć, gdzie go ukrył lub komu go dał, a wtedy chłopcy będą mogli
zrobić obchód” - odpowiedział Tate.
„Idź” - mruknął Chace, a Tate poszedł.
„Mam Benji’ego” - powiedział mu Deck, odsuwając się
od klawiatury i Chace usiadł.
Pochylając się nad nią, pisał:
Masz
Chace’a. Elita ma Faye. Chcą, żeby oddać im gówno, albo zabraknie jej
powietrza. Masz pojęcie, komu mogliby zlecić to gówno?
Odpowiedział - OMG! Zabraknie powietrza? Co to
do cholery znaczy?
Wpisał - Trzymaj się i myśl. Zadałem ci pytanie.
Odpowiedz.
Benji odpowiedział: Regularnie komunikują się z
człowiekiem o imieniu Clinton Bonar.
Kurwa.
Racja.
Bonar.
Chace wyprostował się, rzucił telefon do Decka i
warknął - „Bonar. Zadzwoń do niego” - przeciął wzrokiem na mężczyzn - „Znajdźcie
go”.
Bubba i Deke wystartowali. Deck przyłożył telefon
do ucha.
Chace wrócił do klawiatury.
Co
jeszcze? - zapytał.
Próbuję
zaangażować Serenity. To ona znalazła większość rzeczy. Ale wygląda na to, że
jest offline - Benji
odpisał.
Masz
na jej temat dane kontaktowe? Chace naciskał.
Nie. Benji odpowiedział.
Prawdziwe
imię? Chace kontynuował.
Przepraszam,
Chace, nie. OMG.OMG. Benji tracił
to.
Trzymaj
się. Masz cokolwiek? Chace
wrócił.
Faye
kazała nam zapomnieć o wszystkim, usunąć to. Tak zrobiłem. Nie wiem, czy
Serenity też. Ale zobaczę, czy uda mi się cokolwiek przywrócić z kopii
zapasowych. Wyślę to na jej e-mail i będę dalej próbować z Serenity. odpowiedział Benji.
Zrób
to teraz. Rozkazał Chace, dostał w
odpowiedzi - Ok – i odwrócił się od klawiatury.
„Bonar nie odbiera” - mruknął Deck, pochylając
głowę nad telefonem Chace’a, przesuwając po nim kciuki.
Chace podszedł do telefonu Faye przy kanapie,
wyrwał go, włączył, wcisnął przyciski i przyłożył do ucha.
„Departament Policji Carnal, w czym mogę pomóc?” - odebrał
Terry.
„Terry, Chace” - odparł Chace - „Mam wiadomość, że
ludzie, których szantażował Arnold Fuller, zaaranżowali porwanie Faye
Goodknight, a ich SMS wskazuje, że została pochowana żywcem. Mam cztery
godziny, żeby zdobyć to, co on na nich trzymał, albo zabraknie jej powietrza.
Rozmawiaj z Frankiem, aby upewnić się, kim są, ty, Frank i wszyscy inni na
służbie dowiadujecie się o tym. Każdy z tych mężczyzn zostaje zatrzymany i
zabrany na przesłuchanie. Już. Dzisiejszej nocy”.
„Jezu, Chace” - mruknął Terry.
„To sekunda powietrza, które Faye właśnie straciła”
- odgryzł się Chace.
„Kurwa, dobrze, ale, jak rozumiem, ci mężczyźni są
w czterech hrabstwach i aż do Aspen” - powiedział mu Terry.
„W takim razie lepiej połącz się z tym przez cholerny
telefon” - warknął Chace, po czym się rozłączył.
„Chace, kolego, Dewey spotyka się ze mną na tyłach
Bubba’s” - zawołał Wood i Chace miał szansę podnieść podbródek, zanim Wood
wyszedł, a w momencie, gdy zniknął, wbiegli Jim-Billy, Lauren i Krys.
„Co się dzieje?” - zapytała Krys.
„Dupa przy tym komputerze. Faye została porwana” -
Laura i Krystal sapnęły, Jim-Billy chrząknął, ale tylko Chace mówił.
„Ma kilku przyjaciół, z którymi się kontaktowała
przez czat. Mogą przychodzić e-maile. Usiądźcie przy tym komputerze i zadzwońcie
do mnie, jeśli coś wam dadzą”.
Krystal pobiegła do komputera i Laura depcząc jej
po piętach.
Jim-Billy zawołał cicho do Lauren - „Laurie,
kochanie, daj mi swój telefon”.
Laura wyjęła telefon z kieszeni, gdy Chace spojrzał
na Decka.
„Chodźmy”.
„Dokąd?” - zapytał Deck.
„Bonar” - odpowiedział Chace, po czym czujnie wysunął
się z mieszkania Faye, z napiętą klatką piersiową, ściśniętym gardłem,
swędzącymi dłońmi, ze strachem i furią walczącymi o dominację i to była gra w
kości, które z nich wygra.
I kiedy.
Deck wyszedł za nim.
*****
Faye
Przekręciłam
zawór butli z tlenem, którą mi zostawili, latarka, którą mi zostawili,
oświetliła moje ruchy i ręce zakrwawione od uderzania o otaczające mnie drewno.
Powietrze
się rozrzedzało.
Zużyłam
za dużo panikując.
Potrzebowałam
więcej.
Przesunąłam
plastikowy przedmiot, aby zakrył mi usta i nos i zaczęłam oddychać.
Przyszły do mnie słowa Chace’a.
Mała,
oddychaj.
Moje oczy przesunęły się na notatkę, którą
znalazłam, kiedy przestałam panikować, zebrałam się w sobie, rozejrzałam się dookoła,
znalazłam latarkę i butlę. Opierała się o drewno u mojego boku.
Masz
cztery godziny. On też. Telefon jest minimalnie naładowany. Brak GPS. Będziesz
miała wystarczająco dużo czasu na jeden telefon. Użyj go, jeśli zechcesz się
pożegnać.
Przeniosłam wzrok na telefon, który ze mną
zostawili.
Potem zamknęłam oczy.
Ella Mae śpiewała mi do ucha.
Nie otwierałam oczu.
Poczułam ramiona Chace’a wokół mnie i jego ciało
przyciśnięte do mnie, kiedy nasze biodra się kołysały.
Mieliśmy się pobrać. Zamierzaliśmy zbudować
rodzinę.
Wytrwałam przez dwadzieścia dziewięć lat. Czekałam
na Chace’a. Oczekiwałam bohatera.
Odnajdzie mnie.
Chace mnie odnajdzie.
*****
Chase
„Gówno
wiem” - splunął Bonar, patrząc na Chace’a, mimo że to Deck miał jego bezwładne
ciało uniesione za szyję.
Chace
wciągnął powietrze, spojrzał na zegarek i przypomniał sobie, kiedy SMS dotarł,
ponieważ wypalił się w jego mózgu.
Faye
miała niecałe trzy godziny.
Jego
oczy przeniosły się na Decka - „Ma mniej niż trzy godziny”.
Deck
cofnął rękę i wypuścił. Kiedy uderzyłł, krew rozpryskała się na ścianie za nimi.
Zadzwonił
telefon Chace’a. Wyciągnął go i odebrał.
„Co?”
- warknął do niego, gdy Deck pochylił się nad Bonarem, szarpiąc go z palcami
owiniętymi wokół jego gardła i warknął nisko coś, czego Chace nie mógł
usłyszeć.
„Bracie,
wciągamy ich, a oni wszyscy mają adwokatów” - powiedział mu do ucha Frank.
Chace
otworzył usta, by coś powiedzieć, ale usłyszał w tle - „Oskarżymy ich
wszystkich o trzy zarzuty spisku w celu popełnienia morderstwa i zaprotokołujemy
to”.
Kapitan
był tam.
„Nie
mamy na to dowodów” - Chace usłyszał, jak Frank mówi kapitanowi.
Potem
usłyszał, jak kapitan mruczy z bliska - „Pomartwimy się tym później. Zgarnij
ich, zamknij i daj mi.” - Potem Chace rozmawiał bezpośrednio z kapitanem -
„Synu, bez względu na to, jaki bałagan tam robisz, miej na uwadze, żebym był w
stanie to posprzątać”.
Rozłączył
się.
Gdyby
Faye nie brakowało powietrza, uśmiechnąłby się.
Zamiast
tego przeniósł wzrok na Bonara, który obficie krwawił z nosa i kilku skaleczeń
na wargach, a całą lewą stronę twarzy miał opuchniętą.
Deck
umiejscawiał obrażenia i wyglądało na to, że bolało to jak cholera.
Oczy
Bonara przesunęły się z Decka na Chace’a.
„Wiedziałem,
jakim człowiekiem byłeś” - wyszeptał, myląc się.
Był
dokładnie takim człowiekiem, jakim był, ale człowiek taki jak Bonar nigdy nie
zrozumiałby powodów dlaczego.
„Gdzie
ona jest?” - wyszeptał Chace.
Bonar
uśmiechnął się.
Deck
potrząsnął nim, a jego głowa fruwała tam i z powrotem jak szmaciana lalka.
Kiedy
Deck przestał nim potrząsać, Chace powtórzył - „Gdzie ona jest?”
„Przedziałowość”
- wyszeptał Bonar z kolejnym uśmiechem.
Kurwa,
nie wiedział. Podzielili się. Mógł wydać rozkaz, ale nie miałby pojęcia, jak to
zostało wykonane, a może nawet przez kogo.
Chace
poczuł ruch i spojrzał za siebie, by zobaczyć Bubbę wchodzącego do sypialni
Bonara.
Nie
zwlekał - „Rozmawiałem z Krys. Nie mam tego, ale powiem szybko to, co mam.
Kimkolwiek jest ten facet, którego zna Faye, zna się na komputerze, wysłał kupę
gówna. Wydrukowali to wszystko i wszyscy przeszukiwali każde słowo i cyfrę.
Pojawili się Shambles i Sunny. Wendy. Twyla. Więcej. Zobaczyli numer, na który
ten…” - Bubba wskazał głową na Bonara - „…często dzwonił. Namierzyli, że to
jakaś korporacja w Denver. Bez nazwy. Ale koleś w komputerze ma umiejętności.
Namierzył GPS tego numeru.” - Bubba podniósł telefon, na którym wyświetlany był
tekst – „I wiemy, że, kimkolwiek jest, jest miejscowy”.
Chace
odwrócił się do Decka, uniósł podbródek i podszedł do drzwi.
„Będę
wnosił oskarżenia” - zawołał za nimi Bonar, a Chace zatrzymał się, ponieważ
poczuł, że Deck się zatrzymuje.
„Skurwysynu,
dawaj to. Ale wiedz o tym, że, jak zadzwonisz po gliny, dopilnuję, żebyśmy byli
współwięźniami, nawet jeśli będę musiał to gówno podkręcić. Sprawdzałeś do
mnie. Znasz moje umiejętności. Jedyną różnicą będzie to, że zrobię to tak, że
Chace i ja wyjdziemy dużo wcześniej niż
ty” - powiedział mu Deck, po czym nie zwlekał dłużej i poszedł za Chace’m, gdy
Chace opuścił pokój.
*****
Jechał
w swoim Yukonie, z Deckiem u boku, podążając za Bubbą, który przekraczał
dozwoloną prędkość, walcząc z rozdzierającym bólem w klatce piersiowej i kwasem
w żołądku, kiedy zadzwonił telefon Decka.
„Yo”
- usłyszał Chace, a potem - „Tak” - potem sygnał rozłączenia i - „Telefon, z
którego wysłano SMS-y jest jednorazowy. Brak szansy na GPS”.
Chace
wciągnął powietrze.
Potem
jechał dalej.
Pięć
minut później, kiedy Faye miała pięć minut mniej powietrza, zadzwonił jego
telefon.
Wyciągnął
go, wcisnął i przyłożył do ucha.
„Co?”
„Synu,
kazałeś ich aresztować”.
Jego
ojciec mówi cicho i delikatnie. Mama spała.
„Tak?
I?” - Chace warknął.
„Nie
mogę z nimi rozmawiać, gdy są w areszcie”.
„Może
twój prawnik może przekazać ich prawnikom wiadomość, że powinni być mądrzy i
zacząć gadać”.
„Obawiam
się, że nie będą słuchać. Po tym, co wydarzyło się dziś wieczorem, stało się
jasne, że wypadłem z ich powiązań”.
„Co?”
- zapytał Chace.
„Byłeś
nietykalny. Valerie była nietykalna. A kiedy spotkałem Faye, zakomunikowałem
im, że i ona jest nietykalna. Martwię się, że zrobili ten ruch. To do nich
niepodobne i nic o tym nie wiedziałem”.
„Cóż,
to jasne, że nie było to aż tak pomocne, tato. Moje życie zostało zrujnowane.
Mama tego nie wie, ale grożono jej, że dowie się o twojej perwersji. Tak więc
ludzie, których tyłki osłaniałeś, nie byli aż tak bezpieczni. Teraz, łącznie z
Faye”.
„Nie
miałem pojęcia, że planowali wziąć na cel Faye, Chace. Nie miałem kontroli nad innym.
Fuller wam to zrobił” - przypomniał mu Trane.
„Pozwoliłeś
mu” - odpalił Chace - „Teraz, ponieważ to nie pomaga, chyba że masz dla mnie
coś, co pomoże, skończyliśmy”.
„Musisz
porozmawiać z Clintonem” - poradził.
„Już
zrobione. Przedziałowość. Wiesz, jak to działa. Masz dla mnie inne nazwisko?”
Zapadła
cisza. Potem - „Nie jestem tym człowiekiem, Chace” - powiedział cicho - „Nie
jestem człowiekiem, za jakiego mnie uważasz. Jedynym powodem, dla którego
miałem ten związek z Clintonem, nie wspominając o tym, którego byłem zmuszony
budować go z większością tych mężczyzn, jest to, że ta taśma zmusiła mnie do
tego związku”.
„Bonar
był w twojej drużynie od długiego, pieprzonego czasu, tato”.
„Kiedy
to się zaczęło i zdaliśmy sobie sprawę, że inni stoją w obliczu tego samego,
sprzymierzyliśmy się i opis pracy Clintona został odpowiednio dostosowany”.
„Moja
kobieta, tato, na której palec włożyłem dziś wieczorem diament, ma mniej niż
trzy godziny powietrza. Dawanie mi tej historii nie pomaga jej w najmniejszym
stopniu. Czy masz dla mnie jakieś gówno, które może mi pomóc?”
„Czy
policja wkrótce będzie pod moimi drzwiami?” - spytał Trane.
Tam
to, kurwa, było.
„Nie
wiem. Nie obchodzi mnie to. Ale szczerze zdziwiony, że jeszcze nie jesteś w
areszcie”.
„Twoja
matka…”
Zakrywanie
własnego pieprzonego tyłka.
Jak
zawsze.
Jak
zawsze, kurwa.
Z
tego powodu Chace go stracił.
„Moja kobieta ma mniej niż trzy godziny
powietrza” - zagrzmiał do telefonu - „Tu nie chodzi o ciebie, tu nie chodzi
o ratowanie twojego tyłka i nie chodzi o ochronę mamy. Chodzi o ratowanie
przeklętego życia kobiety, którą cholernie
kocham. Więc nie dzwoń do mnie, chyba
że masz gówno, które pomoże Faye”.
„Będę
robił, co w mojej mocy” - powiedział mu Trane, a Chace rozłączył się bez słowa.
„Jesteś
spoko?” - zapytał Deck.
„Nie”
- warknął Chace.
„Musisz
znaleźć spokój, bracie. Ścigamy się z czasem. Jak się będziesz wypalał, musielibyśmy
cię zamknąć, spalisz czas. Musisz pozostać zimny jak lód”.
„Jak
twoja kobieta będzie gdzieś pogrzebana żywcem, prawdopodobnie cholernie
przerażona, a ty nie będziesz miał pieprzonego pojęcia, jak ją uratować, możesz
mi pokazać, jak pozostajesz zimny jak lód” - warknął Chace.
„Zrobisz
to, wiedząc, że to gówno będzie załatwione. Zrobisz to, wiedząc, że masz za
plecami swoich chłopców. Zrobisz to wiedząc, że się oni nie poddadzą i ty też
się nie poddasz.”
Chace
wciągnął powietrze przez nos, ale oparzenie, które to spowodowało, przeszyło go
każdy jego centymetr.
„Sprawiła,
że się odrodziłem” - szepnął.
„Wiem
o tym, Chace” - odszepnął Deck.
„Jest
lepsza niż sen”.
„Wiem
o tym, bracie”.
„Musi
być przerażona”.
„Nie,
nie jest. To Faye i czeka na ciebie”.
To
się przebiło, ponieważ to była jego Faye i jej charakter były niezaprzeczalną
prawdą.
Chace
wciągnął kolejny oddech i ponownie zadzwonił jego telefon. Zajął się nim i
przyłożył do ucha.
„Keaton”.
„Chace,
Max” - odpowiedział Max - „Jeff właśnie aresztował George’a, ale dotarłem do
niego pierwszy. Przyznał, że manipulował liczbami swoich podatków. Fuller
dowiedział się o tym, ponieważ księgowy George’a był na jego liście płac. Nie
na tyle, żeby zrobić z niego brzydki cel, a na tyle, żeby zapłacił za wolność i
holował ich linę. Od czasu upadku Fullera George nic nie słyszał. Myślał, że to
wszystko umarło i był zszokowany jak cholera, kiedy Nina stanęła mu w twarz. To
gówno dzisiaj go wkurzyło. Nie ma pojęcia, co się dzieje i nie miał pojęcia, że
są inni, dopóki nie było po wszystkim. Nie jest w tej grupie, Chace. Był mały.
Tylko jako zabawka dla Fullera”.
Ślepy
zaułek.
„Racja”
- mruknął.
„Jadę
do Carnal. Masz coś, co potrzebujesz, żebym zrobił?”
„Wracaj
do domu, do swojej rodziny. Jak obudzisz Ninę, powiedz jej, że jutro może
dostanie ode mnie telefon, bo to robi się brzydkie”.
„Jestem
dodatkową parą rąk, Chace” - powiedział mu cicho Max, a Chace wziął kolejny
oddech.
„Więc
zadzwoń do Wooda lub Tate’a. Być może pracują nad czymś, o czym nie wiem”.
„Dobrze.
Zrobi się” - mruknął, po czym powiedział - „Trzymaj się. Gówno się zdarza, ale
najczęściej ma szczęśliwe zakończenie”.
Dama
w opałach czekała na swoje długo i szczęśliwie.
Kurwa.
„Dzięki
Max” - mruknął.
„Później”
Usłyszał
rozłączenie, nacisnął przycisk na telefonie i jechał dalej.
*****
Bubba
zjechał swoim pickupem na bok, ale zanim to zrobił, a Chace podążył za nim i
zobaczył to.
W
rowie były dwa auta. Sądząc po ich pozycji, jeden zepchnął drugi z drogi.
Zatrzymał
się, zaparkował swojego SUV’a i wyłączył zapłon.
Deck
już wyszedł, Deke i Bubba przed nim.
Chace
podbiegł do ciężarówki Bubby, okrążył ją i zatrzymał się, gdy z cieni
uformowała się postać.
Samuel
Sterling. Afroamerykański multimilioner, który sam zarobił swoje miliony.
Przyjaciel
Ty. Dobry człowiek.
Ale
nie lokalny, chyba że Aspen było uważane za sąsiedztwo.
Pieprzone
piekło.
„Co
do cholery?” - zapytał, Sterling zatrzymał się cztery kroki dalej i podniósł
ręce.
„Ty
wiedział, że jestem w okolicy. Otrzymał pewne informacje. Zadzwonił do mnie”.
Nie
było go w okolicy. W chwili, gdy Ty usłyszał, że Faye jest w
niebezpieczeństwie, zdecydował, że każda pomoc jest potrzebna, wykonał telefony
i Sterling się zaangażował.
W
oddali dobiegły niezaprzeczalne odgłosy i Chace spojrzał poza siebie w
ciemność, nic nie widząc.
„W
moim rozumieniu jesteś funkcjonariuszem prawa” - Sterling zauważył i Chace
skierował na niego wzrok.
„Masz
tam kogoś? - zapytał.
„Zalecam,
abyś pozwolił zająć się tym mi i mojemu koledze” - odpowiedział Sterling.
„Masz
tam kogoś?” - powtórzył Chace.
„Zdobywamy
informacje, których potrzebujesz” - powiedział cicho Sterling - „…i zapewniam
cię, że zdobędziemy potrzebne
informacje, a jak znajdziesz swoją kobietę, będzie cię potrzebowała czystego i
wolnego”.
Chace
podszedł do niego, zaczynając - „Nie będę tu stać…”
Sterling
położył dłoń na jego klatce piersiowej. Chace zatrzymał się, spuścił oczy na
rękę na klatce piersiowej, a następnie spojrzał na twarz Sterlinga.
„Dla
twojej kobiety będziesz” - szepnął.
Kurwa.
Kurwa.
Zrobi
to. Już raz dziś wymachiwał swoją dupą i Decka.
Musiał
na to pozwolić.
Kurwa.
Sterling
spojrzał mu w oczy. Następnie opuścił rękę, odwrócił się i zniknął w ciemności.
Deck,
Bubba i Deke zwarli szeregi.
Hałasy
dochodziły z daleka.
Dłonie
Chace’a zacisnęły się w pięści.
Deck
spojrzał na zegarek, po czym krzyknął - „Od teraz masz godzinę i pięćdziesiąt
trzy minuty, a my jesteśmy czterdzieści pięć poza Carnal! Zdobądź przewagę!”
Też
zapamiętał godzinę SMS’a.
Zadzwonił
telefon Chace’a. Włączył go i przyłożył do ucha - „Keaton”.
„Chace,
Wood” - usłyszał - „Dewey ma kilka nazwisk. Kilku facetów, którzy wykonują
brudną robotę dla członków tej Elity. Ty i Twyla są ze mną, mamy jednego.
Przekazałem informacje o drugiej osobie Tate’owi, który połączy się z Maxem i
się nim zajmą. Ty pisze ci teraz nazwiska i szczegóły. Prowadzisz Krys i gang?”
„Sterling”
- powiedział Chace do telefonu.
„Dobrze.
Powiem Ty, że koneksje działają. Będziemy w kontakcie”.
Potem
się rozłączył.
„Streść”
- burknął Deck, kiedy Chace wyłączył telefon.
Chace
podał streszczenie.
Następnie
mężczyźni stali w nocy i słuchali odległych dźwięków.
Chace
spojrzał na zegarek.
Godzina
czterdzieści osiem minut.
„Kurwa”
- wyszeptał, każdy centymetr jego ciała brzęczał, wszystko go pchało do biegu i
załatwiania spraw, a on wykorzystywał wszystko, co miał, by stać tam, gdzie
był.
„Trzymaj
to razem, bracie” - odszepnął Deck.
„Kurwa”
- powtórzył Chace.
„Lód,
Chace” - mruknął Deck.
Zadzwonił
telefon Chace’a i odebrał telefon.
„Keaton”.
„Chace
Keaton?” - spytała mu do ucha kobieta, a jego ciałem wstrząsnął nieoczekiwany i
nieznany głos.
„Tak”
„Racja,
tu Ally Nightingale. Znasz mnie jako Serenity”.
Chace
natychmiast odwrócił się i zaczął biec do swojego SUV’a.
„Chace,
co do cholery?” - wołał Deck.
„Mów”
- warknął Chace do telefonu.
„Jest
pochowana na twoim podwórku”.
Jezus
Chryste. Jezus Chryste.
Jego
podwórko. Jego pieprzone podwórko.
Kobieta
mówiła dalej - „Jest za twoim ogrodzeniem. Linia środkowa, cztery i pół metra
na zewnątrz. Ziemia była naruszona. Dostałam to, czego szukali i dwie minuty
temu przekazałam je ich kontaktowi. Podali mi szczegóły. Będę tam za godzinę.
Mam nadzieję, że jesteś bliżej”.
Chace
wskoczył do auta, już celując kluczykiem do stacyjki.
„Jestem
za czterdzieści pięć minut” - powiedział jej, decydując, że w rzeczywistości będzie
za trzydzieści.
„Najwspanialsze”
- szepnęła - „Będzie miała godzinę”.
Deck
wskoczył obok niego, gdy Chace wrzucił SUV-a na wsteczny, a jego drzwi wciąż
były otwarte. Bubba i Deke wskoczyli do pickupa przed nim.
„Do
zobaczenia tam” - powiedziała mu.
„Do
zobaczenia tam” - odparł Chace, po czym rzucił telefon na konsolę, nie
rozłączając się.
Kiedy
ruszył do przodu, SUV zatrzasnął jego drzwi. Kiedy wykonał skręt, jego komórka
miotała się, Deck wyrzucił rękę, by ją złapać, a on wcisnął pedał gazu do dechy.
„Jest
na moim podwórku” - powiedział Deckowi.
Telefon
Decka zaczął piszczeć. Wykonywał telefony.
Chace
prowadził.
*****
Faye
Nie
wiedziałam, ile mam czasu.
I
nie chciałam stracić swojej szansy.
Pomyślałam
o tacie i mamie.
Ale
kiedy włączyłam telefon, na wyświetlaczu pojawił się komunikat o niskim
poziomie baterii, a mój kciuk automatycznie wybrał numer Chace’a.
Przyłożyłam
go do ucha i po jednym dzwonku usłyszałam - „Keaton”.
Boże,
kochałam jego głos.
Dokonałam
właściwego wyboru. Gdybym tu umarła, ostatnią rzeczą, jaką bym usłyszała, byłby
jego piękny głos.
Zdjęłam
butlę z twarzy i wyszeptałam - „Hej Słonko" - następnie przyłożyłam ją z
powrotem.
„Jezu,
kurwa, Faye, mała” - odszepnął - „Wszystko w porządku?”
Zabrałam zbiornik i powiedziałam mu - „Telefon,
który mi zostawili na pożegnanie, ma tylko minutę…”
„Wiem, gdzie jesteś, kochanie. Jestem w drodze.
Wszyscy są w drodze. Masz czas. Będziemy tam wkrótce”.
Zabrałam butlę i powiedziałam mu - „Butla jest
prawie pusta”.
„Co?”
„Jestem w czerwonej strefie”.
„Masz ponad godzinę”.
„Jestem w czerwonej strefie”.
„Faye, ktoś tam wkrótce będzie”.
„Okej”
„Wkrótce”
„Kocham cię, Chace”.
„Wkrótce, Faye”.
„Okej, kocham cię”.
„Ja też cię kocham, teraz ktoś tam będzie...”
Telefon padł.
Przystawiłam butlę i odetchnęłam.
Czekałam.
I oddychałam.
Czekałam i oddychałam dłużej.
Robiłam to, dopóki w butli nie pozostało nic do
oddychania.
Moje usta nic nie zaciągnęły.
Moje oczy zatrzepotały zamknięte.
Ella Mae śpiewała mi do ucha.
*****
„Po prostu, kurwa, kop!” - słyszałam krzyk w
moim śnie.
Moje oczy zatrzepotały, moje usta wciągnęły
powietrze.
Nic nie było.
Skrobanie.
Uderzanie.
Zamknęłam oczy.
Walenie.
Głośne, głośne walenie.
Rozłupywanie drewna.
Powietrze wpadło i moje ciało poruszyło się bez
mojego polecenia, przesunęłam się w stronę słabego powiewu, wciągając je.
Więcej walenia, szurania, odgłosy uderzania czegoś
w drewno, przeszywający, drapiący dźwięk, gdy ktoś je wyrywał. Poczułam, jak ziemia
mnie zasypuje, drewno spada na mnie, powietrze wpada do środka i zassałam je,
zaciągając z nim pył i krztusząc się.
Potem usłyszałam głośne uderzenia i głos Chace’a -
„Pieprz mnie, Jezu, pieprz, pieprz mnie”.
Usłyszałam głośny trzask pękającego drewna, a potem
poczułam ręce pod pachami i zostałam wyciągnięta.
Na zewnątrz.
Powietrze.
Czyste powietrze.
Dużo go.
Bez brudu.
Zassałam je.
„Daj mi ją” - usłyszałam dudnienie i byłam potrącana,
przerzucana w różnych ramionach, otwierając i zamykając oczy, moje usta
wciągały powietrze - „Mam ją. Pomóż mu” - rozkazał ten sam głos.
Zostałam przesunięta, a potem potrącona i otoczyły
mnie nowe ramiona, znajome ramiona, a potem upadłam, mój tyłek wylądował na
kolanach Chace’a, jego ramię ciasno owinęło się wokół mnie, jego nogi
przekrzywione, owijając mnie w kokon, drugą ręką odgarniał mi włosy z twarzy .
„Oddychasz, mała? Faye, oddychasz, mała?”
Spojrzałam mu w twarz i zobaczyłam zły rodzaj
surowego.
Więc dałam mu to, czego potrzebował, żeby to
zabrać.
„Tak”
Zanim zdążyłam zobaczyć, jak się roztapia, wepchnął
moją twarz w szyję, a jego głos był gruby i ochrypły, gdy mruknął - „Pieprzyć
mnie, pieprzyć mnie, pieprzyć mnie”.
Spojrzałam mu przez ramię i zobaczyłam, że Ty,
Tate, Wood, Deke, Twyla, Bubba, Deck i mąż Niny Maxwell stoją tam brudni, upaprani,
a błoto pokrywało ich ramiona i piersi.
Wykopali mnie rękami.
Odwróciłam twarz do szyi Chace’a i wyszeptałam -
„Musisz kupić łopatę, Słonko”.
Jego ciało stało się wokół mnie twarde.
Potem wepchnął mi twarz w szyję i wybuchnął
śmiechem.
*****
Musisz kupić łopatę 😢😭 Jezu. Dziękuję ❤️😘
OdpowiedzUsuńOMG tego bym się z życiu nie spodziewała😭😭 dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział 🥺taki wzruszający 😭
OdpowiedzUsuńDzięki 😊
OdpowiedzUsuńNieżle ich zrobili :( Ale może teraz przez to wszystko się skończy no i jedno dobre że poznaja Serenity :) łopata numer stulecia :)
OdpowiedzUsuńDziękuje. Mam nadzieje, ze ich wsadzą do więzienie lub do grobu - żywych. No co, czasami jestem oko za oko.
OdpowiedzUsuńTa łopata - genialne 😀
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuńAly? Miło cię będzie znowu widzieć 😆
OdpowiedzUsuń