Rozdział
2
Miętówka
„To
jest dobre.”
„To
nie jest dobre.”
„Myślę,
że to jest dobre.”
„To
zdecydowanie nie jest dobre.”
Stałam
za biurkiem w bibliotece, a przede mną były Lexie Walker, Krystal Briggs i
Lauren Jackson.
Lexie
była żoną Ty Walkera. Była piękną brunetką, a jej mąż był wspaniałym pół
Afroamerykaninem, pół białym mężczyzną, który niedawno pojawił się w
ogólnokrajowych wiadomościach, kiedy odkryto, że został wrobiony i trafił do
więzienia za morderstwo, którego nie popełnił.
Krystal
Briggs była drobną, krągłą kobietą, która dzisiaj (ale jutro może być inaczej)
miała masę złotych, miodowych loków, podobnych do włosów Farrah Fawcett z Aniołków Charliego. Była żoną Jonasa
„Bubba” Briggsa, który przez lata imprezował serdecznie i robił to bez niej,
gdy pracowała w ich barze o nazwie Bubba's. Wyrzuciła go, a około półtora roku
później z jakiegoś powodu wyszła za niego. Nie rozumiałam tego, a, w ciągu
ostatnich kilku miesięcy, gdy Lexie przedstawiła mnie swojej grupie, Krystal nic
na ten temat nie mówiła. Z drugiej strony Krystal trochę mnie przerażała, więc
nie pytałam. Zauważyłam, że Bubba nie imprezował już serdecznie, a zamiast tego
wydawał się dość oddany. Więc domyśliłam się, że wszystko idzie dobrze.
Lauren
Jackson wyszła za mąż za Tatuma Jacksona, w którym podkochiwałam się od zawsze
(lub do czasu przeprowadzki Chace’a Keatona do miasta). Kiedy dorastałam, za
każdym razem, gdy go widziałam, moje serce zwalniało bicie. To dlatego, że był
najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam (dopóki Chace
Keaton nie przeprowadził się do miasta). Był trochę szorstki w obyciu, ale
sprawiał, że było to bardziej atrakcyjne. Był też miłym mężczyzną, lubianym,
choć trochę pokręconym, bo jego dziewczyna była więcej niż trochę szalona.
Teraz był z Laurie i nie był już pokręcony. Oczywiście było to po tym, jak jego
powracająca i odchodząca dziewczyna została zamordowana przez seryjnego
mordercę, a Laurie została prawie zamordowana przez tego samego faceta. Ale
teraz dla Tate’a i dla Laurie wszystko wydawało się fajne.
Kiedy
myślałam o tym wszystkim, przypomniał mi się komentarz mojego taty po śmierci
Misty Keaton, który brzmiał - „Kiedyś Carnal było ciche. Jasne, motocykliści
mogli zrobić zamieszanie i robili je. Ale nikt nie ginął. Może został dźgnięty
z nożem, ale nie był martwy. Teraz wydaje się, że wszyscy giną lub prawie giną,
albo siedzą czas za przestępstwo, którego nie popełnili. Ciche życie w małym
miasteczku to nie to, co było kiedyś.”
To
była niestety prawda.
Lexie
była pierwszą osobą, która przemówiła po tym, jak opowiedziałam im, co się
stało z Chace’m Keatonem w Harker Wood i na chodniku dzień wcześniej. Komentarz
Krystal był drugim i czwartym. Laurie była trzecia.
Patrzyłam,
jak Lexie zwraca się do Krystal i pyta - „Jak to nie jest dobre?”
„Uch…
hello?” - zapytała sarkastycznie Krystal - „Nie słyszałaś Faye? Ten chłopak
jest popieprzony.”
„Tak,
więc potrzebuje kogoś, kto pomoże mu się od-popieprzyć” - odpaliła Lexie.
„Czy
jest takie słowo od-popieprzyć?” - zapytała mnie Laurie.
Jak
zwykle, gdy te dziewczyny były w pobliżu, nie miałam okazji powiedzieć zbyt
wiele, ponieważ cały czas mówiły, ale miałam okazję wzruszyć ramionami do Laurie,
ale tuż przed tym, jak się odezwała Krystal.
„Cóż,
musiałam od-popieprzyć jednego, a , przypomnę, i ty i Laurie też” - Krystal
wskazała kciukiem na Lauren - „…i nie było to zbyt zabawne.”
„Moje
było fajne” - szepnęła do mnie Laurie.
„Moje
też było” - Lexie nie wyszeptała do Krystal - „Głównie z powodu tego całego
pieprzenia, które robiliśmy, kiedy go od-popieprzałam.”
Spojrzała
na mnie z uśmiechem - „I kiedy indziej. Ale pieprzenie było punktem kulminacyjnym.”
- Potem wymamrotała - „Nadal jest.”
Krystal
odwróciła się i przewróciła oczami, zanim powiedziała - „O bólu się zapomina.
Zaufaj mi, to nie jest zabawne.”
Czułam,
jak moje policzki płoną i wiedziałam, że są czerwone podczas całej tej rozmowy
o pieprzeniu i, cóż, od-popieprzaniu (cokolwiek to było).
To
dlatego, że byłam dziewicą i chociaż ostatnio spędzałam trochę czasu z tymi
kobietami, ponieważ stosunkowo często wchodziły do biblioteki. Zwłaszcza
Krystal rzadko trzymała jakiekolwiek informacje (powiedzmy nigdy), nie byłam
przyzwyczajona do mówienia o „pieprzeniu”.
Nawiasem
mówiąc, byłam dziewicą z wyboru.
Tak
jakby.
Po
pierwsze, jako nastolatka bujająca w obłokach, miałam za misję oddanie tego dopiero
po znalezieniu odpowiedniego faceta (to nie tak, że w tamtym czasie wiedziałam,
co właściwie oznacza „oddanie tego”).
To
dlatego, że czytałam romanse od trzynastego roku życia. Dlatego postanowiłam,
podobnie jak bohaterki moich książek, że dam coś tak cennego tylko mężczyźnie,
który by na to zasłużył. Idealnemu mężczyźnie. Temu, który zwali mnie z nóg,
sprawi, że moje serce przyspieszy, rozpali moją krew i będzie szczęśliwy
tańcząc ze mną całą noc. Temu, który byłby bystry, silny, przystojny, dobry. Temu,
który byłby ważniejszy niż życie. Temu, który by się mną opiekował. Temu, który
trzymałby mnie blisko przez całą noc.
Potem,
trzynaście lat temu, Chace Keaton pojawił się w mieście, w mundurze, z gęstymi
ciemnoblond włosami, intensywnie ciemnoniebieskimi oczami, przystojnym białym
uśmiechem, miał wysokie, proste, szczupłe ciało i zakochałam się.
Wiem,
że to brzmi szalenie, ale zrobiłam to. A zrobiłam to, ponieważ wiedziałam, że
był wszystkim, czego potrzebowałam. Taki mężczyzna mógłby mnie zwalić z nóg.
Był silny, przystojny i policjant, więc musiał być dobry. Był taki piękny, w
mundurze lub bez, kiedy miał na sobie dżinsy, westernową klamrę paska i
kowbojskie buty.
Pochodził
z pieniędzy Aspen (dużych, jeśli plotka była prawdziwa), ale zostawił to
wszystko, by być panem siebie. Dobry człowiek. Odważny mężczyzna.
Funkcjonariusz prawa. Wydawał się ważniejszy niż życie.
Miałam
szesnaście lat, ale wiedziałam, że może sprawić, że moje serce przyspieszy,
rozpali moją krew, ponieważ chociaż nawet go nie znałam i byłam młoda, ale już
to robił.
I
nigdy nie odpuściłam tego uczucia.
Nawet
kiedy ożenił się z Misty, miejską dziwką, której nikt tak bardzo nie lubił.
Byłam
zszokowana i, przyznaję, zraniona, kiedy to zrobił. Nie było miło o tym myśleć,
ale była miejską dziwką i nie odpowiadała,
nie pasowała do niego, to nie miało sensu. Zwłaszcza, że wszyscy w całym
mieście wiedzieli, że kłamała na temat alibi Ty Walkera. To sprawiało, że była
zdzirą i kłamczuchą i to nie małym
białym rodzajem kłamcy, ale ogromną, wstrząsającą ziemią, zmieniającą życie,
złośliwą, paskudną kłamczuchą.
To
nie miało sensu: Misty i Chace. Chace był dobrym facetem. Czysty jak łza.
Lubiany. Godny zaufania. A w naszym mieście na policji w tamtym czasie był to
praktycznie nieznany towar.
Ale
nie pozbyłam się uczucia, które miałam głęboko w środku, że Chace był tym
jedynym, ponieważ wszyscy w mieście mówili o tym, jak go uwięziła. A sam Chace
nigdy nie zachowywał się, jakby był szczęśliwy, że wszedł w święty związek
małżeński z miejską dziwką (i kłamczuchą). Nie był dla niej miły i nie był jej
wierny, i był oczywisty w obu przypadkach.
Nie
wiedziałam, jak mogła go złapać. To znaczy, wiedziałam, że byli razem, jeśli
nie razem – razem w stylu dziewczyna i chłopak. Z drugiej strony, jako z miejscową
dziwką, wszyscy byli „razem” z Misty. Więc na początku myślałam, że zaszła w
ciążę. Ale potem nigdy nie miała dziecka.
Chociaż
nie podobało mi się widywanie ich razem (tak naprawdę), ani „razem”, ani razem
po ślubie, nie odstraszyło mnie to. Wszyscy wiedzieli, że bohater w każdym
dobrym romansie musi mieć spore doświadczenie. Jeśliby nie miał, jak miałby być
dobrym nauczycielem, pokazując swojej damie miłość, jak sprawiać mu
przyjemność, jednocześnie dając jej więcej, niż kiedykolwiek by marzyła? Więc
nie przeszkadzało mi, że Chace grał na boisku, w tym z Misty.
Ale
wkładanie obrączki na jej palec? A potem zdradzanie jej otwarcie?
Nie.
To
nigdy nie miało sensu.
I
prawdę mówiąc, nie bardzo mi się to podobało. Wcale nie mówiło to dobrze o nim.
Jednak,
z jakiegoś powodu, nigdy nie porzuciłam nadziei. Z jakiegoś powodu, nawet
usunięta, czułam, że to, co było między nimi, nie było właściwe. Wiedziałam, patrząc na niego, że nie był szczęśliwy. I po
jakimś czasie zobaczyłam to samo w Misty, a pod koniec dla Misty było nawet
gorzej.
To
nie było tak, jakby byli małżeństwem. To było tak, jakby byli prawnie
powiązanymi wrogami. To sprawiło, że Chace zaczął żyć tak, jakby nie był
żonaty. I to zmęczyło Misty. To było dziwne, smutne i, ostatecznie, tragiczne.
Po
jej śmierci było więcej plotek. Spekulacje, że była wplątana we wszystkie
awantury na posterunku policji z brudnymi gliniarzami i korupcją. Zwłaszcza, że
prawdą było to, o czym wszyscy już wiedzieli, że kłamała na temat alibi Ty
Walkera. Więc ludzie doszli do wniosku, że Chace jakoś w to został złapany, a
Misty jakoś zdobyła Chace’a w ramach tej umowy. Ale nikt tak naprawdę nie znał
prawdziwej historii.
Po
śmierci Misty i ujawnieniu wszystkich rzeczy z DP, Lexie przyszła do biblioteki
z oczywistym zamiarem zostania moją przyjaciółką (z jakiegoś powodu). Ale, chociaż
wiedziałam, że znała Chace’a, na przykład, spędzając rzeczywiście czas w jego
obecności, zamiast po prostu go widywać, nigdy się nie dzieliła. Tylko często
doradzała mi, żebym spróbowała z Chace’m, mówiąc, że jest pewna, że się mną
interesuje.
Tak,
jak często mnie o tym informowała, on nigdy tego nie zdradził. W rzeczywistości
po zamordowaniu żony po raz pierwszy pokazał, że mogło mu zależeć na niej. Było
jasne, że się tym przejmował - nie mało, ale bardzo. Oczywiście jak każdym, kto
został zamordowany, nawet żoną, której nie lubił, która więziła go w
małżeństwie. A teraz wiedziałam, że to prawda, ponieważ teraz wiedziałam, że
przesiadywał w środku nocy na zimnie w miejscu, w którym została zabita.
Minęło
siedem miesięcy, a on się z tego nie otrząsnął. A także spędzał czas w Harker
Wood w środku nocy. Więc może wszyscy mylili się co do Misty i Chace’a. Może
tam, w zwariowanym świecie, w którym rzeczy były pomieszane i nieładne, w
świecie, co do którego Chace miał rację, że nie spędzałam w nim dużo czasu, z
jakiegoś powodu coś między nimi było. Coś, czemu nie można było zaprzeczyć, ale
było, choć pokręcone. Ale to wyraźnie było coś.
Tak
więc w końcu spędziłam tak wiele czasu podziwiając Chace’a z daleka i żyjąc w
moich książkach, że czas po prostu mi uciekł. A teraz miałam dwadzieścia
dziewięć lat i nadal byłam dziewicą. Poza tym w końcu wypowiedziałam słowa
bezpośrednio do mężczyzny, w którym zakochałam się w wieku szesnastu lat i
zrobiłam to dwukrotnie.
Za
pierwszym razem nie był miły. I na pewno nie był bohaterem.
Za
drugim razem, cóż, za drugim razem go nie rozumiałam. Słyszałam termin „mieszane
sygnały” i teraz wiedziałam, co znaczy.
O
rany, czy ja kiedykolwiek to zrozumiem?
„A
tak w ogóle, co robiłaś w Harker Wood?” - zapytała Krystal, wyrywając mnie z
moich myśli i zamrugałam, zanim skupiłam się na niej.
Poniewczasie
przyszło mi do głowy, że prawdopodobnie nie powinnam była im mówić tej części.
„O
Boże” - szepnęła Lexie, pochylając się do mnie przez ladę - „…czy ty go
śledzisz?”
Och,
nie. Teraz musiałam kłamać.
Nie
lubiłam kłamać. Nie podobało mi się też przeklinanie, co Chace, jak odkryłam z
zaskoczeniem, robił z wielką częstotliwością. Poza tym nie lubiłam żadnych
oszustw, takich jak zdrada, w życiu czy w związkach, to drugie coś, co Chace
robił z otwartością i, znowu, z dużą częstotliwością.
Przynajmniej
nie był zamieszany w te wszystkie brudne rzeczy na komisariacie, ale zamiast
tego naraził się na śmiertelne niebezpieczeństwo, aby odkryć korupcję i wymieść
je z Departamentu Policji Carnal. Ten kawałek, zdecydowałam, że pozwalał na wybaczenie
mu niektórych z jego innych oczywistych grzechów.
„Czy
tak?” - zapytała Laurie, również pochylając się w moim kierunku - „Śledzisz go,
o to chodzi?”
Nie
śledziłam. Nie miałam pojęcia, że tam był. Byłam tam po coś innego. Coś, co
robiłam tam kilka razy. Coś, czego nie mogłam powiedzieć.
Musiałam
więc kłamać.
„Właściwie
Harker Wood to moje miejsce” - powiedziałam im - „Często tam chodzę. Zawsze tak
było.”
Kłamstwo!
Brwi
Lexie ściągnęły się, a jej głowa drgnęła.
„Naprawdę?”
„Uh…
tak” - odpowiedziałam.
Kolejne
kłamstwo.
„O
drugiej w nocy?” - zapytała Krystal, a moje oczy przeniosły się na nią. Jej
ramiona były skrzyżowane na dużych piersiach i brwi ściągnięte. Chociaż jej
były nieco bardziej przerażające.
„Czasem.
Jeśli nie mogę spać” - odpowiedziałam.
„Nie
możesz spać?” - Laurie zapytała cicho, a ja przygryzłam wargę, ponieważ to też
nie była prawda. Spałam jak dziecko. Odpadałam zwykle z książką w ręku i spałam,
dopóki nie zadzwonił budzik.
Przestałam
gryźć wargę i wyszeptałam kolejne kłamstwo - „Tak”.
To
było to. Jedno kłamstwo prowadziło do drugiego, potem kolejnego i jeszcze jednego,
a potem tonęłaś w nich.
„Przez
całe życie miałam problemy ze snem” - powiedziała mi Laurie, po czym
uśmiechnęła się - „Tate to naprawił.”
„Założę
się” - mruknęła Krystal.
„I
założę się, że Chace znalazłby sposób, by powstrzymać cię przed wjazdem na górę
do Harker Wood w środku nocy, jeśli miałabyś problemy ze snem” - wtrąciła
Lexie.
Nie
chciałam o tym myśleć.
Nie,
to nie była do końca prawda.
Nie
chciałam o tym myśleć teraz, kiedy byłam w pracy. Chciałam o tym pomyśleć
później, jak zwykle. Pomyślałabym o tym kiedy byłabym w łóżku z wibratorem, do
którego zakupu w Internecie zbierałam się przez trzy miesiące. Coś, czego
często używałam, biorąc pod uwagę, że byłam dwudziestodziewięcioletnią dziewicą
od trzynastu lat zakochaną w mężczyźnie, o którym jeszcze kilka nocy temu nie
sądziłam, że wiedział, że istnieję.
Nie
trzeba dodawać, że Chace w dużej mierze był brany pod uwagę, kiedy mój czas był
zajęty tą działalnością.
„Myślę,
że teraz, gdy lody są przełamane, musisz dać mu znak” - ciągnęła Lexie.
„Musi
się wycofać, niech chłopiec posortuje swoje gówno, a jeśli on z tego wyłowi
coś, co uczyni go wartego jej czasu, wtedy może dać mu znak” - poradziła
Krystal.
„Życie
jest zbyt krótkie i zbyt cenne, by czekać, Krys” - dodała cicho Laurie.
Krystal
spojrzała na nią, mówiąc tym samym, że miała rację, a Krystal uznała to za
irytujące. Kiedy ją poznałam, dowiedziałam się, że Krystal wiele rzeczy
uznawała za bardzo irytujące.
„Ja…”
- zaczęłam, a potem dokończyłam cicho - „…nie wiedziałabym jak.”
„Pocałuj
go” - zasugerowała natychmiast Lexie. Zamrugałam, zesztywniałam, ale poczułam,
jak moja twarz znów się rozgrzewa na sam taki pomysł.
„Jesteś szalona?” - syknęła Krystal,
pochylając się teraz do Lexie.
„Nie”
- odpowiedziała Lexie - „Nic nie mówi: lubię
cię, jak twój język w jego ustach.”
Można
na to powiedzieć jedno - była to bezdyskusyjna prawda.
„Więc,
czy to działało dla ciebie? Pocałowałaś Ty, a potem wszystko było serduszkami i
kwiatkami?” - zapytała Krystal, odchylając się do tyłu i ponownie krzyżując
ręce na piersi.
„Właściwie
nie” - odpowiedziała Lexie - „Nie. Ale rzeczy były serduszkami i kwiatkami,
kiedy chciałam to zrobić, miałam ogromną ochotę to zrobić i tego nie zrobiłam.
I to był dokładnie ten moment, w którym powinnam
była to zrobić. Potem sprawy potoczyły się źle i minęły dni, zanim dostałam
kolejną szansę. Albo, powinnam powiedzieć, że w końcu go pocałowałam i nie
wyszło, potem wszystko poszło źle i
kilka dni po tym, jak Ty wziął swoją szansę i to, cóż…” - spojrzała na mnie i uśmiechnęła
się - „…wyszło świetnie.”
O
ile mogłam powiedzieć, z pewnością tak. Często widywałam Lexie, ponieważ
przychodziła do biblioteki i czasami siadała ze mną w barze, kiedy jadłyśmy
lunch. Nie widywałam Ty zbyt często, ale kiedy to robiłam, a on był ze swoją
żoną, było jasne, że byli blisko. Bardzo blisko. Szczęśliwie, kochająco blisko.
W
wiedzy o tym pomagało również to, że była obecnie w szóstym miesiącu ciąży.
„Nie
chcę tłumić twojego entuzjazmu, kochanie” - Laurie weszła do rozmowy w tym
momencie, patrząc na Lexie - „…ale nie jestem pewna, z tym co Faye powiedziała
nam do tej pory, żeby dążenie do tego rodzaju entuzjazmu w tym momencie było
właściwą radą.”
Lexie
spojrzała Lauren w oczy, gdy ta mówiła, a potem jej spojrzenie przeniosło się
na mnie - „Pocałuj go.”
Krystal
wyrzuciła ręce w powietrze w tym samym czasie, w którym odrzuciła swoje miodowe
loki, gdy wpatrywała się w sufit z łatwą do odczytania irytacją.
Laurie
uśmiechnęła się do mnie.
Jeśli
chodzi o mnie, nigdy, przenigdy nie
pocałowałabym Chace’a Keatona.
Nie,
dopóki by mnie nie pocałował.
Jeśli
to się kiedykolwiek (proszę Boga!) zdarzy.
Lexie
mówiła dalej, kiedy ta myśl wywołała we mnie przyjemny dreszcz.
„Teraz
jestem dziewczyną i ty jesteś dziewczyną, wszystkie jesteśmy dziewczynami” - Podniosła
rękę i obróciła się, wskazując na Krystal i Laurie.
„I
moim zaprzysiężonym obowiązkiem jako dziewczyny jest nie sprowadzanie cię na
złą drogę, zwłaszcza w sprawach
sercowych. Ale powiem ci jeszcze raz to, co mówię ci teraz od miesięcy. Chace
Keaton cię lubi. Nie tylko cię lubi. Lubi
cię tak, jak może lubić ktoś, kto ma głodne serce, tęskniącą, zniszczoną duszę,
a jeśli nie może tego mieć, postawi swoje życie na szali, aby tego trochę od
ciebie zdobyć.”
Moje
serce podskoczyło na te słowa, ale jeszcze nie skończyła.
„Ja
wiem. Czułam to dla Ty i nadal to czuję. On czuje to do mnie i od początku
widzę to w jego oczach. Na początku tego nie rozumiałam. Musisz to zrobić
szybciej niż ja. Ucz się ode mnie. Widzę to u Chace’a, kiedy na ciebie patrzy.
Ma problemy. Jak pomożesz mu poradzić sobie z nimi i dasz mu trochę czegoś,
podczas gdy to będziesz robiła, zaufaj mi, to wypróbowana i przetestowana
metoda i działa. Ja to zrobiłam i zrobiła to Laurie. Teraz twoja kolej. A jeśli
on jest popieprzony, a jest, z tym gównem, które poszło, nie będzie mógł nic
poradzić na to, więc to będziesz musiała być ty, która w to wejdzie.”
Wzięła
oddech, nachyliła się do mnie przez blat i złapała mnie za rękę, zanim
skończyła.
„I
przysięgam, kochanie, nie poprowadzę cię źle.”
Znowu,
nie ma mowy, żebym kiedykolwiek pocałowała Chace’a Keatona, dopóki on mnie nie
pocałuje.
Ale
coś innego, co powiedziała, przykuło moją uwagę.
„Co
się stało?” - zapytałam cicho i, jak robiła to od miesięcy, kiedy poruszano ten
temat, odchyliła się do tyłu, puściła mnie i jej twarz stała się pusta.
Tym
razem, po tym, co powiedział mi Chace w lesie, po tym, że w ogóle był w lesie,
jaki był wczoraj rano, po mieszanych sygnałach, które mi przekazywał,
sprawiając, że chciałam uciekać w tym samym czasie, kiedy chciałam objąć go
ramionami i wchłonąć jego ból, po raz pierwszy to pchnęłam.
„Nie
możesz oczekiwać, że w to wejdę, jeśli nie wiem, z czym mam do czynienia” -
poinformowałam ją.
„Ma
rację” - poparła mnie Krystal.
„A
to, z czym ma do czynienia, to sprawa Chace’a. On powinien jej powiedzieć” -
odpowiedziała Lexie.
Krystal
się nie zgodziła - „Musisz coś dać dziewczynie.”
„Ona
to ma” - odparła Lexie - „Jego żona została zamordowana. Nie lubił jej za
bardzo, ale mimo to: jest dobrym człowiekiem, a nikt na to nie zasługuje. I to
pochodzi ode mnie, kobiety, która doskonale wie, że Misty Keaton była
najgorszym rodzajem suki, jaka istnieje. I od lat pracował z szumowinami. To
gówno naznacza mężczyznę.” - Jej oczy skierowały się na mnie - „I to naznaczyło
Chace’a. Pomóż mu wyleczyć jego rany, a następnie ominąć blizny. Nie zwlekaj,
kochanie. Żadne z was nie staje się młodsze. A daję słowo, że będziesz tego
żałować do końca życia, jak stracisz czas, bo się nie pospieszysz. Albo jeśli w
ogóle tego nie zrobisz i stracisz coś pięknego, czego nigdy nie miałaś, a będzie
czymś, co sama przepuściłaś przez palce.”
Trzeba powiedzieć, że dała mi motyw rzucenia
się na Chace’a Keatona.
Mimo
to nigdy tego nie zrobię.
Niemniej
jednak musiałam znowu kłamać tylko po to, żeby przestały o tym mówić - „Pomyślę
o tym.”
Lexie
uśmiechnęła się szeroko.
Krystal
zamknęła oczy.
Laurie
zrobiła „jejć!” twarz, którą szybko ukryła, gdy spojrzałam na nią i posłała mi
uspokajający uśmiech.
Wyszły
wkrótce potem, a kiedy to zrobiły, zostawiły mnie z wizją rzucania się w
ramiona Chace’a Keatona i pocałowania go.
Nie
ułatwiało to skupienia się na pracy, którą musiałam wykonać.
Ale
wciąż go widziałam, kiedy wszedł.
Miał
piaskowo blond włosy, ale były chyba brudne. Nie brudne, tłuste. To nie był dzień lub dwa braku szamponu. Było o wiele dłużej.
Jego ubrania nie były czystsze. I wisiały na nim.
Nie
było to trudne, biorąc pod uwagę, że był chudy - skóra i kości.
Była
wyraźna też jego bladość. Był luty w Górach Kolorado, więc było zimno i śnieg
zawsze leżał na ziemi. Mimo to słońce świeciło regularnie, więc chłód dawał
zaróżowione policzki, ale słońce wciąż może całować twoją skórę, jeśli spędzasz
trochę czasu na zewnątrz. A większość mieszkańców Carnal była tam już od
jakiegoś czasu. Zimno i śnieg nie powstrzymały ich od robienia wielu rzeczy,
zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Domyślałam
się, że miał dziewięć, może dziesięć lat i uznałam, że dobrze zgaduję.
Biblioteka Carnal była jedyną w powiecie. Oznaczało to, że przybywali tam
ludzie z Gnaw Bone i Chantelle, nawet jeśli było dla nich daleko. Ponadto
szkoły Carnal, Gnaw Bone i Chantelle wybierały się na wycieczki do mojej
biblioteki, więc widywałam dużo dzieci. I wreszcie moja siostra miała dzieci. A
jeden miał prawie dziewięć lat, mniej więcej tyle, co ten chłopiec, był jego
wzrostu, ale mój siostrzeniec był o wiele lepiej karmiony.
Przychodził
od kilku miesięcy, raz lub dwa razy w tygodniu.
I
więcej niż dwa razy widziałam siniaki. Raz wokół jego szczęki. Raz na jego
kości policzkowej. Raz wokół obu nadgarstków.
Zawsze
się zakradał, z oczami wbitymi w ziemię, zgarbionymi ramionami pod cienką, powycieraną
kurtką, która nie była wystarczająco ciepła, by zaradzić tej pogodzie,
najwyraźniej starając się być niewidzialnym.
I
kradł książki. Jedną lub dwie za każdym razem, gdy przychodził, cokolwiek mógł
włożyć do płaszcza i zabrać.
Nie
robiłam z tego wielkiej sprawy, ponieważ z regularnością książki, które nie
zostały odnotowane, były rano w koszu zwrotnym, a ja połączyłam jedno i drugie
i dało mi wynik, że nie kradł ich, ale pożyczał. Po prostu nie w normalny
sposób. A kilka razy próbowałam się do niego zwrócić, żeby mu powiedzieć, że
jedyne, co musi zrobić, to złożyć wniosek o kartę biblioteczną. Ale gdy tylko
się zbliżyłam, odsuwał się, przeskakiwał między rzędami książek i w końcu
wybiegał.
Kiedy
to się stało po raz pierwszy, myślałam, że nie wróci. Ale zrobił to.
Oznaczało
to, że lubił książki, tak jak ja lubiłam. I najwyraźniej nie miał pieniędzy,
żeby je kupować w sklepie. Więc dostawał je w jedyny sposób, w jaki mógł.
Nie
rozumiałam, dlaczego nie założył karty bibliotecznej, ale w tym samym czasie to
zrobiłam.
Coś
było nie tak z tym chłopcem.
A
dzisiaj było mniej w porządku. Wiedziałam o tym, bo chociaż odwrócił twarz i
skierował się prosto do krótkich schodów prowadzących do sekcji literatury,
zobaczyłam, że ma siniaki na policzku i wokół opuchniętego oka.
To
sprawiło, że zapomniałam o Chace Keatonie.
Sprawiło
też, że zapomniałam o decyzji, którą podjęłam jakiś czas temu, że pozwolę mu
pożyczać książki, ponieważ czuł, że musi to zrobić. Jak je zwracał, to mi nie
przeszkadzało. I najwyraźniej dawały mu coś, czego potrzebował na tyle, by
odważnie je kraść (zasadniczo) i wychodzić do świata pełnego ludzi, którzy go przerażali.
Wiedziałam o tym, bo byłam bibliotekarką, byłam kobietą, miałam metr
sześćdziesiąt siedem i nie byłam zagrożeniem, a on uciekał przede mną. Jasne,
że kradł moje (w zasadzie) książki, ale też nie moje.
Ale
widząc to podbite oko, przypomniałam coś, co powiedział mój tata.
„Zło
jest po prostu złe, bez względu na to, kto to robi lub komu zostało zrobione.
Jak wiesz, że ktoś robi źle i nawet jeśli nie ma to z tobą nic wspólnego, to robisz,
co możesz, aby naprawić to zło. Jak nie robisz, nie jesteś typem osoby, a
przynajmniej osobą, którą chciałbym poznać.”
To
były słowa, którymi żył tata.
To
była również filozofia, która oznaczała, że mieszkał w Carnal z tym, co działo
się tak długo, jak to się działo, co zamieniło jego życie w piekło.
Złożył
formalne skargi (dwanaście) przeciwko Carnal PD. Zachęcał także innych, by
robili to samo, ewidentnie i z zamiarem, posuwając się nawet do pójścia do ich
domu i pogawędki (lub rozmów, w razie potrzeby w liczbie mnogiej), jeśli słyszał,
że coś nie jest w porządku. Odwiedził także Micka Shaughnessy, szefa policji w
Gnaw Bone i kumpla mojego taty, by rozmawiać o tym, jak może interweniować, i
zrobił to więcej niż raz (w rzeczywistości pięć razy, ile wiedziałam).
Następnie powiedział Arnoldowi Fullerowi, brudnemu przywódcy gliniarzy,
kapitanowi policji, potem szefowi policji, a teraz martwemu (dosłownie)człowiekowi,
dokładnie to, niejednokrotnie co o nim myśli, zarówno publicznie, jak i
prywatnie.
Poza
tym, mimo że wszyscy się z tym zgadzali, tata był jednym z nielicznych, którzy
otwarcie i szeroko (innymi słowy do wszystkich, którzy chcieli słuchać, w tym Mickowi
Shaughnessy) głosili to, że Ty Walker został poddany ekstradycji, aby stanąć
przed sądem, a następnie siedział za przestępstwo, którego mój ojciec był
pewien (i miał rację), że Ty nie popełnił.
I
na koniec, mój tata został zatrzymany i miał więcej mandatów niż jakikolwiek
inny obywatel w mieście, a raz został aresztowany za pijaństwo i nieporządek,
kiedy nic nie zrobił. A wszystko to stało się, ponieważ zrobił to wszystko
powyżej.
Z
każdym mandatem, jak i aresztowaniem, walczył głośno, zawzięcie, ale nie zawsze
skutecznie.
Ale
nigdy się nie poddał.
I
wiedziałam, patrząc na tego chłopca, że zrobiono mu coś złego. Wiedziałam też,
że z opuchniętym okiem muszę przestać robić to, co robiłam, pozwalając mu
uchodzić na sucho z kradzieżą książek (w zasadzie), a musiałam zacząć robić coś
więcej.
Przeszukałam
najbliższą okolicę, zauważyłam, że żaden czytelnik nie zbliżał się do biurka,
więc ominęłam ladę, by wejść wgłąb biblioteki. Ostrożnie i cicho wspięłam się
po schodach, jak super-detektyw, czując się bardziej niż trochę idiotycznie,
okrążyłam półki i zatrzymałam się. Ukrywając się, zerknęłam, wysuwając tylko na
głowę, by sprawdzić przejście i zobaczyć, czy tam jest.
Znalazłam
go w trzecim rzędzie.
Odchyliłam
głowę, przycisnęłam plecy do boku półki i wzięłam głęboki oddech.
Potem
znów zerknęłam, wysuwając tylko głowę i zawołałam cicho - „Proszę, nie uciekaj.
Nie masz kłopotów.”
Przykucnął
przy najniższej półce, z książką w dłoni, a jego głowa podskoczyła do góry.
To
wtedy zobaczyłam pełen zakres uszkodzeń na jego twarzy.
Nie
tylko podbite, opuchnięte, zamknięte oko i posiniaczona kość policzkowa, ale
także opuchnięty, siny nos i rozcięcie na wardze, które błyszczało, nie
dlatego, że było leczone maścią, ale dlatego, że było otwarte i zdarte.
Mój
żołądek się zacisnął, zamarłam, a gardło mi się zamknęło.
Upuścił
książkę, wystrzelił i popędził prosto przejściem w przeciwnym kierunku ode
mnie.
Na
jego ruchy oderwałam się, szybko skoczyłam i zbiegłam w dół, mijając półki i
widząc, jak zbiega po schodach. Nie, skacze
z nich po trzy stopnie na raz, pokonując je dwoma dużymi skokami, które
sprawiły, że moje serce podskoczyło razem z nim, ponieważ bałam się, że zrobi
sobie krzywdę.
„Proszę!
Zatrzymaj się! Nie masz kłopotów!” - krzyczałam - „Obiecuję!” - wciąż krzyczałam,
zbiegając za nim po schodach - „Chcę tylko porozmawiać!”
Wybiegł
przez drzwi, a ja wybiegłam za nim, chodnikiem w stronę miasta.
Chodniki
były uprzątnięte, moje buty miały niskie obcasy i należałam do McLeod’s Gym.
Nie robiłam tych treningów, które mieli w McLeod’s, ponieważ nie było ich w godzinach,
w których mogłabym uczestniczyć (nie wspominając, że słyszałam o nich i mnie przerażały).
Ale jeździłam cztery razy w tygodniu, aby spędzić pół godziny na maszynie StairMaster,
bieżni lub maszynie do wiosłowania.
„Zatroszcz
się o ciało lub odkryjesz, że nie masz już ciała.”
To
była kolejna mądrość taty. Więc zajmowałam się moim.
Oznaczało
to, że mogłam nie być gotowa na próbę mojego pierwszego Iron Mana, ale nie byłam
w złej formie. Nawet biorąc pod uwagę to wszystko, nie mogłam się równać z tym chłopcem.
Przebiegł
trzy przecznice, zyskując coraz większy dystans, wbiegł za róg do miasta i,
zanim go minęłam, zniknął.
Stałam
tam, oddychając lekko ciężko, moje spojrzenie skanowało okolicę, aby znaleźć
jakikolwiek ślad po nim, ale go nie było.
„Choroba”
- wyszeptałam, mając nadzieję, że nie przestraszyłam go tak, że nigdy nie wróci,
w tym samym czasie wiedząc, że to nie było wszystko, co powinnam zrobić.
Miał
dziewięć lub dziesięć lat i był przez kogoś regularnie bity.
Prześladowcy
albo (Boże, miałam nadzieję, że nie) rodzina. Wiedziałam. I musiałam coś z tym
zrobić.
Stałam
na zimnie bez płaszcza, moje oddechy wydawały się widoczne, a mój umysł
przeszukiwał moje możliwe następne kroki.
Najpierw
musiałam wrócić do biblioteki. Byłam jedyną obsługującą, co oznaczało, że nie
ma tam nikogo oprócz czytelników.
Potem
mogłam zrobić dwie rzeczy.
Po
pierwsze, mogłabym zadzwonić do taty, powiedzieć mu, co się dzieje i złożyć ten
problem na jego szerokie ramiona, wiedząc, że się temu przyjrzy, a potem
natychmiast coś z tym zrobi.
Po
drugie, mogłabym być dorosła, nie dzwonić do taty, żeby przekazać ciężar, który
nie był mój, ale był taki i mogłabym iść na posterunek policji, zgłosić to, co
widziałam i mieć nadzieję, że coś z tym zrobią.
Problem
polegał na tym, że Chace Keaton pracował na posterunku policji.
Nos,
oko, kość policzkowa i warga chłopaka pojawiły się ostro w moim umyśle i
zamknęłam moje oczy, gdy wciągnęłam oddech.
Otworzyłam
je i wróciłam do biblioteki, wiedząc, co muszę zrobić.
Powinnam
zauważyć, że mi się to nie podobało.
Ale
wiedziałam to.
*****
Chase
Była
za piętnaście siódma, kiedy weszła.
Po
ukończeniu Akademii złożył podanie o pracę w Carnal. To było jedyne miejsce, w
którym pracował od czasu zdobycia odznaki i przepracował tam trzynaście lat.
I
ani razu Faye Goodknight nie weszła na Komisariat Policji. Nawet wtedy, gdy
Rowdy Crabtree postawił jej ojcu zmyślony akt oskarżenia o pijaństwo i
awanturnictwo, kiedy Silas Goodknight był tylko w Bubba’s, miejscu, w którym
nie bywał, ale nie był tam obcy. Silas obchodził pięćdziesiąte urodziny
przyjaciela. Silas, który nie pijany i na pewno nie awanturował się, spędził
noc w areszcie.
Jego
żona, Sondra, przyszła, aby wpłacić kaucję i go odebrać.
Na
szczęście zarzut się nie utrzymał. I żadne z Goodknight’ów nie wiedziało o tym,
ale powodem, dla którego tak się nie stało, było to, że Chace interweniował u
Fullera, namawiając go do nie namierzania innego szanowanego, lubianego obywatela.
Wyjaśnił, że Fuller miał już dość plotek w mieście o tym, co zrobiono
Walkerowi, więc nie potrzebował więcej spekulacji. A co gorsza, nie musiał
denerwować Goodknight’a, który wielokrotnie demonstrował, że nie jest typem
człowieka, który odchodzi cicho, liże rany i nie walczy następnego dnia. Był
typem człowieka, który zginie w walce, co oznaczało, że pociągnie za sobą
innych.
Fuller,
o dziwo, ustąpił i ustawił Crabtree, by przyjął cios za niezasadne aresztowanie.
Teraz
była tutaj. Zobaczył, jak jej oczy prześlizgują się po nim przy biurku, kiedy
skanowała pokój i przeszła do recepcji.
Pomyślał,
że była tam w tym czasie, ponieważ biblioteka była otwierana o dziesiątej i
zamykana o szóstej.
Pomyślał
też, że była tam w tym czasie, bo spodziewała się, że jego tam nie będzie.
Bez
względu na powód, dla którego tam była, powinien to tak zostawić. Wiedział, że
powinien to zostawić.
Ale
nie mógł powstrzymać się od myśli, że to nie przypadek, że nie rozmawiał z nią
bezpośrednio przez te wszystkie lata, kiedy mieszkali w tym samym mieście,
teraz rozmawiali dwa razy i ona tam była.
Więc
nie zostawił tego.
Wstał
i ruszył do recepcji.
Jej
jasnoniebieskie oczy przeskoczyły na niego, gdy był pięć kroków od niej i
poczuł, jakby był to ich prawdziwy dotyk. Ręka zaciskająca się na jego szyi.
Palce wślizgujące się w jego włosy. Miękkie, lekkie, słodkie.
Takie
realne.
Kurwa.
Musiała
tylko na niego spojrzeć i oto on zareagował.
Kontynuował
swoją drogę do ostatniego miejsca, w którym powinien być.
Blisko
Faye Goodknight.
„Wszystko
w porządku, Faye?” - zapytał, kiedy tam dotarł.
„Ma
raport do złożenia” - odpowiedział za nią Jon, oficer dyżurny przy biurku.
Chace
nie odrywał oczu od Faye - „O czym?”
Jon
ponownie odpowiedział, żartobliwym tonem - „Nie zaszliśmy tak daleko.”
Ciało
i usta Chace’a podjęły decyzję i wykonały ją, ponownie zanim jego mózg dogonił
to.
A
to był krok w bok i otwieranie niskiej, drewnianej furtki w ladzie, z oczami
wciąż utkwionymi w Faye, z ustami mówiącymi - „Faye, chodź mną. Jon, zajmę się
tym.”
Jej
zęby pojawiły się, aby przygryźć wargę, zawahała się przez chwilę, po czym
ruszyła, by zrobić to, o co prosił.
Chace
poczuł na sobie wzrok Jona, ale nie spojrzał w jego kierunku. To nie było warte
wysiłku. Po pierwsze, cokolwiek to było, zamierzał sobie z tym poradzić i był o
rangę wyżej od Jona, więc Jon nie miał nic do powiedzenia w tej sprawie. Po
drugie, Jon był plotkarzem i nawet gdyby Chace mu groził, Jon by o tym gadał.
Nie warto było się wysilać i grozić mu. Więc cokolwiek Jon myślał o interwencji
Chace’a, do ósmej rano jutro rozejdzie się to po całym komisariacie. A Faye wyglądająca
tak, jak wyglądała i Chace pokazujący się w recepcji, zanim zdążyła nawet
wyjaśnić, dlaczego tam była - wiedział dokładnie, co będzie w całym
komisariacie do jutra.
To
ostatnie, nie obchodziło go to. Wyszeptano wystarczająco dużo o Chace przez
ostatnie sześć lat. Nie miało to już na niego wpływu.
Zaprowadził
Faye do pokoju przesłuchań, otworzył drzwi i trzymał je otwarte z wyciągniętą
ręką z niewerbalnym zaproszeniem, by go wyprzedziła. Spojrzała na niego, a
potem podniosła rękę, żeby założyć włosy za ucho, odwracając wzrok, schylając
głowę i przechodząc obok niego.
Często
widywał, jak wkładała włosy za ucho. I zawsze uważał, że to urocze.
Kiedy
zobaczył to z bliska, stwierdził, że było to, jak wszystko, co zauważył w Faye,
cholernie słodkie.
Wszedł
za nią, zamknął drzwi i oparł się o nie plecami, krzyżując ręce na piersi.
„Um…
może się pomyliłeś” - zaczęła, jej oczy skierowały się na drzwi za nim, zanim
podniosła się do jego - „Nie jestem pewna, czy to wymaga prywatności,
detektywie Keaton.”
„Myślałem,
że zdecydowaliśmy się na Chace’a.”
Zamrugała,
a jej głowa lekko drgnęła - „Co?”
„Chcę,
żebyś nazywała mnie Chace, Faye.”
„Racja”
- wyszeptała, a jej oczy zmieniły się, więc nie tylko zerkała, ale przyglądała
mu się.
„A
co nie potrzebuje prywatności?” - podpowiedział.
„Ja…”
- zaczęła, przerwała, a potem kontynuowała - „Widzisz, jest…” - znowu
przerwała, poruszyła torsem w taki sposób, że wydawało się, że próbuje
wyprostować ramiona, ale bezskutecznie, gdy jej oczy odpłynęły i ciągnęła dalej
- „Chodzi o to, że…” - urwała, zatrzymała się, a on patrzył, jak jej zęby się
wysuwają spomiędzy warg. Tym razem złapały jej dolną wargę, a następnie wciągnęła
między nie obie wargi, przygryzła dolną i schowała zęby.
Chryste,
wszystko, co robiła, nie mając pojęcia, że to robi, było niewiarygodnie
seksowne, właśnie dlatego, że nie miała pojęcia, że to robi, przez co było jeszcze
bardziej niewiarygodnie seksowne.
„Faye”
- powiedział cicho, jej spojrzenie wróciło do niego i znów się odezwała, tym
razem szybko.
„Jest
taki chłopiec” - zaczęła - „Nie wiem, ma dziewięć, dziesięć lat. Przychodzi do
biblioteki i kradnie książki.”
„Rozumiem”
- wymamrotał, a potem zgadł - „Nie chcesz narażać go na kłopoty, ale nie możesz
też pozwolić mu kraść książki.”
„Nie”
- pokręciła głową - „…on je zwraca.”
Chace
zamrugał.
Potem
zapytał - „Co?”
„Zwraca
je” – odpowiedziała i mówiła w pośpiechu – „To znaczy, skoro kradnie je zamiast
wypożyczać, nie wiem, czy zwraca je wszystkie. Ale od miesięcy przychodzi raz
lub dwa razy w tygodniu i raz lub dwa razy w tygodniu mam dwie lub trzy książki
w koszu zwrotnym, które nigdy nie zostały wypisane. Tak więc, ponieważ nie mam
zapisów, co zabrał, nie mogę wiedzieć, czy zwraca je wszystkie. Ale jest
chłopcem i, chociaż ma dużą kurtkę, nie może wywlec dziesiątek książek. I miałam
go na oku. Więc jeśli by kradł wiele, zauważyłabym. On nie kradnie wielu, więc
nie jestem pewna, ale myślę, że zwraca je wszystkie lub, hmmm…” - zawahała się
i skończyła - „…zdecydowaną większość z nich.”
„Jeśli
to prawda, nie jestem pewien, jaki jest problem.”
Wciągnęła
wyraźnie głęboki oddech.
A
potem wypuściła go, informując go cicho - „Jest bity.”
W
tym momencie Chace wyprostował się od drzwi, ale nie ruszył się z miejsca, gdy
szepnął - „Bity?”
Skinęła
głową.
„Skąd
wiesz?” - zapytał.
„Cóż,
widziałam siniaka na kości policzkowej. I drugiego wokół szczęki. A potem były
te na jego nadgarstkach. Ale dzisiaj…” - przełknęła ślinę, zrobiła pół kroku w
jego stronę, zatrzymała się i wciągnęła kolejny oddech, zanim zaczęła mówić - „…dzisiaj
było źle.”
„Jak
źle?”
„Oko
spuchnięte, zamknięte, siniaki na twarzy, spuchnięty nos i rana na wardze,
która nie jest leczona.”
„Kurwa”
- mruknął Chace.
„Jest
gorzej” - wyszeptała, a Chace skinął jej głową, by kontynuowała - „On… cóż,
jest bardzo chudy. I nie jest czysty, w pewien sposób nie czysty. A jego
ubrania na niego nie pasują. I jest bardzo, bardzo chudy.”
„Mówiłaś
to” - zauważył cicho Chace.
„Jest
tak bardzo, bardzo chudy, Chace, że trzeba to powtarzać” - odpowiedziała cicho.
Chace
spojrzał jej w oczy i powtórzył swoje wymamrotane - „Kurwa”.
Potem
położył ręce na biodrach i zapytał - „Znasz tego dzieciaka?”
Potrząsnęła
głową.
„Rozmawiałaś
z nim?” - kontynuował Chace.
Znowu
potrząsnęła głową, ale odpowiedziała - „Za każdym razem, gdy próbowałam się
zbliżyć, on ucieka. Spróbowałam dzisiaj ponownie i goniłam go. Był przerażony.
Prześcignął mnie, a potem zniknął.”
Jezu,
goniła go? Ładna, krągła, cicha bibliotekarka z miasteczka ścigała dziecko?
Zwerbalizował
swoje pytanie - „Goniłaś go?”
„Tak,
z biblioteki do miasta. Zniknął w chwili, gdy skręcił w Main Street. Cóż, nie w
tej chwili, ponieważ byłam pół przecznicy za nim, ale tuż za nim. Mówiłam mu,
że nie ma kłopotów, ale nadal uciekał.”
„Goniłaś
go.” - tym razem było to oświadczenie.
„Tak”
- i tak odpowiedziała, po czym obserwował, jak jej ciało lekko podskoczyło, a
ona wyszeptała - „Och nie, czy zrobiłam źle?”
„Przepraszam Słonko, ale musisz wiedzieć, na
wypadek, gdyby nadarzyła się okazja. Nie należy gonić dzieciaka, który jest
bity i niedożywiony, co daje nam wskazówkę, że, prawdopodobnie, ten kto go
bije, nie dba się o niego, co w dużej mierze utrwala to, kto go bije. To jasne,
że nie prowadzi dobrego życia. Jest prawdopodobne, że jego życie jest pełne
strachu. A jeśli pożycza książki z biblioteki poza akceptowalną praktyką, to mówi
mi, że cokolwiek się dzieje w domu, oznacza, że nikomu nie ufa, więc
wykorzystuje każdą okazję, by uniknąć połączenia, nawet jeśli oznacza to wypożyczenie
książki z biblioteki.”
Kiedy
mówił, zobaczył, że jej oczy się rozszerzyły, usta rozchyliły i wpatrywała się
w niego z tym zdumieniem pełnym zachwytu, z jakim patrzyła na niego wczoraj
rano.
A
będąc z nim sam na sam w małym pokoju przesłuchań, podczas rozmowy o
maltretowanym dziecku, była o wiele bardziej pociągająca.
Potem
wyszeptała słodko - „Och”
W
tym momencie widział swój błąd w zapewnieniu im prywatności. Od stóp do głów powodowała
swędzenie, które chciał podrapać od dłuższego czasu. Faye Goodknight rozmawiająca
i reagująca dwa kroki dalej, jej głos dochodzący do niego, jej wyrazista twarz,
jej zapach wypełniający pokój, nie powodowała swędzenia.
Powodowała
pożądanie.
Chace
zakopał to i zapytał - „Czy ciągle przychodzi?”
Zamrugała
i zapytała z powrotem - „Co?”
„Ten
dzieciak, powiedziałaś, że jak próbowałaś się zbliżyć, kiedy nie goniłaś go na
ulicy, to on ciągle wracał?”
Widział,
jak drgają jej wargi przypominające gumę do żucia, ale skinęła głową i dodała -
„Tak.”
„Dobrze”
- mruknął, sięgając do kieszeni kurtki, by wyciągnąć telefon. „Jak wróci, nie
podchodź. Zadzwoń do mnie.”
„Zadzwonić
do ciebie?”
„Tak”
- pochylił głowę do telefonu i włączył go, mówiąc - „Chcę na niego spojrzeć.
Zobaczyć, czy go znam lub kim może być jego krewny. Może znajdę sposób na
własne podejście.”
„Nie
wygląda znajomo.”
Chace
podniósł głowę i spojrzał na nią - „Mieszkałaś tu całe życie, Faye, ale i tak
prawdopodobnie spotkam tu więcej ludzi niż ty.”
„To
prawda” - powiedziała cicho.
Chryste.
Urocza.
„Podaj
mi swój numer” - rozkazał.
Zamrugała.
Potem
szepnęła - „Co?”
„Twój
numer telefonu. Daj mi to. Zadzwonię do ciebie, będziesz miała mój, który
możesz zapisać w swojej komórce.”
„Nie
możesz po prostu dać mi swojego, a zaprogramuję go u siebie?” - zasugerowała.
„Mógłbym.
Ale kochanie, rzeczy takie, jakie były…” - urwał, potrząsnął głową i pozwolił,
by to przemówiło samo za siebie. Mogła żyć w swoich książkach, ale to gówno,
które było, wiedział z ograniczonych rozmów, które odbyli, że nie umknęło jej
uwadze - „Nie przepadam za niespodziankami. Jak będziesz musiała do mnie
zadzwonić, kiedy mój telefon dzwoni, lubię wiedzieć, z czym mam do czynienia,
zanim odbiorę. Skoro mam twój numer, pojawi się na identyfikatorze dzwoniącego.”
Skinęła
głową i zacisnęła usta, zanim powiedziała cicho - „To ma sens”.
Potem
stała tam i wpatrywała się w niego.
„Faye,
twój numer?” - podpowiedział, a jej ciało lekko się wzdrygnęło.
„Och”
- szepnęła - „Racja.”
Potem
dała mu swój numer.
Chace
wpisał go i wcisnął przycisk start. Zadzwoniła jej torebka i usłyszał, jak robi
ruchy, by wyciągnąć telefon, ale rozłączył, zanim odebrała. Potem nacisnął
przyciski i zaprogramował ją w swoim telefonie, podczas gdy słyszał, jak
wciskała przyciski programujące go w swoim.
Oznaczało
to dostęp do głosu Faye Goodknight, kiedy tylko będzie chciał.
Kurwa.
Zakopał
to, wkładając telefon z powrotem do kieszeni i ponownie na nią spojrzał.
„Potrzebuję
też, żebyś spakowała książkę, którą ukradł, i przyniosła mi” - powiedział jej.
Jej
głowa przechyliła się lekko na bok i zapytała - „Dlaczego?”
„Bo
mógł trafić do systemu. Możemy zebrać odciski, a wtedy moglibyśmy dowiedzieć
się, kim on jest, co może nas zaprowadzić tam, gdzie on jest.”
„Och”
- szepnęła znowu, a potem znowu - „Tak. W porządku. Zrobię to.”
„Staraj
się nie dotykać tego za dużo”.
„Uh…
Chace, nasze książki, przynajmniej niektóre z nich, są często dotykane.”
„Uporządkujemy
to, co znajdziemy, nie martw się o to.”
Znowu
skinęła głową.
„Potrzebuję
też fizycznego opisu dzieciaka. Dam to chłopcom. Mogą mieć oczy szeroko
otwarte.”
Więcej
kiwając głową, opisała dzieciaka i jego zachowanie.
Nic,
co powiedziała, nie wydawało mu się znajome i nie pasowało do żadnego dzieciaka,
którego znał. Biorąc pod uwagę, że wszystko, co powiedziała, nie było dobre,
gdyby go zobaczył, zauważyłby go.
Kiedy
skończyła mówić, on zaczął - „Porozmawiam z chłopcami, zobaczę, czy coś
widzieli lub coś słyszeli. Zrobię też trochę rozeznania, aby sprawdzić, czy
sporządzono jakieś raporty. Jeśli tak było, można je było zignorować lub zagrzebać.
Zrobię, co w mojej mocy, aby to odkryć, czy były. Jutro zadzwonię do Służb
Ochrony Dziecka, aby sprawdzić, czy mają jakieś zgłoszenia, na które nie
zareagowaliśmy, lub w ogóle jakieś. Pójdę też do szkoły, aby porozmawiać z
dyrektorem i poprosić go, by porozmawiał ze swoimi nauczycielami, by sprawdzić,
czy któryś z nich ma obawy, zgłoszone lub niezgłoszone. W międzyczasie zapakuj
do torby książkę, którą ukradł, i zadzwoń do mnie. Powiedz mi, kiedy możesz to
przynieść. Kiedy przyjdziesz, będę miał tutaj artystę, który może wziąć twój
opis i dać nam obraz, z którym możemy kontynuować. To wszystko będzie okej dla
ciebie?”
„Artysta policyjny?” - zapytała, ponownie patrząc
na niego z wyrazem uroczego, pełnego zachwytu zdumienia.
„Tak,
artysta policyjny” - odpowiedział, nie szczędząc wysiłku, by zignorować jej
spojrzenie - „Możesz myśleć, że nie jesteś dobra w opisywaniu kogoś, ale są
przeszkoleni, aby to z ciebie wyciągnąć i są dobrzy w tym, co robią.”
„Artysta
policyjny” - szepnęła.
„Tak”
- odparł Chace.
„I
odciski palców.” - nadal szeptała.
„Tak,
Faye, nie mam pojęcia, kim jest ten dzieciak. Muszę coś zrobić, żeby go
znaleźć, dowiedzieć się, co się z nim dzieje i położyć temu kres. Nie mamy
imienia. Nie mamy adresu. Więc musimy pracować z tym, co mamy.”
Wciąż
szeptała, kiedy powtarzała - „Położyć temu kres.”
Teraz
Chace był zdezorientowany. Wydawała się oszołomiona. Nie w zły sposób, ten zachwyt
wciąż był wyraźnie widoczny na jej twarzy. Ale mimo wszystko oszołomiona.
„Uh,
tak, Faye. Dlatego przyszłaś tutaj i zgłosiłaś to, prawda? Położyć kres złemu
gównu przytrafiającemu się dziecku. Więc zabierzmy się do tego, tak?”
Przestał
mówić, a ona nic nie powiedziała, po prostu patrzyła na niego tymi niebieskimi
oczami - wielkimi i utkwionymi w nim.
Ale
Chace skończył. Skończył z tą rozmową. Zakończył ze zbieraniem informacji i
podawaniem szczegółów dotyczących tego, co zamierzali zrobić. A zwłaszcza z
byciem w prywatnym pokoju z ładną bibliotekarką z miasteczka, która patrzyła na
niego, jakby rozdzielił rzekę Kolorado, żeby mogła przejść na drugą stronę bez
niepotrzebnego kłopotu z zmoknięciem. Coś, co mógł jej zaoferować tylko jej
osobisty cudotwórca.
Ale
Faye Goodknight jeszcze nie skończyła.
Wiedział o tym, gdy nagle znalazła się nie dwa
kroki od niego, ale w jego przestrzeni. Tak bardzo w jego przestrzeni, że jej
miękkie ciało było przyciśnięte do jego na całej długości, jej ramiona były
wokół jego ramion, jedna ręka zacisnęła się na jego karku, palce we włosach,
wywierając nacisk, by zgiął głowę. I na koniec mocno przycisnęła usta do jego
ust.
Co
do cholery?
Położył
ręce na jej biodrach, by ją odepchnąć, a jego umysł wypełnił myśl, jak mógłby
to zrobić tak delikatnie, jak to tylko możliwe, kiedy jej język wysunął się, a
czubek dotknął jego ust.
I
wtedy ciało i usta Chace’a podjęły kolejną decyzję, zanim jego umysł zdążył je dogonić.
To znaczy, że jego ramiona zaciskały się wokół niej mocno, jego usta otwierały
się na jej ustach, jego język wysuwał się, wpychając jej język z powrotem do
jej ust, a potem ją pocałował, bardzo mocno, bardzo mokro i bardzo, bardzo głęboko.
Nie
smakowała jak guma do żucia.
Smakowała
jak miętówka. Słodka, świeża i kurewsko fantastyczna.
Trzymał
jedną rękę ciasno zaciśniętą wokół jej talii, podczas gdy drugą wsuwał w górę
jej pleców na szyję i we włosy.
Kurwa
mać, jedwab.
Lepiej
niż sobie wyobrażał.
Lepiej
niż mógł nawet marzyć.
Pochylił
się lekko do przodu, wyginając ją nad swoim ramieniem, wpychając jej ciało
głębiej w jego, a ona jęknęła słodkim, miękkim jękiem przy jego języku.
To
była najlepsza rzecz, jakiej kiedykolwiek w życiu skosztował.
W
jakimś odległym, niejasnym zakątku jego umysłu, który nie był skupiony na jej
ciele przyciśniętym do jego, dotyku jej włosów w jego dłoni, jej smaku na
języku i tego, co to wszystko robiło z jego ciałem, zdał sobie sprawę, że ona nie
miała pojęcia, co robi. Była na jego przejażdżce. Chętna, gorliwa uczestniczka,
dająca, otwierająca się na niego i nie robiąca nic więcej poza pozwalaniem mu
wziąć to, czego chciał.
To
był zdecydowanie najlepszy pocałunek, jaki kiedykolwiek miał.
I
na tę myśl, jego mózg dogonił jego usta i ciało i oderwał usta od niej, gdy
zacisnął palce na jej talii i brutalnie odepchnął ją do tyłu.
Cofnęła
się o trzy kroki, jej ciało nie kontrolowało siły jego pchnięcia, zanim się
wyprostowała.
Ale
nie czuła jego pchnięcia. Nawet nie przeanalizowała faktu, że nie była już w
jego ramionach.
Wpatrywała
się w niego z wypiekami na policzkach, miękkimi i opuchniętymi ustami,
rozchylonymi wargami, przymkniętymi oczami, wyraźnie pod wpływem jego pocałunku,
co oznaczało, że nosiła na sobie, na całej twarzy fakt, że była niesamowicie podniecona.
Tylko
od jednego pocałunku.
To
był cholernie dobry wygląd.
To
był ten rodzaj wyglądu, jaki mężczyzna otrzymał raz, a potem walczył i umierał,
aby systematycznie mieć go po swoich działaniach.
Pieprzyć
go.
Pieprzyć
go.
„Co
to, do cholery, było?” - warknął, a ona zamrugała, ale ten wygląd nie opuścił
jej twarzy.
„Co?”
- wyszeptała.
„Co…
do cholery… to było?” - wystartował.
„Ja…”
- zaczęła, ponownie mrugając, ale nie pozwolił jej kontynuować.
„Nie
rób więcej tego gówna, Faye” - warknął, zrobił krok w jej stronę i wycelował
palcem w jej twarz - „Nie rób więcej tego gówna.”
Opuścił
rękę, ale nachylił twarz tam, gdzie była jego ręka i dalej warczał - „Nie wiem,
w jaką gównianą grę grasz, podążając za mną, nagle wszędzie, gdzie jestem. Ale
od razu mówię: nie gram w to. Masz romantyczny pomysł, że jestem zranioną
duszą, z którą możesz się uleczyć…” - potrząsnął głową i wyciągnął rękę - „…z twoimi
ograniczonymi wdziękami, pomyśl jeszcze raz. Już ci mówiłem, nie chcę twojej
troski. Nie chcę twojego towarzystwa. I nie chcę, żebyś gmerała niedoświadczonymi
bzdurami. Zaufaj mi, miałem w łóżku mistrzynię tego gówna i ona nigdzie nie
dotarła. A ty, właśnie teraz, wzięłaś tyle, ile kiedykolwiek dostaniesz. Wbij
to sobie do głowy, Faye, wszystko, czego od ciebie chcę, to abyś mnie, kurwa,
zostawiła w spokoju.”
Nie
pozwolił dostrzec wyrazu jej twarzy. Nie wiedział, co się z nią dzieje.
Wiedział tylko, że, ze względu na nią, musiał jasno przedstawić swój punkt
widzenia. A jeśli to oznaczało bycie kutasem, musiał być kutasem.
Więc
był kutasem.
Odwrócił
się i podszedł do drzwi.
Ale
tam zebrał się w sobie, odwrócił i spojrzał na nią. Zignorował ból w jej rysach
i fakt, że był tak wyolbrzymiony, że, gdyby nie zamierzał go ignorować, na rany
Chrystusa, rzuciłby go na kolana.
„Będziesz
miała książkę, zadzwoń do Franka Dolinski. Poinformuję go, od teraz będzie
twoim punktem kontaktowym” - poinformował ją, odwrócił się, otworzył
szarpnięciem i przeszedł przez drzwi, przez komisariat i prosto na zewnątrz,
gdzie podszedł do swojego pickupa. I kiedy to robił, nie obchodziło go, że wzrok
Jona podążał za nim przez całą drogę, ani nie obchodziło go, co to przyniesie
jutro.
Eh. Zranił i ona tego nie zapomni. 😳 Szkoda tego dziecka i mam nadzieję, że ona go ocali. 🤗 Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńKurcze, Chase osiołku... No dobra, nie możemy dostać wszystkiego na początku książki. Ale tak bardzo zrobiło mi się szkoda Faye :( ona naprawdę poczuła się zraniona, czuję też że ciężko będzie mu do niej dotrzeć. I miejmy nadzieję, że ona nie zamknie się w sobie..
OdpowiedzUsuńO Matko Bosko :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńAle kurde burak i dupek z tego Chesa :( Oj chyba teraz szybko Faye do niego nie podejdzie bo jak nic poniżył ją.
Co do dziecka kurde muszą go znalezc i mu pomóc.
CZekam na kolejne rozdziały i czuję że dziewczyny jej nie odpuszczą i zaraz zorganizują grila lub inna imprezę :)
CZekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
Uuuu... ale burak... Mam nadzieję, że Faye skopie mu dupę. Niech się teraz koleś napracuje, że choć chciała na niego spojrzeć. Dziękuję :*
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń