piątek, 22 października 2021

18 - Siostra

 

Rozdział 18

Siostra

Chase

 

 

Chace mrugnął, by odgonić sen, czując ciało Faye wtulone w niego, zapach jej włosów, utrzymujący się zapach jej perfum i widząc późne kwietniowe słońce wlewające się do jej mieszkania.

Jego pierwszą reakcją było zwinięcie jej, już będącej blisko, bliżej.

Jego pierwszą myślą było to, że w ten weekend wybierają się do centrum handlowego, żeby kupić prześcieradło takie jak jej do jego łóżka.

Podobało mu się jej mieszkanie, podobał mu się jego wygląd, klimat, bliskość La-La Land i pracy, zarówno jego, jak i jej, ale skończył z tym. Skończył z dwoma miejscami, dwiema szafami, dwiema lodówkami do zapełnienia i porannymi rozmowami o tym, w którym z ich dwóch łóżek zakończą dzień.

Mogła wnieść swój wygląd i klimat do jego domu.

Zdecydował, że się wprowadza.

To prawdopodobnie nie spodobałoby się jej matce i ojcu, a tym samym sprawiłoby, że Faye by się wahała.

Uznał więc, że najlepiej będzie włożyć pierścionek na jej palec.

Nie byli razem zbyt długo, więc mogłaby mieć długie zaręczyny, tak długo, jak spędziłaby je z jego diamentem na palcu i tyłkiem w kształcie serca w jego łóżku.

Myśli o jej tyłku skierowały jego rękę w dół.

Całkowicie przestała wkładać majtki przed pójściem spać. Spała w koszulkach nocnych, co lubił. Były seksowne. Były miłe w dotyku. Wyglądały świetnie. Ale podobało mu się to, że unikała majtek.

Co oznaczało, że w łóżku zawsze będzie miał pełen dostęp.

Pogładził dłonią jej tyłek, gdy drugie ramię zacisnął wokół jej talii, przyciągając ją jeszcze bliżej. Poruszyła się, odchylając lekko głowę do tyłu, jej oczy trzepotały, nie spiesząc się z otwarciem, zanim miał jej kryształ.

„Cześć” - wyszeptała, a jego twardy kutas drgnął.

„Dzień dobry, mała” - odszepnął.

Jego oczy przesunęły się po jej twarzy.

Lubił jej takie włosy. Zrobiły to, co zawsze robiły, gruby, długi ich strumień podkreślał jej oczy, warstwy po bokach robiły to samo z linią jej szyi. To było subtelne, ale skuteczne. To sprawiło, że wyglądała na bardziej dojrzałą, ale nadal w jej wieku. To było stylowe i nieświadomie seksowne.

Przytuliła się jeszcze bliżej, przesunął znowu dłonią po jej tyłku, jej biodra przycisnęły się do jego, a ona jeszcze bardziej odchyliła głowę do tyłu, jej powieki opadły do połowy.

Przyjął zaproszenie, zginając szyję, by dać jej delikatny, krótki, głęboki pocałunek.

Kiedy go przerwał, wymamrotał w jej usta - „Chcesz spać, a ja pobiegam? Czy chcesz się kochać? A może chcesz się pieprzyć?”

To sprawiło, że leniwie mrugnęła, zanim uniosła podbródek, przesunęła się i poczuł jej usta na swoim gardle.

Zajęło jej trochę czasu, by to poskładać i był bardziej niż kurewsko zachwycony, kiedy wyszeptała słowo, którego rzadko używała, ale takie, które nigdy nie zawiodło w działaniu na niego, gdy jej miękki, cichy, melodyjny głos owinął się wokół niego.

„Pieprzyć”

O tak.

Jego palce wbiły się w jej tyłek, jego drugie ramię z jej talii wsunęło się do góry, a dłoń zanurzyła się w jej włosach. Zacisnął ją w pięść, delikatnie odciągnął jej głowę do tyłu i pochylił się, by wziąć jej usta.

Ten pocałunek nie był delikatny ani krótki. Ale był głęboki.

Wtedy Chace wtoczył się na nią.

Potem zabrał się do pieprzenia jej.

*****

Chace podszedł z pustym talerzem do zlewu, przy którym stała Faye, notując w pamięci, że nie musi kupować nowego szlafroka. Wyrzucił stary i teraz w jego mieszkaniu łapała jedną z jego koszulek lub T-shirtów, a ponieważ miał to samo w jej szafie i szufladach, zaczęła to robić także u siebie.

Właśnie to miała teraz na sobie, jedną z jego czystych koszulek, z podwiniętymi rękawami, z mokrymi włosami po prysznicu, stała przy zlewie i zmywała naczynia po śniadaniu.

Postawił talerz obok zlewu, przysunął się do jej pleców i odgarnął jej włosy na bok, tak że w większości wisiały na jednym ramieniu, tylko słodkie pasmo zwijało się wokół jej szyi.

Opuścił tam usta, przesuwając dłonią po jej brzuchu

Pocałował ją lekko, po czym przysunął usta do jej ucha.

„Niepokoisz się o dzisiejszy wieczór?”

Tego wieczoru miało się odbyć spotkanie Rady Miejskiej w celu omówienia przyszłości biblioteki. Do tej pory nie okazywała zbyt wiele reakcji na to, co się tam działo. To nie znaczyło, że nie obserwował jej obaw, ale nie zdradzała, żeby była spanikowana lub przerażona.

Z drugiej strony mieli tysiące podpisów na petycjach, Cesar miał setki telefonów, a nawet ludzie z Chantelle i Gnaw Bone brali udział w akcji, widząc, że gdyby biblioteka Carnal upadła, oni też straciliby ten zasób. Obejmowało to wtykanie nosa w rzeczy przez Ninę Maxwell, a Nina nie robiła rzeczy połowicznie. To dlatego mieli tysiące podpisów na petycjach. Nina kazała im krążyć po całym hrabstwie.

Trzymając ręce w wodzie z pianą, Faye odwróciła głowę, Chace podniósł swoją i spojrzała na niego.

„Niezupełnie” - powiedziała cicho - „Może powinnam, ale bardziej martwi mnie to, że Malachi wciąż się nie odzywał”.

Odruchowo przycisnął dłoń do jej brzucha.

O to też się martwił. Tak jak wszyscy, w tym psycholog Malachi’ego.

To nie tylko mówiło gorsze rzeczy o tym, co przydarzyło się dziecku, ale także wiązało im ręce w poszukiwaniu tego, kto go wykorzystał. Nie mieli nic. Zero. O ile nie mogliby tego z niego wyciągnąć, reszta prowadziła donikąd.

Ale ostatnio było więcej.

Wydawało się, że się uspokaja. Silas i Sondra starali się go uspołecznić, więc poszedł z nimi na kolację do miasta, zabrali go do biblioteki, żeby zobaczyć Faye, zabrali go na zakupy spożywcze. Nie czuł się z tym komfortowo. Był czujny, ostrożny, ale zrobił to i, jak ze wszystkim innym, wydawało się, że też się do tego przyzwyczaja.

Poza tym, że nie mówił i miał nietypowe reakcje na codzienne rzeczy, takie jak telewizja, telefony i radia, był normalnym dzieckiem. Lubił gry wideo. Lubił książki. Przyzwyczaił się do telewizji, telefonów i radia. Zwracał uwagę na otaczających go ludzi, śmiał się, uśmiechał i często pochylał głowę i gryzmolił w notesie, by podzielić się dowcipnie o tym, co myśli, czuje lub czego chciał. Co oznaczało, że nauczyli się, że dzieciak miał urocze poczucie humoru, lubił Współczesną Rodzinę i uwielbiał słodycze.

Ale to, co dzielił, nigdy nie było głębokie. Nigdy nie było osobiste. Był pośród nich i ich częścią, ale trzymał się z dala. Chociaż na pewno nawiązał więź z Silasem i Sondrą, jedynymi ludźmi, od których nie wydawał się oderwany, byli Chace i Faye. Zajęło chwilę, zanim Chace dostał się do niego, ale kiedy wszedł, był w środku. Dzieciak nie przyklejał się do żadnego z nich, ale jego oczy śledziły ich po pokoju, jeśli się poruszali, zwracał na nich większą uwagę, kiedy rozmawiali, a jeśli opuszczali pokój, w końcu szedł za nimi, aby pozostać blisko. To nie było tak, że wczołgiwał się im na kolana, ale jeśli byli z nim, nigdy nie był daleko.

Ale mimo że mieli to połączenie, nie dzielił się też z Faye ani Chace’m.

A w ostatnim tygodniu wydawał się taki sam, ale jeszcze bardziej odległy.

Coś było w jego głowie i chociaż wszyscy na swój sposób próbowali dowiedzieć się, co to jest, nie dzielił się tym.

Była środa, półtora tygodnia po tym, jak Faye i Chace pojechali do Aspen. Ponad miesiąc odkąd znaleźli Malachi’ego.

Nadszedł czas, aby naciskać.

Chace odsunął się od pleców Faye, złapał ścierkę do naczyń, czysty talerz z ociekacza i zaczął wycierać - „Zadzwonię do Kareny z CPS i do jego psycholog. Pogadam z nimi. Zobaczę, czy się zgodzą, że nadszedł czas, aby przyspieszyć to gówno”.

Przekręciła głowę do niego, a jej ręce zatrzymały się przy myciu jego talerza - „Nie chcę go denerwować, Chace”.

„Myślisz, że zrobię to kiedykolwiek, mała?” - zapytał delikatnie.

Obserwował, jak wciągnęła powietrze, zanim potrząsnęła głową.

„Nie, nie zrobiłbym tego” - potwierdził Chace - „Nigdy. Ale musi mu się polepszyć. W przyszłym roku musi zacząć szkołę. Musi nawiązywać przyjaźnie, a jedynym sposobem, w jaki może naprawdę czuć się bezpiecznie, jest złapanie tego, kto go spieprzył i poradzenie sobie z nimi, aby wiedział, że nigdy więcej go nie skrzywdzą”.

Westchnęła, skinęła głową i wróciła do mycia talerza.

Kilka sekund później szepnęła do talerza - „Zabiję ich”.

„Co?” - zapytał Chace.

Opłukała go, włożyła na suszarkę i sięgnęła po sztućce na dnie zlewu.

„Jak ich znajdziesz, trzymaj ich z dala ode mnie. Nie będę odpowiedzialna za to, co zrobię, jeśli się do nich zbliżę” - zagroziła swoim łagodnym, słodkim głosem, który sprawił, że Chace się uśmiechnął, ale nie pozwolił, by jego rozbawienie było słyszalne. To dlatego, że myślał, że jest słodka, ale była też bardzo poważna.

Kiedy udało mu się ukryć rozbawienie, obiecał jej - „Załatwimy ich, Faye”.

„Mam nadzieję” - mruknęła, myjąc sztućce.

„Załatwimy ich”.

Skinęła głową w stronę zlewu, opłukała sztućce i włożyła je na suszarkę. Potem podeszła do kuchenki po patelnię i Chace’owi przyszło jej do głowy, że poczuła tę głębię emocji dla dziecka, którego nie pomogła stworzyć, nie nosiła w łonie, nie wydała na świat.

Co oznaczało, że kiedy w końcu zabraliby się za założenie rodziny, oddałaby to, a prawdopodobnie jeszcze więcej ich potomstwu.

Coś, co ona zawsze miała.

Coś, czego nigdy on nie miał.

Coś, czego zawsze pragnął.

Coś, co ich dzieci przyjęłyby jako pewnik.

Spieprzył, nie dzieląc się swoimi sekretami, nie ufając sile, którą pokazała, odkąd ją poznał, przenosząc na nią, przy jej nieśmiałości, kruchość jego matki. Mogło to być zrozumiałe spieprzenie, ale to było spieprzenie.

Ale mieli to, pomogła mu odpuścić, a potem sama odpuściła. Następnego dnia byli Chace i Faye, bez przeróbek, bez szukania komentarzy, bez przenikliwych spojrzeń. Skończyła, pomogła mu w tym, ruszyła dalej i zabrała go ze sobą. Z wyjątkiem tego, że oboje rozumieli głębię swoich uczuć do siebie nawzajem, ich zaangażowanie w ich związek i zbliżyli się do siebie na stałe, koniec dramatu, naprzód.

To będzie jego życie. Faye u jego boku. Faye za jego plecami. Dramaty, walki - zdarzą się, skończą się, a oni pójdą dalej. I jego dzieci też by to miały, wszystko to, jej oddanie, jej siłę, jej rodzaj cichej, ale zaciekłej ochrony i jej zdolność do uporządkowania tego gówna, rozłożenia go i ruszenia dalej.

Odstawił ostatni talerz, czując, że jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, gdy szorowała patelnię. Chwycił sztućce, żeby je wytrzeć, obserwując, jak płucze patelnię, a woda spływa po jej dłoniach.

Nagich dłoniach.

Tak, musiał założyć jej pierścionek na palec.

Wkrótce.

*****

„Nie jestem pewna, dlaczego ma pani głos na tym spotkaniu, pani Maxwell, nawet nie mieszka pani w Carnal” - spytała Mary Eglund szorstko i niecierpliwie.

Była ósma siedemnaście wieczorem, Chace siedział w ratuszu obok Faye i próbował z coraz mniejszym powodzeniem nie śmiać się do rozpuku.

To dlatego, że nie było już tajemnicą i nie było niespodzianką, że to Mary Eglund, znana jako Dziwadło Jezusa i to nie typu rozdającej stokrotki i broszury, stała za próbą zamknięcia biblioteki. Było tak również dlatego, że, po kilku wstępnych komentarzach Cesara, a następnie kilku prowokacyjnych uwagach Mary, zebranie została otwarte.

Krystal Briggs zaczęła pierwsza i szybko i zwięźle rozdarła Radę swoimi informacjami o wsparciu i zdołała to zrobić bez żadnych przekleństw.

Nina Maxwell weszła na wysokich obcasach i Chace postanowił nigdy się nie stawać przeciwko niej, bo może i była pełna pasji, ale była też elokwentna i miała angielski akcent, więc cała ta pyskówka była związana z jakąś poważną klasą.

Była też bardzo ładna i kiedy Chace mógł przestać ją oglądać, obserwował, jak Max obserwuje swoją żonę. Przez większość czasu Max się uśmiechał. Po części kręcił głową, ale robił to z uśmiechem. Po części próbował kontrolować aktywnego malucha, którego miał na kolanach, jednocześnie trzymając śpiące dziecko kołysane w ramieniu. Wszystko to oznaczało, że był pod pantoflem w ten dobry sposób, jak Tate, Ty, a teraz Chace.

Cesar, jak od razu zauważył Chace, grał mądrze. Nie miał zamiaru zamykać biblioteki. Mary miała minimalne poparcie ze strony pozostałych członków Rady, z których żaden nie powiedział na razie ani słowa. Trzymał buzię na kłódkę, pozwalając Mary prowadzić spotkanie, a jednocześnie pozwalał jej kopać własny grób.

Mary kopała, ale Nina podała jej łopatę.

„Zasiada pani w Radzie Miejskiej…” - odparła Nina - „…dlatego w ramach swoich obowiązków, jak mogę jedynie zakładać, zna pani źródła finansowania lokalnych udogodnień, w tym fakt, że dolary podatników z całego hrabstwa trafiają do Carnal, aby drzwi biblioteki były otwarte. Dlatego obywatele Gnaw Bone, Chantelle i każdego miasta w tym hrabstwie mają prawo do bycia wysłuchanym na tym spotkaniu”.

„To prawda” - odparła Mary - „Ale masa funduszy pochodzi od Carnal”.

„Nie opisałabym finansowania zapewnianego przez Carnal jako masy w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa, biorąc pod uwagę, że wasza biblioteka jest drastycznie niedofinansowana, potrzebuje nowych komputerów, nie jest w stanie utrzymać się na bieżąco z czasopismami, kupuje książki na wyprzedażach, a jej kolekcja DVD jest żałośnie przestarzała” - odpowiedziała Nina - „Jeśli dane publiczne i moje obliczenia są poprawne, miasto Carnal będzie miało nadwyżkę w swoim budżecie w tym roku, więc z mojego punktu widzenia nie powinno się zamykać zasobów, ale przeznaczyć więcej środków na zasoby, które już posiadacie”.

„Jezu, musiała robić notatki podczas naszej rozmowy” - wymamrotała Faye obok niego, a Chace zacisnął usta i użył, już obejmującego ją, ramienia, aby przyciągnąć ją bliżej.

„Nie wspominając…” - ciągnęła Nina - „…że mamy ogromne szczęście, że naszą placówką zarządza bibliotekarka, która ma tytuł magistra bibliotekoznawstwa. Pracuje tam siedem lat. Rada Biblioteczna dała jej tylko entuzjastyczne oceny, a też ona otrzymuje wynagrodzenie w niższym zakresie pensji nawet dla kogoś, kto pracuje o pięć godzin tygodniowo mniej niż ona”.

„Jakby pracowała przez te godziny” - wypluła Mary i, słysząc tę zaskakującą insynuację, Faye i Chace wyprostowali się na swoich miejscach - „Zwracam uwagę, że ostatnio wzięła przesadną ilość wolnego czasu”.

„Jasna choroba” - mruknęła Faye.

„Przeczytałam opis jej pracy” - odparła Nina - „W czasie swojej kadencji miała nie wykorzystane trzy tygodnie urlopu, cztery dni na żądanie i pięć dni chorobowych w każdym roku. Z całym szacunkiem, czy twierdzi pani, że te dni są przesadą, bo zostały wykorzystane poza tym przydziałem?”

Stwierdziłabym, że z całą pewnością wykorzystuje swoją finansowaną przez miasto pozycję, biorąc pod uwagę, że prowadzi rażący romans z niedawno owdowiałym mężczyzną!” - Mary odpaliła, a Faye wystrzeliła prosto u jego boku, gdy z gardła Chace’a wyrwał się warkot, którego nie mógł, ale też nie próbował powstrzymać.

„Czekaj, czekaj!” - usłyszeli krzyk Silasa i oboje odwrócili się, by ujrzeć go wstającego z ławki po przeciwnej stronie sali, z twarzą czerwoną jak burak, rękami wyprostowanymi po bokach w pięściach.

„Mary, poproszę z całym szacunkiem, abyś kierowała swoje uwagi do spraw bibliotecznych” - wtrącił Cesar, zanim Silas zdążył stracić opanowanie, mówiąc do mikrofonu, również miał czerwoną twarz i był wyraźnie wściekły.

„To sprawy biblioteczne, biorąc pod uwagę, że to miasto za pośrednictwem tej Rady zapewnia Radzie Bibliotecznej fundusze na wypłatę pensji upadłej kobiecie” - odparła gorąco Mary.

„O mój Boże” - wyszeptała Faye, gdy dłonie Chace’a zacisnęły się w pięści.

„Prywatne życie pani Goodknight nie jest przedmiotem publicznej debaty…” - odciął się Cesar jeszcze goręcej - „…i, Mary, ostrzegam cię, jeszcze jeden komentarz, zamknę to spotkanie i odłożę na później. Ale to nastąpi po tym, jak członkowie Rady spotkają się, aby omówić twoje zachowanie tutaj, prawdopodobnie potępiając cię i osobiście, jeśli powiesz jeszcze jedno słowo, masz moją obietnicę, że podejmę kroki, aby cię usunąć”.

„Myślę, że słowa, które już powiedziała, wystarczą, by Rada rozważyła podjęcie kroków w celu jej usunięcia” - wtrąciła Nina, stojąc przy mikrofonie z przodu, a jej słowa również były gorące.

„Spróbujcie” - zaprosiła Mary - „Myślę, że zdziwicie się, jak duże mam wsparcie. Nie jestem jedyną osobą, która uważa, że ostatnie zachowanie Faye Goodknight jest bardziej niż uwłaczające”.

„To nie byłbym ja!” - Bubba Briggs zagrzmiał z tyłu.

„Albo ja!” - krzyknął Jim-Billy z przodu.

„Ja też, ty głupia krowo” - dodał głośno Stoney, właściciel jednego z lokalnych sklepów motocyklowych.

„Ani ja!” - krzyknęła Holly.

Laura poderwała się z miejsca pomiędzy Tate’m i jego synem Jonasem i krzyknęła - „Powinnaś się wstydzić, że mówisz o naszej słodkiej Faye w ten sposób przy wszystkich!”

Głowy Faye i Chace’a odwróciły się poza nich, gdzie Dominic, właściciel lokalnego salonu fryzjerskiego, krzyczał - „Natychmiastowe usunięcie z urzędu!”

Odwrócili głowy do przodu i zobaczyli Shamblesa stojącego dwie ławki przed nimi, krzyczącego - „Kolesiówa, wiem o tym, że mam prawo odmówić usługi, ale nigdy nie sądziłem, że zrobię to komukolwiek w swoim życiu. Ale od teraz możesz kupować swoje cappuccino i kruche ciasteczka z masłem orzechowym gdzie indziej! Mówienie o Karmazynowej Obserwatorce Gwiazd w ten sposób, kiedy w końcu znalazła gorącego chłopaka, jest po prostu… zwyczajne… błędne, ale też: poważnie”.

„Świetne” - wymamrotała Faye.

„Nie sądzę, żeby hipisowska rekomendacja wyświadczała waszej bibliotekarce jakąkolwiek przysługę” - powiedziała Mary do Shamblesa z wykrzywionymi ustami - „Lepiej usiądź, panie Szambala.” - Kiedy powiedziała jego nazwisko, powiedziała to tak, jakby smakowało obrzydliwie.

W tym momencie Chace wiedział, że coś pękło w Faye i wiedział o tym, ponieważ zerwała się na nogi.

„Pani Eglund!” - zawołała, a Chace stężał przygotowując się, gdy Mary Eglund zwróciła jadowite oczy na jego kobietę.

W tym samym czasie wszyscy inni też.

Kiedy Faye zwróciła na siebie jej uwagę, przemówiła.

„Ma pani prawo do swoich opinii o moim życiu osobistym. Ma pani również prawo je udostępniać. Ma pani ponadto prawo do ich publicznego udostępniania. To, że to pani robi, jak to pani robi i co pani mówi, tak naprawdę mówi o pani więcej niż o mnie. Podobnie jak pani szyderczy ton skierowany do Shamblesa. Ale w tej sprawie groźby zamknięcia biblioteki: zaczęły się one, zanim rozpoczął się mój związek z detektywem Keatonem, a te groźby pojawiły się z powodu pani zaniepokojenia zawartością niektórych książek w naszym katalogu. Na ten temat powiem, że zawsze gromadziłam katalog, który Rada Biblioteczna uznała za odpowiedni dla tego powiatu. Książki, które zamieściła pani na liście jako nieodpowiednie dla naszej biblioteki, a tym samym dające powód do jej zamknięcia, to jedne z naszych najpopularniejszych książek dla dorosłych i dzieci. To bolesne, że te książki, które otwierają świat czytania dzieciom i młodym dorosłym, są nie tylko kwestionowane, ale grozi się im usunięciem. To, że wykorzystuje pani swój osobisty plan, aby wyeliminować coś tak cennego, tak ważnego dla społeczności jak biblioteka, jest nie do opisania. Czytałam niezliczonym dzieciom w tej bibliotece. Ci, którzy mają bardzo niewiele, mogą przyjść do tej biblioteki i znaleźć coś, co nic nie kosztuje, aby zapewnić rozrywkę w swoim życiu, które często jest samotne. Biblioteka służy jako miejsce spotkań przyjaciół, którzy dzielą miłość do książek. Ponadto służy jako zasób dla tych, którzy unikają presji codzienności, poprzez zatracanie się w słowie pisanym. Służy jako droga do gromadzenia wiedzy dla tych, którzy mogą planować podróż do Utah lub badać swoje dziedzictwo, poznawać historię tego kraju czy też robić mydło. Na tych ścianach i półkach znajdują się dzieła sztuki stworzone słowem i przedstawione na obrazach. Są wolontariuszki, które są na emeryturze lub zostające w domu mamy, które z dumą służą swojej społeczności i robią to w tej bibliotece. Moja mama zabrała mnie do tej biblioteki. Jej matka zabrała ją do tej samej biblioteki. I mam nadzieję, że pod koniec tego wieczoru będę miała przyszłość, w której ja zabiorę moje dzieci do tej biblioteki. Będę przestrzegać życzeń tej społeczności. To, czego nie zrobię, to milczenie, podczas gdy pani kręci nosem na miłego mężczyznę, takiego jak Shambles i rzucasz oszczerstwa na związek, jaki mam z dobrym mężczyzną, którego zdarzyło mi się pokochać. Jeśli zamkniecie bibliotekę, to będzie tragedia. Jeśli zamkniecie ją tylko dlatego, że czujecie, że macie prawo mówić innym, co mogą przeczytać i zobaczyć lub dlatego, że ja zakochałam się w dobrym, przyzwoitym człowieku i zrobiłam to w sposób, którego pani osobiście nie aprobuje, to byłoby również tragedią. Ale byłoby to naganne”.

Po tym Faye usiadła.

A kiedy Faye usiadła, wszyscy zerwali się z miejsc i wiwatowali.

Usłyszał ryk Silasa - „To moja dziewczyna”, gdy Faye zanurzyła podbródek w szyję. Chace objął ją ramieniem i uśmiechając się szeroko, przysunął usta do jej ucha.

„Dobrze powiedziane, mała” - wyszeptał.

„Właśnie powiedziałam większości miasta, że się w tobie zakochałam” - odszepnęła.

„Zakochałaś się?”

Zerknęła na niego spod grzywki - „Tak”.

„Więc w czym problem?”

„Pani Maxwell, może pani usiąść” - ponad wrzaskami i oklaskami słychać było głos Cesara. Chace i Faye spojrzeli w górę, ale zauważył, że Faye miała więcej niż trochę rumieńca na policzkach, kiedy to zrobiła - „Jeśli będziemy mieli porządek, zaproszę do mikrofonu każdego, kto nie sprzeciwia się zamknięciu biblioteki” - zakończył Cesar.

Wszyscy się usadzili. Nina podeszła do Maxa, który siedział z dwójką dzieci na przedniej ławce. Delikatnie wzięła od niego dziecko i usadowiła się na swoim miejscu, a także w zgięciu ramienia Maxa. Nikt nie ruszył do mikrofonu, a oczy Chace’a powędrowały do Mary, aby zobaczyć jej zwężone na kogoś w sali i kiwnęła głową w stronę mikrofonu.

Chace rozejrzał się po tłumie, ale sala była tak zatłoczona, głównie na stojąco, że nie mógł zobaczyć, do kogo wskazuje.

„Nikt?” - Cesar zawołał do mikrofonu.

Kiedy nikt się nie poruszył ani nawet nie podniósł ręki, Jim-Billy krzyknął - „Głosuj, Moreno”.

Cesar spojrzał w lewo, potem w prawo, potem na Mary - „Miałaś swoje spotkanie, Mary, teraz Rada będzie głosować. Proszę, by wszyscy opowiadający się za zamknięciem biblioteki Carnal powiedzieli tak”.

Ręka Mary wystrzeliła w górę i krzyknęła - „Tak!”

Żaden z pozostałych członków Rady się nie poruszył. Mary spojrzała gniewnie na tego po swojej stronie, a potem na tego po przeciwnej stronie.

Unikali jej spojrzenia i trzymali usta zamknięte.

Prawdopodobnie wyszeptali uwagi o sojuszu tylko po to, żeby ją uciszyć. A może nie spodziewali się siły opozycji.

Bez względu na powód, spodziewała się, że ma ich głosy w tej sprawie, a tak nie było.

„Na nie?” - zapytał Cesar, a pozostali trzej członkowie rady zakrzyknęli: „Nie!”.

„Tak jest!” - krzyknął Bubba z tyłu.

Cesar opuścił młotek i oznajmił - „Biblioteka Carnal nie zostanie zamknięta”.

W tłumie rozległy się kolejne wiwaty.

„Uwagi i uwagi dotyczące katalogu znajdującego się w bibliotece nie należy kierować do Rady Miejskiej, ale do Rady Bibliotecznej, której, dzięki Bogu, nie jestem członkiem” - Cesar skończył z hałasem - „Dziękuję za przybycie tego wieczoru. Życzę miłej nocy”.

Ledwo wydobył ostatnie słowo, gdy Chace usłyszał krzyk Silasa - „Faye, kochanie, masz Malachi’ego?”

Chace poczuł, jak jego szyja zaczyna mrowić, gdy Faye rozejrzała się i zawołała - „Nie, tato. Myślałam, że był z tobą”.

„To było niesamowite!” - Lexie pokazała się na końcu ich ławki, ciągnąc za sobą Ty, a Chace z roztargnieniem zauważył, że tylko Lexie Walker może być w zaawansowanej ciąży i nadal nosić stylową, obcisłą sukienkę, buty na wysokim obcasie i wyglądać oszałamiająco pięknie.

„Tak było” - odparła Faye, ale też brzmiała na roztargnioną.

„Poważnie jak cholera, Nina jest gównem” - mruknął Ty - „Suka nigdy nie wycofuje się z walki”.

„Niech Nina nie słyszy, że nazywasz ją suką” - poradziła Lexie.

„Nie ma mowy” - odparł Ty, uśmiechając się do swojej żony - „Ma tak ostre pazury werbalne, że mnie poszarpała”.

„Uhm… czy widzieliście Malachi’ego?”  - zapytała ich Faye, kiedy ona i Chace stali i rozglądali się. Faye wykręcała szyję i mówiła. - „Przyszedł z mamą i tatą. Blondyn? Wiecie, ten, którym opiekują się mama i tata”.

„Widziałam go” - odparła Lexie - „Nie widzę go teraz. A tak przy okazji, jest super słodki”.

„Yo, Keaton!” - usłyszał swoje nazwisko i odwrócił się, by zobaczyć Wingsa, jednego z lokalnych motocyklistów, walczącego z tłumami wychodzącymi lub stojącymi i wołającego Chace’a.

„Przepraszamy” - mruknął Chace, chwytając Faye za rękę i wyprowadzając ją do przejścia, kiedy Ty i Lexie usunęli się z drogi. W momencie, gdy tam byli, Wings dotarł do niego.

„Mały dzieciak podsunął mi to i wystartował” - powiedział do Chace’a, a mrowienie jego szyi zaczęło gryźć - „Pomyślałem, że poczekam do końca, wiesz, co z tym, co jest wielką sprawą dla Faye i wszystkich”.

Chace wziął kartkę z jego imieniem na zewnętrznej stronie, napisanym pismem Malachi’ego i otworzył ją, kiedy Faye przycisnęła go blisko i poczuł jej napięcie.

Było napisane pismem Malachi’ego:

Ona tu jest. Teraz mogę to zrobić bezpiecznie.

Będę w szopie.

Silas i Sondra przepchnęli się, Silas oznajmił - „Nasz mały robal wystartował. Nigdzie go nie mogę znaleźć. Pójdę do toalety…”

„Notatka, Silas” - stwierdził zwięźle Chace, podnosząc notatkę, Silas ją wziął, ale Chace rozglądał się. Znalazł Decka z tyłu, rozmawiającego z blondynką i gwizdnął. W chwili, gdy dźwięk przeszył powietrze, szyja Decka skręciła się i spojrzał na Chace’a. Chace kiwnął brodą. Deck też to zrobił, idąc w jego stronę.

„Co? Nie rozumiem. Co jest bezpieczne?” - spytał Silas, a jego ton przeplatał się z wielkim niepokojem.

„Wszystko w porządku?” - spytał Ty.

„Kim jest ona?” - Faye wyszeptała i jej ton, ton, który rozumiał, ponieważ czuł, jak zimno pełza przez jego system, sprawił, że Chace spojrzał na nią.

Zanim zdążył się odezwać, usłyszał, jak Deck mówi - „Yo. Co?”

Chace spojrzał na Decka i powiedział mu - „Coś się dzieje z Malachim. W szopie”.

„Jadę” - oznajmił natychmiast Deck, odwracając się, by ruszyć w przeciwną stronę.

„Ja też idę” - wtrąciła Faye. Chace spojrzał na nią i otworzył usta, ale dotarła tam przed nim, wyrównując ramiona. Wiedział po tym i zmartwionym spojrzeniu w jej oczach, że miał wypieprzone - „Ja też idę” - powtórzyła stanowczo.

„W porządku, mała” - mruknął.

„Mary Eglund jest poważnym wrzodem na tyłku” - ogłosiła Krys, zbliżając się do ich grupki, Bubba podążał za nią, a Chace widział, jak Tate, Lauren i Jonas również docierają do nich.

„Coś się dzieje z dzieciakiem” - powiedział Ty do Tate’a.

„Jaki dzieciak?” - Max zapytał z tyłu, kiedy Nina, on i ich dzieci przeszli środkowym przejściem i schodzili od nich wzdłuż ławki.

„Musimy iść, Chace” - wyszeptała Faye, chwytając go za rękę i mocno trzymając - „Musimy iść, iść, iść”.

Traciła kontrolę.

„Potrzebujesz pomocy?” - spytał Tate.

„Tak” - odpowiedział Chace, odwracając się, ustawiając się i zabierając ze sobą Faye tak, że stanęli twarzą do nich wszystkich - „Jego imię to Malachi. Silas, przekaż notatkę” - rozkazał i kontynuował, gdy Silas zrobi to, o co go poprosił - „Faye i ja jedziemy na Sioux Street, wschodni ślepy zaułek, gdzie spotykamy się z Cherokee. Będzie tam Deck. Potrzebujemy mężczyzn w tym lesie, żeby się rozejść i go szukać”.

„Co to za szopa?” - spytał Max, podnosząc wzrok znad notatki, którą Tate mu przekazał.

„Rozwalona, około dwanaście minut spaceru, jeśli zrobisz to spokojnie, idąc prosto na wschód z odchyleniem na północ” - odpowiedział Chace.

„On chce ciebie w szopie, po co ci mężczyźni w tych lasach?” - spytał Ty.

„Bo w tym lesie jest ktoś, kto mógłby go skrzywdzić. Już to zrobili, zrobią to jeszcze raz. On myśli, że to bezpieczne. Chcę się upewnić, że tak jest” - odpowiedział Chace, czując, że Faye staje się coraz bardziej spięta u jego boku.

„Zadzwonię do Deke’a” - mruknął Tate, odwracając się do Lauren.

„Zadzwonię do Wooda” - oznajmił Ty, spoglądając na Lexie.

„Zadzwonię do CPD” - powiedział Max, wyciągając telefon.

„Jestem z wami” - oznajmił Silas, po czym spojrzał na Sondrę, wyciągając klucze z kieszeni - „Ty jedź do domu”.

„Silas” - szepnęła.

„Idź do domu, Słonko. Trzymaj się blisko telefonu” - odparł Silas.

„Ja też chcę szukać” - powiedziała mu.

„A on potrzebuje kogoś w domu, jeśli musiałby się tam udać” - odpowiedział łagodnie Silas.

Przytaknęła.

„Mała, idź z Sondrą” - Bubba powiedział cicho do Krys i Krystal, nie odrywając oczu od Sondry, również skinęła głową.

„Chace…” - głos Faye drżał, a jej dłoń zacisnęła się tak mocno, że wywołała ból - „… musimy iść”.

Chace skinął głową w jej bladą twarz, spojrzał na Silasa i rozkazał - „Chodźmy”.

I, rzuciwszy okiem na swoich przyjaciół, wyszli.

*****

„Co masz?” - powiedział Chace do swojego telefonu, gdy poruszał się przez błoto, topniejący śnieg i mokre skały lasu, słysząc Faye poruszającą się pięć kroków za nim na jego prawym boku, Decka poruszającego się przez mokre zarośla dziesięć kroków przed nim lekko do jego lewo.

„W szopie nie ma Malachi’ego” - odpowiedział mu do ucha Silas.

„Siedź tam, Silas” - rozkazał Chace.

„Siedzę tu od czterdziestu pięciu minut, Chace” - odparł Silas.

„Siedź tam dłużej” - odparł Chace.

„Raczej bym szukał” - odpalił Silas.

„Jak podejdzie do tej szopy, będzie potrzebował kogoś, komu może zaufać” - poinformował go Chace.

„To może być Faye” - odparł Silas.

„O kim my mówimy?” - zapytał krótko Chace.

Na chwilę zapadła cisza - „Cholera”.

Silas wiedział, że Faye nie prędzej usiądzie w szopie i nie będzie szukać Malachi’ego, niż Chace. Albo, najwyraźniej, niż Silas chciał to zrobić.

„Owinęła cię wokół swojego palca” - mruknął Silas kłótliwie do jego ucha.

„Chcesz tego w inny sposób?” - zapytał Chace, zmęczony rozmową.

„Przyjąłem twój punkt widzenia” - Silas wciąż mamrotał.

„Skończyliśmy?” - zapytał Chace.

„Znajdź go, synu” - szepnął Silas, po czym się rozłączył.

Chace schował telefon do tylnej kieszeni i szedł dalej po lesie wzdłuż stromej ściany klifu. Widział światło Decka przecinające noc przed nim, a Faye za nim. Szli w milczeniu, podążając za Deckiem. W ciągu ostatnich tygodni Deck był tam co najmniej kilkanaście razy, przeczesując teren z północy na południe, wspinając się po skalnej ścianie, podążając szlakami dzikiej przyrody, które prowadziły donikąd, nie znajdując niczego poza poznaniem terenu. Byli tam prawie od godziny i byli daleko na północ od miasta, za jego granicami, powoli przesuwając się w górę. Gdyby szli jeszcze pół godziny i skręcili na zachód, znaleźliby się na przednim tarasie Tate’a Jacksona.

Nie znaleźli nawet śladów.

„Odchodzimy daleko, Chace” - zawołała Faye napiętym głosem.

Strach i troska.

„Szukaj dalej, Słonko” - odparł Chace.

„Robi się późno” - powiedziała.

„Szukaj dalej”.

„I zimno”.

Usłyszał ostry gwizd i zamarł, kierując latarkę w stronę Decka.

Deck skierował latarkę na palce, z których dwa poruszały się w ruchu, po czym skierował latarkę na poszycie lasu.

Znalazł ślady.

Faye podeszła do jego boku.

„Cicho, Faye, tak cicho, jak tylko potrafisz. Podążaj, zostań za mną. Chodźmy” - rozkazał Chace, Faye skinęła głową, po czym ruszył szybko i tak cicho, jak tylko mógł, do Decka.

Kiedy do niego dotarli, Deck szedł dalej przez las.

Chace i Faye podążyli za nimi, a Chace zobaczył ślady. Słysząc szybki wdech Faye, wiedział, że ona też je widziała.

Z pięciu minut zrobiło się dziesięć, po czym Deck nagle się zatrzymał, unosząc rękę.

Chace i Faye zatrzymali się za nim. Chace podszedł ostrożnie do jego boku, gdzie zatrzymał się, używając ramienia, by zaciągnąć Faye za siebie i kładąc rękę na broni za pasem.

Było widać ruch.

„Światła” - mruknął Chace i wyłączył latarkę, Deck poszedł za jego przykładem pół sekundy później, a Faye zgasiła swoja na końcu.

Nasłuchiwali odgłosów zbliżania się, a Chace wpatrywał się w ciemność w kierunku, z którego dochodziły. Z tych dźwięków nie mógł wyczuć, z czym mają do czynienia, dziecko, dorosły czy jedno i drugie. Nie rozmawiali, nie robili nic poza odgłosem kroków w śniegu, błocie i trzepotaniem gałęzi.

Potem wyszli na jaw. Chace wiedział, że Faye zobaczyła ich w chwili, w której on to zrobił, ponieważ wciągnęła kolejny słyszalny oddech.

W ciemności szedł Malachi w nowych dżinsach i swetrze, a za rękę trzymał małą dziewczynkę, może pięć, sześć lat, w cienkiej, jasnej koszuli nocnej, z kurtką Malachi’ego wiszącej na niej, boso, z rozczochranymi włosami wystającymi spod czapki Malachi’ego, twarzą brudną, szczupła jak pieprzona szczapa.

Dzieci nie zauważyły ich, dopóki nie znalazły się cztery kroki od nich. Kiedy to zrobiły, zakołysały się i zatrzymały, ich głowy odchyliły się gwałtownie do tyłu, a dziewczyna jęknęła przerażona, chowając się za Malachim.

Chace szykował się, by pobiec za nimi, gdyby uciekali, ale oni tego nie zrobili.

Szokując Chace’a z oczami utkwionymi w nim, Malachi przesunął się dwa kroki do przodu i zatrzymał.

Potem jego twarz wykrzywił szeroki uśmiech i wyszeptał chrapliwym głosem - „Wreszcie ją mam. Rebeka. Moja siostra”.

Jego siostra. Jego pieprzona siostra.

Chace miał rację. Było rodzeństwo. Wszystko, co zrobił, było dla niej.

Faye pochyliła się ciężko na bok jego pleców i szepnęła - „Moja siostra”.

Potem poczuł, jak jej ciało się drga i wiedział, że walczy ze łzami.

Chace musiał mieć nadzieję, że zdoła to utrzymać, kiedy odchylił się nieco, by dać jej wskazówkę, odebrała mu swój ciężar i przykucnął nisko.

„Rebecca nie ma butów, Malachi. Jest zimno, śnieżnie i błotniście. Czy mogę zanieść ją do domu?” - zapytał.

Malachi spojrzał na Chace’a, wykręcił szyję, by spojrzeć na swoją siostrę, po czym spojrzał na Chace’a i skinął głową.

Chace ostrożnie podniósł jedną rękę w kierunku Rebeki, która schowała się za Malachim i zaskomlała.

Wrócił szorstki głos Malachi’ego - „W porządku, Becky”.

„Ne sce” - wymamrotała.

Znowu szorstki, cichy szept Malachi - „Załatwił mi śpiwór”.

„Ne sce”.

„Jest miły”.

„Ne sce!”

„Becky, Słonko, spójrz na mnie”.

To pochodziło od Faye, która się poruszyła i teraz kucała obok Chace’a.

Odezwała się ponownie, kiedy Becky wyjrzała ze strachem zza Malachi’ego - „Jestem Faye. To jest Chace” - wskazała na niego, a potem uniosła głowę do Decka, więc oboje dzieci odwróciły głowy, żeby spojrzeć na Decka - „Ten łagodny olbrzym to Jacob Decker. Jest zimno, kochanie, i potrzebujesz jedzenia w brzuszku.” - Na wzmiankę o jedzeniu oczy Becky powędrowały z powrotem do Faye i na to, co to powiedziały, żołądek Chace’a skręcił się. - „Możesz oczywiście iść z nami, ale rozgrzejemy cię i damy ci jedzenie znacznie szybciej, jeśli pozwolisz, żeby Chace cię niósł”.

Nie było nic, a potem cicho - „Łagodny olbrzym?”

„Tak, jest duży, ale słodki” - powiedziała Faye.

„Kim jest on?” - zapytała Becky, wciskając się w Malachi’ego, ale wskazując brodą w kierunku Chace’a.

„Jest białym rycerzem na ognistym rumaku, z wyjątkiem tego, że jego wierzchowiec ma postać SUV-a i nie jest ognisty. Jest bordowy”.

Becky wciąż naciskała na swojego brata, a potem szepnęła - „Czy on kupił Miah śpiwór?”

Miah?

Faye mądrze nie kwestionowała imienia. Po prostu odpowiedziała - „Tak, Słonko, kupił mu śpiwór, sztućce kempingowe, batoniki, napoje energetyzujące i mnóstwo innych rzeczy. To właśnie robią biali rycerze. Ratują dziewczęta w niebezpieczeństwie, ale opiekują się także dziećmi, które nie mają tego zbyt dobrze”.

Oczy Becky przesunęły się po Chace w świetle księżyca.

Potem powoli wysunęła się zza Malachi’ego, zrobiła dwa kroki w jego stronę i podniosła rękę do niego. Poruszając się ostrożnie, Chace sięgnął w jej stronę.

Jej małe, blade palce zacisnęły się wokół jego.

Ostrożnie ruszył do przodu i powoli wziął ją w ramiona.

Potem szepnął - „Zabierzmy ich do domu” i szybko przeszedł przez las.

„Weź mnie za rękę, kochanie” - usłyszał za sobą i wiedział, że Faye opiekuje się Malachim, ale Chace nie zwolnił kroku.

Ale kiedy jej małe, drżące ciałko przykuło jego uwagę, zatrzymał się, delikatnie ją położył, zrzucił z ramion kurtkę, owinął ją nisko wokół niej, starając się zakryć jej nogi i stopy i podniósł ją z powrotem.

Kiedy to robił, usłyszał, że Deck pyta Malachi’ego - „Na barana?” co oznaczało, że jeśli Deck niósł Malachi’ego, mogliby dotrzymać im kroku.

Wrócił szorstki głos z nutą podekscytowania – „Tak”.

Chace przedzierał się przez las, słysząc, jak go ścigają.

Po pięciu minutach usłyszał Decka - „Łagodny olbrzym?”

Potem usłyszał Faye - „Zamknij się”.

Nie uśmiechnął się. Dziewczyna w jego ramionach była przemarznięta, brudna, niedożywiona, a jej brat właśnie uratował ją przed jakąś nieznaną „nią”, która była na spotkaniu w mieście.

Pięć minut później usłyszał Decka - „Biały rycerz na ognistym rumaku?”

Potem usłyszał głos Faye - „Deck, zamknij… się”.

Potem usłyszał śmiech Malachi’ego.

Dopiero wtedy się uśmiechnął.

Ale to nie było duże.

*****

W drodze do szpitala Chace zmusił się do jazdy wolniej niż dopuszczalna prędkość. Zrobił to, aby dać sobie czas na opanowanie wściekłości.

Właśnie wyszedł z komisariatu. Oskarżali Enid Eglund o zabójstwo i porwanie, podczas gdy jej siostra, Mary, odgrażała się kapitanowi w recepcji.

Gdy to robiła Tate, Ty, Deke, Bubba, Wood, Max i Deck, a także połowa funkcjonariuszy policji Carnal patrzyła z różnymi wyrazami obrzydzenia. Chace był zły, miał trudności z kontrolowaniem tego, ale wciąż wiedział, że ci mężczyźni tam są, a nie w domu ze swoimi kobietami, ponieważ obawiali się, że będą musieli pomóc mu utrzymać jego gówno.

W końcu odszedł, kiedy Ty włamał się do przemowy Mary, najwyraźniej kobiety z niewielką mocą, która myślała, że ma jej o wiele więcej i jest wspierana przez Boga, a zrobił to, mówiąc - „Suko, zrezygnuj. Twoja walnięta siostra nie usmaży się, chociaż powinna, ale zapłaci. Twoje mówienie o sobie jest chore i zanudzenie wszystkich na śmierć nie powstrzyma tego”.

Mary spojrzała na niego gniewnie, wyraźnie walcząc z chęcią ataku, ale mądrze tego nie robiła, biorąc pod uwagę, że nie przyniosłoby to żadnego efektu, nie wspominając już o tym, że Ty był potężną maszynownią, wysoką na ponad metr dziewięćdziesiąt i bardzo niewielu miało odwagę powiedzieć mu do słuchu, a jeszcze mniej było kobiet. Lexie była jedną z niewielu osób, która, jak wiedział, to robiła i robiła to regularnie. To i sposób, w jaki wyglądała, uznał Chace, były powodem, dla którego ogrzewała jego łóżko z jego dzieckiem w sobie.

W tym momencie jednak Chace zdecydował, że skończył i wymamrotał do Franka, że stamtąd spada.

Potem wydostał się stamtąd.

Po wyciągnięciu dzieci z lasu najpierw zabrali Rebeccę do szpitala. Kiedy sprawdzali ją, gdy Deck i Silas byli blisko (Faye była w towarzystwie Becky), rozmawiał z Malachim lub, jak się dowiedzieli, z Jeremiaszem, i poznał historię, którą Jeremiasz opowiedział chrapliwym głosem.

Jeremiasz i jego siostra byli trzymani w piwnicy przez kobietę o imieniu Enid. Rzadko widzieli światło dzienne i tylko wtedy, gdy zmuszała ich do prac w swoim ogrodzie. Mieli niewiele jedzenia. Często i przez długie okresy wygłaszano im wykłady na temat Boga, Biblii i tego, że oboje byli poganami z powodów, których Chace nie zrozumiał, ponieważ Jeremiasz był zbyt młody, by zrozumieć i wyjaśnić. Niemniej jednak, cokolwiek to było, było wyraźnie porąbane. I czymkolwiek są, powiedziała dzieciom, że muszą zostać za to ukarane.

Ale Jeremiasz został wyrzucony kilka miesięcy temu po tym, jak Enid z jakiegoś powodu ogłosiła, że jest jeszcze bardziej bezbożny niż był i dlatego nie nadaje się do przebywania ze swoją siostrą.

Został wyrzucony, ale wracał, aby spróbować uwolnić siostrę. Po powrocie był chwytany, pobity, czasem wiązany, a następnie ponownie pobity i wyrzucony.

Wracał.

Dla swojej siostry.

Ostatni raz, najgorszy czas, kiedy był zdeterminowany, by ją zdobyć, ponieważ wiedział, że Chace i Faye zaopiekują się nią tak samo jak nim, złamała mu rękę i po powrocie do szopy został złapany w pułapkę.

Kiedy zobaczył Enid na spotkaniu w mieście, Enid będącą, jak sądził Chace, osobą, o której Mary sądziła, że wesprze jej grę o bibliotece, uznał to za okazję, by uwolnić swoją siostrę i skorzystał z niej.

Przypadkową informacją, którą im przekazał, było to, że nie reagował tak na telewizję, radio i telefony, ponieważ nigdy wcześniej ich nie widział, ale dlatego, że Enid regularnie pouczała ich o tym, że są dziełem diabła. Enid wielokrotnie informowała dzieci, że były one wykorzystywane do szerzenia plotek i głoszenia grzechu, nie pozwalała im na dostęp do żadnego z nich i ostrzegała dzieci, że wylądują w piekle, jeśli kiedykolwiek je wykorzystają.

Podzielił się również tym, że Enid powtarzała im wielokrotnie, że dorośli mężczyźni to zło. Byli źli, istnieli tylko po to, by korumpować kobiety i dzieci, kierując ich na ich nikczemne drogi i zawsze należy ich unikać. To dlatego na początku bał się i odsuwał od ludzi.

Ponadto powiedział im, że Enid nazwała go Malachi i odmówiła zwracania się do niego po imieniu Jeremiasz.

Jeremiasz nie rozumiał przyczyn tego stanu rzeczy, dlatego nie mógł się tym podzielić. Nie wyjaśnił, dlaczego podał im imię Enid zamiast prawdziwego imienia, a biorąc pod uwagę trudne informacje, którymi się dzielił, Chace nie naciskał.

Jednak Becky naprawdę nazywała się Rebecca, ale Enid nie pozwoliła mu wołać do niej jej zdrobnieniem i robił to tylko wtedy, gdy byli sami. Becky była zbyt młoda, by zrozumieć zmianę imienia i nigdy nie nazywała go inaczej niż jego zdrobnieniem „Miah”, przez co miewała kłopoty, ale z tego, co Chace mógł wywnioskować z jego chwiejnych wyjaśnień, Jeremiasz za to płacił.

Na koniec powiedział, że nie ma dziewięciu, ale jedenaście. Jego wzrost został prawdopodobnie zahamowany przez niedożywienie, a może oboje dzieci pochodziły od małych rodziców. Niezależnie od tego nie zrobił tego, aby zepchnąć ich z tropu. Sposób, w jaki chwiejnie wyjaśnił, sprawił wrażenie, że zrobił to, aby ukryć zakłopotanie brakiem wykształcenia, o czym spodziewał się, że się zorientują, co zrobili, ale nie mieli pojęcia, biorąc pod uwagę jego prawdziwy wiek, jak źle było.

Innymi słowy, ta suka nie była świruską. Była poważną, popieprzoną wariatką.

Nie naciskali na więcej. Martwił się o swoją siostrę i to, co im dał, wystarczyło, by na razie przeżyć.

Chace połączył to, co wiedział i nie zajęło im dużo czasu namierzenie „Enid” do Enid Eglund, która mieszkała w tej okolicy, około pięciu minut jazdy od domu Tate’a Jacksona. Zanim jednostki dotarły do jej domu, odkryła, że Becky zniknęła, spanikowana, zrozumiała, że jej czas się skończył i uciekła. Położyli na niej BOLO[1], a jeden z chłopców Micka Shaughnessy w Gnaw Bone złapał ją i przywiózł z powrotem do Carnal.

Stwierdzono, że Becky była niedożywiona do tego stopnia, że jej niski wzrost oznaczał, że Chace nie docenił jej wieku. Nie miała pięciu czy sześciu, ale osiem lat. Jej stopy były podrapane, ale poza tym nic jej nie było. Mimo to przyjęli ją na obserwację i ocenę psychologiczną.

Zostawiając Faye z ojcem i matką w szpitalu, Chace udał się na komisariat i obserwował w pokoju obserwacyjnym pełnym mężczyzn, jak Frank przesłuchuje Enid Eglund. Zajęło to trochę czasu, ale to, co powiedziała, oznaczało, że funkcjonariusze wyszli z pokoju, by usiąść przed komputerami.

Wszystko połączyło się w całość. Potem, gdy się z tym skonfrontowała, Enid pozwoliła, żeby to wszystko wyszło.

Enid Eglund pojechała do Wyoming trzy lata temu, aby wziąć udział w „przebudzeniu”. Poważnie pieprznięta w głowę, zobaczyła młodą kobietę z dwójką małych dzieci i bez mężczyzny. Najwyraźniej coś w tym wepchnęło kobietę żyjącą na granicy szaleństwa, w szaleństwo. Zrobiła przypuszczenia, poszła za kobietą do domu, zamordowała ją we śnie, porwała jej dwoje dzieci, sprowadziła je z powrotem do Carnal i trzymała w niewoli.

Była samotnikiem, przyjeżdżała do miasta do sklepu i chodziła do kościoła, mieszkała w domu, który odziedziczyła po rodzicach i zarabiała skromne pieniądze, prowadząc sprzedaż telefoniczną z domu. Nikt tak naprawdę nie znał jej poza jej siostrą i, z przemowy Mary Eglund, nawet ta stara panna nie znała zbyt dobrze swojej samotnej siostry, bo przez trzy lata nie miała pojęcia, że Enid ukrywała dwoje dzieci. Nie wiedziała też ani nie przyznawała się przed sobą do rozmiarów szaleństwa swojej siostry.

Enid była również przekonana, że wykonuje dzieło Boże, popełniając liczne przestępstwa nie tylko zgodnie z prawem stanu Kolorado, ale przeciwko Słowu Bożemu, aby ocalić dzieci przed upadłą kobietą i ukarać je za, postrzegane przez nią, grzechy ich matki.

Morderstwo i podwójne porwanie w Wyoming oczywiście nie zostały rozwiązane. To nie było świeże, ale takie przypadki nigdy nie wygasały, jeśli został ktoś, kto kochał tych, którzy zaginęli, a osoby zaginione, o ile nie zostały odnalezione, nie były usuwane z baz danych. Dlatego też, skoro stażyści byli podkręceni przez dzieci w poszukiwaniach, Chace spodziewał się, że jakby przyszedł następnego dnia, dowiedziałby się.

Ale po telefonie do władz w Wyoming, okazało się, że matka Jeremiasza i Rebeki nie była niezamężną matką pełną grzechu, jak zakładała Enid, ale wdową, której mąż zginął w wypadku samochodowym dwa miesiące przed zabiciem jej przez Enid Eglund. Ona i jej mąż zostawili rodziców, którzy wciąż mieli nadzieję, że ich wnuki żyją.

Wkrótce dostaną naprawdę świetne wieści.

Teraz, gdy Chace skręcił na szpitalny parking, musiał przekazać naprawdę złe wieści. Wszystko, co przydarzyło się Jeremiaszowi i fakt, że wkrótce Jeremiasz i jego siostra zostaną im zabrani i wrócą do swoich dziadków.

Odetchnął głęboko, parkując i otwierając drzwi.

Faye powiedziała mu, że personel szpitala zgodził się z nimi, by Jeremiasz trzymał się blisko Becky. Więc Faye, jej mama i tata wciąż tam byli.

Przeszedł przez szpital do pokoju, którego numer mu podała, ale zatrzymał się jedną nogą w drzwiach.

Silas spał na fotelu. Sondra czytała w innym.

Becky spała, wyglądając na malutką, w tym ogromnym szpitalnym łóżku, a obok było otwarte łóżko, w którym Faye leżała zwinięta w kłębek i spała, tuląc Jeremiasza blisko siebie.

Chace stał nieruchomo, wpatrując się w swoją kobietę z jej chłopcem, więc jego ciało lekko drgnęło, gdy dłoń Sondry opadła lekko na jego ramię.

Odwrócił głowę do niej.

„Na zewnątrz” - szepnęła, skinął głową i przeszedł przez drzwi, które starannie zamknęła za sobą.

Odchyliła głowę, by złapać jego wzrok.

„Jak bardzo jest źle?” - zapytała cicho.

„Odwagi” - wyszeptał delikatnie, a ona zamknęła oczy.

Kiedy je otworzyła, powiedział jej. Kontynuował, nawet gdy formowały się łzy, a jej usta drżały, a zrobił to, ponieważ wiedział, że może to przyjąć. Wychowała Faye, nie złamie się.

Miał rację. Nie zrobiła tego.

Kiedy skończył, powiedziała po prostu cicho - „Dziadkowie”.

„Zajmą się nią, zadzwonią do władz lokalnych w Wyoming, a ci chłopcy na górze albo wyjdą dziś wieczorem z wiadomościami, albo zaczekają do rana. Minęły lata, Enid Eglund jest chorą kobietą, której historia jest chaotyczna i trudna do naśladowania, więc prawdopodobnie zrobią DNA, aby upewnić się, że Jeremiasz i Rebecca są tym, za kogo się uważają, a testy potrwają kilka dni. Prawdę powiedziawszy, mamy zdjęcia i minęły lata, są starsze, ale nie można zaprzeczyć, że te dzieci są ich. Domyślam się, że dziadkowie, których dzieci nie żyją, a wnuki zaginęły przez lata, będą tu niedługo”.

Skinęła głową. Była babcią. Wiedziała. Ale w jej oczach był smutek nie tylko z powodu tego, co przeżyli Jeremiasz i Becky, co stracili, ale także z powodu tego, że straci syna.

„Moja rola?” - zapytał Chace, a ona ponownie skupiła się na nim.

„Nie zabieraj jej im” - odpowiedziała, doskonale znając jego pytanie.

To była kolej Chace’a, by skinąć głową.

Odwróciła się do pokoju, a Chace poszedł za nią.

Potem, mimo że było mało miejsca, zdjął kurtkę, rzucił ją na koniec łóżka i ostrożnie wszedł do niej, dopasowując się do pleców Faye i owijając ramieniem ją i Jeremiasza.

Poruszyła się, jej szyja się wykręciła, jej zaspane oczy skierowały się na niego.

„Śpij, mała” - szepnął.

„Ale…”

„Śpij”

Spojrzała na jego twarz, jej oczy błądziły po niej. Potem skinęła głową i usadowiła się z powrotem.

To było niewygodne jak cholera, był na samej krawędzi, ale też się zadomowił.

Wyczuł, że Faye znów zapada w sen i wiedział, że prawdopodobnie do niej nie dołączy.

Poczuł na sobie wzrok i spojrzał na Sondrę.

Kiedy jego oczy pochwyciły jej wzrok, wyszeptała przez pokój jedno słowo, które mówiło wiele i osiadło ciepło głęboko w jego duszy – „Idealne”.

Chace zrozumiał ją i ogrom jej znaczenia.

Ale nie odpowiedział.

Przysunął do niej podbródek, usadowił się z powrotem, zamknął oczy, przytulił swoją dziewczynę i jej chłopaka, a chwilę później zasnął.


 



[1] BOLO „Bądź uważny” to flaga ostrzegawcza używana w opisie podejrzanego Krajowym Systemie Policyjnym

15 komentarzy:

  1. O cholera, ile się podziało w tym rozdziale! Szkoda mi tych dzieciaków. Nie zasłużyli na taki los. Enid to szalona baba, normalnie porąbało ją totalnie. Szkoda mi matki tych dzieci. Tyle się nacierpialy.
    Wydaje mi się, że mimo wszystko to nie koniec problemów..
    Dziękuję za tłumaczenie 🤍

    OdpowiedzUsuń
  2. Spodziewałam się wykorzystywania innego rodzaju, skoro dzieciaki bały się mężczyzn. A to jedna z tych historii, które się zdążają. Ktoś chory psychicznie naprawia po swojemu świat. Smutne i tragiczne. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Następny rozdział, niestety, się opóźni, bo mam zajety weekend. Ale obiecuję, że w 21 będzie się działo! Nie mam teraz dostępu do komputera, więc tak z pamięci - jest 22(?)rodz. + epilog M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpocznij. Fajna ta część jest i jestem szczerze za nią wdzięczna ❤️

      Usuń
    2. Faktycznie, działo się będzie najwięcej w 20 rozdziale, czyli od jutra

      Usuń
  4. Kurde nie moga obcy ludzie odebrać im dzieci :( Pewnie nie będą chcieli być z nieznajomymi i oby znow nie uciekli :( Ale może tamci dziadkowie zobaczą że dzieci nie moga być zabrane od kochających ich osób i zostawią ich lub przeprowadzą się tutaj i będą wszyscy mieszkać koło siebie :)
    Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń