czwartek, 21 października 2021

17 - Zawsze

 

Rozdział 17

Zawsze

 

 

Było bardzo późno, kiedy dotarliśmy do mojego mieszkania. Po pierwszej w nocy.

Jazda była cicha, nastrój Chace’a się nie poprawił w najmniejszym stopniu.

Znacznie krótszy spacer po schodach do mieszkania też był cichy.

Wędrowałam po przestrzeni, zapalając światła, próbując zdecydować, co zrobić, co powiedzieć, marząc, żebym mogła pójść do łazienki i zadzwonić do Laurie, Lexie, Krysa lub Twyli, żeby zapytać, kiedy Chace się odezwał.

„Wracam do domu”.

Stałam po mojej stronie łóżka, zapalając światło, ale na jego słowa, jak uderzona, wyprostowałam plecy i rzuciłam spojrzeniem na niego stojącego w płaszczu przy drzwiach.

Od nocy, kiedy odebrał mi dziewictwo, nigdy nie spaliśmy osobno.

Nigdy.

Nigdy nawet nie kładliśmy się spać bez drugiego.

Nigdy.

Nie miałam co do tego dobrego przeczucia.

„Co?” - wyszeptałam.

Nie powtórzył.

Zamiast tego powiedział - „Jutro pójdziesz do rodziny beze mnie. Zadzwonię w poniedziałek. Może we wtorek”.

Poniedziałek?

Może wtorek?

Zimny dreszcz przeszedł przez moją skórę, mimo że wciąż miałam na sobie płaszcz, ale nie poruszyłam mięśniem i wpatrywałam się w niego.

Dokończył - „Później, Faye”.

Później, Faye?

Bez pocałunku. Bez dotykania. Nie kochanie, Słonko czy mała.

Tylko później, Faye.

Był przy drzwiach, kiedy zawołałam jąkając się - „Ja… ty… Chace, co się dzieje?”

Odwrócił się do drzwi i skierował na mnie wzrok - „Potrzebuję przestrzeni, ty też. To się dzieje to szybko. Za szybko dla mnie, z tym gdzie jestem. Za szybko dla ciebie, to był twój pierwszy związek. Po prostu spowalniam nas, dając nam czas, poświęcając ten czas na uporządkowanie mojej głowy”.

Uporządkować jego głowę?

Co było do uporządkowania?

Moje serce zaczęło bić tak mocno, że rzeczywiście mogłam to poczuć.

„Ja… ja nie… to nie wydaje się szybkie” - powiedziałam mu ostrożnie.

„Cóż, tak jest” - powiedział mi stanowczo, a potem skończył i wiedziałam o tym, kiedy zaczął odwracać się do drzwi, mrucząc - „Zadzwonię do ciebie we wtorek”.

Nie poruszał się w zwolnionym tempie, ale czułam się, jakby to robił, gdy myśli zderzyły się w moim mózgu.

Wiele z nich.

Za dużo.

Tygodnie ich.

I zrobiły to tak szybko, że miałam wrażenie, jakby moja głowa miała eksplodować.

Potem poczułam, jak moje ramiona prostują się z hukiem i powiedziałam - „Zadzwonisz do mnie we wtorek”.

Spojrzał na mnie i brzmiąc na niecierpliwego, potwierdził - „Tak. Tak powiedziałem. Zadzwonię we wtorek”.

„Widziałam cię codziennie, spałam przy tobie co noc od tygodni i nagle nie tylko cię nie zobaczę, ale nie będę miała od ciebie wiadomości przez dwa dni.”

„Racja” - odpowiedział.

„Powiedziałeś mi, że nie będę spała bez ciebie” - przypomniałam mu i dokończyłam - „Nigdy. A teraz mówisz, że nie będę z tobą spała przez dwa dni?”

W jego szczęce pracował mięsień, ale nic nie mówił.

Moje serce zaczęło bić szybciej.

Zmieniłam taktykę.

„A jeśli nie chcę czekać do wtorku?” - zapytałam.

Potrząsnął głową - „Faye, jest późno. Jestem wykończony. Porozmawiamy we wtorek”.

„Czy miałoby dla ciebie znaczenie, że ja wolałabym, abyś teraz nie wyjeżdżał, ale albo porozmawialibyśmy o tym, co najwyraźniej poważnie cię niepokoi, albo pozwoliłbyś mi się z tobą zaopiekować w inny sposób?”

„Tak, miałoby, bo jestem zmęczony. Myślałem w drodze do domu i mówię ci, że sposób, w jaki możesz się mną zaopiekować, to dać mi przestrzeń. Więc dasz mi i porozmawiamy we wtorek”.

Miałabym dać mu przestrzeń. Zdecydował i już.

Właśnie wtedy uderzyło mnie, że Chace dużo decydował i już.

Uderzyło mnie też, że ilekroć moje dziewczyny mówiły mi, że ich chłopaki potrzebowali przestrzeni, nie potrzebowali przestrzeni, jako takiej, potrzebowali czegoś zupełnie innego.

Więc podjęłam decyzję, moją pierwszą w naszym związku.

„Nie, nie zrobimy tego” - oznajmiłam, a jego brwi się złączyły.

Potem wziął uspokajający oddech, wyraźnie tłumiąc irytację, że ma do czynienia ze swoją niedoświadczoną dziewczyną i wyjaśnił - „Kiedy mówię, że potrzebuję przestrzeni, Faye, kiedy ktoś chce przestrzeni, ważne jest, aby mu ją dać”.

O nie.

Do cholery, nie.

Może i był moim pierwszym właściwie wszystkim, ale nie miałam siedemnastu lat i nie poznawałam świata. Miałam dwadzieścia cholerne dziewięć lat, nie byłam głupia, miałam własne zdanie, własne pragnienia, własne potrzeby i były one tak samo ważne jak jego.

Wreszcie, nagle miałam tak tego dość, że mogłam krzyczeć.

Nie krzyczałam.

Zaprosiłam, zrzucając płaszcz - „Świetnie, weź jej dużo”.

Odwrócił się całkowicie od drzwi i zapytał - „Co?”

„Weź jej dużo” - powtórzyłam, przesuwając się i rzucając płaszcz na stołek, idąc do kuchni - „Chcesz tego. Masz to. Ale nie kłopocz się dzwonieniem do mnie we wtorek”.

Jego ledwie cierpliwa cierpliwość opadła, kiedy oświadczył - „Jezu, Faye, jest kurewsko późno, jestem kurewsko zmęczony. Mówię ci, czego potrzebuję, żebyś mogła domyślić się, że to, czego nie potrzebuję, to pieprzony dramat”.

„Żadnych dramatów” - otworzyłam szafkę, żeby złapać kieliszek. Zamknęłam szafkę, odwróciłam się do niego, ale nie patrzyłam na niego, kiedy sięgnęłam po butelkę wina na blacie i dokończyłam - „Po prostu daję ci przestrzeń. Mnóstwo”.

„Super” - powiedział, gdy ściskałam plastikową rzecz, którą Chace wepchnął wczoraj do butelki i wypompowałam powietrze, żeby wino pozostało, boleśnie smutno, że robiłam to, ponieważ Chace robił to, zawsze to robił, a moja wcześniejsza decyzja oznaczała, że Chace nigdy więcej tego nie zrobi.

„Ale nie dzwoń też w środę” - powiedziałam do wina.

„Jezu” - słyszałam, jak rzuca.

„Albo w czwartek” - nie przestawałam nalewać wina.

„Kurwa, Faye”.

„Albo piątek” - kontynuowałam, obracając butelkę w dłoni, aby zatrzymać przepływ bez kapania.

„Faye, to nic wielkiego”.

Nie było dla niego.

Ale było dla mnie.

Chociaż, najwyraźniej, go to nie obchodziło.

Postawiłam butelkę na blacie, podniosłam na niego oczy i stwierdziłam - „Albo w ogóle”.

Jego ciało stało się wyraźnie twarde, a jego nastrój ponownie okrył pokój, gdy jego oczy spotkały się z moimi.

Mówiłam dalej.

„Masz rację, nie powiedziałeś tego, ale rozumiem. Jestem niedoświadczona. Potrzebuję wskazówek w tej relacji. Przez połowę czasu nie wiem, co robię.” - wypiłam łyk wina, zatrzymałam na nim wzrok, opuściłam kieliszek i przełknęłam - „Ale nie musisz wiele wiedzieć o związkach, aby wiedzieć, że bez względu na to, jak wspaniały może wydawać się mężczyzna, jak się czujesz, nie jest w porządku, że ukrywa coś przed tobą. To nie jest w porządku, że chociaż przechodzi przez poważne sprawy w głowie, rzuca się i rozrywa cię na strzępy. To nie jest w porządku, że chociaż jest bardziej doświadczony od ciebie, nie kieruje związkiem, ale kontroluje go żelazną pięścią. Więc chcesz czasu, a ja nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie? Weź go. Tak dużo jak chcesz”.

Jego wyraz twarzy zmienił się i widząc tę zmianę, przygotowałam się.

„Robisz z tego większą rzecz niż jest, Słonko” - powiedział miękko, ale nie ruszył się w moją stronę - „Po tym, co wydarzyło się dziś wieczorem, potrzebuję tylko trochę czasu, żeby się pozbierać”.

„A co się stało dziś wieczorem?” - zapytałam.

Chace nie odpowiedział.

Kiedy było to ważne, Chace nigdy tak naprawdę nie odpowiadał.

„Racja” - wymamrotałam, moje serce ścisnęło się i wcale nie czułam się dobrze. Wypiłam łyk wina i nie zrozumiałam tego, o czym kobiety zawsze mówiły w odniesieniu do picia wina podczas złamanego serca. Nie poczułam się ani trochę lepiej.

Może potrzebowałam więcej.

Jak skrzynkę.

Chace się nie poruszył.

„Nie odchodzisz” - podpowiedziałam, zadowolona z siebie, że mój głos się nie załamał, ponieważ łzy płynęły mi do gardła.

„Zadzwonię do ciebie we wtorek” - szepnął.

Podniosłam kieliszek w jego stronę i zaprosiłam - „Zrób to”.

Nie poruszył się.

Wypiłam kolejny łyk wina.

Kiedy opuściłam kieliszek, prawidłowo odczytując to kolejny raz, zauważył - „Nie odbierzesz”.

„Nie” - odpowiedziałam, brzmiąc szokująco obojętnie, biorąc pod uwagę, że moje wnętrzności krwawiły.

„Faye” - zaczął, robiąc krok w moją stronę.

Potrząsnęłam głową i podniosłam rękę w jego stronę - „Mm. Drzwi są w drugą stronę, Chace”.

Zakołysał się i zatrzymał, jego podbródek opadł w dół i na bok w ruchu, który sprawiał wrażenie, jakby został uderzony, a potem wyprostował głowę i przypomniał mi - „Mówiłaś, że nigdy nie pokażesz mi drzwi”.

„Zmieniłam zdanie” - odpaliłam.

Przyglądał mi się przez chwilę, podczas gdy miałam jak choroba nadzieję, że niczego nie zdradzam, po czym powiedział - „Wiesz, że moja rodzina jest popieprzona”.

„Nie. Wiem, że twoja matka jest chora psychicznie i wiem, że nie ma nad tym kontroli, to nie jest jej wybór. To choroba jak każda inna i nie ma się czego obawiać ani wstydzić. Gdyby miała cukrzycę, raka, w żaden sposób by to na nią nie wpłynęło. Ale ponieważ jest taka, jaka jest, ty jesteś taki, jaki jesteś, myśląc, że osądzę ją, a może was oboje, z powodu czegoś, nad czym którekolwiek z was nie ma kontroli. To nie jest miłe i nie lubię tego”.

„Faye…”

Przerwałam mu - „A nie wiem nic o twoim ojcu. Powiedziałeś mi nieco, ale nie wszystko, zdecydowanie nie to, co skłoniłoby cię do zachowywania się tak, jak dzisiaj. Ze względu na twoją matkę wydaje się, że znoszenie go przez piętnaście minut nie było trudną rzeczą, aby uchronić ją przed tymi emocjami. On wydawał się zdolny to zrobić dla niej. Ale oczywiście, cokolwiek to jest, siedzi głębiej. I, oczywiście, nie zamierzasz się tym ze mną dzielić”.

„Jest głębsze” - powiedział, ale niewiele, ponieważ nie kontynuował.

„Bez żartów?” - zapytałam, skrywając rozpacz za sarkazmem.

„Daj mi czas” - ponaglił cicho.

„Ile potrzebujesz, Chace? Rok? Dziesięć? Dwadzieścia?” - odpaliłam, teraz chowając się za gniewem.

„To nie jest przyjemne” - szepnął.

„Tak samo jest w życiu” - odpowiedziałam - „Wskazówka, nie jestem twoją matką. Tak, czytam. I tak, często to robię. I tak, robiłam to przed tobą, ponieważ życie może być do dupy, a życie w świecie fantazji jest o wiele przyjemniejsze niż życie w prawdziwym świecie. To nie był słaby wybór, to był świadomy wybór. Policjanci w moim mieście byli brudni, mój ojciec cały czas był zatrzymywany, ponieważ mu się to nie podobało i nie miał nic przeciwko temu, by to powiedzieć, ale nie miał siły, by to powstrzymać. Niewinni mężczyźni, tacy jak Ty Walker, byli poddawani ekstradycji do innych stanów, aby stanąć przed sądem za morderstwa, których nie popełnili. Kobiety, które nie były aż tak miłe, ale to nie miało znaczenia, były mordowane. Moje przyjaciółki były zdradzone przez swoich chłopaków lub porzucone po tym, jak z nimi spali, lub okłamane, lub zerwali z nimi z powodu czegoś, co wydawało się zupełnie bez znaczenia. Wiesz, że mogę ciągnąć to dalej. Nie ma nic złego w powiedzeniu: do diabła z tymi śmieciami i zanurzeniu się w światach, w których gwarantowane jest szczęśliwe życie po śmierci lub rzeczy są tak fantastyczne, że wiesz, że nie są prawdziwe, nawet te złe rzeczy. Ale to nie znaczy, że jestem słaba lub krucha. To nie znaczy, że nie jestem w stanie żyć swoim życiem. Każdy znajduje rzeczy, które lubi, aby móc uciec. Nie jestem dziwakiem. Nawet ty robisz to ze swoim sportem. Część mnie lubi, że chcesz mnie chronić przed nieprzyjemnościami, ale część mnie czuje to jak policzek, skoro myślisz, że nie poradzę sobie, kiedy mogę”.

Zrobił kolejny krok w moją stronę, mówiąc - „Jest gorzej, niż możesz się spodziewać”.

„Okej” - od razu odpowiedziałem - „Może jest. Ale jeśli się nie dzielisz, mówisz mi, że nie ufasz, że dam radę sobie z tym poradzić. Co oznacza, że nie ufasz, że podtrzymam moją stronę związku. Co oznacza, że tak naprawdę nie mamy związku. Nie musiałam go mieć wcześniej, aby wiedzieć, że obie osoby w związku mają odpowiedzialność za utrzymanie go w sile i rozkwicie, a częścią tego jest wzajemne wspieranie się. Chronisz mnie, ale nie pozwalasz mi wspierać ciebie. Byłam spoko. Byłam cierpliwa. Dałam ci czas. Chcesz więcej, weź to, ale nie ciągnij mnie ze sobą, gdy walczysz z tym gównem, Chace. Ponieważ im dłużej jesteśmy razem, tym lepiej ty powinieneś poznać mnie, zrozumieć, że sobie poradzę i zaufać mi. Nie jesteś nawet blisko tego. To mówi mi, że nie będziesz. Więc jak chcesz zachować swoje mroczne sekrety, żeby cię zjadały, dobrze. Ale nie każ mi patrzeć, jak to się dzieje”.

„Więc chcesz powiedzieć, że kilka godzin temu powiedziałaś mi, że mnie kochasz, a jak teraz chcę kilka dni, żeby uporządkować sobie w głowie, zrywasz ze mną” - powiedział cicho, ostrzegając. Ostrzeżenie, które już mnie nie obchodziło.

„Tak” - odpowiedziałam.

„Tak po prostu?” - zapytał.

„Nie, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ale wątpię, że po tym, jak zakochałam się po uszy we wspaniałym mężczyźnie, który skrywał przede mną ważne rzeczy, tak po prostu przejdę dalej. Będę piła z moimi dziewczynami, płakała i zastanawiała się, czy podjęłam właściwą decyzję. Potem pojawi się inny mężczyzna, nie będzie tak wspaniały jak moja pierwsza miłość, ale przypuszczam, że w końcu to przezwyciężę i pójdę dalej”.

To była bardzo, bardzo, bardzo niewłaściwa rzecz do powiedzenia i wiedziałam to, kiedy powietrze zmieniło się z duszącego w duszne, a Chace się poruszył.

Starałam się zachować spokój, gdy patrzyłam, jak zdejmuje płaszcz i rzuca go przez wezgłowie mojego łóżka, i zrobiłam to, dzieląc się - „Jest zimno, Chace, a drzwi są w drugą stronę”.

Jego oczy przesunęły się na mnie i przyciął - „Skończ z tym gównem”.

„Co za gówno?” - zapytałam

„Zimna, odległa Faye. To gówno” - odpowiedział.

„Masz rację. Jest. To fasada, która ma ukryć fakt, że mam złamane serce. Ale nieważne. To już nie jest twój problem. Mogę teraz zaznaczyć, że powiedziałeś mi, że potrzebujesz przestrzeni, ale nadal cholernie tu jesteś?”

„Inny mężczyzna nie przyjdzie” - poinformował mnie, a ja się gapiłam.

Potem zapytałam - „Co?”

„Nie przenosisz się do innego faceta” - skrzyżował ręce na piersi i dokończył - „…nigdy”.

„Ten wybór nie należy do ciebie”.

„Tak, należy” - odpowiedział szybko - „Nie możesz oddać tego, co moje”.

„Nie rozumiesz tego, Chace, ale przed chwilą to odebrałam”.

„Nie mogę też odzyskać tego, co moje”.

Boże! Chciał iść, dlaczego po prostu nie poszedł?

Musiałam to zakończyć.

„Myślałam, że jesteś zmęczony” - przypomniałam mu.

„Myślałem o przejściu dalej” - stwierdził, a ja wróciłam do gapienia się.

Potem pomyślałam, że to rozumiem, zabolało, ale nieważne. Miałam wino, a jutro zadzwoniłabym do dziewczyn, a potem, za jakieś pięćdziesiąt lat, wyzdrowiałabym, więc zaprosiłam - „Tam są drzwi. Ruszaj dalej.”

„Było tak blisko” - kontynuował.

„Chace…”

„Potem wróciłaś do miasta”.

Poczułam, że moja głowa szarpnęła się z zaskoczenia.

Chace mówił dalej.

„Zdecydowałem po jednym spojrzeniu na ciebie, że zniósłbym to, całe to gówno, które stawało się coraz gorsze w pracy, ponieważ moją końcową grą byłabyś ty.”

Czy mówił to, co myślałam, że mówi?

„Miastowa słodka, urocza, cicha, ładna bibliotekarka w moim łóżku, z moją obrączką na palcu. Żyłbym, ciesząc się tym, gdybym uczył ją, jak się tym cieszyć, osadził w niej moje dzieci zbudował rodzinę.”

O do jasnej choroby!

Mówił to, co myślałam, że mówi!

Nie, mówił więcej.

Przestałam oddychać.

Mówił dalej.

„Jedno spojrzenie w sklepie spożywczym; ty w przejściu z nosem w książce. Gapiłem się na ciebie, byłaś cholernie słodka, ale nie miałem pojęcia, jak możesz robić zakupy i trzymać nos w książce. Ale tam byłaś, robiłaś to. Spojrzałaś w górę, zobaczyłaś kogoś, kogo znałaś, uśmiechnęłaś się do niego i wiedziałem, że zjedzenie całego tego gówna w pracy będzie tego warte, kiedy będę gotowy do gry. To słodkie w moim łóżku. Te włosy. Te oczy. Ten uśmiech. Zdecydowanie warto. Więc jadłem to, czekając na mój czas, wyrywając ze mnie dzikość, by wszystko, co bym ci dał było słodkie. Przeprowadziłabyś się do Gnaw Bone, Chantelle, wiedziałem, że mogłabyś, więc mogłem pocałować to gówno na pożegnanie, wydostać się z tego bez zabierania cię od ludzi, których kochałaś, kiedy bym cię poprosił”.

O do jasnej, jasnej choroby!

Siłą wepchnęłam powietrze do płuc.

Chase ruszył w moim kierunku, cały czas mówiąc.

„Czekałem za długo”.

Patrzyłam, jak podchodzi do mnie, moje serce zaczęło bić mocniej, a moje stopy nie poruszały się już nie dlatego, że starałam się zachować zimną krew, ale dlatego, że byłam zamrożona z szoku. Zatrzymał się o krok ode mnie, więc odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Uniósł rękę, wyjął z mojej kieliszek i postawił go na blacie z alarmująco brzmiącym brzękiem.

Spojrzałam na szkło z niejasnym wysiłkiem, aby upewnić się, że nie jest stłuczone, po czym odchyliłam głowę, żeby spojrzeć na niego z otwartymi ustami, ale nie powiedziałam ani słowa.

On powiedział - „Dotknął cię”.

Zamrugałam, bo nie zrozumiałam jego słów.

„Co?”

„Dotknął cię” - powtórzył Chace.

„Kto?” - zapytałam.

„Mój ojciec. Nie tylko był w twojej obecności, twojej, mojej Faye, mojej, słodkiej, czystej i uroczej, ale cię dotknął. Wziął cię za rękę, trzymał…” - przerwał nagle, wciągnął powietrze przez nos, po czym warknął - „Położył na tobie usta”.

Dobra, teraz, co u licha?

„Więc?” - zapytałam cicho, kiedy nie powiedział nic więcej.

„On lubi fetysze”.

Znowu zamrugałam, bo to słowo były nieoczekiwane, a także nie wiedziałam, co oznacza.

„Co?”

„Fetysze” - wykrztusił - „Seks, kochanie, może stać się przygodą i jak nie będziesz kontynuowała tej bzdurnej gry, w którą grasz, jak będziemy mieli czas, pokażę ci i będziemy odkrywać w dobry sposób, co oboje polubimy. Ale może też być dziwnie. Każdy robi to po swojemu. Nie obchodzi mnie, co ktoś robi, żeby dojść. To, czego nie muszę wiedzieć, to to, że mój tata lubi to dziwnie, a kiedy mówię dziwnie, mam na myśli kurewsko chory seks, skręcająco żołądek…” - pochylił się do mnie, żeby podkreślić, choć niezaprzeczalnie kładł nacisk werbalny na swoje ostatnie słowo - „…dziwne”.

Nie chciałam tego wiedzieć. Nie chciałam, żeby on o tym wiedział. Nie wiedziałam, dlaczego się tym podzielił. I nie chciałam wiedzieć, skąd to wiedział.

Ale powiedział mi.

„Misty i jej przyjaciółka wzięły zlecenie od Arniego Fullera i zrobiły to gówno mojemu tacie. Również to nagrały. Zaszantażowali go też tym. A ja widziałem tę taśmę”.

Otworzyłam usta, kiedy mój żołądek się zacisnął, a gardło wypełniła mi żółć.

Zamknęłam usta, żeby ją przełknąć.

Oczy Chace’a przesunęły się po mojej twarzy, a kiedy spojrzały na mnie, wyszeptał - „Tak. To jest wystarczająco dla ciebie nieprzyjemne, Faye?

Zdecydowanie tak było.

„Ja…” - zaczęłam.

„Jest gorsze” - przerwał mi i znów zamrugałam.

Coś gorszego?

Jak to może się jeszcze pogorszyć?

Chace mi powiedział.

„Jej gra, jak wkrótce przezwyciężysz szok, zorientowałabyś się, że podkręciła to gówno. Ale i tak ci powiem. Użyła tej taśmy, żeby zdobyć pieniądze od mojego taty. Arnie użył jej, żeby zdobyć nad moim tatą władzę, a Misty użyła jej jeszcze, by umieścić na swoim palcu moją obrączkę. Puścili mi tę taśmę i dali mi dwa wyjścia. Albo żenię się z Misty i ciągnę brudne sprawy, albo moja mama zobaczy tę taśmę. Więc skończyłem z pieprzoną żoną, która robiła brudy z moim tatą na więcej niż jeden sposób. Miałem to gówno wypalone w mózgu, a jej zdzirowata dupa spała w moim pierdolonym łóżku. Co więcej, przez to gówno wiedziałem, co robili Ty, wiedziałem dlaczego i nie mogłem nic zrobić, ani jednej pierdolonej rzeczy, żeby to powstrzymać, bo mama by zapłaciła. W końcu, jak się dowiedziałem, nie miałem szans na nic, Misty nie pozwalała mi odejść, a gówno się nie posprzątało. Byłem bez przyszłości. Bez rodziny. Bez ciebie. Nic z tego, czego chciałem, chciałem przez całe życie, bez ważnych rzeczy, takich jak kobieta, którą kochałem w moim łóżku i dzieci, które byśmy mieli pod dachem, który zapewniłbym im wykonując dobrą pracę, z której byłbym dumny. Tylko suka w moim łóżku i tata, który zdradzał moją mamę i to, jak zdradzał jako wspomnienie, którego nigdy, przenigdy nie wymarzę”.

O mój cholerny Boże.

„Chace…” - szepnęłam.

„Chcesz więcej?”

Serce mi zamarło.

„Więcej?” - odetchnęłam.

„Tak, Faye” - pochylił się głębiej - „…więcej”.

Nie chciałam, ale wzięłabym to. Mimo to nie dał mi szansy na akceptację lub odmowę.

Kontynuował.

„Przed Misty, zanim zrobiła to mojemu tacie, byłem Frankiem. Zrobiłem, co mogłem dla mieszkańców tego miasta, wiedząc, że rzeczy robią się brzydkie, ale utrzymywałem czyste ręce. Pracowałem z moimi braćmi, mając nadzieję, że odwrócą się od ciemnej strony. Po tym, jak mnie złapali, po tym, jak zobaczyłem tę taśmę, nie miałem innego wyjścia, jak tylko wstąpić w ich szeregi. Widziałaś moją matkę dzisiejszego wieczoru, była dobra i dziś wieczorem pomogłaś jej się trzymać, ale gdyby zobaczyła to, Faye, uwierz mi, że by się rozpadła. Pobyt w szpitalu. Naliczyłem, odkąd pamiętam, cztery. Jeden trwał sześć miesięcy. To by ją zniszczyło. Gdyby jakimś cudem wyzdrowiała, nie mogłaby z nim żyć. Problem w tym, że nie może bez niego żyć. Wiedząc o tym, wiedząc, że nie miałaby po co się wydostać, mogłaby nigdy nie wyzdrowieć. Jak nie chciałem, żeby moja mama przebywała w szpitalu przez następne trzydzieści lat, nie miałem wyboru. Trzymać gębę na kłódkę, brać swoje koperty wypełnione brudnymi pieniędzmi, patrzeć w drugą stronę i iść, gdy zlecą mi zadanie”.

„Oddałeś pieniądze” - przypomniałam mu cicho - „Tak było napisane w gazetach”.

„Tak, ale kiedy kumple mojego ojca, Elita, wpakowali się w kolejny bałagan, ten bałagan z udziałem Arniego, bałagan, który trzeba było uporządkować z mięśniami za odznaką, wysłali mnie. Nie mając wyboru, poszedłem”.

Nie rozumiałam.

„Chace, ja nie…”

„Mężczyzna próbował wtrącić się w sprawę szantażu Arniego i wymuszeń, a oni wysłali mnie, żebym go od tego odwiódł. Tyle że, żeby go zmylić, musiałem użyć pięści i z tą taśmą w kopercie gotowej do wysłania do matki, nie miałem innego wyboru, jak tylko to zrobić”.

Zrozumiałam wtedy i mimowolnie moje stopy cofnęły mnie o krok, i nie żeby mógł, ale mimo to Chace tego nie przeoczył.

„Tak” - wyszeptał, a jego twarz była tak twarda i szorstka, jak jego głos - „…widzisz teraz tą nagromadzoną ciemność, prawda, mała?”

„Poszedłeś do spraw wewnętrznych” - wyszeptałam.

„Tak, poszedłem. Wziąłem tyle, ile mogłem znieść, a potem wrzuciłem w to tyłek mojej mamy i pojechałem do Wydziału Wewnętrznego. Fajny wybór, zdrowie psychiczne mojej mamy albo mój tyłek”.

„I miasto” - dodałam.

„Tak, i miasto. Detektyw Chace Keaton, odważny bohater, który pokonał bandę brudnych gliniarzy. Ukryli fakt, że jestem jednym z nich. Ukryli fakt, że przez lata robiłem złe gówno lub nie robiłem gówna, które powinienem robić, kiedy ludzie byli pieprzeni. Nie tylko małe, jak kiedy twój tata został zatrzymany, co, nawiasem mówiąc, Faye, wiedziałem, że się dzieje, ale nie mogłem zatrzymać. Ale duże, jak Ty Walker, który stracił pięć pieprzonych lat swojego pieprzonego życia gnijąc w więzieniu innego stanu, odsiadując za zbrodnię, której nie popełnił. Twój tata powiedział, że kiedy dzieje się coś złego, jeśli nie zrobisz wszystkiego, co w twojej mocy, aby to naprawić, to nie jesteś osobą, którą chciałby poznać. Ty też tak żyjesz, a ja jestem osobą, której nie chcesz znać”.

„Chace, zrobiłeś coś” - przypomniałam mu.

„A wcześniej robiłem inne rzeczy, Faye. Byłem tak bardzo zły”.

„Byłeś do tego zmuszony”.

Potrząsnął głową - „Człowiek silniejszy nie byłby do tego zmuszony”.

„Twoja matka…”

„Mogłem odejść” - powiedział mi.

„Nie zrobiłabym tego” - odpowiedziałam natychmiast.

Na moje słowa jego ciało podskoczyło.

Ciągle mówiłam.

„Gdyby ktoś zamierzał skrzywdzić moją mamę, tatę, Lizę, chłopców, kogokolwiek z mojej rodziny lub kogoś, kogo bym kochała, zrobiłabym, co w mojej mocy, by to powstrzymać. Każdy, kto kogoś kocha, to by zrobił”.

„Nawet położyć się z brudem?” - zapytał z niedowierzaniem ciążącym w głosie.

„Cokolwiek by było potrzeba” - odpowiedziałem.

Potrząsnął głową - „Nie, kochanie, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić”.

„Nie chodzi mi o to, że to było łatwe, chodzi mi o to, że bym to zrobiła”.

„Nie zrobiłabyś tego”.

„Nie możesz tego wiedzieć”.

„Mogę. Zostałaś wychowana przez Silasa i Sondrę Goodknight. Dokonałabyś właściwego wyboru. Mnie wychowali Trane i Valerie Keaton. Zrobiłem niewłaściwy”.

„Dokonałeś jedynego wyboru”.

„Z perspektywy czasu wszystko wydaje się jasne, ale wtedy tak nie było i miałem wybór. Po prostu nie zrobiłem tego właściwego”.

„Kochałeś ją i twój ruch został wymuszony. Zajęło ci to trochę czasu, ale w końcu zobaczyłeś swoją drogę i oczyściłeś miasto, a nawiasem mówiąc, jest dyskusyjne, czy to był właściwy wybór, ponieważ mogę założyć, że uczyniło to ją bardziej bezbronną niż była”.

„A wcześniej, Faye, pobiłem człowieka za dawanie mi gówna, które trzymał, w imieniu grupy mężczyzn, którzy nie zasłużyli na ten wysiłek”.

Poczułam, że się wzdrygnęłam i zobaczyłam, jak jego twarz staje się twardsza, gdy to złapał, ale przemogłam się.

„Zrobiłeś to dla Valerie”.

„Zrobiłem źle”.

„Zrobiłeś to, co musiałeś zrobić”.

„Tak, i to… było… złe”.

Ale miałam dość.

Podobnie jak Chace.

Czas się przebić.

„Boże!” - podniosłam ręce, tracąc opanowanie - „Czy nie rozumiesz, że siła stojąca za miłością twoich czynów do twojej matki i tego, czego nie pojmujesz, Chace, także do twojego ojca, jest piękną rzeczą, z której powinieneś być dumny?”

Jego ciało się usztywniło.

Nie zauważyłam tego. Byłam w swoich myślach i już zaszłam za daleko.

„Nie pomyślałeś, że ja uważam, że gdybyś mnie tak bardzo kochał, że odwróciłbyś się od wszystkiego, czym byłeś, by mnie chronić, to kochałabym cię bardziej? Że kochałabym cię bardziej, bo kochałbyś mnie tak bardzo, że zrobiłbyś wszystko, aby zapewnić mi bezpieczeństwo? Nawet posuwając się do utraty siebie samego? Ale to, czego nie rozumiesz, Chace, to to, że nigdy siebie nie straciłeś. To, co oni zrobili, było złe. To, co ty zrobiłeś, było właściwe”.

Chace się nie poruszył, nawet nie drgnął, a ja wciąż tego nie zauważyłam.

Byłam na fali.

„Gdybyś podjął inną decyzję, ponieważ wszyscy byłbyś napalony, by być mężczyzną, którym musiałbyś być, aby chronić przyszłość, której ty pragnąłeś, to byłoby samolubne. Wybór, który miałeś, nie był żadnym wyborem. Uratować kogoś, kogo kochasz od załamania, czy uratować miasto i własny tyłek. Przeżyłeś całe swoje cholerne życie, chroniąc ją. Byłeś uwarunkowany od urodzenia, by grać w ten sposób. Ale mimo to w rzeczywistości wybrałeś trudniejszą drogę, aby zrobić coś dobrego, nawet jeśli oznaczało to, że byłeś zmuszony do popełnienia zła, gdy podążałeś tą drogą. To było bezinteresowne, odważne i heroiczne. Tym bardziej, że, jeśli Bóg pozwoli, Valerie nigdy się nie dowie, że musiałeś to zrobić, co zrobiłeś, aby ją chronić. Więc jest chroniona przed tym, wiedząc, jaka jest, że nie może pomóc, co oznaczało, że jej syn przeszedł przez to dla niej. Więc zrobiłeś to, wiedząc, że nawet nie zasłużysz na jej wdzięczność. Zrobiłeś to, wiedząc, że wszystko, co dostaniesz, to gówno, ale ona będzie mieć spokój ducha”.

Chace tylko patrzył na mnie nieruchomo.

Wciąż grzmiałam.

„Gdyby mój ojciec o tym wiedział, podziwiałby cię. Gdyby moja matka o tym wiedziała, uwielbiałaby cię. Gdyby miasto o tym wiedziało, czciliby cię bardziej niż już to robią”.

„Racja” - powiedział cicho - „Myślisz, że już to rozgryzłaś, a co z Misty?”

„Co z nią?” - warknęłam.

„Była moją żoną. Traktowałem ją jak gówno. Zdradzałem ją i w końcu jej nie ochroniłem”.

Nie to znowu!

„Choroba, Chace!” - ucięłam - „Ona nie była twoją żoną, była twoją kulą u nogi! Naczelnikiem twojego więzienia. Ty Walker spędził pięć lat za kratkami. Ty spędziłeś sześć w innym rodzaju więzienia. Nie jest nawet rozsądne, co ci zrobiła, myśląc, że przezwyciężysz to i zakochasz się lub spróbujesz znaleźć choćby minimalne zadowolenie w tego rodzaju układu. Nie mogłam pojąć tego, co zrobiła Ty i naprawdę nie mogę pojąć tego, co tobie zrobiła. Było tak samo, a jednak było gorzej. Nie lubiłeś jej, więc nie udawałeś, że ją lubisz. Nie poślubiłeś jej z miłości, więc kontynuowałeś życie, jakby jej tam nie było. Ona to kupiła robiąc… robiąc to…” - zawahałam się, zbyt wyrywając się z siebie, by znaleźć słowa, po czym ruszyłam do przodu - „…co nazwałbyś poważnie podkręconym gównem. Kiedy żyła, ty nie dałeś jej rzeczy, na którą by nie zasłużyła, w tym to, co się stało, co zakończyło jej życie. To również nie zależało od ciebie, niezależnie od tego, czy bierzesz to na swoje barki, czy nie. Branie tego na barki to twoja decyzja, ale nie twoja odpowiedzialność, nie twoja klątwa. Twoja decyzja. Możesz też zdecydować się tego nie robić. Nikt, ale nikt, kto myśli jasno, a nawet nie musi cię kochać tak jak ja, nie zaprzeczyłby mi”.

„Mała…” - zaczął szeptem pełnym udręki, ale ja wciąż byłam na fali.

„Nie!” - warknęłam, unosząc między nami rękę - „Nie skończyłam. Wiem, że jesteś starszy i bardziej doświadczony ode mnie, ale musisz wiedzieć, że gdybyś powierzył mi te informacje o swoim ojcu, choć są podłe, dałoby mi to narzędzia, by poradzić sobie dziś wieczorem zupełnie inaczej. Mogłam uniknąć jego dotyku, żeby cię nie zdenerwować i mogłam wygładzić nasz wyjazd, żeby twoja matka się nie zdenerwowała. Gdybym była świadoma sytuacji, mogłabym ją dopracować. Co zrobię w przyszłości, jeśli mamy przyszłość, która nie obejmuje mojej chęci kopnięcia cię w goleń lub próby wbicia ci rozsądku do głowy, nawet jeśli jesteś większy i silniejszy ode mnie, i jeśli będę mogła kontrolować swoje pragnienie uderzenia twojego ojca w nos!”

Nakręcałam się i robiłem się coraz głośniejsza, gdy cholernie kontynuowałam.

„To znaczy, nie mogę w to uwierzyć! To jest twoja ciemność? To twój wielki sekret, który miał mnie odstraszyć? To właśnie cię gryzie? Fakt, że jesteś dobrym człowiekiem, fantastycznym synem, a kiedy stajesz przed niemożliwymi wyborami, które sprowadziłyby większość mężczyzn na kolana, nadal jesteś wspaniały, opiekujesz się uciekającymi, maltretowanymi dziećmi, żartujesz ze swoją nową dziewczyną, sprawiasz, że czuje się jak księżniczka i dajesz jej niesamowite orgazmy?” - pochyliłam się w jego stronę, mrużąc oczy - „Poważnie?”

Potem już się do niego nie pochylałam, bo byłam nad jego ramieniem, odwrócił się i skradał do łóżka.

„Chace!” - warknęłam w jego plecy - „Jeszcze nie skończyłam tyrady!”

Podrzucił mnie ramieniem. Wciągnęłam powietrze, gdy leciałam w powietrzu, lądując na plecach w łóżku i nie dostałam kolejnego oddechu, zanim wylądował na mnie.

„Skończyłaś” - warknął mi prosto w twarz.

Nie skończyłam” - syknęłam w jego.

Potem skończyłam, skoro mocno mnie całował, a palce jednej z jego dłoni ściągały zamek błyskawiczny z tyłu mojej sukienki.

Okej, ten pocałunek był dobry, lepszy niż większość, a wszystkie były super dobre, więc to coś mówiło. Najwyraźniej podwyższone emocje sprzyjały efektownym pocałunkom.

Mimo to, kiedy oderwał swoje usta od moich, jęknęłam, choć trochę bez tchu - „Nie skończyłam jeszcze cię prostować”.

Odpowiedź Chace’a nie była werbalna. Jego ciało wygięło się w łuk od mojego i szuu! sukienka została ściągnięta mi na głowę, zabierając ze sobą ramiona. Kiedy zniknęła, ręka Chace’a była na moim brzuchu, jego oczy na moim ciele.

„Wiedziałem, po tej sukience, jak siedziałaś obok mnie całą noc, że dasz mi to później” - mruknął do siebie, jego ręka przesunęła się po moim brzuchu tak, że jego palce mogły prześlizgnąć się po granicy moich majtek.

Podobały mu się majtki. Miło wiedzieć, ale to nic nowego.

„Halo?” - zawołałam i jego oczy zwróciły się do mnie - „Walczymy, pamiętasz?”

Dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie. Usta Chace’a znalazły się o jeden oddech od moich, a dłoń Chace’a wsunęła się w moje majtki.

Przestałam oddychać.

„Przygotuj się, mała, zaraz dostaniesz coś nowego”.

„A co takiego?” - spytałam cierpko (ale wciąż bez tchu, co niestety zmniejszyło moją siłę), kładąc ręce na jego ramionach, przygotowując się do pchania.

„Seks na pogodzenie” - odpowiedział, jego palce w moich majtkach poruszały się tak, jak lubiłam, więc brzuch mi opadł, a moje palce zamiast naciskać (choroba!), zwinęły się w jego marynarkę.

Zwalczyłam jego przyciąganie i poinformowałam go ostro - „Nie skończyliśmy walki”.

„Tak, skończyliśmy”.

„Nie, nie skończyliśmy”.

Jego środkowy palec przesunął się mocno po mojej łechtaczce, a potem wsunął go głęboko do środka i poczułam się tak dobrze, że sapnęłam, moje biodra szarpnęły, ale reszta mojego ciała stopiła się pod jego.

Byłam zamglona, ale wciąż czułam, jak jego usta uśmiechają się do moich, zanim mruknął - „O tak, skończyliśmy”.

Potem mnie pocałował i skończyliśmy.

To znaczy skończyliśmy walkę.

Nie skończyliśmy z innymi rzeczami.

Seks, jak wspomniałam wcześniej, był niesamowity.

Seks na pogodzenie był nie z tego świata.

Wzmożone emocje nie tylko przyczyniły się do efektownych pocałunków, ale sprawiły, że wszystko było skuteczne.

Nie sądziłam, że którekolwiek z nas powstrzymywało się podczas seksu. Czasami Chace kontrolował intensywność. To było rzadkie, ale mogło się zdarzyć, że mogłam się trochę czuć nieśmiało z nagością, ale Chace miał na to ochotę i nigdy nie naciskał.

Ale po tym, jak prawie właśnie zerwałaś ze swoim chłopakiem, którego kochałaś, mimo że jego najlepszy przyjaciel zabronił ci tego. Po tym, jak się z tobą podzielił, że spojrzał na ciebie raz i już wiedział, że chce spędzić z tobą resztę życia, a potem wpuścił cię w swoje najgłębsze, najmroczniejsze sekrety, które były bardzo głębokie i przerażające. Po tym nic nie myślałaś.

Nic a nic.

Tylko o sobie nawzajem zarówno używając tej emocji, jak i wszystkiego innego, co byłoby trzeba, aby zło odeszło i przyniosło dobro.

A dobre było dobre.

Wszystko to były ręce, usta, palce, języki, zwijanie, szarpanie ubrań, szarpanie butów, wyrzucanie ich, a potem zaciskanie, drapanie, lizanie, ssanie, gryzienie, ustawianie się, sapanie, jęki, skomlenie i warczenie.

Potem przejął mnie Chace i rzucił mnie na kolana, a dwie sekundy przed tym, jak to znalazłam, wyrwał się, padł na plecy obok mnie, szarpnął mnie na siebie i kazał mi się ujeżdżać. Co zrobiłam mocno, moje oczy były zamglone, biodra poruszały się szybko, zgrzytając głęboko, moje ręce przesuwały się po jego klatce piersiowej.

Potem byłam na plecach, biodra Chace’a pompowały między moimi nogami, był w górze z jedną ręką na łóżku, wyprostowanym ramieniem, jednym kolanem owiniętym wokół niego, drugą ręką między nogami, kciukiem dokładnie tam, gdzie tego potrzebowałam.

I, o Boże, to było przyjemne.

Tak dobre, że znowu byłam tak blisko i nie miało być dobre. Zapowiadało się fantastyczne.

Chace wjechał głęboko, został osadzony i wbił biodra w moje.

„Faye” - warknął, zmusiłam się do wyprostowania i próbowałam się na nim skupić - „Nikt nie wchodzi tutaj oprócz mnie” - oświadczył, wbijając się we mnie głębiej.

„Okej” - wydyszałam.

„Nikt, Faye”.

„Okej, Słonko”.

Wysunął się, wbił i ponownie osadził - „Nigdy, Faye”.

„Nigdy, Chace”.

Wysunął się, walnął, wbił się do końca i rozkazał - „Powiedz to jeszcze raz”.

„Nigdy”.

Kolejne walnięcie i wbicie - „Moje imię, mała”.

„Chace” - jęknęłam, przesuwając się pod nim, tak cholernie, cholernie blisko.

Puścił moje kolano i opadł na przedramię na łóżko obok mnie. Wsunął je pode mnie i jego palce zacisnęły się na moim karku.

Natychmiast owinęłam nogę wokół jego biodra, uniosłam głowę i, jego usta przy moich, wyszeptał - „Kochasz mnie?”

„Tak” - wydyszałam.

„Zawsze?”

Nie pchał mocno i nie ścierał się głęboko. Jego rytm był gładszy, łagodniejszy, piękny i w końcu skupiłam się na nim, moje ramiona ślizgały się wokół niego, by mocno go trzymać.

„Zawsze” - szepnęłam.

Chace pochylił głowę i pocałował mnie, jego język wsunął się do moich ust i doszłam.

Brałam go w siebie przez to i po tym, a kiedy jego pchnięcia stawały się szybsze, mocniejsze, głębsze, poczułam to i pokochałam, gdy ukrył twarz w mojej szyi i jęknął nisko przy mojej skórze.

Zaczął wchodzić i wychodzić, i też to wzięłam, uwielbiając to, zanim wsunął się głęboko i zatrzymał, a moją uwagę zwrócił jeden z jego loków. Moja ręka poruszając się z własnej woli wsunęła się w jego plecy, moje palce zacisnęły się na nim i lekko go szarpnęłam, wywołując przy tym trochę szczęśliwego dreszczyku.

„Najwyraźniej…” - zaczął mrucząc do mojej szyi - „…nie byłem zmęczony”.

Zamknęłam oczy, puściłam jego loki i okrążyłam biodro drugą nogą, żebym mogła go mocno przytulić wszystkim, co miałam do dyspozycji.

„Ale niestety…” - ciągnął - „…kiedy jesteś bardzo wkurzona, odkładasz referencje geeków, więc brzmisz za bardzo z pieprzonym sensem”.

To oznaczało, że udało mi się przebić.

Dzięki Ci, Boże, udało mi się przebić.

Otworzyłam oczy i pochyliłam podbródek tak, że moje usta znalazły się na skórze za jego uchem, moja górna warga łaskotała jego niesforne loki i wyszeptałam - „Chace”.

Jego głowa uniosła się i złapałam oddech na widok jego twarzy: ciepło, żal i coś jeszcze, coś ogromnego, coś, co sprawiło, że moje serce podskoczyło.

„Powinienem był ci powiedzieć wcześniej. Powinienem był ci zaufać. Powinienem był odczytać wszystko, co mi mówiłaś, sposób, w jaki byłaś ze mną, dla mnie i Malachi’ego i dowiedzieć się, że sobie z tym poradzisz. Myliłem się, mała, i spieprzyłem. Ale kocham cię, Faye, a ochrona idąca w parze z miłością to wszystko, co znam” - przyznał cicho.

Moja klatka piersiowa zacisnęła się, gdy oczy zaczęły mnie szczypać.

To, co widziałam na jego twarzy, to miłość.

On mnie kochał.

Kochał mnie.

„Kochasz mnie?” - wyszeptałam, żeby potwierdzić.

„Zakochałem się w tobie w przejściu w sklepie spożywczym, a ty nawet nie wiedziałaś, że ja tam jestem”.

„Prawdopodobnie tak” - wyznałam i jego usta wykrzywiły się, ale to nie było żartobliwe i słodkie, było dziwnie smutne.

„Więc ty wiedziałaś, ale ja nie wiedziałem. Ty chciałaś mnie, ja chciałem ciebie, trwałem z tym, czego chciałem i spieprzyłem swoje życie”.

„Nie spieprzyłeś swojego życia, Chace”.

„Gdybym ruszył po ciebie, kiedy tego chciałem, byłabyś w moim łóżku przez ostatnie siedem lat, a Misty by nie zobaczyła okazji. Ty by nie…”

Ścisnęłam go wszystkimi kończynami i szepnęłam szorstko - „Przestań”.

Zamknął usta.

Kontynuowałam - „Nic nie może zmienić tego, co się stało, ale jedna rzecz może się zmienić i to jest poczucie, że świat jest na twoich barkach. Kolejną rzeczą, o której wiesz, skoro twoja mama jest chora i była przez całe twoje życie, jest myślenie, że jesteś odpowiedzialny za wszystko wokół ciebie, że możesz to naprawić, poprawić lub przynajmniej złagodzić upadek wszystkich. Twój tata, kiedy dorastałeś, powinien cię również przed tym chronić. Udowadniając, że jest nie tylko najgorszym ojcem na świecie, ale także najgorszym w historii, najwyraźniej tego nie zrobił”.

„Nie chcę go bronić, kochanie, ale jak mieszkasz z tym w swoim domu, nie da się przed tym ochronić dziecka”.

„To dyskusyjne i masz rację, nie przeżyłam tego, ale czy mam rację, że nie próbował?”

Chace wyślizgnął się ze mnie, przewrócił nas na boki, odgarnął mi włosy z twarzy, ale trzymał w nich palce, zanim odpowiedział cicho - „Masz rację. Nie próbował”.

Oba jego ramiona zacisnęły się wokół mnie mocno, przyciągając mnie bliżej, nawet gdy jego ręka nie opuściła moich włosów, ale jego nogi splątały się z moimi i kontynuował.

„Nie po to, żeby cię znowu zdenerwować, ale go rozumiem. Jest inaczej z dziewczynami i chłopcami. Mężczyzna będzie chciał, żeby jego syn się wykazał”.

„Może tak, ale wiem, że nie mylę się, kiedy mówię, że jest inaczej także między dziećmi i dorosłymi. Od dzieci nie oczekuje się, że się wykażą, dopóki nie nadejdzie czas, aby nauczyć je jak być dorosłymi. Ale zanim to zrobisz, musisz pozwolić im być dziećmi. To zgadywanie, ale ty nigdy tego nie miałeś”.

Zamknął oczy i przechylił głowę tak, że nasze czoła się zetknęły, ale nie wcześniej niż zobaczyłam ten surowy wyraz na jego twarzy i w końcu to zrozumiałam.

I nienawidziłam tego.

Otworzył oczy, cofnął głowę odrobinę i potwierdził to, co właśnie wymyśliłam.

„Nigdy tego nie miałem” - szepnął.

Wpatrywałam się w jego piękną twarz, czując jego niesamowite włosy na piersi drażniące moje piersi, jego potężne ramiona wokół mnie, jego ciężkie nogi zaplątane w moje, jego ciepło przenikające mnie. Zamiast przyjąć to wszystko wraz z końcem naszej walki, wiedzą o jego miłości, kojącym mnie przedłużającym się orgazmem, wkurzyłam się.

A kiedy to mówię, mam na myśli, że… wkurzyłam się!

Dlatego właśnie poinformowałam go - „Wiesz, nawet Darth Vader miał tyle taktu, by poprosić Luke’a, by dołączył do niego po ciemnej stronie”.

Chace zamrugał, a jego ramiona zacisnęły się.

Ale było za późno.

Zdecydowanie za późno.

Odleciałam.

„To znaczy, walczyli na śmierć i życie, a on odciął Luke’owi rękę, ale mimo to dał mu cholerny wybór”.

„Faye…” - zaczął, moje imię drżało z humoru, ale to mi umknęło.

Całkowicie.

„Ale Trane Keaton?” - zapytałam, a potem natychmiast odpowiedziałam - „Nieeeee. Nie pytał. Po prostu wciągnął cię do środka. Żadnej wyciągniętej ręki. Nie, „Chace, jestem twoim ojcem. Dołącz do mnie po ciemnej stronie”, dając ci możliwość powiedzenia: „Nigdy!”. Nie dla niego. Nie. On po prostu cię wepchnął!”

„Słonko…”

Wyrwałam mu się z ramion, ale tylko po to, by usiąść, uderzyć go w klatkę piersiową i gadać dalej.

„Mam na myśli, serio? Widziałeś perwersyjną sekstaśmę, w której zagrał! Jak może w ogóle patrzeć na ciebie, a co dopiero całować w rękę twoją dziewczynę? Ohyda! Darth Vader nie miał dziewczyny. Całą uwagę poświęcił tłumieniu buntu! Tak jak powinien!” - zaczęłam krzyczeć - „Aż do tej chwili nigdy bym nie pomyślała, że pogodzę się z Imperium, ale oto mówię to! Darth miał misję i trzeba było zadać sobie pytanie, biorąc pod uwagę, że Imperator był pomarszczony i poważnie chory, co do cholery? Ale widać było, że w głębi duszy Darth walczył. Ponieważ głęboko w środku był Anakinem. W Tranie Keatonie nie ma Anakina!” - krzyknęłam, po czym znalazłem się na plecach w łóżku z Chace’m na mnie.

„Mała, uspokój się” - wyszeptał, uśmiechając się.

Jego uśmiech umknął mi, bo skupiłam się na grymasie i oświadczeniu - „Nie lubię twojego ojca”.

„W porządku, kochanie”.

„Darth Vader jest lepszym ojcem, co dokładnie mówi, jak zły jest twój ojciec” - oświadczyłam.

„Okej, mała”.

„Powiedzmy tylko, że to dobrze, że nie jestem wyszkolonym Jedi, bo wzięłabym miecz świetlny, wskoczyłabym do mojego Myśliwca T-65 X-wing, podskoczyłabym do Aspen i wyzwałabym go, gdybym była”.

Jego drżenie ust również nie było dla mnie, gdy mruczał przez to - „Tak, Słonko, to byłoby dobre”.

„Może nadal to mieć, nawet będąc w podeszłym wieku, ale nie będzie się równał z mieczem świetlnym” - dodałam autorytatywnie.

„Prawdopodobnie nie” - mruknął Chace.

Ciągle się krzywiłam.

Chace wciąż się uśmiechał, ale zrobił to z drżącym ciałem na moim, więc wiedziałam, że się w środku śmieje.

„To nie jest zabawne, Chace” - powiedziałam mu coś, co musiał wiedzieć o wiele lepiej niż ja.

„Nie było, przez trzydzieści pięć lat zdecydowanie nie było. Potem, dwie minuty temu, stało się to cholernie śmieszne”.

Wciągnęłam zirytowany oddech.

Chace wciąż się uśmiechał.

Wciągnęłam kolejny zirytowany oddech.

Chace zapytał - „Myśliwiec T-65 X-wing?”

„Bojowy statek kosmiczny Sojuszu Rebeliantów” - warknęłam.

„Myśliwiec T-65 X-wing?” - powtórzył Chace.

„Widziałeś Gwiezdne Wojny?” - zapytałam.

„Tak” - odpowiedział.

„Więcej niż raz?” - pchnęłam.

„Tak” - powiedział, wciąż się uśmiechając.

„W takim razie, jeśli tak, wiesz o myśliwcu X-wing. Wszyscy wiedzą o myśliwcu X-wing, ponieważ Luke i Moc zniszczyli Gwiazdę Śmierci”.

„Tak, mała, wiem o myśliwcu X-wing. Po prostu nie miałem cholernego pojęcia, że nazywał się Myśliwiec T-65 X-wing”.

„To nie są tajne informacje, Chace. Możesz o tym przeczytać na Wookieepedii”.

Jego ciało znów zaczęło się trząść, podobnie jak jego głos, gdy zapytał - „Wookieepedii?”

„Przestań się ze mnie śmiać, kiedy jestem wkurzona” - warknęłam.

„Wookieepedii?” - powtórzył Chace, jego ciało kołysało się, zabierając ze sobą moje i łóżko.

„Przestań się ze mnie śmiać!” - wrzasnęłam, klepiąc go w ramię.

Nagle jego dłonie otoczyły moją twarz, jego ciało, moje ciało i łóżko przestały się kołysać i skupił moją pełną uwagę głównie dlatego, że był wszystkim, co mogłam zobaczyć.

„Właśnie śmiałem się z mojego taty po raz pierwszy, odkąd miałem szesnaście lat, a Deck i ja gadaliśmy o nim bzdury w piwnicy Decka, upijaliśmy się i Deck dawał mi przestrzeń do wyładowania. Teraz i prawdopodobnie zawsze, jeśli nadarzy się okazja, spojrzę na mojego tatę i zobaczę Dartha Vadera i będę chciał się śmiać, zamiast chcieć oderwać mu głowę, coś, co kiedyś myślałem, że byłoby niemożliwe. Do teraz. Teraz, po sześciu pierdolonych latach chowania się pod gównem, widzę to twoimi oczami i wreszcie czuję się czysty. Po raz pierwszy od sześciu lat czuję się wolny. Czuję ulgę. Czuję ulgę, że odpuszczam to gówno. Cieszę się, że masz siłę, by to wziąć. Cieszę się, że możesz być z moją mamą i uspokoić ją. Pieprzenie wychodzę z siebie ze szczęścia, że jesteś we mnie zakochana. Cieszę się, że wiesz, że to ode mnie dostajesz z powrotem. To, czego nie robię, mała, to nabijanie się z ciebie”.

O tak, przebiłam się.

„Okej” - wyszeptałam, objęłam go ramionami

„I nigdy bym tego nie zrobił” - ciągnął.

„Okej” - wyszeptałam, mocno zaciskając ramiona.

„Jesteś słodka i sprawiasz, że śmieję się, a, szczerze wobec Chrystusa, patrząc wstecz, z wyjątkiem Decka, nie pamiętam, żebym to robił kiedykolwiek w całym moim pieprzonym życiu i czuł, że wychodzi on ze mnie wolny i czysty”.

O rany. Poważnie. Przebiłam się.

„Okej” - wyszeptałam, a łzy ponownie zapiekły mnie w oczy.

„Więc pozwól mi cieszyć się śmiechem bez uderzania mnie w ramię i wkurzania się, kiedy ten śmiech w końcu wydaje się prawdziwy”.

„Okej” - wyszeptałam jeszcze raz, po czym zaczęłam głęboko oddychać.

Chace spojrzał mi w oczy.

Przestałam głęboko oddychać i przygryzłam bok dolnej wargi.

Oczy Chace’a opadły na moje usta, gdy wymamrotał - „Wookieepedii”.

Puściłam wargę i poinformowałam go - „Później, kiedy sprawy będą, hmmm… mniej intensywne, potrzebuję twojej opinii, czy Greedo, czy Han strzelił pierwszy”.

Usta Chace’a wygięły się w uśmieszku, gdy jego brwi uniosły się, a jego oczy wróciły do moich – „Czy moja opinia będzie groziła zerwaniem umowy?”

Nic z Chace’m nie mogło złamać umowy.

Nigdy więcej.

Nadal.

„Um…” - wymamrotałam.

Wcisnął dłonie w moją głowę, przesuwał kciuki się po moich kościach policzkowych, kiedy jeden wylądował na moich ustach, a jego twarz zbliżyła się bardzo blisko, zanim wyszeptał grubo, szorstko - „Kurwa, Faye, ale ja cholernie cię kocham”.

Okej, nie lubiłam za bardzo przekleństw.

Ale to brzmiało naprawdę, naprawdę dobrze.

„Cieszę się” - odszepnęłam.

Jego kciuki przesunęły się z powrotem na moje kości policzkowe, a następnie uniósł brodę i pocałował mnie w nos, zanim mruknął - „Idź się umyć, Słonko, żebyśmy mogli złapać trochę snu”.

Skinęłam głową.

Chace się odturlał.

Poszłam do łazienki, umyłam się, wyszłam, podeszłam do komody i założyłam nową koszulkę nocną. Ta była super obcisła, elastyczna i fioletowa, miała koronkę na miseczkach, była prześwitująca wszędzie indziej i dodałam koronkowe, pasujące stringi.

Kiedy odwróciłam się, by wrócić do łóżka, Chace patrzył na mnie, ale jego oczy skierowane były nisko i nie oderwał ich od mojego ciała, gdy się poruszałam.

Uniosłam kolano, aby położyć je na łóżku, a jego wzrok znalazł moje oczy.

„Poważnie?” - zadał pytanie, na które nie znałam odpowiedzi.

Więc odpowiedziałam - „Um…”

Chace skoczył.

Przez jakiś czas nie złapaliśmy snu, a kiedy się ułożyliśmy, miałam na sobie koszulę nocną, ale majtki leżały na podłodze.

W moim mieszkaniu było ciemno, byliśmy na bokach, twarzą w twarz (albo moja twarz w jego gardle, a jego w czubkach moich włosów), splątane ciała i byłam dwa kroki od świata snów, gdy mruknął - „Han strzelił pierwszy. Greedo nie zdążył się nawet przeżegnać”.

To była właściwa odpowiedź.

Han Solo był twardzielem i Chace o tym wiedział.

Dlatego właśnie z tego i innych ważniejszych powodów zasnęłam z uśmiechem.


 

7 komentarzy: