wtorek, 19 października 2021

15 - Ziemniaki

 

Rozdział 15

Ziemniaki

 

 

Zamknęłam bibliotekę i ruszyłam na schody, byłam w drodze do domu.

Była środa. Minął tydzień i dzień, odkąd Malachi został wypisany ze szpitala.

Jak by się wydawało, odkąd Chace pojawił się w moim życiu, tym razem było bez wydarzeń. Ani trochę. To był pełen wydarzeń i pracowity tydzień.

Co zaskakujące, Malachi stosunkowo dobrze zadomowił się z mamą i tatą. Miał pewne problemy z tatą i pierwszej nocy, kiedy miałam wychodzić, był bardzo zdenerwowany, więc nie chciałam wyjeżdżać. Ale Chace i tata wzięli mnie na bok i powiedzieli mi coś, co na logikę wiedziałam, ale nie bardzo mi się podobało. Chodziło o to, że nie robiłam mu żadnej przysługi, gdy tam wisiałam się, a on musiał przyzwyczaić się do swojego otoczenia. Więc wyszłam z Chace’m. A tego nie lubiłam.

Chace zabrał mnie do domu, nalał mi wina, wyciągnął się na mojej kanapie i obejrzał jakiś mecz. Kiedy to robił, jego usta były wykrzywione, ponieważ chodziłam i denerwowałam się, czyli robiłam coś, co uważał za zabawne, a ja nie. Potem zadzwoniłam do rodziców godzinę po tym, jak przeszliśmy przez moje drzwi, tylko po to, by tata powiedział mi, że mama czyta Malachi’emu Lwa, czarownicę i starą szafę i wszystko jest w porządku.

Malachi’emu zajęło dwa dni osiedlenie się z tatą.

Zanim wpuścił Chace’a, minął weekend.

To było w sobotę, kiedy mama i tata byli u Lizy i Boyda na oficjalnym przyjęciu z okazji dziewiątych urodzin Jarota. Zdecydowano, że jest za wcześnie, by przedstawić Malachi’ego Jarot’owi i Rabbiemu, a tym bardziej grupie innych dzieci, więc mama i tata, Chace i ja na zmianę opiekowaliśmy się Malachim i chodziliśmy na przyjęcie u Jarota.

Inny wolontariusz opiekował się dla mnie biblioteką tego południa, a Chace i ja mieliśmy pierwszą zmianę. Oni mieli wyjść wcześnie z imprezy, a my mieliśmy pojechać tam później.

Do tego czasu siniaki na twarzy Malachi’ego zniknęły, bardzo dobrze poruszał się na nodze, a bandaże zostały zdjęte z rąk, ponieważ tata zadekretował, że „potrzebują powietrza”. To nie znaczyło, że mama nie smarowała ich Neosporiną trzy razy dziennie. Goiły się naprawdę dobrze i w ciągu kilku dni powinien nie mieć problemów z utrzymaniem Kindle’a, którego kupił mu tata, nawet z jedną ręką na temblaku.

Kochał to. Mama ściągnęła na niego masę książek w e-bookach i zawsze siedział w fotelu lub na kanapie, z oczami przyklejonymi do tego, ale palcami uderzał w przyciski, testował, sprawdzał, co może zrobić. Zepsuł to kilka razy, więc mama i ja musiałyśmy to posortować, ale nauczył się tego, co zrobił i po weekendzie wiedział więcej o tym, jak to działa, niż ja na moim Nook’u. Chace zauważył jego fascynację tym, więc w sobotę, kiedy byłam rano w pracy, poszedł i kupił Malachi’emu przenośne Nintendo i kilka gier.

Chociaż Malachi nie był już wyraźnie zdenerwowany Chace’m, wciąż się od niego powstrzymywał. Kiedy więc dotarliśmy do mamy i taty, ja dałam mu grę, ale powiedziałam, że kupił ją Chace.

Potem, nie wiedząc zbyt wiele o tym, pogrzebałam w niej, pokazując mu, jak to używać.

Oczywiście, i na szczęście, za dużo grzebałam. To oznaczało, że Malachi zniecierpliwił się i delikatnie wyciągnął to z moich rąk i ostrożnie podszedł do Chace’a, podając mu to.

Starałam się nie płakać, nie mówić nic, nie robić wielkiego szumu, ponieważ Chace przykucnął obok niego i wyjaśniał, jak załadować kasetę z grą i korzystać z Nintendo, podczas gdy Malachi stał blisko, z pochyloną głową i przykutym wzrokiem. Potem Chace mu to wręczył i wiecie co! on pochylił się w stronę Chace’a, gdy jego kciuki niepewnie poruszały się po grze.

To… było… niesamowite!

Gdy głęboko oddychałam, Chace pozwolił mu to zrobić, obserwując, jak testuje grę, a potem powoli wyprostował się, poprowadził Malachi’ego do fotela i posadził go na nim, cały czas pochylającego głowę do gry.

Podniósł ją dopiero, gdy Chace zaczął się odsuwać. Malachi wydał dźwięk w gardle, walnął łokciem w poręcz fotela, więc Chace wrócił, pytając cicho - „O co chodzi, kolego?”

Dwukrotnie uderzył łokciem w poręcz fotela, nie odrywając wzroku od Chace’a i nie odwrócił go, dopóki Chace nie posadził swojego tyłka na poręczy fotela i pozostał blisko, podczas gdy Malachi pochylił głowę z powrotem do gry. Czasami podnosił ją i wskazywał na różne rzeczy, żeby Chace pokazał mu, co ma robić. Ale nie pozwolił Chace’owi się zostawić, dopóki nie zrozumiał tego i nie był tym pochłonięty. Co więcej, z wielką cierpliwością, ponieważ siedzenie tam i oglądanie dzieciaka grającego w grę wideo prawdopodobnie nie mogło być kupą frajdy, Chace nie zostawił go i zachowywał się, jakby mógł siedzieć tam na zawsze.

To też było niesamowite, topiące serce uczucie, z którym nie wiedziałam, co zrobić, więc po prostu to czułam i powiedzmy, że było świetne.

Pół godziny później Malachi przyszedł do miejsca, w którym Chace i ja siedzieliśmy przy kuchennym stole. Wciąż miał Nintendo, ale także inną grę i obie przekazał Chace’owi.

Potem ponownie pochylił się do Chace’a, gdy Chace wyrzucił nową grę, skonfigurował ją i pokazał, gdy mówił mu, co ma robić.

I pozostał pochylony w stronę Chace’a, z kciukami nastawionymi na grę, z pochyloną głową, gdy Chace i ja wznowiliśmy rozmowę, ja z ogromnym uśmiechem na twarzy, a Chace często potrząsający głową w taki sposób, jak wtedy, gdy myślał, że robię coś słodkiego i jego usta wykrzywiały się.

W końcu musiałam zejść z haju, kiedy mama i tata wrócili do domu i musieliśmy iść do Lizy i Boyda.

Ale pół godziny później mój haj wrócił z hukiem, kiedy Chace i ja przeszliśmy przez drzwi Lizy i Boyda, a Jarot i Robbie pobiegli do niego. Obaj złapali go za rękę, wciągnęli go do środka, ale to Jarot krzyknął do swojej grupy przyjaciół - „To jest mój nowy wujek Chace i jest gliną!

W ten sposób Chace zaczął pokazywać swoją odznakę. To przelało się w Chace’a, który jakoś dał się wciągnąć w dawanie dzieciom przejażdżek na barana. I to w jakiś sposób przekształciło się w Chace’a, który mocował się na podłodze z mnóstwem dziewięciolatków, prawie dziewięciolatków, a także trójką sześciolatków przyjaciół Robbie’go, więc wymachujące ręce i nogi, było prawie wszystkim, co mogłam zobaczyć.

„Okej” - Liza szepnęła mi do ucha, przysunęła się do mnie i po spojrzeniu, które jej rzuciłam po oderwaniu oczu od Chace’a pod stosem dzieciaków ciągnęła - „Ja to rozumiem. Jest gorący. Jest takim rodzajem gorącego, że kobieta takiemu wybaczyłaby wiele z dupka. Ale jest rodzajem gorącego bez tej części dupka, co jest zwykłym cudem. Więc oddajesz mu to, siostrzyczko, to rozumiem.” - moje oczy wróciły do niej, a ona uśmiechała się do mnie jak wariatka, kiedy skończyła z naciskiem - „Totalnie”.

Spojrzałam z powrotem na Chace’a, który zdołał wyplątać się ze stosu dzieci i stał. Ale miał Robbie’go zwisającego mu po plecach z rękami wokół jego szyi, chichoczącą z całych sił i Jarota pod pachą, krzyczącego przez swój własny chichot - „Będę gliną jak wujek Chace i aresztuję bandę złych ludzi!

Mój brzuch się roztopił, serce zabiło mi w piersi i wyszeptałam - „Mam nadzieję, że będziemy mieli samych chłopców”.

„O nie” - odszepnęła Liza - „Taki mężczyzna; musisz mu dać księżniczkę”.

Ta myśl sprawiła, że mój brzuch jeszcze bardziej się roztopił, moje serce trzepotało, a potem opadło, a moje oczy powędrowały do mojej siostry.

„Księżniczkę” - wydyszałam.

„Jeszcze jedną…” - powiedziała delikatnie, po czym uniosła palce, by poruszyć moje włosy - „…bo jedną już ma”.

Boże, poważnie, cholernie kochałam moją starszą siostrę.

Uśmiechnęłam się.

Odwzajemniła uśmiech.

Tej nocy dowiedziałam się, że Chace spędzający godzinę pozwalając sobie na bycie dorosłym mężczyzną osobistą zabawką dla moich siostrzeńców nie wpłynęło na jego wytrzymałość.

To była świetna lekcja.

*****

Szłam Main Street myśląc o Malachim, który wciąż nie powiedział pierwszego słowa.

Psycholog dziecięca, która spotkała się z nim w szpitalu, powiedziała, że nie jest to niczym niezwykłym i nie powinniśmy się zbytnio przejmować. Powiedziała, że było jasne, że przeżył wiele urazów i miał poważne problemy z zaufaniem. Zapewnienie mu stabilności i wychowania, sprawienie, by poczuł się bezpieczny, delikatne zmuszanie go do wyrażania siebie w sposób, w jaki czuł się komfortowo, i komunikowanie się z nim werbalnie z wielką regularnością, w końcu przełamałoby wszelkie problemy, jakie miał i ponownie by mówił. Ostrzegła, że nie należy go jeszcze pytać, co doprowadziło go do jego kryjówki, ani przed kim lub przed czym się ukrywa. Musiał mieć pokazane, że jest bezpieczny i może ufać otaczającym go osobom. Kiedy by się tak czuł i w jej obecności, można by było zadawać pytania.

Ale oznaczało to również, że chciała się z nim regularnie widywać i mama miała zabierać go do szpitala dwa razy w tygodniu na regularne wizyty. Nie było żadnych przełomów i Chace ciągle mi przypominał, że cokolwiek się z nim działo, działo się już od jakiegoś czasu, więc nie mogliśmy oczekiwać, że za kilka dni lub nawet tygodni wpadnie w normalne zachowanie małego chłopca. Chace powiedział mi, że muszę dać mu czas i być cierpliwą.

To też mi się nie podobało, ale nie miałam wyboru. Nie można było powiedzieć, że Malachi się nie dostosowywał. Był teraz blisko mnie, mamy, taty i Chace’a. Nie mówił, ale uśmiechał się, dotykał i znajdował sposób na powiedzenie rzeczy, które musiał powiedzieć.

Więc dawałam mu czas i próbowałam być cierpliwą.

Psycholog zauważyła również, że jego umiejętności socjalizacyjne nie były zaawansowane i zwróciła uwagę na oczywiste, że teraz nie jest dobry czas, by Malachi był zapisany do szkoły. Dlatego mama wyszukała w Internecie edukację domową i poszła do szkoły, aby porozmawiać z kilkoma nauczycielami. Usiadła też z Malachim i odkryła to, co wiedzieliśmy. Jego czytanie było poza schematami i znał swoje liczby, miał podstawowe umiejętności matematyczne, innymi słowy umiał dodawać małe liczby. Ale poza tym niewiele.

Oznaczało to, że zaczęła, nie zdradzając się, wprowadzać mu niektóre lekcje, na przykład pytając go ile miał tater tots, a po zjedzeniu dwóch pytając go, ile zjadł i ile mu zostało. Posortowała też dla niego niektóre rzeczy artystyczne, dając mu farby, kolorowe ołówki i papier i ustawiając go z nimi przy kuchennym stole, kiedy gotowała. Rozpocznie pełnoprawny program nauczania w domu, gdy ona, tata i psycholog uznają, że jest gotowy do oceny przez nauczyciela, aby wiedzieli, od czego zacząć.

Jedyną zaskakującą i niepokojącą rzeczą związaną z Malachim było, jak mama i tata podzielili się, iż wydawało się, że nigdy nie widział telewizora. Ponieważ miał towarzystwo i zawsze ktoś czytał mu w szpitalu, nie mieliśmy okazji włączyć telewizora w jego pokoju, kiedy tam był.

Kiedy tata włączył ich odbiornik, powiedzieli, że Malachi się przestraszył.

Zgłosili, że to samo było z telefonami i radiami.

Ta wiedza sprawiła, że szczęka Chace’a zacisnęła się w sposób, w jaki wiedziałam, że mi nie wyjaśni. Wiedziałam również, że robił swoje ze swoimi braćmi, w tym z braćmi broni i Deckiem, że wszyscy próbowali dowiedzieć się, dlaczego Malachi był taki, jaki był i co się z nim stało. Dowiedziałam się tej nocy, kiedy znaleźliśmy Malachi’ego, że Chace nie zamierzał się ze mną tym podzielić i zrozumiałam też, że tego nie zrobił, ponieważ mnie chronił. Tyle się działo z Malachim, z życiem, z nami, że postanowiłam pozwolić mu tak grać.

Przez jakiś czas.

Wkrótce miał się przekonać, że nie jestem delikatną łanią, którą musiał chronić. A przynajmniej miałam nadzieję, że to nastąpi wkrótce.

Innymi słowy Malachi miał się dobrze. Każdego wieczoru leżał w łóżku z pełnym brzuchem, tyloma książkami, ile mógł dostać w swoje ręce, grą wideo, w którą grał bez przerwy i nie bał się telewizorów, telefonów czy radia. Miał ludzi, którym ufał. Jego uśmiechy pojawiały się często i wszyscy nawet słyszeliśmy, jak się śmieje. Lekarz stwierdził, że jego ręce i nogi będą w porządku, bez utraty sprawności ruchowej i musiałam uwierzyć, że po tym, jak przystosował się do nowych okoliczności, wszystko w końcu się z nim ułoży.

Miał też tony ubrań i butów, a mama i tata, Chace i ja mieliśmy dużą kopertę pełną czeków i gotówki. To dlatego, że powiedziałam Sunny i Shambles’owi o Malachim, nie wspominając o glinach, którzy poszli do tej szopy, wszyscy zaczęli mówić i wieści o Malachim rozeszły się po mieście Carnal.

Był powód, dla którego kochałam swoje miasto i ten powód stał się oczywisty, gdy rozeszła się wieść o naszym chłopcu.

Wszyscy, których znałam: Lexie i Ty, Lauren i Tate, Bubba i Krystal, Twyla, Sunny i Shambles, Wood i Maggie i masa ludzi, których nie znałam, przyszli do biblioteki lub na komisariat i przynieśli Chace’owi lub mnie ubrania, buty , paski, czapki, skarpetki, bieliznę, piżamy, kurtki, rękawice baseballowe, kartridże do gier Nintendo, książki, co tylko chcesz… i pieniądze. Pieniądze na rachunki za szpital, pieniądze na pomoc mamie i tacie, i to nie niewiele. W ciągu kilku dni mieliśmy ponad pięć tysięcy dolarów. Tego dnia pani Bagley dała mi czek, dzięki któremu grubo przekroczyliśmy dziesięć.

Carnal opiekowało się swoimi, a skądkolwiek Malachi pochodził, był uważany za jednego z nich. Usłyszeli o nim i zrobili, co mogli. Niektóre gesty były małe. Inne wielkie.

Wszystkie piękne.

Myślałam o tym, kiedy wchodziłam po schodach do mojego mieszkania, wiedząc, że był tam Chace. Dzisiejsza noc była pierwszą, odkąd Malachi został zwolniony ze szpitala, kiedy w końcu nie jechaliśmy do mamy i taty, żeby się zameldować. To był dekret Chace’a. Nasza noc. Samotny czas. Tylko noc, tylko Chace i ja.

W niedzielę po przyjęciu Jarota zrobiliśmy kolejny krok w naszym związku. Dał mi klucz do swojego domu i pilota do drzwi garażowych. Dałam mu klucz do mojego mieszkania. Spędzaliśmy czas w pracy, u mamy i taty z Malachim, wykonując nasze codzienne czynności, takie jak Chace jadący do Chantelle popływać, ja chodząca na siłownię, żeby każdy dzień kończyć w jednym z naszych łóżek. Ale dzień zawsze kończyliśmy razem, w którymkolwiek z nich to wypadło.

Chociaż Chace nie podzielił się jeszcze swoimi mrocznymi sekretami, wiedziałam teraz jeszcze więcej z tego, jaki był z Malachim, moimi siostrzeńcami, z łatwością, jaką porozumiewał się z moimi rodzicami, z tego, jaki był ze mną, że jakiekolwiek by nie były nie zniechęciłyby mnie.

Byłam zakochana. Nie w idei. Nie w marzeniu. W dobrym człowieku, który miał demony, ale traktował moich rodziców z szacunkiem, młodych chłopców, których ledwo znał z dobrocią i hojnością, a mnie, jakbym była najcenniejszą rzeczą na Ziemi.

Wiedząc, że był w moim domu i gotował ziemniaki do steków, które upiekł już dwa razy, nie zawracałam sobie głowy kluczem. Złapałam klamkę i weszłam do swojego mieszkania, uśmiechając się do siebie, czekając na wieczór tylko dla nas i nie mając jednej cholernej wskazówki, że wchodzę do zupełnie innego Chace’a.

Zamknęłam drzwi i zobaczyłam go stojącego przy moim komputerze z rękami na biodrach, wyglądającego gorąco.

Zaczęłam się uśmiechać, ale mój uśmiech zgasł i opanowało mnie zamieszanie, gdy przemówił.

„Mam dziewczynę?”

Moja głowa przechyliła się na bok - „Co?”

„Mam dziewczynę” - stwierdził i coś w sposobie, w jaki to powiedział, coś w jego tonie, wyrazie jego twarzy i postawie, sprawiło, że się napięłam.

„Uh…” - zawahałam się, kiedy przestał mówić - „Tak sądzę. To ja”.

Wskazał głową na mój komputer i to, co powiedział następnie, uświadomiło mi, że kiedy się szykowałam, nie zrobiłam tego wystarczająco.

„Twoi przyjaciele Benji i Serenity myślą, że ktoś inny”.

O, nie.

Och, chorobcia!

Zapomniałam na śmierć. Było tyle spraw, spędzałam tyle czasu z Chace’m, u mamy i taty, że minęły tygodnie, odkąd prowadziłam pełną rozmowę z którymkolwiek z nich. Wysłałam kilka e-maili, tylko z pobieżnymi aktualizacjami i przypominając im, że mam nadzieję, że wycofali się ze swoich śledztw.

Nie powiedziałam im o Chace częściowo dlatego, że nie miałam czasu na długie wyjaśnienia. Ale też po części dlatego, że chciałam to zatrzymać dla siebie i chciałam mieć pewność, że to przetrwa, że to było prawdziwe, zanim bym im powiedziała. Zrobiłam to również dlatego, że musiałabym przyznać, że okłamałam ich, że Chace ma dziewczynę. Zrobiłam to również, ponieważ kiedy usłyszeliby, byliby źli, że ich okłamałam, ale w siódmym niebie, że Chace był ze mną. A nie chciałam, żeby byli podekscytowani czymś, co mogło nie być wszystkim, o czym marzyłam, marzeniem, którym dzieliłam się z nimi przez lata.

Znowu to się pojawił. Kłamstwo zawsze, zawsze wpędza cię w kłopoty.

„J… jak…?” - zaczęłam i Chace mi przerwał.

„Zacząłem sprawdzać czas meczu, ledwo uruchomiłem tego skurwiela, gdy to wyskoczyło na ekranie. Są wkurzeni, mała. Poważnie. Nie byłaś dla nich dostępna, ale nie podałaś powodu. I mieli rzeczy do podzielenia się…” - pochylił się do mnie i sposób, w jaki to zrobił sprawił, że odchyliłam się lekko do tyłu, mimo że był dziesięć kroków dalej – „…o Elicie”.

Ocho.

„Chace…” - wyszeptałam, ale nic więcej nie powiedziałam, ponieważ stracił opanowanie.

Wiedziałam, że stracił, ponieważ krzyknął… a… właściwie… ryknął - „Czy ty straciłaś swój pieprzony rozum?

Serce zaczęło walić mi w piersi.

„Chace…”

„Zdejmij swój cholerny płaszcz i odejdź od drzwi” - warknął, a moja głowa szarpnęła się.

„C… co?”

„Zdejmij…” - zrobił krok w moją stronę, a ja cofnęłam się - „…swój…” - on zrobił kolejny krok i ja - „…cholerny…” - kolejny krok dla niego i dla mnie, „…płaszcz”.

„Czemu?” - szepnęłam i cofałam się, gdy dotarł do drzwi i zatrzymał się.

Potem z zafascynowanym przerażeniem obserwowałam, jak zatrzasnął zasuwę i założył łańcuch, po czym zwrócił się do mnie.

„Zrób to, Faye”.

„Trochę mnie przerażasz” - powiedziałam cicho.

„Tak?” - zapytał, przechylając gwałtownie głowę na bok.

„Dobrze” - warknął, by skończyć.

„To niedobrze” - wyszeptałam.

„O tak, tak jest, Słonko” - odszepnął - „Powinnaś się mnie teraz bać. Powinnaś się mnie bać, bo jestem bardzo wkurzony. I jestem strasznie wkurzony, bo ty i twoja banda odmieńców robiliście coś tak cholernie głupiego, że nawet nie potrafię ci wytłumaczyć, jakie to głupie. A powodem, dla którego jest to głupie, jest to, że jest niebezpieczne”.

„Chace, to…”

Przerwał mi, żeby wykrzyczeć - „To co?”

„My…” - spróbowałam ponownie, ale przerwał mi ponownie, zanim zdążyłam wypowiedzieć dwa słowa.

„Wy co?”

„Proszę, pozwól mi mówić”.

Nie zrobił tego.

Pochylił się do przodu i zagrzmiał - „Misty zginęła przez tych dupków”.

„Wiem” - szepnęłam.

„Więc ona zginęła, a ty i twoi kumple uznaliście, że mądrze jest igrać z takim ogniem? Jezu pieprzony Chryste, Faye, jak mogłaś być tak cholernie głupia?”

„Powiedziałam im, żeby się wycofali” - powiedziałam cicho.

„Cóż, nie zrobili tego” - odpalił - „Mają nazwiska, Faye, wiele, a nie powinni mieć tego wszystkiego. Nie powinni wiedzieć. Nie znam tych dwojga, ale znam ciebie.” - podniósł rękę i dźgnął we mnie palcem - „I lubię cię. Nie lubiłem cholernie mojej żony, ale nadal nie chciałem jej na kolanach, przerażonej, z kutasem wciśniętym w usta, zgwałconej w twarz, zanim dostała w nią kule. Więc jeśli to gówno się przydarzy tobie…” - znów dźgnął mnie palcem, robiąc krok w moją stronę, po czym zakołysał się, kiedy zatrzymał się jak wryty - „Ja… stracę… mój… cholerny rozum!

Ale byłam zamrożona, od stóp do głów, więc dużo wysiłku wymagało wymuszenie mojego - „Co?”

„Tak” - wydusił - „Sperma na jej twarzy, kochanie, w żołądku. Nikt nie wie, tylko banda gliniarzy, w większości brudnych, i ja, taki sam i jednocześnie jej pieprzony mąż. Ostatnią rzeczą, jaką Misty zrobiła na tej Ziemi, było zrobienie loda, ale nie takiego, którego chciała zrobić. Zanim odebrał jej życie, pieprzył jej przeklętą twarz”.

Całe moje ciało zaczęło drżeć, gdy patrzyłam na niego i próbowałam przetworzyć ten horror.

„To dlatego byłaś tam tamtego wieczoru, kiedy się poznaliśmy?” - zapytał, a kiedy patrzyłam na niego tępo, drżąc na całym ciele, zszokowana tą nową wiedzą, warknął - „Odpowiedz mi!

Podskoczyłam i wyszeptałam - „T…t… tak”.

„Jezu pieprzony Chryste!” - wrzasnął, odwrócił się, zgarnął buteleczkę moich perfum z komody, przesunął się i przerażającym, potężnym zamachem ramienia rzucił ją przez pokój tak, że roztrzaskała się o cegły po drugiej stronie mieszkania.

Na ślepo cofnęłam się szybkimi krokami, po przekątnej i uderzyłam bokiem o blat kuchenny. Moje ciało zarejestrowało ból, więc przestałam.

Jego płonące oczy wróciły do mnie i wypalił - „Ten świat, Faye, ten, w którym naprawdę żyjesz, nie jest fantazją”.

„Ja… wiem” - powiedziałam cicho.

„Zdarza się złe gówno”.

„Wiem” - powtórzyłam.

„Szczęśliwe zakończenia nie są cholernie gwarantowane.”

„Chace…”

„Możesz być sobą - dobrą, słodką, miłą, hojną, kochającą i nadal ci zgwałcą twarz i wwiercą kule w twoje piękne ciało, a żaden bohater nie wjedzie i nie uratuje cię przed tym gównem, ponieważ będziesz cholernie martwa.”

„Pr… proszę uspokój się, Chace, i pozwól mi wyjaśnić.”

„Nie ma wytłumaczenia dla tego głupiego pieprzonego gówna, Faye” - odpalił, a ja wpatrywałam się w niego.

Potem wyprostowałam ramiona i szepnęłam - „Jest”.

Przyglądał mi się przez chwilę, zanim rozłożył ręce na boki i zaprosił sarkastycznie - „Olśnij mnie”.

„Robiłam to dla ciebie” - powiedziałam mu miękko, a on potrząsnął głową, ruszając w moją stronę, ale stałam na swoim miejscu.

„Zła odpowiedź” - warknął.

„Śmierć Misty cię dotknęła. Widziałam to, jak cię to przygnębiało i wiesz, ja, no cóż, wcześniej się w tobie podkochiwałam…”

Przestałam mówić, bo nagle rzucił się do mnie i zanim się zorientowałam, obie dłonie miał po obu stronach mojej głowy, widziałam tylko jego twarz i wyszeptał - „Zamknij się”.

Nie zamknęłam się.

Ciągle szeptałam.

„Nie podobało mi się, że cierpisz”.

Jego dłonie przycisnęły się i przycisnął nisko - „Zamknij się, Faye”.

Nie zamknęłam się.

Mówiłam dalej.

„Chciałam, żeby to się skończyło”.

„Zamknij się”

„Chciałam, żeby to się skończyło. Chciałam, żebyś był wolny”.

Jego twarz zbliżyła się i warknął - „Zamknij się”.

Znowu się nie zamknęłam.

Dałam mu całą siebie.

„Chciałam, żebyś mnie zauważył”.

Użył mojej głowy, by przyciągnąć mnie do siebie, a potem jedno z jego ramion zacisnęło się wokół mnie tak mocno, że nie mogłam oddychać, jego druga ręka owinęła się wokół mojej głowy, przyciskając mój policzek do jego klatki piersiowej i warknął - „Niech to diabli”.

Moje palce zacisnęły się na jego swetrze po bokach i trzymałam się tego, ale musiałam to zrobić z zadyszanym świszczącym oddechem - „To było głupie. Wiedziałam o tym, kiedy Benji i Serenity zaczęli znajdować różne rzeczy, więc próbowałam ich powstrzymać…”

Jego ręka wbiła się w moją skórę głowy, ale jego ramię wokół mnie rozluźniło się lekko, gdy wyszeptał głosem, który wydawał się wyrwany z niego, gardłowym, pozostawiającym po sobie obrażenia - „Poważnie, Faye, cholernie skończ to”.

Skończyłam to.

Trzymał mnie blisko, a ja trzymałam się jego swetra przez, jak się wydawało, dni, zanim poczułam, jak przesuwa samą głowę, więc jego usta były na czubku moich włosów.

„Pieprz mnie, co ja mam z tobą zrobić? Nawet kiedy nie było mnie z tobą, próbowałaś chronić mój cholerny tyłek” - mruknął tam i nie było to pytanie do mnie, więc postanowiłam nie odpowiadać.

Jego ręka ześlizgnęła się z boku mojej głowy na szczękę, odchylił moją głowę do tyłu, a ja z wahaniem spojrzałam mu w twarz, z ulgą zauważając, że nie był już wkurzony jak cholera, ale to nie znaczyło, że nie był otwarcie zmartwiony.

„Spieprzyłaś, Faye”.

Przesunąłam dolną wargę w bok i przygryzłam ją, zanim puściłam i szepnąłem - „Myślę, że to rozumiem”.

„To nie czas na bycie słodką” - ostrzegł.

Zacisnęłam usta.

Zamknął oczy i wciągnął powietrze przez nos. Potem otworzył oczy i cicho rozkazał - „Włącz komputer i porozmawiaj z tą dwójką. Gówno mnie obchodzi, co musisz zrobić. Zdobądź ich obietnice. Niech przysięgną na gówno geeków, które uważacie za święte, że nie zrobią jeszcze jednej rzeczy w tej sprawie. Musisz, powiedz im, że wytropię ich i aresztuję ich tyłki za wszelkie bzdury, jakie tylko wymyślę, z nielegalnymi podsłuchami i hakerstwem. Miejmy nadzieję, że nie znaleźli się na radarze. I miejmy nadzieję, że bardziej nie skierowali ciebie na widok. Bo jak wiem, że to gówno przydarzyło się Misty, kiedy moja obrączka była na jej palcu, chciałem jej tam, czy nie, zjada mnie to każdego pieprzonego dnia. Jakby to gówno przydarzyło się tobie, to by mnie zabiło, ale nie wcześniej niż wytropiłbym człowieka, który by ci to zrobił i upewniłbym się, że nie żyje. Nie żartuję, nawet odrobinę. Więc siadaj do komputera i zbierz ich tyłki, mała, i zrób to teraz”.

Ostrożnie, gdy serce biło mi tak mocno, że aż bolało, ze względu na niego i na Misty, zapytałam - „Czy to naprawdę przydarzyło się Misty?”

„Czas pytań i odpowiedzi będzie po zebraniu tych dwoje. Nie teraz. Idź, Faye, i nie każ mi znowu powtarzać”.

Można powiedzieć, że był niezwykle apodyktyczny w sposób, który mi się nie podobał.

Nadal.

Zjada mnie to każdego pieprzonego dnia.

Choroba.

Misty.

Więc zamiast dzielić się z nim tym, że nie podobało mi się, że był taki apodyktyczny, wyszeptałam - „Racja”.

Puściłam jego sweter, on mnie puścił, a ja pospieszyłam przez mieszkanie, po drodze zdejmując płaszcz.

Rzuciłam go na fotel, a potem usiadłam na fotelu przy biurku.

Na ekranie zobaczyłam, że Benji albo Serenity rozpoczęli trzyosobowy czat i kwestia - Faye, jesteś tam? była powtarzana w kółko.

Przewinęłam w górę i zobaczyłam, że Chace włączył się do rozmowy udając mnie, co nie było fajne, ale postanowiłam podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat, kiedy nie straciłby właśnie rozumu.

Wzięłam głęboki oddech i położyłam ręce na klawiaturze.

Właściwie, ludziska, rozmawialiście z Chace’m. Teraz Faye - jestem tutaj.

Nic, a potem - co?!?!? To od Serenity.

A co do cholery?!?!? od Benji’ego.

Pisząc z wahaniem (tak, możesz pisać z wahaniem), podzieliłam się, Chace i ja jesteśmy trochę razem.

Więcej nic, a potem, Co?!?!? - To od Serenity.

A co do cholery?!?!? - od Benji’ego.

O Jezu. No to ruszamy.

Właściwie, Chace i ja jesteśmy więcej niż razem. Jesteśmy NAPRAWDĘ razem. A teraz wie, co robimy, odkąd tu był i włączył komputer. Pojawiły się wasze czaty. Dołączył jako ja. Wygadaliście wszystko i jest trochę zirytowany. - Na tym skończyłam z niedopowiedzeniem.

Chyba żartujesz!!! To był Benji.

O MÓJ BOŻE! Co do cholery?!?! To była Serenity.

Napisałam sporo rzeczy, wyjaśniając moje kłamstwo (miałam nadzieję). Wyjaśniłam, że Chace i ja spotykamy się. Opowiadając im o Malachim i wszystkim, co się wydarzyło. Wreszcie wyjaśniając, dlaczego Chace był wkurzony, w tym przerażającą, alarmującą, łamiącą serce, nową informację o Misty, ale omijając Chace’a, który był przerażająco zły. Chociaż nie omijałam zbyt dużo w nadziei, że zrozumieją i w końcu się wycofają.

Tak więc, na koniec, wydaje się, że może to mnie narazić na niebezpieczeństwo. Chace nie lubi tego za bardzo, więc musicie przestać, albo was aresztuje albo skończy na polowaniu, by zabić człowieka, który by mnie zgwałcił i zabił. Oczywiście, jeśli to byłby mój możliwy koniec, proszę was również o pomoc, aby to się nie zdarzyło, żebyście się wycofali. - Zakończyłam.

Znowu nie było nic, dopóki nie pojawiło się od Serenity. To trochę nie fajne, że udawał, że jest tobą.

Porozmawiam z nim o tym później, gdy zapewnię go, że nie skończę w rowie podziurawiona kulami, bo jesteśmy głupi. Odpowiedziałam.

Wtedy wszedł Benji, nie mogę cholernie UWIERZYĆ, że jesteście RAZEM!

Ja też nie mogę, podzieliłam się.

Czy to jest dobre? - zapytał Benji.

Jak na to odpowiedzieć?

Zdecydowałam się na: W skali od jednego do dziesięciu, gdzie dziesięć oznacza, że jestem pewna, że jest to dobre, około siedem tysięcy sześćset dwadzieścia trzy.

Łał. - Wpisała Serenity. Następnie - Najwspanialsze.

Cholernie NIESAMOWITE!!!! włączył się Benji.

Tak więc, skoro jestem z mężczyzną, w którym się podkochiwałam od zawsze i jest to takie dobre, chciałabym, aby tak pozostało BEZ wkurzania go na mnie. Czy możecie mi z tym pomóc? Zapytałam.

Bez problemu, Benji odpowiedział natychmiast.

Potem nic.

Serenity? - popychałam.

Byliśmy blisko. - wytknęła, a ja westchnąłem.

Może tak, a może nie, a może zbliżamy się do przedwczesnego zgonu, ponieważ wbiliśmy nos w coś, czego nie powinniśmy. - odparłam.

Inara, rozumiem cię, ale wciąż można złapać mordercę. - Serenity odpowiedziała, jakby łapanie morderców to była jej praca. Co mogło być, nie wiedziałam. Po prostu wiedziałam, że to konkretne morderstwo nie było jej zadaniem do rozwiązania (może).

Serenity, dziewczyno, ustąp. - nalegał Benji.

Serenity, Słonko, jesteś tam, gdzie jesteś, gdziekolwiek to jest, a ja jestem tutaj. Ktoś już nie żyje. Ktoś inny mógł niedawno zginąć z tego powodu. Nie chcę być trzecia. To nie jest dla ciebie prawdziwe, ale ja tym żyję. To, co robimy, z odpowiedzi Chace'a mówi mi, że mogę być na drodze do zniszczenia. Może tobie się to podoba, ale dla mnie to nie jest zabawne. Strach, który odczuwałem, gdy odkrywałeś różne rzeczy, też nie był dla mnie zabawny. Coś, co już ci powiedziałem. Wreszcie, Chace był poważnie wkurzony i chociaż nie było fajne, że udawał, że to ja jestem z wami, szczerze, w dziwny sposób miał do tego prawo. Rozumiem cię, ale proszę, zrozum mnie. Wycofaj się. Obiecaj mi. Zatrzymaj to wszystko. Ze względu na ciebie, ze względu na mnie, a także ze względu na Chace’a i mnie. Błagałam.

Nic od Serenity aż do - Och, w porządku. Cokolwiek. Ustąpię.

Przysięgnij na to, że w jakiejkolwiek możliwej przyszłości, bez względu na to, jak nieznaczną możliwość, że Nathan Fillion mógłby cię pocałować, wszechświat odbierze tę okazję, jeśli będziesz podążać za KTÓRĄKOLWIEK z tych rzeczy. Nacisnęłam.

Tak, Inara, powiedziałam, że się ustąpię. Uniknęła Serenity.

Przysięgnij. - zażądałam.

Nic a potem: Dobrze. Przysięgam, na utratę możliwości pocałowania Nathana Filliona, że się wycofam.

Westchnęłam z ulgą, bo to było tak duże, że było ogromne, ale pisałam. Dziękuję Ci.

Czy on tam jest teraz? - zapytał Benji.

Tak. Odpowiedziałam.

Co robi? - zapytał Benji, a ja spojrzałam do kuchni i zobaczyłam, że Chace robi coś przy blacie.

Gotuje kolację. Odpowiedziałam.

Słodko jak choroba. Benji odparł.

Zdjęcia, siostro, poważnie. On jest twój, jesteście blisko, potrzebujemy zdjęć. Nakazała Serenity.

Mógłbym to zrobić.

Więc odpowiedziałam. Dobra, ale muszę iść. Jestem głodna, a Chace wciąż może być trochę wściekły.

Idź! Benji nalegał i skończył, Zdjęcia!

Inara? - Serenity wołała on-line.

Tak? - odpowiedziałam on-line.

Fajnie dla ciebie. Rozumiem, że jesteś z nim blisko. Ale naprawdę cieszę się z twojego powodu. Wpisała Serenity.

Ja też kochanie. - dodał Benji.

Dzięki ludzie. Odpowiedziałam, mając nadzieję, że któregoś dnia ich spotkam, w tym samym czasie, wiedząc, że jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy tego nie zrobię, bo byli fajni i naprawdę, kiedy się uspokoją, byli najlepszymi przyjaciółmi, jakich kiedykolwiek miałam. Więc skończyłam z: Przepraszam, że nie było mnie w pobliżu. Będę w lepszym kontakcie.

Dziewczyno! Serenity odskoczyła. Jakby Nathan był w mojej kuchni i gotował kolację, nie rozmawiałabym z tobą przez komputer.

To była prawda. Nie rozmawiałaby.

Przyjaciele pasują do twojego życia, dodał Benji. Nie odbierają ci, możliwości przeżycia tego.

Poważnie, naprawdę, miałam nadzieję, że pewnego dnia ich poznam.

Kocham was, ludzie - powiedziałam im

My ciebie też. Serenity mi powiedziała.

Na kraniec Świata. powiedział Benji.

Westchnęłam.

Idź do swojego faceta. Zachęcała Serenity.

Dobra, później ludziska. Zgodziłam się.

Później Inara. powiedział Benji.

Później Faye. Wpisała Serenity.

Zamknęłam czat i wyłączyłam komputer, nie patrząc, co się wydarzyło, gdy Chace podszywał się pod mnie, częściowo dlatego, że nie chciałam wiedzieć, a częściowo dlatego, że mogło mnie to zdenerwować, a mieliśmy tego dość jak na jedną noc. Potem zanotowałam sobie w pamięci, aby przeprogramować czat tak, aby nie logowało mnie do niego podczas uruchamiania komputera.

Kątem oka zauważyłam kieliszek wina z palcami Chace’a wokół niego. Patrzyłam, jak ustawia go na mojej podstawce Wonder Woman, a potem odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

„Przysięgli na miecz świetlny Luke’a Skywalkera, że ustąpią?” - zapytał. Widziałam, że nie był już wkurzony, w jego oczach pojawił się żartobliwy błysk, ale to nie znaczyło, że nadal nie wyglądał na zmartwionego.

„Coś w tym rodzaju” - wymamrotałam, spuszczając oczy i sięgając po kieliszek.

Poczułam czubki palców Chace’a pod brodą, więc znów na niego spojrzałam. W chwili, gdy złapałam jego wzrok, zażądał cicho - „Upewnij mnie, że już skończyli”.

„Obiecali mi, że skończą” - zapewniłam go równie cicho.

„Okej” - mruknął, pochylił się i dotknął ustami moich.

Potem wyprostował się, odwrócił i pomaszerował do kuchni, podczas gdy obserwowałam i sączyłam wino.

Wpadł do kuchni i zawołał - „Umowa jest taka, że gotuję ziemniaki i podsmażam steki. Ziemniaki gotowałem dwukrotnie. Jak ziemniaki będą ugotowane, kochanie, ty się włączysz”.

„Chace” - zawołałam.

Zamknął lodówkę, w której znajdowała się jego głowa, wyszedł z piwem i spojrzał na mnie - „Tak?”

„Obiecaj mi, że nigdy się tak do mnie nie odezwiesz i nie przestraszysz mnie znowu, nieważne jak bardzo będziesz na mnie wkurzony”.

Widziałam, jak jego piwo zniknęło, gdy obie jego ręce znalazły się na wysokim blacie, który odcinał kuchnię od innej przestrzeni, ale wciąż patrzył na mnie, kiedy rozkazał - „Chodź tutaj, Faye”.

„Obiecaj mi” - naciskałam.

„Mała, chodź tutaj” - zawołał łagodnie.

Moje ciało zaczęło się poruszać, ale mój umysł je zablokował i powtórzyłam - „Obiecaj”.

Wytrzymał mój wzrok i pozwoliłam mu.

Potem przemówił.

„Spieprzyłaś, Faye” - powiedział, wciąż mówiąc delikatnie, ale wystarczająco głośno, bym słyszała w całym mieszkaniu.

„Wiem” - zgodziłam się.

„Zgwałcił jej twarz. Nie jestem kobietą, nie mogę tego nazwać, ale zgaduję, że nie jest to dużo lepsze niż naruszanie innych części jej ciała”.

Byłam kobietą, ale na szczęście też nie wiedziałam. Prawdę powiedziawszy, domyślałam się, że nie było.

„Nie wiedziałam o tym” - przypomniałam mu.

„Wiedziałaś, że nie żyje” - odparł.

Wiedziałam o tym.

Milczałam, bo miał rację. Ale zostałam tam, gdzie byłam, ponieważ czułam, że ja też.

Patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu i trwało to długo, zanim Chace to zakończył.

„Nigdy cię nie skrzywdzę” - jego głos był delikatny, ale stanowczy. Przysięga.

„Przestraszyłeś mnie” - powiedziałam.

„Nie, Słonko, ty przestraszyłaś mnie”.

„Co?” - szepnęłam, ale usłyszał, bo odpowiedział.

„Jak cokolwiek by ci się stało, nie wiem, co bym zrobił”.

„Chace…”

„Ty w moim życiu; ja żyjący w piekle; czułem się, jakbym został dotknięty przez anioła”.

Przestałam oddychać.

Był poważny?

„Jeśli coś by ci się stało, nie wiem, co bym zrobił” - powtórzył.

Był poważny.

Wtłoczyłam powietrze w płuca.

Chace mówił dalej.

„Widzę je w głowie: jej ślady na ziemi na ścieżce. Miała na sobie szpilki. Potknęła się. Upadła. Prowadził ją. Odciski jej kolan na polanie, na której ją zgwałcił. Gdyby były twoje, gdyby to były twoje ostatnie chwile, bez przesady, bez żartu, straciłbym rozum”.

„To cię prześladuje” - powiedziałam cicho, ale znowu mnie usłyszał.

„Cholerna prawda. Nie chciałem jej, ale to nie sprawiło, że nie była moja”.

O Boże, Laurie miała rację.

Wstałam i przypomniałam mu - „Nie zabiłeś jej, Chace”.

„Ale też jej nie ochroniłem”.

O Boże. Laurie tak bardzo miała rację.

„Nie przyszło ci do głowy, że nie mógłbyś, nawet gdybyś próbował?” - zapytałam.

„Tak, Faye, ale też nie próbowałem” - odpowiedział natychmiast.

O Boże.

Przypomniałam mu o czymś innym - „Uwięziła cię w małżeństwie”.

„Czy to sprawia, że było w porządku, że umarła w ten sposób?” - zapytał szybko.

„Oczywiście, że nie” - odpowiedziałam równie szybko.

Przyjrzał mi się chwilę, zanim zapytał - „Jak jest w porządku, że Misty skończyła tak, jak skończyła, a ja nie ponoszę za to odpowiedzialności, dlaczego jesteś tak daleko?”

W tym momencie podeszłam do niego, zrobiłam to szybko, ustawiając kieliszek na blacie, obeszłam go i podeszłam prosto do niego. Odwrócił się do mnie, kiedy się zbliżyłam i dopasowałam do niego swój przód, położyłam ręce na jego klatce piersiowej, i odchyliłam głowę do tyłu, by spojrzeć mu prosto w oczy.

„Przypuszczam” - zaczęłam się poddawać - „…że skoro nie zrobię już nic tak głupiego, jak bycie de facto przywódcą bandy amatorskich detektywów komputerowych, nie będę musiała się martwić, że znowu tak się na mnie wkurzysz, więc przypuszczam, że ta rozmowa jest bezpodstawna”.

Podniósł rękę, zsunął mi włosy z ramienia, po czym owinął palcami bok mojej szyi, a jego druga ręka wciąż owijała się wokół piwa na blacie, a jego usta wygięły się, gdy zauważył - „Założę się, że jestem jedynym facetem, który posuwa kobietę z Carnal, która używa słów de facto”.

„To prawdopodobne” - wymamrotałam, a on zacisnął palce na mojej szyi.

Jego głos był niski i poważny, kiedy rozkazał - „Zapominasz, co wiesz o tych mężczyznach, kim oni są, cokolwiek tamci odkryli i podzielili się z tobą”.

Skinąłam głową.

„Mówiłaś komuś o tym gównie?”

Potrząsnęłam głową.

„Pomyśl mocno, Faye. Lexie? Laura? Nawet Twyla?”

Ciągle kręciłam głową i szepnęłam - „Nie, Chace. Nikt. Okłamałam nawet Krys, Lexie i Lauren, kiedy wygadałam się, że chodzę do Harker Wood, a ja nigdy nie kłamię. Albo, umm, bardzo rzadko kłamię.” - Boże! Koniec z kłamstwami! - „Nikt nie wie” - podsumowałam.

„Racja” - mruknął.

Wzięłam oddech, a potem pochyliłam się głębiej w niego i zapytałam cicho - „Jak mogę pomóc ci uwolnić się od odpowiedzialności, którą czujesz za to, co stało się z Misty?”

„Nie daj się zabić jak ona” - odpowiedział natychmiast.

„Okej” - wyszeptałam, mając cholernie nadzieję, że mi się to uda, a potem kontynuowałam - „Ale poza tym”.

Jego oczy przesunęły się po mojej twarzy, gdy jego ręka przesunęła się do mojej szczęki, a następnie jego kciuk przesunął się po moich ustach, zanim wrócił i odpowiedział - „Nie mam pieprzonego pomysłu, mała”.

Nadal szeptałam, kiedy powiedziałam mu - „Nienawidzę tego, co jej się przydarzyło”.

„Ja też” - odszepnął.

„Nie wiem, co się stało, ale może, jeśli igrała z ogniem, z Arnoldem Fullerem, co zrobiła z Ty, może to ona się poparzyła”.

Chace wciągnął powietrze.

Potem cicho przyznał - „Igrała z ogniem”.

To było to. Trochę jego „ciemności”. Nie za dużo, ale trochę. Dzięki Bogu.

„Nie zasłużyła na to, ale to nie twoja wina” - powiedziałam mu cicho.

„Okej, Faye”.

„Poważnie, Chace”.

Zbliżył twarz do mojej i wyszeptał - „Okej, Faye. Poważnie. Masz rację i nawet nie wiesz, jak bardzo masz rację. Wdała się w bałagan z ludźmi, których myślała, że może ograć, zawarła umowę, nie wydostała z niej tego, co chciała, przemyślała rzeczy i ludzi, których wypieprzyła po drodze i chciała zrobić dobrze. Wiedzieli, że się waha. Zabrali ją. Na szczęście dla Ty, zachwiała się i upadła we właściwy sposób, zanim ostateczne ją wypieprzyli na więcej niż jeden sposób. Więc tak, mogli zrobić ją w moim domu i znaleźliby sposób, żeby to zrobić bez możliwości powstrzymania tego z mojej strony. Okej. Popracuję nad odpuszczeniem tego. A teraz możesz zgnieść pieprzone ziemniaki i dodać gówno, które sprawi, że będą dobrze smakować, abyśmy mogli zjeść przed tym, jak pójdziesz spać o północy?”

„Tak” - odpowiedziałam.

„Dobrze” - wymamrotał.

Zacisnęłam usta, walcząc z uśmiechem, mając nadzieję, że udało mi się przejść choć trochę i zaczęłam się odsuwać, ale jego ręka zsunęła się z powrotem na moją szyję i zawinęła w sposób, który zwrócił moją uwagę, powstrzymał mnie.

„Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby znowu się na ciebie nie wkurwić” - obiecał szeptem patrząc mi prosto w oczy.

Serce podskoczyło mi.

Tak, byłam dla niego cenna. Miał prawo się wkurzać. Miałam prawo się bać. Ale wiedziałam, że powstrzyma to, zanim to się powtórzy i zrobi to za mnie.

Dotknięty przez anioła.

Tak.

Byłam dla niego cenna.

„Dziękuję, Słonko” - odszepnęłam.

„Ziemniaki”

„Racja”

Jego palce wbiły się, gdy opuścił głowę i dotknął ust moimi, zanim pozwolił mi odejść, odsunęłam się i skupiłam uwagę na ziemniakach.

*****

„Zapamiętujesz wzór moich włosów na klatce piersiowej, czy zejdziesz ze mnie i będziesz czytać do drugiej w nocy?”

Na pytanie Chace’a przestałam robić to, co powiedział, że robię, przeczesując oczami i opuszkami palców jego włosy na klatce piersiowej i odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Byłam na nim, mając na sobie jedną z moich koszulek nocnych. Był pode mną, w ogóle nie ubrany. Kochał się ze mną. Umyłam się, wróciłam do łóżka i wspięłam się na niego. Tak zaczęła się moja gorliwa analiza jego niesamowitych włosów na klatce piersiowej.

„W całym domu pachnie moimi perfumami” - powiedziałam cicho i to nie było kłamstwo. Posprzątałam, podczas gdy Chace zmywał naczynia po kolacji (nawet pozmywał!), ale zapach nadal był silny.

„Jutro kupię ci kolejną butelkę” - mruknął, przesuwając dłońmi po mojej skórze na plecach i tyłku.

Podsunął moją koszulkę nocną, żeby mieć do mnie dostęp i, jak zawsze, było to miłe.

„Chace” - wyszeptałam, a potem nie wiedziałam, co dalej, więc jedna z jego rąk opadła nisko i chwyciła mój tyłek.

„Obiecałem, że postaram się nie wkurzać ponownie” - przypomniał mi delikatnie.

„Nie o to chodzi” - powiedziałam mu.

„A o co?” - zapytał.

Wzięłam oddech i wypuściłam słowa - „Podszywałeś się pode mnie rozmawiając z moimi przyjaciółmi”.

„Tak”

Zamrugałam.

To była jego odpowiedź. Tak.

„Ale…”

„Byli nad tobą i nie prowadzili rozmowy powoli. Po pierwsze chodziło o mnie i o tym, że nie byłaś ze mną, ale ja byłem z kimś innym, a potem się tylko pogorszyło. Rozumiem, dlaczego możesz być wkurzona, ale myślę, że rozumiesz, dlaczego to zrobiłem”.

„Jak byś się czuł, gdybym ja zrobiła ci coś takiego?”

„Gdybym zrobił coś tak popieprzonego, jak okłamywanie moich przyjaciół o tobie lub narażanie mojego życia na niebezpieczeństwo i zostałbym złapany, mam nadzieję, że miałbym jaja, by to wziąć na klatę i pokajać się”.

To diabelnie do bani, bo była to naprawdę dobra odpowiedź.

Nie miałam pojęcia, że zmarszczyłam nos, więc przekazałam to Chace’owi, dopóki jego ciało nie zaczęło się trząść pod moim, jego ramiona ciasno owinęły się wokół mnie, aby mnie wsunąć w górę i skupiłam się na jego twarzy, aby zobaczyć, że się uśmiecha.

Kiedy miał mnie twarzą w twarz, zostawił jedną rękę zgiętą na moich plecach, obejmującą mój pośladek. Ale jego druga ręka uniosła się i założył mi włosy za ucho, podążając za tym wzrokiem, zanim jego dłoń chwyciła moją szczękę, a kciukiem pogładził mi kość policzkową i usta.

Kiedy zaczął to robić, zapytał delikatnie - „Dlaczego powiedziałaś im, że jestem z kimś innym?”

„Cóż, umm… ponieważ, uh…”

„Faye”.

Chorobcia.

„To było po tym pocałunku na komisariacie, który się nie udał” - powiedziałam szybko.

Widziałam, jak w jego oczach błyskają wyrzuty sumienia, ale przebiłam się i kontynuowałam.

„Wiedzieli, że od jakiegoś czasu się w tobie podkochuję. Cała misja z ustaleniem, kto zabił Misty, polegała na złagodzeniu twojego bólu i sprawieniu, żebyś mnie zauważył. Więc jak zdecydowałam, że będę cię unikać za wszelką cenę po tym, jak poszło to na komisariacie, a to oznaczało unikanie rozmawiania z nimi o tobie. Więc skłamałam i powiedziałam, że ruszyłeś dalej. Nie podzieliłam się, kiedy coś się wydarzyło między nami, ponieważ chciałam się upewnić, że to jest prawdziwe i dobre, i może trwać, zanim rozwaliłabym ich ładną bańkę. Nigdy się nie spotkaliśmy, ale bardzo o siebie dbamy, więc nie chciałam tworzyć bańki, która równie szybko by pękła”.

„Ta bańka nie pęknie, mała” - wyszeptał, a moje ciało wtopiło się w jego.

„Mam nadzieję, że nie” - odszepnęłam.

Jego oczy opadły na moje usta, gdy jego kciuk przesunął się po moich wargach i wymamrotał - „Najlepszy pocałunek, jaki kiedykolwiek miałem”.

Przechyliłam głowę na bok, a jego oczy wróciły do moich, gdy zapytałam - „Przepraszam?”

„Na komisariacie. Najlepszy pocałunek, jaki kiedykolwiek miałem”.

Wtopiłam się w niego bardziej i szepnęłam - „Chace”.

„Walczyłem z twoim przyciąganiem. Przegrałem”.

O Boże. Lubiłam to.

„Słonko” - wydyszałam, przesuwając rękę po jego klatce piersiowej na szyję.

„Wracałem do domu od Decka, zobaczyłem u ciebie światła, było późno. Nawet o tym nie pomyślałem. Zatrzymałem się i usiadłem w moim SUV’ie na ulicy, patrząc na twoje mieszkanie, zastanawiając się, co robiłaś tak późno. Pięć sekund później wyszłaś na ulicę, nieświadoma wszystkiego. Powiedziałem sobie, że nie wolno mi za tobą podążać. Podążyłem za tobą. Kurewsko cieszę się, że to zrobiłem”.

„Wiedziałeś, gdzie mieszkam?” - wyszeptałam.

„Wiedziałem, gdzie mieszkasz. Wiedziałem, gdzie mieszkają twoi rodzice. Wiedziałem, czym jeździsz. Wiedziałem, gdzie pracujesz. Wiedziałem, co zamawiałaś w barze. Wiedziałem wszystko, co mogłem wiedzieć o tobie”.

O mój Boże!

To było ogromne.

Moje palce wbiły się w jego szyję i wciąż szeptałam, kiedy powiedziałam - „Chace”. Ale nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć.

„Najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem, było pójście za tobą” - odszepnął - „Miałem z tobą taniec. Co doprowadziło do innych tańców z tobą. Najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem”.

Jego słowa poruszyły mnie tak głęboko, że nie mogłam już tego wytrzymać, opuściłam głowę i schowałam twarz w jego szyi.

Jego ręka na mojej szczęce wsunęła się z powrotem w moje włosy, a jego głowa obróciła się tak, że jego usta znalazły się przy moim uchu.

„Kocham twoje włosy, Faye” - mruknął.

A ja kochałam w nim wszystko.

Absolutnie wszystko.

Nie powiedziałam mu tego. Położyłam się na nim, czując pod sobą jego moc, ciepło jego dłoni na moim pośladku, jego palce przeczesujące moje włosy i zapamiętałam każdy niuans.

Wreszcie Chace przerwał ciszę.

„Zamierzasz czytać czy zasypiasz na mnie?”

„Zasnąć na tobie” - wymamrotałam w jego szyję.

Jego dłoń delikatnie zacisnęła się w moich włosach, jego palce wbiły się w mój tyłek i odpowiedział - „To mi pasuje”.

To mu pasuje.

Dotknięty przez anioła.

Westchnęłam. Po chwili mój kciuk zatrzymał swój bieg tam i z powrotem po jego szczęce w bezmyślnej pieszczocie, mówiąc Chace’owi, że zasnęłam.

*****

Chase

Chace wpatrywał się w sufit z Faye zwiniętą w niego. Zasnęła po tym, jak przetoczył się na nią i wziął ją na bok, by zgasić jej światło, zabierając ją ze sobą, kiedy przekręcał się, by wyłączyć swoje.

Elita.

Dobry pseudonim.

Oznaczało to, że jej przyjaciele wiedzieli, kim są ci ludzie. Nie wiedzieli jednak, że ci ludzie zajmowali się zdobywaniem wiedzy o wszystkim.

Wszystkim.

Przede wszystkim tym, co mogłoby narazić ich na niebezpieczeństwo.

„Kurwa” - wyszeptał, Faye poruszyła się i zmusił swoje ciało do relaksu.

Ułożyła się.

Chace nie.


 

7 komentarzy: