Rozdział
14
Przepadł (cz.2)
*****
Chace
poczuł, jak ręka Faye przesuwa się lekko po skórze jego boku, mrugnął, by odgonić
sen i zobaczył, że, o dziwo, światło było włączone, a ona była zwrócona do
niego.
Czytała.
Czytała większość wieczorów i on to uwielbiał. Podobało mu się to, że przez
lata widywał ją z nosem w książce, a teraz miał ją ze sobą w łóżku w jednej z
jej małych koszulek nocnych, wystarczająco blisko, by dotknąć, z nosem w
książce. Przez ten czas, który spędził wiedząc, że może być jego, przez lata,
które spędził wiedząc, że nigdy nie będzie, nigdy nie pomyślał o tym. Że będzie
leżał w łóżku obok Faye, podczas gdy będzie czytała. Ale czuł to jak prezent.
Może to było walnięte, żeby tak o tym myśleć, ale go to nie obchodziło.
Lubił
to.
Ale
zwykle wyłączała światło i układała się. Kiedy to czuł, przyciągał ją do
siebie.
Teraz
paliły się światła, a ona była twarzą do niego, z ręką na nim.
Jego
ręce poruszyły się tak, że jego ramiona mogły owinąć się wokół niej i
przyciągnął ją do siebie.
Jego
głos brzmiał sennie, gdy zapytał o to, o co zawsze pytał - „Skończyłaś?”
„Uh…”
- zawahała się - „…tak”.
Jej
wahanie i zmiana normalnych okoliczności sprawiły, że Chace skupił się na niej.
„Wszystko
okej?”
Jej
ciało przesunęło się przy jego, jej nogi poruszały się niespokojnie i cały sen
go opuścił, ponieważ robiła tak i to często. Ale zwykle robiła to, kiedy jego
usta i ręce były na niej.
Była
podniecona.
Co
do cholery?
„Faye”
- zawołał, a ona przygryzła wargę.
Potem
przycisnęła swoje ciało do jego ciała, wtulając twarz w jego szyję i szepnęła -
„W mojej książce było… hum, wiesz…” - jej nogi przysunęły się do jego i
skończyła tak cicho, że ledwo ją usłyszał - „…naprawdę dobra scena seksu.”
Chace
uśmiechnął się.
O
tak, była podniecona.
A
teraz on też.
„Zawieś
nogę przez moje biodro, mała” - rozkazał, a ona natychmiast posłuchała.
Natychmiast
przesunął dłonią po jej biodrze do jej brzucha i w dół, między jej nogi, a
następnie podniósł jej udo, chwytając ją za rękę.
Ociekająca.
To
musiała być dobra scena seksu, była całkowicie przygotowana.
Przesunął
palcem, a jej biodra zadrżały, gdy mały, niski, seksowny dźwięk doszedł z jej
gardła.
Całkowicie
przygotowana.
Jego
kutas zaczął się twardnieć.
Wtedy
coś przyszło mu do głowy.
„Często
czytasz sceny seksu?” - zapytał cicho.
„Um…”
- nie odpowiedziała, co było jej odpowiedzią.
Robiła
to.
Mocniej
przycisnął palcem i jej biodra zaczęły się nim poruszać.
Jego
kutas stał się twardy i zaczął pulsować.
„Co
robiłaś przede mną?” - szepnął w jej włosy. Przycisnęła swoje cycki do jego
klatki piersiowej, jej twarz głębiej wtuliła się w jego szyję i przycisnęła
biodra do jego dłoni i uda.
To,
czego nie zrobiła, to była odpowiedź.
„Jak
wpadałaś w ten stan, Faye…” - pchnął delikatnie - „…co robiłaś przede mną?”
Jej
biodra zafalowały jego palcem i usłyszał, że jej oddech staje się szybszy.
Nadal
nie odpowiedziała.
Jego
palec przestał się poruszać i ujął ją między jej nogi.
Jęknęła,
przycisnęła się bliżej i przycisnęła biodra do jego dłoni.
Fenomenalne.
„Faye”
- warknął.
„Zabawka”
- szepnęła szybko - „Chace, twój palec”.
Ale
został pochłonięty wizjami Faye dotykającej się zabawką.
Dobrymi.
Naprawdę
dobrymi.
„Gdzie
to jest?” - zapytał niskim, szorstkim głosem.
Jej
biodra wciąż napierały, a teraz jej ręce poruszały się ze zniecierpliwieniem po
jego skórze.
„Co?”
- spytała.
„Twoja
zabawka. Gdzie to jest?”
Odchyliła
głowę i… o, kurwa, tak.
Była
podniecona. Ogromnie.
„Dlaczego?”
- wyszeptała.
„Bo
użyję jej na tobie” - odszepnął.
„Szafka
nocna” - odpowiedziała natychmiast, taka gorąca, taka słodka; chciała tego i to
bardzo chciała.
Kurwa.
Niesamowite.
Pochylił
się i objął jej usta mokrym, głębokim, a potem dzikim pocałunkiem, a potem
wykręcił tylko tors, by trzymywać ją, mając nadzieję, że, Chryste, to w szafce z
jego strony.
Było.
Nie
zawahał się włączyć ją i ustawić na miejscu.
Tak
jak się spodziewał, zareagowała na to gwałtownie, ale w dobry sposób, wciskając
swoje cycki głęboko w jego klatkę piersiową, trzymając mocno, drapiąc paznokciami
skórę jego pleców, jej twarz zmiękła, usta rozchyliły się, biodra szarpały
wibratorem.
I
mógł to oglądać.
To
było zajebiste.
Jego
głos był teraz ochrypły, gdy była już blisko, zapytał - „Jak oni to robili?”
„C…
co?” - sapnęła, jej biodra teraz drżały.
Chryste.
Gorąca.
„W
twojej książce, mała” - ponaglił, a ona próbowała się na nim skupić, ale nie
udało się. Mocniej przycisnął zabawkę do jej łechtaczki, tocząc ją i warknął - „Faye”.
„Na
czworaka” - wydyszała.
Jezu.
Pieprzone
tak.
„Chcesz
tego?” - pchnął. Nigdy tego nie robili. Zdecydowanie mogła stawać się szalona,
ale nadal powoli wprowadzał ją w tajniki seksu.
„Tak,
proszę” - szepnęła, wyprostowała biodra, odrzuciła głowę do tyłu, rozchyliła
usta i wsunęła się do niego.
Nie
zwlekał, wyłączył zabawkę, odrzucił ją na bok, obrócił ją na brzuch, a
następnie podciągnął jej biodra do góry i ustawił, dziękując Chrystusowi, że
zrobiła to, co zrobiła wcześniej tylko raz, a to było rozpoczęcie czytania bez
wkładania majtek z powrotem.
Potem
wjechał.
Podszedł
tak daleko, była tak śliska i wciąż pulsowała swoim orgazmem, że nie zajęło mu
to dużo czasu. Właśnie to znalazła, ale, cała Faye, cała jego, wciąż mogła szaleć.
Kiedy więc w nią uderzył, uniosła jedną rękę, zacisnęła palce na metalu jej
wezgłowia i odnalazła to ponownie. Odrzuciła głowę do tyłu, jej włosy rozwiały
się, skierowała tyłek do sufitu, doszła mocno i głośno krzycząc, wyrzuciła go
na skraj i dołączył do niej.
Schodząc,
ujął ją powoli, delikatnie, przesuwając dłońmi po jej słodkim tyłku, biodrach,
gładkiej skórze jej pleców, boków i żeber pod koszulką nocną. Potem wyrwał się,
upadł na bok i przeciągnął ją przez siebie, żeby była na górze. Przesunął się, by
naciągnąć kołdrę na nich oboje, po czym otoczył ją ramionami.
Odetchnęła
przy jego szyi, jej ciało było tak luźne i syte, że oddała mu cały swój ciężar.
Wziął
go, ponieważ czuł się cholernie wspaniale.
Wreszcie
wyszeptała - „Nie rozumiem”.
„Czego
nie rozumiesz, kochanie?” - zapytał cicho.
„Robię
to już od jakiegoś czasu, a ty nadal robisz to lepiej ode mnie”.
Przez
sekundę ciało Chace’a napięło się na samą myśl o tym, że Faye się dotyka.
Potem
zacisnął ramiona wokół niej i wybuchnął śmiechem.
Kiedy
skończył, zauważył, że jej głowa jest mocno przyciśnięta do jego szyi, gdy
zauważył, że jej ciało nie jest już luźne, ale napięte w jego ramionach.
Jego
śmiech ucichł, ale jego ramiona pozostały ściśnięte, kiedy zawołał - „Faye?”
Nie
odpowiedziała.
Jego
ręka przesunęła się w górę jej pleców, by wślizgnąć się w jej włosy i zawołał
ponownie - „Faye, Słonko? Wszystko okej?”
„Wiesz,
że mam zabawkę” - wyszeptała.
Kurwa,
tak szalała dla niego, że czasami zapominał, że to wszystko było dla niej nowe.
„Wiele
kobiet ma zabawki” - powiedział cicho.
Nie
odpowiedziała.
„Nie
ma w tym nic wstydliwego” - ciągnął.
Milczała.
Objął
ją ramieniem, żeby ją pociągnąć, ale nawet kiedy była zmuszona zdjąć twarz z
jego szyi, unikała jego wzroku.
„Faye,
mała, spójrz na mnie” - wyszeptał i zajęło jej to kilka sekund, ale zrobiła to.
Kiedy patrzyła mu w oczy, przypomniał jej - „Nie musisz się mnie wstydzić”.
„Ja…”
- zaczęła i z ręką w jej włosach przyciągnął jej twarz bliżej swojej.
„To
było gorące” - szeptał, a ona przygryzła wargę.
„Bardzo gorące”
Jej
oczy przeszły na bok, zanim ponownie spojrzała na niego i wyszeptała - „Ale
ja…”
Obrócił
ją na plecy, przycisnął do łóżka klatkę piersiową i trzymał swoją twarz blisko
jej twarzy, kiedy mówił dalej – „Poważnie, Faye, Słonko, to… było… gorące. Doszedłem w ciągu kilku minut od
wejścia w ciebie, a kochałem się z tobą zanim zasnąłem. Kocham się z tobą
kochać, mała, cholernie to kocham. Ale właśnie się pieprzyliśmy i muszę ci
powiedzieć, że to też kocham. Lubię brać cię słodko. Lubię brać cię powoli.
Lubię cię ostro pieprzyć. I lubię myśleć o tym, że się dotykasz. Lubię
wiedzieć, że cała ta dzikość czekała na mnie, a ty trzymałaś to pod kontrolą,
zajmując się sobą. To też jest gorące.
Niesamowicie gorące. Wszystko w tobie jest gorące, Słonko. Nie masz się
czego wstydzić, czuć się skrępowana ani martwić, ponieważ jesteś najlepsza, jaką
kiedykolwiek miałem. Wszystko. Wszystko, czym się dzielimy. Najlepszy
pocałunek. Najlepszy orgazm. Najlepsze kochanie się. I poważnie, najlepsze pieprzenie”.
Patrzyła
na niego szeroko otwartymi oczami, kiedy skończył i szepnęła z niedowierzaniem
- „Naprawdę?”
„O,
tak” - odszepnął z uczuciem.
„Ale…
jak?”
„Nie
wiem jak, to po prostu jesteś ty”.
„To…
to jest… ja…”
Wcisnął
się w nią i powiedział stanowczo - „Faye, to prawda”.
„Ale…
kiedy?”
Poczuł,
że zmarszczy brwi, zanim zapytał - „Kiedy co?”
„Kiedy
był… wiesz, twój najlepszy orgazm?”
„Pierwszy
raz z tobą”.
Zamrugała.
Śliczne, ale też irytujące. Irytujące, ponieważ dał jej to wtedy, pokazał jej
to od razu, więc musiała, kurwa, wiedzieć.
„Serio?”
- zapytał.
„Serio,
serio?” - zapytała na wydechu, co
oznaczało z powątpiewaniem.
„Faye”
- zaczął - „…po pierwsze nikogo tam nie było, a ty po prostu doszłaś. Nigdy nie
byłem w kobiecie tak ciasnej i mokrej, co samo w sobie oznaczało, że będzie to
dla mnie dobre i to naprawdę cholernie było. Ale też nikogo w tobie nie było.
To oznaczało, że jesteś moja. Nie wziąłem tego. Ty mi to dałaś. Nie mogłaś tego
przegapić, że to coś dla mnie znaczyło, więc tak, serio, wejście w ciebie, gdy
pierwszy raz mnie wzięłaś, było najlepszym orgazmem, jaki kiedykolwiek miałem.”
- zawahał się, po czym dokończył stanowczo - „…jak dotąd”.
„Serio?”
- szepnęła, wciąż niepewna, a teraz on się wkurzał.
„Tak,
Faye, serio” - odpowiedział krótko, a ona się gapiła.
Potem
patrzył, jak wilgoć wypełnia jej oczy.
Kurwa.
„Faye,
co do cholery?” - zapytał.
„Ja…
ja…” - wyjąkała - „…chcę być w tym dobra. Dla… dla ciebie, żebyś ty… nadal mnie
lubił”.
Wpatrywał
się w nią.
Potem
jego tors opadł na nią, bo nie mógł go utrzymać, skoro ryczał ze śmiechu.
Usłyszał
jej świszczący oddech i wciąż się śmiejąc, zwinął ich tak, że znów był na
plecach, a ona była na górze. Ciągle się śmiał, podnosząc ręce i odgarniając
jej włosy z jej twarzy, gdy mu się przyglądała, z wyrazem jej twarzy, którego
nie mógł do końca odczytać, ale nie obchodziło go, że nie mógł.
„Cholera”
- wymamrotał, wciąż chichocząc - „to było cholernie zabawne”.
„Mówiłam
poważnie” - szepnęła.
„Wiem,
Słonko, właśnie dlatego to było takie zabawne”.
Jej
spojrzenie zmieniło się w gniewne spojrzenie i znów zaczął chichotać.
Więc
warknęła - „Chace!”
Kiedy
warknęła, on warknął. Jego dłonie w jej włosach po bokach jej głowy obejmowały
ją tak, że mógł przyciągnąć jej twarz na centymetr do swojej.
„Po
pierwsze…” - zaczął śmiertelnie poważnym tonem, ponieważ był śmiertelnie
cholernie poważny - „…nie kłamię ani nie prawię ci komplementów. Powiem to
jeszcze raz. Jesteś najlepsza jaką kiedykolwiek miałem. Nie wiem dlaczego i nie
obchodzi mnie to. Taka jest po prostu prawda i myślę, że to dlatego, że to ty.
Po drugie, i o wiele ważniejsze, nie chowaj takiego gówna, obaw, które masz,
głębokich lęków i rozmawiaj ze mną o nich. Nie chodź ze mną, jakby wszystko
było w porządku, a osiedlasz to i ukrywasz gówno, które cię pożera. Wykładasz
to na mnie, żebym mógł ci pomóc odpuścić”.
„Czy
mogę odwzajemnić tę przysługę?” - zapytała natychmiast.
„Co?”
- zapytał Chace.
„Masz
w sobie rzeczy głęboko, które cię zjadają. Czy mogę cię przekonać, że położysz
to na mnie, żebym mogła pomóc ci odpuścić?”
Kurwa,
jak w to wmanewrowała?
Kurwa,
wszedł wprost w to.
„Faye…”
- zaczął, a ona odchyliła głowę do tyłu, podnosząc się.
„Rozumiem.
Odpowiedź na to brzmi: nie” - mruknęła, ale on przetoczył się razem z nią, więc
znów był na górze, a kiedy ją powstrzymał, zobaczył, że to Faye była teraz zła,
ale widział też, że była zraniona.
Kurwa.
„Daj
mi czas” - szepnął.
„Daję”
- odszepnęła.
„Wszystko
będzie twoje, Faye, obiecuję, że kiedy nadejdzie odpowiedni czas, kiedy będę
mógł stawić temu czoła, kiedy będziemy silni i będę wiedział, że ty możesz
stawić temu czoła, dam ci to.”
Lekko
szarpnęła głową i nadal szeptała, kiedy zapytała niepewnie - „Nie testujesz
mnie?”
Zamrugał,
a potem zapytał - „Co?”
„Ty,
to jest… cokolwiek to jest, jest uh, głębokie,
a jeśli nie, hmmm… zamierzasz mieć, hmmm… przyszłość dla nas, to może nie
chciałbyś…”
Chryste,
był pieprzonym idiotą.
Pochylił
głowę, dotknął ust jej ustami i przestała mówić.
Potem
podniósł głowę, więc zapierało mu dech w piersiach i powiedział łagodnie -
„Faye, zakochuję się w tobie”.
Jej
dłonie znajdowały się po bokach jego żeber i poczuł, jak jej palce wbijają się
w niego, gdy jej oczy stały się duże - „Co?”
„Słyszałaś
mnie”.
„Chace…”
„Wprost,
to jest mężczyzna w twoim łóżku. Chcę tam być, Faye, a kiedy tam wejdę, zakopię
się głęboko, więc kiedy podzielę się moim gównem, ono jest tak ciemne, że będziesz
przez to oślepiona i będziesz chciała biec do światła, a nie będziesz mogła, bo
będę tak głęboko, że nie będziesz mogła odpuścić”.
Oddychała
ciężej, gdy wpatrywała się w niego, zanim powiedziała cicho - „Nic w tobie nie
może być aż tak ciemne, Chace”.
„Może,
bo jest.”
Potrząsnęła
głową - „Nie wierzę w to”.
„Dobrze,
nie wierz w to, żebym mógł tam kopać, a kiedy ci to dam, nie będziesz mogła
odpuścić”.
„Nie
jest tak ciemne” - nacisnęła cicho.
„To
jedyne ostrzeżenie, które dostajesz, Faye, ponieważ nie wykopujesz teraz mojego
tyłka i dziś śpisz obok mnie, jutro po prostu kopię głębiej, ale to nie
kłamstwo. Jest. Jest tak ciemne, jak to tylko możliwe. Ciemne i brzydkie”.
„To
nieprawda”.
„Jest”
„Nie jest” - podkreśliła, Chace otworzył
usta, żeby coś powiedzieć, ale jej ręka wystrzeliła między nich, przycisnęła
czubki palców do jego ust i poszła dalej - „Powiem ci, dlaczego wiem. Ponieważ
to, co właśnie mi powiedziałeś, że zrobisz, nie zrobiłbyś tego. Nie mnie.
Nikomu. Nie sprawisz, że zajmę się tobą tylko po to, by mnie zranić. Wiesz, że
cokolwiek to jest, ja sobie z tym poradzę. Bo gdybyś tego nie wiedział, nie
wierzył w to, nie byłoby cię teraz tutaj. Nie jesteś takim typem człowieka,
Chace, i nie obchodzi mnie, co myślisz, ja wiem, kim jesteś. Nie wiem, kim ty myślisz, że jesteś, ale ja wiem, kim jesteś. Wiem też, że nic,
co mi powiesz, nie sprawi, że będę myślała inaczej”.
Jezu,
miał taką cholerną nadzieję.
Nie
skończyła, ale odsunęła palce z jego ust, by objąć jego szczękę, zanim zaczęła
mówić.
„Cieszę
się, że mnie lubisz. Cieszę się, że nie dzielisz się ze mną nie dlatego, że
mnie testujesz, ale ze względu na to, dlaczego wyjaśniłeś, że nie możesz,
chociaż to szaleństwo, ale nieważne. Nie spiesz się. Będę tu, a potem nadal tu
będę. I cieszę się, że pomyślałeś, że to było gorące. Ponieważ czytam wiele
romansów, a moja zabawka była dużo uhm… no… wiesz, używana przed tobą, umm… ty
będziesz dużo uhm… używany teraz”.
Chace
Keaton wpatrywał się w Faye Goodknight, z głową opartą na poduszkach jej łóżka,
jej ciało pod jego i zastanawiał się, jak, do
cholery, sześć lat męki doprowadziło go do wszystkich obietnic, którymi
była ona.
Chciał
jej przez lata, nie mając żadnego pieprzonego pojęcia, ile z niej ma do
zdobycia, jak głębokie to było i jak słodkie.
„Teraz…”
- ciągnęła, wyrywając go z zamyślenia - „…muszę umyć się i przespać się.
Malachi zostanie jutro wypisany i muszę być sprawna. Możesz wyciągnąć z tego,
że nie wykopuję ci tyłka. Powiem ci teraz, mam temperament, więc nie oznacza
to, że pewnego dnia nie będziesz spać na kanapie. Wiem to, ponieważ tata robił
to od czasu do czasu, a ja jestem bardzo podobna do mojej mamy. Ale twój tyłek
nigdy nie zostanie wykopany. I możesz to wziąć z tego, że ja też się w tobie zakochuję. Ale wiesz o tym, skoro
wiesz, że zrobiłam to już trzynaście lat temu. Po prostu teraz cieszę się, jak
choroba, że naprawdę dobrze wybrałam”.
Serce
waliło mu w piersi, która ścisnęła się, jego ręce poruszyły się szybko,
obramowując jej twarz, utrzymując ją stabilnie, a jego głos był gruby, gdy
szepnął - „Nie mów tego gówna, chyba że tak myślisz”.
Jej
ręce przesunęły się, by obramować jego twarz, a ona odszepnęła - „Nie zrobiłabym
tego. Wiesz to. Czekałam na bohatera i nie przejmuję się, jeśli nie myślisz, że
nim jesteś. Wiem, że jesteś i nawet jeśli nie byłeś dla całego miasta, jesteś dla mnie i masz to u mnie jak w banku”.
Kurwa.
Słodka.
Urocza.
Jego.
Ucisk
w jego klatce piersiowej rozluźnił się, a kiedy zapytał - „Masz to jak w
banku?” - jego głos stał się nagle lekki, a jej oczy zwęziły się.
„Nie
dokuczaj mi, kiedy mówię poważnie i rozmawiamy głęboko”.
„Przepraszam,
mała, właśnie powiedziałaś, że mam to jak w banku. Nikt nie mówi tego gówna, z
wyjątkiem policjantów w serialach policyjnych z lat 70-tych. Jak mówisz w ten
sposób, muszę ci dać gówno. Nie mam innego wyboru”.
Zaczęła
się gapić, a potem zaczęła rządzić.
„Zejdź
ze mnie. Cieknę i nie lubię spać z mokrym miejscem.”
„Kiedy
musiałaś spać z mokrym miejscem?” - odpalił.
„No
cóż… nigdy” - odpowiedziała - „Ale nie chcę zaczynać”.
Urocza.
Słodka.
Jego.
Chryste.
Pochylił
głowę i dotknął jej ust.
Kiedy
się odsunął, szepnął - „W porządku, umyj się”.
Poruszyła
się pod nim, mrucząc - „Dobrze”.
Ale
kiedy się poruszyła, jego ramię objęło jej talię, zatrzymując ją, a jej oczy
wróciły do jego.
„Wiem,
co myślisz” - zaczął delikatnie ostrzegać - „Wiem, dlaczego tak myślisz, ale
właśnie podjęłaś decyzję, więc kiedy dostaniesz to wszystko ode mnie, kochanie,
i zdecydujesz się uciec, musisz wiedzieć, że cię nie puszczę”.
„Dobrze
jak dla mnie” - odpowiedziała natychmiast, uniosła się, otarła wargami jak z
gumy do żucia o jego wargi i wysunęła się spod niego.
Jej
krótka, brązowa, satynowa koszulka nocna zsunęła się na jej tyłek, gdy wstała z
łóżka i ruszyła w stronę łazienki. Chace obserwował to, a następnie obserwował,
jak porusza się pod materiałem, aż zniknęła.
Potem
przewrócił się na plecy, jej zabawka wtoczyła się do niego, więc złapał ją i
odłożył na szafkę nocną. Potem ponownie ułożył się na plecach, ale tym razem
podniósł dłonie i zakrył twarz, przyciskając opuszki palców do czoła i wbijając
je głęboko.
Zrobił
to mając nadzieję, że Faye nie kłamała.
Zrobił
to z nadzieją, że to, co w nim wyczytała, było prawdą. Nie żeby był tym, za
kogo ona go uważała, ponieważ wiedział, że nie był.
Ale
że mogła znieść ciemność, którą miał w sobie, nie wyrywając się, by pobiec do
światła, pozostawiając go w czerni.
Opuścił
ręce, kiedy wyczuł, że wraca i obserwował, jak przechodzi przez pokój i gasi
światło, zanim położyła się do łóżka.
W
chwili, gdy kołdra ją okryła, sięgnął do niej i pociągnął ją w ramiona, twarzą
w twarz.
Zarzuciła
nogę na jego biodro i przycisnęła się głęboko.
„Faye?”
- zawołał.
„Tak”
- odpowiedziała cicho.
„Nie
ma mowy, do diabła, bez względu na to, jak bardzo będziesz wkurzona, żebym spał
na kanapie”.
„Zobaczymy”
- odpowiedziała, wciąż cicho.
„Nie
zobaczymy. Rozpracujemy to przed snem albo ty to przejdziesz. Nie śpisz beze
mnie…” - przerwał i skończył - „…nigdy”.
„Nieważne”
- mruknęła, przyciskając się bliżej.
Oznaczało
to, że skończyła rozmawiać.
Oznaczało
to również, że się poddała.
Z
drugiej strony zawsze robiła, kiedy było to ważne.
Przyciągnął
ją jeszcze bliżej, wiedząc jedno.
Nie
zakochiwał się już w Faye Goodknight.
Nie
był w połowie drogi.
Przepadł.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘
OdpowiedzUsuńBosko, dziękuję 😊
OdpowiedzUsuń:*
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuńDziekuje 💙
OdpowiedzUsuń