poniedziałek, 18 października 2021

14 - Przepadł (cz.2)

 

Rozdział 14

Przepadł (cz.2)

*****

Chace poczuł, jak ręka Faye przesuwa się lekko po skórze jego boku, mrugnął, by odgonić sen i zobaczył, że, o dziwo, światło było włączone, a ona była zwrócona do niego.

Czytała. Czytała większość wieczorów i on to uwielbiał. Podobało mu się to, że przez lata widywał ją z nosem w książce, a teraz miał ją ze sobą w łóżku w jednej z jej małych koszulek nocnych, wystarczająco blisko, by dotknąć, z nosem w książce. Przez ten czas, który spędził wiedząc, że może być jego, przez lata, które spędził wiedząc, że nigdy nie będzie, nigdy nie pomyślał o tym. Że będzie leżał w łóżku obok Faye, podczas gdy będzie czytała. Ale czuł to jak prezent. Może to było walnięte, żeby tak o tym myśleć, ale go to nie obchodziło.

Lubił to.

Ale zwykle wyłączała światło i układała się. Kiedy to czuł, przyciągał ją do siebie.

Teraz paliły się światła, a ona była twarzą do niego, z ręką na nim.

Jego ręce poruszyły się tak, że jego ramiona mogły owinąć się wokół niej i przyciągnął ją do siebie.

Jego głos brzmiał sennie, gdy zapytał o to, o co zawsze pytał - „Skończyłaś?”

„Uh…” - zawahała się - „…tak”.

Jej wahanie i zmiana normalnych okoliczności sprawiły, że Chace skupił się na niej.

„Wszystko okej?”

Jej ciało przesunęło się przy jego, jej nogi poruszały się niespokojnie i cały sen go opuścił, ponieważ robiła tak i to często. Ale zwykle robiła to, kiedy jego usta i ręce były na niej.

Była podniecona.

Co do cholery?

„Faye” - zawołał, a ona przygryzła wargę.

Potem przycisnęła swoje ciało do jego ciała, wtulając twarz w jego szyję i szepnęła - „W mojej książce było… hum, wiesz…” - jej nogi przysunęły się do jego i skończyła tak cicho, że ledwo ją usłyszał - „…naprawdę dobra scena seksu.”

Chace uśmiechnął się.

O tak, była podniecona.

A teraz on też.

„Zawieś nogę przez moje biodro, mała” - rozkazał, a ona natychmiast posłuchała.

Natychmiast przesunął dłonią po jej biodrze do jej brzucha i w dół, między jej nogi, a następnie podniósł jej udo, chwytając ją za rękę.

Ociekająca.

To musiała być dobra scena seksu, była całkowicie przygotowana.

Przesunął palcem, a jej biodra zadrżały, gdy mały, niski, seksowny dźwięk doszedł z jej gardła.

Całkowicie przygotowana.

Jego kutas zaczął się twardnieć.

Wtedy coś przyszło mu do głowy.

„Często czytasz sceny seksu?” - zapytał cicho.

„Um…” - nie odpowiedziała, co było jej odpowiedzią.

Robiła to.

Mocniej przycisnął palcem i jej biodra zaczęły się nim poruszać.

Jego kutas stał się twardy i zaczął pulsować.

„Co robiłaś przede mną?” - szepnął w jej włosy. Przycisnęła swoje cycki do jego klatki piersiowej, jej twarz głębiej wtuliła się w jego szyję i przycisnęła biodra do jego dłoni i uda.

To, czego nie zrobiła, to była odpowiedź.

„Jak wpadałaś w ten stan, Faye…” - pchnął delikatnie - „…co robiłaś przede mną?”

Jej biodra zafalowały jego palcem i usłyszał, że jej oddech staje się szybszy.

Nadal nie odpowiedziała.

Jego palec przestał się poruszać i ujął ją między jej nogi.

Jęknęła, przycisnęła się bliżej i przycisnęła biodra do jego dłoni.

Fenomenalne.

„Faye” - warknął.

„Zabawka” - szepnęła szybko - „Chace, twój palec”.

Ale został pochłonięty wizjami Faye dotykającej się zabawką.

Dobrymi.

Naprawdę dobrymi.

„Gdzie to jest?” - zapytał niskim, szorstkim głosem.

Jej biodra wciąż napierały, a teraz jej ręce poruszały się ze zniecierpliwieniem po jego skórze.

„Co?” - spytała.

„Twoja zabawka. Gdzie to jest?”

Odchyliła głowę i… o, kurwa, tak.

Była podniecona. Ogromnie.

„Dlaczego?” - wyszeptała.

„Bo użyję jej na tobie” - odszepnął.

„Szafka nocna” - odpowiedziała natychmiast, taka gorąca, taka słodka; chciała tego i to bardzo chciała.

Kurwa. Niesamowite.

Pochylił się i objął jej usta mokrym, głębokim, a potem dzikim pocałunkiem, a potem wykręcił tylko tors, by trzymywać ją, mając nadzieję, że, Chryste, to w szafce z jego strony.

Było.

Nie zawahał się włączyć ją i ustawić na miejscu.

Tak jak się spodziewał, zareagowała na to gwałtownie, ale w dobry sposób, wciskając swoje cycki głęboko w jego klatkę piersiową, trzymając mocno, drapiąc paznokciami skórę jego pleców, jej twarz zmiękła, usta rozchyliły się, biodra szarpały wibratorem.

I mógł to oglądać.

To było zajebiste.

Jego głos był teraz ochrypły, gdy była już blisko, zapytał - „Jak oni to robili?”

„C… co?” - sapnęła, jej biodra teraz drżały.

Chryste.

Gorąca.

„W twojej książce, mała” - ponaglił, a ona próbowała się na nim skupić, ale nie udało się. Mocniej przycisnął zabawkę do jej łechtaczki, tocząc ją i warknął - „Faye”.

„Na czworaka” - wydyszała.

Jezu.

Pieprzone tak.

„Chcesz tego?” - pchnął. Nigdy tego nie robili. Zdecydowanie mogła stawać się szalona, ale nadal powoli wprowadzał ją w tajniki seksu.

„Tak, proszę” - szepnęła, wyprostowała biodra, odrzuciła głowę do tyłu, rozchyliła usta i wsunęła się do niego.

Nie zwlekał, wyłączył zabawkę, odrzucił ją na bok, obrócił ją na brzuch, a następnie podciągnął jej biodra do góry i ustawił, dziękując Chrystusowi, że zrobiła to, co zrobiła wcześniej tylko raz, a to było rozpoczęcie czytania bez wkładania majtek z powrotem.

Potem wjechał.

Podszedł tak daleko, była tak śliska i wciąż pulsowała swoim orgazmem, że nie zajęło mu to dużo czasu. Właśnie to znalazła, ale, cała Faye, cała jego, wciąż mogła szaleć. Kiedy więc w nią uderzył, uniosła jedną rękę, zacisnęła palce na metalu jej wezgłowia i odnalazła to ponownie. Odrzuciła głowę do tyłu, jej włosy rozwiały się, skierowała tyłek do sufitu, doszła mocno i głośno krzycząc, wyrzuciła go na skraj i dołączył do niej.

Schodząc, ujął ją powoli, delikatnie, przesuwając dłońmi po jej słodkim tyłku, biodrach, gładkiej skórze jej pleców, boków i żeber pod koszulką nocną. Potem wyrwał się, upadł na bok i przeciągnął ją przez siebie, żeby była na górze. Przesunął się, by naciągnąć kołdrę na nich oboje, po czym otoczył ją ramionami.

Odetchnęła przy jego szyi, jej ciało było tak luźne i syte, że oddała mu cały swój ciężar.

Wziął go, ponieważ czuł się cholernie wspaniale.

Wreszcie wyszeptała - „Nie rozumiem”.

„Czego nie rozumiesz, kochanie?” - zapytał cicho.

„Robię to już od jakiegoś czasu, a ty nadal robisz to lepiej ode mnie”.

Przez sekundę ciało Chace’a napięło się na samą myśl o tym, że Faye się dotyka.

Potem zacisnął ramiona wokół niej i wybuchnął śmiechem.

Kiedy skończył, zauważył, że jej głowa jest mocno przyciśnięta do jego szyi, gdy zauważył, że jej ciało nie jest już luźne, ale napięte w jego ramionach.

Jego śmiech ucichł, ale jego ramiona pozostały ściśnięte, kiedy zawołał - „Faye?”

Nie odpowiedziała.

Jego ręka przesunęła się w górę jej pleców, by wślizgnąć się w jej włosy i zawołał ponownie - „Faye, Słonko? Wszystko okej?”

„Wiesz, że mam zabawkę” - wyszeptała.

Kurwa, tak szalała dla niego, że czasami zapominał, że to wszystko było dla niej nowe.

„Wiele kobiet ma zabawki” - powiedział cicho.

Nie odpowiedziała.

„Nie ma w tym nic wstydliwego” - ciągnął.

Milczała.

Objął ją ramieniem, żeby ją pociągnąć, ale nawet kiedy była zmuszona zdjąć twarz z jego szyi, unikała jego wzroku.

„Faye, mała, spójrz na mnie” - wyszeptał i zajęło jej to kilka sekund, ale zrobiła to. Kiedy patrzyła mu w oczy, przypomniał jej - „Nie musisz się mnie wstydzić”.

„Ja…” - zaczęła i z ręką w jej włosach przyciągnął jej twarz bliżej swojej.

„To było gorące” - szeptał, a ona przygryzła wargę.

Bardzo gorące”

Jej oczy przeszły na bok, zanim ponownie spojrzała na niego i wyszeptała - „Ale ja…”

Obrócił ją na plecy, przycisnął do łóżka klatkę piersiową i trzymał swoją twarz blisko jej twarzy, kiedy mówił dalej – „Poważnie, Faye, Słonko, to… było… gorące. Doszedłem w ciągu kilku minut od wejścia w ciebie, a kochałem się z tobą zanim zasnąłem. Kocham się z tobą kochać, mała, cholernie to kocham. Ale właśnie się pieprzyliśmy i muszę ci powiedzieć, że to też kocham. Lubię brać cię słodko. Lubię brać cię powoli. Lubię cię ostro pieprzyć. I lubię myśleć o tym, że się dotykasz. Lubię wiedzieć, że cała ta dzikość czekała na mnie, a ty trzymałaś to pod kontrolą, zajmując się sobą. To też jest gorące. Niesamowicie gorące. Wszystko w tobie jest gorące, Słonko. Nie masz się czego wstydzić, czuć się skrępowana ani martwić, ponieważ jesteś najlepsza, jaką kiedykolwiek miałem. Wszystko. Wszystko, czym się dzielimy. Najlepszy pocałunek. Najlepszy orgazm. Najlepsze kochanie się. I poważnie, najlepsze pieprzenie”.

Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, kiedy skończył i szepnęła z niedowierzaniem - „Naprawdę?”

„O, tak” - odszepnął z uczuciem.

„Ale… jak?”

„Nie wiem jak, to po prostu jesteś ty”.

„To… to jest… ja…”

Wcisnął się w nią i powiedział stanowczo - „Faye, to prawda”.

„Ale… kiedy?”

Poczuł, że zmarszczy brwi, zanim zapytał - „Kiedy co?”

„Kiedy był… wiesz, twój najlepszy orgazm?”

„Pierwszy raz z tobą”.

Zamrugała. Śliczne, ale też irytujące. Irytujące, ponieważ dał jej to wtedy, pokazał jej to od razu, więc musiała, kurwa, wiedzieć.

„Serio?” - zapytał.

„Serio, serio?” - zapytała na wydechu, co oznaczało z powątpiewaniem.

„Faye” - zaczął - „…po pierwsze nikogo tam nie było, a ty po prostu doszłaś. Nigdy nie byłem w kobiecie tak ciasnej i mokrej, co samo w sobie oznaczało, że będzie to dla mnie dobre i to naprawdę cholernie było. Ale też nikogo w tobie nie było. To oznaczało, że jesteś moja. Nie wziąłem tego. Ty mi to dałaś. Nie mogłaś tego przegapić, że to coś dla mnie znaczyło, więc tak, serio, wejście w ciebie, gdy pierwszy raz mnie wzięłaś, było najlepszym orgazmem, jaki kiedykolwiek miałem.” - zawahał się, po czym dokończył stanowczo - „…jak dotąd”.

„Serio?” - szepnęła, wciąż niepewna, a teraz on się wkurzał.

„Tak, Faye, serio” - odpowiedział krótko, a ona się gapiła.

Potem patrzył, jak wilgoć wypełnia jej oczy.

Kurwa.

„Faye, co do cholery?” - zapytał.

„Ja… ja…” - wyjąkała - „…chcę być w tym dobra. Dla… dla ciebie, żebyś ty… nadal mnie lubił”.

Wpatrywał się w nią.

Potem jego tors opadł na nią, bo nie mógł go utrzymać, skoro ryczał ze śmiechu.

Usłyszał jej świszczący oddech i wciąż się śmiejąc, zwinął ich tak, że znów był na plecach, a ona była na górze. Ciągle się śmiał, podnosząc ręce i odgarniając jej włosy z jej twarzy, gdy mu się przyglądała, z wyrazem jej twarzy, którego nie mógł do końca odczytać, ale nie obchodziło go, że nie mógł.

„Cholera” - wymamrotał, wciąż chichocząc - „to było cholernie zabawne”.

„Mówiłam poważnie” - szepnęła.

„Wiem, Słonko, właśnie dlatego to było takie zabawne”.

Jej spojrzenie zmieniło się w gniewne spojrzenie i znów zaczął chichotać.

Więc warknęła - „Chace!”

Kiedy warknęła, on warknął. Jego dłonie w jej włosach po bokach jej głowy obejmowały ją tak, że mógł przyciągnąć jej twarz na centymetr do swojej.

„Po pierwsze…” - zaczął śmiertelnie poważnym tonem, ponieważ był śmiertelnie cholernie poważny - „…nie kłamię ani nie prawię ci komplementów. Powiem to jeszcze raz. Jesteś najlepsza jaką kiedykolwiek miałem. Nie wiem dlaczego i nie obchodzi mnie to. Taka jest po prostu prawda i myślę, że to dlatego, że to ty. Po drugie, i o wiele ważniejsze, nie chowaj takiego gówna, obaw, które masz, głębokich lęków i rozmawiaj ze mną o nich. Nie chodź ze mną, jakby wszystko było w porządku, a osiedlasz to i ukrywasz gówno, które cię pożera. Wykładasz to na mnie, żebym mógł ci pomóc odpuścić”.

„Czy mogę odwzajemnić tę przysługę?” - zapytała natychmiast.

„Co?” - zapytał Chace.

„Masz w sobie rzeczy głęboko, które cię zjadają. Czy mogę cię przekonać, że położysz to na mnie, żebym mogła pomóc ci odpuścić?”

Kurwa, jak w to wmanewrowała?

Kurwa, wszedł wprost w to.

„Faye…” - zaczął, a ona odchyliła głowę do tyłu, podnosząc się.

„Rozumiem. Odpowiedź na to brzmi: nie” - mruknęła, ale on przetoczył się razem z nią, więc znów był na górze, a kiedy ją powstrzymał, zobaczył, że to Faye była teraz zła, ale widział też, że była zraniona.

Kurwa.

„Daj mi czas” - szepnął.

„Daję” - odszepnęła.

„Wszystko będzie twoje, Faye, obiecuję, że kiedy nadejdzie odpowiedni czas, kiedy będę mógł stawić temu czoła, kiedy będziemy silni i będę wiedział, że ty możesz stawić temu czoła, dam ci to.”

Lekko szarpnęła głową i nadal szeptała, kiedy zapytała niepewnie - „Nie testujesz mnie?”

Zamrugał, a potem zapytał - „Co?”

„Ty, to jest… cokolwiek to jest, jest uh, głębokie, a jeśli nie, hmmm… zamierzasz mieć, hmmm… przyszłość dla nas, to może nie chciałbyś…”

Chryste, był pieprzonym idiotą.

Pochylił głowę, dotknął ust jej ustami i przestała mówić.

Potem podniósł głowę, więc zapierało mu dech w piersiach i powiedział łagodnie - „Faye, zakochuję się w tobie”.

Jej dłonie znajdowały się po bokach jego żeber i poczuł, jak jej palce wbijają się w niego, gdy jej oczy stały się duże - „Co?”

„Słyszałaś mnie”.

„Chace…”

„Wprost, to jest mężczyzna w twoim łóżku. Chcę tam być, Faye, a kiedy tam wejdę, zakopię się głęboko, więc kiedy podzielę się moim gównem, ono jest tak ciemne, że będziesz przez to oślepiona i będziesz chciała biec do światła, a nie będziesz mogła, bo będę tak głęboko, że nie będziesz mogła odpuścić”.

Oddychała ciężej, gdy wpatrywała się w niego, zanim powiedziała cicho - „Nic w tobie nie może być aż tak ciemne, Chace”.

„Może, bo jest.”

Potrząsnęła głową - „Nie wierzę w to”.

„Dobrze, nie wierz w to, żebym mógł tam kopać, a kiedy ci to dam, nie będziesz mogła odpuścić”.

„Nie jest tak ciemne” - nacisnęła cicho.

„To jedyne ostrzeżenie, które dostajesz, Faye, ponieważ nie wykopujesz teraz mojego tyłka i dziś śpisz obok mnie, jutro po prostu kopię głębiej, ale to nie kłamstwo. Jest. Jest tak ciemne, jak to tylko możliwe. Ciemne i brzydkie”.

„To nieprawda”.

„Jest”

Nie jest” - podkreśliła, Chace otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale jej ręka wystrzeliła między nich, przycisnęła czubki palców do jego ust i poszła dalej - „Powiem ci, dlaczego wiem. Ponieważ to, co właśnie mi powiedziałeś, że zrobisz, nie zrobiłbyś tego. Nie mnie. Nikomu. Nie sprawisz, że zajmę się tobą tylko po to, by mnie zranić. Wiesz, że cokolwiek to jest, ja sobie z tym poradzę. Bo gdybyś tego nie wiedział, nie wierzył w to, nie byłoby cię teraz tutaj. Nie jesteś takim typem człowieka, Chace, i nie obchodzi mnie, co myślisz, ja wiem, kim jesteś. Nie wiem, kim ty myślisz, że jesteś, ale ja wiem, kim jesteś. Wiem też, że nic, co mi powiesz, nie sprawi, że będę myślała inaczej”.

Jezu, miał taką cholerną nadzieję.

Nie skończyła, ale odsunęła palce z jego ust, by objąć jego szczękę, zanim zaczęła mówić.

„Cieszę się, że mnie lubisz. Cieszę się, że nie dzielisz się ze mną nie dlatego, że mnie testujesz, ale ze względu na to, dlaczego wyjaśniłeś, że nie możesz, chociaż to szaleństwo, ale nieważne. Nie spiesz się. Będę tu, a potem nadal tu będę. I cieszę się, że pomyślałeś, że to było gorące. Ponieważ czytam wiele romansów, a moja zabawka była dużo uhm… no… wiesz, używana przed tobą, umm… ty będziesz dużo uhm… używany teraz”.

Chace Keaton wpatrywał się w Faye Goodknight, z głową opartą na poduszkach jej łóżka, jej ciało pod jego i zastanawiał się, jak, do cholery, sześć lat męki doprowadziło go do wszystkich obietnic, którymi była ona.

Chciał jej przez lata, nie mając żadnego pieprzonego pojęcia, ile z niej ma do zdobycia, jak głębokie to było i jak słodkie.

„Teraz…” - ciągnęła, wyrywając go z zamyślenia - „…muszę umyć się i przespać się. Malachi zostanie jutro wypisany i muszę być sprawna. Możesz wyciągnąć z tego, że nie wykopuję ci tyłka. Powiem ci teraz, mam temperament, więc nie oznacza to, że pewnego dnia nie będziesz spać na kanapie. Wiem to, ponieważ tata robił to od czasu do czasu, a ja jestem bardzo podobna do mojej mamy. Ale twój tyłek nigdy nie zostanie wykopany. I możesz to wziąć z tego, że ja też się w tobie zakochuję. Ale wiesz o tym, skoro wiesz, że zrobiłam to już trzynaście lat temu. Po prostu teraz cieszę się, jak choroba, że naprawdę dobrze wybrałam”.

Serce waliło mu w piersi, która ścisnęła się, jego ręce poruszyły się szybko, obramowując jej twarz, utrzymując ją stabilnie, a jego głos był gruby, gdy szepnął - „Nie mów tego gówna, chyba że tak myślisz”.

Jej ręce przesunęły się, by obramować jego twarz, a ona odszepnęła - „Nie zrobiłabym tego. Wiesz to. Czekałam na bohatera i nie przejmuję się, jeśli nie myślisz, że nim jesteś. Wiem, że jesteś i nawet jeśli nie byłeś dla całego miasta, jesteś dla mnie i masz to u mnie jak w banku”.

Kurwa.

Słodka.

Urocza.

Jego.

Ucisk w jego klatce piersiowej rozluźnił się, a kiedy zapytał - „Masz to jak w banku?” - jego głos stał się nagle lekki, a jej oczy zwęziły się.

„Nie dokuczaj mi, kiedy mówię poważnie i rozmawiamy głęboko”.

„Przepraszam, mała, właśnie powiedziałaś, że mam to jak w banku. Nikt nie mówi tego gówna, z wyjątkiem policjantów w serialach policyjnych z lat 70-tych. Jak mówisz w ten sposób, muszę ci dać gówno. Nie mam innego wyboru”.

Zaczęła się gapić, a potem zaczęła rządzić.

„Zejdź ze mnie. Cieknę i nie lubię spać z mokrym miejscem.”

„Kiedy musiałaś spać z mokrym miejscem?” - odpalił.

„No cóż… nigdy” - odpowiedziała - „Ale nie chcę zaczynać”.

Urocza.

Słodka.

Jego.

Chryste.

Pochylił głowę i dotknął jej ust.

Kiedy się odsunął, szepnął - „W porządku, umyj się”.

Poruszyła się pod nim, mrucząc - „Dobrze”.

Ale kiedy się poruszyła, jego ramię objęło jej talię, zatrzymując ją, a jej oczy wróciły do jego.

„Wiem, co myślisz” - zaczął delikatnie ostrzegać - „Wiem, dlaczego tak myślisz, ale właśnie podjęłaś decyzję, więc kiedy dostaniesz to wszystko ode mnie, kochanie, i zdecydujesz się uciec, musisz wiedzieć, że cię nie puszczę”.

„Dobrze jak dla mnie” - odpowiedziała natychmiast, uniosła się, otarła wargami jak z gumy do żucia o jego wargi i wysunęła się spod niego.

Jej krótka, brązowa, satynowa koszulka nocna zsunęła się na jej tyłek, gdy wstała z łóżka i ruszyła w stronę łazienki. Chace obserwował to, a następnie obserwował, jak porusza się pod materiałem, aż zniknęła.

Potem przewrócił się na plecy, jej zabawka wtoczyła się do niego, więc złapał ją i odłożył na szafkę nocną. Potem ponownie ułożył się na plecach, ale tym razem podniósł dłonie i zakrył twarz, przyciskając opuszki palców do czoła i wbijając je głęboko.

Zrobił to mając nadzieję, że Faye nie kłamała.

Zrobił to z nadzieją, że to, co w nim wyczytała, było prawdą. Nie żeby był tym, za kogo ona go uważała, ponieważ wiedział, że nie był.

Ale że mogła znieść ciemność, którą miał w sobie, nie wyrywając się, by pobiec do światła, pozostawiając go w czerni.

Opuścił ręce, kiedy wyczuł, że wraca i obserwował, jak przechodzi przez pokój i gasi światło, zanim położyła się do łóżka.

W chwili, gdy kołdra ją okryła, sięgnął do niej i pociągnął ją w ramiona, twarzą w twarz.

Zarzuciła nogę na jego biodro i przycisnęła się głęboko.

„Faye?” - zawołał.

„Tak” - odpowiedziała cicho.

„Nie ma mowy, do diabła, bez względu na to, jak bardzo będziesz wkurzona, żebym spał na kanapie”.

„Zobaczymy” - odpowiedziała, wciąż cicho.

„Nie zobaczymy. Rozpracujemy to przed snem albo ty to przejdziesz. Nie śpisz beze mnie…” - przerwał i skończył - „…nigdy”.

„Nieważne” - mruknęła, przyciskając się bliżej.

Oznaczało to, że skończyła rozmawiać.

Oznaczało to również, że się poddała.

Z drugiej strony zawsze robiła, kiedy było to ważne.

Przyciągnął ją jeszcze bliżej, wiedząc jedno.

Nie zakochiwał się już w Faye Goodknight.

Nie był w połowie drogi.

Przepadł.

7 komentarzy: