Rozdział
13
Słodka
*****
„Chace,
rozumiem cię, ale nie miałam jeszcze czasu, aby w pełni ocenić sytuacji. To, co
już wiem…” - zaczęła Karena Papadakis.
Była
urzędniczką ds. opieki nad dziećmi i stała z Chace’m przed oddziałem
intensywnej opieki medycznej.
„On
jest diakonem w kościele” - przerwał jej Chace - „Ona projektuje programy
niedzielne. Kosi trawnik przy kościele. Poważnie, Karena, Sondra Goodknight nie
pozwoli nawet swojej dwudziestodziewięcioletniej córce mówić „choroba”, a to przekleństwo
z serialu telewizyjnego sci-fi. Dobrze tam będzie temu dzieciakowi”.
Już
jej powiedział, że chce, aby umieściła Malachi’ego u Goodknight’ów, a ona prawidłowo
i nic dziwnego, wzdrygała się z powodu procedury.
„Są
starsi” - odpowiedziała cicho Karena.
„Tak.
Są. Co oznacza, że wychowali już trójkę dzieci, więc wiedzą, co robią. Jedną z
tych dzieci jest mama dwóch chłopców. Jedną z nich jest bibliotekarka miejska,
który ma tytuł magistra. Ostatni jest w armii służąc naszemu krajowi” -
odpowiedział Chace.
„Nie
mają certyfikatu rodziny zastępczej” - powiedziała.
„Więc
zdobądź to dla nich” - odpowiedział.
„Wymagałoby
to wizyt domowych, zajęć dla rodziców zastępczych…” - zaczęła.
„W
stanie, w jakim się znajduje, Karena, nie zostanie jutro zwolniony ze szpitala”
- zauważył Chace - „Masz czas i to, co już wiesz o tym dzieciaku, a im więcej
się dowiesz, jak cię znam, spowoduje, że wyprujesz sobie żyły, żeby to
przyspieszyć”.
Nie
mylił się co do tego. Byli ludzie, którzy znajdowali pracę. Karena Papadakis
znalazła powołanie. Jej liczba spraw nie była do końca mała, ale też nie było
to, co osoba na podobnej pozycji mogłaby zrobić. To dało jej mnóstwo czasu na
wykonanie jej pracy w sposób, w jaki prawdopodobnie złamałaby sobie kark, aby
to zrobić, nawet jeśli jej liczba spraw byłaby dwukrotnie większa. I to robiła,
z dbałością.
Spojrzała
mu w oczy, a potem ostrożnie mu przypomniała - „Raporty medyczne mówią, że ten
dzieciak może mieć specjalne potrzeby. Historia, którą mi dałeś, mówi mi, że
już ma”.
„Wiesz,
że nie zawiodę tego dzieciaka. Nie wiesz tego, ale możesz mi wierzyć, że moja
kobieta go nie zawiedzie. To jej rodzice. Ma siostrzeńców w jego wieku. Jej
siostra mieszka w Gnaw Bone. Jeśli umieścisz tego dzieciaka u Goodknight’ów, to
jakby od życia we własnym gównie w szopie pośrodku niczego przeszedł do życia w
zmodyfikowanym domu Brady Buncha[1],
dziesięć minut za miastem z dobrą, bliską rodziną, która, zapewniam cię, radzi
sobie ze specjalnymi potrzebami. Ci ludzie mają tyle dobroci, Karena, że
poradzą sobie ze wszystkim”.
„Chace…”
- powiedziała cicho - „…słyszałam, co ty i Faye Goodknight robiliście dla tego
chłopca, ale…”
Przestała
mówić, jej ciało drgnęło, a jej oczy przesunęły się przez jego ramię, więc
Chace wykręcił swój tors, by zobaczyć Silasa wkraczającego w pośpiechu.
„Hej”
- z uśmiechem uniósł brodę do Kareny, kiedy zatrzymał się u ich boku i mruknął
dalej - „Przepraszam, że przeszkadzam”.
Potem
odwrócił się do Chace’a i szarpnął pudłem, któremu Chace nie mógł się dobrze
przyjrzeć, zanim zaczął mówić.
„Spójrz
na to, Chace” - potrząsnął pudełkiem - „Po kościele ja i Sondra poszliśmy
naprawdę szybko do centrum handlowego. Moja Faye mówi, że Malachi lubi dużo
czytać, a ponieważ ma poranione ręce, dostałem jeden z tych fantazyjnych
e-czytników.” - ponownie potrząsnął pudełkiem - „Facet w sklepie elektronicznym
powiedział, że wszystko, co musi zrobić, to nacisnąć przycisk z boku, aby
przewrócić stronę. Mieli nawet małe stojaki, w których można go ustawić, aby go
utrzymać, więc nie musi sam go trzymać. Więc dostaliśmy mu też jeden z nich.
Dopóki nie odzyska rąk, może dalej czytać, bo myślę, że może nacisnąć przycisk.”
- Opuścił pudełko, spuścił głowę i przyjrzał się, mrucząc - „Musi włączyć to na
dole za pomocą suwaka, ale myślę, że Sondra, czy Faye jak będą w pobliżu, albo
ja mógłbym go ustawić, żeby ruszyło”.
Sondra
dopadła ich, jakby w ogóle nie zauważyła Kareny i podniosła torbę w kierunku
Chace’a. Chace również nie miał okazji na to spojrzeć, zanim go upuściła i
zaczęła mówić.
„Pidżamersi”
- oznajmiła - „Ciepłe. Myślisz, że pozwoliliby mu je założyć?” - zapytała, a
następnie nie czekała na odpowiedź i zwróciła się do Kareny, której jeszcze nie
poznała i poinformowała ją - „Te koce szpitalne są cienkie. Potrzebuje ciepłych
pidżam.” - potem jej głowa szarpnęła w tę i z powrotem, zauważyła coś i szybko
odeszła, mrucząc - „Jest pielęgniarka. Zapytam ją.”
„Potrzebuję
gniazdko” - powiedział w tym momencie Silas - „Muszę naładować to maleństwo”.
Potem
wystartował.
Chace
patrzył, jak Silas odchodzi, ze spuszczoną głową, oczami ewidentnie szukając gniazdka.
Potem Chace zobaczył Sondrę stojącą z Afroamerykanką, która nie była
pielęgniarką, ale lekarzem Malachi’ego. Miała na sobie fartuch, jej długie,
lśniące czarne włosy były ściągnięte w gruby kucyk i obie patrzyły na
granatowe, flanelowe spodnie od piżamy dla małych chłopców z nadrukowanymi
samolotami, uśmiechając się.
Chace
spojrzał na Karenę.
„Przyspieszę
to” - wymamrotała, jej usta drgnęły i odsunęła się z ręką w torebce, by
wyciągnąć telefon. Była niedziela i Karena Papadakis, kobieta, z którą pracował
więcej niż raz, odebrała jego telefon i opuściła rodzinę, by spotkać się z nim
w szpitalu.
Teraz
wykonywała więcej telefonów do kolegów, którzy prawdopodobnie również nie
pracowali w niedzielę.
Chace
uśmiechnął się do jej pleców, gdy odchodziła.
Następnie
podszedł do Silasa, aby pomóc mu znaleźć gniazdko.
*****
„Przepraszam,
detektywie Keaton, to niezręczne, ale poprosiłem pana tutaj, ponieważ niestety
musimy odbyć tę rozmowę” - zaczęła administratorka szpitala - „Teraz, gdy ten chłopiec
jest poza intensywną terapią, ponieważ nie ma ubezpieczenia, musimy
przedyskutować…”
„Proszę
nie martwić się o rachunki za szpital” - przerwał jej Chace - „Biorę za nie
odpowiedzialność. Jeśli istnieje specjalista, który może porozumieć się z dr Hughes,
aby pomóc w uratowaniu jego rąk i stóp proszę poinformować ją, że ma prawo
szukać pomocy w jego sprawie”.
Administratorka
zamrugała, po czym zebrała się, by poinformować go - „Dr Hughes jest wyjątkowym
lekarzem pediatrycznej intensywnej opieki. Mamy szczęście, że ją mamy”.
Chace
wytrzymał jej spojrzenie, skinął głową i odpowiedział - „Cieszę się, że to
słyszę. Ale jeśli jest coś więcej, co można dla niego zrobić, chcę, żeby to zostało
zrobione. Nawet jeśli trzeba go przenieść do innego szpitala”.
Szybko
przekazała mu informacje, które go nie obchodziły - „Jesteśmy w pełni
wyposażonym Centrum Traumatycznym Poziomu II. Jedynym w górach poza Loveland i
Grand Junction”.
„Jest
poza opieką pourazową” - przypomniał jej Chace.
„Jesteśmy
doskonałą placówką” - naciskała.
„Wierzę
pani. Nadal chcę zrobić wszystko, co można zrobić dla Malachi’ego” -
odpowiedział Chace.
„Rozumiem,
że chłopiec oczyścił rany i opatrzył je. Gangrena nie pojawiła się. Może
stracić trochę mobilności, ale groźba, że całkowicie straci dłonie lub stopy
minęła”.
„Proszę
pani…” - Chace pochylił się lekko w jej stronę - „…przez nieokreślony czas ten
chłopak mieszkał sam w szopie w lesie bez światła i ciepła, a toaleta, z której
korzystał, była dziurą, którą wykopał sam w rogu. Nie musiał tego znosić, tylko
po to, by znieść naukę życia bez kończyny lub, być może, utratę możliwości
korzystania z kończyny. Rozumiem, że jest pani dumna ze swojego szpitala. Musi
pani tylko zdobyć fundusze, żeby zapewnić chłopcu najlepszą opiekę, jaką może
uzyskać. Więc proszę, niech pani pomoże mi zdobyć tę opiekę. Jeśli nie, sam
znajdę sposób. A teraz proszę, o rozmowę z doktor Hughes i ocalenie rąk i stóp tego
dzieciaka”.
Wytrzymała
jego wzrok i szepnęła - „Porozmawiam z doktor Hughes”.
„Zobowiązany”
- odparł Chace.
Wyraził
swój punkt widzenia głośno i wyraźnie, a wiedział o tym, kiedy sięgnęła
bezpośrednio po telefon.
Chace
skinął jej głową, wstał z krzesła, na którym siedział naprzeciwko niej przy jej
biurku i wyszedł z biura. Gdy to zrobił, zadzwonił jego telefon.
Wyciągnął
go, spojrzał na wyświetlacz i odebrał - „Keaton”.
„Krew
to ślepy zaułek, bracie” - powiedział mu do ucha Deck.
Deck
zadzwonił wcześniej, informując Chace’a, że będzie z policjantami, którzy tego
ranka przeczesywali las. Teraz brzmiał, jakby był w swoim pickupie.
„Nic?”
- zapytał Chace.
„Kilka
rozprysków, które wskazywały, że szedł na północny wschód. Potem zniknęły. Może
je zobaczył i zakrył. Nie wiem. Po prostu wiem, że nic nie ma”.
„Ścieżki?”
„Żadnej”
- odparł Deck - „Wiatr, topnienie śniegu i osiadanie, zniknęły nawet próby ich
zakrycia. Jedyne, co znaleźliśmy, to szlak prowadzący na północną część miasta,
wiodący na końcu Hotelu Carnal i kolejny prowadzący do biblioteki. Oba powielane,
głębokie, tam i z powrotem, wytłoczone. Ale nie było widać, że to on, mógł być
każdy, bo było ich tak wiele, upchniętych w z topniejącym śniegiem zacierającym
pojedyncze odciski, więc teraz jest to tylko koryto w śniegu. Ale kiedy zbliżył
się do szopy, zaczął je wymazywać. Bystre dziecko. Jak ktoś nie znał trajektorii,
nie wiedział, że szopa istnieje, o czym chyba nikt nie wiedział, do czasu, gdy
podjął wysiłek pozbycia się śladu, mogły prowadzić wszędzie. Nikt nie będzie
wiedział, dokąd zmierzały”.
„Rodzeństwo”
- wyszeptał Chace.
„Powtórz?”
- poprosił Deck.
„Widziałem,
jak był pobity, ponieważ ktoś przyłapał go na kradzieży jedzenia lub po prostu
na kradzieży. To by było porąbane, ale wiadomo, że miasto ma kilka górskich
rodzin, które dbają o swój własny biznes w starym stylu. Te rodziny mieszkają
poza miastem, na wzgórzach lub głęboko w górach. To byłaby
niespodzianka, ale widziałem, jak to się dzieje. Ale Malachi jest mądrym
dzieckiem, nauczyłby się, jak nie dać się ponownie złapać, a Faye mówi, że
widziała go przy wielu okazjach z widocznymi dowodami przemocy. Osobiście
widziałem to dwukrotnie. Więc to nie to. Także być może wrócił do jakiegoś
znajomego miejsca po jedzenie lub ubranie, został złapany, pobity. Albo może
wrócił, żeby sprawdzić coś, na czym mu zależało jak brat, siostra, został
złapany, pobity. Nie ukrywał tej szopy tylko przed ogólną populacją Carnal.
Ukrywał swoje ślady przed kimś, kto mieszkał tam, skądkolwiek przybył. Ukrywał
się przed kimś z domu. Ukrywa się przed wszystkimi”.
„Musisz
skłonić chłopców do skierowania się do zbadania mieszkańców tych rezydencji” -
mruknął Deck.
„Tak,
ale już sprawdziłem Zapisy Urodzeń Stanu Kolorado, Deck, dzieciak nie istnieje.
Nie lokalnie. Nie w tym stanie”.
Deck
milczał.
Potem
powiedział głośno to, co myślał Chace.
„To
jest mroczne, bracie”.
„Nie…”
- odparł Chace - „…czarne”.
„Przerzut”
- wyszeptał Deck i Chace wiedział, że Deck myślał o tym, co on myślał.
Były
dwa scenariusze.
Jeden,
to naprawdę górzysty kraj, gówniany jak gówno, gdzie gdzieś na tych górach
istniała rodzina, miał minimalny kontakt z prawdziwym światem, a to obejmowało
prokreację, nie rodzenie dzieci w szpitalu, który miał dokumentację i nie wysyłanie
dzieci do szkoły.
Po
drugie, Malachi i prawdopodobnie jedno, lub więcej jego rodzeństwa krwi, lub przybranego
rodzeństwa zostało zabranych z ich prawdziwych rodzin i byli wychowywani w tajemnicy
przez jakiś prawdziwie skrytych górali w tym górzystym kraju, osobę porywacza
lub ludzi, którzy ukryli ich przed prawdziwym światem z nikczemnych powodów i
aby nie zostać ujawnionymi.
Chace
mieszkał w tym mieście od trzynastu lat. Nawet jeśli na wzgórzach był ktoś, kto
żył cicho i unikał towarzystwa, musiał się w jakiś sposób mieszać z ludźmi.
Jeśli to umknęłoby jego uwadze, Frank dorastał w tym mieście. Wiedziałby o
nich, mówiłby o nich, byliby na radarze gliniarzy albo byłaby plotka w mieście.
Chace widział ludzi w Carnal, którzy pozwalali ludziom żyć swoim życiem, nawet
jeśli się nie zgadzali lub myśleli, że było to walnięte. Połowę mieszkańców
stanowili wielopokoleniowi hardkorowi motocykliści, których przyciągało to
miasto przed Arnoldem Fullerem jako przystań dla tych, którzy siedzieli na
Harleyu i żyli w ten sposób. Doceniali to, biorąc pod uwagę, że wybrali sposób
życia, który nie był do końca ogólnie akceptowalny. To nie znaczyło, że nie mówiliby.
Pozostawała
opcja druga. Malachi został porwany przez kogoś, kto nie był przy zdrowych
zmysłach. Oznaczało to, że mógł pochodzić z dowolnego miejsca. Oznaczało to, że
mógł mieć rodzinę, która go szukała.
„Zjem,
wrócę, przeczeszę te lasy” - zaproponował Deck, zamyślając się.
„Zadzwonię
na posterunek” - odparł Chace.
Deck
zawahał się, zanim zapytał cicho - „Jak z nim?”
„Nie
odzyskał przytomności i są trochę zaniepokojeni, bo powinien już to zrobić.
Mimo to Faye czytała mu prawie cały dzień. Wyciągnąłem ją dwa razy, żeby wypiła
się kubek swojej kawy i żeby mogła coś zjeść, kiedy jej siostra przyszła z
obiadem, który mu zrobiła. Jej mama przejęła kontrolę, gdy jej nie było. Teraz
wróciła”.
„Co
mówią lekarze?”
„Nie
mogą powiedzieć, skoro śpi i nie rusza się. Aktualnie wiadomo jednak, że
skończył się strach, że straci ręce i stopy. Mobilność jest pod znakiem
zapytania. Jednak kolor jest lepszy”.
„Racja”
„Dam
ci znać, cokolwiek się stanie”.
„Docenię”.
„Idź
na lunch, Deck. Odezwij się wkrótce”.
„Później,
człowieku”.
„Później”
Chace
rozłączył się i wsunął telefon do kieszeni. Potem nacisnął przycisk windy, żeby
jechać na górę i sprawdzić, co u Faye i Malachi’ego.
*****
Był
to czas by iść, godziny odwiedzin się skończyły, jak powiedziała mu
pielęgniarka. Doceniał, że powiedziała jemu, więc to on będzie tym, który
wejdzie i powie Faye, że musi zrezygnować i odejść na noc.
Umył
ręce i przeszedł przez salę do otwartych drzwi, słysząc jej łagodny głos. Nie
czytała staccato, wkładała w to emocje jak prawdziwa gawędziarka lub najlepiej
jak potrafiła, skoro potrzebowała być cicho na tym oddziale.
Wszedł
do pokoju Malachi’ego z myślą, że pewnego dnia poczyta w ten sposób ich
dzieciom.
Dlatego
miał mały uśmiech na twarzy, kiedy zobaczył najpierw Sondrę, siedzącą w kącie,
a jej oczy zwróciły się na niego, gdy podniosła palec wskazujący i przyłożyła
go do ust.
Tak
ostrzeżony Chace powoli, cicho okrążył zasłonę i stanął jak wryty.
To
dlatego, że Faye siedziała przy łóżku, pochylona nad książką, skupiając się
wyłącznie na niej, ale jej ramię było wyciągnięte, a palce owinięte wokół
przedramienia Malachi’ego.
A
jasnobrązowe oczy Malachi’ego były otwarte, głowa lekko odwrócona na poduszce,
a jego uwaga była całkowicie skupiona na czytającej mu Faye.
Ale
nawet z siniakiem na twarzy było widoczne, że myślał, że Bóg przysłał anioła do
jego łóżka, aby opowiedział mu historię.
Chace
poczuł, że jego gardło zaciska się i trzymał się idealnie nieruchomo.
Potem
oczy Malachi’ego przesunęły się na niego i całe jego ciało wyraźnie się
napięło.
„Faye”
- zawołał łagodnie Chace, a ona przestała czytać i podniosła głowę.
Ale
kiedy zaczęła odwracać głowę, żeby na niego spojrzeć, zobaczyła Malachi’ego.
Zobaczył
z profilu, jak jej twarz zrobiła się łagodna, a usta rozchyliły się, zanim
wyszeptała - „Malachi”.
Jego
oczy przesunęły się na nią z ledwie zauważalnym ruchem głowy.
Zawisła
nad swoim krzesłem. Pochylając częściowo tułów, uciszyła głos do szeptu, kiedy
powiedziała - „Cześć, Słonko. Z pewnością zrobiłeś sobie długą drzemkę.
Zaczynaliśmy się martwić. Witamy z powrotem”.
Po
prostu na nią patrzył.
„Jestem
Faye” - powiedziała mu - „Ale znasz mnie, prawda?”
Nie
powiedział ani słowa ani nie oderwał od niej oczu.
Faye
ciągnęła dalej.
„To
Chace, mówiłam ci o nim. Chace Keaton. Pracuje na komisariacie policji. Jest
detektywem. Kupił ci szwajcarski scyzoryk, śpiwór i trochę jedzenia.
Pamiętasz?”
Malachi
nie poruszył się ani nie odezwał.
Faye
się nie poddała.
„Tam,
to moja mama. Nazywa się Sondra Goodknight. Przyniosła ci ciepłą piżamę, o
której powiedzieli, że możesz nosić, kiedy cię stąd wypuszczą”.
Malachi
przez sekundę patrzył na Faye, a potem jego głowa odwróciła się na poduszce, by
spojrzeć na Sondrę, zanim spojrzał z powrotem na Faye.
Sondra
wstała, zbliżyła się do łóżka, podczas gdy oczy Malachi’ego wróciły do niej i
wyciągnęła dwa palce, by dotknąć koca przy jego boku, ale nie jego.
„Miło
cię poznać, Malachi” - powiedziała łagodnie - „Teraz pójdę po pielęgniarkę.
Muszą wiedzieć, że nie śpisz. W porządku?”
Malachi
nie odpowiedział. Sondra spojrzała na Faye, potem na Chace’a i powoli wyszła z
pokoju.
Chace
zrobił krok w kierunku łóżka, ale zatrzymał się, gdy oczy Malachi’ego
skierowały się na niego, a jego ciało zesztywniało.
Faye
też to zauważyła. Podniosła się całkowicie z krzesła, ale pozostała pochylona
do niego.
„Wszystko
w porządku, Słonko. Chace to dobry facet. Daję słowo. To dobry facet”.
Chace
zmusił swój głos do bardzo cichego, kiedy powiedział do nich obojga - „Jest mi
tutaj dobrze. Malachi może mi powiedzieć, kiedy nie będzie miał nic przeciwko
temu, żebym był bliżej”.
Faye
odwróciła głowę w jego stronę i skinęła głową, a potem spojrzała na Malachi’ego.
„Widzisz?
Chace to dobry facet, Słonko. Możesz mu zaufać, ale jest takim dobrym facetem, że
możesz poświęcić na to trochę czasu, a on będzie cierpliwy. Daję słowo”.
Weszła
pielęgniarka i uśmiechała się do Malachi’ego - „Cóż, popatrzcie tylko, obudzony
i pokazujący nam swoje ładne, brązowe oczy”.
Malachi
obserwował ją ostrożnie, gdy zbliżała się do jego łóżka, dopóki Faye nie
wyprostowała się, a jego oczy wróciły do niej w sposób, który sprawił, że Chace
zmartwiał.
„Zadzwoniłam
po lekarza” - powiedziała pielęgniarka - „Niedługo przyjdzie i przepraszam, ale
będziemy potrzebować pokoju, Malachi będzie potrzebował prywatności i godzin
odwiedzin…”
„W
porządku” - przerwała jej Faye - „Damy to, czego potrzebujecie”.
Pochyliła
się z powrotem do Malachi’ego, Chace usztywnił się i to stało się, kiedy
powiedziała - „Wrócę jutro, żeby przeczytać…”
Jego
ciało gwałtownie zgięło się, jego zabandażowana ręka wyskoczyła i uderzyła w
książkę w jej dłoni, która spadła na materac, a potem rzucił się w jej stronę i
owinął jej szyję ramieniem z taką siłą, że wziął jej tors na siebie do łóżka.
„Kurwa”
- wyszeptał Chace, ruszając w stronę łóżka, ale pielęgniarka była już przy nich
i patrzyła na Chace’a.
„Proszę
wezwać kolejną pielęgniarkę”.
Chace
odwrócił się natychmiast i ruszył po pielęgniarkę, nie tracąc czasu, a kiedy
wrócił, Faye siedziała na łóżku, pochylona głęboko w Malachi’ego, jego ramię
wciąż było ciasno owinięte wokół jej szyi, a ona mruczała do niego.
Druga
pielęgniarka przyszła natychmiast.
„Może
potrafi pan wyjaśnić to przywiązanie” - szepnęła.
Chace
nie zwlekał - „Karmiła go i dawała mu książki. Po raz pierwszy spotkali się
pięć minut temu, ale to nie znaczy, że nie jest jedyną rzeczą, jaką ma”.
„Racja”
- szepnęła i podeszła do Faye i Malachi’ego.
Chace
podszedł łagodnie i ostrożnie zatrzymał się w miejscu, w którym zatrzymał się
wcześniej, nie bliżej.
„Wrócę,
kolego” - usłyszał szept Faye - „Jutro. Pierwsza rzecz. Obiecuję”.
Malachi
nic nie powiedział i trzymał ją mocno ramieniem.
Pielęgniarki
wpatrywały się w siebie znad łóżka, wyraźnie niepewne, czy interweniować, czy
pozwolić Faye to zrobić.
„Okej”
- szepnęła Faye - „Oto czego właśnie potrzebuję, Słonko. Musisz zadbać o siebie
trochę dłużej, a teraz oznacza to, że martwię się o twoje ręce. Nie chcę, żebyś
sobie krzywdził. Musisz mnie wypuścić, żeby pielęgniarki mogły się tobą
zaopiekować, a lekarz mógł cię obejrzeć. Potrzebuję tego od ciebie, Malachi.
Jutro, obiecuję, Słonko, przysięgam, wrócę. Do tego czasu… jesteś… bezpieczny. Całkowicie bezpieczny,
Malachi. Nie okłamałabym cię w tak ważnej sprawie. Przyrzekam. Czy mi
wierzysz?”
Żadnego
dźwięku, żadnego ruchu, wszyscy znieruchomieli przez kilka długich chwil, po czym
ramię Malachi’ego rozluźniło się i ułożył z powrotem na łóżku.
„Dziękuję,
kochanie” - wyszeptała Faye, po czym podniosła się na nogi, wyciągając rękę, by
położyć książkę na szafce nocnej i Malachi znów się zdenerwował. Patrząc na
książkę w dłoni Faye, kilkakrotnie uderzał łokciem w łóżko, podczas gdy jego
nogi poruszały się pod kołdrą, a dziwne, zwierzęce odgłosy dobiegały nisko z
jego gardła. Pielęgniarki poruszyły się, jedna położyła mu rękę na ramieniu,
druga delikatnie położyła swoją rękę na jego nogach.
„Co,
kolego?” - zapytała Faye, a on potrząsnął głową w przód i w tył, uderzając
łokciem w łóżko, kontynuując te odgłosy - „Malachi, proszę, Słonko, przestań to
robić. Zranisz się. Uspokój się i porozmawiaj ze mną. Co?”
Czysta
intuicja sprawiła, że Chace poruszył się szybko. Nie zbliżając się do łóżka,
okrążył Faye za plecami, wyciągnął książkę z jej ręki, po czym oparł się o nią,
zabierając ją ze sobą, używając jej jako tarczy dla Malachi’ego przeciwko sobie,
gdy wepchnął książkę pod wymachującą rękę Malachi’ego i wsunął ją do jego boku.
Ramię
Malachi’ego natychmiast przestało się poruszać, ale przesunęło się, by mocno
uwięzić tam książkę i ułożył się.
„Chcesz
swoją książkę” - szepnęła Faye.
Malachi
wziął głęboki oddech, patrząc na Faye.
Potem
skinął raz głową.
Jezu,
ten dzieciak był popieprzony.
Jezu.
Czując
pieczenie w brzuchu, którego nie lubił, Chace odsunął się od Faye i złapał
spojrzenie jednej z pielęgniarek.
„Nie
zabierajcie tej książki” - rozkazał, a ona natychmiast skinęła głową.
„Widzisz”
- Faye powiedziała cicho do Malachi’ego - „Będziesz to miał, dopóki nie
będziesz mieć mnie ponownie. W porządku?”
Malachi
spojrzał jej w oczy i nie poruszył się.
Zignorowała
to i wyszeptała - „Okej”.
Potem
podniosła rękę i przeczesała jego włosy, zanim się wyprostowała.
„Do
zobaczenia wkrótce, Słonko” - powiedziała cicho.
Przełknął
ślinę, jego oczy rzuciły się na pielęgniarki, a potem z powrotem na Faye.
Potem
skinął głową.
„Mój
dzielny Malachi” - szepnęła Faye, wyciągnęła rękę, dotknęła jego bicepsa, po
czym spojrzała przez pielęgniarki, pochyliła się, chwyciła torebkę, uśmiechnęła
się do Malachi’ego i wreszcie jej dłoń znalazła jego, i zacisnęła się wokół
niej tak mocno, że poczuł ból.
„Później,
kolego” - mruknął Chace, a Malachi spojrzał na niego, ale nie powiedział ani
słowa.
Minęli
doktor Hughes, która spieszyła się do środka i tak chciała dostać się do
Malachi’ego, że po drodze tylko kiwnęła do nich podbródkiem. Faye tego nie
zauważyła. Wyszła, wykręcając szyję, by spojrzeć na Malachi’ego.
W
końcu straciła go z oczu i patrzyła naprzód, ale się nie odezwała.
Chace
zaprowadził ją do jej rodziców. W chwili, gdy zatrzymali się blisko, Silas
przemówił.
„U
Rosalindy. Ja stawiam. Liza, Boyd i chłopcy tam się z nami spotykają”.
Chace
milczał, pozwalając Faye decydować o ich wieczornych planach.
„Brzmi
nieźle” - powiedziała cicho.
To
była jej decyzja. Potrzebowała rodziny.
Więc
to dostała.
„Racja”
- mruknął Silas, ostrożnie oglądając Faye, podczas gdy Sondra w milczeniu robiła
to samo, a potem Silas spojrzał na Chace’a.
„Liza
i Boyd są drodze. My też powinniśmy. Spotkamy się na miejscu”.
Chace
skinął głową, dostał klaśnięcie w ramię od Silasa, uśmiech Sondry po tym, jak
pocałowała córkę w policzek. Poszli za nimi do windy i wyszli razem na parking.
Sondra
i Silas oddzielili się od nich, aby udać się do Wranglera i oboje robili to machając.
Chace
podniósł brodę, gdy Faye pomachała w odpowiedzi i poszedł z nią na stronę drzwi
pasażera jego Yukona.
„Otwórz,
Słonko” - mruknęła, nie odrywając wzroku od drzwi, ale Chace chwycił ją za
rękę, drugą ręką pociągając ją w pasie, by sobie pomóc, odwrócił ją plecami do SUV’a
i przysunął się do niej.
Jej
zdziwione oczy podniosły się do jego.
„Upewnij
mnie, że wszystko w porządku” - zażądał.
„Ja...”
„On
jest popieprzony, Faye, i to było intensywne. Ale ma dziewięć lat. Ma ciebie,
ma mnie, twoich rodziców, twoją rodzinę, lekarza, o którym powiedziano mi, że
ma wysokie kwalifikacje i się przejmuje i pielęgniarki, które zajmują się nim
ostrożnie. Kiedy już tam jest, ma wszystko, a dotąd nie miał nic. Jest na tyle
młody, że bez względu na to, jakie pieprzone gówno przeszedł, można go z tego
wyprowadzić i zaufać czemuś dobremu. To jest nowe. Wpadł w panikę. Przywarł do
ciebie. Ale to ustąpi, kochanie. Zrobimy to i wszystko będzie dobrze.
„Chace,
nic mi nie jest. Jestem tylko głodna”.
Zamrugał,
słysząc jej słowa i spokojny ton po tym, jak kości jego ręki prawie zostały zmiażdżone
w jej dłoni, po czym przyjrzał się jej twarzy w światłach parkingu. Po pewnym
czasie powiedział jej - „Nie możesz zakopywać gówna. Przed nami jeszcze daleka
droga. Dajesz mu siłę, wyładowujesz na mnie gówno, które to powoduje w tobie,
żebyś mogła mu to dać. Zaczynamy teraz. Umowa?”
Pochyliła
się do niego, wspięła się na palcach i szepnęła - „Chace. Nic mi nie jest”.
„Mała…”
„Tylko
że potrzebuję burrito. Szybko.”
Chace
wpatrywał się w nią.
Uniosła
rękę i owinęła ją wokół jego szyi.
„Dwa
dni temu…” - powiedziała cicho - „…nie wiedząc, gdzie jest i w jakim stanie,
nie czułam się dobrze. Teraz jest popaprany, ale jest bezpieczny i wiem, gdzie
jest, więc daję słowo, kochanie, jestem… w
porządku”.
Wytrzymała
jego spojrzenie, gdy próbował wyczytać coś z jej.
Potem
przestała dawać mu czas i stwierdziła - „Nakarm mnie. Jeśli nie, aż do
Rosalindy, będę wyjaśniała ci całą historię Angela, wampira z duszą podarowaną
mu przez Cyganów jako kara za zabicie jednej z nich. Ta historia ciągnęła się
od Buffy, Pogromczynię Wampirów, po Angela, jego własny serial. Dodam też
moje opinie, dlaczego nigdy nie powinni byli anulować Angela. Powiem ci teraz, to jest wieloczęściowe i nie wszystko ma
związek z faktem, że David Boreanaz jest gorący. A jeśli będziesz zwlekał, może
nawet będę miała czas, aby wyjaśnić, dlaczego uważam, że Joss Whedon powinien
być rekomendowany do świętości”.
Miała
swój moment.
Teraz
była w porządku.
Więc
Chace sięgnął do swoich dżinsów, wyciągnął klucze i zapiszczał na zamki.
Faye
uśmiechnęła się.
Chace
pochylił głowę i dotknął ustami jej ust.
Usłyszeli
krótki dźwięk klaksonu samochodowego i oboje odwrócili głowy, by ujrzeć Sondrę
i Silasa przejeżdżających obok Wranglerem. Sondra machała do nich.
Faye
pomachała, gdy Chace sięgnął wokół niej, by otworzyć jej drzwi.
Zamknął
je, gdy wsiadła.
Potem
okrążył maskę, wsiadł i zabrał swoją kobietę na posiłek z rodziną.
*****
Znajdowała
to, mimo że Chace szedł powoli, łagodnie, kochając jej dotyk, jej zapach i
dźwięki, które wydawała.
Ale
wiedział po dźwiękach, po tym, jak jej ciało poruszało się pod jego, jak
przechylała biodra za każdym pociągnięciem, żeby go bardziej brać i po tym, że
owinęła jedną nogę wokół jego tyłka i przycisnęła wnętrze drugiego uda do jego
biodra, że się buduje.
Zsunął
usta z jej szyi na szczękę, aby objąć jej usta głębokim, powolnym pocałunkiem,
gdy jego ręka znalazła jej ramię, zsunęła się w dół i owinęła wokół jej
nadgarstka, aby wyciągnąć ją z siebie. Skręcił dłoń, splótł palce z jej
palcami, a następnie wcisnął ich dłonie w łóżko, poruszając się przy tym tak,
aby jego przedramię przejęło jego ciężar.
Całował
ją dalej, wbijając się głęboko, ale słodko i powoli, gdy poruszał drugą ręką,
by znaleźć jej ramię i wyrwać je z wokół niej. Przesuwając rękę w dół do jej,
przesunął ją na bok, przyciskając jej dłoń płasko do jej skóry, przesuwając ją
w górę, w górę, następnie jego dłonią na jej dłoni obejmując jej pierś.
Jego
kciuk poruszał jej kciukiem, pocierał nim mocno o jej twardy sutek.
I
dostał to. Jej biodra drgnęły, sapnęła przy jego języku, jej noga zacisnęła się
wokół jego tyłka i doszła.
Kurwa,
kochał to w niej. Szybko i mocno lub powoli i słodko, znajdowała to tylko z
jego językiem, sutkiem i jego kutasem.
Czasami
tylko z jego językiem i kutasem.
Poruszał
się szybciej, nadal ją całował, pchał mocniej, a ona go brała, wychylając się w
górę, oddając mu siebie całą, gdy odwzajemniała pocałunek, aż wepchnął się głęboko,
został osadzony i wlał się w nią, gdy jęknął w dół jej gardła.
Kurewsko
wspaniałe.
Kiedy
schodził, stwierdził, że ona przesuwa koniuszkiem języka po jego dolnej wardze.
Coś, co lubił, coś, co on lubił jej robić, coś, czego ją nauczył.
Z
drugiej strony nauczył ją wszystkiego.
Była
jego w każdy możliwy sposób, jego w sposób, w jaki większość mężczyzn nigdy nie
miała szansy mieć.
Jego.
Tak.
Kurewsko
wspaniałe.
Jego
język delikatnie wepchnął jej język z powrotem do jej ust, aby mógł ją
pocałować głęboko, powoli i długo, zanim puścił jej usta i pociągnął swoje z
powrotem do jej szyi.
Znowu
objęła go ramieniem i przesunęła stopę w łóżku, aby owinąć nogę wokół jego uda.
Ich
ręce wciąż były splecione w łóżku obok niej.
Dużo
pieprzył. Również się kochał. Nie można było powiedzieć, że nie było kobiet, na
których mu zależało, z którymi dzielił takie ciche chwile, będąc tak blisko,
jak tylko mogły się zbliżyć.
Ale
żadnej z nich nie czuł jak Faye. Żadna z nich nie pachniała jak ona. Żadna z
nich nie smakowała jak ona. Żadna z nich nie zaciskała palców między jego palcami
tak mocno. Żadnej z nich miękkiego ciała nie czuł tak słodko owiniętego wokół
niego, wciśniętego pod jego, biorącego jego ciężar. Żadnej z nich po zabraniu tam
nie sprawił, że poczuł się czysty i jakby wszystko było w porządku na świecie,
dopóki jej ciało było w jego łóżku.
Ani
jednej.
Nawet
nie blisko.
„Więc
o wiele spóźnione podsumowanie: kolacja z twoją rodziną poszła dobrze…” - przerwał
- „…za każdym razem” - wymamrotał to na jej karku, poczuł, jak jej ciało
podskoczyło z zaskoczenia, a potem usłyszał cichy chichot wydobywający się z
jej gardła.
To
było dobre. Brzmiało dobrze. Jakby na świecie wszystko było w porządku, tylko
dlatego, że byli razem w jego łóżku, nawet jeśli nie wszystko było w porządku.
Dałaby
mu to, gdyby miała dwadzieścia dziewięć lub siedemdziesiąt dziewięć lat i
wiedział o tym aż do głębi duszy.
Podniósł
głowę i spojrzał na nią, aby zobaczyć, że jest uśmiechnięta.
„Może
dla ciebie” - odpowiedziała - „Ja uznałam to za irytujące”.
„Żebyś
wiedziała, jak będę miał sekundę, pochowam nożyczki” - poinformował ją.
„To
się właściwie nie wydarzyło”.
Uśmiechnął
się i zbliżył twarz - „Faye, kłamiesz”.
Jej
oczy przesunęły się na bok, zanim mruknęła - „Cóż, jeśli nawet to zrobiłam,
zablokowałam to”.
Spojrzała
na niego, kiedy powiedział - „W to
wierzę”.
„Jestem
średnim dzieckiem” - zaczęła się bronić - „Liza i Jude zawsze się na mnie
zmawiali”.
„W
to też wierzę”.
„Więc,
gdybym miała dzierżyć nożyczki, to
prawdopodobnie było to konieczne. Samoobrona”.
„To,
przepraszam, kochanie, to nie pasuje”.
Przewróciła
oczami i mruknęła - „Nieważne”.
„Mała…”
- zawołał cicho, a kiedy spojrzała na niego, powiedział cicho - „Powiedziałem
ci, że ich pokocham”.
Jej
oczy zamgliły się, wysunęła czubek języka, by oblizać usta, a potem wyszeptała
- „Dobrze. Cieszę się”.
Widział
jej język, więc opuścił głowę, by odtworzyć jego ścieżkę.
Kiedy
podniósł głowę, jej oczy wciąż były zamglone, ale wyraz jej twarzy był zupełnie
inny. Spojrzenie, które poznał. Spojrzenie, które lubił.
„Chcesz
więcej, mała?” - zapytał łagodnie.
Wysunęła
zęby, żeby zagryźć na chwilę dolną wargę, zanim puściła ją i wyszeptała -
„Musisz jutro iść do pracy”.
Straciła
rozum, kiedy miał usta między jej nogami.
Nawet
jeśli samo dojście zajęłoby mu piętnaście minut, ona doszłaby tak samo mocno
lub mocniej, a on nadal miałby przyzwoitą porcję snu.
Warto
było. Absolutnie.
Pochylił
szyję, pocałował jej płatek ucha i w ucho rozkazał szeptem - „Idź się umyć. Jak
wrócisz, dam ci więcej i zjem cię”.
Jej
głowa odwróciła się lekko, więc jej usta znalazły się na jego szyi, nawet gdy
jej trzy kończyny skręciły się wokół niego, a jej palce splotły się z jego
zaciśniętymi palcami.
„Tak?”
- wyszeptała.
Kurwa,
wciąż był w niej częściowo twardy, właśnie doszedł, a jego kutas wciąż zadrgał
na to jedno, chrapliwe, wypełnione pragnieniem słowo od jego dziewczyny.
„Tak”
- odszepnął.
„Wysuń
się, Chace” - wydyszała, a on wysunął się powoli.
Powoli
wsunęła usta w jego szyję.
Zmiana
planów. Zje ją, aż ona to znajdzie. Potem wypieprzy ją, aż on to zrobi i miał
nadzieję, że ona zrobi to ponownie.
Pocałował
ją w ramię i stoczył się.
Posłała
mu mały, na wpół nieśmiały uśmieszek, a potem popchnęła swój tyłek do jego
łazienki.
Kiedy
wróciła, jeszcze nie całkiem komfortowa ze swoją nagością przed nim, była
owinięta jego szlafrokiem, który był na haczyku z tyłu drzwi do łazienki.
Jego
matka kupiła mu ten szlafrok po Misty. Jakoś, kiedy była w okolicy, odkryła, że
jego stary zniknął, bo Misty na początku zaczęła go nosić. Więc kiedy jej gówno
poszło, jego stary szlafrok też.
Szlafrok,
który nosiła teraz Faye, miała na sobie inna kobieta. Nie podobało mu się to,
więc zanotował sobie w pamięci, żeby się go pozbyć i zdobyć kolejny, który byłby
tylko jej.
Zostawiła
go, kiedy wczołgała się do łóżka.
Co
oznaczało, że musiał go z niej zdjąć.
Zrobił
to dziesięć minut później.
Dziesięć
minut później, po tym, jak zmusił ją do dojścia, wrócił do niej, by sam to
znaleźć.
I
tak jak Faye zawsze to robiła, ona również to odnalazła.
Martwię się o tego chłopca. Straszne to wszystko. Dziękuję 😘❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńBiedny dzieciak, Wielkie dzięki
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńTeż martwie się o tego chlopca żeby nie wpadło mu do głowy by uciec ze szpitala :(
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje. Ciekawe co się jeszcze wytwinie z rodzinką Chace i młodym
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuń